Tracy i jego tygrys

Okładka książki Tracy i jego tygrys autora William Saroyan, 8370754228
Okładka książki Tracy i jego tygrys
William Saroyan Wydawnictwo: Phantom Press Seria: Biblioteka mistrzów literatura piękna
124 str. 2 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteka mistrzów
Tytuł oryginału:
Tracy's Tiger
Data wydania:
1992-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1992-01-01
Liczba stron:
124
Czas czytania
2 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
8370754228
Tłumacz:
Iwona Żółtowska
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tracy i jego tygrys w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tracy i jego tygrys

Średnia ocen
6,8 / 10
57 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tracy i jego tygrys

avatar
1525
1500

Na półkach:

Sympatyczna, pozornie naiwna, minimalistyczna przypowieść o tym, co w życiu najważniejsze, czyli o sensie życia ulokowanym w naszych emocjach, uczuciach, nadziejach, pragnieniach, marzeniach, które – nieco parafrazując klasyka – nie muszą być widoczne dla wszystkich oczu.

Ale mamy tu także smutny wniosek, że większość ludzi jest zamknięta na te stronę życia i dostrzega tylko to, co widzi. Albo i jeszcze gorzej: to, co dostrzega, postrzega w najprostszych czy też najbardziej banalnych kategoriach, najczęściej doraźnej, a najlepiej materialnej, korzyści.

Tytułowi bohaterowie: chodzi o tygrysa, a konkretnie o czarną panterę, którego na początku nie każdy widzi, ale gdy już go uwidzi, wtedy się zacznie…. Tracy miał gorzej bo nie dość, że uwierzył w „amerykański sen”, to w dodatku zakochał się – równie „szczęśliwie”. A wtedy jego tygrys stał się widoczny dla wszystkich…

Rzecz to bardzo amerykańska, a nawet i „antyamerykańska”.

O ile w chwili napisania ta nowelka była raczej ostrzeżeniem przed wewnętrzną pustką, to czytana dziś wydaje się boleśnie aktualnym opisem rzeczywistości emocjonalnej milionów ludzi – już nie tylko w Stanów Zjednoczonych. Zapewne dlatego język jest tu programowo ograniczony do najprostszej funkcji komunikacyjnej. I choć nie stroni od ironii, to nie daje też łatwego pocieszenia…

W każdym razie, jak u Gogola, każdy dostał, na co zasłużył – zwłaszcza media, policja i władze, ale tez i tzw. zwykli obywatele, niegrzeszący przesadnie zbytnią empatią wobec Innych, by już o zwykłej mądrości nie wspominać. Bo to chyba właśnie rzecz głównie o empatii, czyli czymś, co wydaje się w zaniku także i nad Wisłą, o czym świadczy każdy niemal wpis w mediach, już tylko szyderczo czy z rozpędu nazywanych „społecznościowymi”…

Zaczęło się zaś od tego:

„Miał go na własność, bo przez pięć minut obserwował tamto zwierze patrzące w dal z obojętnością i dumą – jak to zwykle tygrysy”.

„Tracy stał przy klatce, obserwując czarną panterę. Patrzył na nią przez całe pięć minut, potem wyrzucił niedopałek papierosa, odchrząknął, splunął i opuścił zoo.
– To jest właśnie mój tygrys – powiedział”.

„Tygrys Tracy’ego rozglądał się czasami, mając nadzieję, że ujrzy jakąś młodą tygrysicę, która przyjmie chętnym sercem wszystko, co mogłoby wyniknąć z ich spotkania; wypatrywał oczy, ale bardzo rzadko spotykał podobne mu istoty. Widywał prawie wyłącznie zdziczałe kotki”.

„Viola podała Thomasowi pudełko czekoladek, prosząc by się poczęstował, ale jej słowa znaczyły coś więcej”.

„Tracy brał czekoladkę za każdym razem, gdy Viola podsuwała mu pudełko. Zjadł ich sześć, po czym, nie wiadomo dlaczego, podniósł się nagle i wziął sobie od niej wszystko. Zdziwił się, bo jego postępek wcale nie zaskoczył Violi, przeciwnie - tego się chyba po nim spodziewała”.

„Najpierw próbował udawać, że zajmuje się czymś zupełnie innym niż na to wygląda, ale nie miał pojęcia, co właściwie mógłby robić”.

„- Nie boi się pan tego zwierzaka - posumował krótko - tego tygrysa. Ale to jest przecież czarna pantera.
- Tak, wiem - zgodził się Tracy - ale zarazem mój tygrys.
– A więc nazywa pan to zwierzę tygrysem?
– Tak, choć wiem, że jest czarną panterą – odrzekł Tracy – lecz dla mnie to był zawsze tygrys.
– Pański tygrys?
– Tak.
– I pan się go nie boi?
– Nie.
– Ludzie boją się tygrysów.
– Ludzie boją się wielu rzeczy’.

„Ludzie są ludźmi. Ludzie to śmiech, zabawa, fantazja, cuda. Aha. Ludzie to cierpienie, ludzie to choroba, ludzie to szaleństwo, ludzie to ból, ludzie to ból dla innych ludzi, to zabijanie, nawet samego siebie. Gdzie jest śmiech, gdzie jest zabawa, gdzie jest fantazja, gdzie są cuda? Psychiatrii nie cierpię. Ludzi kocham. Szalonych ludzi, pięknych ludzi, zbolałych ludzi, chorych ludzi, złamanych ludzi, rozbitych ludzi, kocham, kocham. Czemu? Czemu stracili ludzie śmiech, zabawę, fantazje, cuda? No czemu? Aha. Dla pieniądza? - Uśmiechnął się. - Tak myślę. Dla pieniądza. Pieniądz to miłość. Pieniądz to piękno. Pieniądz to śmiech. A gdzie jest pieniądz? Nie wiem. Już po śmiechu”.

„Tracy nie złamał prawa, idąc na spacer z tygrysem. Mimo wszystko uznano jego postępek za nieprawdopodobny i przekraczający wszelkie granice a wiec niezgodny z prawem. Tracy poczynał sobie jak gbur, dureń i cham. Albo przynajmniej jak szaleniec”.

„Człowiek normalny nie idzie na spacer z czarną panterą, która właśnie uciekła z cyrku i nie uważa jej wcale za odpowiednie dla siebie towarzystwo”.

„Ileż serc złamano dawno temu, ilu ludzi właśnie teraz łamie komuś serce, ile serc pęknie w czasach, które dopiero nadejdą”.

Najlepiej, gdy bohaterem zajmie się psychiatra z Wiednia, ewidentny żydowski lekarz - uchodźca znad brunatnego Dunaju, a najgorzej - media i tzw. opinia publiczna.

„Pewien chłopak z Fresno w Kalifornii zabił czarnego kota ze strzelby kalibru 22, ponieważ stworzenie bardzo przypominało tygrysa Tracy’ego. (…) Fotografie uradowanego chłopaka, trzymającego kota za ogon zamieściły gazety w całym kraju”.

„Właściciel knajpy z Chicago reklamował nowy trunek zwany ”Tygrys Tracy’ego”, dwadzieścia pięć centów za szklankę”.

„A w sobotę rano pojawił się w sklepach czarny pluszowy Tygrys Tracy’ego, ukochana maskotka dzieciaków”.

„Tracy nadal poddawany był obserwacji, a informacje o jej wynikach skrupulatnie przekazywano każdego dnia narodowi i światu, wraz z innymi równie, dziwacznymi wiadomościami”.

„Następnego dnia w redakcji zjawił się pewien mężczyzna i pokazał czarną panterę z przestrzelonym na wylot łbem. Dziennikarze mieli wreszcie upragnioną sensację”.

„Wielu ludzi dyskutujących chętnie o przeróżnych sprawach zainteresowało się natychmiast tym zagadnieniem”.

„Nie warto tu przytaczać jego nudnych wspomnień. Wystarczy powiedzieć, że pragnął sławy”.

„Obiecano nagrodę w wysokości pięciu tysięcy dolarów każdemu mężczyźnie, kobiecie lub dziecku, bez względu na pochodzenie, kolor skóry, poglądy i wyznanie, jeśli przywiezie do siedziby dziennika żywego lub martwego tygrysa”.

„Była to czarna pantera. Kulała na prawą przednią łapę. Mimo to była najpiękniejszą na świecie panterą”.

Miejscami może lekko razi banałem, ale to jednak nie Coelho…

Sympatyczna, pozornie naiwna, minimalistyczna przypowieść o tym, co w życiu najważniejsze, czyli o sensie życia ulokowanym w naszych emocjach, uczuciach, nadziejach, pragnieniach, marzeniach, które – nieco parafrazując klasyka – nie muszą być widoczne dla wszystkich oczu.

Ale mamy tu także smutny wniosek, że większość ludzi jest zamknięta na te stronę życia i dostrzega...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
39
39

Na półkach:

Kiedy pierwszy raz przeczytałem tą książkę zwaliła mnie z nóg. Nie wiem dlaczego, ale wyzwoliła we mnie emocje o których istnieniu nie wiedziałem. Żadna inna książka nie była w stanie tego spowodować dlatego bez żadnego oporu daję jej maksymalną punktację jaka jest możliwa. Ograniczanie się było by z mojej strony hipokryzją a ja nie zmierzam być hipokrytą.

Kiedy pierwszy raz przeczytałem tą książkę zwaliła mnie z nóg. Nie wiem dlaczego, ale wyzwoliła we mnie emocje o których istnieniu nie wiedziałem. Żadna inna książka nie była w stanie tego spowodować dlatego bez żadnego oporu daję jej maksymalną punktację jaka jest możliwa. Ograniczanie się było by z mojej strony hipokryzją a ja nie zmierzam być hipokrytą.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
534
401

Na półkach:

Książka specyficzna, bo z jednej strony bardzo prosta językowo i fabularnie, króciutka i przez 90% akcji powierzchowna, ale na koniec zostawia czytelnika z emocją, nie przepływa bez śladu. Budzi refleksję nt. ogólnych praw życia i świata. I tego, jak wygląda tygrys każdego z nas. Fakt, że nie jest to w mojej ocenie opowieść warta Pulitzera, ale na swój sposób wartościowa - już owszem.

Książka specyficzna, bo z jednej strony bardzo prosta językowo i fabularnie, króciutka i przez 90% akcji powierzchowna, ale na koniec zostawia czytelnika z emocją, nie przepływa bez śladu. Budzi refleksję nt. ogólnych praw życia i świata. I tego, jak wygląda tygrys każdego z nas. Fakt, że nie jest to w mojej ocenie opowieść warta Pulitzera, ale na swój sposób wartościowa -...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

132 użytkowników ma tytuł Tracy i jego tygrys na półkach głównych
  • 84
  • 48
29 użytkowników ma tytuł Tracy i jego tygrys na półkach dodatkowych
  • 19
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

William Saroyan
William Saroyan
Pisarz amerykański ormiańskiego pochodzenia. Jego rodzina mieszkała w New Jersey, gdzie jego ojciec miał małą winnicę. Jednak po jego śmierci, William z bratem i matką przenieśli się na stałe do Fresno. W 1921 wstąpił do Technical School, ale w wieku piętnastu lat opuścił ją. Gdy jego matka – Takuhi pokazała mu próby pisarskie jego ojca, William zachwycił się nimi i postanowił zostać pisarzem. Pracował w San Francisco Telegraph Company, jednocześnie kształtując swój warsztat literacki. W tym czasie zaczął publikować pierwsze krótkie artykuły w „The Overland Monthly”, zaś w latach trzydziestych opublikował pierwsze opowiadania w ormiańskim czasopiśmie „Hairenik” pod pseudonimem Sirak Goryan. Zadebiutował w 1934 r. tomikiem opowiadań: The Daring Young Man on the Flying Trapeze (Chłopiec na lotnym trapezie),których akcja umiejscowiona została w latach Wielkiego Kryzysu. Bohaterami byli zwykli ludzie, biedni i głodni, którzy jednak nie tracili ducha i optymistycznego spojrzenia na świat. Porównywano tę prozę do twórczości Knuta Hamsuna, dostrzegając w niej jednak większą dozę optymizmu. Następnymi pozycjami ugruntował swoją pozycję w czołówce amerykańskich pisarzy XX wieku. Wydawał zbiory opowiadań (My name is Aram 1940),dramaty i scenariusze filmowe. Swoich bohaterów szukał najczęściej wśród Ormian zamieszkujących Kalifornię. W 1939 r. wystawił na scenie Guild Theatre w Nowym Jorku sztukę My Heart in the Highlands, oraz The Time of Your Life, za którą dostał nagrodę Pulitzera. Pierwszą powieść: The Human Comedy (polski tytuł: Śmierć nie omija Itaki) wydał w 1943 r. Na jej podstawie powstał film o tym samym tytule, którego scenariusz został uhonorowany Oscarem. W czasie II wojny światowej został zmobilizowany, jednak nie wziął udziału w działaniach wojennych, przebywając przez cały czas w Lombardy Hotel na Manhattanie. W 1943 poślubił siedemnastoletnią aktorkę Carol Marcus z którą miał dwoje dzieci – Arama i Lucy. Po wojnie Saroyan borykał się z kłopotami finansowymi. Jego idealizm nie trafiał już do odbiorców doświadczonych wojną. Zaczął wtedy pisać wspomnienia i sztuki sceniczne, które już jednak nie stały się takimi bestsellerami jak utwory sprzed wojny. W 1958 r. przeniósł się do Paryża i zaczął wystawiać swoje sztuki w Europie. Zmarł na raka we Fresno, a jego prochy zostały rozrzucone – częściowo, w Kalifornii i Armenii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jim Szczęściarz Kingsley Amis
Jim Szczęściarz
Kingsley Amis
Ach studia, pod wpływem Jima zacząłem wspominać; imprezy, miłostki, referaty. O tak to było, że się rano wstało, wczesne śniadanie, nie mogę na nie patrzeć, nudności brutalne. Poprzedniego wieczora z paczką w knajpie i niby tylko trzy kufle, ale poprzez zaśmiecony zaułek czasoprzestrzennego kontinuum, zmieszały się z butelką bułgarskiej brandy i paroma filiżankami płynu po goleniu. A dziś wygłaszam referat, pędzę sprintem na autobus. Zdążyłem cudem na przystanek, płuca mam w gardle i czasu niewiele na ten kampus. I oczywiście korki, w dodatku kierowca typ taki co w życiu najbardziej się boi jakiejkolwiek prędkości. Żołądek jak zaciśnięta pięść i nerwy tłuką się o kości. Co jeszcze się wydarzy; napad zamaskowanych bandytów, czołowe zderzenie, powódź, pęknięta dętka, wyrywająca drzewa burza z deszczem meteorytów, nurkowy nalot ruskich bombowców. Dobra zatrzymał się ten alternatywny Ayrton Senna, wpadam jak wicher do auli i co? Oczywiście wypadłem słabo, bo przede mną wygłaszał gość tak przejęty, jakby rozbrajał atom. W ogóle na tych studiach trudno było kogoś wyluzowanego znaleźć, jak dobrą progresywną kapelę, no chyba że się lubi to patetyczne wycie, elitarne takie, leciało w trójce, ale to nie mój problem. a już w tej całej kadrze, mój Boże jeden doktor może, świetny facet, rozumiał, że istnieje życie poza uniwerkiem, a i ta ładna asystentka, wesoła dziewczyna, paliliśmy czasem, lubiła Jarmuscha. Ale wracając do książki; pan Amis w Jimie Szczęściarzu bierze na warsztat świat brytyjskiej akademii — a potem bez litości rozjeżdża go walcem ironii. Dodajmy w sposób mistrzowski. Kogo tam mamy; profesor Welch, który uważa się za kapłana kultury wysokiej, ale jego największym osiągnięciem artystycznym jest torturowanie ludzi fletem, a jakim zgadnijcie, bo prosty bynajmniej nie przypomina poprzecznego, mimo że jest oczywiście jego poprzednikiem. Ja prdl, nieważne, bo ten jego instrument brzmi jak czajnik z gwizdkiem. Pani profesorowa, żona, zapatrzona we Francję jak w ten telefon na komodzie i jest jego więźniem — obdarza synów francuskimi imionami i manierami, jakby próbowała wychować małych Rousseau w prowincjonalnej Anglii. Efekt? Trochę jak croissant z margaryną. Krótko o synu Bertrandzie, malarzu mającym się za artystę - jest szarlatanem, snobem, sadystą i durniem. A żeby nie było za lekko, mamy też koleżankę z kadry, Margaret – emocjonalny granat z wyrwaną zawleczką, już w drugim rozdziale, Live and let die Margaret. I w tym wszystkim biedny Jim Dixon, te jego wewnętrzne monologi to czyste złoto. Dorosły, wolny facet, drżący o posadę, pragnący te monologi wykrzyczeć prosto w gębę tym fałszywym elitom. Lecz tak ja w tytule; gdyby istniał ranking ludzi, którym wychodzi mimo że wszystko idzie źle – Jim byłby jego królem.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na105 miesięcy temu
Dziewięć opowiadań J.D. Salinger
Dziewięć opowiadań
J.D. Salinger
Ciekawe opowiadania Salingera. Autor "Buszującego w zbożu" miał dobry słuch ( co widać w języku) i umiał dostrzec szczegół, który był ważnym punktem w trakcie lub na końcu opowieści. Pierwsze utwór "Idealny dzień na ryby" czyli na łowienie porusza trudny problemy samobójstwa. Zdeformowana przez wojsko psychika złowiła wolę młodego człowieka, który zastrzelił się . Drugie opowiadanie to problem psychiki dziecka, które ucieka w wymyślony przez siebie świat Gdy uśmierca swojego wymyślonego bohatera zaczyna płakać, bo to był dla niej ktoś bliski ( mimo tego, że był fikcyjną postacią). W innej opowieści "Człowiek Śmiechu" wódz opowiada dzieciom historię Człowieka Śmiechu, historię wymyśloną. I gdy znów na koniec ginie Człowiek Śmiechu ( czyli postać fikcyjna) jeden z chłopców zaczyna płakać. Salinger pokazuje jak ważna jest fikcja literacka dla odbiorcy dziecięcego. Dzieci występują w tych małych utworach prozatorskich w roli głównych bohaterów. Kolejne opowiadanie "Teddy" to dziecko, które ma dar przepowiadania. Temat literacki znany, ale ten chłopiec nie myśli szablonowo. On próbuję definiować rzeczywistość według klucza buddyjskiego. Dorośli mu nie wierzą i dlatego pobierają od niego nauki. Te opowiadania Salingera wymagają uwagi przy czytaniu. Motywacja psychologiczna postaci jest ciekawie przedstawiona przez Salingera. To czego bohater nie znajduje w rzeczywistości, rekompensuje sobie tworzeniem fikcji. To tylko niektóre z moich spostrzeżeń. Polecam te opowiadania. To świetna literatura.
Grzegorz Piskorz - awatar Grzegorz Piskorz
ocenił na827 dni temu
Miasteczko Winesburg. Obrazki z życia w stanie Ohio Sherwood Anderson
Miasteczko Winesburg. Obrazki z życia w stanie Ohio
Sherwood Anderson
Wspominając tę postać zawsze zaczyna od wymownego faktu - że to pisarz swego czasu uważany za czołowego twórcę, niewiele później prawie zupełnie zapomniany, przynajmniej u nas, w Europie, bo w USA nadal ma swoje miejsce w historii literatury tamtejszej, jednak czytają go angliści głównie, nie zaś czytelnicza brać. Na końcu książki znajdziemy świetnie napisane posłowie, które rzuca na ten fakt sporo światła i pozwala lepiej pojąć dylematy zawarte w tekście, który jest powieścią złożoną z opowiadań, z których każde traktuje o zwykle jednym ludzkim losie, losie najczęściej złamanym i gorzkim. Dzięki posłowiu wiem, że Bóg dał autorowi talent literacki połowiczny, że umiejętność obserwacji ludzi i wydarzeń łączył Anderson z talentem do na poły reportażowego przenoszenia tych obserwacji do literatury, lecz już do tworzenia dużych form budowanych w pisarskiej wyobraźni, do konstruowania powieści nie miał zdolności, przez co stracił tytuł jednego z najlepszych pisarzy Ameryki, a w końcu wypadł z literackiego obiegu. Mam nieodparte wrażenie, że w większości opowiadań w tym tomie Anderson rozmawia sam ze sobą o sobie, o swoim niewystarczającym talencie i o tym, co z tego może wynikać dla człowieka, czyli o smutnym, gorzkim przeżywaniu swojego życia jako klęski i rozczarowania. Niby przewijający się przez wszystkie teksty dziennikarz, alter ego autora (choć według mnie wszystkie postaci w powieści nimi są w mniejszym czy większym stopniu) zdaje się wierzyć w swoją szczęśliwą gwiazdę, rusza na podbój świata, lecz ta jego wiara od początku podszyta jest melancholią i przeczuciem klęski jak stara kurtka wiatrem. Co zatem dostaje czytelnik? Ano dostaje piękną, smutną balladę w hrabalowym nieco stylu (tyle że 100 lat wcześniejszym) o ludzkim życiu, które, mimo że zachwycające, zawsze zaprawione jest goryczą i smakuje klęską. to, czy czytelnik się z autorem zgodzi czy też nie, to już zupełnie inna sprawa...
Mario - awatar Mario
ocenił na85 lat temu
Rytuały morza William Golding
Rytuały morza
William Golding
Jeśli chcielibyśmy zareklamować Williama Goldinga powieścią inną niż „Władca much”, to „Rytuały morza” są strzałem w dziesiątkę. Ta nagrodzona Bookerem książka łączy w sobie elementy przygodowe (marynistyczne) z wątkiem na poły kryminalnym (śmierć i zaimprowizowane śledztwo),a dzięki pierwszoosobowej narracji i sporej dawce humoru autor jawi się nam momentami jako całkiem niezły stendaper. Wszystko to w nietypowym już dzisiaj klimacie przełomu XVIII i XIX wieku. Powieść ma formę dziennika czy raczej luźnych zapisków prowadzonych przez dwie osoby: Edmunda Talbota, będącego główną postacią i narratorem, oraz (w niewielkiej części) wielebnego Colley’a – postać kluczową dla wydarzeń mających miejsce na statku. Ich relacje i punkty widzenia różnią się, a obserwowanie, jak obaj panowie opisują poszczególne zdarzenia i osoby oraz jak ich zapiski „zazębiają się” – stanowi główną atrakcję książki. Co prawda, mam wątpliwości, czy Golding zazębił je w stu procentach właściwie pod względem chronologii wydarzeń, ale zabrakło mi determinacji, by swoje podejrzenia poprzeć dowodami. Konkretniejszym kamyczkiem, jaki wrzucę do ogródka noblisty, jest moje przeświadczenie, że opisanie kapitana statku jako tyrana nie znajduje odzwierciedlenia w fabule powieści. Owszem, kapitan Anderson jest surowy i zasadniczy, ale taka – jak sądzę – była większość ówczesnych dowódców, a on sam mógł „przegiąć pałę” zdecydowanie bardziej. Nie jestem też przekonany do końcowego (zaskakującego!) wniosku, do jakiego doszedł Talbot. Oparł się on bowiem na wypowiedzi jednego z majtków, która mogła odnosić się do innego wydarzenia, a mianowicie do rozmowy z kapitanem. Do plusów książki należy zaliczyć jej niewielkie rozmiary. Dzięki nim obawy, że forma dziennika i związana z nią skrupulatność opisów znużą czytelnika – są niepotrzebne. Zresztą zapiski prowadzone przez Talbota są mocno pobieżne. To pokazuje, z jak dużym wyczuciem Golding zbudował swoją powieść, której ciąg zdarzeń nie jest przecież szczególnie porywający. Co do przesłania utworu, to jest ono proste: pisarz przestrzega nas przed pochopnym ocenianiem i szufladkowaniem drugiego człowieka. Zestawienie relacji dwóch bardzo dobrze skonstruowanych postaci posłużyło tutaj znakomicie. Reasumując: różnorodność elementów, ich właściwy dobór i takież proporcje, a także konfrontacja stosunkowo niewielkiej grupy ludzi na zamkniętej przestrzeni – to recepta na sukces i wysoką ocenę na LC. Pozdrawiam 8/10
Łukasz - awatar Łukasz
ocenił na81 rok temu
Sprzysiężenie osłów John Kennedy Toole
Sprzysiężenie osłów
John Kennedy Toole
„Sprzysiężenie osłów” to powieść, która nie przypomina niczego innego. I całe szczęście :) Nie wiem, czy bardziej się śmiałam, czy kręciłam głową z niedowierzaniem. Bo ta książka jest… dziwna. Dzika. Złośliwa. Momentami przytłaczająca, a chwilę później genialna. I właśnie to sprawia, że trudno ją zapomnieć. Ignacy J. Reilly – główny bohater – to postać, której nie da się lubić. Ale też nie da się przestać go obserwować. Tłusty, rozwrzeszczany, niezdolny do życia, rozdęty od własnego ego i misji zbawiania świata. A jednocześnie: śmieszny, błyskotliwy i bardzo tragiczny. Bo pod tą groteską kryje się samotność i zupełne oderwanie od rzeczywistości. To opowieść o Nowym Orleanie, o Ameryce lat 60., o upadku ideałów, o chaosie, o matkach i synach, o pracy, której nikt nie chce, i o geniuszu, który nie potrafi się odnaleźć w realnym świecie. Ale tak naprawdę to książka o tym, jak trudno być człowiekiem, gdy nie pasujesz do żadnego systemu. Styl? Momentami jazda bez trzymanki. Dialogi są tak dobre, że czasem trzeba je przeczytać dwa razy – raz żeby się śmiać, drugi żeby docenić konstrukcję. Nie zawsze mi było z tą książką wygodnie, ale nie żałuję ani jednej strony. Bo takich powieści się nie czyta dla komfortu. Czyta się je po to, żeby sobie przypomnieć, że świat nie musi być uporządkowany, żeby był genialny. Polecam
Diana - awatar Diana
oceniła na85 miesięcy temu
Farma John Updike
Farma
John Updike
Joey Robinson, konsultant reklamowy w firmie szkoleniowej na Manhatanie, ma za sobą rozwód z Joan, a także świeżo poślubioną drugą żonę. Peggy i jej nastoletniego syna chce przedstawić matce mieszkającej samotnie na rodzinnej farmie. Te trzy dni, jakie spędzą ze sobą, to delikatne balansowanie na granicy uczuć i zmysłów. To także walka dwóch kobiet o prawo do 'mężczyzny ich życia', ciąg wyznań, kłótni, wspomnień. Jestem oczarowana językiem pisarza, jego umiejętnością przykucia uwagi pozornie nieistotnymi zdarzeniami i opisami, przenikliwością obserwacji, psychologiczną głębią postaci. Bohaterowie Updike'a to ludzie żyjący w małym miasteczku, na przedmieściach, będący często na życiowym rozdrożu, w momencie kryzysu, popełniający błędy i miotający się. Zdradzają, rozwodzą się, zakochują się, odchodzą od kościoła lub do niego wracają, a wszystko to na tle zmieniających się czasów, obyczajowości, ważnych wydarzeń historycznych. Wszak Updike jest autorem m.in. cyklu o Eastwick. Wydane w 1984 roku "Czarownice z Eastwick" zyskały dużą sławę dzięki adaptacji filmowej George'a Millera z 1987 roku, z kreacjami Jacka Nicholsona i Michelle Pfeiffer. Jak napisał Czytelnik Czyniczny: "Doskonała, kameralna proza, smakołyk dla osób lubiących zagłębić się w postać; psychologiczna rozgrywka pomiędzy postaciami rozpisana jest mistrzowsko, a jednak opisy wewnętrznych dylematów, przeżyć i wspomnienia bohatera nie nużą i są zgrabnie przeplatane naturalnymi dialogami." Oprócz nagrody Pulitzera, Updike otrzymał on też m.in. nagrody National Book Critics Circle Award (1982 i 1990) i PEN/Faulkner Award (2004).
Melissa Tygrys - awatar Melissa Tygrys
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Tracy i jego tygrys

Więcej
William Saroyan Tracy i jego tygrys Zobacz więcej
William Saroyan Tracy i jego tygrys Zobacz więcej
William Saroyan Tracy i jego tygrys Zobacz więcej
Więcej