Katedra

Okładka książki Katedra autora Raymond Carver, 9788360318911
Okładka książki Katedra
Raymond Carver Wydawnictwo: Czuły Barbarzyńca Seria: Seria Biblioteka literatura piękna
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Seria Biblioteka
Tytuł oryginału:
Cathedral
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Data 1. wydania:
2009-11-05
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360318911
Tłumacz:
Jerzy Jarniewicz
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Katedra w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Katedra



książek na półce przeczytane 830 napisanych opinii 783

Oceny książki Katedra

Średnia ocen
8,0 / 10
108 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Katedra

avatar
77
18

Na półkach: ,

Pomnik dla Zygmunta Freuda - taki właśnie tytuł nosiłaby moja recenzja tych opowiadań, gdybym był krytykiem literackim. Wyjaśnienie jest proste – żeby zrozumieć co Carver ma na myśli nie można czytać go dosłownie, trzeba zajrzeć niżej, dostać do ukrytej warstwy. Od razu skojarzyło mi się to z Freudowską analizą snów, która jest przepełniona wyszukiwaniem metafor i symboli.

Przyznam jednak szczerze, że nie wszystkie teksty R.C. były dla mnie zrozumiałe i długo się nad nimi głowiłem, myśląc „Co autor miał na myśli?”, tak jakby to była jakaś zagadka. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że On przecież nie pisał łamigłówek, tylko chciał wzniecić w czytającym określone emocje – a nic tak nie powoduje emocji, jak dobry, życiowy przykład, a takie są jego opowiadania. Podsumowując, jeśli wydaje się komuś, że nie rozumie Carvera, a jednocześnie jego teksty pozostawiają ślad w postaci określonych emocji, to znak, że autor osiągnął swój cel. Dokładnie tak jak ze snami, bo sny - to emocje, które zakładają maski.

Pomnik dla Zygmunta Freuda - taki właśnie tytuł nosiłaby moja recenzja tych opowiadań, gdybym był krytykiem literackim. Wyjaśnienie jest proste – żeby zrozumieć co Carver ma na myśli nie można czytać go dosłownie, trzeba zajrzeć niżej, dostać do ukrytej warstwy. Od razu skojarzyło mi się to z Freudowską analizą snów, która jest przepełniona wyszukiwaniem metafor i symboli....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1179
439

Na półkach:

"Bardzo dobra" - Specyficzny styl pisania . Opowiadania są chłodne, depresyjne (jak dla mnie),wysublimowane i dotykające głębokich pokładów ludzkiej osobowości.
Jak dla mnie super!
Jest taki film Foxcatcher - w którym jest mnóstwo psychologii, ale nie w słowach, tylko w gestach i zachowaniach. Ludzie porozumiewają się za pomocą tego co robią, a nie tego co mówią.
W tej książce (a to już druga tego autora, którą przeczytałem, więc być może mogę już uogólnić i powiedzieć "w prozie autora") jest podobna właściwość: Treść i głębokie przeżycia, psychologia, przekazywana jest nie w opisach i nie w dialogach, ale w tym co ludzie robią.
I to jest świetne!
Ascetyczna proza. Zrobiła mi wielką przyjemność mimo nieprzyjemnego charakteru samych opowiadań.
I jeszcze jedna uwaga - Opowiadania są o ludziach, którzy jakby sami nie wiedzieli co nimi kieruje, jakby sami byli odcięci od swoich przeżyć, które jednak są wyraźnie widoczne, dzięki kunsztowi Autora.

Zdecydowanie polecam!

"Bardzo dobra" - Specyficzny styl pisania . Opowiadania są chłodne, depresyjne (jak dla mnie),wysublimowane i dotykające głębokich pokładów ludzkiej osobowości.
Jak dla mnie super!
Jest taki film Foxcatcher - w którym jest mnóstwo psychologii, ale nie w słowach, tylko w gestach i zachowaniach. Ludzie porozumiewają się za pomocą tego co robią, a nie tego co mówią.
W tej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
449
419

Na półkach:

Uważam, że autor tych opowiadań świetnie pisze i z racji tego czyta się je wyśmienicie - skondensowane, bez przegadania i wypełnione treścią emocjonalną, która niekoniecznie opiera się głównie na akcji i fabule.

A jednak... jednak są one, w moim odbiorze, dołujące, bo przepełnione są treściami nie budującymi wiary w człowieka i nie niosącymi człowiekowi nadziei - a raczej odwrotnie... (może poza nielicznymi wyjątkami). I to jest fatalna, jak dla mnie, ich cecha... Dlatego nie wiem czy dokończę - pewnie tak, bo świetnie napisane są, jedno po drugim, wciągające, ale mam wrażenie, że nie wnoszą światła do duszy czytelnika i nie karmią jej jakimś zdrowym pożywieniem a raczej czymś, co tej duszy może potem "zalegać na żołądku"...

Uważam, że autor tych opowiadań świetnie pisze i z racji tego czyta się je wyśmienicie - skondensowane, bez przegadania i wypełnione treścią emocjonalną, która niekoniecznie opiera się głównie na akcji i fabule.

A jednak... jednak są one, w moim odbiorze, dołujące, bo przepełnione są treściami nie budującymi wiary w człowieka i nie niosącymi człowiekowi nadziei - a raczej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

530 użytkowników ma tytuł Katedra na półkach głównych
  • 386
  • 142
  • 2
80 użytkowników ma tytuł Katedra na półkach dodatkowych
  • 49
  • 12
  • 8
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki A Hero’s Journey Raymond Carver, Tess Gallagher, Mark Richard
Ocena 0,0
A Hero’s Journey Raymond Carver, Tess Gallagher, Mark Richard
Okładka książki Birthday Stories Russell Banks, Ethan Canin, Raymond Carver, David Foster Wallace, Denis Johnson, Claire Keegan, Andrea Lee, Daniel Lyons, Haruki Murakami, Lewis Robinson, Lynda Sexson, Paul Theroux, William Trevor
Ocena 6,5
Birthday Stories Russell Banks, Ethan Canin, Raymond Carver, David Foster Wallace, Denis Johnson, Claire Keegan, Andrea Lee, Daniel Lyons, Haruki Murakami, Lewis Robinson, Lynda Sexson, Paul Theroux, William Trevor
Raymond Carver
Raymond Carver
Wybitny amerykański prozaik, poeta i eseista, mistrz krótkich opowiadań. Członek American Academy and Institute of Arts and Letters, doktor literatury w Hartford University, laureat wielu prestiżowych nagród literackich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości Raymond Carver
O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości
Raymond Carver
Dobra. Dziwna. Oryginalna. Ale i niezrozumiała. Kilka opowiadań jest świetnych. Kilka kompletnie dla mnie nieczytelnych. Zwykle jest tak, że rozumiem o czym autor pisze, a przynajmniej moge postawić jakieś sensowne domysły. A tu jest parę takich opowiadań, w których w ogóle nie wiem o co chodzi. Nie mam pomysłu, po co Autor to pisze. Przeczuwam, że jest jakiś pomysł, to nie są głupie opowiadania, o nie, ale są do tego stopnia lapidarne, zwiewne, że trudno się domyślić ich sensu, znaczenia. I - tu powiem "niestety" - nie jest tak, że opowiadania zainspirowały cię do twórczych rozmyślań. Raczej jest tak, że te niektóre opowiadania są jak krótkie impresje, jeden kadr z długiego filmu, więc nie domyślisz się o czym ten film, ponieważ masz za mało danych. Czekałem tylko na opowiadanie, które będzie składać się z jednego zdania. Albo z jednego słowa. Albo w ogóle pustej kartki :-) Złapałem się też na czymś innym - otóż czytałem wszystkie opowiadania, sugerując się tytułem: "Wszystkie będą o jakiejś formie miłości". I pasowało mi to. Ale dopiero na końcu doszlo do mnie, że to jest zbiór różnych historii, zatytułowany tak jak jedno z tych opowiadań pod koniec. Więc chyba w zamyśle Autora nie było pokazanie różnych form miłości, ale różnych wydarzeń i migawek z życia ludzi. A mimo to, pomysł patrzenia na wszystkie te opowiadania jak na opis różnych form miłości - przyjacielskiej, romantycznej, zepsutej, byłej, nadchodzącej, do przedmiotu, do dziecka, do własnej osoby, zamienionej już w oziębłość lub nienawiść, nieszczęśliwej, przyszłej itp. - dodał mi do tych opowiadań coś inspirującego. Mam pretensje do tłumacza. Koniec książki jest przedstawieniem jego sposobu rozważania "jak najlepiej w tłumaczeniu oddać zawikłaną lub zakamuflowaną myśl Autora". I tłumacz przedstawia swój warsztat na przykładzie opowiadania "Zdjęcie" - rozważając jakie różne formy językowe byłyby tu możliwe, jaką sam tłumacz wybrał i dlaczego. Wybrał "Zdjęcie" bo ono ma sens wieloznaczny i kojarzy się również ze "zdjęciem z krzyża" albo "zdjęciem kolejnych zasłon jakiegoś obrazu". "Chętnie wybrałbym tytuł "obiektyw" gdyby dało się go zamienić na "subiektyw". Dopiero po tych wszystkich przedstawionych rozważaniach zrozumiałem, że opowiadanie "Zdjęcie" ma na celu przedstawienie jakiejś formy leczenia, psychoterapii polegającej na zdobyciu innej niż własna perspektywy, co byłoby bardziej zrozumiałe gdyby opowiadanie nosiło tytuł np. "Punkt widzenia". Chodzi mi o to, że te dywagacje tłumacza na temat różnych możliwości doboru słów - jakkolwiek inteligentne - ujawniły, że - w moim odczuciu - tłumaczenie jest mocno niedoskonałe. Być może też i z tego powodu niektóre opowiadania mają całkowicie dla mnie niejasny przekaz. Jednak polecam!
Florianf - awatar Florianf
ocenił na611 miesięcy temu
2666 Roberto Bolaño
2666
Roberto Bolaño
Roberto Bolaño napisał arcydzieło, ale zarazem powieść absolutnie niedoskonałą, co nie powinno nas dziwić, bo z doskonałą precyzją można napisać dziełko stustronicowe, ale kiedy mierzymy się jak święty Jerzy ze smokiem, kiedy za cel bierzemy sobie powieść totalną, kiedy chcemy poznać tajemnicę zła, to zawsze wyjdzie nam z tego powieść niedoskonała, tak jak niedoskonały musi być każdy system filozoficzny. "2666" składa się z pięciu rozdziałów, i jak dobrze wiemy, jest to właściwie pięć osobnych powieści, ale powieści, które się zazębiają. Rozpoczyna się od części o krytykach literackich, specjalistach od niemieckiego pisarza piszącego pod nieco absurdalnym pseudonimem Benno von Archimboldi. Jest to metaliteracka powieść o literaturze, z której narrator w pewnym momencie wyrywa nas iście tarantinowskim aktem przemocy, ale ów akt przemocy to wyłącznie wstęp do tego, co będzie tematem kolejnych części. Podobnie jak w kolejnych częściach odwiedzamy razem z krytykami fikcyjne miasto Santa Teresa, które jest lustrzanym odbiciem rzeczywistego Ciudad Juarez Następnie mamy równie metaliteracką powieść o popadającym w szaleństwo profesorze filozofii, który opuszcza Barcelonę i przenosi się do fikcyjnego miasta Santa Teresa. Profesor żyje w napięciu w lęku o swoją córkę, ponieważ w Santa Teresa giną młode dziewczyny. Powoli popada w szaleństwo, wiesza książkę na sznurze do prania, umieszcza nazwiska filozofów na geometrycznych figurach, słyszy głosy. W części Fate'a poznajemy z kolei czarnoskórego dziennikarza. Kiedy ginie korespondent sportowy gazety, dla której pisze Fate, redakcja proponuje Fate'owi, który nie zna się na sporcie, wyprawę do Santa Teresa, gdzie odbędzie się walka bokserska, którą dziennikarz ma opisać. Fate'a od samej walki bardziej interesuje sprawa zaginionych kobiet i dziewczyn, co jednak nie spotyka się z aprobatą redakcji. Dalszego rozwoju akcji nie mogę zdradzić, ale będzie się ona łączyć z treścią poprzedniej części. Najcięższą lekturą jest jednak nieco zbyt długa część o zbrodni. Bałem się tej części, bo obawiałem się, że narrator niepotrzebnie będzie epatować przemocą, ale moje obawy się nie sprawdziły. Narracja jest chłodna, pozbawiona niepotrzebnych ozdobników. Właściwie to bez przerwy jesteśmy konfrontowani z opisami obdukcji ciał zamordowanych dziewczynek i kobiet. Wyjątkiem jest przemoc zadana młodocianym przestępcom w więzieniu, w akcie zemsty za zabójstwo młodej kobiety z mafijnej rodziny, oraz gangsterskich porachunków. Niemniej jest to lektura niezwykle ciężka. Pełna jest jednak przerw, dygresji, polifonicznej narracji, z której dowiadujemy się nie tylko o samej zbrodni, ale o kulturze gwałtu, o przyzwoleniu na gwałt i na zło, o atmosferze, w której zło może opanowywać całe miasto, cały region, a nawet cały kraj. Najsłabszą częścią jest ta ostatnia, która łączy wszystkie pozostałe, czyli część o niemieckim pisarzu o pseudonimie Benno von Archimboldi. Brakuje jej wiarygodności jak i koherentności. Mnie, jako czytelnikowi z Niemiec, początek w Niemczech wydawał się niewiarygodny. Nie rozumiem, dlaczego autor wymyślił dziwaczne nazwy miejscowości. Nie rozumiem, po co wprowadził różne elementy magiczne, które nie korespondują z realizmem poprzednich części. Pojawiają się również błędy merytoryczne, jak na przykład kiedy Grete twierdzi, że jej siostra była nazistką, bo wstąpiła do Hitlerjugend. Hitlerjugend była obowiązkowa dla niemieckiej młodzieży, więc każdy młody człowiek chcąc nie chcąc był w Hitlerjugend. Podobnie jest z pogrzebem wydawcy Bubisa, którego prochy wrzucono do Alster. To jest w Niemczech zwyczajnie niemożliwe, bo dopuszczone są tylko pochówki na cmentarzu, a już na pewno nie byłoby to możliwe na oficjalnym pogrzebie z zaproszonymi gośćmi. Wydaje mi się jednak, że główną przyczyną tych słabości jest przedwczesna śmierć autora, który najwyraźniej nie zdążył zredagować swojego dzieła i skonfrontować go z opiniami osób, które lepiej się na niemieckiej historii i rzeczywistości znają. Niestety mamy do czynienia z monstrualnych rozmiarów korpusem powieści, a nie z gotową i autoryzowaną całością, co nie umniejsza w żaden sposób jej znaczenia. "2666" jest genialne. Bolaño zaprowadził nas do komór gazowych współczesności, na granicy pierwszego i trzeciego świata. Jest to precyzyjny obraz regionu przygranicznego, który rozpada się w szwach z powodu gospodarki narkotykowej i neoliberalnego kapitalizmu trzeciego świata, w którym przemoc jest tak samo strukturalnie i społecznie zakotwiczona, jak brak oporu wobec tych warunków. Santa Teresa jest metaforą szaleństwa zglobalizowanego świata, ale także rzeczywistością. Co przede wszystkim należy docenić, to zdolność autora do łączenia różnych światów, co udaje mu się bez widocznego wysiłku. Trzeba też dodać, że całość jest świetnie napisana. Chociaż żadna zagadka ani historia w tej powieści nigdy nie zostaje całkowicie rozwiązana, a linie fabularne są wielokrotnie przerywane, czytelnik nigdy nie jest urażony ani zmęczony, chociaż podróż, w którą Bolaño czytelnika zabrał, jest podróżą przez piekło. Nie bardzo wiem, do czego mogę "2666" porównać. Na myśl przychodzi mi jedynie "Wyznaję" katalońskiego autora Cabré, której autor postanowił w powieści totalnej zmierzyć się z istotą zła, ale Cabré popadł w kicz, napisał powieść częściowo genialną, ale częściowo wpisującą się w literaturę puplpową o Holokauście. Bolaño potrafił natomiast wyjść z tej pułapki bez szwanku. Zmierzył się ze smokiem i wygrał. 9/10 bo chociaż jest to arcydzieło, to jest to niestety arcydzieło bez ostatniego szlifu.
tzaw - awatar tzaw
ocenił na98 miesięcy temu
Ulica Ciemnych Sklepików Patrick Modiano
Ulica Ciemnych Sklepików
Patrick Modiano
Niniejszym przepraszam się z Patrickiem Modiano, którego już niemal spisałem na straty po poprzedniej niezachwycającej książce, a tutaj - wręcz przeciwnie! Zatopiłem się bez reszty w tym oceanie nostalgii, humanistycznej esencji smutku, bezmiarze empatii. To moja druga wspaniała rzecz Noblisty, zaraz po “Dorze Bruder”. I podobny temat: tam było poszukiwanie śladów dziewczyny z Paryża, ofiary Holokaustu - tu jest próba odnalezienia własnej tożsamości przez głównego bohatera po nieokreślonej amnezji. W tle Paris noir, choć także Paryż do flanowania. Wielbię książki, gdzie właśnie pamięć jest w centrum uwagi (nb. jak w znakomitej “Żebyś nie zgubił się w dzielnicy” tegoż Autora - choć najlepsze w tej kategorii jest arcydzieło “Pamięci, przemów” Nabokova). Rzecz cała kunsztownie skomponowana i nie do końca wyjaśniona - niczym ludzkie wnętrze. A może i lepiej, że prawdy o nas samych nigdy nie poznamy? “Gdy podejmuje decyzję poznania swojej przeszłości jego przyjaciel pyta czy naprawdę warto”. Bohater przegląda różne stare zdjęcia, na których wydaje mu się, że to on sam, ale albo nikt go nie rozpoznaje, albo za każdym razem jest brany za kogoś innego. Jakiś adresy, jakieś numery telefonów... Wpada w obsesję: “Podszedłem bliżej. Może mnie pozna? Za każdym razem ta sama nadzieja i ten sam zawód”. Prowadzi poszukiwania po omacku, jak we mgle, co rusz podąża fałszywym tropem, wciąż nie wiedząc, kim naprawdę. jest/był. “Czy to naprawdę chodzi o moje życie? Czy nie jest to życie innego człowieka, w które ja się wślizgnąłem?” - pytanie zawisa w powietrzu.… Za emblematyczny uznałbym taki cytat o tym, co pozostaje w pamięci, czy też co pozostawiamy po sobie: “Widocznie wszystko kończyło się w starych pudełkach po czekoladzie lub biszkoptach. Albo po cygarach. Nic szczególnego w tym pudełku bo biszkoptach. Ołowiany żołnierz – dobosz, z którego złuszczyła się farba. Czterolistna koniczyna przyklejona pośrodku białej koperty. Fotografie”. Ta rzecz sięga i do “białej” rosyjskiej emigracji we Francji, i do prześladowań tam Żydów w czasie wojny (ważny wątek paszportów państw Płd Ameryki, znany z lat II wojny ze sprawy Hotelu Polskiego przy ul. Długiej, którędy codziennie przechodzę w drodze do pracy - BTW: od dawna nieremontowana to rudera, lekki wstyd, przy odpicowanych innych i nowym "Pasażu Simonsa", czyli apartamentowcu dla miliarderów…). Nota bene wszyscy, którzy pomagają bohaterowi lub chcą mu pomóc w autoidentyfikacji, jakimś przypadkiem nie za bardzo są Francuzami - to zazwyczaj Rosjanie, Flamandowie, Latynosi, Amerykanie. Nie przypadkiem część bohaterów to potomkowie rosyjskich emigrantów po 1917 roku, których tożsamość po dłuższym czasie ulegała wszak stosunkowej dezintegracji. “Cały kawał jego życia w jednej chwili poszedł na dno, tak że nie zachowała się chociażby najcieńsza nić przewodnia, najsłabsza więź, która łączyła by go jeszcze z przeszłością”. Inne cytaty “Życie ludzkie podzielone jest na przegródki i nasi przyjaciele nie znają się wzajemnie. Niestety”. “Byłem jak różdżkarz czyhający na najdrobniejsze drgnienie różdżki”. “Pod drzewami doznałem przykrego wrażenia, że to wszystko mi się śni. Przeżyłem już swoje życie i jestem tylko duchem, który unosi się w ciepłym powietrzu sobotniego wieczoru. Po co nawiązywać zerwane od dawna więzi, szukać zamurowanych od dawna przejść?”. “Dokoła nas wszystko było wyludnione i zakrzepłe. Nawet wieża Eiffla, którą dostrzegłem na drugim brzegu Sekwany, wieża Eiffla, której widok był zazwyczaj tak krzepiący, przypominała stertę wypalonego żelastwa”. “Dziwni ludzie, po ich przejściu pozostaje tylko szybko rozpływający się obłok”. “Popełniła samobójstwo, bo przerażała ją starość”. “Czy nasze egzystencje nie rozwiały się równie szybko w ciemności wieczoru, jak ten dziecinny smutek?”. “I nie przetrwało z tego nic, nawet świetlna smużka, jaką pozostawia przelot świętojańskiego robaczka”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na93 miesiące temu
Vineland Thomas Pynchon
Vineland
Thomas Pynchon
Nie szukajcie w tej powieści żadnego realizmu. Słowo „przesada” również nie oddaje sprawiedliwości tej książce. Fabuła książki jest jakby wrzucona w dziką, chaotyczną mieszaninę wielu różnych rzeczy i w pewnym sensie łączy się pod koniec, chociaż nie wyjaśnia większości swoich ekstrawaganckich dygresji. Podczas lektury zastanawiałem się, jak mógłbym ją opisać, i tu kilka porównań, które pasują do różnych fragmentów. Niektóre fragmenty książki przypominają scenariusz Quentina Tarantino. Jest tu mnóstwo dialogów i wyjaśnień, a nagle pojawia się grupa kobiet-ninja, tajna organizacja rządowa atakuje ukrytą w górach kryjówkę ninja lub dochodzi do krwawego aktu przemocy, który wydaje się przypadkowy. Niektóre z bardziej zwariowanych fragmentów książki przywodzą na myśl skecze z Monty Pythona lub Saturday Night Live. Czasami zastanawiasz się, czy Pynchon traktuje swój materiał poważnie i czy zależy mu na przedstawieniu swoich bohaterów jako złożonych istot ludzkich, a nie postaci bardziej pasujących do komiksów choćby Zap Comix. O co mi chodzi? Chyba o to, że nie potrafię właściwie opisać tej powieści. Jest zbyt dziwna, zbyt niekonwencjonalna, zbyt odmienna. Po prostu musicie sami się o tym przekonać. I jeszcze jedna uwaga: "Jedna bitwa po drugiej" - film znakomity moim zdaniem, praktycznie nie ma nic wspólnego z "Vinelandem", jest nią "zainspirowany" a i to według mnie znaczne nadużycie.
XcX - awatar XcX
ocenił na92 miesiące temu
Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi David Foster Wallace
Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi
David Foster Wallace
Po Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi sięgnęłam bo bodajże Mariusz Szczygieł napisał, że to jedna z jego książek formacyjnych. Ciekawa byłam, czy odkryję co potencjalnie mogło zrobić na nim aż takie wrażenie. Oraz czy na mnie też to zadziała. Nie do końca mnie ta książka zachwyciła, ani oświeciła, ale chyba rozumiem dlaczego może być ważna, albo coś zmieniać. Tym razem także zaczęłam czytać w ciemno. Nic o tej książce nie wiedziałam. Nie wiem, jak to działa, ale właściwie od pierwszych stron czułam, że te opowiadania są amerykańskie. Albo jakoś to jakiś szósty zmysł, albo gdzieś w podświadomości zapisał mi się ten fakt, tylko go nie pamiętałam. 🪓 Zabawa z formą Tak czy owak, Wallace napisał parę świetnych kawałków, bo ta książka jest zbiorem różnych tekstów. Nie są to opowiadania o regularnej budowie, tylko zabawa z formą, chociaż wszystkie są mniej więcej w jednym temacie. Jest nim zdrowie (choroby) psychiczne, traumy, wiwisekcje, autorefleksyjne wynurzenia i inne takie. Także podsłuchane rozmowy, i coś jakby transkrypcje sesji psychoterapeutycznych albo komentarze do nich. Da się tu wyczuć co najmniej kpinę z dzisiejszego podejścia do psychoterapii. Tempa nadają rozdziały nazwane tytułowo. Te Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi są bardzo specyficzne. Są odpowiedzi, ale pytań się czytelnik musi domyślać sam. Bardzo ciekawy zabieg. Okazuje się, że można sporo wywnioskować z tego, co ktoś mówi. Całość książki stanowi jakby grę z czytelnikiem w zgadywanki. Niektóre części są nawet nazywane zagadkami. 🪓 Utwory beletrystyczne Czym jest ta książka chyba najlepiej opisuje sam autor. Pisze, że są to utwory beletrystyczne, nie skecze, nie alegorie, ani scenariusze, ani nawet opowiadania. Mają jednak “wzbudzić stan kwestionowania” u czytelnika. I robią to. Wallace bawi się z czytelnikiem także treścią. Czasami teksty są abstrakcyjne i zabawne, jak to opowiadanie, w którym jakiś gość opowiada o fantazji masturbacyjnej, w której zatrzymuje czas. Pechowo jednak, świadomość tego, co to znaczy zatrzymać czas, przeszkadza mu w kontemplacji momentu. Zdaje sobie sprawę, że musiałby zatrzymać cały wszechświat, żeby zwalić sobie konia. 🪓 Luźno o wszystkim Bohaterzy są groteskowi i przerysowani, a niektóre historie bardzo creepy. Są też teksty zwyczajnie okropne i obrzydliwe, jak ten o ojcu, który pracuje jako klozetowy w hotelu. Wallace, jak i inni Amerykanie, których czytałam, umie pisać fascynująco o wszystkim, o najprzyziemniejszej codzienności, luźno, ale nie luzacko. O takich rzeczach, które normalnie wydają się być nudne. A tu jednak nie jest. Bardzo to dobra literatura, chociaż momentami przegadana. Albo może inaczej. Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi nadają się do kontemplacji, delektowania się językiem i treścią. Ja, w momencie ich czytania, nie byłam w stanie poświęcić im należytej uwagi. Momentami męczyły mnie powtórki i rozwlekłości. Ostatecznie i tak jednak przeczytałam ją z wystarczającą przyjemnością, żeby docenić kunszt autora. Dobra lektura broni się sama.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na72 miesiące temu
Niepamięć David Foster Wallace
Niepamięć
David Foster Wallace
David Foster Wallace pochodzi z tego gatunku twórców, których albo się kocha, albo nienawidzi. Nie dane było mi się w nim zakochać – na razie. A bardzo bym tego chciał, bo mielibyśmy sobie mnóstwo do powiedzenia. To pisarz, mogący dać oparcie, co brzmi paradoksalnie. Cała trudność tkwi jednak, w sumie jak zawsze, w języku. Wypada, wyjątkowo, zacząć od wad, a później piać z zachwytu. Nie brnąc dalej w stylistyczne zawijasy – Wallace to taki pisarz, który lubi dużo mówić. Czytając, odnosiłem wrażenie, że ktoś przepuszcza przez Wallace’a język, jak przez maszynkę do mięsa, a on wypuszcza z siebie długie paski zdań i akapitów, często niezbornych, pozornie nieskładnych i złożonych z nieprzystających do siebie słów. I tak pierwsze opowiadanie, Mister Squishy, jest wypchane nowomową z zakresu marketingu, obrzydlistwem, które „fachowcy” wlewają nam wprost do mózgów, a co w teorii sprowadza się do żerowania na najprostszych odruchach, opakowanych ładnym papierem języka. To także zgrabnie scharakteryzowana tragedia „specjalistów ds. marketingu” – w gruncie rzeczy istot do cna nieszczęśliwych, które po pracy nie potrafią rozmawiać o niczym jak o pracy, a ich wolny czas sprowadza się do masturbacji, przeskakiwania po kanałach telewizyjnych i snucia fantazji erotycznych z podtekstem władzy i poniżenia, z przełożonymi i współpracownikami w rolach głównych. Czyli samo dno korpo-pracy. To opowiadanie, mam wrażenie, obnaża moją pomieszaną z fascynacją niechęć. Pomysł świetny, Wallace obraca marketingowe narzecze w proch, ukazując pustkę, ale to tłumaczenie… Jakby w nadmiarze słów czegoś zabrakło. Jakby narracja Wallace’a rozbijała się na drobne kawałki – czasem zdania są od siebie odległe, czasem wygląda to na brak zgrabnego łącznika, finezyjnego „ale”. Czytałem opowiadanie w oryginale. Było lepiej, choć nie o niebo lepiej. Narzekanie czas zamknąć – nadszedł czas na czyste olśnienie autorem. Może popełniłem błąd, rozpoczynając romans z autorem właśnie od Niepamięci. Może na tle Krótkich rozmów z paskudnymi ludźmi czy Rzekomo fajnej rzeczy, której nigdy nie zrobię wypada lepiej. Ale czego nie ma w tych opowiadaniach, ile tu świeżości i pomysłów odbiegających od sztampy. Jest Kanał cierpienia, o dziennikarzu, który tworzy materiał o sztuce robionej z… własnego kału. To doskonałe nawiązanie do Gówna artysty Piera Manzoniego. Pytania o kondycję sztuki, moralność artysty czy może zupełnie inny rzut oka na korpo-wypalenie? A może metafora Stanów i amerykanizmu? Warto zwrócić uwagę na czas i miejsce powstawania artykułu, robi się jeszcze ciekawiej. I, jak to u Wallace’a, struktura zdania trudna, idealny materiał na rozstrój oka, a jednocześnie – frazy tak mocne, że bolą. Wallace zamiata czytelnika pod dywan, każe mu tam siedzieć i gorzko płakać nad kondycją świata. Jest mocno, jest ożywczo i do bólu ponuro. Struktury zdań wprowadzają czytelnika w świat rodem z sennych koszmarów Wallace’a, połączonych jednocześnie z dysfunkcjami nerwowymi bohaterów-autora, pomieszany, żeby było jeszcze trudniej, z analizą współczesności, nie tylko amerykańskiej. Chociaż jeśli Wallace chce – potrafi w kilka stron obrócić czytelnika w proch. Inkarnacje poparzonych dzieci są tego najlepszym przykładem. Około 700 słów (w polskim tłumaczeniu, nie jest to wynik dokładny) o chłopcu, który poparzył się (najprawdopodobniej) wylanym na siebie z garnka wrzątkiem, jego rodzicach i późniejszej egzystencji. W 700 słowach, co niezwykłe, zamknął Wallace cały mikroświat uczuć, emocji, wyrażanych często jednym, idealnie wręcz dobranym słowem. Mistrzowska miniatura, która opowiedziana w kilku słowach przez recenzenta wygląda na ponury banał; wystarczy jednak 5 minut poświęcone lekturze, może mniej. Opowieści z tomu Niepamięć można rozgryźć za pomocą fragmentu z najlepszego nie tylko moim zdaniem opowiadania Dusza to nie jest kuźnia: „W rezultacie tamten samotny, koszmarny panel pojawił się w oknie jako chwilowy peryferyjny błysk horrendalnej sceny, tak jak pojedyncze horrendalne przebłyski pojawiają się w złych snach – a prędkość, z jaką się pojawiają i znikają, i brak czasu na nabranie do nich dystansu, na przetrawienie tego, co się widzi, na wplecenie tego obrazu w tkankę całego snu, czyni przeżycie jeszcze gorszym i często takie błyskawiczne, peryferyjne mignięcie czegoś wyrwanego z kontekstu i straszliwego może stanowić najbardziej przerażającą część koszmaru, tę część, która najżywiej zostaje w pamięci i wraca w wyobraźni w dziwnych chwilach, na przykład kiedy szorujesz zęby albo wyjmujesz z szafki pudełko muesli na przekąskę, i znów wytrąca cię z równowagi, pewnie dlatego, że przez tę swoją momentalność we śnie zmusiło twój mózg do podświadomego nawracania do tego obrazu, żeby go jakoś rozgryźć lub inkorporować”. Opowiadania Wallace’a to właśnie te „horrendalne przebłyski”, „złe sny” z naszej rzeczywistości; mignięcia wyrwane z kontekstu koszmaru egzystencji, ożywione niezwykłą frazą i powracające w najmniej odpowiednich momentach. Wytrącające z równowagi polukrowanej i fałszywej codzienności koszmary, ujawniające podszewkę dojmująco smutną.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Katedra

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Katedra