Podróż do wnętrza Ziemi

Okładka książki Podróż do wnętrza Ziemi autorstwa Juliusz Verne
Okładka książki Podróż do wnętrza Ziemi autorstwa Juliusz Verne
Juliusz Verne Wydawnictwo: Zielona Sowa Cykl: Niezwykłe podróże (tom 45) Seria: Podróże z Verne'em [Zielona Sowa] powieść przygodowa
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
powieść przygodowa
Format:
papier
Cykl:
Niezwykłe podróże (tom 45)
Seria:
Podróże z Verne'em [Zielona Sowa]
Tytuł oryginału:
Voyage au centre de la Terre
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376233192
Tłumacz:
Andrzej Zydorczak
„Ze starej księgi wypadł na ziemię kawałek brudnego i zaplamionego pergaminu...” – to zupełnie niewinne zdarzenie zmieni życie starego profesora Lidenbrocka i jego bratanka. Próba rozszyfrowania informacji zapisanej w starym, islandzkim języku zaprowadzi naszych bohaterów w najciekawsze, a zarazem najbardziej mroczne miejsce - do wnętrza Ziemi.
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Podróż do wnętrza Ziemi w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Podróż do wnętrza Ziemi



275 248

Oceny książki Podróż do wnętrza Ziemi

Średnia ocen
7,1 / 10
8 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Podróż do wnętrza Ziemi

avatar
56
32

Na półkach:

Książka zgodna z ogólnym stylem autora. Lekka, przygodowa, przewidywalna, pozbawiona logiki, fantazyjna. Taka prosta, miła rozrywka, kiedy chcemy się odprężyć i nie wysilać komórek mózgowych.

Książka zgodna z ogólnym stylem autora. Lekka, przygodowa, przewidywalna, pozbawiona logiki, fantazyjna. Taka prosta, miła rozrywka, kiedy chcemy się odprężyć i nie wysilać komórek mózgowych.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8
2

Na półkach:

Rys historyczny bardzo ciekawy i dla mnie to największa wartość tej książki. "Głuptoki" pseudonaukowe są do przeżycia i są istotnym elementem fabuły. Jednak bardzo męczyła mnie schematyczność zachowań głównych bohaterów. Niezależnie od wydarzeń: Islandczyk zawsze ze stockim spokojem, Profesor pewny siebie i wszechwiedzący, a Axel tak samo naiwny i strachliwy jak w pierwszym dniu wyprawy.

Rys historyczny bardzo ciekawy i dla mnie to największa wartość tej książki. "Głuptoki" pseudonaukowe są do przeżycia i są istotnym elementem fabuły. Jednak bardzo męczyła mnie schematyczność zachowań głównych bohaterów. Niezależnie od wydarzeń: Islandczyk zawsze ze stockim spokojem, Profesor pewny siebie i wszechwiedzący, a Axel tak samo naiwny i strachliwy jak w pierwszym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
85
45

Na półkach:

Porywająca przygoda o podróży, której przebieg zaskakuje. Bardzo ciekawe postacie. Polecam

Porywająca przygoda o podróży, której przebieg zaskakuje. Bardzo ciekawe postacie. Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

4895 użytkowników ma tytuł Podróż do wnętrza Ziemi na półkach głównych
  • 3 350
  • 1 505
  • 40
776 użytkowników ma tytuł Podróż do wnętrza Ziemi na półkach dodatkowych
  • 557
  • 85
  • 39
  • 29
  • 26
  • 21
  • 19

Tagi i tematy do książki Podróż do wnętrza Ziemi

Inne książki autora

Juliusz Verne
Juliusz Verne
Francuski pisarz, dramaturg i działacz społeczny. Powszechnie uważany za jednego z protoplastów fantastyki naukowej (wraz z Hugo Gernsbackiem i H.G. Wellsem),autor kilkudziesięciu powieści. Od 1870 Kawaler, a od 1892 Oficer Orderu Legii Honorowej. Pisał powieści podróżnicze i fantastycznonaukowe oraz historyczne, geograficzne, kryminalne, a także sztuki teatralne i wiersze. Ojcem pisarza był prawnik Pierre Verne, który od 1826 roku prowadził w Nantes kancelarię, a matką – Sophie-Henriette Alotte de la Fuÿe. Młody Verne (za namową rodziny, a głównie ojca) studiował w Paryżu prawo, próbował zarabiać na giełdzie, ale nie rezygnował z prób literackich. Po kilkunastu latach poszukiwań rozpoczął cykl powieści Niezwykłe podróże, które zapewniły mu poczesne miejsce w światowej literaturze. Wydawcą utworów Verne’a był Pierre-Jules Hetzel (a następnie jego syn – Louis-Jules) publikujący Magasin d’éducation et de récréation (Magazyn Edukacji i Rozrywki). Znanego autora i przedsiębiorczego wydawcę łączyły kontrakty wydawnicze, kilka razy wznawiane. Verne podróżował po świecie, jednak mniej rozlegle niż bohaterowie jego utworów. Odwiedził 15 krajów w Europie i w basenie Morza Śródziemnego oraz odbył na statku SS „Great Eastern” jedną podróż przez Ocean Atlantycki do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Był bardzo oczytany, z literatury czerpał różnorodne wiadomości do swych książek: geograficzne, historyczne, techniczne. Dla swych potrzeb warsztatowych stworzył i wykorzystywał duży zbiór fiszek, swoistą bazę danych z informacjami. Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami, w wielu powieściach Verne’a ważną rolę pełnią bohaterowie pochodzenia francuskiego. Kilka tytułów powstało jako efekt współpracy z innymi autorami, między innymi z André Lauriem czy Adolphem d’Ennery. Książki Verne’a ilustrowali: Édouard Riou, Jules Férat, Léon Benett, George Roux. Wydawca w znaczącym stopniu wpływał na fabułę i treść utworów. Pośmiertnie wydane utwory Jules’a Verne’a były przeredagowywane i uzupełniane (nawet w znacznym stopniu) przez syna. Twórczość Verne’a wielokrotnie adaptowano na potrzeby teatru (już za życia pisarza) i filmu. Pomimo tego, że Verne był najbardziej poczytnym autorem w swoich czasach, największe dochody przyniosły mu adaptacje sceniczne. Jego utwory zostały przetłumaczone na co najmniej 94 języki obce. W latach 1888–1903 był radnym Rady Miejskiej w Amiens. W Polsce popularyzowaniem twórczości Verne’a zajmuje się Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Podróż do wnętrza Ziemi przeczytali również

Jeździec bez głowy Thomas Mayne Reid
Jeździec bez głowy
Thomas Mayne Reid
"Jeździec bez głowy" Thomasa Mayne’a Reida to powieść, która ma w sobie klimat dawnych historii – egzotyczna sceneria Teksasu, namiętności, zazdrość, honor i tajemnica, która spaja całą fabułę. Widać, że książka miała kiedyś ogromną siłę oddziaływania: osnuta wokół romansu, rywalizacji i zbrodni, rozgrywa się na tle dzikiej przyrody, mustangów i słońca południa. Autor umiejętnie buduje intrygę, a sama postać tytułowego jeźdźca przyciąga uwagę i daje tej historii mroczny, nieco gotycki posmak. Przyznam jednak, że spodziewałam się czegoś więcej. Miejscami akcja dłuży się, a styl, mimo całej barwności opisów, bywa nieco ciężki i archaiczny. To, co kiedyś mogło zachwycać rozmachem i egzotyką, dziś chwilami wydaje się zbyt rozwlekłe. Postacie też nie zawsze nabierają głębi – są raczej figurami podporządkowanymi fabule i dramatowi niż żywymi bohaterami. Mimo to, powieść ma swój urok. Można ją czytać jako podróż w czasie – do epoki, kiedy literatura przygodowa miała przede wszystkim bawić i trzymać w napięciu. I rzeczywiście: mimo moich zastrzeżeń, intryga ciągle wciąga, a tajemnica „jeźdźca bez głowy” sprawia, że chce się dobrnąć do końca. Dla mnie to książka ciekawa jako doświadczenie literackie i spotkanie z dawną klasyką. Nie zachwyciła tak, jak oczekiwałam, ale też nie rozczarowała całkowicie – pozostawiła raczej wrażenie solidnej, przygodowej historii, która ma swoje momenty, ale nie wybija się ponad przeciętność współczesnych oczekiwań.
Antares - awatar Antares
ocenił na67 miesięcy temu
Ostatni Mohikanin James Fenimore Cooper
Ostatni Mohikanin
James Fenimore Cooper
Córki pułkownika Munro, Kora i Alicja, wyruszają w niebezpieczną podróż do fortu William Henry, by tam spotkać się z dawno nie widzianym ojcem. Towarzyszy im przyjaciel, major Duncan Hayward oraz niewielki oddział żołnierzy. Ich przewodnikiem jest Indianin Magua, porzucony przez swoje plemię Huron, wychowany przez Mohawków . Huroni to zwolennicy Francji w toczącej się właśnie wojnie siedmioletniej między Anglią i Francją o panowanie nad koloniami w Ameryce Północnej, natomiast Mohawkowie popierają koronę brytyjską. Magua, dumny i milczący, skrywa jednak niejedną tajemnicę i kiedy celowo myli drogę podczas przeprawy przez puszczę dla podróżujących staje się jasne, że przebiegły Indianin ma swój plan i zdradził swoich towarzyszy. Na szczęście dla dziewcząt i majora Heywarda napotykają na swojej drodze Sokole Oko oraz jego dwoje przyjaciół – wodza Chingachgooka i jego syna, Unkasa, ostatniego Mohikanina. Sokole Oko, ujęty delikatnością i urodą panien Munro, przekonamy, że bez odpowiedniej opieki dziewczęta nie przetrwają trudów wędrówki, oferuje swoją pomoc w dotarciu do fortu William Henry, zapewnia również, że mogą również liczyć na wodza i jego syna. Pokrzepieni obecnością doświadczonych Indian, dziewczęta, major Hayward wyruszają w pełną niebezpieczeństw i przygód podróż, w której nieraz dosięgnie ich mściwe ramię Maguy, strzały okrutnych Huronów, a Sokole Oko wraz z przyjaciółmi stoczy niejedną walkę z żadnymi zemsty poplecznikami Maguy... Ostatni Mohikanin to książka, którą pierwszy raz przeczytałam wiele lat temu po obejrzeniu wspaniałej ekranizacji z 1993 roku, która mnie zachwyciła cudowną ścieżką i wspaniałą opowieścią o odwadze, poświęceniu i miłości. Jednak książka i film to dwa kompletnie różne światy, i wtedy, po lekturze, wydawało mi się, że książka jest przegadana i nie tak epicko porywająca, jak film. Teraz, po latach, doceniam ogromną wiedzę autora o losach Indian, doskonale oddane realia historyczne i wpleciony w nie wątek sióstr Munro, który ukazuje okrucieństwo wojny, egoizm przywódców, ale i prawdziwe siostrzane uczucia i zdolność do poświęceń, walkę o godność i honor, nawet za cenę życia. Wątek pewnego nauczyciela śpiewu dodaje szczyptę humoru tej historii i pozwala na chwilę wytchnienia. Klasyka literatury amerykańskiej, która przenosi nas w burzliwy czas wojny siedmioletniej, pełna dramatycznych konfliktów, zdrad i czyhającego niebezpieczeństwa, jednocześnie daje nadzieję, że nawet w okrutnym czasie wojny jest miejsce na lojalność, niezachwianą przyjaźń, a nawet miłość, choć nie zawsze szczęśliwą...Polecam!
basia_k_14 - awatar basia_k_14
ocenił na73 miesiące temu
Trzej muszkieterowie Aleksander Dumas
Trzej muszkieterowie
Aleksander Dumas
Jeśli ta konkretna, elegancka edycja „Trzech muszkieterów” przyciągnęła Twoją uwagę swoim wyglądem, wiedz, że jej treść wciąga jeszcze bardziej. Aleksander Dumas stworzył historię, która od ponad wieku nie traci swojej siły – i nie dzieje się tak bez powodu. To jedna z tych opowieści, które mimo upływu czasu wciąż potrafią poruszać wyobraźnię i budzić emocje. Na pierwszy rzut oka możesz uznać ją za przygodową historię o szpadach i pojedynkach. Szybko jednak odkryjesz, że to coś znacznie więcej. To opowieść o przyjaźni, która nie zna granic, o lojalności wystawianej na próbę oraz o odwadze – nie tylko tej spektakularnej, lecz także tej cichej, codziennej, kiedy trzeba opowiedzieć się po właściwej stronie, nawet jeśli nie jest to łatwe. Poznasz D’Artagnana – młodego, ambitnego bohatera, który przybywa do Paryża z marzeniami większymi niż jego doświadczenie. Już od pierwszych stron zostajesz wciągnięta w wir wydarzeń: pojedynków, intryg i tajemnic królewskiego dworu. Tempo akcji jest dynamiczne, ale nie chaotyczne. Każda scena ma znaczenie, a każda decyzja bohaterów niesie ze sobą konsekwencje, które potrafią zmienić bieg wydarzeń. Największą siłą tej powieści są jednak postacie. Athos, Porthos i Aramis – każdy z nich jest inny, każdy ma własne słabości, motywacje i sekrety. To nie są papierowi bohaterowie. Ich historie są złożone, pełne emocji i wewnętrznych konfliktów, a momenty zwątpienia czynią ich jeszcze bardziej autentycznymi. Dzięki temu słynne „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” brzmi nie jak pusty slogan, lecz jak prawdziwe zobowiązanie. Czytając, masz wrażenie uczestniczenia w czymś więcej niż tylko fabule. Wkraczasz w świat XVII-wiecznej Francji – pełen napięć politycznych, dworskich spisków i niebezpiecznych rozgrywek o władzę. Kardynał Richelieu nie jest tu jedynie czarnym charakterem, lecz symbolem sprytu i kontroli, a jego działania nadają historii dodatkowej głębi. Z kolei Milady pozostaje jedną z najbardziej fascynujących i niejednoznacznych postaci literackich – trudną do jednoznacznej oceny, a przez to niezwykle intrygującą. Nie bez znaczenia jest też fakt, że tę historię wielokrotnie ekranizowano (np. „Trzej muszkieterowie” z 1993 roku czy „Trzej muszkieterowie: D’Artagnan” z 2023 roku),co tylko potwierdza jej ponadczasowość. Jednak to właśnie książka pozwala poznać ją najpełniej – odkrywając wszystkie niuanse, emocje i relacje, których nie sposób w pełni oddać na ekranie. To wydanie dodatkowo potęguje przyjemność lektury. Twarda oprawa oraz minimalistyczny, elegancki projekt z motywem skrzyżowanych szpad sprawiają, że już sam wygląd książki sugeruje jej ponadczasowy charakter. To egzemplarz, który świetnie prezentuje się na półce, ale jeszcze bardziej zachęca do tego, by go otworzyć i zanurzyć się w jego świecie. Język Dumasa – mimo że zakorzeniony w innej epoce – pozostaje zaskakująco przystępny. Dialogi są żywe, często pełne humoru i subtelnej ironii, a opisy potrafią budować napięcie i atmosferę. Nie brakuje też momentów, które wzruszają i skłaniają do refleksji, dzięki czemu historia zyskuje dodatkową głębię. Jeśli cenisz opowieści łączące akcję z emocjami, przygodę z refleksją oraz bohaterów, którzy naprawdę zapadają w pamięć – to książka dla Ciebie. To nie jest lektura, którą się jedynie czyta. To opowieść, którą się przeżywa, do której chce się wracać i którą chce się polecać innym. I być może najważniejsze: „Trzej muszkieterowie” przypominają, że prawdziwa siła tkwi w relacjach między ludźmi. W świecie pełnym niepewności, zdrad i intryg to właśnie przyjaźń okazuje się największym zwycięstwem. Daj jej szansę – istnieje duże prawdopodobieństwo, że po kilku rozdziałach przestaniesz postrzegać tę powieść wyłącznie jako klasykę, a zaczniesz traktować ją jak jedną z ulubionych historii.
booksofsunny - awatar booksofsunny
ocenił na106 dni temu
Jankes na dworze króla Artura Mark Twain
Jankes na dworze króla Artura
Mark Twain
Yanes czy Jankes? Wyobraźmy sobie mieszankę lekkiego stylu i błyskotliwej gawędy Marka Twaina z „Podróżami Guliwera”, ale w czasie do czasów z Legend Arturiańskich. A to wszystko z bohaterem wyjętym wprost z kart Wielkiej Amerykańskiej Powieści (np. Steinbecka),który realizuje fantazje podróżników w czasie we wczesnośredniowiecznej Brytanii. Tak krótko można podsumować „Yankesa na dworze króla Artura”. Nasz tytułowy Yankes trafia po śmierci lub w jakiś inny niewytłumaczony sposób do Camelotu (jak w jakimś isekaiu). W swym pozytywistycznym (z naciskiem na scjentyzm) i modernistycznym światopoglądzie decyduje się ucywilizować VI wieczną Anglię. A pierwszym z kim się konfrontuje, to oczywiście Merlin, którego uważa za szarlatana. W ramach swojej drogi i technicznym zacietrzewieniu nasz yankes nie zna legendarium Arturiańskiego ani ówczesnej kultury. Wszystkie dziwne elementy stara się wykorzystać lub zmienić na XIX wieczną modłę. Np. choć sam uważa noszenie cylindrów za głupie, to zmusi rycerzy do ich noszenia, by się z nich naigrywać. Tę chęć zmiany można interpretować w bardzo różnych rejestrach. Z jednej strony można dojrzeć tu krytykę Brzemienia Białego Człowieka i patrzenia na kultury różnicująco ze względu na czas i na miejsce. Czasem jednak widać nieco serca i docenienie osiągnięć cywilizacyjnych. Mark Twain potrafi wchodzić też na poważniejsze tony i pokazać niszczycielską moc techniki. To nie współczesna powieść, gdzie śmierć jest wyjątkiem. Śmierć jest tu mrocznym ostrzeżeniem, którego pewnie nawet M. Twain nie jest świadomy. Gdy pisze o niszczycielskiej broni zabijającej dziesiątkami lub setkami myśli pewnie o ofiarach jako o Indianach bądź Afrykańskich ludach. Nie spodziewa się raczej, że ze swojej perspektywy 1889 roku, za dziesięć lat w czarnym tygodniu (wojna burska) kwiat angielskiego wojska spotka taki sam los, a za trzydzieści całe europejskie armie. M. Twain w swojej pomysłowości przedstawia naukę i technikę jako siłę, która zmienia powierzchowność, ale nie naturę ludzką. Tą ostatnią ubiera w średniowieczne szaty, które raz są przyjemnie zgodne z historią (odpowiedzialność władcy za zbawienie),a raz krzywdząco stereotypowe (wiara w płaską Ziemię i niemycie się). Jednak jak to bywa, by zmienić ludzi, nie wystarcza sama edukacja w myśl Platońskiej absolutnej moralności, w którą wierzyli wszelcy późniejsi oświeceni. A jak napisała Katarzyna II do Diderota: „Papier wszystko przyjmie, ale skóra jest wielce łaskotliwa”. Historycy tak samo wierzą, że natura ludzka jest stała, a tylko objawianie jej zmienia się w czasie i miejscu. M. Twain wykorzystuje ten pogląd, by pod płaszczykiem średniowiecza pokazać pewne prawidłowości swoich współczesnych, niczym z „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta. Czy czynione dobro usprawiedliwia potem czynienie potem zła? Albo czy też uszczęśliwianie kogoś na siłę nie jest też najlepszym pomysłem? Burżuazja i arystokracja nie różnią się tak bardzo. W samej powieści zabawne i nie bez winy są obie strony – yankes równie mocno jak postacie z legend. Jednak M. Twain przedstawia mocno satyryczny humor, który operuje językiem, absurdem i różnymi subtelnościami. Słuchając jednym uchem lub czytając nieuważnie, ten delikatny humor może przejść nam koło nosa. Nie jest to w żadnym razie Terry Pratchett. Na szczęście błędy w synchronizacji audio pozwoliły przesłuchać mi pewne fragmenty jeszcze raz i docenić bardziej „Yankesa na dworze króla Artura”. Choć może nie jest to najlepsze dzieło spod ręki M. Twaina, to nadal jest porządną historią, która zręcznie nawiązuje do najróżniejszych legend i opowieści. Jego w sumie lekka forma sprawia, że słucha się go jak gawędy Bohumil Hrabala, pomimo niekiedy mroczniejszych momentów. Pozwala to płynąć słowom i nawet jeśli się słucha jednym uchem, to „Yankes na dworze króla Artura” wciąż może być przyjemną opowieścią.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na71 miesiąc temu
Skarb w Srebrnym Jeziorze Karol May
Skarb w Srebrnym Jeziorze
Karol May
„Skarb w Srebrnym Jeziorze” to jedna z najbardziej znanych i dojrzałych powieści Karla Maya, w której przygoda splata się z głębokim przesłaniem moralnym. Choć fabuła rozgrywa się na Dzikim Zachodzie, między pustkowiami, górami i jeziorami, jej prawdziwym tematem jest walka dobra ze złem oraz moralna wartość uczciwości, wierności i sprawiedliwości – ideałów mocno zakorzenionych w chrześcijańskim światopoglądzie autora. Akcja koncentruje się wokół legendy o ukrytym skarbie w Srebrnym Jeziorze. W poszukiwaniu bogactwa wyruszają zarówno bandyci kierowani chciwością, jak i bohaterowie, dla których liczy się honor, przyjaźń i prawda. Na czele tych drugich stoją niezapomniani bohaterowie Karla Maya – Old Firehand, Old Shatterhand i Winnetou, symbolizujący odwagę, szlachetność i wiarę w dobro. Karl May, wierny swojej duchowej wizji, przedstawia chciwość jako główne źródło zła – nie tylko w sensie materialnym, ale duchowym. Złoto i bogactwo stają się tu metaforą pokusy, która niszczy serce człowieka, jeśli nie jest ono zakorzenione w wartościach. W przeciwieństwie do rabusiów, bohaterowie kierują się sumieniem, lojalnością i miłosierdziem, gotowi poświęcić własne życie, by chronić niewinnych. W tym sensie powieść ma wymiar moralnej przypowieści o cnocie i grzechu. Szczególne znaczenie ma postać Winnetou – duchowego przewodnika i uosobienia sprawiedliwości. Choć nie mówi wiele o Bogu, jego czyny i słowa odzwierciedlają chrześcijańskie cnoty: pokój, pokorę i ofiarność. Jest jak człowiek wierzący sercem – kierowany głosem sumienia, wrażliwy na zło i gotów oddać życie za innych. W finale powieści tytułowy skarb, o który toczy się cała walka, nie przynosi żadnego szczęścia – zostaje utracony, jakby sam Bóg chciał przypomnieć, że prawdziwy skarb nie jest z tego świata. To zakończenie ma wymiar duchowy: zwyciężają nie ci, którzy gromadzą złoto, lecz ci, którzy zachowują czyste serce. „Skarb w Srebrnym Jeziorze” można więc czytać nie tylko jako western, ale jako chrześcijańską przypowieść o moralności. Karl May przypomina, że dobro i zło rodzą się w sercu człowieka, a prawdziwa wartość człowieka nie mierzy się majątkiem, lecz wiernością prawdzie i Bogu. To powieść o człowieczeństwie odkupionym przez miłość i wierność sumieniu. W świecie, w którym łatwo ulec pokusie bogactwa i przemocy, Karl May ukazuje, że tylko człowiek żyjący w prawdzie, pokoju i braterstwie naprawdę zwycięża. „Skarb w Srebrnym Jeziorze” pozostaje więc nie tylko klasyką przygodowej literatury, lecz także pięknym moralitetem o tym, że największym skarbem człowieka jest czyste serce i przyjaźń zakorzeniona w dobru.
Paweł Rudnicki - awatar Paweł Rudnicki
ocenił na86 miesięcy temu
Robur Zdobywca. Pan świata Juliusz Verne
Robur Zdobywca. Pan świata
Juliusz Verne
Przeskoczyć Niagarę Tak, nie sprzeciwiam się powszechnie panującej opinii – „Robur zdobywca. Pan świata.” to słabszy Verne, Juliusz Verne. Ale nadal wizjoner. Może nawet większy niż w swych najsłynniejszych powieściach. Tak, wiem, to co w „Roburze…” już było w słynnych „Dwudziestu milach podmorskiej żeglugi”. Ale czyż kapitan Nemo nie mógł mieć naśladowcy, o bracie nie wspominając? Verne napisał kilkadziesiąt opowieści, mniejszych lub większych, mądrzejszych lub nie, nie można mu jednak zarzucić braku wyobraźni. W każdej historii widzimy niezwykły geniusz pisarza polegający na tworzeniu przyszłości. Oczywiście przyszłości w jego czasach, na miarę jego wiedzy naukowej i teraźniejszości, w której funkcjonował. Verne, fantazjując, zabiera nas zawsze w przedziwny, jeszcze nie istniejący świat. Tak jest w przypadku Robura, który konstruuje niezwykłą maszynę do latania. Nemo wpływa w głębię oceanów, Robur unosi się w powietrzu. Pragnie pokazać ludziom, że właśnie tam jest pełnia wolności i piękna. Porywa skłóconych ze sobą baloniarzy, by pokazać im swój niezwykły wynalazek. Czy potrafią zrozumieć jego geniusz? Wyobraźnia pisarza tym razem przekracza granice wszelkich ówczesnych nauk, bo któż wierzył w 1886 roku, że wielotonowe samoloty będą tłoczyły się na niebie i szukały lotniczych korytarzy? Dlatego też vernowski bohater znika. „Robur to nauka przyszłości, może nawet nauka jutra. Co więcej – to gwarancja przyszłości. (…) przyszłość lokomocji powietrznej przypadnie w udziale statkom powietrznym, a nie aerostatom” – wydaje się krzyczeć francuski pisarz. I niech ktoś powie, że nie miał racji, nawet w swej słabszej powieści. „Pan świata” to kontynuacja opowieści o genialnym konstruktorze. Do tej postaci pisarz wraca pod koniec swojego życia. Książka ukazuje się w 1904 roku, natomiast rok później Juliusz umiera. Tym razem patrzymy na wynalazki innym okiem. Oto człowiek, który przez całe życie zachwycał się cudami techniki, tym razem ma chwilę refleksji. Jego bohater przekracza wszelkie granice techniczne, konstruuje pojazd poruszający się w każdych możliwych okolicznościach. Maszyna lata, pływa, na drogach rozwija niewyobrażalne możliwości. Ale czy kierujący nim człowiek jest odpowiednim człowiekiem? Czy wystarczy zbudować urządzenie, posiadać wiedzę na temat jego wszechstronnego funkcjonowania, by odpowiednio nim kierować? Technika powinna służyć człowiekowi. Każdemu. Nie być głównie motorem do pokazywania własnej wielkości i zastraszania ludzi. Co się może stać, jeśli trafi w nieodpowiednie ręce? Nie, nie. Verne nie jest katastrofistą i żadnej katastrofy nie opisuje. Zostawia nas ze znakiem zapytania. Och, kochany Julku, ileż miałeś racji dając nam temat do przemyśleń, w tej ponoć słabszej swej opowieści! „ - Ależ Robur nie był diabłem… - Nic nie szkodzi – odparła staruszka – Ale równie dobrze mógłby nim być!” Czy „Pan świata” to ostatni tekst Francuza? Nie wiadomo. Z wiadomości dostępnych w „Wikipedii” wynika, iż była to ostatnia książka wydana za jego życia….
gks - awatar gks
ocenił na710 miesięcy temu
Opowieści fantastyczne Herbert George Wells
Opowieści fantastyczne
Herbert George Wells
Biorąc pod uwagę cały dobytek literatury fantastyczno-naukowej – od najstarszych lat i chwil, wręcz pradziejów w tym względzie, do lat obecnych – nie da się określić, co w obiektywny sposób jest raczej nie możliwe, który z tych wielkich pisarzy jest dla tego gatunku twórcą najwybitniejszym, który z nich włożył najrozleglejszy, najbardziej znaczący, wręcz namacalny wkład w rozwój tego nurtu; który z nich był dla fantastyki jej Kamieniem Węgielnym, Świętym Graalem, czy Praojcem Stworzycielem. Z jednej strony można podać pewne nazwiska, jak: Jules Verne, Isaac Asimov, Herbert George Wells, Robert A. Heinlein, Arthur C. Clarke. Patrząc się na to krótkie zestawienie, nie da się nie określić tych pisarzy mianem ,,wizjonerów Science-fiction" – jednostek zajmujących bardzo wybitne miejsca wśród tysięcy pisarzy tego gatunku, nie tylko dlatego, że należą oni do jego prekursorów, lecz przede wszystkim dzięki swej twórczej oryginalności; dzięki głębokiemu znaczeniu tego, co przelewają oni na karty swych dzieł. Znaczeniu, które wyziera nawet z prostych nie aż tak znanych ich tworów, czyli dosłownie z całego repertuaru ich działalności literackiej. Przedstawione wyżej nazwiska, a nie jest to lista zamknięta, a jedynie przykład określonej części klasyków gatunku fantastyczno-naukowego, to prawdziwe wybitności. To autorzy piszący nie tylko ,,inaczej” niż pozwala na to przeciętność, ale i kreujący swe dzieła pod kątem wieloaspektowości: każdy czytelnik chwytający za powieści tych tuz literatury fantastycznej, na pewno znajdzie w nich znaczenie odpowiednie dla siebie. A to w pewnym sensie nazywa się ,,uniwersalizmem”, co sądzę jest w beletrystyce czymś bardzo potrzebnym dla entuzjasty tego gatunku, czymś ujmującym, niesamowitym. Czy zatem wśród wymienionych osobistości jednego z najbardziej pożądanych nurtów w literaturze popularnej; wśród tak popularnych, rozchwytywanych wśród fanów autorów, a docenianych przez krytyków i znawców popkultury, jest ktoś taki, kto odznacza się jednak tymi najsilniej przemawiającymi do czytelnika: stylem, estetyką pisarską i innymi elementami swej twórczości, trafiającymi do współczesnego, trapionego problemami społeczno-obyczajowymi czytelnika? Które z nakreślonych nazwisk, to nazwisko pisarza tworzącego równie entuzjastycznie i doskonale, dającego nam te naprawdę niezapomniane dzieła? Kto z nich, a może jest to ktoś kogo nie wymieniłem, był i jest wręcz najlepiej przyjmowanym twórcą beletrystyki fantastycznej - ,,tym kimś”: tym najpopularniejszym, będącym zarazem pisarzem oddziałującym wielowymiarowo, głęboko oryginalnie, oraz traktującym swoją pracę jako nie tylko spełnianie powinności zarobkowych i wypełnianie umów z wydawcami, ale i jako niepisany święty obowiązek, którym jest przekazywanie wizji swej twórczości społeczeństwu, niekiedy wizji będącej niezapomnianą, niepowtarzalną i bezcenną ideą? Aby odpowiedzieć sobie na stawiane wyżej pytania – kwestie, które ocierają się o naturę z lekka subiektywną, potrzeba by katorżniczej pracy umysłowej: multum godzin przemyśleń, porównań, wyciągania wniosków, czyli krwawicy decyzyjnej, aby wybrać tego twórcę, który osiągnął dla gałęzi gatunku i podgatunków fantastyki naukowej najwięcej. Dodajmy do tego ludzką naturę i ,,zmienność gustów”, a także konwenanse i upodobania epok (w których żyli poszczególni autorzy),a dostaniemy niełatwe do wykonania zadanie. Z mojej perspektywy, przy czym nie jestem osobą, która w powieściowym gatunku fantastycznym doświadczyła wszystkiego, nawet i chociażby po jednym z tytułów z ręki kilku wymienionych nieco wyżej nazwisk (w końcu jesteśmy ludźmi, nie maszynami, a czas naszej egzystencji jest ograniczony, dlatego też wszystkiego niestety nie zrobimy),mówiąc zwięźle i najrozsądniej posługując się przy tym słowem: najłatwiej, najlepiej w warstwie fabularnej i tej głębokiej, symbolicznej, najatrakcyjniej w ogólnym ujęciu swej twórczości, przyciągając w ten sposób nowych czytelników dziesiątki lat po końcu swej działalności, przemawia do mnie, jako czytelnika i pasjonata fantastyki naukowej, Herbert George Wells. Uważany za prekursora tzw. ,,wojny totalnej” w literaturze współczesnej Wells urodził się w 1866 roku, w bardzo ubogiej rodzinie. Życie miał niezbyt przychylne ku temu kim miał się stać w przyszłości – w końcu jego matka była pokojówką a ojciec ogrodnikiem. Herbert tułał się i tułał przez lata; z trudem zdobył wykształcenie, dlatego patrząc się z perspektywy czasów współczesnych można by rzec, że tym bardziej należy mu się odpowiednia doza szacunku, gdyż wykonał on kawał tytanicznej pracy, aby znaleźć się tu gdzie dziś jest obecnie: w zbiorowej świadomości milionów miłośników jego twórczości rozsianych po całym świecie. Co istotne, co czyni Wellsa wyjątkowym wśród piewców fantastyczno-naukowej beletrystyki, zanim zaczął cokolwiek pisać, ba, sprawnie poruszać się w tym gatunku, wiedział on, że na pewno chce to robić – że chce nie tylko czerpać z tego korzyści finansowe, ale i pisarstwu się poświęcić. Z Wellsa przez całą karierę autora beletrystyki bił niepoprawny optymizm – sądzę, że przed zabraniem się za jakąkolwiek mniejszą powiastkę lub powieść, ponad wszystko zamierzał przelać na papier to co w science-fiction jest dla niego najważniejsze: zarówno odpowiedni pomysł, ale i swój styl, pasję, nie zapominając przy tym o czytelnikach, którym poświęcił się przekazywaniu określonych idei pro-naukowych, socjologicznych i częściowo politycznych (bo to w jego twórczości da się zauważyć),i rozmaitych wizji futurystycznego świata, które on wyraża. W ten sposób Herbert George Wells odniósł sukces; najważniejsze dla niego wydarzyło się wiele lat po jego śmierci: duch jego działalności, jako pisarza fantastyczno-naukowego, krąży w eterze popkulturowych informacji do dziś. Bo to pisarz powiedziałbym kompletny, wielopokoleniowy, lubiący zachwycać czytelnika, pouczać, porażać i zamartwiać tym, co w jego dziełach będzie kiedyś prawdziwe, a co pozostanie w sferze ,,co by było, gdyby…”. Poznanie bogatego dziedzictwa literackiego Wellsa, jednego z najważniejszych dla literatury rozrywkowej, i to w wydaniu kompletnym, to rzecz niełatwa, niecodzienna, tym bardziej cięższe staje się to zrealizowania: poddanie krytyce osiągnięć tego pisarza ze strony czytelnika – w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a każdy z nas ma inne gusta i upodobania; wiele osób Wellsa będzie odbierać odmiennie. Dlatego też ocenienie twórczości tego autora w odpowiedni sposób nie stanowiło dla kogoś, kto znał do momentu przeczytania tych dwóch tomów tylko dwie flagowe jego powieści, takie jak: "Wehikuł Czasu", "Wojna Światów", w miarę wygórowanego wyzwania. Sytuacja w tym względzie nieco mi się naświetliła, gdy, jak pisałem wstępnie wyżej, przeczytałem zbiór opowiadań i powieści Wellsa pt. "Opowieści fantastyczne", które to ukazały się w Polsce w ilościach dwóch tomów, przygotowanych przez Władysława Kopalińskiego za pośrednictwem Wydawnictwa Literackiego. Na rynku wydawniczym pojawiły się w naszym kraju w 1976 roku; dzisiaj minęło prawie że 45 lat od ich druku, jednakże dla każdego, kto chce uważać się za ,,tego zaznajomionego” z estymą twórczą Wellsa, te dwa tomy to powiedziałbym zupełny klasyk o biblijnym i mitologicznym znaczeniu, zwłaszcza, że obecnie trudno jest dostać większość tych nieznanych mniejszych opowiastek Wellsa w wydaniu polskim; nie łatwo więc zaznajomić się najbardziej szeroko z twórczością tego pisarza. Jak się okazuje, Herbert George Wells, to człowiek niezwykle zróżnicowany, jeśli chodzi o to, co pokazuje czytelnikowi swoją twórczością za każdym razem, gdy czytelnik dotyka tych nowych, nieodkrytych dotąd aspektów twórczości tego pisarza. W swych około dwudziestu niniejszym recenzowanych i omawianych opowiadaniach, które, co istotne, nie były tylko tą stricte ,,klasyczną fantastyką” (,,Wehikuł Czasu” – wykładnia o niepewnej przyszłości ludzkości, jaką niesie ze sobą nieznana technologia; to swego rodzaju wyzwanie cywilizacyjne),ale okazały się również czymś z pogranicza literatury podróżniczej, nawiązującej do legendarnego już wątku w tej kwestii, postaci Robinsona Crusoe ("Wyspa Aepyornisa"; "W głębinie"),oraz czymś nawiązującym do debaty filozoficzno-naukowej, jak specyficzny można by rzec traktat o nieograniczonej i boskiej mocy, którą mógłby posiąść człowiek ("Człowiek, który czynił cuda"),Wells udowodnił, że – z perspektywy odbiorcy jego powieści, nowelek, opowiadań etc. – jest on kreatorem uniwersalnym, ale za to trudnym w odbiorze. Generalnie rzecz ujmując, powiedziałbym, że 70 % tworów zawartych w owych dwóch tomach nie jest tą doskonałą, charakterystyczną dla Brytyjczyka wykładnią artystyczną – symbolem prawdziwej ,,fantastycznej literatury klasycznej” spod jego znaku, tak jakby to był ten jego towar eksportowy, rozlany na cały świat. Nie. Konstrukcja tych utworów niekiedy zdaje się być zbyt nużąca, epatując nadmierną ilością szczegółów, pomieszaną fabułą (zwłaszcza, gdy historia opowiadana jest z perspektywy pierwszej osoby – co dla Wellsa jest dość rozpoznawalne),w której ,,wytworność" słownictwa, blichtr i elegancja przeszkadza nieco płynności prowadzonej narracji. Jednak pan Wells to futurysta, wieszcz, człowiek niezwykle skoncentrowany w swych pracach literackich na omawianiu – choć bardziej skrytym pod powierzchowną warstwą narracji fabuły swych tworów – implikacji i konsekwencji postępu technologicznego i jego wpływu na losy ludzkości. Tak, to cały Herbert George Wells. Żyjący na przełomie dwóch wieków – końca XIX i połowy XX – Wells okazał się doskonałym futurystą, który potrafił wyciągać wnioski z teraźniejszości, a przede wszystkim z przeszłości, którą według niego należy dobrze zrozumieć, aby myśleć o przyszłości w ogóle. Brytyjczyk miał szczęście do epoki, w której żył; te czasy znacznie go ukształtowały, a on ukształtował przyszłe pokolenia, czego wpływ widzimy po dziś dzień. To koniec wieku XIX i początkowe lata XX stały się dla Wellsa dominantą wszelkich haseł; stały się niepewnością, którą można dostrzec we wszystkich jego utworach zawartych w "Opowieściach fantastycznych" Wydawnictwa Literackiego z 1976 roku. Jako autor nie eksploruje on tylko i wyłącznie różnych nurtów w literaturze popularnej; ,,bawi się” tą eksploracją odkrywając i zgłębiając w swych opowiadaniach możliwości i perspektywy, które stoją przed Cywilizacją otworem. Dla Wellsa nauka i postęp technologiczny są swego rodzaju odskocznią, czy też pomostem pomiędzy światem obecnej nauki i technologii, a tym co jest niezbadane: co czeka na nas w przyszłości, co w znaczący sposób będzie dotykać również niezbadane dotąd obszary społeczno-kulturalne. W "Opowieści fantastyczne", trzeba umieć odpowiednio się wczytać, zrozumieć to, co chce odkryć dla nas, dla przyszłych pokoleń Herbert George Wells. Te około dwudziestu tytułów wybranych przez Władysława Kopalińskiego nie jest dla każdego: można się tymi utworami zachwycić, ale i znudzić, czy zdziwić. Bo to, co i jak Brytyjczyk skłania nas do próby podjęcia wyzwania: postawienia się na jego miejscu, z uwzględnieniem otoczki epoki, w której Wells żył, i zawarcie podobnego, co on przekazu w jakiejś literaturze wybiegających futurystycznie w przyszłość. Czy byśmy tego dokonali? Kto wie. Wells tego dokonał, gdyż był wielki, i taki zostanie; zostanie on również nie do końca zrozumianym twórcą, zwłaszcza przez współczesną mało czytającą i wybrzydzającą młodzież, która przecież będzie budować nasze dziedzictwo, naszą przyszłość.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na65 lat temu
Gwiazda Południa Juliusz Verne
Gwiazda Południa
Juliusz Verne André Laurie
Wątek SF więcej zapowiada niż przynosi, wątek przygodowy dość przykry. Młody, pełen zapału, a przy tym naiwny francuski naukowiec Cyprian prosi właściciela kopalni diamentów Watkinsa o rękę jego córki, Alicji. Tamten butny, przy tym pijaczysko, odpowiada z nienawiścią sytych do głodnych jak szef w 40 odcinku „Batmana”: – Skoroś taki mądry, czemu nie jesteś bogaty? – Ech, żem o tym nie pomyślał – stropił się Cyprian, mógł sprawiać wrażenie łowcy posagów, oczywiście niesłusznie. Do spółki z kimś tam wydzierżawia od Watkinsa kawałek kopalni w zamian za część urobku, a okładnie za trzy diamenty o wadze powyżej 10 karatów, czyli 2 gramów. – Tak już lepiej – niby łaskawie przyznaje tamten, równocześnie rechocze z niego razem z swym kumplem od kielicha Hiltonem. Cyprian uznaje to syzyfową pracę, za radą Alicji próbuje wytworzyć diament i o mało nie wysadza wszystkiego w powietrze. W armacie robiącej za próbówkę znajduje diament większy od Koh-i-Noora i odpowiednio droższy (istnieją takie diamenty, ale na potrzeby powieści Koh-i-Noor jest największy). – Znalazłeś w mojej kopalni? – wytrzeszczył oczy Watkins. – Zrobiłem go! Dzięki wiedzy naukowej, co ją pan tak lekceważył. – Sztuczny ? – Wygląda jak prawdziwy, a wart ze sto milionów – Cyprian zdążył już sprawdzić u rzeczoznawcy – Teraz będę je wytwarzał taśmowo zamiast wykopywać. – No czyś ty zdurniał? I co, chcesz doprowadzić do inflacji diamentów? – Żem o tym nie pomyślał … – A widzisz, zawsze mówiłem, że jesteś głupi! Diamenty wtedy cenne, gdy rzadkie, nadmiar oznacza spadek wartości, zapamiętaj sobie. Jedno takie cudo w zupełności wystarczy. I lepiej ukryć jego pochodzenie. Wynalazca zleca oszlifowanie holenderskiemu jubilerowi Wandergaartowi. Watkins zaczyna znowu swoje: – Straciłeś tę odrobinę rozumu, co ją jeszcze miałeś? Powierzyłeś bezcenny kamień temu dziadowi? Teraz szukaj wiatru w polu! – Spokojnie, to taki miły staruszek, nawet nie byłby w stanie sprzedać czegoś tak drogiego, bo komu i za co? – Kto go tam wie, a jak potnie na mniejsze kawałki ? Watkins serdecznie nienawidzi staruszka, któremu kiedyś odebrał kopalnię, nienawidzi się tego kogo się skrzywdziło, jak mówi Tacyt. Wbrew oszczerstwom staruszek wykonał zlecenie najlepiej jak umiał. – To będzie podarek dla panny Alicji – rzekł Cyprian, dodając w myśli: ślubny. – Wymyśliłam nazwę „Gwiazda Południa” – ucieszyła się obdarowana. Zresztą odwzajemnia uczucia Cypriana i bez takiego upominku. – Ostrożnie, jeszcze ją stłuczesz, dziewczyno! – wrzasnął Watkins – Diamenty są twarde, lecz równocześnie kruche. Gwiazda zajmuje poczesne miejsce podczas uczty w domu Watkinsa i nagle znika. Podejrzenie o kradzież, bezpodstawne rzecz jasna, pada na czarnoskórego pomocnika Cypriana, który na wieść o tym ucieka (pomocnik, nie Cyprian). Oszalały z chciwości Watkins oświadcza: – Za odzyskanie Gwiazdy dam Alicję za żonę. Bez pytania jej o zgodę, a co tam. Cyprian wyrusza na poszukiwanie razem z trzema innymi, pierwszy szybko umiera na jakąś chorobę, dwaj następni knują przeciw uczonemu, lecz kolejno giną, wpadłszy we własne sidła. Wynalazca jakoś przeżył dzięki swemu chińskiemu przyjacielowi, dość, że wraca z pustymi rękami, od początku można było tego oczekiwać. Zamierza wykonać kolejny diament, górnicy niszczą jego urządzenia, nawet grożą mu samosądem, ocaliło go oświadczenie pomocnika, iż Gwiazda pochodzi z kopalni, a tym samym należy do Watkinsa zgodnie z umową. Cyprian rozczarowany porażką doświadczenia (obecnie sztuczne diamenty można wytwarzać) odnajduje Gwiazdę w miejscu najmniej oczekiwanym. Watkins niby dziękuje, lecz o obietnicy ożenku zapomina. Na kolejną ucztę z pokazem Gwiazdy przychodzi Wandergaart żądając zwrotu kopalni wraz ze wszystkim co z niej pochodzi, zatem i z Gwiazdą, posiadłości między nim a Watkinsem zostały wadliwie rozgraniczone, co wykrył Cyprian. Wynalazca ponawia prośbę o rękę Alicji, staruszek obiecuje go przysposobić, w ten sposób wszystko zostanie w rodzinie. W tak zwanym międzyczasie Gwiazda ulega rozpadowi, diamenty są kruche. Watkins nie przeżył tej straty... Ekranizacja z 1969 jest komedią, luźno nawiązującą do książki.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na63 miesiące temu

Cytaty z książki Podróż do wnętrza Ziemi

Więcej

- Jeszcze łudzisz się jakąś wymarzoną nadzieją zbawienia?
- Tak jest i nie rozumiem, jak istota obdarzona wolą może poddać się rozpaczy, dopóki serce w niej bije, dopóki ostatnia kropelka krwi krąży w jej żyłach.

- Jeszcze łudzisz się jakąś wymarzoną nadzieją zbawienia?
- Tak jest i nie rozumiem, jak istota obdarzona wolą może poddać się rozpacz...

Rozwiń
Juliusz Verne Podróż do wnętrza Ziemi Zobacz więcej

-Zjeść to co pozostało, co do okruszyny i w ten sposob wzmocnić swe siły. Uczta ta będzie naszą ostatnią... niechaj! ale przynajmniej, zamiast czuć się wyczerpanymi, staniemy się znów ludźmi!

-Zjeść to co pozostało, co do okruszyny i w ten sposob wzmocnić swe siły. Uczta ta będzie naszą ostatnią... niechaj! ale przynajmniej, zamia...

Rozwiń
Juliusz Verne Podróż do wnętrza Ziemi Zobacz więcej
Więcej