rozwińzwiń

Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints

Okładka książki Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints autorstwa Alain Robbe-Grillet
Okładka książki Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints autorstwa Alain Robbe-Grillet
Alain Robbe-Grillet Wydawnictwo: Editions de Minuit literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wydania:
2013-01-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
francuski
ISBN:
9782707322890
Robbe-Grillet nous revient, au meilleur de sa forme, avec une manière de conte fantastique, décoré d’un titre hugolien: Djinn. Que ce djinn-là soit une transcription phonétique du prénom féminin américain Jean, porté par une des figures majeures du récit, c’est une première malice. Elle sera suivie de beaucoup d’autres. Tout est jeu dans ce texte qui ne cesse de se dédoubler, en faisant oublier ce qu’il est pour donner l’illusion parfaite d’autre chose. Ce livre réussit à être, en même temps, une merveilleuse « histoire à dormir debout », aussi étrange qu’un conte d’Hoffmann, aussi souriante qu’une rêverie de Lewis Caroll, aussi rebondissante qu’une aventure de James Bond, et il nous apporte une excellente synthèse de l’univers romanesque de Robbe-Grillet. Tout y est. Ses décors préférés, ses objets fétiches, ses intrigues favorites d’espionnage et ses reprises maniaques des mêmes scènes sous un éclairage différent. Simon Lecœur, à la recherche d’un emploi, tombe dans les rets d’une mystérieuse Américaine, Jean, qui le subjugue au point qu’il en devient aussitôt amoureux. Sans rien lui expliquer, elle le charge d’une mission qu’un obstacle, apparemment imprévu, la chute d’un enfant sur le pavé disjoint d’une ruelle obscure, l’empêche d’accomplir. Cet accident, parfaitement programmé au contraire, remet Simon entre les mains de deux enfants, Marie et Jean, qui le contraignent à jouer l’aveugle pour découvrir quelle organisation souterraine il sert : c’est une société de lutte contre le machinisme où l’on n’use, par ironie, que de machines et dont tous les agents, découvre-t-on à la fin du récit, après plusieurs variantes, ne sont que des robots. Je pense que Robbe-Grillet n’est jamais allé aussi loin dans ses angoisses. C’est pourquoi Djinn, avec ce titre hanté et ce fil conducteur imposé, me paraît être un de ses ouvrages les plus prenants.
(Jacqueline Piatier, Le Monde)
Średnia ocen
0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints

avatar
317
309

Na półkach:

opinia w podkaście: https://open.spotify.com/episode/5dCnfTE6F6C3wxwqA1n6Hx?si=cd595cc6424f45d2

opinia w podkaście: https://open.spotify.com/episode/5dCnfTE6F6C3wxwqA1n6Hx?si=cd595cc6424f45d2

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
209
144

Na półkach:

Początkowo wciągnęła mnie. Ma klimat "niskobudżetowego ambitnego kina science-fiction". Niemniej jednak zamęt który wprowadził autor, jakoś w moich oczach nie obronił się i książka nie wywołała u mnie żadnej refleksji. Można jednak przeczytać.

Początkowo wciągnęła mnie. Ma klimat "niskobudżetowego ambitnego kina science-fiction". Niemniej jednak zamęt który wprowadził autor, jakoś w moich oczach nie obronił się i książka nie wywołała u mnie żadnej refleksji. Można jednak przeczytać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
112
1

Na półkach:

Powieść Grilleta przypomina tekstowy zapis kilku różnych podejść do tej samej gry wideo. Z określonej bazy danych – elementów rzeczywistości, symboli, przedmiotów, osób i imion – każdy gracz konstruuje własną, niepowtarzalną rozgrywkę. Zdaje się, że walka przeciwko maszynizmowi nie ma sensu, jesteśmy zanurzeni w quasi rzeczywistości, która ogarnia i ustala wszelkie struktury społeczne. Zapośredniczona medialnie percepcja nakłada się na pierwotną, wysłużoną już percepcje jednostkowej tożsamości operującej w kategoriach linearności, przyczyn, skutków i celu. Łudząca wciąż pokusa opowiadania za pomocą spójnej i uporządkowanej narracji poddaje się w konfrontacji z konstelacyjną, chaotyczną rzeczywistością, a raczej z wieloma współoddziałującymi na siebie rzeczywistościami. Przełom antypozytywistyczny nie stracił siły napędowej i od początku wieku XX burzy utrzymujące się na powierzchni świadomości zastane poczucie „sensu”
egzystencji. Ale od paradoksów epistemologii Grillet tylko zaczyna. Służą mu one raczej jako podwaliny pod dalsze rozważania na temat problematycznego charakteru samej/samych rzeczywistości. Już na wstępie pisarz upłynnia kategorię twórcy tekstu – zapośredniczą autorskość na wielu stopniach ontologicznych, przez co jakiekolwiek odczytanie dzieła za pomocą narzędzi psychoanalizy nie przyniesie skutków. Pokazuje, że freudowski sposób myślenia o człowieku, choć przełomowy w swoim czasie, nie jest w stanie ogarnąć przemian dziejących się na polu technologicznym. To właśnie technologia rozpuszcza nasze tożsamości w sposób do tej pory nieznany, alienuje przyczynę od skutków (specjalizacja zawodowa),zapośrednicza i dystansuje kontakt czy w końcu multiplikuje tożsamości, które składać się mają na jedną spójną konstrukcję zwaną istotą ludzką. Jeśli analiza marzeń sennych pozwoliła Freudowi oddzielić dwie rzeczywistości dotąd związane ze sobą, tak technologia pozwala rozszczepić tę realność na nieskończenie wiele poziomów ontologicznych. Tak też postępuje Grillet stwarzając piętrową intrygę funkcjonującą na niezliczonej ilości poziomów ontologicznych, z których żaden nie rości sobie prawa do obiektywności czy pierwszeństwa w hierarchii. Pojmowanie istnienia w kategoriach czasowości również nie jest w stanie poradzić sobie z istotą funkcjonowania psychiki – często zacierającej granice przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Zresztą sama paradoksalność czasu potwierdza te autorskie przypuszczenia: teraźniejszość jest zbyt efemeryczna, zbyt nieuchwytna, żeby można było sprawnie operować na tej kategorii. Ostatecznie żyjemy przecież w ciągłym impasie pomiędzy przeszłością i przyszłością, a teraźniejszość to zwyczajna iluzja spójności, zwykły błąd poznawczy umysłu jako ułomnego procesora maszyny. W rzeczywistości symulakrów również perspektywa postrzegania niesie za sobą wiele sprzeczności, których autor nie unika w dziele. Poznajemy strzępy różnorodnych wydarzeń raz z perspektywy bohatera, raz z perspektywy podwójnie zapośredniczonej przez tajemniczą organizację zajmującą się badaniem sprawy Lecoeura i w końcu z perspektywy pierwszej osoby, po prostu czytając znaleziony w biurze profesora dokument – książkę Grilleta, który usuwa się z roli autora i przekazuje tę funkcję Lecoeurowi. Każda z tych perspektyw to oczywiście osobna, pełnoprawna rzeczywistość. Która z nich jest uprzywilejowana, której wierzyć? Może myślenie w kategoriach technokracji to po prostu kolejna rama ideologiczna? Tę istotną decyzję egzystencjalną Grillet pozostawia czytelnikowi.

Powieść Grilleta przypomina tekstowy zapis kilku różnych podejść do tej samej gry wideo. Z określonej bazy danych – elementów rzeczywistości, symboli, przedmiotów, osób i imion – każdy gracz konstruuje własną, niepowtarzalną rozgrywkę. Zdaje się, że walka przeciwko maszynizmowi nie ma sensu, jesteśmy zanurzeni w quasi rzeczywistości, która ogarnia i ustala wszelkie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

162 użytkowników ma tytuł Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints na półkach głównych
  • 92
  • 68
  • 2
32 użytkowników ma tytuł Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints na półkach dodatkowych
  • 23
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints

Inne książki autora

Alain Robbe-Grillet
Alain Robbe-Grillet
Alain Robbe-Grillet, z wykształcenia inżynier, jest uważany za jednego - obok Nathalie Sarraute, Michela Butora i Claude Simona - z najważniejszych twórców nurtu literackiego określanego mianem nowej powieści. Przedstawiciele nouveau roman uznali, iż formuła tradycyjnej powieści się wyczerpała i zaproponowali odmienne, eksperymentalne podejście do fabuły i czasu powieściowego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fałszerze André Gide
Fałszerze
André Gide
O tym jak nie ulegać społecznym oczekiwaniom. Po raz pierwszy czytałam tę książkę kilkanaście lat temu i z tej pierwszej lektury zapamiętałam tylko scenę trucia się gazem i takie niewyraźne wrażenie, że to było coś innego niż wszystko co dotychczas czytałam, i że mi się bardzo podobało. Tym razem podobało mi się nieco mniej. Jest to książka bardzo wielowątkowa, a przy tym napisana tak jakoś osobliwie. Trudno wyodrębnić tu jakiś główny temat, tak jakby to była książka dosłownie o wszystkim. Jest tu i niewierność małżeńska, nieślubne dzieci, zakazana miłość, dzieci schodzące na złą drogę, uleganie złym wpływom, próby odnalezienia własnej drogi życiowej, dużo rozważań na temat twórczości i samobójstwa, i pewnie pominęłam jeszcze ze dwa tuziny tematów. Trudno też wskazać głównych bohaterów, bo po pierwsze - jest ich mnóstwo, a po drugie - niejednokrotnie ci, którzy wydają się ważni schodzą na dalszy plan, a ci dalszoplanowi zaczynają grać pierwsze skrzypce. W przypadku niemal każdej postaci widzimy tylko jakiś drobny wycinek ich drogi, wiele wątków pozostaje urwanych, bez zamknięcia. Trudno też stwierdzić, kto jest tytułowym "fałszerzem" - przez całą książkę przewija się wątek fałszowania pieniędzy, ale tak naprawdę niemal każda postać jest tu "fałszerzem", kogoś oszukuje, przed kimś udaje. W szczególny sposób rozczulił mnie wątek homoseksualnej miłości, ale nie dlatego że był jakoś szczególnie poruszający, ale przez to że przy pierwszej lekturze mi kompletnie umknął, nie budząc żadnych podejrzeń. Co prawda jest to napisane dość aluzyjnie i enigmatycznie, niemniej wystarczająco jasno, żeby zrozumieć, o co chodzi. A jednak dwudziestoletnim szczawiem będąc, nie załapałam niczego. Ewidentnie byłam kiedyś niewinna jak, z przeproszeniem, nieobsrana łąka, a potem się tak strasznie zepsułam.
niedź - awatar niedź
ocenił na78 miesięcy temu
Spowiedź szaleńca August Strindberg
Spowiedź szaleńca
August Strindberg
„...wczorajsza prawda zmienia się w jutrzejszą bzdurę”. Autobiograficzna powieść Strindberga o piętnastu latach jego burzliwego związku z pierwszą żoną, Siri von Essen (książkowa Maria). Wydaje się być przejmującym lamentem zgorzkniałego mężczyzny, wykorzystywanego i ciężko doświadczonego przez zepsutą i samolubną kobietę. Na ile jest prawdziwa? – trudno powiedzieć, gdyż z rozmysłem uwzględnia wyłącznie jeden punkt widzenia. W tym głośnym konflikcie małżeńskim, plotkarska opinia publiczna żywiąca się życiem innych, stanęła po stronie pani Strindbergowej, toteż dla Strindberga „Spowiedź szaleńca” była tym, czym dla dzisiejszych celebrytów uwikłanych w trudne związki, jest oświadczenie na Facebooku lub Instagramie. Zanim przystąpił do opisywania swoich relacji z późniejszą żoną, Strindberg poświęcił kilka stron powieści na wspomnienia z lat wcześniejszych. Okazuje się, że był on człowiekiem bezpruderyjnym. Dostrzegał wady moralne niektórych kobiet, lecz mu one nie przeszkadzały. Nie tylko akceptował te kobiety, ale nawet idealizował je i adorował. Można zatem rzec, że świadomie oszukiwał siebie bardziej, niż kiedykolwiek zrobiła to jego żona z pierwszego małżeństwa. Co nie oznacza, że opisane przez Strindberga cierpienie, jest z tego powodu mniej bolesne. Oczywiście nie jest. Tyle że wiedząc o tym, trudniej mu współczuć. Książka w absolutnie kapitalny sposób opisuje szaloną miłość Strindberga i przewrotność Siri von Essen. Biorąc pod uwagę tematykę związaną z homoseksualizmem i biseksualizmem (kobiet - w tym przypadku),aż trudno uwierzyć, że została napisana w XIX wieku. „Spowiedź szaleńca” to powieść świetna, ale ciężko się ją czyta. Tyle w niej niegodziwości, dziwactw i niepokoju, że czasem trudno to nagromadzenie perwersji wytrzymać. Jednak Strindberg jest pisarzem wybitnym, co widać zwłaszcza wtedy, gdy z finezją opisuje, jak wszystko bierze w łeb. Wielki samozwańczy pesymista, że tak powiem.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na71 rok temu
Lochy Watykanu André Gide
Lochy Watykanu
André Gide
Niesłychanie dziwna książka, w której nic mi się nie zgadzało. Zwłaszcza tytuł, który sugerował coś w rodzaju "Urzędu" Brezy, gdzie rozprawiamy się z obłudą instytucji kościelnych i rozdętą czarną biurokracją. Ale wychodzi na to, że to raczej Kościół wychodzi na stronę nieco poszkodowaną. Zręczni oszuści postanowili sobie zarobić na naiwnych pobożnych owieczkach, mamiąc ich szlachetną akcją uwolnienia Papieża, który jakoby został pojmany przez masonów, a w jego miejsce podstawiono sobowtóra. Taka teoria musiała nieźle rezonować w społeczeństwie, gdzie żywo pamiętano "więźnia w żelaznej masce" i snuto legendy o trzymanym w tiurmie bliźniaku Ludwika XIV. Wielce nabożna arystokracja bardzo chętnie więc wyskakuje z gotówki na szczytny cel odbicia dostojnika i nikt nie zauważa, że cała akcja to misternie namotany humbug. Tak więc od tej strony zanurzamy się w groteskowy, podszyty czarnym humorem i makabreską kryminał. Nie brakuje też masy kpiny i wyśmiewania się z dewotów, pustych mieszczańskich konwenansów, bezmyślności społeczeństwa i hołdowaniu skostniałym rytuałom. I to by się pięknie spinało gdyby nie ta niesamowita postać niejakiego Lafcadia, który kręci się wokół grupy kościelnych oszustów. To śliczny młodzieniec, obiekt westchnień zarówno pięknych dam, jak i różnych bogatych "wujaszków" i który robi dosłownie co chce, co mu aktualnie strzeli do głowy, dla kaprysu i bez żadnego uzasadnienia. Nie robi mu różnicy czynienie dobra czy okrutnego zła, za nic ma pieniądze, uczucia, sumienie i tym podobne filisterskie kule u nogi. Dzięki niemu trafiamy więc na nitzscheańskiego "nadczłowieka", nihilizm, smutek egzystencjalizmu i euforię rzucania wyzwań Bogu - jeśli w ten ogóle istnieje. Nic dziwnego, że z Gide'a czerpali garściami Sartre czy Camus (Obcy to dla mnie nieco bardziej cierpiąca inkarnacja Lafcadia). Może więc Lafcadio wynika z pustych form życia społecznego, a może narodził się spontanicznie. Może porodówką dla Lafcadia była loża masońska, a może loża to też protest przeciwko zakłamaniu Kościoła. W każdym razie wolałabym przeczytać osobno o uwięzieniu Papieża a osobno o ciemnych sprawkach niesfornego socjopaty. Gide miał jednak pomysł na spięcie dwóch ogromnych opowieści w jednej krótkiej książce, która mi się nie domknęła z powodu rozpierających ją idei. Nie dopięła mi się również nierówna konstrukcja powieści - większość czasu wypadki toczą się tak, ze możemy spodziewać się, że przed nami jest jeszcze co najmniej kilkanaście rozdziałów. Na końcówce zaś akcja tak przyspiesza, jakby żona Autora wołała, że spóźni się na obiad, więc trzeba było szybciutko pozamykać wątki. Większość kluczowych zdarzeń zadziała się w ostatniej jednej czwartej powieści i pozostawiała mnie z poczuciem jakiegoś niechlujnego braku symetrii w konstrukcji utworu. Ale cóż - symetria podobno jest estetyką głupców. Mnie Nobla nie dali - Gideowi owszem...
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na61 miesiąc temu
Łysa śpiewaczka. Lekcja. Krzesła Eugène Ionesco
Łysa śpiewaczka. Lekcja. Krzesła
Eugène Ionesco
"Łysa śpiewaczka", "Lekcja"oraz "Krzesła" to trzy fundamentalne sztuki Eugène'a Ionesco, które łączy manifest przynależność do teatru absurdu - antydramatu. Napisane przez Eugène'a Ionesco na początku lat 50. XX wieku (Łysa śpiewaczka – 1950, Lekcja – 1951, Krzesła – 1952). Utwory te obnażają i mocno punktuje pustkę , ból egzystencjalny, samotność człowieka, klaustrofobiczność, poczucie zagrożenia i tragizm życia z wykorzystaniem maski, groteski i farsy. Uniwersalność I ponadczasowość kryzysu komunikacji w czasach obrazu lub "niewidoczności i udawania" i degradacja językaw niemożności porozumienia się między ludźmi. W "Łysej śpiewaczce" bohaterowie państwa Smith i Martin rozmawiają za pomocą absurdalnych frazesów i gotowych formułek, język nie spełnia funkcji informacyjnej , jest wytworem zwrotów konsumpcyjno-komercyjnych. W "Lekcji" język staje się narzędziem dominacji, tyranii i przemocy mistrz - uczeń. Profesor i uczennicą doświadczają władza i przemoc w absurdzie edukacji, język i nauka tracą podstawową funkcję na rzecz braku komunikacji i pomostu między nimi. W "Krzesłach" dwoje staruszków bezskutecznie próbuje przekazać światu swoje życiowe przesłanie za pośrednictwem niemego Mówcy/Oratorium. Krzesła w utworze , wypełniają przestrzeń, stając się cytatem wizualnym, który symbolizuje egzystencję pustki, samotność, izolację i oczekiwanie w agonii - wypełnienie nieobecnymi ludźmi.  Tragifarsa i groza ukryta w banalności, zmechanizowanym, strukturalnym społeczeństwie, Ionesco obnaża nihilizm i okrucieństwo drzemiące pod maską cywilizowanych konwenansów. Eugène Ionesco (1909–1994) to francuski dramaturg rumuńskiego pochodzenia, jeden z głównych twórców teatru absurdu. Jego twórczość, w tym sztuki takie jak "Łysa śpiewaczka" (1950) i "Nosorożec" (1959),skupia się na krytyce konwencjonalnego języka, niemożności komunikacji oraz zagrożeniach totalitaryzmem, charakteryzując się groteską i nielogicznym zachowaniem postaci. 
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na1012 dni temu
Sweeny wśród drzew Flann O'Brien
Sweeny wśród drzew
Flann O'Brien
Zagadał mnie ziomek będąc ostatnio z wizytą: opowiedz o czym jest ta książka kolego, że tak się uśmiechasz często w mym towarzystwie do niej zerkając? Zaprawdę, rzekłem, nie uczynię tego, więcej pożytku zyskasz spacerując tu nad rzeką, mens sana in corpore sano, w dodatku pachnie kwieciem i ptaszki śpiewają i nie to że niegrzeczny jestem, tylko co się w tej historii dzieje przechodzi ludzkie pojęcie. A propos śpiewu coś ci opowiem, o muzyce którą Finn Mac Cool bohater dawnej Irlandii uznał za najsłodszą. Tak może pokrótce, bo krzyż pański z tym Finnem jak się już rozwodzić zacznie, no więc lubi kukanie kukułki w maju, piski młodych wydr o poranku, skłania ucho chętnie ku świń chrumkaniu, cichy śpiew sowy błotnej jest mu miły ponad życie, cielnych jałówek muczenie, przyjemną muzyką jest zmaganie rzeki z morzem, trzepot skrzydeł w mrocznych dzwonnicach, pluskanie pstrągów w potokach... Czas się udać do świątyni dumania, to jest toalety. Kurtyna! Sprawy się tam pokomplikowały, powiedzmy że przez nasosznika trzęsia, co zaburzył me poczucie równowagi i miast medytacji, pięknych myśli i szlachetnych, jąłem ryczeć brzydkie słowa dostatecznie głośno, by sprawić, aby słońce schowało się za horyzont na wiele godzin przed wyznaczoną porą. Do rzeczy! Cóż widzę nogami gotowymi na spacery przebierasz kamracie nerwowo. Hola hola zajmijmy się może jednak umieszczeniem kolejnego kufelka mocnego piwa w naszych wnętrznościach, oddajmy lotnej debacie, niech zstąpi decorum poczucie, zaśpiewajmy Balladę o pchle, albo którąś z włoskich oper. Zdrówko. A przypomniałem sobie jeszcze jak Dobra Wróżka o konstytucji zupełnie niewidocznej odwiedził Puka MacPhellimeya, przedstawiciela klasy diabelskiej w jego chacie w jodłowym lesie, a celem wizyty tej było udać się Pod Czerwonego Łabędzia, gdzie niejaka pani Lamont zaraz rodzić będzie i by nie uchybić etykiecie staną w szranki pod czyim wpływem umieścić dziecka życie. Wspaniała to powiadam ci bracie przygoda, choć i tak nie przeczytasz, więc złośliwie zająknę się tylko o tej sprawie. Otóż gdy tak przez las wędrowali, Puk niósł Wróżkę w kieszeni płaszcza i z niej to duszek Pukiem sterował, narzekając głosikiem słodkim jak wodospad na drapiący materiał, choć niby ciała nie posiadał i uniósł się diabeł nieco, że z najlepszego materiału szyty jest ten płaszcz jego i taką powiastkę zapodaje jak to poznał niegdyś człowieka, który posunął się do szaleństwa jakim było nabycie taniego garnituru i co się później wydarzyło? Nie wiem Dobra Wróżka odpowiedział. A spienił mu się na deszczu jak garnek wrzącego mleka; do wzmocnienia szwów w podłej odzieży używa się bowiem mydła. Ha i jak myślisz co poczciwcowi pozostało po tym drogi duszku? A no wstąpić do cyrulika i kazać ogolić swój garnitur. I tak tu się wszystko kręci, rozprasza, przenika cudownie w pajęczynie zdarzeń. Ars est celare artem. Szaleństwa, eklektyzm, wyborne abstrakcje. O, widzisz na mej ścianie wiszą dziadkowe skrzypce. Ta książka jak dźwięki sonaty krucafuks, w której cztery struny grają razem, pełnej przejść, melodyjności i rytmu, sprawiających, że obcas sam stuka ochoczo do taktu. Polecam jeśli nie boisz się eksperymentów, folkloru, zachwycających bogactwem odniesień literackich fresków, inkrustowanych metaforą, ubranych w krotochwilny kostium;) I po piwku, a teraz pozwól, że oddam się życiu kontemplacyjnemu, leżeniu w łóżku i paleniu papierosów. Adieu mój drogi przyjacielu.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na97 dni temu
Molloy i cztery nowele Samuel Beckett
Molloy i cztery nowele
Samuel Beckett
Obserwuję pojawiające się od połowy listopada podsumowania roku: najlepsze książki w różnych kategoriach, kalendarze adwentowe i inne ciekawe koncepty. Wpasuję się dziś w ten trend, przedstawiając Wam najtrudniejszą książkę tego roku - niepozorną, bo liczącą niespełna 200 stron, ale szalenie wymagającą, w odbiorze oraz w umiejętności interpretacji. MOLLOY to antypowieść; utwór, który, przeczytany bez znajomości kontekstu historycznoliterackiego oraz zamysłu autora, jest nudną opowieścią o wycinku z życia dwóch mężczyzn, zapisaną w duchu strumienia świadomości. Wzbogacony o ten kontekst staje się mozolną podróżą w poszukiwaniu nowego sposobu na prowadzenie narracji w powszechnie znanym (i zgranym?) gatunku literackim, jakim jest powieść (fr. nouveau roman). Utwór Becketta niejako pisze się sam, zaprzecza klasycznej koncepcji z ustrukturyzowaną, wciągającą fabułą, wyraźnie zarysowanymi postaciami, określonym miejscem i czasem. Bohaterowie pochodzą znikąd, zmierzają w niezdefiniowanym kierunku, a ich codzienność nie ma w sobie nic pasjonującego. Zostawiam Wam fragment drugiej części, w którym, jak sądzę, autor ukrył własną motywację: (…) to, co robiłem, robiłem nie dla Molloya, który mnie nic nie obchodził, ani dla siebie, z którego rezygnowałem, lecz w interesie roboty, która nas wprawdzie potrzebuje, by się ziścić, ale w istocie jest bezosobowa i przetrwa żyjąc w ludzkich umysłach, kiedy jej nędznych wyrobników już nie będzie. Nikt więc chyba nie powie, że nie traktowałem poważnie mej pracy. Powiedzą raczej ze wzruszeniem, O, to były zuchy, ta rasa już wyginęła, a forma została rozbita (…). Odczłowieczony narrator (jednym z niewielu skrawków informacji na jego temat jest jego nazwisko, Molloy) sporządza raport. W jego umyśle mgliście majaczy pamięć o matce, do której wędrował, nie znając adresu ani celu spotkania. Wspomina własne problemy z poruszaniem się, ekscentryczne zwyczaje oraz rower. Jack Moran (narrator drugiej części, o którym wiadomo nieco więcej) otrzymuje zlecenie przygotowania raportu na temat Molloya. Wyrusza z synem w podróż w nieznane, gdyż miejsce pobytu poszukiwanego mężczyzny nie jest jasne. W trakcie wyprawy zaczyna podupadać na zdrowiu, w celu łatwiejszego przemieszczania się kupują więc rower. Brzmi podobnie? Proza dla czytelników świadomych, których interesuje historia literatury, chociaż trochę ;) --- Ania https://www.instagram.com/double.bookspresso/
double_bookspresso - awatar double_bookspresso
ocenił na82 lata temu
Dwie poważne damy Jane Bowles
Dwie poważne damy
Jane Bowles
Oryginalnej prozy nigdy dość. „Dwie poważne damy” to manifest wolności i obrona prawa do odmienności. Bowles tę odmienność fetuje, przeciwstawia konwenansom, których sens dawno się zatracił, utartym schematom, pielęgnowanej w skorupie konformizmu nudzie. Okazuje się, że można się zachwycić również pięknem w myśl klasycznych wzorców stanowczo niepięknym, a afirmacja życia może przybrać formy dalekie od wskazań starożytnych mędrców. Uchylone zostają drzwi do oglądu świata przez naturę wrażliwą i niepowtarzalną. Poczucie wyobcowania bohaterek i ich płynąca z własnego doświadczenia niewiara w intersubiektywność rzeczywistości są tak wielkie, że próbują one komunikować nawet najbardziej oczywiste fakty i zjawiska, jakby nie wierząc, że są one dostępne innym ludziom, że istnieje zbiór wspólny uchwytnych zmysłami obiektów. Wynika to zresztą z ich epistemicznych skłonności, bo oczy panny Goering oraz pani Copperfield często kierują się, wobec immanentnej niezrozumiałości świata i jego mieszkańców, ku własnym wnętrzom, które zamieszkują byty bardziej godne zainteresowania dam i łatwiej dające się przez nie uchwycić, czyli emocje. Bo przecież „Dwie poważne damy” to również powieść feministyczna, choć nie jest to ani feminizm wojujący, ani oczywisty. Bowles skupia się po prostu na tych dylematach, które właściwe są płci pięknej, jak na przykład nieustanna walka między potrzebą wyrażenia i zadowolenia siebie, a tym wewnętrznym parciem do opiekowania się innymi, określanym niekiedy mianem instynktu macierzyńskiego. Bohaterkom obca jest mieszczańska moralność. Nie oznacza to, że są niemoralne, tyle że kompasem są dla nich własne, bardzo niekiedy fantastyczne zapatrywania, nie zaś społeczna aprobata. I ta fantastyczność może być rozpatrywana zarówno jako siła, jak i słabość tej powieści. Literatura zaangażowana nie powinna bowiem bujać w obłokach. Ale jak ma nie bujać, skoro obu damom, tak jak samej autorce, w realizowaniu tej szczególnie pojętej zasady carpe diem nigdy nie przeszkodziły troski materialne? Mimo kilkudziesięcioletniego rodowodu jest to powieść świeża, ale i mocno niedoskonała. Styl, który wydaje się autoironiczny, miejscami jest po prostu nieudolny. Są też momenty, w których Bowles dopowiada to, czego dobra literatura każe się czytelnikowi domyślać. Choć jednak zapowiadany na okładce geniusz położył swe dłonie na innych twórcach, warto skierować swój wzrok ku jedynemu w swym rodzaju dziełu tej Amerykanki o skomplikowanym życiorysie i bardzo skromnej pisarskiej spuściźnie.
utracjusz - awatar utracjusz
ocenił na67 lat temu

Cytaty z książki Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Djinn. Un trou rouge entre les pavés disjoints