Agnes. Bobki i inne świętości

Okładka książki Agnes. Bobki i inne świętości autorstwa Marek Maruszczak
Okładka książki Agnes. Bobki i inne świętości autorstwa Marek Maruszczak
Marek Maruszczak Wydawnictwo: Znak Koncept Cykl: Kroniki Atlasu (tom 2) fantasy, science fiction
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Kroniki Atlasu (tom 2)
Data wydania:
2026-02-25
Data 1. wyd. pol.:
2026-02-25
Język:
polski
ISBN:
9788384276402
Agnes odpracowuje dług w Hotelu Limbo – najlepszym uzdrowisku dla bóstw, demonów i wszystkiego, co kreatywna księgowość zdoła pod to podciągnąć. Jej praca polega na rozwiązywaniu problemów: od wyciągania zaklinowanej gałęzi z paszczy boga rzeki po odessanie morza krwi przy pomocy kieszonkowego wampira.

Jej życie komplikuje się jeszcze bardziej, gdy przez pomyłkę zjada… cóż, święte bobki i zostaje pierwszą kapłanką Philipa. Problem w tym, że Philip jest upadłym bogiem wojny. Oraz bardzo poirytowanym chomikiem.

Teraz Agnes musi nie tylko przetrwać kolejny dzień w pracy, lecz także pomóc swojemu nowemu futrzastemu bóstwu odzyskać wiernych. A to wszystko zanim śladem Philipa dotrą tu mściwy chłopiec z żarłocznym mieczem i Zakon Kościoła, który planuje zmonopolizować rynek życia pośmiertnego.

Bogowie muszą być szaleni – to nie przypuszczenie, tylko wymóg stanowiskowy.
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Agnes. Bobki i inne świętości w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Agnes. Bobki i inne świętości

Średnia ocen
8,0 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Agnes. Bobki i inne świętości

avatar
850
811

Na półkach:

Agnes to młoda dziewczyna, która musi odpracować swój dług w hotelu Limbo. Robi to, sprzątając po różnych dziwnych bogach. Jakkolwiek by to nie brzmiało, dziewczyna nawet się odnajduje w tej pracy. Wszystko jednak wywraca się do góry nogami, gdy zjada urocze zielone owocki wyciągające ku niej łapki. Okazuje się, że to chomicze bobki. ale nie zwykłe chomicze bobki, a takie wydalone przez chomiczego boga wojny Philipa. W ten sposób Agnes stała się jego pierwszą kapłanką.
W drugiej linii fabularnej mamy opowieść o tym, jak Philip stał się bogiem wojny. Oraz o chłopcu imieniem Peter, któremu z powodu boga zabito całą rodzinę. Zdarza się, ale Peter jest ostatnim wiernym, więc wyrusza na poszukiwanie swojego boga. Tyle że niekoniecznie chce mu oddać cześć.
"Agnes" podobała mi się bardziej niż "Sally". Mam wrażenie, że jest lepiej napisana i jest w niej więcej humoru. Niestety książka zawiera też przepolitykowane fragmenty, ale cóż, taki wybór autora. Na pewno całość jest przyjemna i warta poznania.

Agnes to młoda dziewczyna, która musi odpracować swój dług w hotelu Limbo. Robi to, sprzątając po różnych dziwnych bogach. Jakkolwiek by to nie brzmiało, dziewczyna nawet się odnajduje w tej pracy. Wszystko jednak wywraca się do góry nogami, gdy zjada urocze zielone owocki wyciągające ku niej łapki. Okazuje się, że to chomicze bobki. ale nie zwykłe chomicze bobki, a takie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
691
612

Na półkach: ,

Świetnie bawiłam się podczas czytania tej opowieści. Towarzysząc Agnes i Philipowi w ich niezwykłych przygodach można się zarówno pośmiać jak i wzruszyć. Chomik jest bogiem wojny, niestety jego wyznawcy giną niemal do ostatniego członka, a jemu samemu udaje się cudem ujść z życiem i odnaleźć chwilę spokoju w dziwnym hotelu. Tam spotyka Agnes, która przez przypadek zostaje jego kapłankom i musi jakoś zorganizować swemu bogowi nowych wyznawców. Jednak mściwy Kapitan chce wybić bogów co do nogi, a jedyny ocalały z wioski chłopiec i zarazem ostatni wyznawca Philipa pała chęcią zemsty na swym bogu, który pozwolił na śmierć jego bliskich. Co wyniknie z tych konfliktów i jaką prawdę o swej przeszłości odkryje Agnes? Przekonajcie się sami!

Świetnie bawiłam się podczas czytania tej opowieści. Towarzysząc Agnes i Philipowi w ich niezwykłych przygodach można się zarówno pośmiać jak i wzruszyć. Chomik jest bogiem wojny, niestety jego wyznawcy giną niemal do ostatniego członka, a jemu samemu udaje się cudem ujść z życiem i odnaleźć chwilę spokoju w dziwnym hotelu. Tam spotyka Agnes, która przez przypadek zostaje...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
452
387

Na półkach:

Po „Bestialskiej historii świata” zdecydowanie potrzebowałam czegoś lekkiego. „Agnes” jest wręcz stworzona do „czyszczenia głowy”. Moim zdaniem jest nawet lepsza niż „Sally”. (Chociaż jak wynika z treści dziewczyny prędzej czy później powinny połączyć siły.)

Po „Bestialskiej historii świata” zdecydowanie potrzebowałam czegoś lekkiego. „Agnes” jest wręcz stworzona do „czyszczenia głowy”. Moim zdaniem jest nawet lepsza niż „Sally”. (Chociaż jak wynika z treści dziewczyny prędzej czy później powinny połączyć siły.)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

221 użytkowników ma tytuł Agnes. Bobki i inne świętości na półkach głównych
  • 157
  • 54
  • 10
42 użytkowników ma tytuł Agnes. Bobki i inne świętości na półkach dodatkowych
  • 21
  • 7
  • 6
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Marek Maruszczak
Marek Maruszczak
Marek Maruszczak Z wykształcenia dziennikarz i doktor językoznawstwa, Olsztyniak. Lubi żurek. Zawodowo zajmuje się projektowaniem gier wideo. Jak sam mówi, czasami zdarza mu się nawet jakąś wydać. Autor popularnego fanpage’a Zwierzęta są głupie i rośliny też, na łamach którego trzy razy w tygodniu opisuje i obraża wybranych przedstawicieli fauny i flory. Spod pióra Marka wyszły już następujące książki: 'Głupie ptaki polski', 'Głupie zwierzęta polski', 'Sally. Trudno być wiedźmą'.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Agnes. Bobki i inne świętości przeczytali również

Pogrzeb baśni Wiktoria Korzeniewska
Pogrzeb baśni
Wiktoria Korzeniewska
"Klęczał. Choć nie widział podłogi, pod kolanami czuł zimne, twarde deski. Musiały być wilgotne, bo nogawki spodni stały się ciężkie i lepkie. Ale on nie miał czasu się temu przyjrzeć. On był zajęty... czymś innym. Całe usta miał pełne surowego mięsa. Było go tak dużo, że nie był w stanie go przełknąć." Wow. Wiktoria znowu to zrobiła - trafiła prosto w miękkie. Szczerze mówiąc, po "Pogrzebie baśni" spodziewałam się zupełnie czego innego - choć nie potrafię sprecyzować, czego konkretnie - i zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. To krótka historia, w której mrok przeplata się z tytułową baśniowością i... słowiańszczyzną, jakżeby inaczej. Jest tu chatka na kurzych nóżkach, jest Baba Jaga, jest Leszy, jest Licho - i wiele, wiele więcej. Podoba mi się konstrukcja drabinowa - zamiast kolejnych rozdziałów, są szczeble, po których schodzi czytelnik w miarę odkrywania kolejnych elementów układanki, bo tutaj nic od początku nie jest jasne. Sama drabina nie pozostanie bez znaczenia również i dla samej fabuły, ale tu już wchodzimy zbyt głęboko w strukturę i ocieramy się spojlery, a tego przecież nie chcemy, prawda? 😉 I jasne, można narzekać na monotonność, wtórność, czy inne rzeczy, jakie zarzucali tej historii ludzie w swoich wpisach, które śledziłam przy okazji premiery. Nie da się ukryć, że jest to specyficzna forma i sposób narracji, który nie każdemu podpasuje. Sama nie do końca chłonę taką stylistykę, autorka używa czasami sformułowań, nad których zasadnością trochę się głowię - ale przywykłam już do tego, że taki po prostu jej styl. Taki już ma poetycki sposób wyrażania. "Za każdym razem, gdy rzuca się tekstem z ulubionego filmu, to cię szuje taką radość, gdy ktoś to wyłapie" Prawdę mówiąc, sam wstęp przeczytałam sobie tuż przed snem, bo nie mogłam się powstrzymać przed poznaniem chociaż fragmentu "Pogrzebu", jak już go trzymałam w swoich dłoniach, a po resztę sięgnęłam następnego dnia po pracy. I to pierwsze spotkanie, było... No, takie sobie. Nie było zachwytu, miałam całkowicie neutralne odczucia i brak oczekiwań. Jednak kiedy rano niespiesznie spacerowałam w stronę firmy, nie mogłam wyrzucić z głowy myśli o tym tytule, odpaliła się we mnie jakaś iskra ciekawości, nurtowało mnie co też tam się dalej wydarzy. I przez następne osiem godzin ciężko było mi się skupić na swoich obowiązkach, tak już wyczekiwałam powrotu. Także mimo pozornego niewzruszenia, była w tym wszystkim jakaś intrygująca nuta, która wzięła z zaskoczenia. A potem było już tylko lepiej. Ciężko napisać coś więcej o tak kompaktowej powieści, dlatego na tym zakończę spisywanie swoich wrażeń z lektury. Nie pozostało mi nic innego, jak gorąco zachęcić Was do sięgnięcia po nowe dzieło Wiktorii (jeśli jeszcze oczywiście tego nie zrobiliście). Wydanie jest piękne! ❤️ Pełny, oryginalny wpis tutaj: https://www.instagram.com/p/DUUtMqKCPyY/?img_index=1
Szejdi007 - awatar Szejdi007
ocenił na72 miesiące temu
W kręgu almagii Anna Szumacher
W kręgu almagii
Anna Szumacher
W tej części stawka szybuje pod sam sufit. Maria, zamiast cieszyć się wolnością, ląduje w samym centrum magicznej zawieruchy. Tym razem nasza bohaterka musi zmierzyć się nie tylko z nadprzyrodzonymi stworzeniami i mocami, ale również z autodestrukcją, do której jest jej bardzo blisko. Maria nie tylko próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale też (tradycyjnie) stara się nie dać zabić, podczas gdy potężne siły z aniołami i demonami na czele grają o najwyższą stawkę. To, co uwielbiam w tej serii, to fakt, że Maria nie traci swojego pazura i wciąż potrafi zgasić potężny byt jednym sarkastycznym komentarzem. O ile pierwszy tom był zbiorem questów, a drugi konkretną misją, o tyle trzeci to czysty rollercoaster. Tutaj nie ma miejsca na przestoje. Autorka mistrzowsko łączy mrok i powagę sytuacji z humorem, który jest znakiem rozpoznawczym tej serii. To urban fantasy w najlepszym wydaniu - błyskotliwe, świeże i kompletnie nieprzewidywalne. "W kręgu almagii" to godne zwieńczenie trylogii, które domyka wątki, ale robi to w sposób, który pozostawia czytelnika z szeroko otwartymi oczami. Podsumowując cały cykl: autorka stworzyła jedną z najciekawszych kobiecych postaci w polskiej fantastyce ostatnich lat. Maria Dee udowadnia, że można mieć nadprzyrodzone zdolności, a jednocześnie zachować zdrowy rozsądek (no, może troszkę chaotyczny, ale nadal!) i genialne poczucie humoru. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to zazdroszczę Wam, że to wszystko dopiero przed Wami! A ja? Cóż, będę teraz wypatrywać kolejnych książek autorki z taką samą niecierpliwością, z jaką Maria czekała na koniec swojej umowy z Kindredem❤️.
Atejka7 - awatar Atejka7
ocenił na816 dni temu
Płachytka Anna Musiałowicz
Płachytka
Anna Musiałowicz
„Płachytka” jawi się jako powieść, która bardzo świadomie wybiera drogę nieoczywistą. Zamiast iść w stronę widowiskowej, hałaśliwej grozy, Anna Musiałowicz buduje historię bardziej duszną niż efektowną — opowieść, w której lęk nie wyskakuje z ciemności z krzykiem, lecz sączy się powoli w codzienność. Recenzje zgodnie podkreślają, że napięcie narasta tu stopniowo, niemal niezauważalnie, aż zaczyna działać z pełną mocą przez strach o bliskich, chorobę i poczucie bezradności. Największą siłą tej książki wydaje się klimat. To nie jest słowiańskość potraktowana jak modna dekoracja, ale element wpisany w sam rdzeń opowieści. Punkt wyjścia — dawne wierzenie, według którego pojawienie się płachytki zwiastuje zarazę i śmierć — zostaje wykorzystany nie jako muzealna ciekawostka, lecz jako żywy, niepokojący motyw, który przenika współczesność. W recenzjach wyraźnie wybrzmiewa, że Musiałowicz wykorzystuje folklor po to, by nadać kształt lękowi przed tym, co niewytłumaczalne: chorobą, stratą, powrotem wypartej przeszłości. Istotnym atutem powieści jest także sposób połączenia grozy z warstwą obyczajową. Z internetowych opinii wynika, że „Płachytka” nie opiera się wyłącznie na nadprzyrodzonym zagrożeniu, lecz równie mocno pracuje relacjami rodzinnymi, emocjonalnym napięciem i zwyczajnością życia, do którego stopniowo wkrada się coś złego. To sprawia, że książka nie funkcjonuje jedynie jako horror z demonologicznym motywem, ale jako opowieść o osaczeniu, bezradności i pękaniu codziennego porządku. Recenzenci często zwracają też uwagę na styl autorki. Musiałowicz pisze lekko i przystępnie, a właśnie dzięki temu cięższe elementy działają skuteczniej. Historia płynie gładko, mimo że nie opiera się na nieustannej akcji. To proza, która bardziej hipnotyzuje niż atakuje. Nawet opinie wskazujące na spokojniejsze tempo zaznaczają jednocześnie, że w tej powolności jest coś przyciągającego — coś, co nie pozwala łatwo odłożyć książki. Nie oznacza to jednak, że „Płachytka” będzie książką dla każdego czytelnika grozy. Z dostępnych recenzji wynika jasno, że osoby oczekujące szybkiego tempa, intensywnych zwrotów akcji i mocno ekspresyjnego horroru mogą poczuć się zaskoczone. Ta powieść wybiera inną drogę: zamiast brutalnego naporu proponuje powolne zagęszczanie atmosfery. Dla jednych będzie to jej największy walor, dla innych — element wymagający większej cierpliwości. Na podstawie internetowego odbioru można więc powiedzieć, że „Płachytka” jest powieścią grozy o wyraźnie psychologicznym i obyczajowym zacięciu, mocno osadzoną w słowiańskim imaginarium, ale unikającą folklorystycznej powierzchowności. Jej siła nie polega na epatowaniu makabrą, lecz na cierpliwym budowaniu niepokoju, który z czasem staje się bardzo realny. To książka bardziej o cieniu choroby, śmierci i powracającej przeszłości niż o samym demonie. Werdykt: „Płachytka” prezentuje się jako dojrzała, klimatyczna i konsekwentnie poprowadzona słowiańska powieść grozy, która najmocniej działa tam, gdzie horror styka się z codziennością. Dla czytelników ceniących duszną atmosferę, folklor wpisany w emocje i grozę pełzającą zamiast krzyczącej będzie to propozycja zdecydowanie warta uwagi. Ocena: 9/10
Walter Kovacs - awatar Walter Kovacs
ocenił na910 dni temu
Wola Żmija Agnieszka Kulbat
Wola Żmija
Agnieszka Kulbat
Wszystkie drogi prowadzą do Piotrkowa! Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że jedna z bardziej klimatycznych książek fantasy zabierze mnie do Piotrkowa to bym nie uwierzyła! A jednak Wola Żmija zabiera czytelników do Piotrkowa sprzed kilku stuleci, podmokłego, przesiąkniętego zapachem piwa i siarki, głośnego, rubasznego i nieco przerażającego. Przygody Wojmira i jego drużyny w Poznaniu kończą się z niemałym hukiem, jednak nie jest to koniec ich opowieści. Żywia wciąć musi dostarczyć listy swojemu ojcu, a przyjaciele zobowiązali się doprowadzić ją do domu rodzica. I tak wraz z drużyną trafiamy do Piotrkowa - jeszcze nie Trybunalskiego, bo ten przydomek zyskało znacznie później - miasta pośrodku bagien, ciasnego, wilgotnego, pachnącego szaleństwem. Wąskie uliczki starego miasta, charakterystyczna zabudowa, lokalne legendy przemycone między wierszami tak naturalnie, że nierozerwalnie wtapiają się w historie miasta - to wszystko sprawia, że Piotrków w tej powieści żyje. Naprawdę żyje, nie tylko jako dekoracja, ale jako miejsce z historią i humorem - żywy organizm, który samo w sobie jest bohaterem. Klimat tego tomu jest jeszcze gęstszy niż w Wezwaniu Żmija. Można by rzec dosłownie, że duszny - i to słowo nabiera tu podwójnego znaczenia, bo dusze wciąż wracają zza światów i pchają się uparcie do świata żywych. Zniknięcie Żmija otworzyło drzwi, które nigdy nie powinny zostać uchylone, a świat żywych ponosi tego konsekwencję. Jestem bardzo zadowolona, że autorka nie zatrzymała rozwoju swoich postaci na pierwszym tomie. Wojmir i Stefa jako bohaterowie wciąż dojrzewają do narzuconych im przez los ról, ale tym razem to rozwój bardziej subtelny, wewnętrzny. Pierwsze starcie z samym sobą Wojmir już stoczył. Tu walczy z czymś trudniejszym: z odpowiedzialnością za innych, z koniecznością podjęcia się opieki nad duszami, ale także z własnym strachem i emocjami, których nie daje się ot tak, spłukać kolejnym piwem w przydrożnej karczmie. Stefa z kolei odważnieje. Doceniana i kochana wydaje się rozkwitać niczym kwiat, który po prostu potrzebował odrobiny ciepła. Jej szeptuchowa natura bierze nad nią górę a sama bohaterka z zadziornej ale wystraszonej dziewczyny powoli lecz konsekwentnie wyrasta na mądrą, odważną kobietę pełną pasji i wewnętrznego ognia. Żywia pozostaje upartą, szaloną, z pozoru egoistyczną strzygą z aspiracjami ponad stan - i chwała autorce za to, że jej nie „naprawiła". Bo Żywia jako postać jest idealna, taka jaka jest: na co dzień skupiona na sobie, miejscami irytująca, a mimo to drużynę traktuje jak rodzinę. Chroni ich po swojemu, bez sentymentów i wielkich słów, ale chroni. I wtedy wchodzi ona - cała na biało (albo raczej w chustce i brudnej spódnicy z doświadczeniem należnym jej wiekowi). Radzanowa to absolutne złoto tej książki. Trochę jak słowiański Gandalf, ale z większym dystansem do świata i… skłonnością do chaosu. Z jednej strony jest głosem rozsądku, z drugiej - potrafi dorzucić swoje trzy grosze w najmniej oczekiwanym momencie. Stara ciałem, młoda duchem - i zdecydowanie jedna z najbardziej zapadających w pamięć postaci tej części. Pytanie, które nie daje mi spokoju po lekturze (uwaga teoria spiskowa) to: Kim naprawdę jest Stefan?! Przez całą książkę nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to jest za proste - że to tylko bażant. W sytuacji, gdy dusze wracają i wciskają się gdzie popadnie, kiedy bogowie okazują się kimś innym niż się wydają, kiedy nic w Piotrkowie nie jest takie jak być powinno - czy naprawdę mamy wierzyć, że Stefan to po prostu ptak? Jeśli chodzi o minusy, to niewiele się zmieniło od pierwszego tomu. Mam wciąż tylko jedno „ale”. Autorka konsekwentnie wybiera gwarę i konkretny rodzaj postaci zakorzenionych w swojej epoce - i znowu jest to wybór słuszny, który buduje wyjątkową fakturę tego świata. I znowu, w niektórych momentach, coś się rozmywa. Postaci zaczynają mówić zbyt współcześnie albo zbyt inteligentnie jak na swój status i czas. To taki drobny czytelniczy „kamyczek w bucie” . Nie boli, ale irytuje. Zamknęłam Wolę Żmija z tym samym uczuciem, co poprzedni tom - trochę niewyspana, bo przy dobrej książce mam tendencje do zarywania nocy. Wciąż trochę jeszcze w starym Piotrkowie, zanurzona w opowieść, z pytaniami, na które bardzo chciałbym poznać odpowiedzi, ale wiem, ze przyjdzie mi poczekać. Podsumowując: Nie ukrywam, moich oczach siłą napędową tej części jest bez dwóch zdań sam Piotrków - miasto na bagnach, duszne, ciężkie, przesiąknięte oparami piwa i siarki. To bardzo osobisty aspekt odbioru - jako osoba związana z Piotrkowem, totalnie kupiłam sposób, w jaki autorka przemyca lokalne legendy i historię miasta. Spacerowanie razem z bohaterami po ciasnych uliczkach starego miasta, podziwianie tej specyficznej zabudowy - to wszystko działa niesamowicie sugestywnie, zwłaszcza przepuszczone przez filtr słowiańskiej magii i grozy. W tym tomie bohaterowie nie są już tylko grupą postaci wrzuconych w wir wydarzeń. Oni zaczynają funkcjonować jak dobrze dobrana drużyna - i co ważniejsze, jak coś na kształt rodziny. Wojmir i Stefa wyraźnie się rozwijają a ich relacja nabiera głębi. Zaś sama Wola Żmija to historia o chaosie, który pojawia się, gdy jeden z fundamentów świata znika. O odpowiedzialności, która nie zawsze jest wyborem. I o tym, że rodzina to czasem ludzie (i nie-ludzie),których spotykasz po drodze - i już nie możesz ich zostawić. No i oczywiście o Piotrkowie! Mieście, w którym nic nie jest tak jak być powinno, a co poniektórzy mają diabła za skórą… Mimo drobnych zgrzytów językowych, książka wciąga i zostawia czytelnika z pytaniami i gorącym oczekiwaniem na kolejny tom! 8/10
CzarnaLenoczka - awatar CzarnaLenoczka
oceniła na81 dzień temu
Absolucja Jeff VanderMeer
Absolucja
Jeff VanderMeer
To zdecydowanie jedna z najbardziej pokręconych serii, jakie książkowy świat widział. I mam wrażenie, że z każdym kolejnym tomem robi się… jeszcze bardziej ekstremalnie. To już nie jest zwykła jazda bez trzymanki — to jazda w totalnym chaosie, niezrozumieniu i ciągłym poczuciu, że zaraz coś się wyjaśni… tylko że się nie wyjaśnia. Wręcz przeciwnie — każdy kolejny tom zamiast dawać odpowiedzi, dokłada tylko kolejne pytania. Ten tom jest pod tym względem jeszcze bardziej wymagający niż poprzednie. I niestety — również bardziej męczący. Mamy tutaj ogromną ilość bardzo długich, szczegółowych opisów, które momentami skutecznie utrudniają czytanie i odbiór całej historii. Szczerze? Nie mam pojęcia, co autor miał w głowie, pisząc tę część 😅 Bo jeśli poprzednie tomy były już pokręcone, to tutaj wchodzimy na zupełnie inny poziom absurdu i… antylogicznego hardcore’u. Jednocześnie — i to jest w tym wszystkim najdziwniejsze — ta seria ma w sobie coś takiego, co nie pozwala jej porzucić. Mimo chaosu, mimo braku odpowiedzi, mimo momentów totalnego zagubienia… chce się czytać dalej. To są książki, które potrafią w jednej chwili sprawiać wrażenie spójnych i logicznych, a za moment wrzucają czytelnika w sceny, które wyglądają, jakby zostały wyjęte z zupełnie innego uniwersum. To jest jednocześnie fascynujące i potwornie frustrujące. Największym problemem jest jednak to, że jesteśmy już przy czwartym tomie, a fabuła… praktycznie stoi w miejscu. Nie dostajemy odpowiedzi na pytania, które pojawiły się już na początku serii. Nic się nie wyjaśnia, a mętlik w głowie tylko się pogłębia. Ale może właśnie w tym tkwi fenomen Strefy X? Tego nie da się łatwo wytłumaczyć — to trzeba po prostu przeczytać i samemu tego doświadczyć. To historia, po której zostaje w głowie chaos, setki pytań i poczucie, że nic tutaj nie jest oczywiste. Mimo wszystkich wad, ta seria wyróżnia się na tle innych jak mało która. Jest specyficzna, wymagająca i zdecydowanie nie dla każdego. To książki dla czytelników, którzy lubią eksperymenty, dziwność i historie „inne niż wszystkie”. Ja zdecydowanie należę do tego grona… więc zostaję w Strefie X dalej 😄
z-ksiazkoholiczka - awatar z-ksiazkoholiczka
oceniła na71 miesiąc temu
Aquila Peter A. Flannery
Aquila
Peter A. Flannery
Aquila Danté oraz jego wierny smok Tân przeciwstawiają się demonowi, który wyłania się czeluści piekieł i którego celem jest przejęcie i skażenie ludzkich dusz. Sytuacja się zagęszcza, gdy na ich drodze staje Kosiarz Dusz. W czasie walk, w domu Aquili, rodzi się mu syn. Ta radość szybko zostaje zastąpiona bolesnym ciosem. Łuski jego smoka zaczynają przybierać czarną barwę, a czarne smoki od zawsze były śmiertelnymi wrogami ludzi. To jest jedna z tych historii do której musiałam usiąść z pustą głową i skupić się na czytanym tekście. Dawno nie miałam do czynienia z taką fantastyką, w której pogłębiony jest świat fantastyczny a ilość postaci i ich wątki mogą nieraz przytłoczyć. Gdy już faktycznie zaczęłam czytać tę książkę w momencie, gdy nie miałam już nic innego do zrobienia i mogłam poświęcić się lekturze, po kilkudziesięciu stronach wgryzłam się w fabułę, a jej poznawanie zaczęło sprawiać mi przyjemność. Rozdziały napisane są z kilku perspektyw, co jest ogromnym plusem jeśli chodzi o zapoznawanie się z różnymi wątkami i historiami postaci, ale nieraz może wprowadzać lekki zamęt i chaos, jeśli chodzi o odnalezienie się akurat w danym momencie w historii. Niezwykle istotna i piękna jest relacja głównego bohatera ze swoim smokiem. Pełna emocji, bijącego ciepła, które to w łatwy sposób oddziaływują na czytelnika. Są momenty bardziej dynamiczne, które naprawdę potrafią wciągnąć, ale też spokojniejsze fragmenty skupione na relacjach i przemyśleniach bohaterów.historia nie jest tylko prostą opowieścią przygodową, ale próbuje przekazać coś więcej i porusza ważniejsze tematy.W trakcie wydarzeń pojawiają się motywy przyjaźni, lojalności, a także poszukiwania swojego miejsca. Jednocześnie mam poczucie, że nie była to książka do końca dla mnie. Miejscami trudno było mi się w pełni zaangażować emocjonalnie. Momentami historia trochę się dłużyła i też szczególnie trudno było mi wgryźć się w fabułę. Myślę, że to ze względu na to, ze na codzień nie czytam aż tak bardzo rozbudowanej fantastyki, z takim światem i dużą ilością bohaterów. Uważam, że wielu czytelnikom, szczególnie fanom tego typu historii, może się spodobać bardziej niż mnie. Dla mnie była to książka interesująca, ale nie taka, do której chciałabym wracać czy która zostanie ze mną na dłużej. Recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem
Daria Pogodzińska - awatar Daria Pogodzińska
oceniła na624 dni temu
Bogowie otchłani Andrea Stewart
Bogowie otchłani
Andrea Stewart
Pióro Andrei Stewart zdążyłam już poznać przy okazji "Córki Kości". Kupiła mnie ona wielowątkową fabułą i perspektywą różnych bohaterów. Jej styl był lekki i wciągający. Nie spodziewałam się jednak, że jej najnowsza książka aż tak mnie zaskoczy. "Bogowie otchłani" to przede wszystkim bardzo oryginalny pomysł na magię i świat. Bóg, który zmienia ziemię z pustyni w oazę zieleni i dobrobytu brzmi dobrze prawda? Jest jednak mały haczyk - połowa ludzkości zamienia się w żywą materię i pożywkę dla tej zieleni, a reszta zyskuje cudaczne zwierzęce kształty. Do tego magia eteru z wnętrza ziemi, kamienie szlachetne i walka o przetrwanie. No cuuudo! Z pewnością widać tutaj ogromny progres autorki. Książka jest bardziej dojrzała i brutalna. Wątki miłosne (które i tak są śladowe) są bardziej odważne. Jedno pozostaje bez zmian - fabuła, która wciąga i nie można się od niej oderwać. Jest też kilka plot twistów, gdzie człowiekowi opada kopara. Mamy również wielu ciekawych bohaterów i ich perspektywę. Jednych jest trochę więcej, drudzy zostali nam na razie znikomo przedstawieni, ale czuję, że to się zmieni w kolejnych tomach. No i na koniec zakończenie, które totalnie mnie zmiotło i zrobiło mi z mózgu sieczkę. Dalej nad nim rozmyślam i jestem przeogromnie ciekawa, jak autorka to rozwinie. Czytajcie "Bogów otchłani" bo to moje totalne odkrycie i sztos nad sztosami!!!
zaczytana_bogdan - awatar zaczytana_bogdan
ocenił na94 dni temu
Siewcy koszmarów Martyna Raduchowska
Siewcy koszmarów
Martyna Raduchowska
Wyobraź sobie świat, w którym zegary przestają mierzyć czas, a zaczynają odliczać kolejne uderzenia Twojego serca. Świat, w którym granica między tym, co widzisz po otwarciu oczu, a tym, co prześladuje Cię pod powiekami, ostatecznie i bezpowrotnie runęła. Ida Brzezińska, szamanka, którą pokochaliśmy za cięty język i specyficzny rodzaj metafizycznego pecha, powraca w czwartym tomie serii – „Siewcach koszmarów”. To jednak powrót zupełnie inny niż dotychczasowe. Martyna Raduchowska oddała w nasze ręce książkę, która jest gęsta, nastrojowa i skupiona na wnętrzu bohatera bardziej niż jakakolwiek wcześniejsza część. „Siewcy koszmarów” to bez wątpienia najbardziej wymagająca emocjonalnie część cyklu. Martyna Raduchowska zdecydowała się na odważny krok, przesuwając akcent z dynamicznej akcji na psychologiczną głębię, a cięte riposty zastępując poetycką refleksją nad stratą. Choć odejście od wizerunku „starej, dobrej Idy” i jej ironicznego dystansu może być dla niektórych zaskoczeniem, to nowa, dojrzała i tragiczna odsłona głównej bohaterki pozwala na zupełnie inne, bardziej intymne przeżywanie tej historii. To książka, która celebruje żal w sposób niezwykle nastrojowy, ubierając smutek w odpowiednie słowa i osadzając go w fascynującym, sennym koszmarze. Taka zmiana kierunku może podzielić fanów serii: Ci, którzy oczekiwali lekkiej i szybko płynącej opowieści, mogą poczuć się przygnieceni dawką melancholii, jednak dla pozostałych będzie to intrygująca, literacka przygoda w zupełnie nowym stylu. Po więcej zapraszam na: https://kotkawaiksiazki.pl/siewcy-koszmarow-martyna-raduchowska-recenzja/
sweeciak - awatar sweeciak
ocenił na83 dni temu
Matka śmierci i świtu Carissa Broadbent
Matka śmierci i świtu
Carissa Broadbent
Czy książka musi mieć dobrych bohaterów, żeby była odbierana jako dobra? ✨✨✨✨ Bohaterów tej serii ciężko jednoznacznie zaklasyfikować jako dobrych czy złych i właśnie to jest w nich tak dobre. Mimo wszystko bardzo ich polubiłam. Zakończenie trylogii Matka śmierci i świru zostało napisane z perspektywy trzech bohaterów, co świetnie pozwala jeszcze mocniej zaangażować się w fabułę i lepiej zrozumieć ich emocje oraz decyzje. Tisaanah i Max zostają rozdzieleni, a dziewczyna zrobi wszystko, by uwolnić ukochanego z niewoli. W tle toczy się wojna między ludźmi, a bohaterowie dzięki magii, determinacji i ogromnej sile miłości, walczą nie tylko o siebie, ale i o przetrwanie swojego świata. Początek tej historii był dla mnie trudny. Po tak długiej przerwie od drugiego tomu ciężko było mi się odnaleźć, zapomniałam wielu wątków, a było ich naprawdę sporo. Na szczęście z czasem wszystko zaczęło się układać i wciągnęłam się na nowo. Cała seria jest bardzo interesująca, ale w tym tomie emocje sięgają zenitu. Polityczne intrygi przeplatają się z potęgą magii, a akcja nie zwalnia ani na moment. To, co najbardziej mnie poruszyło, to relacja Maxa i Tis , silna, intensywna i absolutnie oddana. To uczucie, dla którego byliby w stanie spalić cały świat, byle tylko być razem. W świecie pełnym brutalności i nieustannych zagrożeń ich relacja jest czymś wyjątkowym. Jednak oprócz emocji dzieje się tu naprawdę dużo, więc łatwo się pogubić, warto czytać uważnie. Jeśli szukacie historii pełnej akcji, mroku i magii… to zdecydowanie coś dla Was.
life_on_shelf - awatar life_on_shelf
ocenił na72 dni temu
Błogosławieństwo niebios 4 Mo Xiang Tong Xiu
Błogosławieństwo niebios 4
Mo Xiang Tong Xiu
No i mamy już tom czwarty, jeden z moich ulubionych. W trzecim tomie był rollercoaster, w przeszłość Xie Liana, a tutaj akcja dzieje się w teraźniejszości, choć nawiązuje do przeszłości. Towarzyszy nam mieszanka przygodowego fantasy, intryg, tajemnicy i osobistych tragedii okraszonych chęcią zemsty. Tragiczne zakończenie historii He Xuana i Braci Shi ( Moje biedne buby🥺). To jest jeden z moich ulubionych wątków w całym BN i zawsze czuję niedosyt jeśli chodzi o tę historię. Gorzkie momenty na szczęście osładzają nam Hualianki, które powoli zbliżają się do siebie. W tym tomiku znajdą się kilka, scen, w których serce czutelnika zabiję mocniej. Między innymi słynna scena z trumną🤭. Chociaż ja osobiście uwielbiam fragment, w którym Hua opowiada o swojej ukochanej. Po złapaniu oddechu wracamy do zagadek i tajemnic, których jest coraz więcej. Xie Lian zaczyna zauważać, że sytuacje, które dzieją się wokół jego osoby nie są przypadkiem. Ktoś specjalnie pcha go w centrum mrocznych wydarzeń. Każdy wydaje się podejrzany, nawet Jun Wu(👀). Jedyną osobą, której może ufać jest Hua Cheng ( który z zapieczętowanymi mocami i w postaci dziecka nadal jest cudowny!!!!!!). Błogosławieństwo Niebios to ten typ opowieści, który z każdym tomem pochłania mnie coraz bardziej. Wzruszam się, śmieję i ekscytuję niezmiennie zachwycając się kreacją świata przedstawionego. Czwarty tom jest inny pod względem okładki. Przełamuje ciemną kolorystykę poprzednich tomów. Bardzo podoba mi się połączenie kolorów żółtego wpadającego z złotawy odcień z ciemną zielenią. Projekt okładki jest naprawdę piękny. Mamy też zachwycające ilustracje w środku książki oraz dodatek w postaci prześlicznej pocztówki. Wyrazy uznania dla artystów ❤️ (dramy o niebieskie rybki nawet nie będę komentować) W trakcie czytania zauważyłam, że trzy ilustracje pojawiły się w złym miejscu. To mały błąd, jednak nie tylko ja zwróciłam na to uwagę. Nie ma to dużego wpływu na całość.
czerwony_lis - awatar czerwony_lis
ocenił na102 dni temu
Silvercloak Laura Steven
Silvercloak
Laura Steven
W Vallinie rozkosz napełnia na nowo studnie magii. Każde zaklęcie zmniejsza potencjał magiczny, a im mocniejsze, tym szybciej to robi. Saffron Killoran od wielu lat kieruje się tylko chęcią zemsty. Gdy była mała przestępcza organizacja zwana Krwawym Księżycem zamordowała zarówno jej matkę, jak i ojca. Ale Saffron skrywa sekret dotyczący jej mocy – magia na nią nie działa. Gdy podczas ostatniego egzaminu, by dostać się do Zakonu Srebrnej Peleryny, zostaje odkryta jej tajemnica, dostaje propozycję by zostać szpiegiem i przeniknąć do złowrogiej organizacji. Gdy udaje jej się tam dostać, zostaje wplątana w sieć kłamstw, które wywracają jej pojmowanie świata do góry nogami. Szczególnie, gdy na horyzoncie pojawia się syn przywódcy Krwawego Księżyca, Levan. Kto tak naprawdę jest dobrym charakterem? „Silvercloak” było dla mnie niemal powiewem świeżości. Chociaż nie powiem, na początku miałam trochę mieszane uczucia do tej powieści. W świecie opisanym nie ważne było jak, ważne było, żeby uzyskać rozkosz. To pozwalało uzupełnić studnię magii. To sprawiało, że ciężko było utożsamić się z bohaterami. W końcu jest wiele rzeczy które sprawiają radość 😉 Laura Steven skupia się na czymś innym. W trakcie, gdy Saffron jest niemal zaślepiona zemstą i chęcią udowodnienia swojej wartości, stawia na jej drodze największego wroga. Okazuje się bowiem, że Levan nie jest swoim ojcem. Mężczyzna, który miał być jej katem, wyraża duże zainteresowanie jej osobą. Sprawia to dziewczynie więcej problemów, bo budzi w niej uczucia, których się nie spodziewała. Powieść czyta się momentami ciężko. Można się zgubić w fabule, a ja do końca nie rozróżniałam klas magii. Jednak historia jest ciekawa, a zakończenie zaskakujące. Będę czekała na kolejne tomy 😊
Rozważna_Romantyczna - awatar Rozważna_Romantyczna
oceniła na98 dni temu
Stalowe skrzydła Angelika Grajek
Stalowe skrzydła
Angelika Grajek
Dzisiaj przychodzę z kolejną książką, którą miałam przyjemność czytać i opiniować, zanim została wydana, ba, autorka nawet napisała do mnie wcześniej, co sądzę o takim pomyśle (to nie jest współpraca). Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Mięta ,,przygarnęło” tę opowieść i dziś z radością ją Wam polecam. Karhu jest centaurem, który jako dziecko zostaje uprowadzony i trafia do rezydencji hrabiego Valerisa. Jego dalsze życie jest pełne przemocy i poniżeń, ale radością staje się w nim przyjaźń z Edlynne, delikatną i nieśmiałą córką hrabiego. Gdy okazuje się, że Edlynne ma zostać wydana za mąż za kogoś dorównującego brutalnością jej ojcu, Karhu ryzykuje wszystko, by ją ocalić. Na rynku nie brakuje romantycznej fantastyki z elfami, wampirami czy wilkołakami, ale tutaj mamy do czynienia z czymś dużo bardziej oryginalnym, czyli centaurem. Jest to coś oryginalnego i świeżego, choć biorąc pod uwagę wątek miłosny, może wydawać się nieco dziwne. Jednak Angelika Grajek unika wszelkich kontrowersji czy fetyszyzacji tematu, opisuje relację Karhu i Edlynne bardzo subtelnie i delikatnie. Jest to mocny slowburn, oboje bardzo powoli dochodzą do tego, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń, co pasuje do ich sytuacji i charakterów. Przyjemnie jest też czytać o relacji, gdzie na pierwszym miejscu jest porozumienie i wzajemne wsparcie, a nie pociąg fizyczny i flirty. Podobnym odświeżeniem jest postać Edlynne, która nie jest typową wojowniczką, a bardzo nieśmiałą, zakompleksioną dziewczyną, która od dziecka jest ignorowana i przekonywana, że jest gorsza i powinna być wdzięczna za cokolwiek. Na tym etapie nie widzimy jeszcze jej pełnej drogi, Edlynne zaczyna działać, ale bardziej z desperacji, a potem ideałów, które odkrywa. Bardzo mocno wybrzmiewają jej traumy, ciekawy jest też wątek jej relacji z matką – relacji bardzo nieidealnej, pełnej urazów i popełnionych błędów, ale ostatecznie to Eleanor ratuje córkę. Z kolei hrabia Valeris to postać wręcz piekielnie zła, co mogłoby wypaść sztucznie, ale autorce udało się utworzyć wokół niego aurę mroku i strachu, a ostatnia scena wbiła mnie w podłogę. Na uwagę zasługuje piękny, poetycki styl autorki oraz umiejętność tworzenia baśniowego świata, tym razem dość mocno nawiązującego do mitologii Celtów. Jednak w ,,Stalowych skrzydłach” urzeka mnie przede wszystkim przesłanie i to, jak pod maską magii ukryty jest ważny temat, co trochę przypominało mi ,,Dom Starlingów” (który czytałam praktycznie równolegle). Angelika nie szczędzi nam brutalności, wzmianek o przemocy i dyskryminacji, co budzi współczucie wobec bohaterów, ale jednocześnie bunt na przedstawiony system. Wątek dyskryminacji centaurów, przedstawiania ich jako istot gorszego rzędu, wspomnienia o powolnym pozbawianiu ich praw i wypychaniu ze swoich ziem jest bardzo wyrazisty, emocjonalny i budzi dość jednoznaczne skojarzenia z kolonializmem. Jednocześnie widzimy, jak przeżycia sprawiają, że centaury zaczynają widzieć w ludziach czyste zło, zatracają się w gniewie i żądzy zemsty, a ukazanie tego nie jest proste i cukierkowe, a raczej zmusza do myślenia, czy można oceniać osoby w granicznych sytuacjach. Pod tym względem to naprawdę mocna i mądra pozycja, nie mogę się doczekać dalszego ciągu, żeby zobaczyć, jak ten wątek się rozwinie. Może nie jest to powieść z wartką, pędzącą akcją, należy raczej do nurtu dosyć spokojnej fantastyki, skupionej na budowaniu klimatów, ale jeśli zależy Wam właśnie na atmosferze, lubicie delikatne wątki miłosne i chcecie zarazem pomyśleć przy lekturze, to zachęcam gorąco. ,, Miłości, zwłaszcza tej, która wynika z więzów krwi, daleko do logiki. Nie istnieją prawa, którym mogłaby podlegać. Jest bezwarunkowa i dlatego tak bolesna. Jest w niej zakodowana ufność, która nie ma końca, jak ocean bez dna i bezkresne nocne niebo. I choć bywa trująca i wyniszczająca, nie istnieje nikt, kto zdołałby ją przerwać.”
FannyBrawne - awatar FannyBrawne
ocenił na911 dni temu

Cytaty z książki Agnes. Bobki i inne świętości

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Agnes. Bobki i inne świętości