Dla siebie znalezioną ścieżką

Okładka książki Dla siebie znalezioną ścieżką autora Małgorzata Lutowska, 9788361719700
Okładka książki Dla siebie znalezioną ścieżką
Małgorzata Lutowska Wydawnictwo: Poligrafia Ad Rem literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2010-04-14
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361719700
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dla siebie znalezioną ścieżką w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dla siebie znalezioną ścieżką

Średnia ocen
7,1 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dla siebie znalezioną ścieżką

avatar
643
116

Na półkach:

Po prostu fajna książka!

Po prostu fajna książka!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
253
160

Na półkach: , ,

Pięknie opisane okolice które kocham, Góry Izerskie. Książka nie jest przewodnikiem, ale zachęca do wycieczek miejscowościami, w których bywała autorka, wczuwając się jednocześnie w przeszłość.

Pięknie opisane okolice które kocham, Góry Izerskie. Książka nie jest przewodnikiem, ale zachęca do wycieczek miejscowościami, w których bywała autorka, wczuwając się jednocześnie w przeszłość.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1800
1783

Na półkach: ,

"Wydaje nam się, że nasz świat i czas są tak przepastne, że nie mają końca. A przecież Ziemia to mały stolik, dostaliśmy się tu z niebytu na krótką chwilę, skupieni wokół światła małej lampki naszego słońca".


Do tej pory, typowy przewodnik turystyczny, czyli publikacja wydana w formie książkowej, kojarzył mi się nieodłącznie z listą wypunktowanych ciekawych miejsc, zabytków czy szlaków, jakie warto zobaczyć i zwiedzić. Tymczasem, okazuje się, że można w bardzo interesujący sposób pożonglować formą i połączyć ze sobą prozę z funkcją, jaką pełni takowa publikacja. W wyniku takiej właśnie zabawy formą, powstał zbeletryzowany przewodnik turystyczny po Dolnym Śląsku, w którym zarówno pomysł na taką książkę jak i jego wykonanie, stoją na równie wysokim poziomie.

Małgorzata Lutowska urodziła się w Cieplicach, jest przewodniczką sudecką, pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego. Ukończyła Akademię Rolniczą we Wrocławiu i Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autorka obecnie mieszka w Gerlic, do tej pory wydała trzy książki. "Dla siebie znalezioną ścieżką" to debiut prozatorski pisarki, który został uhonorowany nagrodą Marszałka Województwa Dolnośląskiego za powieść o tematyce związanej z Dolnym Śląskiem.

Alicja, nauczycielka plastyki w liceum, postanowiła wyjechać na mały odpoczynek w Góry Izerskie, do małej miejscowości pod nazwą Stara Kamienica. Bohaterka, zaprzyjaźnia się z gospodarzami domu agroturystycznego w którym mieszka, dzięki czemu poznaje Michała – miłośnika historii Dolnego Śląska. Plany Alicji dotyczące odpoczynku i nadrabiania zaległości czytelniczych zostają zmodyfikowane, bowiem Michał dzięki swojej pasji odsłania przed bohaterką interesujące miejsca i ciekawe historie dotyczące tego właśnie regionu, a także, niespodziewanie otwiera przed nią swoje serce.

Muszę przyznać, że po raz pierwszy spotykam się z tak oryginalnym kolażem, który może pełnić dwojaką funkcję: typowo beletrystyczną, pozwalającą śledzić rodzące się uczucie pomiędzy dwójką głównych bohaterów, a także spełniać rolę nietuzinkowego przewodnika po Dolnym Śląsku. To, co ważne to fakt, iż w tej dość niecodziennej publikacji proporcje dotyczące dwóch wyżej wymienionych elementów zostały znakomicie dobrane, dzięki czemu podczas lektury nie poczujecie przesytu jednej tylko płaszczyzny. Sądzę, że taka forma łącząca w sobie powieść z przewodnikiem, jest doskonałym pomysłem na przybliżenie czytelnikom zakątków danego regionu. Pomysł na taki kolaż uważam za trafiony i niezwykle przydatny, spełniający swoją funkcję edukacyjną.

Nie ukrywam, że to właśnie warstwa ukazująca wyjątkowość Dolnego Śląska, ze wszelkimi ciekawostkami historycznymi i krajobrazowymi, pozwalała mi doceniać wyjątkowość tego regionu naszego kraju. Regionu rozdartego pomiędzy dwie kultury – polska i niemiecką. Małgorzata Lutowska w swojej książce zawarła wiele, naprawdę wiele intrygujących historii, o których pewnie wielu z Was nigdy by się nie dowiedziało, gdyby nie ta publikacja. Muszę przyznać, że w głowie utkwiło mi naprawdę sporo takich opowieści, jak chociażby niesamowita historia o cmentarzu w Radomicach, w którym nie domknięta furtka stała się swoistym symbolem powrotu do przeszłości, czy historia talerzyka, będącego stałym elementem wieczerzy wigilijnej. Wszystkie zawarte w książce opowieści, które często zostają wywołane przez stare zdjęcie, antykwaryczny przedmiot czy chociażby zapomniane ruiny zamku, pokazują związek naszej przeszłości z dniem dzisiejszym. Autorka w magiczny sposób utrwala zapomnianych ludzi i ich dzieje, pokazując także niezwykłość Gór Izerskich i Pogórza. To, co niewątpliwie dodaje smaczku całej tej warstwie to fakt, iż większość opowieści, jakie przytacza autorka to prawdziwe wydarzenia, a czasami znajdziecie także pewne wątki autobiograficzne. A co najważniejsze, opowiedzianymi historiami Małgorzata Lutowska wywołuje wiele refleksji dotyczących naszej tożsamości i świata, który nas otacza. Alicja i Michał przekonują nas o tym, że przeszłość może wytyczyć nam własną drogę, by iść dla siebie znalezioną ścieżką.

Wątek rodzącego się uczucia pomiędzy Alicją i jej przewodnikiem, został nieco zepchnięty na drugi plan, jednak stał się przez to doskonale wyważonym uzupełnieniem, a nawet tłem odkrywania specyfiki regionu Gór Izerskich. Ich historia stała się bowiem w pewnym stopniu spoiwem łączącym poszczególne rozdziały. Warto podkreślić, iż nie jest to zapierająca dech w piersiach historia wielkiej namiętności. Uczucie pomiędzy dwójką bohaterów rozwija się bowiem niespiesznie, można nawet powiedzieć, że powolnie, stając się dla czytelnika elementem wytchnienia od płaszczyzny historycznej i kulturowej. Autorka w mojej opinii bardzo dobrze poradziła sobie łącząc te dwie warstwy, stawiając jednocześnie większy nacisk na funkcję poznawczą regionu.

"Dla siebie znalezioną ścieżką" to z pewnością książka nietuzinkowa, łącząca w sobie elementy przewodnika i powieści beletrystycznej. Dla mnie debiut Małgorzaty Lutowskiej okazał się się arcyciekawą podróżą po Dolnym Śląsku, którą urozmaicała rodząca się miłość dwójki głównych bohaterów. Dla mieszkańców tego regionu, to lektura obowiązkowa!

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

"Wydaje nam się, że nasz świat i czas są tak przepastne, że nie mają końca. A przecież Ziemia to mały stolik, dostaliśmy się tu z niebytu na krótką chwilę, skupieni wokół światła małej lampki naszego słońca".


Do tej pory, typowy przewodnik turystyczny, czyli publikacja wydana w formie książkowej, kojarzył mi się nieodłącznie z listą wypunktowanych ciekawych miejsc,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

62 użytkowników ma tytuł Dla siebie znalezioną ścieżką na półkach głównych
  • 42
  • 20
21 użytkowników ma tytuł Dla siebie znalezioną ścieżką na półkach dodatkowych
  • 8
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dla siebie znalezioną ścieżką

Inne książki autora

Małgorzata Lutowska
Małgorzata Lutowska
Małgorzata Lutowska urodziła się w Cieplicach, jest przewodniczką sudecką, pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego. Oprócz "Powierzonego klucza" opublikowała także "Dla siebie znalezioną ścieżką" - powieść o tematyce związanej z Dolnym Śląskiem, która została uhonorowana nagrodą Marszałka Województwa Dolnośląskiego, oraz "Skarby drzewa" - powieść dla młodzieży, stanowiąca element projektu "Moja mała ojczyzna".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zagrać Marię Joanna Szczepkowska
Zagrać Marię
Joanna Szczepkowska
To bardzo dziwna, a jednocześnie... niezwykle intrygująca książka, w której niby wszystko jest normalne, a jednak przez długi czas nie wiemy, kto do nas przemawia. Marta czy... Maria. Polska aktorka - Marta, otrzymuje propozycję wcielenia się w postać Marii Skłodowskiej-Curie, w filmie reżyserowanym przez francusko-polską ekipę. Pierwsze zdjęcia wychodzą rewelacyjnie, a Marta wydaje się być wprost stworzona do tej roli. Dość szybko jednak okazuje się, że wizja producentów znacznie różni się od tego, co chce zagrać aktorka. Oni chcą skupić się wyłącznie na życiu uczuciowym noblistki, a ona... chce pokazać, jak wielką i mądrą kobietą była Skłodowska-Curie. Marta zbyt mocno angażuje się w swoją rolę. Przekracza granice aktorstwa i gdzieś po drodze zatraca siebie. Ona chce być Marią. Doświadczać tego samego i żyć, jak ona. Próbuje nawet samodzielnie odtworzyć drogę Skłodowskiej-Curie, jako uczonej. W tym celu nawiązuje kontakt ze zbieraczami minerałów zawierających pierwiastki promieniotwórcze, które zresztą sama gromadzi i przerabia w wynajętym, gdzieś na peryferiach, baraku - nomen omen, przerobionym na wzór laboratorium noblistki. Jej szaleństwa, bo inaczej nazwać tego nie można, nie powstrzymuje ani utrata zdrowia, ani wycofanie się Francuzów z projektu. Słaba i wyczerpana błaga producenta, by nakręcić ten film... chociażby telefonem komórkowym. Książka Joanny Szczepkowskiej jest bardzo dobrze udokumentowana, jednak nie wnosi nic nowego ponadto, co większość z nas i tak wie. Mimo że nie do końca wiem, co mam o niej myśleć, uważam, że warto było ją przeczytać. Na koniec mała ciekawostka :) Okazuje się bowiem, że książka "Zagrać Marię" nie powstała ot tak sobie. Szczepkowska wylała na papier swoje żale i gorycz po tym, jak jej samej odebrano możliwość zagrania Marii Skłodowskiej-Curie. Miała to być wielka produkcja, kręcona z niespotykanym, jak na polskie realia, rozmachem. Co prawda zdjęcia do filmu się rozpoczęły (z dużym opóźnieniem),ale reżyserka - Marta Meszaros, zdecydowała ostatecznie, że noblistę zagra Krystyna Janda. Pomiędzy Jandą i Szepkowską wybuchł konflikt, nazywany przez wielu nawet wojną, ale... o tym chyba większość z nas słyszała.
e_rwira - awatar e_rwira
oceniła na613 lat temu
Kot w pralce. Salony Jerzego Iwaszkiewicza Jerzy Iwaszkiewicz
Kot w pralce. Salony Jerzego Iwaszkiewicza
Jerzy Iwaszkiewicz
Jako nieco oportunistyczna, ale jednak bardziej symetrystka, i anty-UJotnik, nie miałam autorowi za złe nierzadkich uszczypliwości względem PISu, były najczęściej w lekkim tonie, niemniej, oddanym miłośnikom np. p. Ziobry, czy w ogóle takim "bardziej lubiącym", raczej bym książki nie poleciła. Ton bywa zjadliwy, dla mnie momentami była nieco zbyt "wulgarna", może wolałabym trochę bardziej zawoalowany styl, ale to raczej tak kosmetycznie. Całościowo książka jest bardzo klimatyczna, podobała mi się też strona graficzna, co wedle moich standardów, nie jest częste. Ponadstandardowo nieprzewidywalnie trafiła w moje ręce, bo szukałam po prostu jak najwięcej pozycji mających na celu świadome wychowywanie milusińskiego. Tutaj akurat chyba wrażenie "kliknęło" - zwróciłam uwagę na sam tytuł, no, było "głośne nazwisko", plus twarz, i to jeszcze seniora, no, nawet jest róż. Na razie śledztwo nie zostało zakończone, nie wiem, czy jest jakieś pokrewieństwo między tym panem na "J" a innym. Wpływu sentymentu w związku z nazwiskiem raczej nie ma, bo "tamtego Iwaszkiewicza" nie darzę jakąś szczególnego rodzaju miłością. Na duży plus idzie "cytatowość", w sumie rozważę przeczytanie jeszcze kiedyś, bo pod moje poczucie humoru podeszło sporo fragmentów, co też jest raczej rzadkie. Nie jest to książka, o której miałabym jakoś dużo do powiedzenia pod kątem treści, jest tu już po prostu duży, hmm, dystans klasowy? Chodzi mi o, mimo wszystko, w pewnym sensie zbyt dużą różnicę względem życia, form spędzania wolnego czasu, typów relacji, etc. W każdym razie, można trochę "obejrzeć" ze świata, do którego mało kto miał/ma dostęp, ja najbardziej patrzę na tę pozycję pod kątem potencjału "edukacyjnego", ale dla samego klimatu, nastrojów, myślę, że warto się zapoznać. Dość łatwo nabyć perspektywę nie-lubienia ludzi "wyżej ustawionych", ten osobnik akurat mi nie podpadł, nie trafił (jeszcze) na listę ***. Także, raczej bym poleciła, najbardziej z adnotacją odnośnie możliwych zgrzytów politycznych.
olaleksandra - awatar olaleksandra
oceniła na82 miesiące temu
Miasto Lwów Wiesław Budzyński
Miasto Lwów
Wiesław Budzyński
To już któraś z kolei książka o Lwowie, jaką miała okazję przeczytać. W moim odczuciu okazała się średnio interesująca, gdyż autor skupiał się głównie na sprawach z historii miasta, które jemu osobiście jakoś szczególnie leżały na sercu. Temat potraktował wybiórczo, chociaż ma to swoje uzasadnienie, o czym napiszę w dalszej części mojej opinii. Lwów to miasto wyjątkowe w burzliwej historii naszego kraju, za nie Polacy przelewali krew, tam zostali na Cmentarzu Łyczakowskim pochowani obrońcy Lwowa i gdy przestało należeć do Polski, to mieszkającym tam wcześniej Polakom pękły serca. Zapewne stąd też tak emocjonalny stosunek do Lwowa autorów, którzy go opisują. Ale również i nas - czytelników. Pan Budzyński skupił się głównie na okresie przedwojennym oraz czasie II wojny światowej, co dla mnie jest zrozumiałe, gdyż to w tamtym właśnie okresie w mieście działy się rzeczy straszne, a Lwów próbowali Polakom wyszarpać: Niemcy, Rosjanie i Ukraińcy, którzy po wojnie dostali je od Stalina w prezencie. Jak więc autor miał się nad tym wszystkim nie rozwodzić, skoro to właśnie wówczas decydowały się losy Lwowa i jego mieszkańców. Warto zaznaczyć, że Lwów:" Burzony i palony podczas częstych wojen i pożarów, zawsze dźwigał się z popiołów i odzyskiwał dawne piękno i bogactwo". Mnie osobiście bardzo zainteresowały opisane tu losy sławnego polskiego aktora - Eugeniusza Bodo, który zginął w dramatycznych okolicznościach, ale również losy Warsa czy Polaka żydowskiego pochodzenia, Gene Gutowskiego, który u boku reżysera - Romana Polańskiego zrobił karierę w Ameryce, podobnie zresztą jak wcześniej wspomniany Wars. Natomiast mocno wstrząsnęła mną sprawa mordu profesorów lwowskich, którą znałam z innych książek o Lwowie, ale za każdym razem, gdy o tym czytam, krew się we mnie burzy i jestem rozdygotana emocjonalnie. Równie mocno na wyobraźnię działają losy Polaków wypędzonych ze Lwowa po tym, gdy przesunęły się granice i miasto znalazło się poza obszarem Polski. Ludzie wracali z obozów, z zesłania na Syberię, a ich Polski na ojcowiźnie już nie było... Przytoczę w tym miejscu wypowiedź lwowianki wracającej z ssyłki:" Szesnaście lat... Wszystko, co może mieć najdroższego kobieta, matka, straciłam, a pan chce, żebym jako turystka oglądała pogorzeliska własnej wiary i marzeń? Czy można od kogoś wymagać , by rozszarpywał swoje serce, patrzył na krwawiące rany i wył z rozpaczy i bólu?." Warto zaznaczyć, iż książka została wydana bardzo starannie: twarda okładka, wysokiej jakości papier, mnóstwo unikatowych zdjęć Lwowa z różnych jego okresów oraz sporo przypisów, które autor umieścił na końcu książki, dzięki czemu czytelnik podczas jej czytania nie musiał się wybijać z rytmu, sięganiem do przypisów, tylko mógł to spokojnie zrobić po przeczytaniu lektury. Nie jest to zła pozycja literacka, ale za dużo tu osobistych przemyśleń i opinii autora. To, co najbardziej druzgocące, to fakt, że 28.07.1944r. był ostatnim dniem polskiego Lwowa, a rana, którą wówczas zadano Polsce i Polakom, mocno krwawi do dziś. Liczę na to, że dożyję dnia, w którym Lwów wróci tam, gdzie jego miejsce czyli do Polski.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na66 miesięcy temu
Imiona honoru Zdzisław Romanowski
Imiona honoru
Zdzisław Romanowski
Ostatnie miesiące Polski i Polaków przed najazdem dwóch jej sąsiadów - dwóch wrogich mocarstw, a następnie kampania wrześniowa i następujący po niej czas niewoli prowadzącej do zbrodni na niewyobrażalną wcześniej skalę oraz okupacji równie zbrodniczej bo obliczonej na planową eksterminację całego narodu. Wszystko to pokazane z perspektywy zarówno zwykłych ludzi, żyjących w ramach przypadających im ról społecznych, w ich środowiskach, przeżywających rozterki i bolączki "dnia codziennego i niecodziennego", trapionych coraz większą obawą przed nadciągającą, coraz bardziej namacalną "nawałnicą"; jak również z pułapu wielkich graczy - rozdających karty polityki europejskiej, których plany, kalkulacje, wyrafinowane gierki a po części chore ambicje i zbrodnicze zamysły doprowadziły do wojennej pożogi. Autor doskonale orientujący się w meandrach polityki międzynarodowej lat 30-tych XX wieku, a w równym stopniu w historii militarnej Europy tego okresu i w zagadnieniach z zakresu wojskowości wprowadza czytelnika w atmosferę wówczas panującą na europejskich salonach, w gabinetach polityków, ale także na ulicach miast, w dworach ziemiańskich, w garnizonach oraz sztabach wojskowych. Sugestywnie przedstawia własną wizję realiów procesów zachodzących w skali makro- i mikro-, które zbiegły się kulminacyjnie w dwóch kluczowych dla nas Polaków datach - 1 i 17 września 1939 r. Unika nuty moralizatora, unika patosu, unika jakże częstej dziś, a zwykle fałszywie brzmiącej, nuty martyrologicznej. Nie "wybiela" postaci historycznych, a swoich fikcyjnych bohaterów wyposaża w te wszystkie cechy, które pozwalają im zachować walor autentyczności, wiarygodności, skrawając ich na miarę czasów, w jakich przyszło im żyć, panującej wówczas emocjonalności i obyczajowości. Motorem napędowym akcji są dialogi - żywe, przekonywujące, treściwe. To z nich dowiadujemy się o rozwoju sytuacji, o kolejnych wydarzeniach determinujących losy Kraju i narodu. Fabuła bardzo zgrabnie poprowadzona - równie, bez wgryzania się w niepotrzebne detale ale i obfitująca w bogactwo tych elementów, które służą dopełnieniu i pokoloryzowaniu całościowo ujmowanego tła historycznego powieści.Tła, które "de facto" staje się główną determinantą losów jednostkowych, będących swoistą egzemplifikacją losów całego społeczeństwa, a raczej społeczeństw. Książkę bardzo dobrze się czyta, po prostu wciąga i choć nie ma tu "mrocznych tajemnic", "niespodziewanych zwrotów akcji", "psychologicznych łamigłówek" to stanowi ona dobrze - również pod względem warsztatowym - napisane kompendium z historii najnowszej Polski i jej uwikłania przez posunięcia jej sąsiadów - dwóch największych totalitaryzmów XX stulecia.
Shadowplay - awatar Shadowplay
ocenił na77 lat temu
Mała matura Janusz Majewski
Mała matura
Janusz Majewski
,,Mała matura" to zabawna, wzruszająca, momentami przerażająca opowieść o świecie, który powoli przemijał i został na zawsze zrównany z ziemią przez kolejnych okupantów. Ludwik rodzi się we Lwowie, gdzieś w połowie XX-lecia międzywojennego. Jako potomek lwowskiej inteligencji zajmuje stosowne mu miejsce i z ciekawością obserwuje świat, w którym przyszło mu żyć. Jego otoczenie jest pełna przedwojennej dystynkcji, fasonu, poczucia swojego miejsca na świecie. Chłopiec dorasta obserwując rodziców, wujostwo, sąsiadów i przeżywając pierwszą niewinną fascynację służącą. Wszystko to nagle rozpada się gdy wybucha II wojna światowa. Kolejni okupanci wkraczają do Lwowa i zaczynają swoje rządy. Jednak patrzenie na wojnę oczami Ludwika nadal jest niewinne. Chłopiec chroniony przez dorosłych, znacznie mniej odczuwa dramatyzm tego okresu. Wyrzuceni z własnego domu tułają się po krewnych i powinowatych ale nadal czuć, że realne zagrożenie jest odległe. Dopiero po wojnie, gdy osiedlą się w Krakowie, Ludwik na własnej skórze doświadczy barbarzyństwa i okrucieństwa nowej władzy. ,,Mała matura" to sentymentalna opowieść o chłopięcym dorastaniu, o świecie, który był ale już dawno go nie ma. Spojrzenie na rzeczywistość jest bardzo nostalgiczne. Nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia paradoksalnie nie odbierają niewinności. To opowieść o pierwszych fascynacjach, przyjaźniach, marzeniach i zmianach jakie zachodzą w życiu. Mimo całego dramatycznego tła i okrucieństwa jakie się rozgrywa, nie traci optymizmu i nadziei. Jest strasznie ale nadal pozostaje przestrzeń do uśmiechu czy bycia po prostu dorastającym chłopcem.
deana - awatar deana
oceniła na73 lata temu
Dzidek Stefan Wroński
Dzidek
Stefan Wroński
Cudna lektura. Napisana lekko, gawędziarsko, z humorem. Powracamy w niej do czasów, które dawno minęły, i o których dzisiaj można już tylko czytać w książkach. Do czasów, kiedy po ulicach miast kręcili się kataryniarze, wędrowni handlarze oraz sprzedawcy lodów i wody sodowej. Akcja w zdecydowanej większości rozgrywa się w przedwojennej Warszawie, dopiero końcówka lekko zahacza o czas wojenny (opowiada o niej jednak w sposób bardzo skrótowy i powierzchowny zatem nie zmniejsza pozytywnego odbioru lektury). Czytając, delektujemy się niepowtarzalnym i wyraźnie odczuwalnym klimatem lat 30 – tych, poznając przy tym mentalność tamtejszego pokolenia warszawiaków. Bohaterami są zarówno dzieci, jak i dorośli, a ich rozmowy, myśli czy też sytuacje, w których brali udział, w zdecydowanej większości opowiedziane zostały niezwykle naturalnie i realistycznie. Od czasu do czasu autor pokusił się jednak o porzucenie takiego stylu na rzecz ukazania danej rzeczy w sposób przerysowany, a nieraz wręcz karykaturalny. I trzeba przyznać, że bardzo fajny efekt przyniósł taki zabieg. Nadał charakteru oraz sprawił, że książka wyróżnia się i nie ginie w gąszczu innych dzieł o podobnej tematyce. Pozwolił on też na stworzenie postaci ciekawych, barwnych, takich których nie sposób nie polubić. To wszystko sprawiło, że bardzo dobrze mi się powieść czytało. Z ogromną przyjemnością przenosiłam się do dawnych lat, poznając różne, przypadkowe sytuacje wyrwane z życia bohaterów (bo to one tworzą tutaj fabułę). Środowisko kilku i kilkunastoletnich łobuziaków, do którego przylgnął tytułowy Dzidek przypomina, jak kiedyś wyglądało beztroskie dzieciństwo. Zabawy na podwórku, bójki z kolegami, szlabany i inne kary za łobuzowanie, szacunek do rodziców czy nauczycieli – to tylko część rzeczy, charakteryzujące minione lata, które zostały ujęte w lekturze. Czytając o perypetiach Dzidka, jego młodszej siostry i całej zgrai podwórkowych kumpli, niejeden raz zaśmiewałam się do łez. Ich rozumowanie, ich pomysły – to coś, co trudno przyjąć z obojętnością. Chociaż muszę powiedzieć, że nie zawsze one śmieszyły. O, nie! Czasem wręcz przerażały (np. Dzidkowy eksperyment sprawdzający prawdziwość przysłowia mówiącego o tym, że koty zawsze spadają na cztery łapy). O, zgrozo! Biedne kotki. Mam nadzieję, że akurat tutaj zadziałała wyobraźnia autora. Bo trzeba pamiętać, że książka przedstawia autentyczne wydarzenia, ale niektóre z nich zostały podkolorowane pomysłami pisarza. I na koniec jeszcze wspomnę, że bawią nas tutaj nie tylko przygody dzieci. Dorośli też mają ogromny udział w rozśmieszaniu czytelników. I tak przez większość książki. Dopiero końcówka mówi o rzeczach poważnych i tragicznych. Ale jak już wspominałam, są one bardzo lekko i powierzchownie opisane, więc nie wpływają negatywnie na odbiór całości. No, może oprócz ostatnich rozdziałów. Autor takie zakończenie zafundował, że aż mi się przykro zrobiło. Ogólnie jednak, książka jest bardzo przyjemna, a na poprawę humoru wręcz idealna. Polecam!
Dorota - awatar Dorota
oceniła na75 lat temu
Sny Carlosa Ruedy Lawrence Thornton
Sny Carlosa Ruedy
Lawrence Thornton
Pod koniec lat 70. w Argentynie w wyniku zamachu stanu rządy objęła junta wojskowa. To co działo się podczas rządów junty, nazywa się brudną wojną, a polegało głównie na zastraszaniu, porywaniu, torturowaniu i mordowaniu przeciwników politycznych. Zdarzało się, że tymi przeciwnikami bywali nawet uczniowie liceum (patrz "noc ołówków"). Właśnie w tym smutnym okresie rozgrywa się akcja powieści Sny Carlosa Ruedy. Tytułowy Carlos Rueda jest dramatopisarzem, jego żona Cecilia zaangażowaną politycznie dziennikarką. "Cecilia jeszcze bardziej zażarcie niż ja trzymała się faktów; za to życie intelektualne Carlosa było całkowicie metaforyczne, i może to właśnie najlepiej tłumaczy, dlaczego został głównym dostarczycielem sztuk dla Narodowego Teatru Dziecięcego Argentyny." Trzymająca się faktów Cecilia, mimo niebezpieczeństwa, publikuje nieprzychylne władzy teksty. Wydaje się, że zainteresowanie się nią junty, jest tylko kwestią czasu. I rzeczywiście, po opublikowaniu tekstu pt. Dzieci z La Platy (o wspomnianej już nocy ołówków) Cecilia dołącza do grona zaginionych, natomiast jej, dotąd wycofany, mąż odkrywa w sobie dar: widzi, co dzieje się z tymi, którzy zaginęli. Jedyną osobą, której nie potrafi zobaczyć jest jego żona... Myślę, że ta powieść bardziej by mi się podobała, gdyby autor nie zdecydował się na realizm magiczny, ale i tak jest to pozycja godna polecenia.
PozaPsem - awatar PozaPsem
ocenił na612 lat temu

Cytaty z książki Dla siebie znalezioną ścieżką

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dla siebie znalezioną ścieżką