To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń

Okładka książki To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń autora Hannah Ritchie, 9788381756990
Okładka książki To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń
Hannah Ritchie Wydawnictwo: Prześwity popularnonaukowa
391 str. 6 godz. 31 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Not the End of the World: How We Can Be the First Generation to Build a Sustainable Planet
Data wydania:
2025-05-09
Data 1. wyd. pol.:
2025-05-09
Data 1. wydania:
2024-01-09
Liczba stron:
391
Czas czytania
6 godz. 31 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381756990
Tłumacz:
Konrad Żyśko, Karol Kasprowicz
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń

Średnia ocen
7,8 / 10
25 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń

Sortuj:
avatar
151
102

Na półkach:

Książka pod pewnymi względami przypomina rewelacyjne Factfullness Hansa Roslinga. Udowadnia na podstawie wyników aktualnych badań naukowych, że rzeczywistość jest często inna, niż się nam wydaje pod wpływem suflowanych przez media katastroficznych wizji (negatywne emocje sprzedają się najlepiej). Analizę przeprowadzoną przez Autorkę w kontekście globalnych problemów ludzkości można sprowadzić do 3 kluczowych punktów:
1. Fakt, jest źle (tzn. problemy istnieją).
2. Mamy dowody na to, że jest lepiej, niż było w przeszłości.
3. Mamy narzędzia do tego, by notować dalszą poprawę.

Hannah Ritchie analizuje 7 kluczowych obszarów:
1. Zanieczyszczenie powietrza
2. Globalne ocieplenie
3. Wylesianie
4. Zabezpieczenie żywnościowe
5. Utrata bioróżnorodności
6. Plastik (i niewłaściwa gospodarka odpadami)
7. Zbyt intensywne połowy

Wskazuje, w jak wielu aspektach żyjemy już obecnie w najlepszych czasach (mając za sobą chociażby szczyt wylesiania Ziemi, czy problemy z dziurą ozonową oraz kwaśnymi deszczami). Wskazuje też, jakimi narzędziami dysponujemy i co możemy zrobić, by dalej poprawiać stan naszej planety.

Co ważne, autorka nie narzuca swojego światopoglądu. Kluczową kwestią jest dla niej to, by przedstawić wiarygodne dane, na których podstawie ludzie mogliby podejmować bardziej świadome decyzje. Te dane pokazują między innymi, że:
- dbałość o recykling ma ograniczony wpływ na środowisko,
- o wiele więcej można by było osiągnąć poprzez ograniczenie spożycia wołowiny, która to jest bardzo zasobożerna i wpływa nie tylko na zużycie wody i emisję gazów cieplarnianych, ale i wylesianie (duży wymagany areał pod hodowlę bydła, a także pod uprawę roślin na pasze),
- demonizowanie uprawy palmy oleistej i zastępowanie jej innymi roślinami oleistymi również może być kontrproduktywne, bo żadna z alternatywnych roślin nie jest aż tak wydajna w produkcji (co mogłoby prowadzić do zwiększenia areału upraw w skali globalnej - byłaby to niekorzystna zmiana).

Książka dobrze się czyta, liczne schematy i wykresy dobrze ilustrują omawiane treści, a podsumowanie w zwięzły sposób przedstawia omówione zagadnienia. Nie jest to pozycja rewolucyjna, ale zdecydowanie warto się z nią zapoznać.

Książka pod pewnymi względami przypomina rewelacyjne Factfullness Hansa Roslinga. Udowadnia na podstawie wyników aktualnych badań naukowych, że rzeczywistość jest często inna, niż się nam wydaje pod wpływem suflowanych przez media katastroficznych wizji (negatywne emocje sprzedają się najlepiej). Analizę przeprowadzoną przez Autorkę w kontekście globalnych problemów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3609
1857

Na półkach: , ,

Ludzie zajmujący się zmianami klimatycznymi podzielili się na pesymistów i umiarkowanych optymistów. Młoda brytyjska badaczka zachłysnęła się Hansem Roslingiem i widzi szklankę do połowy pełną. Ritchie stawia sobie za punkt honoru pokazanie, że mimo katastroficznych informacji docierających do nas zewsząd, w istocie sporo już zrobiliśmy na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi i w istocie możemy mieć nadzieję, że wykaraskamy się z tego kryzysu. Część z jej spostrzeżeń jest całkiem słusznych, rozsądnych, niczym nie odbiegających od powszechnie już znanych zaleceń w tym temacie. Są one jednak na dość ogólnym poziomie i brak właściwie konkretów jak przeprowadzić te zalecenia: musimy skończyć z wylesianiem, jeść mniej mięsa, zrobić to, czy tamto. Ekolodzy- optymiści to z reguły fani technologii, wpadający w pułapkę postępu i tu widać, że autorka proponuje tę drogę, jak to przedstawicielka pokolenia Z, nienawyklego do rezygnacji z czegokolwiek. Na pewno odwrotu od technologii nie ma, tylko że nie mamy pewności jak bedzie wyglądać nasz świat, jak tak dalej pójdzie - a ja mam wątpliwości, czy aby na pewno będzie on tak “zrównoważony” jak to wesoło przewiduje Ritchie. Gdyż tak naprawdę to autorka uprawia w tej książce niewiele ponad żonglowanie statystyką i danymi - to nie są nowe fakty, tylko po prostu ich interpretacja. Wszystko zależy od tego, jakie dane i wskaźniki się porówna. Jeśli weźmiemy np. lata 70-te, kiedy ludzie zużywali paliwa kopalne jak opętani, to współcześnie sytuacja w tym względzie na pewno wygląda lepiej. Ale świat jest 50 lat dalej i X ton Co2 wpmpowanego do atmosfery więcej oraz świat podgrzany o 1,5 stopnia, co na tym się nie skończy, bo zapotrzebowanie na energię rośnie, a nie maleje. Inny przykład podawany przez autorkę: każdego roku w oceanach ląduje około 1 mln ton śmieci. Ale to “tylko” jakiś 1% wszystkich plastikowych odpadów, a nie np. 30%, albo 60%, jak sądzą ludzie - pisze Ritchie. Ale co to zmienia? Czy to zmienia, że do oceanu trafia jakaś ogromna liczba plastiku (w ilości bezwzględnej, a nie procentowej),którego tam nie powinno być, lub że ludzkość produkuje tych odpadów jakąś kosmiczną ilość, która gdzieś zalega tak czy siak? To jest kazuistyka. Nie jestem przeciwniczką dobrych wiadomości, wręcz przeciwnie, ale nie mogą one polegać tylko na odpowiednim naświetlaniu faktów i przekonywaniu, że damy radę. Idziesz do lasu i widzisz, że znowu coś wycięli… Ale Lasom Państwowym pewnie na papierze się wszystko zgadza, co nie?. No i autorka nas przekonuje: co z tego, że masz dojmujące uczucie, że coś jest bardzo nie tak, skoro statystycznie wszystko zmierza w dobrym kierunku…

Podejście Ritchie jest bardzo antropocentryczne, bardzo trącące taką ludzką pychą znowu - tak jakby cała Ziemia została stworzona tylko po to, żeby nam służyć (więc jeśli po drodze zmieni się środowisko albo wyginą jakieś gatunki, żeby ludziom się lepiej żyło, no to trudno, taka jest cena rozwoju). Nie znajdziemy tu miłości i szacunku do przyrody, jest czysty pragmatyzm, utylitaryzm, cyferki. Autorka jest zainteresowana po prostu tym, żeby jej pokoleniu wygodnie się żyło. Więc bardziej adekwatny bylby tytuł "To nie koniec NASZEGO świata".

W pewnych punktach ma na pewno rację, jak chociażby w tym, że w sumie może już nie kłóćmy się o imponderabilia, ważne że zmierzamy mniej więcej w tym samym kierunku. Poza tym takie przedstawianie problemu przemawia chyba lepiej, zwłaszcza do młodych, nawykłych do wygód ludzi, niż straszenie apokalipsą - więc takie książki są potrzebne. Taka narracja daje odpór tym, którzy twierdzą, że nie ma sensu przeciwstawiać się zmianom klimatycznym, bo i tak nic się z tym nie da zrobić. Cóż, lepsze to, niż idealistyczne pienia, nie prowadzące do niczego, jeśli w ten sposób osiągnięty zostanie cel. Jednak uważam, że Hannah Ritchie musi się jeszcze wiele nauczyć…

Ludzie zajmujący się zmianami klimatycznymi podzielili się na pesymistów i umiarkowanych optymistów. Młoda brytyjska badaczka zachłysnęła się Hansem Roslingiem i widzi szklankę do połowy pełną. Ritchie stawia sobie za punkt honoru pokazanie, że mimo katastroficznych informacji docierających do nas zewsząd, w istocie sporo już zrobiliśmy na rzecz walki ze zmianami...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
31
23

Na półkach:

Książka traktująca środowisko tylko i wyłącznie przez pryzmat użyteczności dla człowieka. Jeśli trwa wylesianie-to wg autorki- możemy być spokojni, bo kiedyś wylesiania było więcej. Gdy z satelity wyraźnie widać wylesione obszary -spokojnie- to tylko zła definicja wylesiania, bo przecież tam znów mogą wyrosnąć drzewa. A właściwie to plantacje na potrzeby oleju palmowego. Gdy znikają całe gatunki owadów -spokojnie- ogólnie niektórych owadów przybywa- całe chmary, więc bez obaw. Zanikająca bioróżnorodność? Cytat:" Potrzebujemy bioróżnorodności, żeby przetrwać". Oczywiście z pominięciem innych stworzeń. Liczą się tylko powierzchowne dane, liczby, bez najmniejszej próby uchwycenia głębi, istoty problemu, choćby tematu wymierania gatunków, degradacji środowiska, zamierania lasów, eksploatacji mórz. Powietrze? Przecież oddychamy najzdrowszym powietrzem od stuleci, więc nie ma się czym martwic. Choć od lat WHO twierdzi zupełnie co innego. To jest przykład książki bazującej na suchych danych, tabeli w Excelu- czego przybyło, czego ubyło- pomijając całkowicie samą przyrodę. Liczy się tylko człowiek i to co dla człowieka ważne. Generalnie książka jest apelem, żeby myśleć pozytywnie a nie się zamartwiać negatywnymi nagłówkami gazet. Że takie negatywne myślenie jest niefajne, a Autorka przytacza mnóstwo tabel, gdzie chce nam pokazać, że nie musimy się aż tak bardzo przejmować. W końcu są tabele. Twierdzi, że całe swoje życie zawodowe i prywatne poświęciła badaniom środowiska, choć ma zaledwie...32 lata. To nie jest poważna książka, to książka na pocieszenie, żebyśmy nie czuli się źle.

Książka traktująca środowisko tylko i wyłącznie przez pryzmat użyteczności dla człowieka. Jeśli trwa wylesianie-to wg autorki- możemy być spokojni, bo kiedyś wylesiania było więcej. Gdy z satelity wyraźnie widać wylesione obszary -spokojnie- to tylko zła definicja wylesiania, bo przecież tam znów mogą wyrosnąć drzewa. A właściwie to plantacje na potrzeby oleju palmowego....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

104 użytkowników ma tytuł To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń na półkach głównych
  • 76
  • 28
13 użytkowników ma tytuł To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń na półkach dodatkowych
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki To nie koniec świata. Jak możemy ochronić Ziemię dla siebie i przyszłych pokoleń

Ciekawostki historyczne