Notatki myśliwskie z Afryki. Somali

Okładka książki Notatki myśliwskie z Afryki. Somali autora Józef Mikołaj Potocki, 9788375063295
Okładka książki Notatki myśliwskie z Afryki. Somali
Józef Mikołaj Potocki Wydawnictwo: Zysk i S-ka Seria: Podróże retro literatura podróżnicza
269 str. 4 godz. 29 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Podróże retro
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
269
Czas czytania
4 godz. 29 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375063295
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Notatki myśliwskie z Afryki. Somali w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Notatki myśliwskie z Afryki. Somali

Średnia ocen
7,0 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Notatki myśliwskie z Afryki. Somali

avatar
2120
2120

Na półkach:

Idiotyzmem jest przypisywanie wartości moralnych i etycznych ludzi z XIX w, ludziom z XXIw. Nawet współcześnie kontrolowany odstrzał jest konieczny, głuptakom i nawiedzonym nie będę tłumaczył, dlaczego. Jedyne co może faktycznie oburzać, to to, że mało kogo z nas stać by było na taki wyjazd. Świetna książka, polecam.

Idiotyzmem jest przypisywanie wartości moralnych i etycznych ludzi z XIX w, ludziom z XXIw. Nawet współcześnie kontrolowany odstrzał jest konieczny, głuptakom i nawiedzonym nie będę tłumaczył, dlaczego. Jedyne co może faktycznie oburzać, to to, że mało kogo z nas stać by było na taki wyjazd. Świetna książka, polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
697
697

Na półkach:

Jest to dokument. 7 lwów, 8 nosorożców, kilka słoni. Drobizny nie liczę. Najlepszy moment jest wtedy, gdy szlachetny myśliwy (sam siebie zaliczający do sportsmenów) strzela do samicy nosorożca, która dopiero co urodziła młode. Piękne wydanie i ilustracje ze świetną mapą-wklejką na końcu. Święty Hubercie ? Święty Awentynie z Troyes ! Można nie czytać ... Jest to jednak dokument. Napisane dobrze.

Jest to dokument. 7 lwów, 8 nosorożców, kilka słoni. Drobizny nie liczę. Najlepszy moment jest wtedy, gdy szlachetny myśliwy (sam siebie zaliczający do sportsmenów) strzela do samicy nosorożca, która dopiero co urodziła młode. Piękne wydanie i ilustracje ze świetną mapą-wklejką na końcu. Święty Hubercie ? Święty Awentynie z Troyes ! Można nie czytać ... Jest to jednak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
420
27

Na półkach: ,

W pełni zgadzam się z opinią Emmy. Sam nie ująłbym tego lepiej. Niekiedy wpadałem w złość i myślałem, że sam zapolowałbym na wielkiego hrabiego. Książka typowo dla fanatyków myślistwa. Właściwie oprócz relacji z polowań, nie ma tu wiele opisów przyrody i kraju. Tylko tyle, aby nakreślić ogólnie jak wyglądał Somaliland. Dla podkreślenia bezsensu tych polowań przytoczę, że przez ponad dwa miesiące zabito mnóstwo zwierząt w tym: siedem lwów, trzy słonie, osiem nosorożców, pięć lampartów i prawie dwie setki antylop i innych zwierzaków. I dziwota, że niektórych z nich właściwie nie ma już na świecie.

Mimo wszystko polecam dla rozszerzenia horyzontów.

W pełni zgadzam się z opinią Emmy. Sam nie ująłbym tego lepiej. Niekiedy wpadałem w złość i myślałem, że sam zapolowałbym na wielkiego hrabiego. Książka typowo dla fanatyków myślistwa. Właściwie oprócz relacji z polowań, nie ma tu wiele opisów przyrody i kraju. Tylko tyle, aby nakreślić ogólnie jak wyglądał Somaliland. Dla podkreślenia bezsensu tych polowań przytoczę, że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

78 użytkowników ma tytuł Notatki myśliwskie z Afryki. Somali na półkach głównych
  • 41
  • 37
36 użytkowników ma tytuł Notatki myśliwskie z Afryki. Somali na półkach dodatkowych
  • 25
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Józef Mikołaj Potocki
Józef Mikołaj Potocki
Polski ziemianin, podróżnik, kolekcjoner książek, poseł do rosyjskiej Dumy Państwowej, myśliwy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Padre, strzelba, różaniec i koń Jerzy Pecold
Padre, strzelba, różaniec i koń
Jerzy Pecold
Autor książki - Jerzy Pecold, czyli tytułowy Padre - jest magistrem teologii moralnej, absolwentem KUL-u. Z wyuczonego zawodu - masarz rzeźnik, z powołania - ksiądz misjonarz (jakkolwiek zabawnie to brzmi). W Ameryce Południowej mieszka od ponad dwudziestu pięciu lat, tam służy ludziom, Bogu i rozwija swoje literackie zdolności - bo chociaż ta książka jest jego debiutem, to na swoim koncie ma już sporo wierszy - których przykłady poznać możemy sięgając po niniejszą pozycję. Chociaż w tekście wyczuwamy głęboką duchowość, wrażliwość i silne powołanie do służby bliźniemu, to ksiądz Jerzy daje się poznać raczej jako zwykły (chociaż jakże NIEZWYKŁY) człowiek z krwi i kości - ze swymi wadami, niepewnościami, strachem, obrzydzeniem, ale i humorem oraz ogromnym dystansem do siebie i świata. Kiedy x Jerzy trafia do parafii w głębi zielonego raju - lub jak mówią inni - zielonego piekła, zderza się z zupełnie nową rzeczywistością. Nowy i egzotyczny świat zmusił duchownego do odbycia przyspieszonej lekcji biologii - flora i fauna w podobnym stopniu zachwyca, co bywa śmiertelnie niebezpieczna. Jedna z historii opowiadanych przez autora, dotyczy jego południowej drzemki, która kończy się bliskim spotkaniem - oko w oko (a raczej oko w... język) z wężem. Opis ten - chociaż bardzo krótki, jest tak szczery i rozbrajający, że rozbawi nawet największego ponuraka. Z każdego zdania płynie bezbrzeżne uwielbienie dla Boga i zachwyt nad Jego dziełami, zapierającą dech w piersiach urodą natury. Od wioski do wioski prowadzą niemalże niewidoczne ścieżki, życie płynie tam jednostajnie i monotonnie. Ale książka to nie tylko opisy niesamowitej natury, która tak bardzo zauroczyła księdza. Głównymi bohaterami są tu ludzie wśród których pełni posługę. Niejednokrotnie x Jerzy Pecold wyciągał dłoń do tych, którzy przestali już interesować kogokolwiek - wysłuchiwał ignorowanych i zepchniętych na margines, starych i schorowanych. Parafianie z Ekwadoru czy Wenezueli to zupełnie inny typ człowieka, niż ten który znamy z naszych osiedli i sąsiedztwa. To ludzie prości, niezwykle żywiołowi - słowo "egzotyczni" oddaje tu chyba całe niezrozumienie, odmienność i jednocześnie fascynację jaką odczuwamy wobec obcych i w tym miejscu pasuje ono idealnie. Indianie żyją własnym życiem, nie w każdym domu znajdzie się miejsce dla chrześcijańskiego misjonarza - pamiętajmy również, że tereny te są polem działania baronów narkotykowych, handlarzy i przemytników. Do tego dodajmy niebezpieczne zwierzęta, trujące rośliny i insekty przenoszące choroby - Ameryka Południowa może być bardzo ciężkim kawałkiem chleba, dla człowieka rzuconego w jej głąb z serca Europy. Dodatkowo wioski często nawiedzają trzęsienia ziemi i epidemie cholery. Sam x Jerzy wielokrotnie przechodził ciężkie choroby - tyfus czy żółtą febrę - podczas której dosłownie czuł zbliżającą się śmierć. Praca misjonarza wśród Indian, to często długie godziny samotnych wędrówek, noce przy ognisku, ciężka praca fizyczna i niezwykłe obciążenie psychiczne, próby pogodzenia służby pomiędzy nienawidzącymi się wzajemnie plemionami i wielokrotne narażanie zdrowia i życia. Charakteryzując Padre - strzelba, różaniec i koń w jednym zdaniu, można powiedzieć: to wciągająca książka podróżnicza, która wyszła spod ręki żądnego przygód misjonarza - poety. Biblioteka Poznaj Świat ma szczególne miejsce w moim sercu i na mojej półce - uwielbiam książki podróżnicze, a pozycje tej serii są nie tylko ciekawe, mądre i szalenie wciągające, ale też wspaniale wydane. Zdjęcia którymi te książki są dosłownie wypełnione po same brzegi (grzbiety!),zachwycają swoimi barwami, ostrością i świetną jakością.
margoz - awatar margoz
ocenił na88 lat temu
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I Tadeusz Perkitny
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I
Tadeusz Perkitny
Prawie sto lat temu dwóch młodych absolwentów poznańskiego uniwersytetu wyruszyło w podróż dookoła świata. Bez lotów, rezerwacji w hotelach, GPS-ów, translatorów i kart kredytowych. Na koszty życia i przemieszczania się musieli zarobić. Dzięki temu poznali i widzieli więcej i mieli czas to przemyśleć. Nocowali nierzadko „pod chmurką” czy w międzypokładzie czwartej klasy. Ale za to stykali się z prawdziwym życiem tych na dole drabiny społecznej, którzy okazali im wiele pomocy i sympatii. Kierunek nietypowy – od północy, poprzez zachód i południowy zachód. Z mnóstwem spotkań z rodakami, z których najciekawsze miały miejsce w … Brazylii. Lasy i morze, step (pampa) i góry, zima w Skandynawii i upał w Dakarze. Wszystkiego po trochu. I dużo przygód, odwagi i wytrzymałości oraz odporności na przeciwieństwa losu. Styl opowieści jest niezbyt literacki, ale za to bardziej gawędziarski. Humor ironiczny, nawet tam, gdzie pewne figury występują w nadmiarze. Ciekawostką jest słownictwo, częściowo archaiczne, np. słowo „kumoter”, dziś kompletnie nigdzie nie stosowane. Za to wszystko przebija fabuła – pełna przygód i zmienności „okoliczności przyrody” i ludzkiego losu. Do tego niszczy stereotypy. Bohaterowie (autor i jego przyjaciel) są z Wielkopolski, ale podróż nie posiada ani planu (brak organizacji) ani celów ekonomiczno-zarobkowych. Wręcz przeciwnie – młodzi ludzie wykazują się fantazją, romantyzmem i niesamowitą pomysłowością oraz humorem. Nic ich nie zniechęca ani nie deprymuje. Żadna praca im nie straszna, by zrealizować swoje marzenie. Na nikogo nie patrzą z góry, nawet, jeśli stosują słowa, których dziś nie wypada używać („Murzyn”),a które 100 lat temu nie miały żadnego negatywnego zabarwienia. Do tego fascynujące opisy trzech krajów północnej Europy, ówczesnej afrykańskiej kolonii jednego z nich oraz trzech państw Ameryki Południowej. Bardzo ciekawe są porównania emigrantów z Polski i półwyspu iberyjskiego oraz opisy naszych rodaków w Brazylii i Argentynie. Jednym słowem geograficzno-przygodowa gratka retro o prawdziwych podróżnikach, pełnych zapału, o szerokim spojrzeniu i horyzontach. Przeczytane w ramach czerwcowego wyzwania – książka z motywem podróży.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na81 rok temu
El Dorado. Polowanie na legendę Andrzej Kapłanek
El Dorado. Polowanie na legendę
Andrzej Kapłanek Jacek Pałkiewicz
W peruwiańskim rytmie Kiedy wzięłam do ręki książkę Jacka Pałkiewicza i Andrzeja Kapłanka „El Dorado Polowanie na legendę”, najpierw poczułam jej ciężar. Liczba stron nie przerażała, bo tylko 440, ale papier, na którym ja wydrukowano twardy, chyba tzw. „kredowy cieńszy”. Strony były śliskie i nie gniotły się. W sumie podczas czytania trudno było książkę utrzymać w dłoniach. Musiała leżeć. Ten fakt informował czytelnika, że nie ma do czynienia z czytadłem, ale starannie wydaną literaturą. Okazała się być literaturą faktu, mówiąc dzisiejszym językiem, non - fiction ze sporą dawką historii, wzbogaconą o zdjęcia. Pierwszy rozdział przeniósł mnie do Peru, do dżungli amazońskiej i ponoć najniebezpieczniejszego, żyjącego z dala od cywilizacji, plemienia Indian południowoamerykańskich Cuapacoris. Drugi wprowadza w tajniki wyprawy grupy białasów – odnalezienie Paititi, legendarnego miasta pełnego złota. Zapachniało mi dzieciństwem. Tematyka i styl opisywania przypomniał mi moją fascynację opowieściami Arkadego Fiedlera. Wchłaniałam je w starszych klasach podstawówki. Różniły się od popularnego również wówczas „Tomka” ( cykl powieści Alfreda Szklarskiego) tym, że były autentycznymi relacjami z autentycznych wypraw na odległe kontynenty. O ile jednak Fiedler skupiał się na relacji jemu współczesnej, to autorzy „El Dorado…” przenoszą czytelnika w czas przeszły. Zostawiamy więc ich z niebezpiecznymi tubylcami, którzy krzywdy nie robią i zaczynamy czytać o historii Peru, przygotowaniach do wielkiej wyprawy w głąb terytorium, gdzie nie stanęła jeszcze noga białego człowieka i paru przygodach erotycznych. Część recenzentów książki czyni z tego zarzut. Widocznie jak ja, wychowani na Fiedlerze. Mnie to nie przeszkadzało. Oczywiście czekałam na dalszy opis wyprawy, ale z zainteresowaniem przeczytałam o, w sumie nieznanym mi państwie, historii Peru, podbojach dokonanych przez klan Pizzaro, Machu Picchu, chrystianizacji i wprowadzaniu cywilizacji, tam gdzie praktycznie nikt tego nie chciał. Narracja historyczna prowadzona w sposób epicki, czyli dość swobodny sprzyjała mi w zagłębianiu, czasami przypominaniu sobie historii odległego i jakże jeszcze do dziś tajemniczego peruwiańskiego świata. Do tego oglądamy dużą ilość zdjęć obrazujących ową historię, wśród nich znaleziony w 2002 roku rękopis jezuitów potwierdzający istnienie Paititi. Oprócz opowieści z dawnych lat, czytelnik śledzi przygotowania do wyprawy w głąb lądu, dostaje nawet listę niezbędnych rzeczy do zabrania. Potem oczywiści wracamy na szlak wędrowców i … spojlera nie będzie. Książkę czyta się dość przyjemnie, o ile położymy ja sobie na kolana, bo o jej ciężarze już pisałam. Nie jest rewelacją, ale według mnie nie zasługuje również na negatywną opinię. Fajnie, że autorzy zebrali do przysłowiowej kupy peruwiańską historię. Czy dobrze, że wzbogacili ją o swoje przeżycia z gatunku erotycznego? Sprawa gustu. W końcu Joanna Szczepkowska w swym słynnym monodramie „Goła baba” wyznała, że każdy czeka najpierw na gołą babę, a potem na wzniosłe idee…
gks - awatar gks
ocenił na610 miesięcy temu
Cisza Stefan Czerniecki
Cisza
Stefan Czerniecki
OCENA - 9/10 WYBITNA Znakomita książka podróżnicza o charakterze poznawczym. Autor „CISZY” Stefan Czerniecki, zabiera nas w egzotyczną wyprawę w głąb Ameryki Południowej a konkretnie do Peru i Ekwadoru. Dzięki tej relacji przeżyjemy wielką przygodę bez wychodzenia z domu. Będziemy wędrować po Limie stolicy Peru, która wyłania się jako miasto brzydkie i mało apetyczne. Lima to przysiółek biedoty, rozpadających się kamienic i zdezelowanych ulic. Na szczęście nie cała Lima jest taka. Dzielnica Miraflores dla odmiany jest enklawą bogactwa innymi słowy miasto dużych kontrastów. Odwiedzimy Cruz del Condor w którym usłyszmy przeraźliwy piskliwy jazgot, a chwilę później naszym oczom ukaże się kondor wielkie ptaszysko lawirujące w poszukiwaniu ciepłych prądów wstępujących. Dalej przed nami Białe Miasto - Arequipa mówią, że to bez wątpienia jedno z najpiękniejszych peruwiańskich miast pokolonialnej zabudowie w której triumf świecą wszelkiego rodzaju krużganki i zamknięte dziedzińce, pełno tu domków z białego wulkanicznego tufu. Odwiedzimy Puno niewielką mieścinę ulokowaną nad samym brzegiem największego jeziora Ameryki Łacińskiej - Titicaca, które owiane jest nutą tajemniczości. Słowo klucz, gdy mówimy o Titicaca, bowiem dotyczy to wielu aspektów od geologii po archeologię oraz patrząc na zbiór legend, wierzeń i mitów. Będziemy przemierzać targi, wąskie uliczki, place, parki, zajadać się rodzimymi specjałami, rozmawiać z tubylcami wysłuchując ich historii oraz przyglądać się w co są odziani czyli wyszukanej modzie, która łączy tradycje z nowoczesnością, czy regionalizm z awangardą. Spotkamy Indian z plemienia Uru, a dokładniej pana Antonio, który uległ nowoczesności i nie żyje zgodnie z tradycją przodków. Wyruszymy do Machu Picchu jednego z siedmiu cudów świata. Zajrzymy do Cuzco, które było stolicą Państwa Inków, powiadają, że to najsłynniejsze i najpiękniejsze miasto w całym Peru, czy tak jest rzeczywiście? No właśnie!!!. Postawimy nogę w Andach, najdłuższej górskiej ścianie świata, bowiem pasmo to rozciąga się na długości blisko 9000 kilometrów. Andy są majestatyczne i różnorodne, np. pokrywa je bujna zieleń ale również przybierają lodowcowe formy, poskręcane, z bajkowymi pióropuszami, ze wspaniałymi śnieżnymi wyżłobieniami. Ale to nie wszystko są piękne dla oka, cechuje je bowiem ciepła gama kolorów, kalejdoskop purpury, czerwieni i brązu. Ponadto Patagońskie Andy kuszą przybyszów niezwykłymi skalnymi grzebieniami, zębami wyrastającymi tak nagle z przeogromnej równinnej przestrzeni pampy. Andy są po prostu magiczne i fascynujące nie można temu zaprzeczyć. Dalej wdrapiemy się na dwa pasma górskie i rozpoczniemy bajeczną przygodę na Cordillera Blanca i Cordillera Huayhuash z pozoru mogłoby się wydawać, że to nic nadzwyczajnego, ale tak nie jest. Dlaczego? Otóż w pierwszym paśmie usłyszymy tytułową „CISZĘ” na tle przepięknych krajobrazów otoczeni szczytami pięcio i sześciotysięcznymi. Zaś w drugim przypomnimy sobie o Joe Simpsonie i jego książce „DOTKNIĘCIE PUSTKI”, który rozsławił do pasmo oraz szczyt Siula Grande (6344m) z którym stoczył walkę na śmierć i życie i wyszedł z niej zwycięsko choć był w dramatycznym położeniu. W końcu dobiegniemy do końca peruwiańskiej wycieczki i znajdziemy się w nadgranicznym Tumbes aby czmychnąć do Ekwadoru. Zapraszam do lektury po naprawdę warto. Przeczytałem tę książkę w ciągu jednego dnia bo była niezwykła, pełna pasji oraz miłości do podróżowania. Styl lekki, przystępny, wyczuwało się głód przygody, takie książki czyta się z prawdziwą przyjemnością. Oprócz ciekawego reporterskiego tekstu książka również oferuję galerię przepięknym kolorowych zdjęć, które były dopełnieniem tej ekscytującej lektury. Polecam. Pozdrawiam. Jack_
Jack_ Mc_sky - awatar Jack_ Mc_sky
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Notatki myśliwskie z Afryki. Somali

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Notatki myśliwskie z Afryki. Somali