rozwińzwiń

Demony nie drzemią

Okładka książki Demony nie drzemią autorstwa Piers Anthony
Okładka książki Demony nie drzemią autorstwa Piers Anthony
Piers Anthony Wydawnictwo: Rebis Cykl: Xanth (tom 16) Seria: Fantasy fantasy, science fiction
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Xanth (tom 16)
Seria:
Fantasy
Tytuł oryginału:
Demons don't dream
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
8371202105
Tłumacz:
Anna Dobrowolska, Zdobysław E. Parczyński
„Demony nie drzemią” to już XVI tom opowieści o zaczarowanym królestwie Xanth. Tym razem demony układają doskonałą grę komputerową i zastawiają pułapkę na niczego nie podejrzewających amatorów tej rozrywki.

W grze „Kompanii z Xanth” kompanem Duga, który nie cierpi komputerów i dziewczyn, jest powabna kobieta-wąż, obok której żaden mężczyzna nie może przejść obojętnie…

Przypadkowo gracze przedostają się przez ekran i trafiają do bajkowego świata, gdzie współistnieją dobroć i przemoc oraz magia…
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Demony nie drzemią w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Demony nie drzemią

Średnia ocen
6,6 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Demony nie drzemią

Sortuj:
avatar
535
118

Na półkach:

Kocham, uwielbiam, miłością młodzieńczą i czystą! Do tej pory uwielbiam co jakiś czas odkurzać sobie którąś z części z cyklu, choćby dla samych zabaw słownych stosowanych przez bohaterów.

Kocham, uwielbiam, miłością młodzieńczą i czystą! Do tej pory uwielbiam co jakiś czas odkurzać sobie którąś z części z cyklu, choćby dla samych zabaw słownych stosowanych przez bohaterów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
495
79

Na półkach: ,

Więcej Xanth.
Pomysł aby tym razem podróż po krainie potraktować jako grę komputerową był dla mnie dość odświeżający i czytało mi się to naprawdę przyjemnie.

Więcej Xanth.
Pomysł aby tym razem podróż po krainie potraktować jako grę komputerową był dla mnie dość odświeżający i czytało mi się to naprawdę przyjemnie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

205 użytkowników ma tytuł Demony nie drzemią na półkach głównych
  • 109
  • 96
49 użytkowników ma tytuł Demony nie drzemią na półkach dodatkowych
  • 35
  • 5
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Demony nie drzemią

Inne książki autora

Okładka książki Dragons Gold [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Ocena 0,0
Dragons Gold [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Okładka książki Serpents Silver [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Ocena 0,0
Serpents Silver [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Okładka książki Chimaeras Copper [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Ocena 0,0
Chimaeras Copper [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Okładka książki Orcs Opal [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Ocena 0,0
Orcs Opal [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Okładka książki Mouvars Magic [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Ocena 0,0
Mouvars Magic [Dramatized Adaptation] Piers Anthony, Robert E. Margroff
Piers Anthony
Piers Anthony
Piers Anthony właśc. Piers Anthony Dillingham Jacob (ur. 6 sierpnia 1934 w Oksfordzie, Wielka Brytania) – amerykański pisarz science fiction i fantasy, tworzy przede wszystkim cykle powieściowe. Najbardziej znany jest cykl Xanth, który liczy obecnie 33 tomy. Jest również autorem powieści napisanej na podstawie filmu Pamięć absolutna, z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Merlin Stephen R. Lawhead
Merlin
Stephen R. Lawhead
Stwierdzam, że Lawhead jest trochę jak Cornwell, tylko z przeciwnym znakiem ideologicznym. Linia fabularna "Merlina" nie jest najmocniejsza i rozpada się na epizody, z których najciekawsze jest długie szaleństwo bohatera oraz sama końcówka, kiedy wreszcie docieramy do rdzenia legend arturiańskich jako takich, czyli historii poczęcia i narodzin Artura. Interesujący jest także epizod z pobytem Merlina u małego, parającego się czarami Ludu Wzgórz, choć niestety za dużo z niego nie wynika dla dalszej części fabuły (kontynuując porównanie zaczęte w recenzji "Taliesina", ośmielę się na marginesie zauważyć, że przedstawienie Ludu Wzgórz to kolejna rzecz, którą Lawhead zrobił lepiej niż Bradley, prezentując tę starą rasę z szacunkiem, choć niebezkrytycznie). Spośród postaci najciekawiej wypada chyba Igerna, bardzo młoda i osamotniona, Uter - rozdarty między wiernością bratu, uczuciem i własną ambicją, no i sam Merlin, łączyć mądrość znaną już poganom z wiarą chrześcijańską. Morgiana, kreowana na wielką antagonistkę, wypada blado, bo jest po prostu wcieleniem zła pozbawionym wyrazistych motywacji, no i prawie się w całej książce nie pojawia. Swoją drogą, Lawhead nieźle wykorzystuje atlantydzkie pochodzenie bohaterów do wytłumaczenia ich długowieczności. Co najbardziej obciąża książkę, to - całkiem jak w "Taliesinie" - miałki smalltalk uprawiany przez postacie, przez który trzeba przebrnąć, żeby dotrzeć do tego, co ważne.
OZM - awatar OZM
ocenił na64 lata temu
Zobaczyć Lankmar i umrzeć Fritz Leiber
Zobaczyć Lankmar i umrzeć
Fritz Leiber
Wieloletnim miłośnikom fantastyki, a dokładniej fantasy, Fritza Leibera raczej nie trzeba przedstawiać, ale wiele osób, które z tym gatunkiem miało pobieżny kontakt, nie słyszało o tym autorze. Tymczasem to jeden z pionierów literatury spod znaku miecza i magii. Jego dwóch najważniejszych bohaterów – Fafryd (ang. Fafhrd) i Szary Kocur (ang. Gray Mouser) – po raz pierwszy pojawiło się w sierpniu 1939 r. w magazynie „Unknown” w opowiadaniu „Two Sought Adventure” (dzisiaj znanym jako „The Jewels In The Forest”, u nas zaś jako „Klejnoty w lesie”),a więc zaledwie dwa lata po tym, jak J.R.R. Tolkien wyciągnął z nory Bilbo Bagginsa i wydelegował go w niebezpieczną wyprawę na wschód. Zestawienie z „Hobbitem” jest dość istotne, bo choć jego główny bohater został zatrudniony przez krasnoludów jako włamywacz i de facto złodziej, to sama powieść ma baśniowy charakter i uznawana jest za utwór dla dzieci (jasne!),tymczasem w Leiberowskim świecie awanturników i złodziei, Nehwon, dobro i zło są mniej uchwytne, czy też może należałoby powiedzieć – zło jest łatwo uchwytne, a żeby znaleźć dobro, trzeba się porządnie napocić. W Polsce cykl przygód Fafryda i Szarego Kocura wydał w sześciu tomach Solaris. Omawiane tu „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, pierwsze z serii, jest połączeniem dwóch angielskich zbiorów: „Swords and Deviltry” (1970) i „Swords Against Death” (1970),w których znajdowało się 13 opowiadań i autorska przedmowa. Znaną przestrogę „nie oceniaj książki po okładce” można ilustrować przykładem polskiego wydania pierwszego tomu. Wygenerowana grafika przywodzi na myśl gry komputerowe z przełomu wieków i zwiastuje raczej trywialną rozrywkę. W istocie jest inaczej, bo choć dzisiaj – z perspektywy lat – koncept dwóch wolnych duchów, różniących się charakterem i wyglądem, wędrujących przez świat i wychodzących cało z każdej opresji może wydawać się wtórny i banalny, to jednak właśnie Leiber był pionierem tego typu fantastyki, co więcej, jest jeszcze strona formalna, świadcząca o całkiem sporym talencie pisarskim. Naturalnie ocenianie strony formalnej na podstawie przekładu nie daje stuprocentowej gwarancji słuszności, ale zamaszysty, barwny styl to raczej nie inwencja tłumacza. Wśród 13 opowiadań znajdujemy origin stories bohaterów („Kobiety ze śnieżnego klanu” i „Jądro nienawiści”),o wiele bardziej „psychologiczne” od pozostałych, poniekąd traktujące o dojrzewaniu Fafryda i Szarego Kocura, następnie mamy zaś tytułowe „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, w którym obaj mężczyźni po raz pierwszy się spotykają i zawiązują przyjaźń, w czym niebagatelną rolę odgrywa traumatyczne, formujące ich na lata doświadczenie. W kolejnym opowiadaniu, krótkim „Zaklętym kole”, gdzie wyruszają razem w świat, możemy przeczytać następujące słowa, całkiem zgrabnie ujmujące charakter dwójki bohaterów i szerzej – samych opowiadań: „Doszły im nowe blizny i kwalifikacje, mieli więcej litości i zrozumienia dla ludzi. Brali świat na pół poważnie, ale też potrafili pokłonić się przed jego tajemnicami. Wewnętrzne udręki czasem kwitowali śmiechem, a czasem nieprzeniknioną miną. Fafryd skrywał w sobie barbarzyńską naturę, Kocur – podłe pochodzenie. Na zewnątrz bywali weseli, beztroscy i zrównoważeni, lecz serca nadal krwawiły, duchy Wlany i Iwrian nawiedzały ich w snach i na jawie. Nie utrzymywali więc zażyłych stosunków z kobietami, bo już te powierzchowne przynosiły im więcej zgryzoty niż radości. Ich przyjaźń stała się twarda jak skała, silna jak żelazo, lecz woleli się zamykać przed innymi ludźmi. Jeśli mowa o nastrojach, to najczęściej popadali w melancholię, którą nieraz ukrywali nawet przed sobą nawzajem”*. Niektórzy zarzucają Leiberowi, że poza origin stories bohaterowie ulegają petryfikacji – że już nie ewoluują. Nie wiem, jak wygląda to w kolejnych tomach, mogę oceniać tylko na podstawie tego, niemniej za kluczowe uznaję wydarzenie z „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, które Fafryda i Szarego Kocura pozostawia w stanie półdojrzałości. To, co wyprowadziło ich bowiem w stronę dorosłości w origin stories, zostało im nagle odebrane na wczesnym etapie życia i koniec końców nie pozwoliło się w pełni uformować, stąd awanturnictwo i nonszalancja, stąd też pewna prostolinijność obu postaci i nieustanna pogoń za przygodą w późniejszych opowiadaniach. A w tych, jak napisałem, co prawda rozwiązania mają podobny schemat (jeden ratuje drugiego, a walki mają dość oczywisty finał),ale sam opis historii, a także kreacje miejsc i antagonistów mają swój urok, są plastyczne i intrygujące. Leiber umiał też połączyć zawadiactwo i dezynwolturę bohaterów z delikatną aurą dekadencji i melancholii – bo chociaż Newhon to świat występny, rozpustny i pełen egoizmu, to zło nie jest ukazane w sposób naturalistyczny (mimo że makabra jest obecna),ale raczej bliski powieści łotrzykowskiej. To, a także wspomniany barwny język, sprawia, że znaczenie Leibera nie ogranicza się do dzierżenia palmy pierwszeństwa w ramach gatunku, a jego opowiadania wykraczają poza „generyczne” fantasy. * F. Leiber, „Zaklęte koło” [w:] „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, tłum. D. Kopociński, Olsztyn 2004, s. 209.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na92 lata temu
Księżyc Łowcy Poul Anderson
Księżyc Łowcy
Poul Anderson
Nawet mniej udana twórczość Poula Andersona jest dobra :) Jak więc wypadają jego naprawdę udane historie? O tym łatwo się przekonać, sięgając po “Księżyc Łowcy”. Tomik zawiera w sobie dwa naprawdę świetne opowiadanka: tytułowy “Księżyc łowcy” oraz “Pod postacią ciała”. Obie historie przedstawiają losy ludzkich ekspedycji na obcych planetach. Bohaterowie, członkowie tychże ekspedycji, próbują rozwikłać tajemnice zachowań rdzennych mieszkańców badanych światów. W pierwszym opowiadaniu tubylcy, to dwie rasy obcych, które prowadzą między sobą krwawe walki. W drugim, to starożytna ludzka kolonia, która straciła kontakt z resztą wszechświata, i przez setki lat, technologicznie i mentalnie cofnęła się do etapu wczesnego średniowiecza. Nie powiem za dużo o samej fabule, w przypadku tak krótkich dzieł, ciężko jest ująć coś konkretnego bez zahaczenia o spoilerowanie ;) Nadmienię tylko, że ramy fabularne są w obu opowiadaniach dość podobne, szczególnie widoczne jest to przy rozwiązaniach akcji. Według mnie w “Księżycu łowcy” zakończenie wypada lepiej, ale nie znaczy to w żadnym wypadku, że “Pod postacią ciała” jest gorszym fabularnie opowiadaniem. Jeżeli chodzi o inne aspekty opowiadań, to w obu przypadkach również wszystko wypada bardzo pozytywnie. Postaci, jak to u Andersona, są bardzo ciekawie zarysowane. Nawet w tak krótkiej formie autor jest w stanie nadać bohaterom, również pobocznym, sporo głębi i interesujących, spójnych cech charakteru. Równie wyraziście wypadają przedstawiciele “obcych” ras, szczególnie w “Księżycu łowcy” czytelnik ma możliwość zapoznania się z dość ciekawymi osobnikami. Światy przedstawione, także typowo jak na tego autora, wykreowane są fenomenalnie. Na raptem kilkudziesięciu stronach, Anderson stworzył dwa genialne tła fabularne, które mogłby spokojnie służyć jako podkład do długaśnych sag SF. W “Pod postacią ciała” świat charakteryzuje przede wszystkim jego historia, to dawne wydarzenia na skalę galaktyczną spowodowały, że rzeczy mają się tak a nie inaczej. W “Księżycu łowcy” natomiast, autor aby stworzyć interesujący, obcy świat, uczynił nietypową jego geografię, zaczynając od tego, że akcja dzieje się tak naprawdę nie na obcej planecie, a na jednym z jej księżyców. Fanom gatunku, nie muszę chyba polecać pana Andersona, ale może ktoś jeszcze (tak jak ja),nie miał okazji przeczytać tego skromnego rozmiarem tomiku. Jeżeli tak się sprawy mają to polecam jak najszybciej nadrobić bo zawartość tej książeczki jest po prostu świetna. “Księżyc Łowcy” oferuje po prostu przyjemną lekturę, pozwalającą na jeden wieczór przenieść się do innych, fantastycznych światów. Dodam jeszcze, że tak jak w rodzimym wydaniu “Królowej powietrza i Mroku” tego samego autora, tak i tutaj, książeczka wzbogacona jest o bardzo klimatyczne ilustracje Tadeusza Łuczejko. W skali od jednego Ouranida do dziesięciu, daję siedem Ouranidów!
PsychedelicWarlord - awatar PsychedelicWarlord
ocenił na73 lata temu
Królowa powietrza i mroku Poul Anderson
Królowa powietrza i mroku
Poul Anderson
Królowa powietrza i mroku to nazwa, stworzona przez brytyjskiego poetę A. E. Housmana. Tematem krótkiego wiersza, który zawiera ten zwrot jet upadek czarownicy, która przed śmiercią rzuca klątwę na swego zabójce. Jakieś 20 lat po wydaniu wiersza, inny autor, T. H. White, tytułuje tak swą nową powieść, kontynuację klasycznego już "Miecza w Kamieniu". Jest to oczywiście drugi tom wydanej również w Polsce i polecanej sagi "był sobie raz i na zawsze król", opowiadającej o dziejach króla artura i czarodzieja merlina (tak ogólnie mówiąc...). Świadomy czytelnik, sięgając po omawianą tu nowelę, a właściwie opowiadanie, autorstwa Poula Andersona, również zatytuowane "królowa powietrza i mroku", może więc spodziewać się motywów związanych z legendami i folklorem z wysp brytyjskich. I faktycznie mocny klimat folkloru, wprawdzie nie brytyjskiego a bardziej związanego z wierzeniami dawnych ludów skandynawskich. Można to odczuć już na początku tej historii, gdzie czytelnik jest świadkiem jak w dośc baśniowe miejsce, istota fantastyczna przynosi porwane ludzkie dziecko. Już dawni skandynawowie wierzyli, że świat wróżek i elfów, który istnieje gdzieś niedalko lecz poza wzrokiem zwykłego człowieka, zamieszkują istoty które, porywają dzieci i wychowują je w swej zaczarowanej krainie. Dokładnie ten motyw, jest użyty w innej (bardzo dobrej zresztą) powieści fantasy Andersona, a mianowicie w "zaklętym mieczu". Tutaj nie mamy jednak doczynienia z fantasy, ponieważ ofiara porwania jest synkiem kobiety zamieszkującej pobliskie tereny pełne zaawansowanej technologi a której przodkowie przybyli na tę planete w charakterze kolonizatorów. Tak zaczyna się historia, w której autor bardzo zręcznie miesza świat legend i mitów ze światem twardego science fiction. Choć opowiadanie nie jest zbyt długie, zawiera w sobie tyle treści, że niejeden współczesny pisarz SF, zrobiłby z tego wielotomową sagę ;) Niestety przez to nie mogę napisać za dużo, gdyż wolałbym nie zdradzać szczegółów fabuły :) Tekst czyta sie szybko, opisy są bardzo barwne i przyjemnie nadają kolorytu opisywanemu światowi, który choć zupełnie obcy, jest wiarygodny i spójny. Postaci nie są specjalnie rozwinięte, nie ma na to miejsca i szczerze mówiąc, nie jest to w tej opowieści potrzebne. Dlatego bohaterowie są dość szablonowi i możliwe, że nie z przypadku, gdyż pojawia się tu motyw archetypów, tkwiących w psychice każdego człowieka. Tak, tak, autor częstuje czytelnika delikatną próbką jungowskiej psychologii :) Anderson też trafnie pokazuje to, że mamy tu do czynienia z ludzmi, którzy żyją w innym świecie niż nasza Ziemia. Do tego zostali oni odcięci od swych korzeni, z powodu ograniczonych możliwości lotów międzygwiezdnych. Ich sposób myślenia i kultura jest inna niż u nas. Jasne, nie jest to unikatowe spojrzenie, wielu autorów SF porusza takie tematy, jednak zawsze miło zobaczyć to zagadnienie dobrze wprowadzone w historię, która od razu zyskuje na wiarygodności. Inny ciekawy aspekt opowiadania to zilustrowanie jak wykorzystując wiarę i zabobony ofiar można sprytnie prowadzić bezkrawawe podboje . Nic nie sprawdza się tak dobrze jak manipulacja tym w co wierzą ludzie i obrócenie tego przeciwko nim tak, że nawet sami tego nie zauważają :> A wynikiem oczywiście jest poddanie się "zdobywcy", często z radością. Jednak kto jest tu prawdziwym agresorem a kto ofiarą, nie jest wcale takie jednoznaczne. Jeszcze mała lekko offtopowa ciekawostka. Choć to w żaden sposób nie wpłynęło na moją ocenę samej historii, wewnątrz mojego zeszytowego wydania, znajdują się ilustracje stworzone przez pana Tadeusza Łuczejko. Okładka najwyraźniej też jest jego dziełem. Nastrojowe dzieła nadają całości przyjemny klimat, mają w sobie nutkę surowości i o ile się choć odrobinkę na tym znam to na moje oko wykonane gwaszem lub temperą. Pan Łuczejko zreszta to bardzo ciekawa postać, oprócz tego, że to uznany malarz jest równierz muzykiem, współzałożycielem min. projektu ambientowo/synthowego Aquavoice. Taki styl muzyczny nie był nigdy specjalnie popularny, ale ostatnio jego nowe wcielenie tzw Dungeon Synth w pewnych kręgach robi się dość znane :) Chcącym dowiedzieć się więcej polecam poszperac w internetach. Wracjąc do opowiadania, wystawiam solidnych siedmiu Roześmianych, Rozśpiewanych i Tańczących Poddanych Dworzan Królowej Powietrza i Mroku na dziesięć
PsychedelicWarlord - awatar PsychedelicWarlord
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki Demony nie drzemią

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Demony nie drzemią