rozwińzwiń

Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele

Okładka książki Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele autorstwa Akira Toriyama
Okładka książki Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele autorstwa Akira Toriyama
Akira Toriyama Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Dragon Ball (tom 1) komiksy
188 str. 3 godz. 8 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Dragon Ball (tom 1)
Tytuł oryginału:
Doragon Bōru
Data wydania:
2001-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2001-01-01
Liczba stron:
188
Czas czytania
3 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8388803018
Tłumacz:
Rafał Rzepka
Manga stworzona przez Akirę Toriyamę, luźno oparta na motywach zaczerpniętych z chińskiej powieści Wędrówka na zachód. Manga składa się z 42 tomów.
Głównym bohaterem Dragon Balla jest chłopiec z ogonem imieniem Son Gokū, który wraz z nowo poznaną przyjaciółką Bulmą wyrusza w podróż w poszukiwaniu tajemniczych Smoczych Kul. Gdy zbierze się siedem kul, pojawia się smok – Shen Long (pol. Boski Smok),który spełni jedno życzenie. Mimo, iż od wielu lat nikt nie zdołał zebrać wszystkich kul, w dalszych losach udaje się to. Son Gokū już jako dziecko dysponuje potężną siłą (potrafi udźwignąć samochód),a z biegiem czasu staje coraz silniejszy, i wraz z przyjaciółmi broni losów Ziemi, a nawet wszechświata.
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele



303 255

Oceny książki Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele

Średnia ocen
8,0 / 10
517 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele

avatar
119
15

Na półkach:

Kocham tę historię

Kocham tę historię

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
96
11

Na półkach:

Kocham wracać do tych mang.

Kocham wracać do tych mang.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
289
22

Na półkach:

Po obejrzeniu z bratem jednego z odcinków „Dragon Ball” postanowiłam sprawdzić, jak wygląda oryginalna historia w formie mangi. To moje pierwsze spotkanie z typowo japońskim komiksem i muszę przyznać, że sposób czytania był na początku zaskakujący – książkę zaczyna się od „tyłu”, a kadry czyta od prawej do lewej. Wymaga to chwili skupienia, ale po kilku stronach można się przyzwyczaić.

Pierwszy tom wprowadza nas w początki poszukiwań Smoczych Kul. Son Goku jest niezwykle silny, a jednocześnie bardzo prostolinijny i nastawiony na przygodę. Bulma z kolei jest zdeterminowana, by odnaleźć kule za wszelką cenę, co prowadzi do drobnych napięć między bohaterami. To zestawienie dwóch zupełnie różnych charakterów wypada naprawdę ciekawie.

Najbardziej polubiłam Goku – za jego siłę, spryt i gotowość do pomocy. Komiks czyta się szybko, nie ma w nim nudy, a humor i przygodowy klimat sprawiają, że historia wciąga. Z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy.

Po obejrzeniu z bratem jednego z odcinków „Dragon Ball” postanowiłam sprawdzić, jak wygląda oryginalna historia w formie mangi. To moje pierwsze spotkanie z typowo japońskim komiksem i muszę przyznać, że sposób czytania był na początku zaskakujący – książkę zaczyna się od „tyłu”, a kadry czyta od prawej do lewej. Wymaga to chwili skupienia, ale po kilku stronach można się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

879 użytkowników ma tytuł Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele na półkach głównych
  • 776
  • 103
491 użytkowników ma tytuł Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele na półkach dodatkowych
  • 242
  • 112
  • 55
  • 28
  • 27
  • 10
  • 9
  • 8

Tagi i tematy do książki Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele

Inne książki autora

Akira Toriyama
Akira Toriyama
Akira Toriyama urodził się 5 kwietnia 1955 roku w Kiyosu (prefektura Aichi, Japonia). Jest jednym z najpopularniejszych twórców mangi na świecie. Swoją karierę rozpoczął dzięki filmowi Walta Disneya „101 dalmatyńczyków” . Młody wówczas Toriyama był wręcz zafascynowany kreską i wkrótce potem sam zaczął rysować. Nie myślał jednak, iż stanie się tak popularnym rysownikiem. Rozpoczął naukę w Wyższej Szkole Przemysłowej, po czym podjął pracę w reklamie. Ta jednak nie pozwalała mu na realizację marzeń i w krótkim czasie porzucił ją dla rysowania. Swoje pierwsze dzieło „Wander Island” opublikował w japońskim magazynie „Shūkan Shōnen Janpu”. Sukces odniósł jednak dopiero publikując w 1980 roku mangę Dr. Slump, a wkrótce potem rozpoczął prace nad serią Dragon Ball, której pierwszy tom ukazał się w grudniu 1984 r, a serial na jej podstawie niecałe dwa lata później. Był to wręcz niesamowity sukces. Akira zawarł w nim wszystko to, co charakteryzowało jego dzieła, czyli dynamiczną akcję, zróżnicowanych bohaterów i całą masę humoru. Była to też pierwsza z jego mang, na której wpływ mieli fani, bowiem jak przyznał sam mistrz, niektóre wątki zmieniał, bądź też pisał na nowo właśnie ze względu na listy od fanów, czego przykładem jest Vegeta. (Początkowo miał się pojawić tylko jako czarny charakter, dzięki fanom pozostał jednak w serii).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cowboy Bebop tom 1 Hajime Yatate
Cowboy Bebop tom 1
Hajime Yatate Yutaka Nanten
Ostatnio zastanawiałem się jaki sens ma wydawanie mang opartych na anime. Pierwsza i najtrafniejsza odpowiedź jaka przyszła mi na myśl, to pieniądze. Z jednej strony ucieszą się wszyscy fani, z drugiej strony twórca i wydawca zarobią nieco grosza. Niestety jednak takie adaptacje zazwyczaj nie wnoszą nic nowego do tematu, a przykładów jest sporo. Od każdej reguły są jednak wyjątki, choć i te nie unikną błędów. Doskonałym tego przykładem jest manga „Cowboy Bebop”. Powstała w wyniku popularności kultowego już anime, po tym jak wszystkie 26 odcinków zostało transmitowanych. Nie jest to jednak adaptacja animacji, a jej uzupełnienie, kolejna porcja przygód bohaterów, których wiele z nas zdążyło pokochać. Podobnie jak w anime, śledzimy losy załogi statku kosmicznego o nazwie „Bebop”, a jest to załoga bardzo charakterystyczna. W jej skład wchodzą Spike Spiegel, wiecznie palący papierosa i z głową w chmurach, Jet Black, kapitan statku, głos rozsądku, a często także kucharz, Faye Valentine, przebiegła i często samolubna, ale zawsze wraca na pokład oraz Ed, nastoletnia hackerka, którą najbardziej zdaje się interesować jedzenie i jej kompan, pies Ein, w którego przypadku należy powiedzieć, że pozory mylą. I tom mangi, to 5 historii rozpisanych na ponad 170 stronach. Opowiadania nie wiążą się ze sobą i ciężko umieścić je w jakimś konkretnym przedziale czasowym w odniesieniu do anime, ale najwierniejszym fanom z pewnością się to uda, gdyż nieraz wspominane są pewne fakty znane tylko z serialu. Jeśli nigdy nie mieliście do czynienia z anime, to rozpoczęcie swojej przygody od lektury mangi nie jest najlepszym pomysłem. Co prawda załoga statku Bebop funkcjonuje w zasadzie na tych samych zasadach co w przypadku serialu, to autorowi nie udaje się jednak w pełni oddać jego specyficznego i wciągającego klimatu. Z animacji dowiecie się jak członkowie załogi na nią trafili i jak kształtował się relacje między nimi. W mandze z kolei oglądamy już którąś akcję z rzędu i pewne elementy zostały pominięte jako coś oczywistego dla fanów franchise’u. Na nogi nie powalają także ilustracje i grafika. Pan Yutaka Nanten w zgrabny sposób wyjaśnia na samym końcu jak w ogóle doszło do powstania tego projektu i jak sam zaznacza, był fanem serialu, ale nigdy nie miał talentu do rysowania wszelkiego rodzaju nowych technologii i elementów pochodzących z przyszłości, a takowe się tu pojawiają. Niektóre postacie wydają się być wygładzone i uproszczone, pozbawione charakteru, który w anime wprost bił z ich twarzy. Autor postarał się jednak aby jego słabsze strony mogły schować się za mocniejszymi, a są to przede wszystkim ilustracje skupiające się na pojedynczych postaciach, a nie na skumulowanej masie ludzkiej. Co się tyczy pięciu historii zawartych w tomie, to zawierają one charakterystyczny humor, sceny pościgów i pojedynków, a także zwroty akcji z których zasłynął „Cowboy Bebop”. Spike idzie do więzienia by wyciągnąć stamtąd transwestytę/mężczyznę po operacji zmiany płci, cała trójka łowców nagród zostaje poszukiwana, a Faye rusza na misję przeznaczoną jedynie dla płci pięknej. Na kartach mangi czeka na was jednak o wiele więcej przygód. Podsumowując, pierwszy tom „Cowboy Bebop”, to absolutnie przyzwoity egzemplarz, który ponownie zaprasza nas do świata tak doskonale wykreowanego przez Shin’ichiro Watanabe i Studio Sunrise 2. Jest tu w zasadzie to wszystko co mogliśmy obejrzeć w kultowym anime, jedynie muzykę musicie jakoś odtworzyć we własnej wyobraźni. Nie oczekujcie tu jednak przełomowych historii i niesamowitych odkryć dotyczących naszych bohaterów. Wszystko co najlepsze można zobaczyć w serialu, a swoją drogą nie zawsze należy zaczynać z wysokiego C. Pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika Spike’a i spółki.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na74 lata temu
Magiczni Wojownicy - Slayers t. 2 Shoko Yoshinaka
Magiczni Wojownicy - Slayers t. 2
Shoko Yoshinaka
Pierwszy tom „Magiczny wojowników” był tak naprawdę zbiorem historyjek, które łączyła dwójka głównych bohaterów. Drugi tom prezentuje już pewną większą ciągłość fabularną, która będzie kontynuowana w następnym tomie. Czy potrafi wciągnąć czytelnika? Tom otwiera krótka opowieść o poszukiwaniu ksiąg niedostępnych w bibliotece. Jest to historia o włamaniu z pewnym dosyć oczywistym zwrotem akcji w finale. Warto jednak zapoznać się z tą opowieścią, bo przedstawione tam zostają zasady rządzące światem przedstawionym. Następnie zaczyna się główna fabuła tomu. Lina i Gourry są ścigani przez tajemniczego Zelgadisa, któremu zależy na jednym z przedmiotów, który trafił w ręce bohaterów. Problem w tym, że nie wiedzą o który przedmiot chodzi. Pod względem fabuły jest to głównie seria starć z Zelgadisem i jego podwładnymi. Część walk okazuje się zaskakująco pomysłowa jak chociażby spotkanie z Dilgearem czy z Nunsą. Trochę mniej emocjonujące są pojedynki z Zelgadisem, ale on jest tutaj kreowany bardziej na rozważnego stratega. Mam mieszane uczucia co do postaci wprowadzonej w końcowej części tomu. Stanowi trochę deus ex machinę i wydaje się nie mieć charakteru. Z drugiej jednak strony wiem jak zostanie potem rozwinięta i zdaję sobie sprawę, że celowo jest tak przedstawiana. W dalszym ciągu nie do końca przemawiał do mnie humoru. Na szczęście mniej tu jest dowcipów z biustu Liny. Szkoda, że zostały one zastąpione męczącym przekręcaniem imienia „Zelgadis”. Za to całkiem zabawne są interakcje między dwójką bohaterów. Rysunki są dosyć nierówne. Różne spokojne sceny są narysowane bardzo dokładnie i na twarzach bohaterów dobrze udaje się przedstawić ich uczucia. Niestety sceny akcji są bardzo chaotyczne i ciężko zorientować się co się dzieje. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że pod koniec tego tomu pojawia się oświadczenie wydawnictwa. Dotyczy ono jednego z odcinków programu „Uwaga” dotyczącego „Dragon Balla” i wyemitowanego na kanale TVN. Była to bardzo niesławna sprawa, ale tutaj podoba mi się jak dojrzale wydawnictwo podeszło do sprawy broniąc swojego dobrego imienia. Fabuła tego tomu przypomina już bardziej to co można było znać z serialu animowanego. Przez to mi osobiście czytałem się to z przyjemnością. Dla czytelników jednakże bez sentymentu do kreskówki może to być tylko kolejna historia o pogoni za artefaktem.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na63 lata temu
Magiczni Wojownicy - Slayers t. 1 Shoko Yoshinaka
Magiczni Wojownicy - Slayers t. 1
Shoko Yoshinaka
Świat magii nie zna granic Mamy ludzi walczących z orkami, szkołę czarodziejów, a gadające przedmioty. Mogłoby się zatem wydawać, że fantastyka to gatunek, w którym nie da się już nic nowego i oryginalnego wymyślić, ale ciągle można odnaleźć książkę, film, czy komiks, który nas oczaruje. W moim przypadku zrobili to „Magiczni Wojownicy”. O „Magicznych Wojownikach”, czyli Slayersach mogliście usłyszeć już pod koniec lat 90. kiedy to w bloku japońskich animacji na RTL 7 można było obejrzeć serial nie gorszy od samego Dragon Balla. Wszystko zaczęło się jednak od opowiadań przygodowo-fantastycznych Hajime Kanzakiego. Po ich sukcesie przyszła pora na mangę. W 2003 r. wydawnictwo J.P.F. uraczyło nas pierwszym tomem tej mangi, na który składa się pięć rozdziałów, w tym kolorowy wstęp. W nim poznajemy główną bohaterkę serii, mistrzynię czarnej magii, Linę Inverse. Jej cel jest prosty. Łupić złoczyńców i poznawać arkana magii. Jak przy okazji dobrze się naje i wyśpi, to też będzie dobrze. Już od samego początku można zorientować się, że będzie to historia pełna przygody, ale także komedii. W pierwszym tomie nie napotkamy poważniejszych wątków, ani nawet motywu przewodniego ośmio-tomowej mangi. Dużo śmiechu i walki, a to przede wszystkim za sprawą niepowtarzalnych głównych bohaterów. O Linie nieco już wspomniałem, ale warto dodać, że to jeszcze nastolatka. Na dodatek wyczulona na punkcie braku rozwiniętych atutów kobiecości. Lepiej nie mówić przy niej, że jest płaska jak deska. Zupełnie przypadkiem dołącza do niej blondwłosy rycerz, Gourry który z początku nie bierze jej na poważnie i cały czas chce ją bronić, co dla Liny jest strasznie upierdliwe. Do tego trzeba dołączyć całe grono postaci epizodycznych. Niech o talencie komediowym autora świadczy fakt, że w pierwszym rozdziale pojawia się jeden złoczyńca za drugim, jeden podobny do drugiego, a wszyscy to chytrzy bracia. Mocnym punktem zaprezentowanych w tomiku przygód jest dopracowanie walk. Ataki miecza i magii zapadają w pamięć, a bohaterowie często muszą posługiwać się swoim sprytem, a nie siłą. Shoko Yoshinaka zdecydowanie poczuł klimat tej baśniowej historii, co zobaczycie na jej kartach. Gdy dodamy do tego żarty z bohaterów, złoczyńców oraz okoliczności w których się znaleźli, powstaje wybuchowa mieszanka! Kolejnym atutem są zwroty akcji, które zdarzają się w każdym opowiadaniu i zaskoczą najbardziej oczytane osoby. Niby jakiś zwykły dziadek twierdzi, że zaprowadzi bohaterów do doliny smoków. Wydaje się, że może to być pułapka, a tu nagle okazuje się, że sam jest jednym z nich! Jeśli jesienny klimat negatywnie wam się udzielił i poszukujecie pozycji, która będzie dla was po prostu dobrym sposobem na ożywienie się i zrelaksowanie, „Magiczni Wojownicy” to tytuł stworzony na wszelaką chandrę, a to dopiero początek!
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na64 lata temu
Chobits t.1 Nanase Ohkawa
Chobits t.1
Nanase Ohkawa Mokona Apapa Tsubaki Nekoi Satsuki Igarashi
W ostatnich latach nastąpił znaczny rozwój sztucznej inteligencji. Faktem jest jednak, że do scenariuszy rodem z filmów, komiksów i książek science-fiction nadal jest bardzo daleko. Wśród tych scenariuszy jeden szczególnie mnie zainteresował i chciałbym wam o nim opowiedzieć. Dziś każdy może mieć przy sobie komputer z dostępem do internetu. Komputery mają jednak ograniczone możliwości. Ale co gdyby te ograniczenia maksymalnie zniwelować. Co gdyby te komputery do złudzenia przypominały ludzi i były w stanie robić dokładnie to, co my? Między innymi o tym opowiada manga „Chobits”. Hideki Motosuwa przeprowadza się do Tokio i uczęszcza do szkoły przygotowującej do studiów na uniwersytecie. Naukę musi łączyć z pracą w restauracji w tym wielkim mieście. Ledwo starcza mu na utrzymanie, a jego talent w dziedzinie edukacji nie stoi na najwyższym poziomie. To wydaje się być bardzo przeciętna historia, ale do czasu.Gdybym znalazł na śmietniku persocoma, czyli humanoidalnego robota osobistego, zapewne zabrałbym go do domu, zupełnie jak Motosuwa. W końcu to okazja! Sęk w tym, że nasz główny bohater o owych persocomach nie ma większego pojęcia i nie zdaje sobie sprawy z ich możliwości. Gdy w końcu udaje mu się go uruchomić, jego życie zmienia się na dobre, choć jeszcze o tym nie wie. Na kartach I tomu mangi autorstwa CLAMP znajdziemy 12. rozdziałów przedstawiających perypetie Motosuwy i jego persocoma – Chii. Te przygody mogą wydawać wam się proste. Hideki wychowuje Chii niczym małe zwierzątko, a to wiąże się z zabawnymi sytuacjami, które najczęściej zawstydzają głównego bohatera. Może i są proste, ale za to bardzo oryginalne. „Chobits”, to połączenie przygody, komedii i romansu, czyli coś, co grupie CLAMP zawsze dobrze wychodzi. Pomiędzy wyżej wymienionymi gatunkami została zachowana idealna równowaga, a trzeba jeszcze dodać, że poważne, wręcz filozoficzne momenty także mają miejsce, choć mogą być w pierwszej chwili niedostrzegalne. W Chii naprawdę można się zakochać. Jej pierwszy kolorowy rysunek stawia sprawę jasno. Jest w niej niewinność, słodkość, ale także tajemniczość i to właśnie ten element napędza fabułę mangi. Szybko okazuje się bowiem, że bohaterka nie jest zwykłym persocomem, ale o szczegółach dowiecie się już z I tomu. Przygody Hidekiego są przezabawne. Od kupowania damskiej bielizny, ciągłe upadanie Chii na bohatera w dwuznacznych pozach, aż po jej ciągłe naśladowanie otoczenia. Panie z CLAMP potrafią wymalować na twarzach postaci wszystkie emocje, nawet jeśli dotyczy to sztucznej inteligencji. Charakterystyczny element ich twórczości, czyli wielkie oczy sprawiają, że od razu łapie się więź z bohaterami. Oprócz przeciętnego i czasem niezdarnego Motosuwy oraz słodkiej i niczym nieskalanej Chii, mamy także Shinbo, kumpla Hidekiego, pewnego siebie chłopaka, który zdaje się skrywać jakąś tajemnicę oraz jego persocoma, malutką choć zaradną Mirabelkę. Z czasem pojawia się także Minoru Kokubunji, utalentowany i bogaty spec od persocomów, a także nauczycielka głównego bohatera, pani Shimizu oraz jego sąsiadka pani Hibiya. Przejdźmy do tłumaczenia, bo muszę tu poruszyć ważną kwestię.Cały czas używałem określenia „persocom”, zaczerpniętego z oryginału. Niestety w wersji polskiej zastąpiono go słowem „komputer”, co brzmi po prostu niedorzecznie. Rozumiem, że w zasadzie taką funkcję spełniają te roboty, ale nazywanie czegoś, co bardziej przypomina człowieka niż urządzenie „komputerem” wydaje się być nie trafione. Dodatkowo w przypadku persocoma, który został stworzony przez osobę indywidualną, na własną rękę, użyto słowa „składak”, co razi jeszcze bardziej. To wystarczyło by moja ocena tłumaczenia zdecydowanie się obniżyła. I tom mangi „Chobits” pokazuje, że jest to coś więcej niż historia o chłopaku, który z bliska poznaje sztuczną inteligencję w ludzkiej formie. Bohaterowie poznają również swoje własne uczucia, choć nie zostało to jednoznacznie powiedziane. Jest dużo komedii, która ten element przykrywa, ale do czasu. Bardzo szybko wciągniecie się w tę miłosną komedię pełną nieoczekiwanych wydarzeń oraz z życia wziętych historii. Jeśli do tej pory wydawało wam się, że „komputery”, to tylko zimne, pozbawione uczuć urządzenia, to po lekturze „Chobits” z pewnością zmienicie zdanie w tym temacie.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na84 lata temu
Dragon Ball Super #1: Wojownicy z Szóstego Wszechświata Akira Toriyama
Dragon Ball Super #1: Wojownicy z Szóstego Wszechświata
Akira Toriyama Toyotarou
SMOCZE KULE POCIĘTE „Dragon Ball Super” to tytuł, na który powinienem był wyczekiwać swego czasu latami, ale tak nie było. „DB” uwielbiałem od długich lat, jednak nieobecność kolejnych produkcji, a także brak branżowej prasy, którą bym czytywał tak, jak czytywałem na przełomie XX i XXI wieku „Kawaii” sprawiły, że nie śledziłem newsów w temacie. Kiedy więc przypadkiem dowiedziałem się, że powstało „DBS”, byłem zaskoczony. To w sumie był początek przygody z tą serią, na rynku były chyba wtedy ze dwa tomiki, więc pewnie był rok 2016, nawet przez moment wahałem się czy nie inwestować w wydania amerykańskie, ale ograniczyłem się wtedy do dostępnych na stronie amerykańskiego wydawcy rozdziałów (potem przeskoczyło to wszystko do Manga Plus od Shueishy i do dziś to tam można czytać wszystko, jakby ktoś chciał). Czekałem na polskie wydanie i w końcu, w roku 2018 – to już siedem lat… - się doczekałem. Ale nie rzucałem się na nie, czekałem aż pojawi się więcej, żeby nie zamawiać tomik po tomiku (pamiętam czasy, kiedy stare „DB” kupowałem w kiosku i jak wtedy wyczekiwałem, ale nowe do kiosków już nie trafiało, bo i kiosków prawie wtedy już nie było, a i salony prasowe w okolic nie miały serii w ofercie, a wydawać dodatkowo na wysyłkę średnio mi się chciało),a potem, kiedy w końcu w tv pojawiło się anime, oglądając, nie miałem już takiego parcia na mangę. No ale, jak wiadomo, w końcu kupiłem całość i tak, a teraz odświeżam i powiem szczerze, że wchodzi mi lepiej, niż na początku, chociaż ten pierwszy tom przygotowany został trochę bez sensu. Jakiś czas temu Son Gokū pokonał Buu, ocalił świat, ale nikt nawet nie wie, że to on tego dokonał. Nie przeszkadza mu to, nie to się dla niego liczy, żyje dalej, wiedzie spokojne życie, wykonując proste prace (bo zona chce żeby zarabiał) i ćwiczy, ćwiczy i jeszcze raz ćwiczy. Ale chciałby więcej, bardziej, mocniej. Najlepiej u Króla Światów, na co nadarza się okazja dzięki pieniądzom od Mister Satana. Tymczasem gdzieś w kosmosie z długiego snu budzi się Piwus, bóg zniszczenia z Szóstego Wszechświata, który przypomina sobie przepowiednię o Super Saiyaninie Bogu, który ma stać się godnym jego przeciwnikiem. Piwus zaczyna podejrzewać, że będzie nim Son Gokū właśnie, problem w tym, że ten nawet w najsilniejszej przemianie nie ma z nim najmniejszych szans, a co gorsza, gdy bóg zniszczenia dociera w końcu na Ziemię, zagrożone jest istnienie całej planety. Ale skąd w takim razie wziąć Super Saiyanina Boga? Kto nim może być? I kim jest tajemniczym Szampa, który wraz z niejaką Vados, poszukuje Kul Pragnień – kosmicznej wersji Smoczych Kul, które śmiało można nazwać mianem Super Smoczych Kul? https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2025/10/dragon-ball-super-1-wojownicy-z.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na75 miesięcy temu
Hellsing t.3 Kohta Hirano
Hellsing t.3
Kohta Hirano
Pasja do filmu animowanego, a w szczególności do pewnych jego segmentów i stylistyk, potrafi tworzyć nowe wymiary, wynosić kulturę masową na coś dużo szerszego, rozleglejszego niżeli tylko na ,,poziom miałkiej rozrywki do ogarnięcia w czasie wolnym, gdy dzieci nie wrzeszczą za uszami i obiad na jutro już dawno ogarnięty”. Jeśli uwielbia się to, czemu człowiek oddaje się w swoim – jakże w dzisiejszych pędzących non-stop na 6-tym biegu rozpędzonych i zadyszanych w pogoni ku ciągłemu sukcesowi, zdobywaniu więcej i robienia więcej – nader cennym tak zwanym ,,czasie wolnym”, to nie istnieje coś takiego czy ktoś taki, jak znudzony lub ogarnięty w ramach swoich pasji i zainteresowań egzystencjalną pustką i niemocą geek. Pasja i towarzysząca jej dobra energia, mimo wszystko ten ,,wieczny optymizm” lub najgorzej ,,optymizm neutralny” to rzecz najważniejsza szczególnie w obecnym świecie, w którym dóbr w segmencie rozrywki mamy nieprzebraną wręcz masę, w której można ciągle odnajdywać coś dla siebie, trwając przy tym z odpowiednim umiarem, lub całkowicie negatywnie się w tym zatracić, kompletnie nie wiedząc ,,co w tym popkulturowym bagnie” ze sobą zrobić. Jedną z nazwijmy to ,,umiejętności” praktycznych (choć to zdanie, może przyjmować nieco bardziej subiektywne namaszczenie opiniotwórcze) przydatnych geekom czy ogólnie pasjonatom danej części popkultury jest konsekwentność w wyborze ,,tego a tego”, co się chce doświadczać i głównie czerpać z tego określone profity, którymi przeważnie jest… osobista satysfakcja, radość i ,,dokarmianie” swej głodomorkowej pasji, którą szanujący się geek, cóż, uwielbia w ten sposób szanować. I co najważniejsze, konsekwentność jest wrogiem chaosu, a w dzisiejszych czasach, w tym dziwacznym szaleństwie na punkcie ,,filomozo-serialozy”, do której to dostęp jest tak łatwy, tak powszechny, nietrudno jest o ,,zachorowanie” na tego rodzaju zaraźliwe szaleństwo. Choroba nieustającej konsumpcji, stety bądź nie, jest wszechobecna i tyczy się to praktycznie każdej dziedziny naszego życia. Stąd ta konsekwentność oraz równowaga, by wiedzieć ,,co, jak i dlaczego się chce” robić i doświadczać w naszych drogich nam ponad wszystko pasjach. Rozwaga w popkulturowej dozie moich pasji, zwłaszcza – o czym lekko napomknąłem w akapicie powyżej – zaprowadziła mnie do przyjrzenia się ponownie pewnym odcinkom pewnego anime, a nie zmusiła do niepotrzebnego sięgania ,,co dzień to po nowe i nowe tytuły czy to filmu, czy jakiegokolwiek serialu, a by mieć więcej i chcieć więcej”, co z kolei pchnęło mnie do sięgnięcia po kolejny tom źródła na podstawie, którego właśnie ta serialowa produkcja z kraju kwitnącej wiśni powstała, a której to, jak zresztą w przypadku serialu i filmu animowanego tak u mnie jest, uwielbiałem i wciąż uwielbiam poświęcać swój czas. Tym ,,pewnym” anime oraz owym ,,źródłem”, o którym powyżej mowa staje się ,,Hellsing” – w wersji serialowej to tytuły ,,Hellsing” oraz wersja ,,Ultimate” a w wydaniu mangi, nazwijmy to, jest to ,,klasyczne” Hellsing, od którego tak naprawdę wszystko co w tym Świecie powstało do dnia dzisiejszego się na dobre zaczęło i ciągle w pewien sposób ewoluuje. Samo ,,Hellsing” to jedno z najoryginalniejszych Uniwersów tematycznych wywodzących się wprost z popkulturowego oceanu możliwości Japończyków, przeznaczonych dla nastoletnich i dorosłych widzów ze względu na ,,konkretną i nie patyczkującą się z niczym, nie biorącą jeńców na swój krwisty i wampirzy pokład” narrację; to przykład opowieści łączącej fantastykę, klimaty historyczne, wiktoriańskie z elementami średniowiecza czy współczesności, jak i horror oraz w miarę dynamicznie prowadzoną akcję z nutką intrygi w tle, gdzie wszystko to potrafi funkcjonować w miarę spójnej strukturze: fabule oraz rzeczywistości kreowanej wraz z postaciami i ich wątkami w tle. ,,Hellsing”, bez względu na to czy mówimy tu o medium komiksowym czy małoekranowym, jest profesorem, ot olimpijczykiem w opowiadaniu swej dość złożonej historii obrazem, poprzez który, nie inaczej, dostajemy pełną emocji i wyrazistości podrasowaną wersję przygód i licznych wątków z intensywnymi intrygami ,,polit-religijnymi w tle”. I są to te przygody, te opowieści, w tym przypadku wiążące pewne Organizacje Kościelne oraz coś temu przeciwnego: umarlaków, demony, strzygi, istoty nocy i zła, przy czym jeden z wampirów ,,chodzących za dnia” istot, pracuje ,,na usługach tejże Instytucji, której szefuje Sir Integra Hellsing. Gdyby nie warstwa graficzna, w tytule tym byłoby zbyt dużo i zbyt naraz – fabuła bez odpowiedniego rysunku w mandze i dozowania w tego rodzaju komiksie czerni, konturów, kadrów, kreślenia odpowiednimi zabiegami technicznymi przez mangaków emocji... by nie istniała. To samo można powiedzieć o serialu – montaż, reżyseria animacji klatka po klatce, dobór koloru, samej ścieżki dźwiękowej i temu podobne akcenty produkcyjne – bez odpowiednio zadbanych tego rodzaju aspektów w anime, ,,Hellsing” jako dość dobry i przykuwający uwagę na dłużej ,,animiec” by nie istniał. Dlatego też, z mojej perspektywy pasja do animacji, to pasja do opowieści ruchem, do obrazu; tak samo mam z komiksami czy mangami, z których adaptuje się potem takie tytuły jak ,,Hellsing” właśnie – bo w medium komiksowym ruch jest również istotny; to opowieść zaklętym w czasie ruchem, jakby wybrane klatki odtworzono na wybranym kadrze, umieszczono w zgrany sposób, aby rysunki przedstawić jako ciągłą i spójną historię, która ,,aktywnym ruchem”, ożywa, stając się nim dopiero w naszej wyobraźni. Refleksje, jak te powyżej, w których tkwi podstawa szacunku do pasji, którą jest animacja i jej pierwowzory, a głównie te wybrane konsekwentnie treści, zaprowadziły mnie do sięgnięcia po tom 3 komiksu pióra zdolnego jak zawsze Kohty Hirano, mangi pt. ,,Hellsing”. I tym razem nasz autor nie zawodzi, ciągnąc linię fabuły tytułu w sposób zrównoważony, raz bardziej dynamicznie, raz pozwalając sobie na nieco więcej dramatycznej, miejscami głębszej historii i kreację większej dozy informacji o tym Uniwersum w wybranym przez siebie kierunku. I ten kierunek nabiera coraz szerszych i bardziej namacalnych ,,kształtów” – w tomie trzecim widać wyłaniającą się konsekwentność twórczą, która będzie prowadzić fana w podróż do coraz to bardziej skomplikowanych, pełnych intensywniejszych emocji historii, wydarzeń, relacji, plus nie zapomnijmy w tym względzie o zwrotach akcji (tych w omawianej części mangi zdarzyło się kilka, lecz są one tu jedynie sądzę preludium do tego, co Kohta Hirano przygotował zapewne w tomach 4, 5, 6 i dalszych),które mogą niejednemu czytelnikowi albo poprawić albo pogorszyć humor. Całość opowieści tomu, ot jego główna linia fabuły, jest tak samo intensywna, co lekka, intrygująca, także pełna rozluźniającego humoru. W ostateczności nie jest ona tu wyraźnie skomplikowana; zaczyna się dość luźno, ale i zachwycająco – bo ów luz ma tu sens, jest grą wstępną do tego, co ,,tu się będzie wyprawiać!” - od rysunków, które zaczynają kreować Alucarda oraz Waltera rozmawiających o losie Victorii Seras, czyli o tym jak przetransportować ją na pewien obszar, a w pewnym momencie kończąc takowy wątej na ,,finiszu” tego transportu. Wplata się w to chytry ,,śmiechołek” – humor, który ma ciekawy design graficzny. Po wstępie, o samej Seras nie będzie aż tak głośno. Hirano przygotował po prostu grunt do tego, aby wyprowadzić narrację na nieco szersze w dynamice wody. Zaczyna się festiwal walk i piekła, który będą chciały sprawić sobie walczący nawzajem. Zaczyna się jatka i prawdziwa egzekucja, gdzie Hirano zdążył jdnak wprowadzić nawet trochę dramaturgii, zmieniając miejscami jej ,,nasycenie” poprzez epickie wstawki satyrycznego rysunku, jako swojego komentarza, jak i jednocześnie jako reakcji (przeważnie jest to Seras) postaci na dane zdarzenie. I tego nie da się zapomnieć. Tom 3 warto pamiętać jeszcze z jednego powodu: to w nim poznajemy omamionego wizją podboju świata, apodyktycznego, totalitarnego ,,spadkobiercę” hitlerowskich planów i zamiarów, tzw. ,,Majora”. Jego historia wbija się tu podstępnie, ale jeszcze nie rozwija w pełni skrzydeł – na to przyjdzie czas, co każdy oglądający wersję zwykłą bądź ,,Ultimate” tego Uniwersum, wie do czego będzie zdolny traktujący świat jak zabawę i jedno wielkie pole bitwy tenże ,,Major” właśnie. Nie ustępuje mu jednak elegancik w garniturze i kapeluszu, Tubalcain, którego pochodzenie i pozycja w światku przestępczym nie została do końca wyjaśniona; antagonista, który mimo tego ,,jak skończył!” podczas sekwencji rozrysowanych epicko (ach ta czerń i fizyczne przemiany oraz ,,uwolnienia” Alucarda z zaklęć, ta czysta furia i zło, z którym nic nie ma szans!) pojedynków z Sir Alucardem, pozostaje jedną wielką tajemnicą, tym bardziej, że warte zapamiętania będą jego tzw. ,,moce”: za pomocą talii kart potrafił ciskać we wroga rozmaite zaklęcia bądź pociski energetyczne. Teoretycznie dobra nasza, że ktoś taki został przez autora stworzony – dodatkowe ,,mięso armatnie” do ukazania, ot taki prowodyr, tego jak potężny może być Alucard. Oj, Panie Alucardzie, no co z ciebie wyrośnie. Tak, sam Alucard zaciekawił swoim stosunkiem do ,,wykonywanego zawodu". Dał się poznać, i to jest intrygujące, jako ktoś neutralny wobec tego ,,czy komuś robi krzywdę czy nie, bez względu na warunkowania moralne i inne dylematy”. Ów sługa Organizacji Hellsing – co jest bardzo istotne dla zrozumienia głębszego wymiaru tego (anty)bohatera, a zostało to przedstawione w tym tomie właśnie – podkreślił, iż jest swego rodzaju ,,egzekutorem”, przedłużeniem ,,palca bożej sprawiedliwości” Integry, której poleceń słucha, i cokolwiek stanie się z jej polecenia, jakie będą tego skutki, nawet dla niczemu winnych i bezbronnych ludzkich dusz, będzie to jej brzemieniem, jej winą bądź radością. Tom warty zapamiętania, warty śledzenia kolejnych wydań z cyklu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na91 rok temu
Chobits t.5 Nanase Ohkawa
Chobits t.5
Nanase Ohkawa Mokona Apapa Tsubaki Nekoi Satsuki Igarashi
Historia o tym, że prawdziwe szczęście można znaleźć… na śmietniku. Chobits, jedna z najbardziej rozpoznawalnych mang grupy CLAMP, rozważająca zagadnienie, czy sztuczna inteligencja potrafi kochać, mimo upływu czasu wciąż jest warta, żeby po nią sięgnąć. Hideki Motosuwa przenosi się ze wsi do Tokio, aby chodzić do szkoły przygotowawczej na studia. W tak dużym mieście czuje się obco, zwłaszcza, że jest zbyt biedny by pozwolić sobie na to co mają wszyscy inni dookoła – nowoczesne komputery. W tej historii przybierają one humanoidalne kształty i noszą nazwę perseconów. Ich możliwości natomiast przypominają… nowoczesne smartfony. Ku jego zaskoczeniu znajduje jeden… na śmietniku! Komputer ma wygląd ślicznej, nastoletniej dziewczyny, Hideki więc nie do końca wierząc swojemu szczęściu zabiera ją do domu. Tam w końcu udaje mu się ją uruchomić. Tak poznajemy Chii. Poza parą głównych bohaterów czeka nas plejada także innych postaci, które również wiele wnoszą do historii m.in. koleżanka Hidekiego Yumi, jego nauczycielka Shimizu, genialny chłopiec Minoru, itd. Manga należy do gatunku ecchi i romansu jednak z obowiązkowym dla tytułów grupy CLAMP drugim dnem. Początkowo zaczyna się od lekkiej komedii obejmujących wspólne życia dobrodusznego prawiczka i jego słodkiego, dopiero uczącego się świata komputerka. Z czasem historia zaczyna się pogłębiać i zmuszać czytelnika do zastanawiania się nad cięższymi zagadnieniami, takimi jak uczucia sztucznej inteligencji, czy maszyny zastąpią kiedyś ludzi oraz o poszukiwaniu tej jednej jedynej dla każdego osoby. Jest to bardzo charakterystyczne dla autorek zaczynać serię lekko, komediowo by z tomu na tom coraz bardziej plątać fabułę i wprowadzać poważniejsze klimaty. Odpowiedzi nie zostaną podane na tacy, czytelnik na wiele z nich po zakończeniu lektury będzie musiał sam sobie odpowiedzieć. Obecnie Chobits może wydawać się na pierwszy rzut oka nieco przestarzałe, technika powiem poszła znacznie do przodu. Jednak uważam, że historia jest niezwykle uniwersalna, może nawet bardziej aktualna niż była kiedyś. Kiedy manga powstawała sztuczna inteligencja była tylko ideą, obecnie urzeczywistnia się coraz bardziej. Konstruuje się także humanodialne komputery, którym co prawda jeszcze bardzo daleko do perseconów, jednak kto wie jak to będzie w przyszłości? Chobits pod względem graficznym uważam za prawdziwą perełkę. Prześliczne postacie, stroje, nawet element ecchi został moim zdaniem wykonany z wyczuciem i starannością potrafiąc doskonale udowodnić, że epatowanie naokoło wielkimi piersi nie jest niezbędne, żeby bawić i żeby się podobało czytelnikom. Wydania mangi na rynku polskim podjęło się wydawnictwo JPF. Wydanie jest bardzo ładne, można spotkać je w dwóch wariantach z i bez obwoluty, jednak po tylu latach klej w niektórych tomach trzyma już nieco słabiej i muszę uważać, żeby nie otwierać grzbietów zbyt mocno. Tłumaczenie nie każdemu może przypaść do gustu (kwestia imion),mnie na szczęście nie przeszkadzało w odbiorze w żaden sposób – czytało się bardzo przyjemnie. Polecam każdemu kto chce przeczytać dobrą, wciągającą historię, która zmusza do zastanowienia się nad pewnymi zagadnieniami i jednocześnie chce nakarmić oczy piękną grafiką. Ocena: 9/10
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na98 lat temu

Cytaty z książki Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dragon Ball: Son Goku i jego przyjaciele