rozwińzwiń

Star Wars: The Mandalorian

Okładka książki Star Wars: The Mandalorian autorstwa Joe Schreiber
Okładka książki Star Wars: The Mandalorian autorstwa Joe Schreiber
Joe Schreiber Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk Cykl: The Mandalorian (tom 1) Seria: Kanon Star Wars [Olesiejuk] fantasy, science fiction
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
e-book
Cykl:
The Mandalorian (tom 1)
Seria:
Kanon Star Wars [Olesiejuk]
Tytuł oryginału:
Star Wars: The Mandalorian. Junior Novel
Data wydania:
2021-05-14
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-14
Język:
polski
ISBN:
9788382620634
Tłumacz:
Krzysztof Kietzman
W czasach po upadku Imperium Galaktycznego, a przed wyłonieniem się Najwyższego Porządku, samotny łowca nagród znany jedynie jako Mandalorianin przemierza rubieże galaktyki w poszukiwaniu zleceń. Gdy jego celem okazuje się dziecko, postanawia chronić je za wszelką cenę

Trzymająca w napięciu powieść młodzieżowa Joego Schreibera pozwoli czytelnikom na nowo wrócić do wydarzeń z pierwszej serii przebojowego serialu aktorskiego osadzonego w świecie Gwiezdnych wojen.
Średnia ocen
0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars: The Mandalorian w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Star Wars: The Mandalorian



10119 1132

Oceny książki Star Wars: The Mandalorian

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: The Mandalorian

avatar
143
138

Na półkach:

"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka. Ciekawe wątki, dobre postaci.

"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka. Ciekawe wątki, dobre postaci.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
248
100

Na półkach:

Niby treść fajna - bo w końcu to są Star Warsy, ale sposób w jaki jest napisana ta książka, jest po prostu mdły. Brakuje jakichś pośrednich opisów. Bardziej faktycznie czyta się tę książkę jako streszczenie akcji, aniżeli przyjemnie wciągającą fabułę.

Niby treść fajna - bo w końcu to są Star Warsy, ale sposób w jaki jest napisana ta książka, jest po prostu mdły. Brakuje jakichś pośrednich opisów. Bardziej faktycznie czyta się tę książkę jako streszczenie akcji, aniżeli przyjemnie wciągającą fabułę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
230
87

Na półkach:

Nie oglądałem serialu, ale Star Wars bardzo lubię. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, jak udane streszczenie jakiejś naprawdę dobrej powieści.

Nie oglądałem serialu, ale Star Wars bardzo lubię. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, jak udane streszczenie jakiejś naprawdę dobrej powieści.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

192 użytkowników ma tytuł Star Wars: The Mandalorian na półkach głównych
  • 130
  • 58
  • 4
87 użytkowników ma tytuł Star Wars: The Mandalorian na półkach dodatkowych
  • 61
  • 11
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Star Wars: The Mandalorian

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Wars: Wielka Republika: W ciemność Claudia Gray
Star Wars: Wielka Republika: W ciemność
Claudia Gray
Gwiezdne Wojny to niezwykle barwne, szerokie, doświadczone w swej kreacji twórczej, bardzo istotne dla sfery kulturalnej ludzkości Uniwersum – to jedno z największych dóbr popkulturowych wpływających na różne formy, gatunki, techniki związane z popkulturą i dla niej specjalnie tworzone. To Świat w większości kojarzony przez fanów jak najbardziej pozytywnie z licznymi wyróżniającymi się od innych Światów tematycznych walorami takimi jak: szeroki otwarty obszar Galaktyki, wątek mocy i niewiarygodnych Jedi, Sithów i ich pojedynków na Moc i miecze świetlne. Nie zapominajmy w tym względzie o samej Galaktyce jako mitycznym, baśniowym i perfekcyjnie dualistycznym świecie, w którym stronę światła reprezentują ci ,,wielcy dobrzy”: m.in. Luke Skywalker i Rebelia, a dla ,,wielkich złych” najistotniejszy, idealnie reprezentatywny staje się Imperator i jego Imperium Galaktyczne oraz Darth Vader. To tylko niektóre z wielu plusów cenionych i niezapomnianych Gwiezdnych Wojen, które ukazują przede wszystkim to jaki tak naprawdę jest ponadczasowy, pisany przez istotę Mocy wymiar treści i rozrywki, budowany w chwili obecnej przez Disney i Lucasfilm Ltd., którzy, co warto zaznaczyć, robią to od drugiej połowy 2012 roku. Nic nie trwa wiecznie, nie ma plusów dodatnich i plusów ujemnych, nie istnieją rzeczy czy zjawiska bez wad. Przy obecnie tworzonych Gwiezdnych Wojnach ujawnia się coraz więcej ,,negatywów", które za czasów surowej ręki rządzącej firmą – ręki George’a Lucasa - dało się jeszcze ukryć i opanować. Są to m.in.: brak spójności treści we wszystkich formach, brak budowy solidnej, konkretnej osi fabuły wokół, której Star Wars będzie rozwijało się przez następne lata – jak wiemy wcześniej była to Saga Skywalkerów, Wojny Klonów, upadek Anakina na Ciemną Stronę Mocy i wiele, wiele innych. W Uniwersum zdaje się jest mało postaci, które tak jak są kreowane obecnie dały by się zapamiętać społeczności na długo. Poza tym ,,rządzący matecznik” Disneya nastawiony jest na strategię ,,szybko, dużo, i żeby zarobić”, dlatego jakość oferowanych fanom produktów w materii galaktycznych wojaży... nie jest aż tak odpowiednia, jak się tego od twórców oczekuje. A to, cóż, działa jak katalizator: napędza jedną z ostatnich dużych wad marki, jaką jest sam galaktyczny fandom, który od wielu, wielu lat staje się kąśliwy i toksyczny oraz podzielony, niezdecydowany wobec tego czy ufać Nowemu Kanonowi czy akceptować stare dobre ,,starwarsy” z ery George’a Lucasa, albo czy może zdecydować się na coś innego. Gwiezdnym Wojnom trzeba czegoś nadzwyczaj intrygującego, na tyle rewolucyjnego i niespodziewanego zarazem, aby swoimi wytworzonymi treściami konsekwentnie zachęcać widownię do zaangażowania się w ten wielki Świat. W Uniwersum brakuje co najmniej powiewu świeżości, to fakt. W sercu ,,starwarsów” potrzeba także skuteczności w realizacji planów ,,białych kołnierzyków” i całego sztabu twórców w sięganiu po tytuły z oldschoolowej klasyki – Kanonu Legend - również potrzeba sporo odwagi, aby umiejętnie odświeżyć ten naturalny ,,wigor fluidów” Mocy w Galaktyce, który był z nami w klasycznej Trylogii i w Epizodach VII i VIII Sagi Skywalkerów. Wszystko to, co Disney wraz z Lucasfilmem chcą przygotować musi być dla nas geeków ,,wyznawców” i zwykłych oglądających randomowo ten Świat ludzi, prezentem, ale i wyzwaniem, w które musimy koniecznie brnąć i któremu powinniśmy sprostać. Te dwie marki mogą dać nam tak naprawdę wszystko jak i nic; w materii filmowo-serialowej, przykładowo, liczyłbym osobiście w przyszłości na (no a czemu by nie!): stworzenie trzy-odcinkowego miniserialu, np. 3 odcinki po około 80 minut lub jako cały dłuższy film specjalnie realizowany dla kin, gdzie w tych obu wersjach dostalibyśmy coś przypominającego Trylogię Mortis, czyli genialny tryptyk odcinkowy w okolicach 3/4 sezonu trzeciego z serialu "The Clone Wars". Warto zaznaczyć, że Trylogia ta wywarła ogromny wpływ na zrozumienie Mocy, całkowicie rozszerzając jej ,,zdolności", wpływy, możliwości w Uniwersum. A co z komiksami, książkami, treściami encyklopedycznymi? Co może zaoferować Nowy Kanon? Czy projekt nowego ,,Mini-Uniwersum” w świecie galaktycznych wojaży i starć na miecze świetlne, zwanego Wielka Republika, wspomoże Gwiezdne Wojny w chwilach niepewności i niespójności, które je po prostu zbyt męczą? Tak, w Galaktyce, w której rządzi niepodzielnie dobrze znana fanom Moc, jest tyle rzeczy do poznania i ,,dotknięcia", że nawet najbardziej obeznany ze ,,starwarsami” ich miłośnik, nie jest w stanie znać z tego fikcyjnego, ale na swój specyficzny sposób bardzo nam bliskiego wymiaru rozrywki, wszystkiego. I częściowo jest to dla fanów lepsza sytuacja, gdyż dzięki ,,rozległości” i plastyczności w tworzeniu długiej i szerokiej struktury Uniwersum, jego licznych fabuł, postaci, wątków i charakterystycznych motywów, każdy geek będzie mógł czerpać z Galaktyki ogromną satysfakcję, za tą pasją będzie podążać, z nią się będzie utożsamiać. Projekt Wielka Republika jest właśnie wyrazem takiej plastyczności – nowy akt i rozdział w dziejach Gwiezdnych Wojen, jednocześnie jest to czerpanie z tego, co było kreowane do tej pory: rozszerzanie treści, bez kopiowania i ,,wiecznego odgrzewania kotletów”. Wielka Republika rozwija się obecnie bardzo prężnie; może dorównać w przyszłości temu, co zrobił w materii serialu produkt Filoniego "Star Wars: The Clone Wars". Na ten nowy cykl ma składać się dziesiątki komiksów, powiastek młodzieżowych i pełnoprawnych powieści. Rozgrywa się on w Uniwersum na około 230 lat przed jego rokiem zerowym, czyli ,,Bitwą o Yavin”. W skrócie mówiąc, choć to tylko wierzchołek tego czym tak naprawdę jest ta Era, Wielka Republika – jak sama nazwa wskazuje – była tą wielką epoką w galaktycznej historii, gdy w Galaktyce panował ład, dobrobyt i spokój, a jej tak zwanym zarządcą była Republika właśnie. Nie ma Imperium, o Sithach raczej się nie mówi, Yoda jest tu o ponad 200 lat młodszy, a wszyscy generalnie idą ze sobą na kompromisy. Ale, jak to w życiu bywa… pozory mylą. W pierwszej, zresztą dość dobrej całościowo powieści, którą z tego cyklu doświadczyłem, również otwierającą ,,Wielką Republikę”, czyli "Światło Jedi" od C. Soule’a, nikomu w Galaktyce nie żyje się różowo. Pojawiają się podstępni Nihilowie, w powietrzu wisi katastrofa zagrażająca Kosmosowi, Senatem zaczynają trząsać pierwsze podstępy i knowania. A to tylko początek. Bo przed nami druga w chronologii Ery powieść, "W Ciemność" od Claudii Gray, która wraz z innymi twórcami stała się ważną składową, częścią ogólnego projektu wydawniczego, o którym piszę, zwanym jakże by inaczej: Wielka Republika. I w tym tytule w odniesieniu do "Światła Jedi" właśnie, dzieje się, oj dzieje! I to powiem odważnie: razy 1000 bardziej, i to we wszystkich aspektach! To że "W ciemność" jest wciągającą książką, to bardzo mało powiedziane. Co więcej, powieść została napisana przez jedną z najbardziej cenionych w fandomie autorek, po której w przypadku tej publikacji, ba!, tego Projektu, nie można było się w ogóle spodziewać, że wyjdzie to nie tyle co ,,tak dobrze”, ale, powalająco dobrze i dającego solidnego kopa ,,łopatą przez łeb” pełnego świeżości dla Kanonu Uniwersum. Kto by pomyślał, że będzie to taka dobroć czytelnicza! Że w końcu Nihillowie zyskają dane im, ba!, dla nich szykowane i przewidywane aspekty wielkości, jako solidnego nieznanego dla Jasnej strony Mocy wroga. Solidnego, na tyle, aby czytelnik na tym etapie chronologii Osi Czasu kreacji wydarzeń Nowego Kanonu, był tą rasą tudzież zgromadzeniem najeźdźców galaktycznych usatysfakcjonowany! Nihilowie Nihilami, ale: książka otwiera się ,,jak z procy” – akcja jak na mój i zapewne wielu z was również gust - zdaje się wystrzelać od razu, z solidnym tempem, jak z samego serca jakiegoś intensywnego wydarzenia, i to wydarzenia w towarzystwie wybitnych Jedi! Tym bardziej takie otwarcie zasługuje na uwagę, gdyż nie wadzą tej akcji, ani akcja nim, nader swobodnie napisane dialogi, postaci, wątki. Tak już jest od początku samej książki aż do ostatniej przysłowiowej kropki. I tu wchodzimy na kolejny aspekt całości powieści warty pozytywnej ewaluacji, związany z samymi sylwetkami bohaterów, które odgrywają w fabule najważniejsze role: od Reath Silasa, który z pokornego uczniaka siedzącego z głową w ,,archiwach Jedi” wyrasta na akceptującego wyzwania bitewne padawana Jedi, przez dzielną Affi, świetnego kompana dla każdego, ale i czuwającego nad losem współpraci Leoxa, aż po Scover, mistrzynię Orlę, tajemniczą Nihilkę Nan, czy młodego Jedi Deza, którego pełne niespodzianek i cliffhangerów przedstawienie w tej powieści mogło poprzestawiać zwoje mózgowe niejednego czytelnika. Tak, i tu chodzi o relacje między wieloma tymi i innymi istotnymi bohaterami – tak, dialogi w tej materii wyglądają w całym tytule niezwykle miękko, czyli na tyle, że czuje się opowiadaną ich wypowiedziami historię. Gray, widać że przygląda się swoim postaciom; autorka miała bardzo dobry ,,vibe” i wyczucie Uniwersum Star Wars przygotowując się do stworzenia CV i projektów charakterów, które przedstawi w tej powieści. Finalnie wyszło zjawiskowo - dała nam żywe, namacalne charaktery, którymi aż można było przesiąknąć! Wspomnienia o Nihilach z perspektywy wypowiedzi sylwetek w książce, czy sam udział tej ,,Organizacji” (wciąż jest to rozwijające się ugrupowanie, które potrzebuje w materii Uniwersum czasu i treści, aby odpowiednio je nazwać, aby rozróżnić Nihilów na rasy, społeczności, kasty etc.) w głównej fabule "W Ciemność" dają okazję do wyciągnięcia jednego z wniosków, i to zaraz po lekturze książki: Nihilowie będą zagrożeniem, z którym w Erze Wielkiej Republiki będą musieli liczyć się wszyscy, Sithowie, Jedi, Gildie Handlowe etc. To odpowiednik Yuuzhan Vongów ze Starego Kanonu (Expanded Universe do 2014 roku),którzy to przy odpowiednim podejściu do kreacji ich zbiorowości w Wielkiej Republice przez twórców, mogą stać się od słynnych ,,Vongów" jeszcze potężniejsi. Ciekawe jest to, że Gray bardzo sprytnie Organizacją Nihilów wodzi czytelnika za nos: on sam musi się zastanowić, czy to ci najeźdźcy odpowiadają za tragedię na stacji amaxińskiej czy za kłopoty z Latarnią Gwiezdny Blask oraz za zamieszanie z Drengirami (pomysłowy rodzaj zagrożenia dla wielu ras i planet w Galaktyce – Drenigirowie, jako roślinne humanoidy, wysokie, gruzłowate, z wieloma pnączami wystającymi z cielska, na dodatek inteligentne; stworzenia podobne do Trenta/Drzewca z Władcy Pierścieni… tylko jeszcze straszniejsze). "W ciemność" – sam tytuł drugiej (w zależności od sposobu przyjęcia chronologii Kanonu) na Osi Czasu powieści z Okresu Wielkiej Republiki Star Wars, jak i od początku kreacji treści w Uniwersum, oznacza głównie to, iż zagrożenia w postaci Nihilów właśnie, Drengirów, zdrad i knowań w szerach naszych bohaterów i ich kompanów – wszystko to kreuje dla Wielkiej Republiki bardzo ciekawą, pełną atmosfery napięcia i wyczekiwania tego co nadejdzie, przyszłość, która będzie wymagała w Nowym Kanonie treści i tej Erze od wielu postaci, ale i władz Republiki licznych działań przygotowujących Galaktykę na najgorsze. A co czeka w związku z tym czytelnika? Czytelnika czeka to, czego w najśmielszych snach mógłby nawet nie oczekiwać - wyczuwam wielką nadzieję, świetną, pewną przyszłość w tym projekcie Star Wars. I obym się nie mylił!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na82 lata temu
Star Wars: Wielka Republika: Na ratunek Valo Daniel José Older
Star Wars: Wielka Republika: Na ratunek Valo
Daniel José Older
Na ratunek Valo to kolejna powieść młodzieżowa z cyklu Wielkiej Republiki w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jej autorem jest Daniel José Older, który odpowiada również za scenariusz serii komiksowej The High Republic: Adventures. Została wydana równocześnie z książką Burza Nadciąga Cavana Scotta. Warto wspomnieć, iż w oryginale ukazała się pod tytułem Race to Crashpoint Tower. Śledzimy tu poczynania padawana Rama Jomarama, który uwielbia majsterkować i woli towarzystwo maszyn niż ludzi. Towarzyszą mu: droid V-18 oraz dwa niesforne Bonbraki, małe istotki pomagające młodemu Jedi w różnych naprawach. Ram dostaje informację o problemach przy wieży łączności Crashpoint. Natychmiast rusza zbadać sprawę i, jak się okazuje, Nihilowie znów rozrabiają, a za chwilę rozpocznie się Festiwal Republiki! Chłopiec musi ostrzec Mistrzów, że wszystkim grozi niebezpieczeństwo, jednak zamiast tego wpada w kłopoty. W tym czasie padawanka Lula Taliosa i jej przyjaciółka Zeen Mrala również stawiają opór Nihilom w innej części galaktyki. Za sprawą Vernestry Rwoh Lula odszukuje Rama i razem muszą dostać się do wieży, by naprawić łączność. Ale czy nie jest już za późno? Akcja toczy się dokładnie w tym samym czasie, co wydarzenia w Burza Nadciąga. Mogę spokojnie stwierdzić, że niektóre z nich są identyczne jak w wyżej wymienionej powieści, jednak przedstawiono je z perspektywy innych bohaterów. Pojawiają się tam również postacie z Próby Odwagi, dlatego uważam, iż warto nadrobić serię, zanim sięgnie się po tę książkę. Historia jest spójna i mimo tego, że silnie trzyma się tylko jednego wątku, zawiera w sobie wiele interesujących niuansów. Oprócz głównych antagonistów – Nihilów, spotykamy ponownie rasę Drengirów (wcześniej mieliśmy z nimi do czynienia w pozycji W ciemność). Zapamiętałam ich jako siejące grozę roślinne stworzenia przepełnione ciemną stroną Mocy. Grupa złożona z Mistrzów i Rycerzy Jedi nie mogła sobie z nimi poradzić. Tymczasem dwoje uczniów oraz dziewczyna, która nawet nie należała do Zakonu, rozprawili się z nimi jak gdyby nigdy nic. Po prostu mi to nie pasuje. Wolałam wizerunek tych istot jako przerażające zagrożenie. Cała recenzja na: CzasoStrefa
CzasoStrefa - awatar CzasoStrefa
oceniła na94 lata temu
Star Wars: Ahsoka Emily Kate Johnston
Star Wars: Ahsoka
Emily Kate Johnston
W trakcie przerwy świątecznej urządziłam sobie maraton wszystkich filmów z uniwersum "Gwiezdnych wojen" i taki rewatch zaowocował chęcią przeczytania jakiejś powieści osadzonej w tym świecie. Nie miałam pojęcia, że książek jest tak dużo, więc wybrałam trochę przypadkowo tytuł, który zachęcił mnie czasem akcji. Ta historia rozgrywa się bowiem około rok po wydarzeniach z "Wojen klonów", już po rozkazie 66, gdy Zakon Jedi został zniszczony. Główną bohaterką jest dawna padawanka Anakina Skywalkera, która ukrywa się od momentu, gdy władzę w galaktyce przejął Imperator. Ahsoka Tano przebywa na odległej planecie o nazwie Thabeska, pracując jako mechaniczka dla wpływowej rodziny. Kiedy roznosi się wieść, że przedstawiciele nowej władzy przybyli na spotkanie z klanem Fardich, Ahsoka uznaje, że natychmiast musi uciekać dalej. Trafia na Raadę – niewielki rolniczy księżyc, który nie powinien przyciągać niczyjej uwagi. Bohaterka poznaje nowych przyjaciół, powoli aklimatyzuje się, wierząc, że tym razem znalazła schronienie na dłużej. Marzenie niszczy pojawienie się armii imperialnej zamierzającej podbić Raadę. Tym razem Ahsoka postanawia stanąć walki, ryzykując zdemaskowaniem. W trakcie lektury nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jest to historia raczej dla młodzieży niż dorosłych czytelników, ponieważ autorka pisze w taki charakterystyczny, lekki sposób. Nie mamy do czynienia ani z rozbudowanym światem, ani z wieloma wątkami, a kreacja postaci jest raczej jednowymiarowa, więc przez tę historię tak gładko „przepłynęłam” i obawiam się, że nie zostanie w mojej pamięci na dłużej. Na pewno polubiłam główną bohaterkę, która została sportretowana jako odważna, inteligentna, kierująca się kodeksem moralnym Jedi, mimo że sama nie uważa się za wielką wojowniczkę. Widać, że Ahsoka jest dopiero na początku swojej drogi, ponieważ często wątpi w nabyte umiejętności, tęskni za mistrzem oraz innymi Jedi, a także nieco miota się, zastanawiając jak ułożyć sobie życie w tej nowej, trudnej rzeczywistości. Sympatyzowanie z bohaterką nie jest trudne, więc trzymałam kciuki za jej decyzje, mając nadzieję, że z każdej opresji wyjdzie obronną ręką. Wartkiej akcji jest sporo chociaż nie rozpoczyna się ona od pierwszego rozdziału. Najpierw dostajemy opisy życia bohaterki na Thabesce, potem na Raadzie, a dopiero później mają miejsce wydarzenia związane ze stawianiem oporu szturmowcom. Autorka nie wrzuca postaci w jakieś epickie bitwy, raczej mamy do czynienia z taką wojną podjazdową, więc można poczuć lekki niedosyt i brak rozmachu w działaniach jakie podejmuje Ahsoka. Z drugiej jednak strony jej przyjaciele są rolnikami, a nie wyszkolonymi żołnierzami, więc ma to sens. Ponarzekam trochę na antagonistów, ponieważ nie wydają się tak przerażający jak powinni. Niby armia imperialna stanowi zagrożenie, jest jeszcze postać Inkwizytora śledzącego najmniejsze doniesienia o obecności Jedi, ale jakoś to wszystko nie wywołuje takich emocji na jakie liczyłam. Powieść polecam młodszym czytelnikom oraz osobom dopiero zaczynającym przygodę z uniwersum. Nie jestem znawczynią ani starego, ani nowego kanonu związanego z "Gwiezdnymi wojnami", ale nabrałam ochoty na więcej historii osadzonych w tym świecie. Ahsoka wydała mi się na tyle ciekawą postacią, że pewnie obejrzę serial o niej, a potem być może sięgnę po kolejne książki osadzone w tym świecie.
Dominika - awatar Dominika
oceniła na63 miesiące temu
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia Jesus Saiz
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia
Jesus Saiz Charles Soule
Twórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one uczyniły to uniwersum tak kasowym i kultowym. Nowe rozpoczęcie serii zatytułowanej po prostu „Star Wars”, to właśnie taki komiks – poruszający się na znanym wszystkim poletku. Po bitwie o Hoth flota Rebelii ulega rozproszeniu. Darth Vader robi wszystko, żeby dostać w swoje ręce Luke’a Skywalkera, właśnie dowiedział się, że jest synem potężnego lorda Sithów. Z kolei Leia Organa planuje uwolnienie Hana Solo, który został zamrożony w karbonicie, i którego los pozostaje niepewny. W misji ratunkowej wspiera ją Lando Calrissian, ale gubernator Miasta w Chmurach musi najpierw pokonać uprzedzenia nowych towarzyszy związane z tym, że chwilę temu, działając pod sporą presją, był zmuszony współpracować z Imperium Galaktycznym. Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego w ramach świata mieszczącego w sobie tyle różnych historii? Nie jest to na pewno łatwe zadanie, ale Charles Soule dwoi się i troi, żeby fani byli zadowoleni. „Ścieżka przeznaczenia” to album z wyraźnie wyczuwalnym przygodowym sznytem. Powiedziałbym, że to typowy przedstawiciel nurtu „komiksu nowej przygody”, a to sprawia, że godnie reprezentuje markę „Star Wars”, przywołuje bowiem na myśl filmy klasycznej trylogii. To się chwali. „Ścieżka przeznaczenia” charakteryzuje się przede wszystkim wartką akcją. Na szczęście w żadnym momencie nie popada ona w przesadę – wszystko mieści się w rozsądnych (jak na gatunek) granicach. Można było mieć pewne obawy, czy scenarzysta wybrnie z sytuacji, gdy na scenie nie ma jednego z głównych motorów franczyzy, czyli Hana Solo (on przebywa akurat na „urlopie” w karbonicie). Ostatecznie okazało się, że pozostałe postaci są w stanie ponieść na własnych barkach angażującą opowieść. Uwagę zwraca zwłaszcza Calrissian, który w pewnym sensie przejmuje rolę drużynowego łobuza, autor jednak wzbogaca go charakterologicznie, bo widzimy takiego Landa, który wraca po ludzi, za których był odpowiedzialny na Bespinie. Podoba mi się, że niektóre motywy zawarte w tym komiksie znacząco wykraczają poza standardowe postrzeganie danych rzeczy. Wspomnę chociażby o Imperium – w akcie polowania na organizację Lei Organy i Mon Mothmy korzysta ono ze statku, którego załogę tworzą ludzie, którzy w czasie konfliktu stracili bliskich na zniszczonej Gwieździe Śmierci i mają z Rebelią osobiste porachunki. W porównaniu ze standardowym pokazywaniem każdego funkcjonariusza Imperium jako faszystowskiego złola, jest to godny odnotowania postęp. Ilustracje są ładne i przejrzyste, utrzymane w nowoczesnym stylu. Dobrze sprawdzają się zarówno w scenach statycznych, jak i tych, kiedy akcja znacząco przyspiesza. Jesus Saiz nie gubi ani skupienia, ani szczegółów, co daje satysfakcjonujące efekty. Istotne jest też to, że artysta nie eksperymentuje z fizys bohaterów. Ci, których dobrze znamy, rzeczywiście przypominają siebie – jest to w mojej opinii istotny element franczyz, zwłaszcza tych, które rozpoczynały się filmami i płynnie przeszły na terytoria innych mediów. Inauguracja nowej serii w ramach „Star Wars” to komiks udany, który godnie reprezentuje markę. Fani znajdą w nim sporo dla siebie i z całą pewnością nie będą rozczarowani jego poziomem. To nowa opowieść, ale jej duch jest nam doskonale znany – to lekka i angażująca przygoda. Jestem zadowolony, mam też nadzieję, że kolejne tomy utrzymają ten poziom. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-tom-1-sciezka-przeznaczenia.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień
Greg Pak Raffaele Ienco
W najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć, a mowa tu o niepodrabialnych, totalnie sztosowo-oryginalnych Gwiezdnych Wojnach, każdy kto choć raz oglądał jeden z głównych filmów tego Uniwersum (zapewne jest to w większości któryś z tytułów Klasycznej Trylogii),idę o zakład iż... co najmniej lubi, ale podbiję stawkę i założę się o wszystkie pieniądze świata, że przeważa tu ,,uwielbia”, ten moment, gdy głośne fanfary 20th Century Fox, a po nich ładujące swoje wprost pompatycznie niemożliwe, z dużą dozą energii te dwadzieścia czy więcej sekund charakterystycznego dźwięku otwierającego starwarsowy film, z wypływającym zza widza, jakby wprost z nieskończonej przestrzeni Galaktyki, ku miriadom jasnych punkcików emblematem "Star Wars", rozbrzmiewają. To jedno z najoryginalniejszych ,,doznań”, jakie sympatyk danego motywu, Świata, wymiaru rozrywki, którym się pasjonuje, może doświadczyć. Nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie da! Ikoniczne otwarcie epizodowych (tych z Sagi Skywalkerów) filmów Star Wars wraz z obłędnym logotypem, to ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, który nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i naznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości. Owe intro graficzno-muzyczne, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszechwieczny znak rozpoznawczy marki „George’a Lucasa”, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji! Co ciekawe z Papą Lucasem bywa jednak dość specyficznie: to taki skomplikowany zarówno jako artysta i jako osoba prowadząca własne prywatne życie człowiek – można go określić jako geniusza niepozbawionego wad. I jedną z tych wad, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, jest to, że George w 2012 roku zdecydował się ,,sprzedać” swoje ukochane ,,dziecko”, markę Star Wars, globalnemu korpo-liderowi w rozrywce istniejącej w każdym segmencie ,,zawsze i wszędzie, o każdej porze”, Disneyowi. Być może ta decyzja była pokierowana chęcią odpoczynku u naszego mistrza Sci-Fi Space Opera, a także nastawienie się na inne prywatne wyzwania i niezrealizowane do końca projekty, oraz na poświęcenie większej ilości czasu rodzinie. I tak, mamy 2025 rok, a niedługo minie 15 lat odkąd teoretycznie ,,starłorsy” (według wielu ,,płaczków” i malkontentów) przestały być ,,starłorsami”, bo przecież ,,pożarła je korpo-chciwa Myszka Miki, a takowy nowy wymiar Gwiezdnych Wojen zwany Kanonem, tak niepotrzebnie nieustannie ewoluuje, ciągle i ciągle staje przed nami otworem, masowo zalewając nas przeważnie średniawej jakości treściami" - tak to mogą narzekać tylko ci ,,nie otwarci na rozbudowę Uniwersum w nowym kierunku" fani! To właśnie niszczy tą materię rozrywki, dziurawi jak sito wspaniałą, oddaną sympatykom Galaktykę! Tak, to, co było przed 2012-2014 rokiem w macierzy wszystkiego, co powstawało w Galaktyce nazwano te naście lat temu ,,Legendami”. Takowe Legendy, bądź inaczej to określając jako ,,Stary Kanon” - ów ,,skończony" Świat SW miał pozostać ,,sam sobie”, nietknięty i nierozwijany, co przez wielu z nas do dziś uważane jest za błąd, za częściowe wyrzucenie budowanej od 1977 do 2012-2014 roku bazy informacyjnej GW do kosza, na krutacki śmietnik zapomnienia. Jednakże plusem rozwijanego w niesłychanie intensywny sposób, któremu towarzyszą dziwnie fluktuujące spadki jakości i wydźwięku budowanych produktów, Świata Star Wars z ramienia Nowego Kanonu, jest różnorodność, ilość i łatwa oraz szybka dostępność rozmaitych gwiezdnowojennych treści. Szczególnie wartko opracowywane są nowe rozwiązania w sferze komiksowej, gdzie szczególną uwagę przyciąga fanów seria komiksów pisanych i rysowanych z cholernie ,,mięsistym i konkretnym pazurem”, ot zacięciem i instynktem rodem z talentu pokroju G. Lucasa czy D. Karpyshyna i J. Luceno, opowiadających o rozmaitych, solidnie rozgałęzionych przygodach osoby Dartha Vadera. I jedną z takowych cykli jest mini-seria ,,Star Wars – Darth Vader”, opracowywana w większości wydań/tomów przez G. Paka oraz towarzyszących mu artystów. Dotychczas padł w ,,objęcia moich czytelniczych zmysłów” pierwszy, pilotowy komiks cyklu: ,,Mroczne serce Sithów”, który okazał się prywatnie dla mnie czymś dużo lepszym niż zwyczajną historią z Kanonu SW. Teraz zasiadłem do tomu drugiego: ,,Prosto w ogień”, którego twórcami podobnie jak u poprzednika są m.in.: Greg Pak oraz Raffaele Ienco. Także przy tym rozdaniu… i dobrze, że tak się okazało, bo miałem wręcz świetne, pozytywne wibracje mocy przed jego rozpoczęciem, całość komiksu równie totalnie chillowo, pod każdym względem, w każdym aspekcie jego starwarsowej zgodności i zwykłej budowy tej narracji, siadła mi na gusta ,,totalistycznie zajebiaszczo". W przypadku sequela ,,Mrocznego Serca Sithów” mogę wtrącić pewne określenie opisujące to, jak płynnie scalił się on z tym, co opowiadał i jak zakończył tom 1, także jak konsekwentnie wprowadził intuicyjnie budowane treści do Kanonu, i to owinięte wokół nie byle jakiej persony: niezrównanego Lorda Vadera: ,,nie wyczuwam żadnych zakłóceń mocy w Galaktyce produktów Star Wars; panuje stosunkowo przyjazna równowaga w Mocy; fandom powinien być zadowolony budowaną przez dwa pierwsze tomy serią ‘Star Wars – Darth Vader’ linią informacji i danych”. Dzięki takim opowieściom jak niniejszym omawiany i recenzowany tom 2, marka Lucasa przynajmniej w sferze komiksowo-powieściowej funkcjonuje jak w idealnie dostrojonym szwajcarskim zegarku, a dzięki takiej skromnej ,,poprawności twórczej w tylko tej serii!” Galaktyka może płynąć w kierunku wyznaczonych przez fanów, licznych artystów pracujących dla jej całokształtu, oraz ,,korpo-ludków” Organu Dowodzącego ,,Disney'a” i ,,Lucasfilm Ltd.” celów. Owe rozdanie, co warto zaznaczyć, intryguje, ba raczej o wiele bardziej inspiruje!, każdego kto po nie sięgnie już na starcie swą elegancką i wytwornie mroczną a kolorystycznie (pod względem intensywności barw) głęboką i wciągającą okładką: z przodu jak i tyłu. To głównie na przedzie znajduje się, co zabrzmi trochę dziwnie, ale sądzę taka jest po prostu prawda: cała osnowa tego, o co będzie chodzić w fabule i narracji tomu. Bo nie ma to jak świetne i mocno konkretne przedstawienie na przedzie prezentującym komiks, to, jak zawzięcie w jego około 140 stronach treści będą walczyć w targanej zawirowaniami Mocy relacji między sobą Sidious i jego ,,niby-uczeń” Darth Vader, i co się będzie w związku z tym rozgrywać: z kim, jak, kiedy i gdzie. I to relacji podstępnej, nietuzinkowej, wręcz przesiąkniętej fluidami zdrady, zawiści, podstępu. I żeby było ciekawie to, co w tym aspekcie głównego wątku historii ,,Prosto w ogień” się wydarzyło, nie było stricte strona w stronę bezpośrednie. Stopniowo, strona w stronę, kadr w kadr, Sidious za pomocą swojego sprytnego planu, no i Vader – a czemu by nie – ci dwaj potężni użytkownicy Mocy próbowali chytrze – a dla czytelnika z sosem suspensu na dokładkę – coraz bardziej sobie zagrażać, z różną dozą stosowanych chwytów. I takie wydania jak nie tylko ów tom, ale i poprzednik (sądzę zapewne kolejne z serii również) są Kanonowi potrzebne: tak pokazuje się to, co nie ukazywały bezpośrednio treści filmowe czy serialowe GW. No bo nie da się nie kryć fanowskiego zaskoczenia tym, jak bardzo wielowymiarowa, okazuje się jednak więź, będąca na granicy rozerwania w Mocy, między ,,gagatkami” Sidiousem i Vaderem. Totalny sztos i pozytywny obłęd dla fana razem wzięte: idealne rozszerzenie dla malkontentów, którzy uznają tylko ,,cud Klasyki SW”, i nic poza tym. Po zapoznaniu się z tytułami cyklu większość zmieni zdanie, co do ,,błazenady” i ,,niepotrzebności” Nowego Kanonu dla tak słynnej marki. Po prostu Pak i Ienco i inni, zrobili tu bezcenną dla Galaktyki robotę! ,,Prosto w ogień” to przykład idealnej żonglerki rysunkiem, ustawieniem kadrów, i stopniowym zwiększaniem intensywności narracji i suspensowości w fabule. Bo jak tu inaczej określić rzekłbym ów drobiazgowy, pełny życia, wręcz – i tu odważna opinia z mojej strony – idealny (bo iście marvelowski, żywy i patosowo-heroiczny, mięsisty) dla Uniwersum Star Wars, które lubi w medium komiksowym i powieściowym twórczą i artystyczną dokładność, a co za tym idzie szczerość w realizacji komiksów czy treści kreowanej prozą styl rysunkowy oraz jego doprecyzowane techniki. Niniejszym wtłoczona konturem, dopełniona kolorem, doprecyzowana tuszem historia, w której aż kipi emocjonalnym rozdarciem Vadera stylizacja graficzna i owa techniczna dokładność i estetyka - te elementy obrazu w komiksie są perfekcyjne dla tego rodzaju narracji, w której przeważa (i to zdecydowanie!) opowieść rysunkiem ponad tym co daje scenariusz. Taką narrację, ten mocno intensywny, szarpany, z masą retrospekcji z perspektywy postaci ,,upadłego w mrok” Anakina, lecz starającego podnieść swoją duszę z popiołów ciemności i odrodzić jako Fenix, prezentuje wydanie ,,Prosto w Ogień” – te cholerne około 140 stron, które przekazują więcej emocji i informacji o ewolucji naszych charakterów: sylwetki Palpatine’a i Vadera, niż, sądzę szczerze, robi to niejedna książka z ,,Legend” czy z ,,Kanonu” lub starwarsowy film z Klasycznej Trylogii. Jak to się mówi, gdy często dokonuje się dość trudnych decyzji, koniec końców nasze działania wiążą się dla nas z określonymi skutkami, które mogą lub nie nas przekreślić bądź ustawić naszą przyszłość w wybranych dla nas elementach, relacjach jako tą dobrą lub złą. W tomie 2 serii o Vaderze, taką fluktuację wydarzeń, wir emocji, od których aż drżała Moc, a czytelnik (przynajmniej tak to wyglądało u mnie) miał na twarzy uśmiech satysfakcji od ucha do ucha, przeżył sam ,,powód” owej mroczno-suspensowo-thrillerkowej opowieści. Niegdyś Anakin, a teraz w większości Lord Vader musiał dokonać odpowiedniego wyboru: czy pozostawić swoje Ja Ciemnej Stronie, bądź mimo wszystko starać się zachowywać pozory ,,mrocznego Sitha” i jednak ,,po cichu” opierać się mrokowi i walczyć o odrodzenie i katharsis wtedy, gdy nadejdzie ten odpowiedni moment?! Sądzę, że to w tym komiksie, zarówno dla Kanonu i ogólnych treści Galaktyki Star Wars, Vader zdecydował się nie dać za wygraną, dać powoli ponieść się promykowi Światła, które lekko zaczyna się w nim rozpalać. Pogoń Ochiego z Bestoona za nim samym, w końcu konfrontacja między tymi śmiałkami i ponowna wzajemna ,,gonitwa” i ocieranie się o ,,kontakt” z Imperatorem – tak Vader rozpoczął swą krucjatę, w której zwycięsko wyszedł w ,,Powrocie Jedi”, finale filmów Klasycznej Trylogii Star Wars. ,,Prosto w Ogień" powinno się pamiętać dość długo; niebywałe, mocne, Gwiezdnym Wojnom potrzebne!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na97 miesięcy temu

Cytaty z książki Star Wars: The Mandalorian

Więcej

Nikt nie będzie wolny, póki dawne zwyczaje nie znikną na dobre.

Nikt nie będzie wolny, póki dawne zwyczaje nie znikną na dobre.

Joe Schreiber Star Wars: The Mandalorian Zobacz więcej
Więcej