rozwińzwiń

Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka

Okładka książki Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka autorstwa Lucjan Wolanowski
Okładka książki Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka autorstwa Lucjan Wolanowski
Lucjan Wolanowski Wydawnictwo: Czytelnik reportaż
677 str. 11 godz. 17 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
1972-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
677
Czas czytania
11 godz. 17 min.
Język:
polski
Bogaty zbiór ciekawostek o Australii.

Lucjan Wolanowski znał receptę na wybitny reportaż. Świadczą o tym jego książki, a jedną z nich jest Poczta do Nigdy-Nigdy – obraz Australii lat sześćdziesiątych. Autor zwykł mawiać: Australia to kraj z dołu globusa, prawie tak wielki jak cała Europa, który miał być bardziej brytyjski niż Anglia, ale życie pokrzyżowało te plany. Z żartobliwym dystansem zabiera nas w podróż po Czerwonym Lądzie, barwnie opowiadając o porywających przygodach i przytaczając niezwykłe anegdoty.


„Nie twierdzę, że znam Australię. Ale chyba mam prawo twierdzić, że widziałem Australię. To istotna różnica. Ba, może nawet oglądałem to, czego przeciętny Australijczyk nigdy nie zobaczy. Kto ruszy w rejs statkiem obsługującym latarnie morskie na Morzu Koralowym? Kto, idąc o zakład, ‹‹zagubi›› się na pustyni i zostanie ‹‹odnaleziony›› przez czarnego tropiciela śladów? Komu się będzie chciało lecieć na daleką wyspę Norfolk, aby tam rozmawiać z potomkami buntowników z ‹‹Bounty››? Kto rozwoził pocztę świąteczną w Krainie Nigdy-Nigdy i latał z Latającym Doktorem? Inna sprawa, że widziałem też i Australię, która odeszła...”

Lucjan Wolanowski
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka

Średnia ocen
7,2 / 10
48 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka

avatar
243
98

Na półkach:

Ciągle warta przeczytania- nawet teraz w dobie wszechwiedzącego internetu. Fajny i ciekawy powrót do lat młodści gdzie na tę książkę(czy wiele innych) czekało się(w bibliotece czy księgarni) z WIELKĄ niecierpliwością.

Ciągle warta przeczytania- nawet teraz w dobie wszechwiedzącego internetu. Fajny i ciekawy powrót do lat młodści gdzie na tę książkę(czy wiele innych) czekało się(w bibliotece czy księgarni) z WIELKĄ niecierpliwością.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
47
2

Na półkach:

Reportaże dla każdego (ale chyba powyżej trzydziestki),pisane lekkim barwnym językiem. Pokazują świat, którego już (chyba) w tej formie nie zobaczymy. A jednak wciągają, bawią, uczą, a czasami zmuszają do zastanowienia. Zdecydowanie potwierdzam, że warto!...

Reportaże dla każdego (ale chyba powyżej trzydziestki),pisane lekkim barwnym językiem. Pokazują świat, którego już (chyba) w tej formie nie zobaczymy. A jednak wciągają, bawią, uczą, a czasami zmuszają do zastanowienia. Zdecydowanie potwierdzam, że warto!...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2801
2797

Na półkach: ,

Mimo, że od napisania tych reportaży upłynęło już pięćdziesiąt lat, to nadal potrafią przykuć uwagę czytelnika. I to pomimo tego, że są dość chaotyczne. Na dobrą sprawę nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie – jakie skojarzenia powodowały, że autor przechodził z tematu na temat. A czasami były to dość zaskakujące wolty. Może to jest właśnie klucz do sukcesu? Pisać ciekawie i o wszystkim. A o czym, spytacie? O poczcie. O edukacji przez radio. O wyścigach i hazardzie. O samolotach. O wojnach, w których udział brali Australijczycy. O alkoholu. O pustyni. O górnikach. O wypasie ogromnych stad bydła i owiec. O Polakach w Australii. O… O wszystkim. Polecam. To jedna z tych książek, od których ciężko się oderwać, a jej ogromną zaletą jest język. Niepowtarzalny reporterski sznyt.

Mimo, że od napisania tych reportaży upłynęło już pięćdziesiąt lat, to nadal potrafią przykuć uwagę czytelnika. I to pomimo tego, że są dość chaotyczne. Na dobrą sprawę nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie – jakie skojarzenia powodowały, że autor przechodził z tematu na temat. A czasami były to dość zaskakujące wolty. Może to jest właśnie klucz do sukcesu? Pisać...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

150 użytkowników ma tytuł Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka na półkach głównych
  • 84
  • 62
  • 4
48 użytkowników ma tytuł Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka na półkach dodatkowych
  • 38
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka

Inne książki autora

Lucjan Wolanowski
Lucjan Wolanowski
Polski pisarz, reporter, podróżnik i tłumacz. Urodził się w Warszawie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej, jako najmłodsze dziecko i jedyny syn adwokata Henryka Kona (1868–1949) i Róży z domu Wolanowskiej (1883–1932). Był bratem Julii (1912–1912),redaktorki i tłumaczki literatury pięknej Elżbiety Eweliny Wassong (1908–2007) oraz prawniczki Ireny Sawickiej (1914–2004). Jego dziadkiem był lekarz Wilhelm Kohn (1831–1882),a pradziadkiem przemysłowiec Majer Wolanowski (1844–1900). Uczeń Gimnazjum im. Mikołaja Reja w Warszawie oraz Gimnazjum Sanatoryjnego Męskiego Dra Jana Wieczorkowskiego w Rabce. Jako uczeń, m.in. wspólnie z Jackiem Woźniakowskim redagował szkolne czasopismo Szczebioty (1935-1938). Studiował następnie na Wydziale Elektrochemii i Elektrometalurgii Instytutu Politechnicznego w Grenoble, latem 1939 wrócił na wakacje do Polski i tu zastała go II wojna światowa. Podczas okupacji przebywał początkowo w Warszawie, a następnie ukrywał się razem z ojcem i drugą siostrą Ireną w Sochaczewie i Podkowie Leśnej (m.in. w willi „Wanda”, u rodziny Drabikowskich). W 1941 został zaprzysiężony w ZWZ, od 1942 był żołnierzem AK. Prowadził nasłuch radiowy zagranicznych stacji (m.in. BBC) i przygotowywał komunikaty dla polskiego podziemia. Debiutował w 1941 w piśmie Kronika Tygodniowa (felietonami pt.: Historyjki w cieniu historii, pod pseud. Wilk),potem w wielonakładowym Dniu Warszawy (1943-1944). Po wojnie pracował w PAP (1945–1951). Był m.in. sprawozdawcą z konferencji dla zagranicznych dziennikarzy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie. W tym okresie poznał m.in. tak znanych później dziennikarzy jak: Edward R. Murrow, Sydney Gruson, Flora Lewis, Larry Allen, Vincent Buist czy Pierre Maréchal, będących wówczas korespondentami w Polsce. W 1950 ożenił się z Anną-Bożenną Szumowską (1924-2016, później jako Anna Wolan),śpiewaczką, późniejszą solistką Opery Poznańskiej (małżeństwo trwało do 1969),w 1952 urodziła się ich córka Anna, mieszkająca od końca lat 60. w Australii. W latach 60. odbył wiele podróży, w tym kilka dookoła świata. Był akredytowany przy wojskach ONZ (1962–1963) w czasie operacji desantowych na Nowej Gwinei. Stypendysta Departamentu Stanu USA (1965). Był obecny na Przylądku Kennedy'ego w czasie wystrzelenia pojazdu „Gemini 5”. Pełnił funkcję doradcy Wydziału Informacji Światowej Organizacji Zdrowia WHO w Genewie, a następnie w rejonie Azji Południowo-Wschodniej i Oceanii (m.in. w New Delhi, Bangkoku i Manili). Jest autorem reportaży o zwalczaniu chorób tropikalnych i handlu na Filipinach, w Tajlandii, Hongkongu, Sarawaku, Sabah i Brunei (1967-1968). Był członkiem Związku Zawodowego Dziennikarzy RP (1945-1951),Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (1951-1982 i 1991-2006),Związku Literatów Polskich (1959-1983),Polskiego PEN-Clubu (1971-2006) i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (1989-2006). Odznaczony m.in. Orderem Gwiazdy Rumunii (1947),Złotym Krzyżem Zasługi (1956),Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1961). Otrzymał wiele wyróżnień za swoją twórczość, m.in.: prywatną nagrodę Edmunda J. Osmańczyka Osman (za Zwierciadło bogini, 1962),Nagrodę Polskiego Klubu Publicystów Międzynarodowych SDP (za Klejnot korony, 1963),wyróżnienie Książka Miesiąca w plebiscycie Kuriera Polskiego (za Księżyc nad Tahiti, 1963),nagrodę redakcji „Nowych Książek” – Książka Roku 1973 (za Westchnienie za Lapu-Lapu, 1973),Wyróżnienie Doroczne Funduszu Literatury – Ministerstwo Kultury i Sztuki (za Ani diabeł, ani głębina: Dzieje odkryć Australii, opowiedziane ludziom, którym się bardzo spieszy, 1988). Otrzymał honorowe obywatelstwo miasta Springfield w amerykańskim stanie Illinois (1965). Autor 25 książek reportażowych, wielokrotnie wznawianych i przekładanych na obce języki. Mieszkał w Warszawie, na Mokotowie, przy ul. Odolańskiej 23, w dawnym domu pracowników PAP. Pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie (kwatera 2, uliczka 1). W kwietniu 2006 Uniwersytet Śląski wydał specjalny dodatek do pisma uczelni, poświęcony pisarzowi, z fragmentami tekstów autobiograficznych, wypowiedziami na temat jego twórczości (wśród autorów znaleźli się m.in.: Jacek Woźniakowski, prof. Hilary Koprowski, Eugeniusz Grasberg, Ludwik Jerzy Kern, Lech Paszkowski, Jolanta Klimowicz-Osmańczyk, Krystyna Goldbergowa, Aleksander Ziemny),fragmentami recenzji prasowych (autorstwa m.in. Melchiora Wańkowicza, Wisławy Szymborskiej i Leopolda Ungera) oraz fotografiami archiwalnymi z odbytych podróży. W październiku 2009 w ramach serii wydawniczej „Wokół reportażu podróżniczego” (Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, ​ISBN 978-83-226-1802-8​) ukazała się poświęcona mu książka. Archiwum pisarza przechowywane jest od 2006 r. w Brwinowie k. Warszawy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zielone piekło Raymond Maufrais
Zielone piekło
Raymond Maufrais
OCENA - 6/10 DOBRA Mam mieszane uczucia po zapoznaniu się z lekturą „ZIELONEGO PIEKŁA” i zastanawiam się dlaczego tak wysoko jest oceniana ta pozycja na LC. Książka jest zdecydowanie nierówna przez to mniej fascynująca. Zwłaszcza pierwsza część (licząca ponad 200 stron),w której autor w formie reportażu poświęca wyprawie do Mato Grosso. Te relacja nie była ciekawa z małym wyjątkiem kiedy autor przebywał w wiosce Indian Karaja. Ten fragment szczególnie przykuł moją uwagę i był bardzo interesujący. Pozostała cześć to opisy przygotowań i planowanie do wyprawy, potrzebny ekwipunek, z kim autor się z nią wybiera oraz spostrzeżenia z obserwacji dzikiej przyrody, fauny i flory. Maufrais Raymond był francuskim podróżnikiem, odkrywcą który żył krótko lecz intensywnie, jego największą pasją oraz marzeniami były podróże w odległe dzikie pełne niebezpieczeństw miejsca. Marząc o wielkich przygodach szczególnie w odkrywaniu nieznanych terenów w lipcu 1946 roku pojechał do Brazylii wziąć udział w ekspedycji do serca Mato Grosso, o której po części wspomniałem już wyżej. Planami autora było przemierzenie dzikiej niedostępnej amazońskiej puszczy oraz wyruszenie śladami Indian Xavente, zwanych też „Zabójcami z Mato Grosso”. Wyprawa ta nie przyniosła jednak rozgłosu oraz wielkiego sukcesu właśnie za sprawą Indian, którzy stanęli podróżnikom na drodze, ostrzeliwując ich z łuków, zmuszając ostatecznie do odwrotu i rezygnacji z planów eksploracji tych terenów. Aby przenieść się do Mato Grosso oraz poczuć prawdziwy zew przygody polecam inną książkę o wiele bardziej interesującą z większymi walorami poznawczymi, a mianowicie opowieść Tony Halika „ Z KAMERĄ I STRZELBĄ PRZEZ MATO GROSSO”. Natomiast druga część relacji „ZIELONEGO PIEKŁA” napisana w formię dziennika z podróży nabrała wreszcie rozpędu i była bardzo ciekawa, z pazurem a dotyczyła ona obszaru Gujany Francuskiej, gdzie Maufrais przedzierając się samotnie przez dżunglę chciał dotrzeć do gór Tumuc - Humac i wydrzeć ich tajemnicę. Autor wierzył w swoją gwiazdę i szczęście i był przekonany że mu się powiedzie, stało się inaczej, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach i nigdy nie wyjaśniono co się z nim naprawdę stało. Mimo mojej niższej oceny, polecam zapoznać się z tą relacją, bo czytać zawsze warto. Pozdrawiam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na61 rok temu
Archipelag znikających wysp Sergiusz Prokurat
Archipelag znikających wysp
Sergiusz Prokurat Piotr Śmieszek
Autorzy wiedzą o Indonezji dużo, dużo więcej niż Ja. Ale ksiązka wyszła im niestety w porywach przeciętna a niestety często kiepska. Chyba zabrakło nie kompetencji, a pomysłu i redakcji. W efekcie dostajemy trochę marnie napisanych części podróżniczych które w większości nic nie wnosiły (jakieś zupełnie bezsensu relacje rozmów z westernersami),a trochę jednak momentami zbyt płytkich mikroeseików. Część tych eseików była bardzo ciekawa, ale część dotycząca spraw o których mam jakieś pojęcie (a więc głównie tych z pogranicza historii i polityki) była pełna tak dużych uproszczeń, że trudno mi zaufać tym które dotyczyły tematów dla mnie nowych.

Dużym problem było dla mnie wyjątkowo drażniące skrzywienie ideologiczne. Jasne, jestem lewakiem, więc łatwo mnie striggerować. Ale autorzy momentami sączą jakiś zupełnie szaloną ideologię libertariańską, a wszystko na lewo od niej nazywają komunizmem. Fragmenty książki w których piszą o Sukarno, na poważnie, jako o komuniście bardziej już były nawet zabawne niż żenujące. Rozdział o indonezyjskich kobietach, chociaż pełen banalnych ale często trafnych obserwacji jako całość jest głęboko i niesmacznie seksistowski. Zarazem plus za fajny rozdział o odpowiedzialnej turystyce - zupełnie niewspółgra z siermiężnym konserwatyzmem innych części. Podobnie fajne i empatyczne, to tak rzadkie w dzisiejszych czasach, pisanie o Islamie.

Z drugiej strony nie jestem docelowym odbiorcą tej książki. Indonezję trochę znam. Jak się indonezji nie zna, nie zauważy się wpadek merytorycznych, a zafascynuje się tym krajem. Ale lepiej w tej roli spełnia się "indonezja etc." E.Pisani.

Tomek Kobyliński - awatar Tomek Kobyliński
ocenił na61 miesiąc temu
Kierunek Antarktyda Czesław Centkiewicz
Kierunek Antarktyda
Czesław Centkiewicz Alina Centkiewicz
To moja pierwsza książka Centkiewiczów, kultowego małżeństwa podróżników, które od 1934 roku przybliżało polskim czytelnikom cuda i dziwy światów polarnych. Chyba to, co najbardziej ujęło mnie w tej pozycji to bardzo zgrabne połączenie indywidualnej perspektywy z niemałą ilością faktów historycznych, geologicznych i technologicznych. Książka zawiera wiele anegdot i bezpośrednich relacji obojga małżonków, którzy przez dużą część wyprawy poznawali "szósty kontynent" oddzielnie. Oczywiście, zważywszy na to, że książka była pisana na przełomie lat 50. i 60., nie brakuje w niej stereotypów, np. dotyczących słabości kobiet i ich zależności od silniejszych i bardziej doświadczonych mężczyzn (norma kulturowa wyraźnie zinternalizowana przez p. Alinę) czy licznych pochwał radzieckich ludzi nauki. Niemniej jednak, w przypadku tej drugiej kwestii jest to też - moim zdaniem - zaleta. Jak wiadomo, historię piszą zwycięzcy, a po upadku ZSRR wraz z nierzadko bezkrytycznym przejęciem narracji Zachodu wiele dokonań i odkryć Rosjan wrzucono w otchłań zapomnienia. Dobrze, że istnieją pozycje, które są świadectwem poświęcenia i oddania nauce wielu znamienitych specjalistów. Kilka z opisanych scen pokazuje także, że - być może wbrew powszechnemu przekonaniu - w warunkach polarnych współpraca między zespołami zza przeciwnych stron Żelaznej Kurtyny była nie tylko konieczna ale i też ochoczo podejmowana. Z wielu stron tego swoistego pamiętnika emanuje duża doza serdeczności, solidarności, badawczej wnikliwości, poczucie odpowiedzialności, a także świadomość niezwykłości tego, co udało się dokonać ludzkości w zderzeniu z surowym żywiołem polarnym, nie bez szacunku dla jego majestatu i potęgi. Niezwykłe jak w czasach pozbawionych stories, reelsów, live'ów książka była w stanie przenieść czytelnika w świat tak odległy od jego codziennej rzeczywistości. Alina i Czesław Centkiewiczowie uczynili to znakomicie. Wszystkich ciekawych świata zachęcam do zatopienia się w tej prawie trzysta-stronicowej lekturze. Zapewniam, że nie będzie to czas stracony.
Marcin Piątkowski - awatar Marcin Piątkowski
ocenił na71 rok temu
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I Tadeusz Perkitny
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I
Tadeusz Perkitny
Prawie sto lat temu dwóch młodych absolwentów poznańskiego uniwersytetu wyruszyło w podróż dookoła świata. Bez lotów, rezerwacji w hotelach, GPS-ów, translatorów i kart kredytowych. Na koszty życia i przemieszczania się musieli zarobić. Dzięki temu poznali i widzieli więcej i mieli czas to przemyśleć. Nocowali nierzadko „pod chmurką” czy w międzypokładzie czwartej klasy. Ale za to stykali się z prawdziwym życiem tych na dole drabiny społecznej, którzy okazali im wiele pomocy i sympatii. Kierunek nietypowy – od północy, poprzez zachód i południowy zachód. Z mnóstwem spotkań z rodakami, z których najciekawsze miały miejsce w … Brazylii. Lasy i morze, step (pampa) i góry, zima w Skandynawii i upał w Dakarze. Wszystkiego po trochu. I dużo przygód, odwagi i wytrzymałości oraz odporności na przeciwieństwa losu. Styl opowieści jest niezbyt literacki, ale za to bardziej gawędziarski. Humor ironiczny, nawet tam, gdzie pewne figury występują w nadmiarze. Ciekawostką jest słownictwo, częściowo archaiczne, np. słowo „kumoter”, dziś kompletnie nigdzie nie stosowane. Za to wszystko przebija fabuła – pełna przygód i zmienności „okoliczności przyrody” i ludzkiego losu. Do tego niszczy stereotypy. Bohaterowie (autor i jego przyjaciel) są z Wielkopolski, ale podróż nie posiada ani planu (brak organizacji) ani celów ekonomiczno-zarobkowych. Wręcz przeciwnie – młodzi ludzie wykazują się fantazją, romantyzmem i niesamowitą pomysłowością oraz humorem. Nic ich nie zniechęca ani nie deprymuje. Żadna praca im nie straszna, by zrealizować swoje marzenie. Na nikogo nie patrzą z góry, nawet, jeśli stosują słowa, których dziś nie wypada używać („Murzyn”),a które 100 lat temu nie miały żadnego negatywnego zabarwienia. Do tego fascynujące opisy trzech krajów północnej Europy, ówczesnej afrykańskiej kolonii jednego z nich oraz trzech państw Ameryki Południowej. Bardzo ciekawe są porównania emigrantów z Polski i półwyspu iberyjskiego oraz opisy naszych rodaków w Brazylii i Argentynie. Jednym słowem geograficzno-przygodowa gratka retro o prawdziwych podróżnikach, pełnych zapału, o szerokim spojrzeniu i horyzontach. Przeczytane w ramach czerwcowego wyzwania – książka z motywem podróży.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na81 rok temu
Słońce na ambach Wacław Korabiewicz
Słońce na ambach
Wacław Korabiewicz
Wacław Korabiewicz to człowiek z niesłychanie bogatym życiorysem. Zjeździł kawał świata, napisał wiele książek. "Słońce na ambach" to opowieść o pobycie w Etiopii na kontrakcie lekarza. Nie można traktować tej książki jako przewodnika po dzisiejszym kraju. Autor wyjechał w latach 50-tych. Jego relację należy zatem traktować jako pewien rodzaj ciekawostki, wycieczki w stylu retro. Pewne zachowania "białego człowieka" z perspektywy dzisiejszej etyki mogą razić czytelnika, należy jednak pamiętać o tym, jaka była ówczesna mentalność i przymknąć oko w kilku momentach. W "Słońcu na ambach" znajdziemy podróżniczy misz-masz. W kilku miejscach autor umieścił fragmenty streszczajace historię Etiopii. Nie jest to jednak kalka z podręcznika do historii. Korabiewicz opisuje dzieje tego egzotycznego kraju ze swadą i entuzjazmem odkrywcy, także nie obawiajcie się nudy. Mamy także okazję poznać sposób organizowania wyjazdu na "kraniec świata" w czasach z przed doby internetu. Dziś wystarczy wpisać odpowiednie hasło w wyszukiwarkę, by dowiedzieć się niemal wszystkiego, co nas interesuje. Korabiewicz zdany był na ustne przekazy ludzi, którzy raczej straszyli go, niż zachecali do całego przedsięwzięcia. Perypetie związane z wyjazdem, jak i pierwsze zetknięcie z biurokracją etiopską wywołują uśmiech na twarzy. Myślę, że panu Wacławowi jednak do śmiechu nie było. Dalsze rozdziały stanowią przeplatankę z życia lekarza w ubożuchnym szpitalu i wypadów krajoznawczych. Muszę przyznać, że to właśnie opowieści z dnia codziennego, tak w pracy, jak i w domowym zaciszu (a musicie wiedzieć, że chatka państwa Korabiewiczów położona była w bajecznym plenerze) ciekawiły mnie najbardziej. Polecam Wam szczególnie rozdziały dotyczące zakładania ogrodu, a także zwierzyńca, który przypadkowo skompletował się w domu doktorostwa. Mimo, iż w książkach podróżniczych najbardziej interesują mnie opowieści o "lokalsach", nie mogę pominąć zabytków. Autor w wolnym czasie starał się zobaczyć ich jak najwięcej, a jego plastyczne opisy malują w naszej wyobraźni wszelkie obrazy, dźwięki i zapachy etiopskich zakamarków. Jedynym zgrzytem okazała się końcówka książki. Po wyjeździe z placówki, który wydawałby się doskonałym zakończeniem, Korabiewicz dodaje rozdział opowiadający o zdobywaniu eksponatów etnograficznych, którymi się fascynował. Troszkę wiało tu nudą i nie współgrało z całością, także mogłam sobie go odpuścić, czego niestety nie uczyniłam. "Słońce na ambach" nie jest obowiązkową pozycją dla miłośników literatury podróżniczej. Można przeczytać ją w ramach ciekawostki, dla retro klimatu. Autorowi nie można oczywiście odmówić talentu. Jego narracja jest niesłychanie barwna, język potoczysty, składnia dziś już mocno archaiczna, jednak książkę czyta się bardzo przyjemnie. Do tego wklejki z fotografiami poukładane dość chronologicznie. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się czym są tytułowe amby zachęcam Was do lektury.
Bookieterka Karolina - awatar Bookieterka Karolina
oceniła na65 lat temu

Cytaty z książki Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka

Więcej

Australijscy tubylcy nie mają w swych licznych językach słowa, które inaczej mówiłoby o przeszłości, jak tylko o dniu wczorajszym. To, co się zdarzyło wcześniej, opowiada się bardzo ogólnikowo i mgliście. Kiedy trzeba wyrazić się "dawno, dawno temu", czarni pramieszkańcy Australii powiadają "czas marzeń". Wielki duch Baiamee właśnie w czasie marzeń zstąpił na ziemię i stworzył ludzi oraz zwierzęta. Potem istoty należące do rodzaju człowieczego musiały w świętych miejscach rysować, czyli wskrzeszać istoty z czasu marzeń. Inaczej - wierzyli - nie będzie ani jadła, ani wody, wszystko powoli zginie.

Australijscy tubylcy nie mają w swych licznych językach słowa, które inaczej mówiłoby o przeszłości, jak tylko o dniu wczorajszym. To, co si...

Rozwiń
Lucjan Wolanowski Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka Zobacz więcej

Nieco dalej na północ, gdzie wpada do morza jedna z tysięcy małych rzeczułek, pracowicie torujących sobie drogę między mokradłami - pewien nowo przybyły miał zapytać osadnika, czy nie ma tam wokół plaży rekinów, gdyż chętnie by się wykąpał. Odpowiedź była stanowczo przecząca. Amator kąpieli zrzucił więc szatki i wskoczył do wody. Wyskoczył niemal natychmiast, zielony ze strachu. Kiedy nieco przyszedł do siebie, czynił wyrzuty informatorowi. Ale ten był człowiekiem o czystym sumieniu.
- Pytałeś o rekiny. Kiedy mówię, że nie ma - to znaczy, że nie ma. I tak jest. Rekiny nigdy tu się nie zapuszczają. Boją się krokodyli...

Nieco dalej na północ, gdzie wpada do morza jedna z tysięcy małych rzeczułek, pracowicie torujących sobie drogę między mokradłami - pewien n...

Rozwiń
Lucjan Wolanowski Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka Zobacz więcej

Zresztą w owych niezbyt odległych czasach więźniowie wychodzili sobie w dzień na miasto, aby załatwić swe sprawy, jeżeli tylko zobowiązali się słowem honoru, że wrócą przed ósmą. Gdy pewnego wieczoru grupa spóźnialskich nie została wpuszczona do więzienia, przeszła w pochodzie ulicami miasta, oskarżając administrację państwową, zmuszającą ich do noclegu poza celą - o nieudolność i samowolę.

Zresztą w owych niezbyt odległych czasach więźniowie wychodzili sobie w dzień na miasto, aby załatwić swe sprawy, jeżeli tylko zobowiązali s...

Rozwiń
Lucjan Wolanowski Poczta do Nigdy-Nigdy: Reporter w kraju koala i białego człowieka Zobacz więcej
Więcej