Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów

Okładka książki Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów autorstwa Emil Zola
Okładka książki Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów autorstwa Emil Zola
Emil Zola Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Cykl: Rougon-Macquartowie (tom 1) literatura piękna
297 str. 4 godz. 57 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Rougon-Macquartowie (tom 1)
Tytuł oryginału:
La Fortune des Rougon
Data wydania:
1956-10-01
Data 1. wyd. pol.:
1956-10-01
Liczba stron:
297
Czas czytania
4 godz. 57 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Krystyna Dolatowska
Pierwszy tom cyklu Emila Zoli o losach rodziny Rougon-Macquartów.
Tytuły alternatywne: Wzniesienie się Rougonów, Początki fortuny Rougonów.
Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów



831 784

Oceny książki Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów

Średnia ocen
7,3 / 10
117 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów

avatar
25
5

Na półkach:

Obiecujący początek sagi w nurcie naturalizmu - rozbudowane charaktery, wartka akcja, intrygi, polityka, dramatyczny wątek miłosny. Zola stworzył bohaterów bardzo realistycznych, których zachowania są logiczną (a czasami emocjonalną, ale nadal zrozumiałą) konsekwencją ich doświadczeń życiowych. Wszystko ma swój powód, każdy z bohaterów ma swoje racje. Widoczne są podobieństwa między dziećmi a rodzicami, negatywne cechy oraz urazy są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Mieszają się ze sobą, tworzą nowe wersje charakterów złych, tchórzliwych, zawistnych. I tylko raz na jakiś czas, jakby w ramach mutacji, pojawia się bohater nieskażony prymitywnymi, ludzkimi żądzami.

Obiecujący początek sagi w nurcie naturalizmu - rozbudowane charaktery, wartka akcja, intrygi, polityka, dramatyczny wątek miłosny. Zola stworzył bohaterów bardzo realistycznych, których zachowania są logiczną (a czasami emocjonalną, ale nadal zrozumiałą) konsekwencją ich doświadczeń życiowych. Wszystko ma swój powód, każdy z bohaterów ma swoje racje. Widoczne są...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
172
161

Na półkach:

Nie jest to według mnie najlepsza część cyklu, ale jest oczywiście warta przeczytania.

Nie jest to według mnie najlepsza część cyklu, ale jest oczywiście warta przeczytania.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1126
580

Na półkach:

Świetnie napisana, wciągająca powieść. Dzieje rodziny, ale rodziny obrzydliwej, wstrętnej, obłudnej, chciwej, brat gotowy zabić brata byle tylko dostać z tego pieniądze i poprawić swoją reputację. Aż dziw, że w takiej rodzinie jest też uczciwy lekarz Paskal, jest młody, dobroduszny Sylweriusz, jest jego ukochana, wyszydzana przez wszystkich dobra, pracowita dziewczynka Mietta. A wszystko na tle rewolucyjnej Francji, w małym miasteczku Plasson. Polecam!
Jest to pierwsza książka z cyklu, zachwyciło mnie "W matni", tak mocno, że postanowiłam przeczytać cały cykl od początku. Dawno nie obcowałam z tak dobra literaturą.

Świetnie napisana, wciągająca powieść. Dzieje rodziny, ale rodziny obrzydliwej, wstrętnej, obłudnej, chciwej, brat gotowy zabić brata byle tylko dostać z tego pieniądze i poprawić swoją reputację. Aż dziw, że w takiej rodzinie jest też uczciwy lekarz Paskal, jest młody, dobroduszny Sylweriusz, jest jego ukochana, wyszydzana przez wszystkich dobra, pracowita dziewczynka...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

432 użytkowników ma tytuł Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów na półkach głównych
  • 276
  • 152
  • 4
65 użytkowników ma tytuł Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów na półkach dodatkowych
  • 36
  • 8
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Opowiadania na tydzień. Część 4 Zygmunt Niedźwiecki, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Emil Zola, Jerzy Żuławski
Ocena 0,0
Opowiadania na tydzień. Część 4 Zygmunt Niedźwiecki, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Emil Zola, Jerzy Żuławski
Emil Zola
Emil Zola
Eseista, dziennikarz, krytyk sztuki, francuski pisarz, główny przedstawiciel naturalizmu. Jego wszystkie dzieła (opera omnia) zostały umieszczone w index librorum prohibitorum. Urodził się w rodzinie włoskiego inżyniera; wychowywał się i uczył w szkole średniej w Aix-en-Provence, razem ze sławnym później malarzem Paulem Cézanne’em. Od najmłodszych lat fascynował się literaturą romantyczną, przede wszystkim dramatami Wiktora Hugo. Po śmierci ojca sytuacja materialna jego rodziny dramatycznie się pogorszyła; Emil razem z matką przeniósł się do Paryża, gdzie imał się różnych zajęć i został wreszcie pracownikiem wydawnictwa Librairie Hachette. Zachęcony do podjęcia pracy literackiej, próbował początkowo swoich sił w dramacie – napisał Teresę Raquin i Spadkobierców pana Rabourdin. Utwory te nie zyskały jednak uznania odbiorców, w pierwszym przypadku z powodu przejaskrawionej atmosfery grozy w duchu przebrzmiałego już gotycyzmu, w drugim – z powodu zbyt ostrej krytyki stosunków panujących w burżuazyjnej rodzinie. Postanowił skupić się na tworzeniu powieści, które według jego zamysłu miały tworzyć jeden wielki cykl analizujący w sposób naukowy stosunki społeczne epoki II Cesarstwa. Tak powstał 20-tomowy cykl Rougon-Macquartowie. Historia naturalna i społeczna rodziny za Drugiego Cesarstwa opublikowany w latach 1871-1893. Przedstawia on rozległą panoramę francuskiego społeczeństwa i stanowi ważny dokument tamtych czasów. Cały cykl utrzymany był w duchu naturalizmu, którego podbudowę teoretyczną Zola przedstawił w studium Powieść eksperymentalna (Le roman expérimental, 1880). Mimo przedstawionych w tym studium założeń absolutnej obiektywności narratora i porzucenia romantycznego rozmachu w kreacji bohaterów i opisie miejsc, Zola zachował iście romantyczną wyobraźnię, która pozwalała mu kreślić fascynujące opisy najbardziej prozaicznych miejsc. Wnikliwe badania warunków życia robotników i chłopów oraz działalności Kościoła katolickiego we Francji wywołały u niego sympatie socjalistyczne i antyklerykalne. Te ostatnie widać wyraźnie w drugim cyklu powieściowym Zoli, trylogii Trzy miasta, w której poddał druzgocącej krytyce skomercjalizowany kult cudów i objawień, skostniałe i zamknięte wobec wiernych struktury hierarchii kościelnej, a wreszcie nieczułość Kościoła na problemy społeczno-polityczne. W konsekwencji jego książki zostały umieszczone na Indeksie ksiąg zakazanych. Pisarz wytykał także obojętność rządów Francji i Europy wobec ludobójstwa Ormian po masakrach dokonanych w sułtańskiej Turcji w latach 1894-1896. W artykułach poświęconych sztuce bronił malarzy impresjonistów przed krytyką zwolenników akademizmu. W 1898 zaangażował się w obronę francuskiego oficera niesłusznie oskarżonego o zdradę – Alfreda Dreyfusa, publikując na pierwszej stronie paryskiego dziennika „L’Aurore” artykuł J’Accuse…! (Oskarżam!). Miał on formę listu otwartego do prezydenta Félixa Faure i zawierał ostrą krytykę francuskiego rządu. Pisarz zarzucał władzom antysemityzm i niezgodne z prawem skazanie i uwięzienie Dreyfusa. Zmarł w 1902 na skutek zatrucia tlenkiem węgla. Okoliczności jego śmierci do dziś budzą poważne wątpliwości. Choć oficjalnie uznano zgon pisarza za nieszczęśliwy wypadek (wadliwa konstrukcja piecyka),istniały poważne przesłanki, że mogło być to morderstwo na tle politycznym. Rząd Trzeciej Republiki nie zaangażował się jednak zbytnio w wyjaśnienie tej sprawy. Jego twórczość wywarła znaczący wpływ na wielu powieściopisarzy XX wieku w Europie i w Stanach Zjednoczonych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów przeczytali również

Cichy Don. Tom 1 Michaił Szołochow
Cichy Don. Tom 1
Michaił Szołochow
Tom 4 Michaił Szołochow w roku 1934 zakończył pracę nad czwartym tomem „Cichego Donu”, jednak wg jego biografów zmuszony był do jego przeredagowania z uwagi na silne naciski ideologiczne. Ukazał się w ostateczności drukiem w latach 1937 – 1938 /część VII czwartego tomu/ i w roku 1940 /ostatnia, VIII część czwartego tomu/. To w tym ostatnim tomie tej pełnej rozmachu, epickiej powieści pojawia się najwięcej probolszewickich deklaracji, które we wcześniejszych tomach były ledwie zauważalne i być może to one spowodowały dyskusję o „teorii dwóch autorów” o której wspominałem przy opinii poprzednich tomów. W momencie publikacji „Cichego Donu” Michaił Szołochow uważany już był za człowieka, który z wątpiącego stał się zdecydowanym komunistą, popierającym wszystkie działania partii bolszewickiej co przysporzyło mu niezwykłą wręcz przychylność władz. W maju 1919 roku rusza natarcie Armii Ochotniczej i połączonych z nią zbuntowanym przeciwko bolszewikom oddziałów kozackich, które na jesieni poprzedniego roku zmuszone były ustąpić za Don. Cały region staje w ogniu. Walki toczą się ze zmiennym szczęściem aż do początków 1920 roku, kiedy to rozbite przez bolszewików oddziały wycofują się do Noworosyjska a stamtąd ewakuują się na Krym nie zajęty dotychczas przez Armię Czerwoną. Wydaje się, że los Kozaków jest już przesądzony, nowa władza zaczyna wprowadzać nowe porządki, lecz stanice i chutory kozackie stają ponownie do walki z bolszewikami. Los porozrzucał bohaterów w różne strony świata i stają po różnych stronach barykady. To walka na śmierć i życie, bezprawie i tortury. Czy Kozakom uda się zachować resztki niezależności? To niezwykła, epicka, pełna rozmachu powieść porównywana czasami z „Wojną i pokojem” Lwa Tołstoja, obejmująca okres od 1912 do wiosny 1923 roku. Bohaterowie Michaiła Szołochowa są świadkami i uczestnikami wydarzeń, które wstrząsnęły Rosją, zmieniły cały dotychczasowy porządek społeczny, stały się przyczyną wielu nieszczęść i tragedii. To zadziwiające jak Szołochowowi udało się znakomicie ukazać losy zwykłych ludzi, ich marzenia i plany, ludzkie namiętności na tle tej wielkiej Historii. W powieści odnajdziemy również całkiem sporo wątków autobiograficznych. W 1965 roku Michaił Szołochow otrzymał literacką Nagrodę Nobla za cyt. „siłę artystyczną i prawdziwość epopei o dońskim kozactwie w przełomowych dla Rosji czasach” i był jedynym pisarzem radzieckim, który nagrodę tą odebrał za zgodą władz ZSRR. Nadal znakomita i zachwycająca.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na82 miesiące temu
Kochanek lady Chatterley David Herbert Lawrence
Kochanek lady Chatterley
David Herbert Lawrence
Z rozmowy z wujkiem na temat życia i różnych jego dziwnych kolei zrodziła się inspiracja do przeczytania tej książki; zresztą wujek był na tyle miły, że podarował mi jej egzemplarz. Wyszło więc zupełnie naturalnie, że trafiła w moje ręce. I o tej naturalności chciałem napisać. Podzielam opinię wujka, który ceni tę klasyczną powieść za prawdę; prawdę emocjonalną, prawdę społeczną, prawdę historyczną - słowem, za poruszającą, życiową autentyczność. Prawda ta była, rzecz jasna, w swoich czasach kontrowersyjna, dzięki czemu powieść zyskała sobie miano wyprzedzającej je. Fabuła jest wyjątkowo prosta. Śledzimy losy Connie, młodej kobiety pochodzącej z artytycznej rodziny, która wychodzi za mąż za Clifforda, przyszłego lorda Chatterley'a, również młodego mężczyznę, któremu przydarza się to nieszczęście, że wyrusza na I Wojnę Światową i w wyniku odniesionych ran zostaje sparaliżowany od pasa w dół. Poza władzą w nogach, traci więc także zdolność spełniania zadań męża. Ten prosty punkt wyjścia, tragedia wojenna Clifforda, przy okazji staje się powodem narastającej frustracji Connie. Obserwujemy, jak w jej wyniku nawiązuje romantyczną relację z leśniczym młodego dziedzica, byłym wojskowym, unikającym ludzi Mellorsem. Równolegle śledzimy życie sparaliżowanego Clifforda, który w twórczości literackiej i zarządzaniu majątkiem odnajduje nowy sens życia. W swej istocie pozostaje jednak człowiekiem dogłębnie skrzywdzonym. Wszystko to Autor prezentuje posługując się pięknym, precyzyjnym językiem. To właśnie warstwa językowa zrobiła na mnie największe wrażenie - z jednym wyjątkiem, o czym później. Ogólnie jednak dawno nie zetknąłem się z taką wnikliwością, ogładą i wymownością literackiego stylu. A przy tym tak sprawnym zastosowaniem narratora wszystkowiedzącego, który w idealnych momentach na odpowiednią długość zaglądał do głów innych bohaterów. Dzięki temu, dzięki swobodzie łączenia scen, omijania wszystkiego, co zbędne, dzięki pewności siebie w wyrażaniu myśli, powracałem do tej lektury z największą przyjemnością. Choćby dla samej dyscypliny umysłu, którą musiał wykazywać się Autor, warto tę powieść poznać. Kolejną wartością dodaną jest ukazanie realiów społecznych epoki. Jak zwykle pasjonujące było dla mnie poznawanie mentalności, która panowała w czasach nie tak wcale nam odległych - mniej więcej sto lat temu. Sprawiało to dla mnie pewien intrygujący, lecz fascynujący dysonans - czytałem o ludziach, na których cieniem wciąż kładła się epoka wiktoriańska, a którzy jeździli już pierwszymi samochodami! To zderzenie - świata lordów, posiadaczy ziemskich, starej Anglii z epoką przemysłową przeżywającą schyłek swej pierwszej eksplozji (zamykanie kopalni z powodu niskiej rentowności),z rozwojem techniki, z łuną bolszewizmu ze wschodu - dawało wyjątkowy posmak czytania o rzeczach dawno minionych i niemal teraźniejszych. Tematy klasowe zdecydowanie zajmowały Lawrence'a. Z klasowością wiąże się jedyne moje zastrzeżenie do "Kochanka lady Chatterley". A konkretnie do mego niemal-imiennika, tłumacza. Czytałem tę książkę w tłumaczeniu Marcelego Tarnowskiego, który do ukazania gwarowego angielskiego posłużył się bardzo topornym, swobodnym zapisem gwary śląskiej. Z jednej strony więc Mellors - który odebrał wykształcenie - mówi zupełnie poprawnym językiem, a czasem, gdy mu przyjdzie taki kaprys, wyjątkowo ciężką gwarą. Może i nie miałbym z tym problemu, gdyby dysonans pomiędzy tymi dwoma głosami tego samego bohatera nie był tak bardzo wyolbrzymiony i rażący. Ale nawet i to zostaje w moich oczach częściowo usprawiedliwione, w bardzo uroczej i zabawnej scenie, kiedy Connie także próbuje mówić do Mellorsa gwarą. Nie jestem typowym czytelnikiem romansów, więc mój gust w tym gatunku nie jest z pewnością wyrobiony, tym niemniej relacje między bohaterami były dla mnie kolejnym, wyjątkowo silnym punktem. Ukazanie uniwersalnych, ponadczasowych prawd psychologii - prawd życia, które zaczyna się rozumieć dopiero z wiekiem - pozostaje niewątpliwie jednym z powodów, dla których "Kochanek lady Chatterley" pozostaje klasykiem, tak często adaptowanym, wznawianym i polecanym. I ja z przyjemnością dołączam tę opinię, wierząc, że każdy człowiek, który ceni szczerą literaturę, odnajdzie w tej książce wielką wartość.
Marcel Baron - awatar Marcel Baron
ocenił na91 miesiąc temu
Powrót na wrzosowisko Thomas Hardy
Powrót na wrzosowisko
Thomas Hardy
Lubicie seriale? Ha! Każdy lubi. Ale cofnijmy się w czasie: wyobraźcie sobie czasy sprzed platform streamingowych. Ok, pójdźmy o krok dalej (telewizja?),jeszcze dalej (radio?),jeszcze mały kroczek: tak, mamy powieści w odcinkach. Jeśli już podróżujemy, to idźmy na całość i przenieśmy się do Wielkiej Brytanii drugiej połowy XIX wieku. W Wasze ręce trafia londyński magazyn ilustrowany Belgravia, w którym za cenę jednego szylinga przeczytacie najnowsze powieści w odcinkach, wiersze i obejrzeć niezwykle realistyczne grawiury nawiązujące do treści. Jest pomiędzy 9 stycznia i 19 grudnia 1878 roku. Siadacie po południu przy kominku, a może jeszcze przy dziennym świetle, by nie psuć oczu i zaczynacie kolejny odcinek Powrotu na wrzosowisko, licząc, że ta historia porwie Was równie mocno, jak poprzednia powieść (Z dala od zgiełku tłumu) wybijającego się na tle innych Wiktorian, Thomasa Hardy’ego. Czy w porywach romantycznych uczuć czujecie się jak Eustachia, błąkająca się niczym duch na wrzosowiskach Egdonu, czy bliżej Wam do pokornej Tomasiny? W skrytości serca kochacie się w przystojnym Damonie, czy prawym, lecz zafarbowanym na czerwono ochrą, którą handluje, Diggorym Vennie? Magazyn trzeba zwrócić za kilka dni do wypożyczalni, ale nie chcecie się z nim rozstać i czytacie odcinek raz jeszcze, by wrył się dobrze w pamięć, a szczegóły intrygi nie wyparowały w nawale prac i obowiązków dnia codziennego. W nadziei na wydanie książkowe, spekulujecie, co autor doda, bo wiadomo, że wersja puszczona do druku jest uładzona, a praktyka taka nazwana od nazwiska Thomasa Bowdlera to bowdlerisation (Thomas Hardy nieraz sięgnie po ten rodzaj mitygowania moralnego swoich bohaterów). Autor określił swoje powieści jako opowiadające o ludziach i środowisku, w którym żyją (novels of character and environment). Utarte przez lata zwyczaje i sposoby myślenia zostają “skażone” nowymi ideami z zewnątrz prowadzącymi do tragedii, a grecki chór złożony z przedstawicieli lokalnej społeczności potęguje przeczucie dramatycznego końca. Co ciekawe, Hardy zaplanował inny koniec dla dwojga swoich bohaterów [uwaga, spojler!]: Tomasina miała pozostać wdową, a Diggory odjechać, zaprzęgając swoje kuce do wozu z ochrą, przez naciski czytelników połączył bohaterów na dobre i na złe.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na81 miesiąc temu
Listy perskie Karol Ludwik Monteskiusz
Listy perskie
Karol Ludwik Monteskiusz
Listy perskie po raz pierwszy trafiły do czytelnika w 1721 roku. Ponad trzysta (300!) lat temu. Zaskakujące i zasmucające jest to, że nie straciły w sumie wiele na aktualności. Monteskiusz napisał satyrę na ówczesne społeczeństwo francuskie (i trochę perskie [dzisiejszy Iran]),w którym ustami m.in. Usbeka, czyli Persa podróżującego po Europie, bezlitośnie opisuje przywary siedemnastowiecznych Francuzów. Boy-Żeleński, który Listy perskie przetłumaczył, we wstępie wyjaśnia, że żeby urozmaicić fabułę autor używa formy romansu. Ja tu niestety romansu nie widzę (w dzisiejszym znaczeniu tego słowa). Za to widzę, że elementy relacji romantycznych Persów służą Monteskiuszowi do porównania podobnych relacji w Europie. Usbek w listach opowiada swoim żonom w seraju o “braku cnoty” u Francuzek, zaś swoim przyjaciołom pisze, że mimo wszystko ta swoboda w kontaktach międzypłciowych jest atrakcyjna. 📜 Europejczycy są “dziwni” Usbek ocenia cnotę Europejek, ich nastawienie, obowiązki czy ogólnie role małżeńskie, ale nie tylko u kobiet. Ocenia także rolę mężczyzn, choć kobietom dostaje się chyba bardziej. Nawiasem mówiąc, cały czas się zastanawiałam skąd taka wiedza autora o Persach i ich zwyczajach i czy to nie przypadkiem licentia poetica. Nie wiem, być może. Im dalej w książkę tym bardziej widać, że czasami Persowie doceniają inne układy towarzyskie we Francji, co jest dyskretną pochwałą Zachodniej kultury. Są się też podobne rozmyślania dotyczące rodzaju władzy, zachowania władców, religii, kapłanów, klasy wyższej i wielu wielu innych aspektów życia, chociaż zwykle negatywne. Szczególnie mocno dostaje się kościołowi i świeżo co zmarłemu królowi, Ludwikowi XIV. 📜 Niewiele się zmieniło Generalnie, wnioski Monteskiusza są dość smutne. Pieniądz i żądza władzy rządzą światem, a także rozpusta. Generalnie świat Zachodni ginie, Persja zresztą również. Co ciekawe, Monteskiusz kilka razy i dość dogłębnie zastanawia się nad przyczynami zmniejszającej się dzietności i populacji narodów. Jak widać ten trend widoczny jest już od kilkuset lat… Autor listów ostro krytykuje też kolonializm, przy każdej okazji. Ogólnie Listy perskie to dość obrazowa satyra społeczeństwa, w którym żył Monteskiusz. Wspaniale przetłumaczona przez Żeleńskiego właściwie współczesnym językiem, choć po tłumaczenie powstało na początku XX wieku, czyli ponad sto lat temu. Od samego początku narzucało mi się głowie porównanie do innej książki podobnej formą – Listów z Ziemi Marka Twaina. Są to listy Szatana wygnanego z raju, który trafia na Ziemię i opisuje ludzkie zwyczaje związane z religijnością chrześcijańską. Monteskiusz podchodzi do tematyki szerzej, ponieważ oprócz religii opisuje także ekonomię, czy relacje społeczne. Ciekawa treść w ciekawej formie.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na71 rok temu
Ambasadorowie Henry James
Ambasadorowie
Henry James
Jestem w rozterce i jak śpiewał pewien pieśniarza, stoję na rozstaju dróg. „Ambasadorowie” to dzieło, które Henry James nazwał swoim opus magnum, więc jakże tu wybrnąć z czytelniczego ambarasu i tak pokręcić nosem, żeby nie było wstydu, a z opresji wyjść z godnością? Lambert Strether przybywa z Ameryki do Paryża, by na polecenie swojej majętnej narzeczonej ratować jej syna, na którego za oceanem czeka równie majętna panienka, gotowa za niego pójść z wiankami i posagiem, podczas gdy on, niepoprawny młodzieniec, ma za nic rodzinny honor i plany matrymonialne mamĄ i za nic w świecie nie chce wracać na domowe łono. Lambert ma cel jasny – wziąć gagatka za frak i nawet siłą wrzucić na statek. Jeśli zawiedzie, jego marzenia o ożenku i wejściu w posiadanie tego samego skądinąd majątku, który ma przypaść Chadowi, przepadną jak chłopak w Paryżu właśnie. Oczywiście sprawa się komplikuje, bo jak wieści niosą, Chad wpadł w towarzystwo pewnej damy, która wodzi go na pokuszenie (a to już, proszę państwa, niemal skandal!). Co gorsza, jest to dama wiekowa (tak po trzydziestce),żonata i w dodatku matka pięknej podobno córki. Biedny Lambert wpada więc w różnego rodzaju towarzyskie stosunki, więzi, układy i znajomości, przez co głównie zajmuje się rozmowami i to przeważnie z damami. Duma, spaceruje i znów peroruje, siada w kawiarniach i rozmawia, po czym idzie do parku i znów deliberuje, później myśli o tym, co powiedział i co usłyszał, by nad ranem przy kawie i widoku na paryskie fasady znów dumać nad sensem całego tego przedsięwzięcia. I moja rozterka wynika z faktu prostego – tu w rzeczywistości niewiele się dzieje, historia raczej się sączy niż płynie, ale nie ma się czemu dziwić, skoro James jest uważany za mistrza powieści psychologicznej. To w sercach, duszach, a także – co jest pewnym urokiem – spojrzeniach, półuśmiechach i złośliwościach jego bohaterów dzieje się więcej niż na ich językach. Jest to powieść potężna objętościowo, a że układ rozdziałów się powtarza, doprowadza to do pewnego znużenia (James zastosował metodę następującą: przyglądamy się analizie wydarzeń z poprzedniego rozdziału, którą skrupulatnie przeprowadza Strether, po czym autor przechodzi do opisywania dalszej „akcji”, która sprowadza się do kolejnych dialogów i tak w kółko). Urzeka Paryż i południowa Francja, wszelkie te arystokratyczne „stosunki”, zestawienie bogatej amerykańskiej pruderyjności z europejską nonszalancją. I sam Strether to postać ciekawa, nieco naiwna, ale poczciwa, która sama wreszcie przechodzi oczekiwaną (przynajmniej przeze mnie) przemianę. Jest w „Ambasadorach” piękna literatura polana jedynym w swoim rodzaju lukrem znużenia, co jest najlepszym dowodem, że „Ambasadorowie” słusznie zaliczani są do klasyki. Przekład Marii Skibniewskiej.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na64 miesiące temu

Cytaty z książki Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów

Więcej

Są chwile kiedy strzelby same zaczynają strzelać w rękach tchórzów

Są chwile kiedy strzelby same zaczynają strzelać w rękach tchórzów

Emil Zola Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów Zobacz więcej

Tak bardzo onieśmielało ich uczucie szczęścia, którego doznali, że woleli raczej nie zakosztować go już więcej niż mówić o nim głośno.

Tak bardzo onieśmielało ich uczucie szczęścia, którego doznali, że woleli raczej nie zakosztować go już więcej niż mówić o nim głośno.

Emil Zola Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów Zobacz więcej

Zaznali tyle słodyczy, pośród zmarłych śpiących spokojnie.

Zaznali tyle słodyczy, pośród zmarłych śpiących spokojnie.

Emil Zola Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów Zobacz więcej
Więcej