Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu

Okładka książki Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu autorstwa Jędrzej Morawiecki
Okładka książki Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu autorstwa Jędrzej Morawiecki
Jędrzej Morawiecki Wydawnictwo: Znak Literanova Seria: Znaki na ziemi reportaż
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Znaki na ziemi
Data wydania:
2025-09-24
Data 1. wyd. pol.:
2025-09-24
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383676142
Prawdziwa historia sekty, która miała ocalić Rosję

Co łączy syberyjskiego Chrystusa, a zarazem byłego milicjanta, który doznał objawienia w trolejbusie, z reżimem Władimira Putina? Jak to możliwe, że sekta głosząca pokój i miłość przekształciła się w strukturę przypominającą autorytarne państwo? I dlaczego Rosjanie, szukając alternatywy dla opresyjnego systemu, dali się pochłonąć innemu – równie bezwzględnemu?

Jędrzej Morawiecki – reporter, rusycysta i znawca Rosji – przez ponad dwie dekady śledził losy Wissariona i jego wyznawców. Autor z niezwykłą wrażliwością rekonstruuje losy ludzi zagubionych w czasie i przestrzeni – byłych funkcjonariuszy, artystów, idealistów i uciekinierów od codzienności – którzy podążając za wizją lepszego świata, stali się częścią niepokojącego eksperymentu. Ich historie splatają się z dziejami upadku nadziei na odnowę Rosji i pokazują, jak cienka jest granica między wiarą a uleganiem manipulacji, wspólnotą a systemem opresji.

Szykuj sanie latem to opowieść o wspólnocie, która miała być duchową alternatywą dla putinowskiej Rosji, a stała się jej lustrzanym odbiciem. To również wnikliwy portret kraju, w którym nadzieja na zmianę jest brutalnie tłumiona zniewoleniem.

Szykuj sanie latem to reportaż totalny – gęsty od emocji, przejmujący i boleśnie aktualny. To także poruszająca refleksja nad tym, co dzieje się z człowiekiem, gdy rozpada się jego świat. I nad tym, czy z ruin może powstać coś nowego.
Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu



2431 1451

Oceny książki Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu

Średnia ocen
7,3 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu

avatar
152
14

Na półkach:

Niestety, ale tytuł nie ma wiele wspólnego z treścią. Nie kupiłem tej książki z myślą o opisach podróży po wybrzeżu Bułgarii i Sofii.

Niestety, ale tytuł nie ma wiele wspólnego z treścią. Nie kupiłem tej książki z myślą o opisach podróży po wybrzeżu Bułgarii i Sofii.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
743
14

Na półkach:

Szkoda, że o samej sekcie informacji to stosunkowo niewiele, bo to interesowało mnie najbardziej.

Szkoda, że o samej sekcie informacji to stosunkowo niewiele, bo to interesowało mnie najbardziej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1621
1442

Na półkach: , , , , , ,

Nie należę do osób nadmiernie cierpliwych, ale w przypadku tej książki cieszę się, że nie poddałam się po zbyt chaotycznym, nadmiernie ekspresyjnym i literacko poszarpanym początku. Ciało, sedno, esencja relacji warta jest bowiem przedarcia się przez dość ekscentryczną i przydługą prezentację sekty. To, jak autor ściera ze sobą obecne realia i głoszone przez lata tezy, 'oświecone słowa' i działania państwa, wydarzenia w*ojenne i transformację zgromadzenia, zasługuje na najwyższe pochwały. Co do stylu, przyjęcie reportażu podanego w bardzo niekonwencjonalny sposób, zależeć będzie od indywidualnych preferencji.

Autor poznał "ruskiego Chrystusa" i jego wyznawców osobiście ale też poprzez rozmowy i obserwacje, czytając, sprawdzając, odwiedzając. Dzięki nim poznajemy euforyczne podążanie za nowym głosem, ideologię, głoszone ideały, ich komercjalizację i upadek. Ale przede wszystkim, autor zderza hasła piękna, dobroci i edukacji bez złego słowa i nienawiści z tym, jak zmieniają się działania Rosji od roku 1999. Syberyjskie życie w zgodzie z bajką i naturą przeciwstawia relacjom ukraińskich uchodźców, propagandzie i ogłupianiu narodu, namiętnie powtarzającego za prezydentem bzdury o wyzwalaniu atakowanych miejsc.

Niezwykle ciekawie prezentują się części słusznie kojarzące się z komputerową grą. Wykreowana Nadieżda jest naszymi trzeźwymi oczami, reagującymi na absurdy rządzące krajem, nazwanym SimRus. Wszystko się tutaj zgadza, łącznie z prześladowaniami dziennikarzy i przeciwników politycznych, z dzieleniem rodzin wedle ich podatności na propagandę, epatowaniem wielkiemi hasłami, w tym mesjanistycznymi, dla uzależnienia obywateli od poczucia obowiązku wobec Matki.

Tło bazujące na obserwacji i lęku, na rozmowach z żołnierzami i relacjach pozostających w opozycji intelektualistów, idealnie komponuje się z sekciarskim językiem wolności i zbawienia. I tak, jak ewoluuje rosyjska bezczelność polityczna, tak piękne, religijne hasła zmieniają się Strefę w obszar zacofania, uprzedmiotowienia kobiet, ograniczania wolności i apodyktycznych rządów. U władzy kraju i sekty spotykamy ludzi, którzy wszystko oddali dla 'najwyższego dobra'. Mam wrażenie, że jedni i drudzy w jednakowym stopniu ulegli chorobie, głupocie lub mrzonkom.

Książka Morawieckiego nie jest precyzyjnie skoncentrowana na tytułowym temacie. Jest on raczej wypadkową do rozszerzenia dyskusji na każdy możliwy obszar. Podróżując zderzamy się z rosyjską sprawą w Bułgarii, Łotwie, nawet w wagonach kolei transsyberyjskiej. Przerzuca się ona na biednego, białoruskiego gazeciarza, na złodziei z różnych zakątków byłego ZSSR, na uciekinierów spod ostrzału pozostających w nieustannej traumie, na tych, którzy muszą być uważni w odróżnieniu potrzebującego uchodźcy od oszusta, na ludzi, którzy czytając cytowane tutaj nagłówki rosyjskiej prasy, będą umieli zobaczyć w tym pozornym ziarnie same plewy.
Ci, którzy przejrzeli na oczy, wyszli z sekty i wiodą inne życie. Na zawsze spaczone, uboższe o stracone zdrowie i złudzenia. Wierzyć się nie chce, że po aresztowaniach i wyjaśnionej prawdzie są ludzie, którzy nadal budują odosobnione ośrodki wiary w Chrystusa, będącego równie destrukcyjną jednostką jak były kagiebista władający całym krajem.

Jest w tej książce chaos, niespójność tematyczna i stylistyczna. Ale są też wybitne fragmenty, otwierające oczy i jest prawda, niemożliwa do zaakceptowania przez ludzi kierujących się logiką. Jest Rosja spaczona, histeryczna i spolegliwa, są głosy sprzeciwu i reporterskie przerażenie zastanymi sytuacjami. Uważam, że to bardzo dobra praca, zbudowana na genialnym temacie, podana w sposób, który czasem wybija z rytmu. Zdecydowanie warta przeczytania, choć wymagająca cierpliwości.

Katarzyna
dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

Nie należę do osób nadmiernie cierpliwych, ale w przypadku tej książki cieszę się, że nie poddałam się po zbyt chaotycznym, nadmiernie ekspresyjnym i literacko poszarpanym początku. Ciało, sedno, esencja relacji warta jest bowiem przedarcia się przez dość ekscentryczną i przydługą prezentację sekty. To, jak autor ściera ze sobą obecne realia i głoszone przez lata tezy,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

231 użytkowników ma tytuł Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu na półkach głównych
  • 188
  • 40
  • 3
20 użytkowników ma tytuł Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu na półkach dodatkowych
  • 10
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi Katarzyna Brejwo, Rafał Grzenia, Julia Jurgens, Eva Lene Lorzer, Jędrzej Morawiecki, Katarzyna Moskalewicz, Aneta Prymaka-Oniszk, Kaja Puto, Aliona Szabunia, Ziemowit Szczerek, Agnieszka Wójcińska
Ocena 6,3
Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi Katarzyna Brejwo, Rafał Grzenia, Julia Jurgens, Eva Lene Lorzer, Jędrzej Morawiecki, Katarzyna Moskalewicz, Aneta Prymaka-Oniszk, Kaja Puto, Aliona Szabunia, Ziemowit Szczerek, Agnieszka Wójcińska
Okładka książki Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk
Ocena 7,3
Patrząc na Wschód Piotr Brysacz, Wojciech Górecki, Jacek Hugo-Bader, Maciej Jastrzębski, Michał Książek, Jędrzej Morawiecki, Włodzimierz Pawluczuk, Wacław Radziwinowicz, Magdalena Skopek, Wojciech Śmieja, Andrzej Stasiuk, Mariusz Wilk
Okładka książki Ani żadnej wyspy. Rozmowy o Rosji i Ukrainie Piotr Brysacz, Jędrzej Morawiecki
Ocena 7,4
Ani żadnej wyspy. Rozmowy o Rosji i Ukrainie Piotr Brysacz, Jędrzej Morawiecki
Okładka książki Jutro spadną gromy Bartosz Jastrzębski, Jędrzej Morawiecki
Ocena 7,2
Jutro spadną gromy Bartosz Jastrzębski, Jędrzej Morawiecki
Okładka książki Cztery zachodnie staruchy. Reportaż o duchach i szamanach Bartosz Jastrzębski, Jędrzej Morawiecki
Ocena 7,1
Cztery zachodnie staruchy. Reportaż o duchach i szamanach Bartosz Jastrzębski, Jędrzej Morawiecki
Jędrzej Morawiecki
Jędrzej Morawiecki
Jędrzej Morawiecki (ur. 1977) jest adiunktem w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego, doktorem filologii słowiańskiej oraz socjologii. Pracował jako reportażysta dla „Tygodnika Powszechnego”, był także korespondentem Agencji Reuters i współpracownikiem Sekcji Polskiej BBC. W roku 2010 ukazały się dwie jego książki: "Mały człowiek. O współczesnym reportażu literackim w Rosji" i "Syberyjska sekta wissarionowców jako fenomen społeczno-religijny". Jest laureatem m.in. Nagrody Specjalnej Stowarzyszenia Filmowców Polskich na Krakowskim Festiwalu Filmowym za film dokumentalny pt. "Syberyjski przewodnik" (z Maciejem Migasem).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu przeczytali również

Laboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat Antony Loewenstein
Laboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat
Antony Loewenstein
Temat tego co robi Izrael w Strefie Gazy jest obecnie bardzo nośny i słusznie. Jednakże historia tego konfliktu sięga już prawie 80 lat wstecz, aż do 1948 roku, kiedy to decyzją ONZ powstało państwo izraelskie, przez oderwanie od Palestyny ponad połowy jej terytorium. Mało kto jednak zdaje sobię sprawę jak wielki biznes robią izraelskie konsorcja militarne dzięki swoim akcjom militarnym przeciwko Palestynie, a potem innym państwom ościennym. Mając od kilkudziesięciu lat swoisty poligon doświadczalny dla swoich broni, mogą stale rozwijać swój przemysł zbrojeniowy, a w konsekwencji eksportować broń do wielu państw świata, również tych, które trudno posądzić o humanitaryzm. I tak oto na przestrzeni lat Izrael bez żadnego problemu dostarczał broni między innymi juncie wojskowej w Chile, RPA w czasach apartheidu, Gwatemali w czasach wojny domowej. Ponadto uzbrajano plemię Hutu, dzięki czemu tym łatwiej było przeprowadzić rzeź na Tutsi, prowadzono szkolenie sił specjalnych i tajnej policji w Iranie (tak, tym samym Iranie, z którym teraz Izrael ramię w ramię z USA walczy) przez muzułmańską rewolucją. Przykłady można mnożyć, wszystko sprowadza się do stwierdzenia, że Izrael postępuje w sposób bardzo cyniczny i pragmatyczny, dostarczając broń, systemy do inwigilacji, oraz szkoląc służby specjalne, prawie wszędzie, gdzie tylko jest na to zapotrzebowanie. To wszystko sprawiło, że kraj, który liczy 10 mln ludzi i jest pod tym względem pod koniec pierwszej setki na świecie, obecnie zajmuje 7-8 miejsce na liście największych światowych eksporterów broni.
Ramzes1988 - awatar Ramzes1988
ocenił na93 dni temu
Aglo. Banką po Śląsku Zbigniew Rokita
Aglo. Banką po Śląsku
Zbigniew Rokita
Istnieją książki, które się czyta — i są też takie, które się zamieszkuje. Aglo. Banką po Śląsku autorstwa Zbigniew Rokita należy do tej drugiej kategorii: nie tyle opowiada o miejscu, ile pozwala wejść w jego puls, jego oddech, jego pamięć. To nie jest reportaż w klasycznym sensie. To raczej topografia doświadczenia — rozpisana na głosy, niedopowiedzenia i pęknięcia. Rokita prowadzi czytelnika przez Śląsk nie jak przewodnik, lecz jak ktoś, kto sam wciąż szuka odpowiedzi. „Aglo” staje się tu nie tylko przestrzenią geograficzną, ale stanem świadomości: zawieszeniem między tym, co było, a tym, co dopiero próbuje się nazwać. Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że autor nie próbuje niczego „domknąć”. Śląsk nie zostaje wyjaśniony — zostaje odsłonięty. W fragmentach. W języku, który nieustannie balansuje między reporterską precyzją a poetyckim drżeniem. To właśnie język jest tu bohaterem równorzędnym z ludźmi i miejscami: czasem twardy jak węgiel, czasem miękki jak wspomnienie wypowiedziane półgłosem. Czytając, miałem wrażenie, że Rokita pisze o przestrzeni, która istnieje nie tylko na mapie, ale i w ciele — w pamięci pokoleń, w akcentach, w gestach. „Banka po śląsku” to nie tylko metafora zamknięcia czy odrębności, lecz także delikatna bańka pamięci, którą łatwo naruszyć, ale której nie sposób zignorować. To książka o tożsamości, która nie chce być jednoznaczna. O miejscu, które nie zgadza się na uproszczenia. O człowieku, który próbuje opowiedzieć świat, wiedząc, że każda opowieść jest tylko przybliżeniem. Jako czytelnik i jako autor, odnalazłem w tej książce coś szczególnie bliskiego: odwagę pisania „pomiędzy”. Pomiędzy gatunkami, pomiędzy językami, pomiędzy historią a teraźniejszością. To przestrzeń ryzykowna — ale właśnie tam rodzi się literatura, która zostaje z nami na długo. „Aglo” nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona trwa — w pytaniach, które zostawia. W ciszy, którą po sobie zostawia. W tym nieuchwytnym poczuciu, że dotknęło się czegoś prawdziwego, choć nie do końca nazwanego.
Jakub Jagiełło - awatar Jakub Jagiełło
ocenił na102 dni temu
Ćwiczenia z dysonansu Tomasz Stawiszyński
Ćwiczenia z dysonansu
Tomasz Stawiszyński
Żyjemy w czasach dużej społecznej polaryzacji i ogromnych politycznych podziałów. W polityce zanikła polemika i jej miejsce zajęły słowne przepychanki. Osobiście bliżej mi do lewej strony niż prawej, ale nie znaczy to, że nie dostrzegam żadnych dobrych rzeczy u tej drugiej strony. Trudno mi zrozumieć czasem poparcie dla pewnych partii i ludzi, ale nie zmienia to faktu, że mam świadomość iż ci ludzie, dokonujący takich wyborów, podobnie jak ja, muszą chodzić do pracy, mają swoje lęki, obawy i problemy. I na poziomie czysto ludzkim nie mało nas łączy. Dlatego też, racjonalne podejście pana Stawiszyńskiego bardzo do mnie trafia i cieszy mnie. Uważam, że takie głosy są bardzo potrzebne. Lektura "Ćwiczeń z dysonansu" zapewniła mi 100% satysfakcji. Nie wiem jak to się stało, że niektórzy się nudzili, czytając, gdyż przekrój tematów jest przeogromny. Wymienię kilka z nich: - natura (dziki świat i jego granice) - teorie spiskowe - wojna w Ukrainie - rosyjska propaganda - Depeche Mode - sztuczna inteligencja - eutanazja - Jan Poweł II - poprawianie literatury pod względem współczesnej wrażliwości - serial "Dojrzewanie" - Indiana Jones - film "Barbie" - serial "Przyjaciele" - "Zielona Granica" i polityczny spór - dezinformacja - Stephen King - film "Substancja" - Jerzy Bralczyk i wypowiedź o "zdychających" zwierzętach" O nudzie nie może być mowy. Podobnie nie wiem skąd niektórzy doszukali się w tej książce pretensjonalności. Ja nie znalazłem jej ani grama. Książka jest napisana bardzo przystępnie i zrozumiale, z wyczuciem języka. To sztuka w 2-3 stronnicowych esejach poruszyć jakiś ważny problem, palącą kwestię i skłonić do refleksji, zastanowienia się. Jeśli ktoś uważa, że z tych tekstòw nic nie wynika, to śmiem twierdzić, że przeczytał bez zrozumienia. Ja będę do nich wracać. Niektóre mocno zapadają w serce, jak np. esej o Laurze Winham i ludziach zbędnych, bo jak się okazuje tacy istnieją. Zbędni, czyli ludzie, którymi nikt się nie interesuje, nawet system państwowy, choć teoretycznie i praktycznie powinien i powinien im pomóc. Podobnie porusza tekst "O potrzebie uważności", dotyczący m.in. Gene'a Hackmana i jego śmierci. Eseje pana Stawiszyńskiego przypominają mi o tym, że pewne wewnętrzne rozdarcie, które towarzyszy mi już od dłuższego czasu, a także różne dysonanse, to stany, które można powiedzieć, normalne i naturalne, zważywszy na okoliczności w jakich przyszło nam żyć. Kilka cytatów: "Oto wielki filozoficzny i psychologiczny spór: czy żyjąc rozwijamy się i zmieniamy, czy mówiąc innymi słowy- na końcu jesteśmy kimś innym niż na początku? Czy też na odwrót- nic się nie rozwija, modyfikacji podlegają tylko okoliczności zewnętrzne, dekoracje, w których rozgrywa się nasz los, rdzeń w nas natomiast pozostaje identyczny od początku do końca? Czy więc sprawy się z nami mają tak, jak zwykł był o sobie mawiać Picasso:"Ja się nie rozwijam, ja jestem?" "Charakterystyczną cechą naszych czasôw jest wszak to, że pod spód już prawie nikt nie zagląda. Liczą się powierzchnia, kreacja, efekt jaki wywiera się na innych, pragnienia jakie się w nich budzi albo - przeciwnie- zaspokaja". "Nie na tym bowiem wcale polega wygrana, że się ma moc i bogactwo, tylko na tym, że człowiek najpierw odkrywa, a potem włącza się w pewien przekraczający go, dany z zewnątrz, metafizyczny porządek. Co wcale nie musi oznaczać- i nie oznacza- że szczęście przynoszą wtedy atrybuty zamożności i siły. Przeciwnie - rodzi się ono nierzadko ze stanu zgoła odmiennego, a mianowicie: akceptacji własnych ograniczeń."
Blue - awatar Blue
ocenił na98 dni temu
Szkoła bardzo prywatna. Moja elitarna brytyjska edukacja Charles Spencer
Szkoła bardzo prywatna. Moja elitarna brytyjska edukacja
Charles Spencer
"'Dzieciństwo to niezwykle zdradliwy czas. Bo jeśli cokolwiek, choćby jedna rzecz, pójdzie nie tak, a zazwyczaj coś idzie nie tak, jesteś skrzywiony jako człowiek. I będziesz się o to potykać przez większość życia.' Maurice Sendak" (pdf.str. 45) Genialny cytat ten powyższy, doskonały. Dość już słyszałem o szkołach z internatem, toteż bardzo mnie ta książka jakoś nie zaskoczyła. I przyznaję, też złapałem się na "zobaczmy co tam brat Diany napisał..." ale nie żałuję - książka była ciekawa, przystępna, niezbyt długa i dobrze się czytało. Dodatkową zaletą są zdjęcia. I co jeszcze mogę powiedzieć? Cóż, że taka szkoła odbiera poczucie bezpieczeństwa, to totalnie mogę zrozumieć - mnie nawet "zwykła" odbierała, a szkoła z internatem jawiła mi się jako już w ogóle jakiś niewyobrażalny koszmar :P (no bo w "zwykłej" spędza się pół dnia, a w takiej jest się praktycznie cały czas). O nadużyciach też się słyszy od czasu do czasu, więc również bicie nie jest tu zaskakujące (choć żeby aż do krwawych ran na pośladkach... - pamiętamy, lata '70 w Anglii!! no nagle już Syria lat '80 z "Araba przyszłości" nie wydaje się już taka niecywilizowana jeśli o tą kwestię chodzi...),ani molestowanie choć i w tej kwestii mogło być pewnie jeszcze znacznie gorzej... Ogólnie książka to może nie jakieś must-read, ale ja lubię takie wspomnienia, więc była bardzo ok. Na koniec jeszcze dwa inne dobre cytaty cytatów: "'Okrucieństwo, jak każdy inny defekt moralny, nie wymaga żadnych zewnętrznych pobudek; jedyne, czego mu trzeba, to okazja.' George Eliot" (pdf.str. 212) "'Rodzice zastanawiają się, czemu strumienie są gorzkie, kiedy sami zatruwają źródło.' John Locke" (pdf.str. 265) (czytana/słuchana: 19-20.04.2026) 4+/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na78 dni temu
Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w dolinie Sanu Anna Kamińska
Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w dolinie Sanu
Anna Kamińska
Książka na pewno warta przeczytania, chociaż moim zdaniem , wyraźnie słabsza od " Simony" . Jest przede wszystkim opowieścią o dwóch niezwykłych kobietach, które " uciekły " w Bieszczady : Zofii Komedowej i Joannie Hasiorowej. Wbrew informacji na obwolucie - Maria Kownacka występuje tylko epizodycznie ( jej bieszczadzkiej przygodzie poświęcono jeden rozdział , w którym na dodatek znacznie ciekawszą , jak dla mnie, postacią jest nauczyciel - pasjonat Kazimierz Garstka) . Trochę sztucznie " doklejona " jest opowieść o Julii , matce Andy Warhola . Po pierwsze, pochodziła z Beskidu Niskiego , a nie Bieszczadów. Po drugie, to sytuacja biegunowo odmienna od pozostałych bohaterek, Julia opuściła swój beskidzki matecznik i wyrusza do wielkiego świata. Dodam w tym miejscu, że w książce jest drobny błąd rzeczowy - Łupków leży na wschód , a nie na północ od Medzilaborce. Polecam odwiedzenie muzeum Andy Warhola w tym miasteczku ( byłem, zwiedziłem) , to największa w Europie ( a druga na świecie ) kolekcja dzieł najsłynniejszego twórcy pop-artu i artefaktów z nim związanych . Jeśli ktoś turystycznie przebywa w polskiej części Beskidu Niskiego i interesuje się sztuką , to wycieczka do Medzilaborce jest obowiązkowa ( przejeżdżamy granicę niedaleko Komańczy na Przełęczy Radoszyckiej, przez którą w 1939 r. sprzymierzone z III Rzeszą wojska słowackie wjechały do Polski). Po polskiej stronie granicy stosunkowo blisko leży Sanok, gdzie w miejskim muzeum można zobaczyć największy w Polsce zbiór dzieł Zbigniewa Beksińskiego oraz bardzo dużą kolekcję ikon.
Boka - awatar Boka
oceniła na619 dni temu
Hjem. Na północnych wyspach Ilona Wiśniewska
Hjem. Na północnych wyspach
Ilona Wiśniewska
10 kwietnia zaczynam czytać reportaż i co za zbieg okoliczności, to data symboliczna, wtedy przylatują mewy do domu Bjørk za kołem podbiegunowym w północnej Norwegii niedaleko Tromsø. Na mewy wołają krysie- po norwesku tak to czule brzmi. Ale to nie tylko opowieść o Bjørk i jej mewie. Potem przychodzi lato, czyli połowa czerwca i najjaśniejsze dni w roku. Okoliczne wyspy przeżywają najazd turystów, którzy uciekają od upałów Południa. Okazuje się, że turyści jak mewy też nie są tam mile widziani, brudzą, zostawiają odchody. Mewy to też symbol imigrantów, którzy próbują się zagnieździć w północnej Norwegii (w Tromso jest 150 narodowości),ale nie pozwalają kolce: lodowatego wiatru, słońca, które nie zachodzi od maja, kolce milczenia, samotności. Bo tu za zimno na słowa. Hjem to dom, przygnębiający, ale i niezwykle ciekawy w swej dzikości i surowości ów północny obszar Norwegii. Autorka potrafi poetycko oddać tę surowość, tak, że przyciąga ona jak magnes. Stajemy oko w oko z dziką przyrodą, a ona wzbudza paradoksalne odczucia. Zarówno czułość, bo na pierwsze bazie po norwesku mówi się gąski, a na mewy krysie, przyjaźnie kojarzą się renifery i łosie, ale smutek jak lodowaty wiatr z fiordu Balsfjord przenika każdego, nawet tu urodzonych. Dla Ilony Wiśniewskiej od lat Tromsø to hjem, niegdyś zasypana śniegiem mieścina na dalekiej północy Norwegii, dziś szybko rozwijające się miasto, trzecie co do wielkości w Arktyce. Milion osób rocznie przybywa tu, by obserwować zorzę. „Miasto, które wchłania albo izoluje, daje perspektywy albo nie daje wyboru. I to dotyczy nie tylko ludzi, ale także zwierząt.” Lato jest tam jak jedno długie zdanie. Reszta jest milczeniem, które zostaje w głowie. Teraz krysie będą dla mnie symbolem Norwegii. A wyobraźnia podążać będzie za wzrokiem Amundsena. Polecam.
I_wonka_kulturalna - awatar I_wonka_kulturalna
oceniła na813 dni temu
Rozchwiane kanarki, głębokie doły Judith Schalansky
Rozchwiane kanarki, głębokie doły
Judith Schalansky
Wczesne ostrzeganie jest niezastąpione nie tylko w wojsku. Używając do zagrożeń środowiska terminologii stamtąd zaczerpniętej, jesteśmy już w “kotle” niczym 6. Armia Paulusa. W tym zgrabnym, kipiącym erudycją eseju, Judith Schalansky daje się poznać z zupełnie innej strony niż w dotychczasowych moich dwóch jej książkach: pisze o zagrożeniach dla natury, w tym dla ptaków i “cieków wodnych” (czy jest brzydsze określenie rzek i strumieni?). Jak przystało na tak wyrafinowaną formę narracyjną, tekst zaczyna się od nawiązań do “Poetyki” Arystotelesa. “Tak w istocie wygląda człowiek, który potrzebuje ratunku przed samym sobą albo raczej najbardziej uciążliwą wersją samego siebie – biczownikiem na pokaz, niegotowym na rezygnację z posiadanych przywilejów” - stwierdza Autorka, nie kryjąc, jak bardzo jest zaangażowana w opisywany temat. Zadaje pytanie o istnienie jakiegoś punktu zwrotnego w dziejach ludzkości. “Przecież musi istnieć jakiś punkt zwrotny w fabule – wyjście ewakuacyjne, strategia ucieczki”. Wyjścia a może i dojścia Autorka widzi w zapomnianej już dzisiaj funkcji kanarka w kopalni, ostrzegającego przed tlenkiem węgla, bezwonnym gazem, który zabija górników. Tylko kto miałby być ”kanarkiem”? W tym kontekście opisuje “jak kanarek wpadł w ten dół, to powiedzenie, ten obraz antropocenu”. “W Południowej Walii, hrabstwie Northumberland i regionie Midlands znajdowały się najwydajniejsze zagłębia węglowe na świecie. W tym kraju – kolebce industrializacji węgiel służył za paliwo dla głośno sapiących maszyn, cudownych konstrukcji z mnóstwem kół zębatych”. Wmieszało to do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla i wpędziło w biedę rzesze robotników. A kanarki? W 19. wieku szkocki fizjolog John Scott Haldane wyjaśniał wypadek, w którym zginęło 57 górników i 30 koni pociągowych. Udowodnił, że większość ofiar nie zginęła skutek podziemnej eksplozji czy braku tlenu, lecz z powodu zatrucia czadem, bezbarwnym i bezwonnym gazem. “+Haldane traktował życie jak wielki autoeksperyment+ - jego biograf nazwał go wręcz "kanarkiem w kopalni”, który dla dobra nauki wciąż testuje na sobie rozmaite hipotezy i występuje podwójnej roli naukowca i nieustraszonego królika doświadczalnego”. Pierwotnie rolę kanarków miały pełnić myszy, bo naukowiec odkrył, że o wiele szybciej padają one przy czadzie niż człowiek. “Jako że gryzonie i tak są pod ziemią wszechobecne, a na dodatek słyną z podkradania racji żywnościowych, pracownicy kopalni okazują się nieufni wobec tego pomysłu. Myszy wystąpią w roli czujek lub straży przedniej ludzkiej medycyny nieco później, gdy genetycy upodobają je sobie jako zwierzęta modelowe”. Zamiast się poddać, nasz bohater “znajduje inne zwierzę stałocieplne o niewielkich rozmiarach – poręczne, niedrogie i niemal tak łatwe w prowadzeniu jak myszy - lecz - w odróżnieniu od nich – chętnie trzymane w domach. Zwierzęciem tym jest kanarek.(..) Ptak traci przytomność około 20 minut wcześniej niż przebywający w tych warunkach człowiek”. “A objawy zatrucia czadem trudno u kanarka przeoczyć, ponieważ ptak momentalnie przestaje śpiewać i spada nieprzytomny z drążka, dając jasny sygnał niebezpieczeństwa”. Ptaki cieszą się wielką sympatią górników. “Co chwilę spoglądali na kanarki i troszczyli się o nie – i to nie tylko dlatego, że ich własne życie zależało od tych stworzeń – w chwili zagrożenia zaś ratowali swoich wybawców”. “Nie bez wzruszenia czytałam o żalu, jaki ogarnął górników, gdy w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku zastąpiono kanarki znacznie czulszymi, lecz bezdusznymi +elektronicznymi nosami+”. “Człowiek odkrywa coraz to nowe bogactwa naturalne w skorupie globu, a ich wydobycie wydaje się uzależnione wyłącznie od możliwości technicznych i opłacalności. Słowo +eksploracja+ dzielą od +eksploatacji+ zaledwie dwie litery”. A “pod koniec XIX wieku ruszyła sprzedaż wysyłkowa wielu zwierząt z adnotacją na paczce +ostrożnie żywy ptak+, śmiertelna w skutkach, lecz mimo to powszechna". “Utrzymywali, że wszelkie formy działalności artystycznej u swego zarania były li tylko rodzajem wabika, zachętą do interakcji seksualnych. (...) Istnieje też jednak inne, skromniejsze, lecz mimo to przemawiające do wyobraźni wyjaśnienie fenomenu śpiewu ptaków. Zgodnie z nim świergoty poszukiwania i trele to przede wszystkim tak zwane głosy kontaktowe, czyli to, co robią również ludzie, gdy wydając dźwięki, starają się przekonać świat wokół, a po trosze i samych siebie, że nadal istnieją”. “Najstarsze poradniki zalecają wyłupiać lub zszywać samcom oczy, dzięki czemu miałyby się stawać bardziej rozśpiewane, tymczasem według nieco nowszych pozycji, aby osiągnąć ten efekt, warto trzymać ptaki pojedynczo. Obecnie uważa się, że dobrze jest trzymać kanarki w parach, a jeszcze lepiej w grupach, ponieważ śpiew służy im do imponowania innym osobnikom – w równej mierze rywalom, co potencjalnym partnerkom – a tym samym do wyznaczania granic terytorium”. Ale co z całą resztą, nie tylko z kopalniami? Metafora z kanarkiem na niewiele się zda: “Przecież Ziemia to nie kopalnia, z której można po prostu uciec w razie zagrożenia. Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na Ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Co można nazwać początkiem końca? (...) Czy już samo górnictwo, czy może dopiero skonstruowanie bomby atomowej, które nie byłoby możliwe bez wydobycia rudy uranu? Pierwsze czy drugie z osiągnięć naukowych Fritza Habera? Opracowaną przez niego metodę pozyskiwania syntetycznych nawozów, które – co prawda kosztem zasolenia gleby i zaburzenia obiegu azotu w przyrodzie – umożliwiły wyżywienie, a zatem i istnienie miliardów ludzi, czy też technologię produkcji gazów bojowych, wykorzystywanych do zabijania żołnierzy wroga podczas I wojny światowej?”. “Nie kto inny, jak cichy bohater niniejszego tekstu, poczciwy, stary Haldane, tym razem w roli dyżurnego kanarka aliantów, udał się na front podczas drugiej bitwy pod Ypres w maju 1915 roku, aby odkryć że śmiercionośne opary to w istocie chlor, i szybko zaprojektować prowizoryczną maskę gazową”. “Kto wie, czy gdyby zwolnić ze służby wszystkie tak zwane zwierzęta użytkowe, nie poradziłyby one sobie doskonale bez naszej pomocy”. Od dawna wiadomo, co nas czeka. “Historia życia na Ziemi nie jest utworem scenicznym, a człowiek stanowi w niej, owszem, zdumiewający, ale jednak efemeryczny białkowy epizod, który zniknie tak samo jak wiele innych cudownych stworzeń”. Autorka odnosi się też do zatrucia Odry. “Nie potrafiłam znaleźć słów, które pomieściłyby tysiące ton nieżywych zwierząt, już za życia znanych z tego, że nie mają głosu. Czytając artykuł w gazecie, zatrzymałam na dłużej wzrok na zdjęciu zatrutej rzeki. Nic nie było widać. I właśnie na tym polegał problem. Nie ma odwrotu. Kanarek już się chwieje”. Wspomina o raporcie Greenpeace, obarczającym za to odpowiedzialnością trzy górnośląskie kopalnie węgla kamiennego. “Luki w polskim prawie – zauważają niemal lakonicznie działacze - w praktyce umożliwiają zrzut ścieków o zupełnie dowolnych stężeniach chlorków i siarczanów”. “Największym wyzwaniem dla naszych czasów – czytałam oniemiała – nie są zmiany klimatu, utrata bioróżnorodności ani pandemie, lecz – jak twierdzą badacze – +nasza zbiorowa niezdolność do odróżniania faktów od fikcji+”. Jest i o ptakach: “Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Próbowałam wyobrazić sobie świat bez ptaków. To jak zastanawiać się nad tym, jak wygląda groza, jak brzmi martwa cisza, czym jest koniec świata”. “Spostrzegłam stado szpaków na wieczornym niebie, chmarę opiłków żelaza płynnie przechodzących z jednego obrazu w drugi”. Zakończenie nie jest optymistyczne: “Gdzieś przysiadła kapturka i śpiewała teraz swoją żywą, poranną piosenkę. Z pewnością obwieszczała z zapartym tchem jakiś ptasie wiadomości. Cieszyłam się, że ich nie rozumiem”. BTW: Głos kapturki należy do najpiękniejszych, swoje trele zawsze wyśpiewuje u mnie w Parku Skaryszewskim wiosną…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na72 miesiące temu
Smocza. Biografia żydowskiej ulicy w Warszawie Benny Mer
Smocza. Biografia żydowskiej ulicy w Warszawie
Benny Mer
Bardzo czekałam na tę książkę. Opowieść o Smocza sprzed II wojny światowej brzmi jak dobry temat. Wędrówka Mera przez archiwa światowe, a także współczesne warszawskie ulice na których próbuje odnaleźć fragmenty dawnego świata to fascynująca podróż. Zarówna ta przez piętra i mieszkania poszczególnych kamienic, historie mieszkańców, opisy codziennych zmagań z rzeczywistością. Fascynujący jest fragment w których Autor poszukuje informacji o bohaterce słynnej pieśni Binema Hellera "Majn szwester, Chaje", a także przedstawienie literackiego wizerunku Smoczej na podstawie opowiadań Abrahama Rajzena. Cudowne są przekłady poezji jidyszowej znakomitej Belli Szwarcman-Czarnoty, które nie tylko dają przestrzeń i tło dla smoczych historii, ale są, przede wszystkim, wspaniałymi przykładami talentu i zmysłu obserwacyjnego ich autorów. To wielka przyjemność móc czytać te literackie perełki. Dla mnie jednym z najważniejszych rozdziałów w książce jest ten o teatrach ze Smoczej. Teatry, które zmieniały się w kina i na odwrót, repertuary, które przynosiły sławę lub zrzucały na samo dno artystycznej drabiny sławy, wszystko to w szybkiem tempie działo się w przestrzeniach teatralnych korytarzy żydowskich teatrów. Najgorsze co mogło się zdarzyć to szund (tandeta, szmira, kicz) - jidyszowe przekleństwo, które wprowadził na salony sam Szolem Alejchem pisząc o tym w jednym z artykułów z 1888 roku. odnosząc się do popularnych wówczas "powieści dla kucharek". Wiele z teatralnych sztuk nosiło to niepopularne brzmię, najczęściej w warstwie dramaturgicznej, gdzie kontekst i ciąg przyczynowo-skutkowy nie miały żadnego, bodaj, sensu. Interesujące, a często komiczne są skróty fabularne niektórych dzieł dramaturgicznych proponowanych w ówczesnych teatrach. Jedna z teatralnych piosenek "Dziewczyna jak cedr" ma taki fragment o Smoczej: "A ja lubię Smoczą, bo jest przystojna ulicą". Dzięki Merowi odkrywamy to z każdą kolejną stroną. U niego każdy człowiek urasta do postaci wartej zapamiętania, zwykłe życie staje się kanwą do intrygującej opowieści o tym jakim przemianom i zależnościom podlegała żydowska ulica. Im dłużej czytam tym bardziej słyszę gwar rozmów, ciasnotę kramików, przekomarzania sprzedawców bajgli, czy hałas fabryczek. Mikrokosmos makro spraw. Spacer przez strony książki, która mówi o utraconym mieście, minionym czasie, nieodżałowanym losie tych, których już nie ma. Książka składa się z fragmentów. Nie ma tu ogólnego, szerokiego spojrzenia na geopolitykę ulicy, zainteresowanie Autora zawęża się do wybranych fragmentów, nie chciał on zamieszczać okupacyjnych zdjęć, nie korzystał z polskiej przedwojennej prasy, nie ma odniesienia do miasta. Jest Smocza i to w urywkach zaproponowanych przez Autora. Nie jest to zarzutem, raczej spostrzeżeniem. Zamiast panoramy - wąski kadr, ale taki był wybór Mera. Będę wracać do tłumaczeń Belli Szwarcman-Czarnoty, to bardzo istotna i skłaniająca do powrotów część książki.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na71 miesiąc temu
Faszyzm i populizm. Mussolini dzisiaj Antonio Scurati
Faszyzm i populizm. Mussolini dzisiaj
Antonio Scurati
🖤🇮🇹 Faszyzm nie wraca w tej samej koszuli — ale bardzo chętnie mówi tym samym tonem 🇮🇹🖤 ⭐ Moja ocena: 9/10 — Scurati jest tutaj bezbłędny. I właśnie dlatego ta książka działa tak mocno: nie udaje wielkiego traktatu, nie rozsiada się w filozoficznych dekoracjach, nie robi intelektualnych fikołków po to, żeby pokazać, że temat jest »poważny«. Przeciwnie. Bierze rzecz śmiertelnie poważną i opisuje ją jasno, krótko, celnie. I tym bardziej trafia. 🧠 Krótka forma, która niczego nie spłyca 🧠 Paradoks tej książki polega na tym, że faszyzm i populizm zawsze próbują sprzedać świat w wersji uproszczonej: prosty wróg, proste hasło, prosty lud, prosty przywódca. Scurati odpowiada na to czymś pozornie podobnym, ale w istocie całkowicie przeciwnym: też pisze prosto, tylko że nie po to, by zaciemniać, lecz po to, by odsłaniać mechanizm. Faszyzmu i populizmu nie trzeba zawsze obudowywać toną teorii, żeby pokazać, jak działają. Czasem trzeba zrobić coś trudniejszego: nazwać mechanizm prostym językiem, ale bez uproszczeń. Scurati to potrafi. 🎭 Nie ma tu publicystycznej piany — jest precyzja 🎭
 Najbardziej cenię to, że autor nie idzie w tani gest pod tytułem: „widzicie, historia znowu się powtarza, a ja was ostrzegałem”. Nie. To byłoby zbyt łatwe i zbyt efektowne. Scurati robi coś znacznie uczciwszego: prostuje, porządkuje, oddziela historyczne analogie od pustych sloganów. Nie straszy na zapas, tylko pokazuje, jak pewne polityczne odruchy, języki i pokusy wracają pod nowymi nazwami i w bardziej cywilizowanych opakowaniach. ⚙️ To książka mała objętością, ale nie wagą ⚙️
 Są tematy, które dziś natychmiast obrastają hałasem, moralną paniką albo festiwalem mądrych min. Tutaj dostajemy coś dużo cenniejszego: konkretny, zdyscyplinowany tekst, który nie chce ogłuszać, tylko wyostrzać widzenie. I właśnie dlatego ma tak aktualny przekaz. Nie „jeden do jednego”, nie łopatologiczny, nie z transparentem machającym przed twarzą czytelnika. Aktualny dlatego, że pokazuje mechanizm, a nie tylko sezonowy kostium. 📘 Dla tych, którzy chcą konkretu, a nie wielotomowego zadęcia 📘
 To świetna rzecz dla czytelników, którzy nie chcą spędzać tygodnia nad jednym politycznym esejem, ale też nie mają ochoty na publicystykę w stylu: dużo dymu, mało światła. Tu dostają i światło, i koncentrację. Krótko, ale nie płasko. Przystępnie, ale nie banalnie. Bez rozwodnienia i bez pozy mędrca, który właśnie zszedł z góry z tablicami. 🪞 Sedno 🪞
 To jedna z tych krótkich książek, które robią więcej niż niejeden opasły tom. Bo nie tylko tłumaczą temat — one ustawiają go w głowie we właściwych proporcjach. I właśnie dlatego warto do tego tekstu wracać. Nie po to, żeby się nakręcać. Po to, żeby się nie pogubić.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na91 miesiąc temu
Wyspa niechcianych kobiet Agata Komosa-Styczeń
Wyspa niechcianych kobiet
Agata Komosa-Styczeń
Nie przepadam za ocenianiem innych czasów, przez ludzi żyjących w zupełnie innej rzeczywistości. Lepszej czy gorszej, to już zupełnie inna sprawa. Czy wypieranie historii przez Danie, to taki zły pomysł ? Porównując to, żeby daleko nie szukać, naszego kraju, gdzie często i gęsto, sporo ludzi wyciera sobie buzie tą czy tamtą historią, czy to w ramach przekonań czy, zwyczajnie przyziemnych, i tak ludzkich, finansowych lub swojszych racji, doprowadziło do czegoś dobrego ? Rasizm ? Kasty ? To niby u nas, ludzie pracujący choćby w korporacji lub wykształceni nie czują się lepsi od innych ? Pewnie stąd te zamiłowanie do pisania np. mgr. Inż na drzwiach czy wizytówce ;-) Dlatego nie szokuje mnie opis Duńczyków i ich podejście w tej książce. A skoro autorka wybrała emigrację, to chyba jej też. Historia smutna, a może paradoksalnie, niektóre te kobiety rzeczywiście dostały trochę lepsze życie, niż to, które zostawiły. Gdyby nie ta historia, system opieki w Danii, dzisiaj wyglądałby też inaczej, a który opisuje się na końcu. Finalnie, uważam, że warto poświęcić te kilka godzin na poznanie tej historii. Czyta się szybko. Chyba, że ktoś szuka sensacji. Pikantnych scen. Okrutnych opisów. Tego nie ma. Czytając początek i opis płynięcia statkiem na wyspę, przypomina sceny z książki/filmu „Wyspa tajemnic”. Czy to była ta wyspa Blackwell, amerykańska wersja wyspy ?
delboy - awatar delboy
ocenił na81 miesiąc temu
Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie Marek Józefiak
Polska Rzeczpospolita Leśna, czyli jak Lasy Państwowe stały się państwem w państwie
Marek Józefiak
Mamy taką instytucję, która powinna "stać na straży" polskiej przyrody, jednak okazuje się, że to "stanie na straży" jest w niej zupełnie inaczej rozumiane, niż powszechnie się to wydaje... Lista grzechów Lasów Państwowych jest długa. Upublicznienie, kolesiostwo, lewe interesy, przerost wynagrodzeń, biznes na nieruchomościach, siedziby w marmurach, patologia związana z pracą drwali, czyli tzw. zuli, zatajanie istotnych informacji i sianie dezinformacji, lekceważący stosunek do opinii naukowców, ekspertów, ekologów, prześladowania i oczernianie aktywistów. Wszystko to może by byłoby jeszcze do wybaczenia, gdyby LP faktycznie dbały o przyrodę. Tymczasem LP mają do przyrody pogardliwy - skrajnie antropocentryczny, instrumentalny (i kapitalistyczny) - stosunek. Wycinane jest wszystko, jak leci, cenne drzewostany, właściwie im drzewo starsze, tym lepiej, bo będzie z niego więcej desek. LP wjeżdżają na tereny, gdzie przyroda - według wszelkiej logiki powinna być chroniona - zabierają się nawet za parki narodowe! A cenne drzewa przerabiane są na sklejkę, a nawet po prostu wędrują do pieca w elektrociepłowniach! Po prostu las dla leśników nie jest żyjącym ekosystemem, tylko fabryką drewna. “Zasobem”, czymś co się “pozyskuje” (tj. wycina) i “gospodaruje” - tak żeby odpowiadało to człowiekowi rzecz jasna, a nie przyrodzie. LP zarabiają dzięki temu gruby hajs, ale myślicie, że chociaż ta kasa trafia do budżetu państwa albo samorządów? Nic podobnego. Określenie "państwo w państwie" nigdzie nie pasuje lepiej, skoro mamy instytucję, która robi, co jej się żywnie podoba, mimo protestów płynących (coraz głośniej),lekceważąc nie tylko opinie ekologów i biologów, ale też prawo i sądy, polskie i unijne. I to, o czym pisze Marek Józefiak znajduje jak najbardziej potwierdzenie na bieżąco w doniesieniach o kolejnych wycinkach czy działaniom LP, łamiących prawo, złożone obietnice i porozumienia. Wierzcie mi, ta książka naprawdę podniosła mi ciśnienie, a powinnam już na to uważać. Najbardziej zaś z tego wszystkiego to ciśnienie podnosi mi ta buta leśników, to przekonanie, że oni wiedzą najlepiej, że oni "chronią przyrodę", a inni (tj. ekolodzy, eksperci, biolodzy) - się "nie znajo". Polscy leśnicy (podobnie jak myśliwi, zresztą często to te same osoby) zachowują się wręcz tak, jakby bez nich nie mogła zachodzić fotosynteza i uważają, że jak człowiek (czyli oni) nie “zadbają” o las, to las sobie nie poradzi i zginie. Tymczasem ta "wiedza" LP to głównie wiedza o tym jak ciąć i zabijać to, co żywe, przekonanie, że las musi rosnąć jak pod linijkę, a "ochrona" to niszczenie np. siedlisk zwierzyny, w tym gatunków chronionych, budowa dróg w parkach i rezerwatach, wycinanie lasów w górach i ślepota na zmiany klimatyczne. Wszystko we mnie się wywracało, kiedy to czytałam, bo po prostu nie rozumiem, jak można nie wiedzieć tak elementarnych rzeczy o przyrodzie (do których nie trzeba kończenia trzech fakultetów, wystarczy biologia w szkole, a nawet mądrość ludowa…) i głosić takie bzdury, jeszcze z tym absurdalnym przekonaniem o własnej racji. Dla mnie ten reportaż to petarda, bo nie tylko jest pierwszą książką, odsłaniającą kulisy działania LP, ale ogólnie zawiera mnóstwo wiedzy ogólnie z dziedziny ochrony przyrody i tego, co się wokół niej dzieje w sferze polityczno-gospodarczej oraz społecznej, co trafia w 100% w obszar moich zainteresowań. Reportaż może nie jest nazbyt rozbudowany, ale jest bardzo informatywny, trzeźwy i niebywale łatwy w lekturze, przez prosty styl autora. Może można by mu zarzucić, że jest zbyt jednostronny, że nie ma w nim wersji LP, że wrzuca wszystkich leśników do jednego wora (niezupełnie). Tak, z pewnością w LP są też ludzie z innym podejściem, którzy nie zgadzają się z takim traktowaniem przyrody, ale tu chodzi o politykę instytucji. I jeszcze na bardziej ogólnym stopniu - reportaż pokazuje zapaść polskiej ochrony przyrody, którą trzeba by ujmować w cudzysłów, jeśli zajmują się nią takie instytucje jak LP oraz kolejni ministrowie środowiska, którzy dokładają kolejne cegiełki do dewastacji, a nie do ochrony naszych naturalnych zasobów. Jest tak, ponieważ taki mamy system - niezainteresowany ochroną przyrody, mający do niej olewczy i rabunkowy stosunek. Przyrodę w Polsce postrzega się NADAL przede wszystkim jak przeszkodę do rozwoju, gdzie rozwój to oczywiście zalanie betonem i industrializacja. Ewentualnie darmowy zasób, który nigdy się nie wyczerpie. I to wszystko w dobie zmian klimatycznych. Nadal wydaje się nam, że są inne, ważniejsze sprawy do załatwienia i ciągle zadajemy pytanie “czy to się opłaca”, podczas gdy to jest sprawa drugorzędna w kontekście ochrony środowiska naturalnego. Autor pisze, że percepcja społeczeństwa się zmienia, że dziś coraz więcej ludzi protestuje przeciwko wycinkom, a leśnicy sporo stracili wizerunkowo - i to chyba jest prawda - tyle, że to niewiele daje, bo decydenci ignorują “głos ludu”, jeśli nie jest po ich myśli i każdorazowo trzeba się z nimi szarpać. To wszystko, co się robi to o wiele za mało w porównaniu do tego, jaką presję wywieramy na środowisko. I naprawdę podziwiam tych ludzi, którzy walczą z systemem, mimo tego wszystkiego. Reportaż o Lasach Państwowych jest elementem tej walki.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na82 miesiące temu
Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych Jon Billman
Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych
Jon Billman
Są reportaże, które uderzają siłą tematu, i takie, które próbują tę siłę zbudować konstrukcją. Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych autorstwa Jon Billman stoi gdzieś pomiędzy. Punktem wyjścia jest historia zaginięcia Jacoba Graya w Great Smoky Mountains National Park — i to właśnie ona niesie największy ciężar emocjonalny. Problem w tym, że sam rdzeń tej opowieści można by zamknąć w znacznie krótszej formie. To jeden z tych tematów, który działa najmocniej w koncentracie: tajemnica, niepokój, niedopowiedzenie. Billman jednak idzie szerzej. Rozbudowuje narrację o kolejne przypadki, analizuje działania służb, wchodzi w psychologię zaginięć, a momentami zahacza o niemal obsesyjne śledzenie szczegółów. I tu zaczyna się gra z czytelnikiem — bo z jednej strony czuć, że to wszystko jest trochę „nadpisane”, że autor próbuje rozciągnąć historię ponad jej naturalną pojemność. Z drugiej jednak strony, trudno odmówić mu rzetelności i zaangażowania. Czytałem tę książkę z mieszanymi odczuciami. Były momenty, kiedy wciągała mnie jak dobry thriller — zwłaszcza gdy skupiała się na konkretnych ludziach i ich historiach. Ale były też fragmenty, gdzie czułem zmęczenie materiału, jakby opowieść krążyła wokół tego samego punktu, próbując znaleźć nowy kąt, który nie zawsze był potrzebny. Ostatecznie to całkiem niezły reportaż — taki, który bardziej doceniam za pracę włożoną w jego stworzenie niż za samą esencję historii. Najlepiej działa wtedy, gdy przestaje być analizą, a staje się opowieścią o człowieku zagubionym w miejscu, które z definicji miało być przestrzenią wolności.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na614 dni temu

Cytaty z książki Szykuj sanie latem. Syberyjski mesjasz i podróż do kresu rosyjskiego snu o zbawieniu