rozwińzwiń

Budowa Jalny

Okładka książki Budowa Jalny autora Mazo de la Roche, 8303026348
Okładka książki Budowa Jalny
Mazo de la Roche Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza Cykl: Saga Rodu Whiteoaków (tom 1) literatura piękna
335 str. 5 godz. 35 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Saga Rodu Whiteoaków (tom 1)
Tytuł oryginału:
The Building of Jalna
Data wydania:
1989-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
335
Czas czytania
5 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
8303026348
Tłumacz:
Julia Rylska
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Budowa Jalny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Budowa Jalny

Średnia ocen
6,3 / 10
61 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Budowa Jalny

avatar
2807
1395

Na półkach: , ,

Jako nastolatka przeczytałam pierwsze trzy tomy cyklu o rodzinie Whitoaków. Podobały mi się, ale nie na tyle, żeby jakoś z zapałem szukać kolejnych. Jednak mam już za sobą sporo znanych sag rodzinnych, jak Saga o Ludziach Lodu, Poldark, Stulecie Winnych i Whitoaków trochę mi w tym gronie brakowało. Postanowiłam, że postaram się wrócić do tego cyklu i go skończyć.

Filip i Adelina Whitoakowie są młodym i do szaleństwa zakochanym w sobie małżeństwem, które postanawia opuścić Indie i spróbować szczęścia w Kanadzie. Wyruszają w podróż do ,,Nowego Świata”, gdzie rozpoczynają budowę nowego domu, który postanawiają nazwać Jalną po dawnym regimencie Filipa.

Pod względem chronologii zdarzeń ten tom jest pierwszy, ale jednocześnie jest prequelem cyklu rozpoczętego ,,Jalną”. I może kolejne tomy są bardziej barwne i pełne przeżyć, ale w tym nie ma jakiegoś konkretnego głównego motywu, ot, zwykłe życie małżeństwa – budowa domu, narodziny dzieci, wizyty u sąsiadów. Nie ma w tym nic złego, aczkolwiek moje wydanie w ebooku miało ponad 600 stron i akcja chwilami mocno się dłużyła. Nie da się też ukryć, że pod pewnymi względami książka słabo się zestarzała. Nie znajdziemy tu żadnych refleksji na temat tego, że bohaterowie dwukrotnie przybyli do kraju odebranego rdzennym mieszkańcom, a bohaterowie pochodzący z różnych mniejszości są ukazani bardzo stereotypowo, nawet jeśli Titysz ostatecznie jest jedną z barwniejszych i ciekawszych postaci. Irytująco wypada też wątek Wilmotta i Henrietty, kreowanej na stereotypową żonę z dowcipów, a już podejście tego pana do własnej córki było niesmaczne i oburzające, a ostatecznie ujęte komediowo.

Niemniej ,,Budowę Jalny” ostatecznie czytało mi się dobrze. Mimo że akcja chwilami nudzi, to jednak w opisach tych sąsiedzkich spotkań i drobnych utarczek jest sporo uroku. Opisy Kanady też są na plus, a najlepiej wypada małżeństwo Filipa i Adeliny. Mimo że poznajemy ich już po ślubie, obserwujemy w codziennym życiu, to między tą parą jest nadal ogromna chemia i gorąca, namiętna miłość. Oboje mają silne charaktery, nie brakuje między nimi scysji, ale to tylko ostatecznie podsyca ich uczucie – to trochę tacy Scarlett i Rhett czy Katy i Heathcliff, gdyby udało im się zbudować zdrowe, stabilne małżeństwo 😉 Mimo że nie przepadam za kobiecymi postaciami, które są przez wszystkich adorowane i podziwiane, to Adelina miała w sobie tyle życia i energii, że jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało, a wręcz rozumiałam, czemu budzi tyle uwagi (swoją drogą, ona też przypomina mi nieco Scarlett O’Harę).

Na razie nie do końca rozumiem, czemu ta seria jest takim fenomenem w Kanadzie, ale czytało mi się przyjemnie i liczę, że tym razem uda mi się doczytać te szesnaście tomów 😉

,, — Człowiek nie może żyć samymi tylko przyziemnymi rzeczami!
— To niech patrzy w gwiazdy
— Niełatwo jest patrzeć w gwiazdy w burzliwą noc. A religii nie zdoła skryć burza.”

Jako nastolatka przeczytałam pierwsze trzy tomy cyklu o rodzinie Whitoaków. Podobały mi się, ale nie na tyle, żeby jakoś z zapałem szukać kolejnych. Jednak mam już za sobą sporo znanych sag rodzinnych, jak Saga o Ludziach Lodu, Poldark, Stulecie Winnych i Whitoaków trochę mi w tym gronie brakowało. Postanowiłam, że postaram się wrócić do tego cyklu i go skończyć.

Filip i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2036
237

Na półkach:

Wielką przyjemność sprawiła mi ta opowieść o losach bogatej irlandzko-angielskiej pary, która układa sobie życie w Kanadzie mniej więcej w połowie XIX w. Słuchałam jej sobie głównie w komunikacji miejskiej i przy robieniu przetworów i muszę przyznać, że doskonale się nadaje do umilania czasu. Nie ma tu jakiejś dużej wartości literackiej, ale książka napisana jest potoczystym, przyjemnym językiem, dowcipne dialogi, akcja toczy się dość wartko. Zaskakuje mnie jednocześnie niezwykła "szczerość" przedstawianego życia i postaci: bójka dwóch irlandzkich dam o ukradziony obraz, rasistowskie i nacjonalistyczne uwagi pozytywnych bohaterów, umiarkowanie ciepłe uczucia do dzieci, jawne podkreślanie, że się ich więcej nie chce mieć, a i pierwsze było niezbyt oczekiwane. Nie wiem, czy wytrwam całe 16 tomów, ale na razie jestem na tak.

Wielką przyjemność sprawiła mi ta opowieść o losach bogatej irlandzko-angielskiej pary, która układa sobie życie w Kanadzie mniej więcej w połowie XIX w. Słuchałam jej sobie głównie w komunikacji miejskiej i przy robieniu przetworów i muszę przyznać, że doskonale się nadaje do umilania czasu. Nie ma tu jakiejś dużej wartości literackiej, ale książka napisana jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1206
906

Na półkach:

O tym jak Adelina i Filip Whiteoakowie budowali swój dom i płodzili liczne dzieci na kanadyjskiej prowincji.
Cóż, nie jest raczej szczególnie zachęcający początek cyklu. Akcja bardzo pędzi, trudno wyodrębnić jakiś główny wątek, a przy tym jest długimi momentami zwyczajnie nieciekawa i często dodatkowo spowalniana licznymi opisami przyrody - nie ma tu zbyt wielu interesujących wydarzeń, a bohaterowie (poza może Adeliną - postacią o zaskakująco silnym, buntowniczym charakterze, wyprzedzającą w jakiejś mierze swoje czasy) wypadają dosyć blado.

O tym jak Adelina i Filip Whiteoakowie budowali swój dom i płodzili liczne dzieci na kanadyjskiej prowincji.
Cóż, nie jest raczej szczególnie zachęcający początek cyklu. Akcja bardzo pędzi, trudno wyodrębnić jakiś główny wątek, a przy tym jest długimi momentami zwyczajnie nieciekawa i często dodatkowo spowalniana licznymi opisami przyrody - nie ma tu zbyt wielu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

297 użytkowników ma tytuł Budowa Jalny na półkach głównych
  • 199
  • 95
  • 3
80 użytkowników ma tytuł Budowa Jalny na półkach dodatkowych
  • 67
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Mazo de la Roche
Mazo de la Roche
Kanadyjska powieściopisarka, znana głównie z 16-tomowej sagi rodzinnej "Rodzina Whiteoaków" (zwanej też cyklem "Jalna"). Saga powstawała w latach 1927–1960.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Młyn nad Flossą George Eliot
Młyn nad Flossą
George Eliot
Na początku wydawać by się mogło, że rodzeństwo Tulliverów to zemsta genetyki na zbyt zadufanym w sobie ojcu. Bo ten średnio zamożny właściciel młyna, niezbyt wykształcony, za to przekonany o niepodważalnej roli mężczyzny jako korony stworzenia, pojął za żonę ładniutką lecz przeciętną dziewczynę. Marzył mu się mądry i podobny do taty syn i ładna, podobna do mamy, niewywyższająca się ponad męski świat dziewuszka. Tymczasem Madzia – czarniawy diabełek wyrastała na niesforną, błyskotliwą i dość ekscentryczną osóbkę (oczywiście jak na miarę XIX wieku),a Tomek – no cóż, krzepki i obdarzony zdrowym rozsądkiem, lecz bęcwał niestety. W tle pojawia się niepełnosprawny chłopiec, który darzy Madzię wielkim uczuciem a ona zdaje się odwzajemniać jego sympatię. Swoją drogą, ile refleksji i „mądrości” nawypisywano tam na temat „brzydkich kalek”, to wołowej skóry by nie starczyło. Niech cieszą się ci, których los niesprawiedliwie obdzielił ułomnością ale szczęśliwie uchronił od urodzenia się w dusznej i mało wybaczającej atmosferze dawnych wieków! W miarę upływu lat radosne dzieciństwo musiało zbyt szybko zmienić się w szarą rzeczywistość i przedwczesne twarde lądowanie w dorosłości. Najmądrzejszy na świecie tatuś, wskutek oślego uporu i pieniactwa traci majątek i pozostawia rodzinę w długach i bez środków do życia. Z Tomka wyrósł nie bęcwał a twardy, pracowity i odpowiedzialny biznesmen, zaś Madzia rzuciła się w wir nauczania dziewcząt. I wszystko zdawałoby się stabilizować i iść w dobrą stronę, gdyby nie gorące serce Madzi, które popchnęło ją w stronę fatalnej miłości. Żaden to dziw dla młodziutkiej, gorącokrwistej dziewczyny, która w ogóle nie zna życia, a w towarzyskich ryzach trzyma ją stalowa, choć niewidoczna sieć norm towarzyskich. Te normy nie zezwalają damie na flirt, kokieterię i żadne szaleństwo, a już na pewno nie na samowolne zaręczanie się i zakochiwanie w nieodpowiednim partnerze. Biedy Madzinek popada w straszne kłopoty, chociaż prawdę mówiąc nawet palcem nie kiwnęła żeby uchybić dziewiczej przyzwoitości. Nic nie idzie już tak, jak powinno a rodzeństwo Tulliverów czeka smutny los. Szkoda, że Madame George Eliot nie zdobyła takiej popularności jak Jane Austen, przynajmniej w Polsce. Powieści Austenki są niemal w całości poświęcane swatom, zamążpójściu i ploteczkom towarzyskim. Tutaj napotykamy o wiele więcej wątków – konflikty rodzinne, życie na angielskiej prowincji, piękne portrety współczesnych pisarce ludzkich typów – tej soli ziemi; drobnych przedsiębiorców, ziemian, rolników, finansistów - ludzi dość przyziemnych i słabo wykształconych, lecz solidnych i przemyślnych, powolną pracą budujących dobrobyt własny i kraju. To bardzo długa, rozwlekła i chwilami nudnawa książka. Jednak szczerość, ciekawe charaktery bohaterów, ogrom myśli i serca, jakie niewątpliwie włożyła weń pisarka, nie pozwalają na zbytnie znużenie. Bez wątpienia wiele spraw i refleksji pochodziło nie z kreacji artystycznej ale prosto z głębi duszy pisarki. Warto przeczytać!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na72 godziny temu
Krystyna córka Lavransa (edycja kolekcjonerska) Sigrid Undset
Krystyna córka Lavransa (edycja kolekcjonerska)
Sigrid Undset
Powieść jak rzeka – historia sobie powolutku płynie przez wszystkie etapy życia Krystyny i rozlewa się szeroko na różnorodne wątki. Tego typu powieści lubię najbardziej, można w spokoju wczuć się w historię, zżyć z bohaterami i tak sobie dryfować ku finałowi. Imponujące jest przy tym bogactwo tej powieści – mamy tu sporo bohaterów, pierwszo-, drugo- i trzecioplanowych, skandynawską scenerię, próbę oddania sposobu myślenia ówczesnych ludzi, a nadto tło i wydarzenia historyczne. „Krystyna córka Lavransa” jest więc klasyką w swoim najlepszym wydaniu. Przy czym, Sigrid Undset bardzo dobrze poradziła sobie z tą gromadą bohaterów, która przewija się przez karty powieści - wiarygodnie sportretowała ich sylwetki i umiejętnie uchwyciła psychologiczne niuanse. Choć widzę, że jest to częsty zarzut wobec tej powieści, ja nie miałam poczucia, że autorka próbuje moralizować mnie na religijną modłę. Element religii był znaczący w historii, nie da się ukryć, ale był on też uzasadniony, biorąc pod uwagę, że wiara i Kościół stanowiły niemal fundament tożsamości ówczesnych ludzi, podobnie jak zabobony i guślarstwo. Odczytywałam „Krystynę córkę Lavransa” bardziej jako powieść psychologiczną, odwołującą się do uniwersalnych problemów etycznych i moralnych, właściwych dla wszystkich ludzi odczuwających moralny niepokój, niezależnie od tego, czy są wierzący, czy też nie. Ostatecznie, dla mnie „Krystyna, córka Lavransa” to nie jest także prosta przypowieść, w której piętnuje się tylko tych niecnotliwych i mniej pobożnych. Wręcz przeciwnie, to opowieść o tym, że wszyscy są grzeszni lub używając bardziej neutralnego języka – wszyscy popełniamy błędy – zarówno ci, którzy uchodzą za tak zwanych porządnych ludzi, jak i ci, którzy na to miano nie zasługują w ogólnym mniemaniu. Przy czym, Undset zdaje się podkreślać, że największym grzechem ludzi „porządnych” jest ich duma. Dumna była Krystyna, po tym, jak odpokutowała swój grzech, tak samo dumny był Szymon i na swój sposób stary Lavrans. Ta duma nie pozwalała im podchodzić z wyrozumiałością do ludzi słabych, przeszkadzała im w nawiązaniu relacji partnerskiej z ludźmi, których uważali za gorszych od siebie. Ostatecznie ta duma nie pozwalała im także przyjąć do świadomości, że tak samo są słabi, potrzebują zrozumienia i że mają prawo do błędów. Koncentrowali się więc na swoich błędach, rozpamiętywali je i nie mogli przejść obok nich obojętnie, zamiast skupić się na tym, co mogą zmienić. Zdaje się więc, że Sigrid Undset za pomocą historii Krystyny próbuje przypomnieć starą prawdę, że żeby pójść dalej, trzeba najpierw przebaczyć samemu sobie.
chrumkington - awatar chrumkington
ocenił na91 miesiąc temu
Cashelmara Susan Howatch
Cashelmara
Susan Howatch
Na tle przeczytanych dotąd powieści Pani Howatch Cashelmara wyróżnia się dojrzałością stylu i spójnością. Uznałam tę powieść za bardziej dopracowaną niż pozostałe sagi Autorki. W porównaniu z Bogatymi i Grzechami pozbawiona jest kiczowatego blichtru, epatowania opisami seksualnych harców jej bohaterów i płycizny w opisie charakterów powieści. Jakże więc byłam zaskoczona, gdy okazało się, że Cashelmara została popełniona przed Bogatymi i Grzechami. Myślałam, że lepsze powieści powstają po wprawkach, ale nie. Gorsze prawdopodobnie powstają po lepszych, gdy jest zapotrzebowanie na soap opery i inne dzieła typu Moda na sukces. To się po prostu lepiej sprzedaje. Moim zdaniem Cashelmara jest też lepsza od poprzedzającego ją dzieła. Powstała trzy lata póżniej po Penmarric, ale charakteryzuje ją ten sam zabieg, jaki Pani Howatch tamże zastosowała. Historia zainspirowana jest dziejami rodziny Plantagenetów, a dokładnie trzech Edwardów. Powiem krótko. Dzieje się. Głównie w Irlandii, troszeczkę w Anglii, ważny jest też krótki amerykański epizod, a wręcz dwa. To bohaterowie opowiadają swoje dzieje i niezależnie przedstawiają swoje subiektywne punkty widzenia. Znając dzieje trzech Edwardów nie mogłam się doczekać, jak ta inspiracja wpłynie na rozwój powieści i nie byłam ani przez chwilę zawiedziona. Wskoczyłam w tę historię niczym do rzeki, dałam się porwać nurtowi i wcale nie chciałam z niej wychodzić. Było to lepsze niż jakikolwiek serial, wręcz teraz ciężko mi się zabrać za jakieś tv story, no bo po prostu przy tej powieści nic nie leży w odległości co najmniej kilometra. Gorąco polecam. Myślę, że kolejność czytania, którą ja przypadkowo obrałam, była idealna. Zamknęłam serię sag tą najlepszą. Teraz zabieram się za Starbridge series i już umieram z ciekawości, co mnie tam spotka. Oczywiście, nie omieszkam się wrażeniami podzielić 😊
IzaKlara - awatar IzaKlara
oceniła na81 rok temu
Krystyna córka Lavransa. T. 3. Krzyż Sigrid Undset
Krystyna córka Lavransa. T. 3. Krzyż
Sigrid Undset
Odetchnęłam z ulgą gdy okazało się, że trzecią część sagi Sigrid Undset "Krzyż" to powrót do korzeni. Po teologicznych zmaganiach i wewnętrznych rozterkach bohaterki, tutaj na plan pierwszy wysuwa się życie Krystyny jako dojrzałej kobiety. Ta gospodyni i matka siedmiu synów musi stawić czoła przeciwnościom losu, które jej nie oszczędzają. Widzimy tu kobietę walczącą o przetrwanie rodu, zmagającej się z nieodpowiedzialnością swego męża, który nie mogąc udźwignąć ciężaru obowiązków po prostu odchodzi. To ona musi wziąć na siebie zarządzanie gospodarstwem i wychowanie dorastających dzieci, co czyni bez słowa skargi. To właśnie bolesny wątek rozpadającego się małżeństwa głównej bohaterki poruszył mnie najbardziej. Obserwujemy powolną agonię tego związku i rozdźwięk między Krystyną, kobietą czynu i Erlandem, człowiekiem, który nigdy tak naprawdę nie dorósł do roli odpowiedzialnego ojca i troskliwego męża. Autorka mistrzowsko pokazuje jak Krystyna mimo zmęczenia życiem i obowiązkami, odnajduje w sobie siłę w obliczu wybuchu epidemii dżumy. Finalne rozdziały, kiedy to zamiast abstrakcyjnych rozmów z Bogiem bohaterka znajduje w sobie siłę aby opiekować się chorymi i odrzuconymi i w ten sposób odkupuje swoje winy wobec stwórcy jest niezwykle poruszająca. Swój krzyż niesie ona do końca, odnajdując wreszcie spokój, którego szukała przez całe życie. "Krystyna córka Lavransa" to epicka opowieść o ludzkiej naturze, wolności wyboru i nieuchronności ponoszenia ich kosztów. Saga ta to traktat o dojrzewaniu: od zaślepionej namiętnością młodości aż po ostateczne pogodzenie się z losem. I co najważniejsze wszystko to widzimy z perspektywy kobiety, której życiowe dylematy pozostają aktualne po dziś dzień. Zachęcam Was do sięgnięcia po tę zapomnianą już trochę historię. Ja spędziłam z nią wiele cudownych godzin. Audiobook (czytała Anna Konieczna)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na72 miesiące temu
Tajemnice Paryża Eugène Sue
Tajemnice Paryża
Eugène Sue
„Czytelnik nie zapomniał dwóch gości, których bacznie obserwował trzeci, później przybyły.” „Tajemnice Paryża” to książka, z którą wcześniej nie miałam do czynienia, a szkoda, gdyż przygoda należała do bardzo udanych. Przekonałam się, jak wiele późniejszych utworów wzorowało się na tym tytule. Powieść drukowana na łamach numerów gazety francuskiej, sto osiemdziesiąt lat temu, stała się prekursorką masowej formy literackiej. Odbierałam odcinkową osobowość powieści, wyraźnie czułam fragmentaryczność, także w tym tkwił jej urok. Mogłam wskakiwać w nią w dowolnym momencie, podążać scenariuszem zdarzeń zawartych w kilku rozdziałach, poddać się celowemu zawieszeniu akcji i niepewności, co będzie dalej, a to zachęcało do powrotów.  Narracja dostosowana do szerokiego grona odbiorcy, mniej lub bardziej obytego w świecie literatury, wynikało to z formy publikacji. Styl opowiadania wciągał, oferował wiele zajmujących przygód, niesamowitych scen, ciekawych dialogów. Wiele się działo, szybkie zwroty akcji, mocne intrygi, niekiedy przejaskrawione koloryty akcji, pełne patosu wypowiedzi, symboliczne przypisanie cech, stereotypowe potraktowanie synonimów piękna i brzydoty, przesadna dynamizacja sensacji, czy ubarwienia miejsc incydentów, ale jakże pasujące do klimatu epoki, mentalności i realiów życia, a przy tym bezpośrednio i klarownie kontrastujące zło i dobro. Więcej na: https://bookendorfina.blogspot.com/2023/01/tajemnice-paryza.html
Izabela Pycio - awatar Izabela Pycio
ocenił na63 lata temu
Wizyta Stanisława Fleszarowa-Muskat
Wizyta
Stanisława Fleszarowa-Muskat
Ostatnia część pięknej trylogii o Magdalenie Łumianeckiej, stanowi zakończenie dla wszystkich poruszonych w trylogii watkow, rozliczając ostatecznie przeszłość wszystkich jej bohaterów. W wizycie bohaterowie są już znacznie starsi, doświadczeni życiowo, ale wciąż dotknięci przykrymi wydarzeniami swojej przeszłości. Spontaniczne zatrzymanie się w miejscu, w którym doznali krzywdy i spotkanie z osobami z przeszłości, pozwala im rozliczyć się z gnieżdżących się w sercu tyle lat prawd i niesprawiedliwości. Otwiera się przed nami wątek trudnej lecz silnej przyjaźni dwóch dojrzałych i inteligentnych kobiet, w obliczu wyjścia na jaw trudnej tajemnicy, która nigdy nie miała ich podzielić. Wątek przemiany myślenia i uznawanych ideologii przez niemieckie społeczeństwo, jakie narodziło się w narodzie wraz z zakończeniem wojny, wszystkich związanych z nim skutkami, traumami, bólem i rozpaczliwą chęcią odkupienia krzywd, przed samym sobą w postaci stawiania pomników ofiarom wojny, tak jakby to były pomniki ich własnych dzieci. W wątku tym wyraźnie zaznaczono jednak, że nie wszyscy doznali tej przemiany, a rasizm mimo czasu pokoju jest nadal wszechobecny i wciąż niebezpieczny. Bohaterowie zostają postawieni przed tą rozterką z wnioskiem, takim że im nie trzeba przypominać, oni i tak będą pamiętać, bo tego nie da się zapomnieć, ważne by następne pokolenia nie zapomniały. Wniosek ten jest podsumowującą puentą całej trylogii i równocześnie apelem do czytelnika o zachowanie pamięci, uczczenie jej i stosowanie społeczne na codzień, w odbudowywanej Polsce, ktorej odbudowa będzie trwała całymi dekadami. Autorka tą puentą prosi nas abyśmy czcząc ich pamięć i szanując ich śmierć zachowali pokój w nowym świecie, w własnej codzienności. w wyjaśnieniu splotu losów swoich literackich bohaterów, pokazuje jak ważne jest to dla niej. Równocześnie stawia siebie jako głos tych, których już nie ma, którzy polegli w tej sprawie, choć byli mlodzi, wykształceni, tacy niewinni i wartościowi i tak ciężko wymienić ich wszystkich z imienia i nazwiska a co dopiero zapamiętać. Przekaz ten jest wzruszający i bardzo wartościowy nie tylko dla każdego polskiego patrioty, ale też dla innych narodowości, którzy doświadczyli lub mogą doświadczyć piekła wojny. Niestety zbyt słabo realizowany a nazbyt aktualny w współczesnej rzeczywistości Europy. Uważam, że przekazanie tej dosadnej, jezacej włos puenty, w formie trylogii obyczajowej, która jak łatwo zauważyć ze względu na swój obyczajowy charakter, jest ciekawa i łatwa w odbiorze dla każdego czytelnika, a nie tylko fana historii i odkrywcy twardych faktów, powinna mieć większy zasięg odbioru niż faktycznie ma i jest mi z tego powodu przykro. Jeśli o mnie natomiast chodzi, na moją półkę trafi na stałe i będzie nie raz czytana i przypominana, a przekaz jej przeze mnie zostanie uszanowany zgodnie z wolą autorki.
Sylwia Sak - awatar Sylwia Sak
ocenił na82 lata temu
Maria Stuart Stefan Zweig
Maria Stuart
Stefan Zweig
Czym jest polityka i jaki może mieć wpływ na życie społeczeństw i jednostek wszyscy wiemy. Największym zaskoczeniem po tej lekturze, była dla mnie refleksja, że kilka wieków temu prowadzona była z nie mniejszą pasją, a może nawet większą finezją, przy zastosowaniu wyrafinowanych metod (często przerażających),ale zawsze w tym samym celu: dla zdobycia lub utrzymania władzy. Czy Maria Stuart była tylko jej niewinną ofiarą, czy aktywną uczestniczką, która „wojując mieczem” zginęła od niego? Mimo upływu czasu to lektura w jakiś sposób symboliczna i wciąż aktualna i to nie tylko z uwagi na największe przekleństwo historii, którym jest jej powtarzalność. „Na tym polega fatum Marii Stuart, że losy jej są wplątane w grę intrygi i kalkulacji. Nigdy nie będzie jej dane być sobą, beztrosko kierować się własną wolą, zawsze wikłana w matnię polityki, będzie wciąż obiektem dyplomacji, igraszką cudzej woli, zawsze tylko królową lub pretendentką do tronu, sojuszniczką lub wrogiem”[1]. Sięgnęłam po tę powieść wyłącznie dla Stefana Zweiga. Wydawało mi się wtedy, że moja wiedza o Marii Stuart i jej tragicznym życiorysie jest zupełnie wystarczająca, a sama postać Królowej Szkotów nie wzbudzała we mnie większych emocji. Nie spodziewałam się więc ekscytującej przygody, a raczej bardziej kontemplacyjnej lektury, pozwalającej cieszyć się pięknym językiem autora nawet wówczas, jeśli sama biografia okaże się mniej angażująca - taki ładny eufemizm dla określenia nudna! Przerażało mnie stare wydanie (1986 r.),malutka czcionka i pożółkłe kartki, a po dwukrotnym przeczytaniu „Dramatis personae” i dość długiej analizie stopnia pokrewieństwa i zależności wszystkich wymienionych w nim bohaterów, moje obawy zaczęły rosnąć. Nie lubię porzucać rozpoczętych lektur i chociaż robię to już znacznie częściej niż kiedyś, nie czuję się z tym dobrze. Trochę tak, jakbym odebrała jakąś szansę sobie samej, bo kto wie, może właśnie ta niekomfortowa książka mogłaby mnie zaprowadzić w nieznane i ciekawe rejony. Nie mogę jednak ignorować faktu, że jak w wielu innych dziedzinach życia, częściej daje mi się we znaki klęska nadmiaru możliwości, niż ich niedoboru - wkrada się widmo pośpiechu, zadając perfidne pytanie: Czy zdążysz? Z sytuacją nadmiaru informacji i dokumentów zetknął się również autor, o czym opowiada we wstępie. Problemem okazał się dla niego nie brak źródeł, a ich ogromna ilość, a z drugiej strony świadomość, że należy z wielką ostrożnością podchodzić do ich rzetelności. Stefan Zweig napisał więc, jak sam nazywa swoją książkę – esej, w którym jego interpretacja i ocena uzupełnia brakujące, czy miało wiarygodne informacje. Moim zdaniem to jednak coś więcej – to wspaniała powieść historyczna, ze wszystkimi cechami tego gatunku, a na dodatek psychologiczno-biograficzna, ale można by nazwać ją również wnikliwą charakterystyką, a nawet puszczając wodze fantazji, historyczną charakterystyką porównawczą. Dużo miejsca poświęca bowiem sylwetce wielkiej przeciwniczki Marii Stuart – Elżbiecie I. Trochę mi wstyd, że nie miałam zaufania do Zweiga-biografa, bo już pierwszy rozdział rozwiewa wszystkie wątpliwości. Dawno nie emocjonowałam się tak powieścią znając wcześniej (i to dokładnie) losy bohaterów, mając też pełną wiedzę na temat braku „happy endu” i tragicznego finału. Może nie jestem w swojej ocenie obiektywna, ale tak może pisać tylko pisarz genialny. Jak przyciągnąć uwagę czytelniczki i opowiedzieć jej historię, którą ona już zna, w taki sposób, aby z niezadowoleniem odrywała się od lektury i nie mogła doczekać się powrotu do niej - to chyba chciałoby wiedzieć wielu autorów. W tej opowieści nie przeszkadzał mi nawet trochę staroświecki styl, który należy zapewne przypisywać tłumaczeniu Marii Wisłowskiej. Pierwsze ukazało się w już 1936 roku podpisane pseudonimem Melania Wasermanówna. Marii Wisłowskiej zawdzięczamy również tłumaczenia innych powieści Zweiga, Hansa Fallady i wielu innych. Emocjonalny, żarliwy sposób narracji podkreśla jeszcze osobisty i zaangażowany stosunek narratora do postaci i wydarzeń, przypominając nawet momentami „coś” na kształt eposu rycerskiego prozą. Nie oznacza to jednak, że współczesne tłumaczenie Zweiga nie dałoby nam nowego spojrzenia na tę powieść. Myślę, że zamiłowanie autora do psychologii mogło być jednym z powodów zwrócenia uwagi właśnie na tą, bardzo szczególną w postać. Nie tylko wyjątkowo tragiczną, ale w niespotykany sposób niejednoznaczną. I nie mam tu na myśli wyłącznie opinii o niej, które są skrajnie różne. Nie wiem, czy potrafiłabym opowiedzieć się po którejś ze stron konfliktu, zwłaszcza, że zazwyczaj stronnicy lub przeciwnicy Marii Stuart mają (jak my wszyscy) tylko ograniczoną wiedzę na temat faktów. Zbyt dużo w tej historii niedopowiedzeń, kłamstw, intryg i polityki, aby można było pokusić się o taką ocenę. Należałoby też sprecyzować, czy to analiza życia władcy, czy człowieka. I tu pojawiają się kolejne wątpliwości, bo jeśli oceniamy kobietę, a nie królową, to czy powinniśmy użyć współczesnych kategorii moralnych, czy ocenić ją przykładając szesnastowieczną miarę. Może nawet należałoby powiedzieć średniowieczną, bo chociaż w Europie zaczął się renesans, to Szkocja tkwiła jeszcze wciąż w średniowieczu. Stefan Zweig jest biografem sprawiedliwym, nieoceniającym, a nawet po ludzku współczującym i łagodnym. Nie oszczędza swojej bohaterki, nie gloryfikuje, ale próbuje wskazać momenty, w których, jego zdaniem, Maria Stuart popełnia błędy, bo poza wszelkimi tragicznymi okolicznościami niesprzyjającego losu, to jej własne działania i decyzje sprowokowały lawinę nieszczęść. Jedno jest pewne, że była władczynią która poniosła klęskę jako królowa i jako kobieta. Może nawet to kobieta pokonała królową, bo zaledwie dwa lata życia, kiedy jej uczuciowość i namiętność wzięły górę nad racjonalnym działaniem, zaważyły na losie Marii Stuart i jej otoczenia. „Rzadko kiedy los rozpętuje taki czar śmierci wokół jakiejś jednej postaci kobiecej: jak ponury magnes wciąga wszystkich mężczyzn ze swego otoczenia w fatalny krąg. Kto przetnie jej drogę, bez względu na to, czy przychylny, czy nieprzychylny dla niej, ten ściągnie na siebie nieszczęście i gwałtowną śmierć. Nienawiść do Marii Stuart nie przyniosła nikomu szczęścia. Ale jeszcze ciężej odpokutowali ci, którzy odważyli się ją pokochać” [2]. To właśnie tym wydarzeniom autor poświęca większą część swojej uwagi, nie zaniedbując jednak okresu dzieciństwa i młodości we Francji, krótkiego małżeństwa z Franciszkiem II (królem Francji) i ostatniego aktu dramatu, kiedy odsłania kulisy uwikłania Marii Stuart w spisek przeciwko Elżbiecie I. Postać Marii Stuart nie jest z pewnością przykładem pozytywnej heroiny, ale może właśnie dlatego do dziś budzi wiele emocji. W 2023 roku zostały odnalezione, a raczej rozszyfrowane, listy jej autorstwa z lat uwięzienia, które znajdowały się w zdigitalizowanych zbiorach Biblioteki Narodowej Francji. Odkrycie okrzyknięto sensacją historyczną, a być może to jeszcze nie koniec i obecna w wyobraźni potomnych Królowa, da nam jeszcze więcej powodów do podtrzymania zainteresowania swoją królewską osobą. Nawiązania nasuwają się zresztą na każdym kroku – przecież panująca w Wielkiej Brytanii rodzina Windsorów to też potomkowie Marii Stuart. To była świetna lektura: napisana z pasją i mądrością, z dbałością o szczegóły i panoramę szesnastowiecznej Europy, kreśląca psychologiczne portrety dwóch kobiet, które wpłynęły na jej losy. Jestem pewna, że odpowiednia zarówno dla pasjonatów historii, jak poszukiwaczy przygód, a nawet tych, których bardziej od przeszłości fascynują uczuciowe perypetie bohaterów. [1] Stefan Zweig, „Maria Stuart”, przeł. Maria Wisłowska, Wyd. „Śląsk”, 1986 r., s. 17. [2] Tamże, s. 65.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na101 miesiąc temu

Cytaty z książki Budowa Jalny

Więcej
Mazo de la Roche Budowa Jalny Zobacz więcej
Mazo de la Roche Budowa Jalny Zobacz więcej
Więcej