cytaty z książki "Tracy i jego tygrys"
katalog cytatów
-- Nie boi się pan tego zwierzaka - posumował krótko - tego tygrysa. Ale to jest przecież czarna pantera.
-- Tak, wiem - zgodził się Tracy - ale zarazem mój tygrys.
-- A wiec nazywa pan to zwierze tygrysem ?
-- Tak choć wiem, że jest czarną panterą - odrzekł Tracy - lecz dla mnie to był zawsze tygrys.
-- Pański tygrys ?
-- Tak.
-- I pan się go nie boi ?
-- Nie.
-- Ludzie boją się tygrysów.
-- Ludzie boją się wielu rzeczy.
-To moja firma –pomyślał Otto Seyfang. –Mam ją od czterdziestu pięciu lat. A co pan ma?”. „Tygrysa” –pomyślał Tracy, odpowiadając na pytanie Seyfanga. Tak sobie pomyśleli i zaraz wrócili do rozmowy.
– A więc nazywa pan to zwierzę tygrysem?
– Tak, choć wiem, że jest czarną panterą – odrzekł Tracy – lecz dla mnie to był zawsze tygrys.
– Pański tygrys?
– Tak.
– I pan się go nie boi?
– Nie.
– Ludzie boją się tygrysów.
– Ludzie boją się wielu rzeczy.
Tracy stał przy klatce, obserwując czarną panterę. Patrzył na nią przez całe pięć minut, potem wyrzucił niedopałek papierosa, odchrząknął, splunął i opuścił zoo.
– To jest właśnie mój tygrys – powiedział.
Czas, który przeżyła, niczym jej nie obdarował.
Viola podała Thomasowi pudełko czekoladek, prosząc by się poczęstował, ale jej słowa znaczyły coś więcej.
Tracy brał czekoladkę za każdym razem, gdy Viola podsuwała mu pudełko. Zjadł ich sześć, po czym, nie wiadomo dlaczego, podniósł się nagle i wziął sobie od niej wszystko. Zdziwił się, bo jego postępek wcale nie zaskoczył Violi, przeciwnie - tego się chyba po nim spodziewała.
Najpierw próbował udawać, że zajmuje się czymś zupełnie innym niż na to wygląda, ale nie miał pojęcia, co właściwie mógłby robić.
Ileż serc złamano dawno temu, ilu ludzi właśnie teraz łamie komuś serce, ile serc pęknie w czasach, które dopiero nadejdą.
Ludzie to śmiech, zabawa, fantazja, cuda. Aha. Ludzie to cierpienie, ludzie to szaleństwo, ludzie to ból, ludzie to ból dla innych ludzi, to zabijanie nawet samego siebie. Gdzie jest śmiech, gdzie jest zabawa, gdzie jest fantazja, gdzie są cuda?
Człowiek normalny nie idzie na spacer z czarną panterą, która właśnie uciekła z cyrku i nie uważa jej wcale za odpowiednie dla siebie towarzystwo.
Tracy nie złamał prawa, idąc na spacer z tygrysem. Mimo wszystko uznano jego postępek za nieprawdopodobny i przekraczający wszelkie granice a wiec niezgodny z prawem. Tracy poczynał sobie jak gbur, dureń i cham. Albo przynajmniej jak szaleniec.
Pewien chłopak z Fresno w Kalifornii zabił czarnego kota ze strzelby kalibru 22, ponieważ stworzenie bardzo przypominało tygrysa Tracy’ego. (…) Fotografie uradowanego chłopaka, trzymającego kota za ogon zamieściły gazety w całym kraju.
Właściciel knajpy z Chicago reklamował nowy trunek zwany ”Tygrys Tracy’ego”, dwadzieścia pięć centów za szklankę.
A w sobotę rano pojawił się w sklepach czarny pluszowy Tygrys Tracy’ego, ukochana maskotka dzieciaków.
Tracy nadal poddawany był obserwacji, a informacje o jej wynikach skrupulatnie przekazywano każdego dnia narodowi i światu, wraz z innymi równie, dziwacznymi wiadomościami.
Następnego dnia w redakcji zjawił się pewien mężczyzna i pokazał czarną panterę z przestrzelonym na wylot łbem. Dziennikarze mieli wreszcie upragnioną sensację.
Wielu ludzi dyskutujących chętnie o przeróżnych sprawach zainteresowało się natychmiast tym zagadnieniem.
Nie warto tu przytaczać jego nudnych wspomnień. Wystarczy powiedzieć, że pragnął sławy.
Obiecano nagrodę w wysokości pięciu tysięcy dolarów każdemu mężczyźnie, kobiecie lub dziecku, bez względu na pochodzenie, kolor skóry, poglądy i wyznanie, jeśli przywiezie do siedziby dziennika żywego lub martwego tygrysa.
Była to czarna pantera. Kulała na prawą przednią łapę. Mimo to była najpiękniejszą na świecie panterą.
Zajęcie Tracy’ego nie wymagało szczególnych umiejętności. Jego pensja była niska, ale pracował dobrze i uczciwie. Na początku niełatwo mu było wziąć na plecy pięćdziesięciokilogramowy worek z ziarnami kawy i nieść go pięćdziesiąt metrów, ale po tygodniu nabrał wprawy i nawet tygrys patrzył z podziwem, jak łatwo Tracy przerzuca ciężary.
Thomas Tracy miał tygrysa. A właściwie czarną panterę, lecz to bez znaczenia, ponieważ uważał ją za tygrysa. Pantera miała białe zęby.
Pewnego dnia wybrał się do zoo. Miał wówczas piętnaście lat; palił papierosy i oglądał się za dziewczynami. Wtedy to niespodziewanie stanął oko w oko ze swoim tygrysem. Okazała się nim pogrążona we śnie czarna pantera. Zbudziła się natychmiast, uniosła głowę i spojrzała na Tracy’ego; powstała,wydała pomruk właściwy panterom, co zabrzmiało jak ‘grrr’, i zbliżyła się do rogu klatki. Przez chwilę przyglądała się chłopcu, a następnie uszyła ku podwyższeniu, na którym przedtem spała. Ułożyła się tam ociężale i popatrzyła w dal, a spojrzenie jej biegło w przestwór lat i odległości tak długo i daleko, jak lata i odległości istnieją w przestworzach. Tracy stał przy klatce, obserwując czarną panterę. Patrzył na nią przez całe pięć minut, potem wyrzucił niedopałek papierosa, odchrząknął, splunął i opuścił zoo.-To jest właśnie mój tygrys – powiedział. Nigdy już nie wrócił, żeby popatrzeć na swego tygrysa; wcale nie było mu to potrzebne. Miał go. Miał go na własność, bo przez pięć minut obserwował tamto zwierzę patrzące w dal z obojętnością i dumą – jak to zwykle tygrysy.
Pewnego dnia Tracy poszedł do swego bezpośredniego przełożonego nazwiskiem Valora, by porozmawiać o przyszłości.-Chcę zostać kiperem –powiedział Tracy.-Kto pana do tego namówił? –zapytał Velora.-Do czego?-Żeby pan został kiperem.-Nikt.-Co pan wie o tej pracy? –dopytywał się Valora.-Lubię kawę –odrzekł Tracy.-Ale co pan wie o pracy kipera? –niecierpliwił się Valora-Zaglądam czasami do działu kontroli.-A więc pił pan kawę i jadł pączki w dziale kontroli, jak wszyscy inni, którzy nie pracują jako kiperzy...-Jeśli kawa była dobra wiedziałem to –przerwał mu Tracy. –Jeśli była zła, też to wiedziałem.-Skąd pan wiedział?-Bo jej próbowałem.-Jest u nas trzech kiperów: Nimmo, Peberdy i Ringert –powiedział Valora. –Pracują dla Otto Seyfanga dwadzieścia pięć, trzydzieści trzy i czterdzieści jeden lat. Jak długo pan tu pracuje?-Dwa tygodnie.-I chce pan zostać kiperem?-Tak, proszę pana.-Zamierza pan wspiąć się na szczyt piramidy po dwóch tygodniach?-Tak, proszę pana.-Nie chce pan czekać na swoją kolej?-Nie, proszę pana.
-Ledwie pan zaczął pracować u Otto Seyfanga, a już chce pan dostać najlepszą posadę?-Tak, proszę pana.-I wie pan wszystko o kawie i pracy kipera?-Tak, proszę pana.-Jak smakuje dobra kawa?-Jak kawa.-A jak smakuje najlepsza kawa?-Jak dobra kawa.-Co odróżnia dobrą kawę od najlepszej kawy?-Reklama.Valora spojrzał na Otto Seyfanga, jakby chciał zapytać: Co by pan zrobił z tym zarozumiałym przybłędą? Ale Otto Seyfang nie chciał się wtrącać. Po prostu czekał, co zrobi Valora.-Nie ma wolnych posad w dziale kontroli –oznajmił urzędnik.-A kiedy będą wolne posady? –zapytał Tracy.-Jak tylko umrze Nimmo –odparł Valora. –Ale jest jeszcze trzydzieści innych osób, które dłużej niż pan czekają na tę pracę.-Nimmo prędko nie umrze –powiedział Tracy.-Powiem mu, żeby się pospieszył –oznajmił Valora.
-To na pewno pański tygrys?-Tak.-Dlaczego?-Jest ze mną przez całe moje życie.-Ach -rzekł staruszek -on jest tygrysem, jak pies jest psem?-Chce pan wiedzieć -zapytał Tracy -czy mój tygrys jest prawdziwy, niczym te z dżungli albo z cyrku?-No właśnie -odparł doktor Pingitzer.-Nie, nie jest -oznajmił Tracy. -Przynajmniej do dziś nie był. I nagle okazał się prawdziwy. Ale to wciąż mój własny tygrys.
Ludzie są trudni. Ludzie są ludźmi. Ludzie to śmiech, zabawa, fantazja, cuda. Aha. Ludzie to cierpienie, ludzie to choroba, ludzie to szaleństwo, ludzie to ból, ludzie to ból dla innych ludzi, to zabijanie, nawet samego siebie. Gdzie jest śmiech, gdzie jest zabawa, gdzie jest fantazja, gdzie są cuda? Psychiatrii nie cierpię. Ludzi kocham. Szalonych ludzi, pięknych ludzi, zbolałych ludzi, chorych ludzi, złamanych ludzi,rozbitych ludzi, kocham, kocham. Czemu? Czemu stracili ludzie śmiech, zabawę, fantazje, cuda? No czemu? Aha. Dla pieniądza? -Uśmiechnął się. -Tak myślę. Dla pieniądza. Pieniądz to miłość. Pieniądz to piękno. Pieniądz to śmiech. A gdzie jest pieniądz? Nie wiem. Już po śmiechu.
Miał go na własność, bo przez pięć minut obserwował tamto zwierze patrzące w dal z obojętnością i dumą – jak to zwykle tygrysy.
Każdy z nas potrafi urzeczywistnić to, do czego tęsknią ludzkie serca od początku świata.