rozwińzwiń

Geniusz z Kimberley

Okładka książki Geniusz z Kimberley autora Jonathan Trench, 8303010735
Okładka książki Geniusz z Kimberley
Jonathan Trench Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza Seria: Kryminał [KAW] kryminał, sensacja, thriller
223 str. 3 godz. 43 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Kryminał [KAW]
Data wydania:
1985-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1985-01-01
Liczba stron:
223
Czas czytania
3 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
8303010735
Tłumacz:
Mieczysław Derbień
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Geniusz z Kimberley w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Geniusz z Kimberley

Średnia ocen
6,4 / 10
44 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Geniusz z Kimberley

avatar
2370
469

Na półkach: , ,

Jonathan i Patrick otrzymują zaproszenie do starej posiadłości w Kimberley, własności multimilionera, od pokoleń budującego fortunę na kopalniach diamentów. Lekko, zabawnie, precyzyjnie i treściwie. Co więcej, spółka autorów bawi się treścią i puszcza oczko do czytelnika. Intrygę kryminalną rozwiązałam w połowie, jakkolwiek zmylił mnie ogrodnik Oswald. Bardzo dobra rozrywka, kryminał wydany w latach 80-tych. Uśmiecham się na wspomnienie.

Jonathan i Patrick otrzymują zaproszenie do starej posiadłości w Kimberley, własności multimilionera, od pokoleń budującego fortunę na kopalniach diamentów. Lekko, zabawnie, precyzyjnie i treściwie. Co więcej, spółka autorów bawi się treścią i puszcza oczko do czytelnika. Intrygę kryminalną rozwiązałam w połowie, jakkolwiek zmylił mnie ogrodnik Oswald. Bardzo dobra...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
203
179

Na półkach:

Skojarzyło mi się z "Co do grosza' Jeffreya Archera, tylko tu zamiast jeden cwaniak wyrolować kilku możnych, to Ci możni tworzą intrygę na zasadzie "rączka rączkę". Fajnie się czyta, a przy okazji nieźle jest pokazane, jak do brudnych interesów można wykorzystać różnych ideowców i fanatów.

Skojarzyło mi się z "Co do grosza' Jeffreya Archera, tylko tu zamiast jeden cwaniak wyrolować kilku możnych, to Ci możni tworzą intrygę na zasadzie "rączka rączkę". Fajnie się czyta, a przy okazji nieźle jest pokazane, jak do brudnych interesów można wykorzystać różnych ideowców i fanatów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1154
491

Na półkach: ,

Książeczka niepozorna, ale kryje całkiem ciekawy kryminał. Uwaga, początkowo specyficzne powiedzonko jednego z bohaterów jest mocno irytujące, ale szybko okazuje się, że "ten typ tak ma".

Książeczka niepozorna, ale kryje całkiem ciekawy kryminał. Uwaga, początkowo specyficzne powiedzonko jednego z bohaterów jest mocno irytujące, ale szybko okazuje się, że "ten typ tak ma".

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

88 użytkowników ma tytuł Geniusz z Kimberley na półkach głównych
  • 75
  • 12
  • 1
24 użytkowników ma tytuł Geniusz z Kimberley na półkach dodatkowych
  • 16
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Geniusz z Kimberley

Inne książki autora

Jonathan Trench
Jonathan Trench
Jonathan Trench - pseudonim literacki, pod którym kryją się: Jan Kraśko - polski tłumacz i pisarz. Absolwent UW (anglistyka). Przełożył na polski dzieła wielu autorów literatury anglosaskiej, m.in. Iana Flemminga czy Johna Grishama. Autor słuchowisk radiowych. Pisze także własne książki. W latach 1982-1988 wydał serię kryminałów pod pseudonimem Jonathan Trench. Seria ta była wspótworzona wraz z Elżbietą Zawadowską-Kittel. Dzieła wydane pod pseudonimem Jonathan Trench: "Czeka na mnie Tina" (z Elżbietą Zawadowską-Kittel, KAW, 1982),"Wieczór przy Oak Lane" (z Elżbietą Zawadowską-Kittel, KAW, 1984),"Geniusz z Kimberley" (z Elżbietą Zawadowską-Kittel, KAW, 1985),"Pięć butelek sherry i bukiet róż" (z Elżbietą Zawadowską-Kittel, KAW, 1985),"Kasyno" (z Elżbietą Zawadowską-Kittel, KAW, 1988). Wybrane dzieła wydane pod własnym nazwiskiem: "Skorpion" (KAW, 1989),"Atomowy ring" (Wydawnictwo GiG, 1990),"Tunel" (Wydawnictwo GiG, 1990). Żona: Anna Kraśko. Ewa Zawadowska-Kittel - polska tłumaczka, wykładowczyni akademicka i scenarzystka filmowa. Rodowita warszawianka. Absolwentka UW (anglistyka) i Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Pracownik Międzywydziałowego Ośrodka Nauczania Języków Obcych Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1982-1988 wydała serię kryminałów pod pseudonimem Jonathan Trench. Seria ta była wspótworzona wraz z Janem Kraśką. Scenarzystka często powtarzanego przez stacje telewizyjne (TVP1, TV Polonia, TVP Kultura, Kino Polska) filmu pt. "Trójkąt bermudzki" (reż. Wojciech Wójcik, 1987). Dzieła wydane pod pseudonimem Jonathan Trench: "Czeka na mnie Tina" (z Janem Kraśką, KAW, 1982),"Wieczór przy Oak Lane" (z Janem Kraśką, KAW, 1984),"Geniusz z Kimberley" (z Janem Kraśką, KAW, 1985),"Pięć butelek sherry i bukiet róż" (z Janem Kraśką, KAW, 1985),"Kasyno" (z Janem Kraśką, KAW, 1988). Książki wydane pod własnym nazwiskiem: "Nowa matura. Język angielski" (Wydawnictwo Edukacyjne "Geniusz"),"Angielska gramatyka w zadaniach testowych" (dwie części, Wydawnictwo Edukacyjne "Geniusz").
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Adwokat Jonathan Harr
Adwokat
Jonathan Harr
Kto jest zawodowym prawnikiem działającym na własny rachunek, a nie w korpo, ten w cyrku się nie śmieje. To, co przeżywa tytułowy adwokat, czyli Jan Schlichtmann, na drodze ku prawdzie i sprawiedliwości sądowej, sam przerabiałem swego czasu, oczywiście na mniejszą skalę. Zarówno moim, jak i Schlichtmanna jedynym, aczkolwiek ogromnym grzechem, była wyłącznie naiwność. Nawet, nie wiem, czy "Proces cywilny" (angielski tytuł) można w ogóle nazwać powieścią, to jest raczej fabularyzowany dokument, stanowiący prozatorskie spisanie losów procesu odszkodowawczego wytoczonego przez kilkorga mieszkańców miasta Woburn dwóm korporacji przemysłowym odpowiedzialnym za śmierć i kłopoty zdrowotne członków ich rodzin. Rzecz obrazuje z jednej strony grozę losów jednostki wobec interesów korporacji, z drugiej zaś grozę procesu sądowego, gdzie prawda i sprawiedliwość giną w morzu proceduralnych zawiłości, a rafą jest osoba sędziego. Z własnego doświadczenia wiem, że procedury swoje, ale i tak decyduje człowiek w obrębie określonego systemu. W USA mają skostniałe quasi-precedensowe orzecznictwo, kastę sędziowską i pozory udziału czynnika społecznego w postaci totalnie zagubionej w zawiłościach ławy przysięgłych, w Polsce mamy kastę i przepisy niedostosowane do zmieniającej się rzeczywistości oraz quasi-demokrację. Długo by pisać. Rzecz bardzo dobra, wręcz rewelacyjna, męcząca z jednej strony ilością faktów, z drugiej jednak obrazującą w sposób doskonały pułapki współczesnych systemów społecznych oraz to, jak system niszczy wybitne jednostki. W książce nie pada żadne oczywiste stwierdzenie w tym zakresie, ale między wierszami można wyczytać, że wystarczył jeden skorumpowany sędzia, by uwalić temat.
Mamerkus - awatar Mamerkus
ocenił na91 rok temu
Czarny koń zabija nocą Jacek Roy
Czarny koń zabija nocą
Jacek Roy
W świnoujskim pensjonacie "Rybitwa" ma miejsce tajemnicze morderstwo kobiety. Zostaje ona uduszona szalikiem, gdy śpi obok męża. Dokładnie rok później w tej samej willi zbiera się dokładnie ta sama ekipa, co zeszłego lata i dochodzi do kolejnego zamachu. W czasie śledztwa wychodzi na jaw organizacja turnieju szachowego oraz jego stawka, która jest zdecydowanie wyższa niż butelka koniaku. O co naprawdę toczy się gra? Jakie powiązania łączą jej uczestników? Nie jest to typowy dla czasów PRL-u kryminał, gdyż dochodzenie prowadzą nie milicjanci, a naukowiec bawiący się w detektywa oraz działający na rzecz ówczesnych organów ścigania, o wdzięcznym imieniu Arystoteles. Nie ma tutaj również zamiennego dla tamtego okresu wychwalania pracy MO. Narracja została poprowadzona dwutorowo: pierwszoosobowo - z perspektywy majora nadzorującego śledztwo oraz trzecioosobowo, kiedy mamy już do czynienia z działaniami wyżej wspomnianego Arta Baxa. Autor przedstawia dość ciekawą intrygę, w której krew nie leje się strumieniami, a akcja nie pędzi na łeb na szyję. Powoli, tak jak po nitce do kłębka, docieramy do rozwiązania zagadki i poznania osoby zabójcy. Bohaterowie tworzą nietuzinkowy zlepek postaci, które zostały dość dobrze zarysowane. Zakończenie zaskakuje i powinno w pełni usatysfakcjonować czytelnika. Widać, że pisarz jest ogromnym miłośnikiem szachów oraz wiele o nich wie. Poświęca tej grze sporo miejsca w fabułę, a robi to w interesujący i nienużący sposób. Porównuje szachy do wojny pełnej podstępów, pułapek czy bezpardonowych bitew, ukazując tym samym ich trudność, ale też i piękno. To znakomita propozycja nie tylko dla miłośników kryminałów rodem z PRL-u czy szachowych rozgrywek. Z pewnością wielbiciele cosy crime i ciekawie uplecionych intryga znajdą w niej coś dla siebie.
ewelina_read - awatar ewelina_read
ocenił na711 miesięcy temu
Pięć butelek sherry i bukiet róż Jonathan Trench
Pięć butelek sherry i bukiet róż
Jonathan Trench
W opinii na LC wyczytałem, że książka „Pięć butelek sherry i bukiet róż”, Johnatana Trench, zdaniem jednej z szanownych czytelniczek, jest w jej odbiorze teatralna (sceniczna) - z czym całkowicie się zgadzam. Faktycznie, wyczuwałem tu scenerię ograniczoną, jak w teatrze, gdzie widz jest świadom świata zamkniętego w czterech ścianach, ściśle wokół odtwarzanej w danej chwili sceny. Ma się odczucie pustego miasta, bez ludzi w tle, bez gwaru i zgiełku ulic, tylko aktorzy, inscenizacja, jak w teatrze. Autor prowadzi bardzo grzeczną, dystyngowaną, powściągliwą narrację w stylu Agaty Christie i ma się wrażenie, że wydarzenia rozgrywają się w XIX wieku a nie w latach 70 XX wieku. Nie wprowadza natomiast, atmosfery niebezpieczeństwa, przemocy, lęku, dreszczu emocji, lecz raczej ciekawości. Bohater musi zdać się na logiczną dedukcję a nie brutalną konfrontację ciała i siłę ognia. Czytelnik niech nie spodziewa się zaskakujących zwrotów akcji, tylko wręcz „matematycznego” procesu odkrywania prawdy. Czy to coś złego? Wręcz przeciwnie. Opowieść była interesująca, a ta teatralność może być przez wielu postrzegana jako atut, szczególnie przez miłośników klasycznych zagadek detektywistycznych. Nadal żywych tego rodzaju opowieści. Być może przeżywających renesans, jak obserwuję i co uważam za słuszne. Co więcej, to właśnie dzięki wpływowi takich wczesnych form literatury, możliwa była ewolucja sensacyjnego gatunku, która doprowadziła do powstania współczesnych thrillerów.
Sylwek - awatar Sylwek
ocenił na61 rok temu
Tajemnica komisarza Maigret Georges Simenon
Tajemnica komisarza Maigret
Georges Simenon
Rok 1961, a wygląda jakby Simenon chciał nas przygotować na pożegnanie z Maigretem. To bardzo nostalgiczna opowieść, wręcz melancholijna, pełna retrospektyw. Kanwą są dwa śledztwa, które toczą się równoległe: pierwsze to sprawa przeciwko szajce złodziei, którzy nie wahają się używać broni, drugie to śmierć Cuendeta, włamywacza – samotnika, który nigdy nie wiązał się ze środowiskiem przestępczym. Outsidera, który nigdy nie rzucał się w oczy, nigdy nie pokusił się o przemoc. O pechowcu, który zdecydował się na popełnienie przestępstwa, które ofiarę postawiłoby w niekorzystnym świetle, więc postanowiono, że jego śmierć jest nieistotna. Maigret jest świadkiem zmian gwałtownych, na które nie ma wpływu. Wiek rządzi się swoimi prawami, stara gwardia – policjantów z krwi i kości – się wykrusza. Profesjonalizm zastępuje buta, policjantów sprowadza się do roli kamerdynerów, którzy mają w ciszy i pokorze wykonywać polecenia. Prokuratorzy i sędziowie mogliby być dziećmi Maigreta, ale wiek i brak jakiegokolwiek doświadczenia nie przeszkadza im w kreowaniu siebie jako ludzi nieomylnych, a każda przez nich wypowiedziana kwestia jest prawdą absolutną. Maigret i kilku innych – starych wiarusów – spędza im sen z powiek, bo komplikuje ich świat zero-jedynkowy. Najbardziej doskwiera mu fakt, że umiera pierwotne pojęcie sprawiedliwości, równości wobec niej. O winie zaczyna decydować nie interes jednostki – tej pierwotnej ofiary, a interes Republiki. Nie przechodzi obojętnie wobec śmierci Cuendeta, choć robi to w skrytości, nieoficjalnie, pozwala sobie na symboliczną zemstę wobec systemu, albo na rekompensatę wobec Cuendeta – przestępcy, któremu prawo do sprawiedliwości odebrał System.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na82 lata temu
Piękna kobieta w obłoku spalin Jeremi Bożkowski
Piękna kobieta w obłoku spalin
Jeremi Bożkowski
Pamiętacie kryminały z jamnikiem? Lubicie niebanalne komedie kryminalne? To Wam się spodoba! Na ostatniej Aferze Kryminalnej Alek Rogoziński polecił leciwą książkę, której akcja toczy się w latach osiemdziesiątych. Z ciekawości zaczęłam szukać i znalazłam audiobook. Co za gratka! Malwina Kalecka odnosi ogromne sukcesy, ugania się za nią tabun przystojniaków i jest przez wszystkich lubiana. No, przynajmniej w jej własnych opowieściach, którymi zamęcza każdego, kto się nawinie. Jest modelową egocentryczką, która wszystko wie, wie najlepiej, wszystko potrafi i ma zdanie na każdy temat. A na dodatek opowiada tylko o sobie i to bez przerwy. Słowem kobita nie do zniesienia. Kiedy odwiedza przyjaciółkę, gospodarz zamyka się na długie godziny w łazience pod pretekstem malowana, przepychania wanny czy czegokolwiek. Monologi Malwiny sprawiają, że czytelnik ma ochotę babsko udusić. Nie trzeba długo czekać, bo ktoś zamyka jej buzię definitywnie… A kto? Podejrzanych jest wielu, a sprawę prowadzą PRL-owscy milicjanci sierżant Fidybus i porucznik Karbolek. Ten drugi przy pomocy mamusi. Bohaterów jest wielu, większość podejrzana, ale każda osoba jest nietuzinkowa i zaplątana w życiorys Malwiny niekoniecznie z chęci przyjaźnienia się z nią i każda ma swój powód, by pozbyć się Kaleckiej. Oprócz malowniczej plejady potencjalnych zbrodniarzy świetne wrażenie zrobił na mnie przezabawny język i humor sytuacyjny, który nieraz przyprawił mnie o salwy śmiechu, chichoty i rżenia. Polecam. Bardzo polecam, zwłaszcza na poprawę humoru w jesienny wieczór.
Sylwia_J - awatar Sylwia_J
ocenił na62 lata temu
Msza za mordercę Jeremi Bożkowski
Msza za mordercę
Jeremi Bożkowski
Kryminał z czasów późnego Peerelu (wydany w 1988 roku),w stylu biurowych historii Joanny Chmielewskiej (gdzie biurem była pracownia projektowa) czy – współcześnie – Marty Kisiel (wydawnictwo książkowe). U Bożkowskiego (a faktycznie u Bożeny Ciecierskiej-Więcko, która przybrała taki pseudonim literacki) akcja rozgrywa się w redakcji dwóch gazet: „Zewu Nauki” i „Czynów Stal”, dzielących tak piętro pewnego budynku, jak i mieszczącą się tamże toaletę. W gabinecie jednego z dwóch naczelnych dochodzi do morderstwa, którego sprawcę próbują odnaleźć działający równolegle, jednak niekoniecznie wspólnie i w porozumieniu, porucznik Karbolek oraz sierżant Fidybus, obaj na milicyjnych etatach. Z założenia miała to być, jak się wydaje, historia śmieszna, co sugerują choćby nazwiska poszczególnych bohaterów. Pojawiają się tu bowiem Maciej Świerzop (z zamiłowania poeta),Napoleon Gnyś, Bolo Cynk, Gloria Przeciek czy wreszcie ksiądz Stanisław Przeogromny (postury raczej mikrej). Są też młodzi bohaterowie, którzy wprowadzają sporo zamieszania (wspomniany Bolo, który mimo 15 lat ma już na swoim koncie pobyt w poprawczaku, a obecnie pracuje jako redakcyjny goniec, tudzież – doraźnie – sprzątacz oraz dwunastoletnia Felicja Gwizdek – córka jednego z redaktorów – rezolutna i samodzielna w stopniu, którego dzisiejsze dwunastolatki mogłyby jej tylko pozazdrościć) oraz wrogie elementy, ostatecznie zaskakująco jednak niegroźne. Z punktu widzenia literackiego „Msza za mordercę” jest udana w stopniu raczej niewielkim. Za dużo tu chaosu, wątków, to co miało być śmieszne, śmieszy umiarkowanie a zagadka morderstwa nie jest specjalnie frapująca. Współcześnie czyta się to jednak znakomicie jako świadectwo epoki, czasów, których wielu nie tylko nie pamięta, ale nie miało szans doświadczyć (akcja, jak sądzę, dzieje się w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku). Pal sześć archaiczny styl pracy redaktorów gazet, jak również jeszcze bardziej archaiczny proces druku (choć sama pracowałam w mediach doby przedcyfrowej, montując materiały radiowe przy pomocy żyletki, musiałam sprawdzić w słowniku kim, do diabła, był metrampaż?!),ale te składkowe pół literka, obalane w godzinach pracy tak przez pracowników umysłowych, jak i fizycznych! Te dzieci puszczane samopas i odszczekujące się dorosłym, jak również wprowadzające z premedytacją w błąd organy ścigania! Te liczne i niedziwiące nikogo romanse, w godzinach pracy i poza nimi, będące czymś tak naturalnym jak to, że w segregatorze w gabinecie naczelnego przechowuje się kaszankę! Wyraźnie widać też w książce oznaki zbliżającego się przełomu, choć raczej przeczuwanego niż pewnego. Autorka zmarła na początku lutego 1986 roku, być może dlatego nie bała się wprowadzić do „Mszy…” szeregu odważnych, jak na owe czasy, wątków. Jednym z bohaterów jest tu robotnik skazany po poznańskich protestach w 1956 roku, który wyrasta na postać tragiczną. Wspomniany wcześniej ksiądz (a była to grupa zawodowa mocno w tamtych czasach inwigilowana i nielubiana przez władzę) jest bohaterem zdecydowanie pozytywnym, podczas gdy w szeregach milicji roi się (choć zdecydowanie w tle) od czarnych charakterów. I tylko żal, że wypowiedziane przez jednego z bohaterów zdanie: „Każdy fach, gdzie łatwo pokazać siłę, szybko może świnię zrobić z człowieka”, jest nadal, mimo zmiany ustroju i upływu czasu, tak boleśnie aktualne.
momarta - awatar momarta
oceniła na63 miesiące temu
Pensjonat na Strandvägen Jerzy Edigey
Pensjonat na Strandvägen
Jerzy Edigey
Astrid Brands prowadzi swój pensjonat ręką żelazną, a reguły są proste: pensjonariusze mają mieć spokój, ciszę, intymność, no i muszą być dość majętni. Tutaj nie ma miejsca na szaloną zabawę czy skandale. Chętnych nie brakuje, choć przed sezonem jest to akurat kilka osób. Jedną z nich jest lekarz policyjny i jednocześnie narrator opowieści. Pensjonariuszką jest też Maria Jansson, Szwedka polskiego pochodzenia, legenda szwedzkiego biznesu. To ona złamie zasady pani Brands pozwalając się zamordować w swoim pokoju. Śledztwo – co nie uchodzi uwadze narratora – prowadzi młody, niedoświadczony oficer. Póki co ma on jedynie mnóstwo domysłów, które niczego nie wyjaśniają i sprzecznych teorii, które podsuwa mu wybitny dziennikarz i wspomniany lekarz. Naciski „z góry” na szybkie odnalezienie sprawcy nie pomagają, a kiedy okazuje się, że sprawca nie powiedział ostatniego słowa wydaje się, że śledczy jest już na prostej drodze do spektakularnej porażki. Choć ofiar przybywa, śledczy nie wydaje się być przytłoczony, wkrótce okaże się, że wcale nie jest takim żółtodziobem na jakiego wygląda... Ciekawy kryminał w dość przewrotnej formie napisany. Autor od razu sprawę podaje nam na tacy strzegąc jednocześnie sposobu jego wykrycia, a poczynania śledczego wcale nie są oczywiste. Choć akcja toczy się w środowisku hermetycznym (skromna grupa świadków i zamknięty obszar działania) nie przytłacza monotonią. Kilka zwrotów akcji ma kosmetyczny wydźwięk, bo sprawca to „pewniak”, to jednocześnie plus i minus dramaturgiczny. Samym Szwedą też się „przykleiło”: ich święte oburzenie, że w tak cywilizowanym kraju zabójstwa mógł dokonać tylko dziki imigrant na co, co i rusz, zwracają uwagę oficjele, paradoksalnie przypomina współczesną Polskę z tym histerycznym przekonaniem o wspaniałości nieskończonej.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na62 miesiące temu
Aksamitne pazurki Erle Stanley Gardner
Aksamitne pazurki
Erle Stanley Gardner
Po „Aksamitne pazurki” otwierające cykl powieściowy „Perry Mason” pióra Erle’a Stanley’a Gardnera, kolejnego (po Johnie Grishamie) amerykańskiego prawnika i pisarza (1889-1970) sięgnąłem dlatego, że miałem dostęp do audiobooka wydanego przez „Agorę” w serii „Mistrzowie słowa”. Głosu temu wydaniu użyczył Andrzej Łapicki. Co ciekawe, wydawca nie ujawnia autora tłumaczenia. W tym wypadku może i dobrze, o czym dalej, lecz zarazem jest to ciekawy przyczynek do krytycznych, i to bardzo, rozważań o kondycji nie tylko polskiego rynku wydawniczego, ale i inteligencji. Mistrzowie słowa w zestawieniu z przeświadczeniem, że tłumacz nie jest ważny? Bez komentarza. No, może poza takim, że to nowa moda, gdyż stare audiobooki, nagrywane jeszcze na taśmach magnetofonowych, miały zawsze podane jako rzecz bardzo istotną, z jakiego tłumaczenia (a najczęściej i wydania) korzysta lektor. Ta nowa moda to kolejny obraz tego, jak inteligencja zmienia się w pseudointeligencję. No, pojechałem sobie po wydawnictwie, a teraz wróćmy do książki. „Aksamitne pazurki” to klasyczna powieść detektywistyczna, w dodatku klasycznie amerykańska, oba wyrażenia w ich jak najbardziej pozytywnym rozumieniu. Klasyczna, a więc jeden trup, bez zbędnego okrucieństwa, zboczeń, flaków i seryjnych zabójców, bez wydumanych motywów, profili psychologicznych, CSI, i całego tego nowomodnego chłamu. Perełka dla miłośników gatunku, więc nie będę wspominał fabuły, by nie psuć nikomu niepowtarzalnego smaku nowości. Głównym bohaterem cyklu jest Perry Mason, ikoniczny amerykański prywatny detektyw, lecz nie nadużywający przemocy, co sprawia, iż nie jest to postać za bardzo sztampowa. Świetnie za to wykreowana jest protagonistka tej konkretnie powieści, czyli pani od tytułowych pazurków. Akcja rozwija się w spokojnym tempie, wciąga powoli, daje czas na smakowanie atmosfery. Świetnie się tego słucha... Lektor, też klasyczny w interpretacji, sprawdził się na piąteczkę. Tłumaczenie też byłoby świetne, gdyby człowiek był ciemny jak tabaka i nie odróżniał pistoletu od rewolweru. Już z kontekstu domniemywałem, że tłumacz kompletnie nie radził sobie z odróżnieniem tych dwóch całkowicie odrębnych rodzajów broni strzeleckiej i stosował je na wyczucie. No i kompletnie poległ. Sprawdziłem w oryginale – w tekście ze dwa razy chodziło o rewolwer, a kilkanaście razy (może kilkadziesiąt, w każdym razie cała reszta) o pistolet. To tak, jakby tłumacz książki kucharskiej tylko dwa razy „trafił” z tym, co widelec, a co łyżka, w całym zaś pozostałym tekście zamiast łyżki pisał widelec. To kolejny bardzo interesujący przyczynek do dyskusji o inteligencji. Tłumacz wykształcony, profesjonalista, a tutaj takie rzeczy… Jak widać wiedza nie ma niczego wspólnego z inteligencją. Inteligentny człowiek przede wszystkim ma świadomość, gdzie kończy się jego wiedza, i gdy musi poza nią wyjść, to ją uzupełnia. A może to kwestia zadufania i arogancji? Nie wiem, ale widzę, że to bardzo częste u polskich tłumaczy literatury – myślą, że wszystko wiedzą, a mają braki nawet na poziomie pierwszych trafień z googla. W dodatku braki, z których nie zdają sobie sprawy. A może to jest jak w moim ulubionym motto „Ignorance is pride and pride is ignorance”? No, ponarzekałem, ale co zrobić, gdy łyżka dziegciu w beczce czegoś pięknego? Mimo tego jakże denerwującego aspektu, „Aksamitne pazurki” polecam, i to nie tylko miłośnikom powieści detektywistycznej, ale w ogóle lubiącym dobrą literaturę, zwłaszcza typowo amerykańską. Klimat jest nie do podrobienia. Sam już planuję poczytać (lub posłuchać) następną powieść o Perrym Masonie. źródło: https://klub-aa.blogspot.com
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na77 miesięcy temu

Cytaty z książki Geniusz z Kimberley

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Geniusz z Kimberley