Balenciaga. Historia kultowego domu mody

Okładka książki Balenciaga. Historia kultowego domu mody autora Emmanuelle Dirix, 9788321352725
Okładka książki Balenciaga. Historia kultowego domu mody
Emmanuelle Dirix Wydawnictwo: Arkady biografia, autobiografia, pamiętnik
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The little book of Balenciaga: the story of the iconic fashion house
Data wydania:
2023-10-01
Data 1. wyd. pol.:
2023-10-01
Data 1. wydania:
2022-03-03
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788321352725
Tłumacz:
Anna Wajcowicz-Narloch
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Balenciaga. Historia kultowego domu mody w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Balenciaga. Historia kultowego domu mody

Średnia ocen
7,1 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Balenciaga. Historia kultowego domu mody

avatar
259
2

Na półkach:

Bardzo fajnie wprowadzająca w temat i przyjemnie się ją czytało. Czasem jednak irytowało mnie rozstawienie zdjęć (żeby nie było - wiele razy było poprawne),gdzie w głównym tekście odniesienie do danego zdjęcia było 5 stron dalej albo w ogóle go nie było, a projekty opisane w tekście czasami nie były pokazane wcale

Bardzo fajnie wprowadzająca w temat i przyjemnie się ją czytało. Czasem jednak irytowało mnie rozstawienie zdjęć (żeby nie było - wiele razy było poprawne),gdzie w głównym tekście odniesienie do danego zdjęcia było 5 stron dalej albo w ogóle go nie było, a projekty opisane w tekście czasami nie były pokazane wcale

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
559
506

Na półkach:

Cristóbal Balenciaga urodził się w 1985 roku w Hiszpanii. Był synem krawcowej i to w tym można upatrywać jego pasję do szycia. Swój pierwszy biznes założył w kraju pochodzenia. W 1937 przeprowadza się natomiast do Paryża, (i tu uwaga - akcent polski) gdzie wraz ze swoim francusko-polskim partnerem życiowym oraz paryskim uchodźcą z hiszpańskiego San Sebastian, otwiera dom mody.

Najbardziej znanymi projektami Balenciagi i częścią jego dorobku, która sprawiła, że zaczęto go nazywać "arcykapłanem haute couture", są projekty powstałe po II wojnie światowej. Zamiast podkreślać formy kobiecego ciała, Balenciaga poszedł w drugą stronę i zaczął bawić się przestrzenią między ciałem a ubraniem.

Jego projekty dzieliły prasę i opinię publiczną. Czerpał inspirację z religii i Hiszpanii. Nigdy nie opanował w pełni języka francuskiego i nieprzypadkowo wiele najważniejszych stanowisk w jego firmie zajmowali hiszpańskojęzyczni specjaliści. Przez całe życie pozostał wiernym katolikiem. Można to dostrzec w jego stylizacjach na przestrzeni całej kariery.

Teraz kilka słów o książce. Bardzo podobało mi się skupienie na osobie projektanta. Na jego inspiracjach, motywach, twórczości. "Balenciadze po Balenciadze" zostało poświęconych zaledwie kilka ostatnich stron i osobiście odbieram taki zabieg bardzo na plus.


Mój bookstagram: my.books.shelf

Cristóbal Balenciaga urodził się w 1985 roku w Hiszpanii. Był synem krawcowej i to w tym można upatrywać jego pasję do szycia. Swój pierwszy biznes założył w kraju pochodzenia. W 1937 przeprowadza się natomiast do Paryża, (i tu uwaga - akcent polski) gdzie wraz ze swoim francusko-polskim partnerem życiowym oraz paryskim uchodźcą z hiszpańskiego San Sebastian, otwiera dom...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
818
641

Na półkach: , , , ,

Krótka aczkolwiek treściwa - jak każda z tej serii. Polecam. Byłam ciekawa jak to się zaczęło, tym bardziej że moda czerpiąca z Hiszpanii jest mi szalenie bliska. Ciekawiło mnie odrodzenie marki i może tu zabrało mi nieco więcej treści. Jednak historia i kunszt założyciela to niebywałe dziedzictwo.

Krótka aczkolwiek treściwa - jak każda z tej serii. Polecam. Byłam ciekawa jak to się zaczęło, tym bardziej że moda czerpiąca z Hiszpanii jest mi szalenie bliska. Ciekawiło mnie odrodzenie marki i może tu zabrało mi nieco więcej treści. Jednak historia i kunszt założyciela to niebywałe dziedzictwo.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

54 użytkowników ma tytuł Balenciaga. Historia kultowego domu mody na półkach głównych
  • 27
  • 23
  • 4
17 użytkowników ma tytuł Balenciaga. Historia kultowego domu mody na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Złe kobiety María Hesse
Złe kobiety
María Hesse
„Wariatki, dziwki, wiedźmy, intrygantki, manipulantki.. po prostu ZŁE KOBIETY”. Zachwycona pięknym wydaniem i co najmniej intrygującym opisem, bardziej chcąc niż nie chcąc, przywiozłam sobie z Targów Książki w Białymstoku – „Złe kobiety”. I tak sobie leżały („one”) na półce, aż się doczekały.. No i popłynęłam. Z lampką wina w jednej dłoni i książką w drugiej, w wygodnym fotelu prywatnej biblioteczki – trafiłam na zacny „zlot czarownic”. I bawiłam się bodaj przednio. „Złe kobiety” to fascynująca, pełna sarkazmu i ironii, mądrości i głupot, naszpikowana ciekawymi spostrzeżeniami i obnażająca kilka kłamstw – pouczająca rozprawa kobiety o kobietach. Tych: 💃oznaczonych „szkarłatną literą”, 💃wskazywanych palcem, 💃uznanych za winne, 💃napiętnowanych etykietami, 💃mściwych i szalonych, 💃kłamliwych i ambitnych, 💃rozpustnych i morderczych, 💃pełnych wad.. i zalet, 💃kapryśnych i histerycznych, 💃zdradzających własną naturę, 💃emocjonalnych, 💃nieracjonalnych, 💃pozbawionych rozsądku, 💃łamiących konwenanse, 💃o „konfliktowym” charakterze, 💃o destrukcyjnej naturze, 💃które przekraczają granice, 💃którym odebrano wolność i nie pozwolono czuć się dobrze we własnej skórze, 💃które zeszły na manowce. Bo świat jest pełen takich kobiet. I nie można ich ignorować. Bo my mamy prawo do różnorodności fizycznej, intelektualnej, charakteru, wieku, rasy, orientacji, marzeń i ambicji. I chyba dziś warto ze wszech miar podkreślić, że każdy szept może zmienić się w krzyk.. Polecam💃.
aniabex - awatar aniabex
ocenił na71 rok temu
Paris. Autobiografia Paris Hilton
Paris. Autobiografia
Paris Hilton
Po Jennette przyszła pora na Paris Hilton… Czyli sięgam po kolejną spowiedź kobiet (a wtedy jeszcze dziewcząt),które ,,królowały”, gdy ja sama byłam smarkiem/nastolatką i nawet jak nie byłam fanką, to na własne oczy oglądałam, jak znajdowały swoje miejsce wśród sław i popkultury. I tym razem również nie było tak różowo, choć w tym wypadku to inna historia. Aczkolwiek z kilkoma punktami wspólnymi… Czy to wybielanie się? Cóż – w to, że Paris Hilton wielkim mastermindem jest raczej nie uwierzę… ale to, że od początku była po prostu smarkulą, która tak jak inne smarkule w tym wieku chciała się wyszaleć, jednak przez pochodzenie stale była na świeczniku i brukowce prześcigały się w tym, co bardziej odklejonego i obleśnego o niej napiszą brzmi już całkiem realnie. Z tym że Paris nie chciała być tylko kolejna ofiarą. Skoro obleśne chłopy chcą zarabiać na jej seksualizowaniu i obdzieraniu z godności, to dlaczego sama nie może tego robić, skoro i tak nie jest w stanie tego przerwać? Paris to dziecko tamtych czasów, przełomu tysiąclecia, gdzie kobieta w popkulturze miała być piękna i seksualizowana, żeby jedni mieli do czego się ślinić, a drudzy czuć się moralnie lepsi czytając o kolejnym ,,wyskoku głupiutkiej odklejonej blondynki”. I chyba właśnie komentarz i przemyślenia na ten temat bardziej do mnie dotarły niż konkretna osobista historia Paris. Ale wiecie co? Niewiele zmieniło się w tym względzie. Nie, gdy baba w zbliżonym wieku do matki Biebera obściskuje go publicznie i całuje bez jego zgody ku uciesze gawiedzi i jeszcze jest z tego dumna. Nie gdy ciekawszą rzeczą na wywiadach jest to, z iloma facetami spotykała się taka Taylor Swift niż jej twórczość – wywołując jasny przekaz: jest puszczalska! Mogłabym wymieniać dalej, lista jest całkiem długa… Gdzie jest granica między tym, na co się godzi będąc sławnym, a tym, co kreują media dla wyświetleń i pieniędzy? Bo przecież wszyscy lubimy czuć się moralnie od kogoś lepsi, prawda? I żeby była jasność – ta autobiografia nie była dla mnie szokiem i nie zmieniła mojego postrzegania Hilton. Już od jakiegoś czasu rozumiem co to wykreowany wizerunek i że za ,,produktem” mimo wszystko nadal stoi człowiek. Paris wybrała drogę jaką wybrała – kontrowersji i grania w tę grę dalej, ale jako bardziej aktywny gracz niż tylko ofiara. Czy to dobrze, czy źle? Hilton wprost się przyznaje: ostrzegali mnie, ale ja i tak nie słuchałam. Ja popełniałam błędy i słusznie za nie płaciłam. Ale była też druga strona medalu – niezrozumienie i brak adekwatnej pomocy. Zazwyczaj wszystko jest trochę bardziej skomplikowane niż nam się wydaje. I może właśnie o to trochę chodziło w tej autobiografii – nie o samą ,,spowiedź”, ale aby zastanowić się nad tym, co widzimy i co nam jest podawane. Bo Paris sobie poradzi – swoje zarobiła i zarabia dalej. Chciała tylko przedstawić swoją perspektywę, że pod lukrową polewą może kryć się szersza i nie zawsze tak słodka historia. Ale hej, swoje już wyszalała, jest już dorosłą kobietą i życie leci dalej – jednak nadal ma to prawo, aby chcieć zostać wysłuchaną.
TerraEpsilon - awatar TerraEpsilon
ocenił na75 miesięcy temu
Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową Robert Samuels
Nazywa się George Floyd. Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową
Robert Samuels Toluse Olorunnipa
Robert Samuels, Toluse Olorunnipa "Nazywa się George Floyd" Życie pewnego człowieka i walka o sprawiedliwość rasową, przełożył Maciej Potulny, "– Dziś zaczyna się przełomowy proces, który będzie swoistym referendum w sprawie tego, jak daleko zaszła Ameryka w dążeniu do równości i sprawiedliwości dla wszystkich – powiedział. – Nie miejmy złudzeń; na ławie oskarżonych siedzi Chauvin, ale to cała Ameryka jest sądzona – dodał. – Cała Ameryka stoi przed sądem. Przekonamy się, czy dotarliśmy już do etapu, na którym możemy wyciągnąć konsekwencje wobec policjanta, jeśli łamie on prawo". 25 maja 2020 roku w Minneapolis przed sklepem spożywczym został zamordowany George Floyd. Afroamerykanin przez klika minut obezwładniany w publicznym miejscu przy gromadzących się przechodniach przez białego policjanta Dereka Chauvina w sposób, który przypominał duszenie tętnicze. Chwilę wcześniej zatrzymany przez policję z powodu podejrzenia, że mógł użyć fałszywego banknotu. To prawda, że przemoc rodzi się również z małych rzeczy. Może mieć na nią wpływ miejsce urodzenia, rodzina, otoczenie czy nawet ludzkie predyspozycje. Jeśli spojrzeć wstecz na historię obu mężczyzn, tak mogło być również w ich przypadku. A jednak "Nazywa się George Floyd" jest nie tylko bardzo szczegółowo opisaną tragiczną ludzką historią. Nie dziwi więc przyznana książce Nagroda Pulitzera i finał Book Award. Nie jest również jedynie opowieścią o segregacji społecznej i instytucjonalnym rasizmie Stanów Zjednoczonych. Jest przede wszystkim obrazem kraju, którego demokratyczne korzenie są dziś niczym kolos na glinianych nogach, konglomeratem instytucji państwowych niedostosowanych do współczesnych wyzwań. I bardzo dobrze się to czyta.
urszula_gala - awatar urszula_gala
oceniła na81 rok temu
Książę Modigliani Angelo Longoni
Książę Modigliani
Angelo Longoni
Fabularyzowane biografie słynnych ludzi zajmują szczególne miejsce w moim czytelniczym sercu. Miłość do nich zaczęła się dekady temu, kiedy w moje ręce trafiła powieść George'a Bidwella Najcenniejszy klejnot o brytyjskiej królowej Elżbiecie. Żadna inna książka nie wywarła na mnie tak piorunującego wrażenia, a niewielu udało się pokazać historię w tak żywy i wciągający sposób. Czy Książę Modigliani Angelo Longoniego jej dorówna? Autor powieści dużo miejsca poświęcił kobietom, które pojawiły się w życiu Modiglianiego i wywarły wpływ na jego życie i twórczość. Stworzył piękne, poetyckie portrety Kiki de Montparnasse, Anny Achmatowej, Beatrice Hastings i Jeanne Hebuterne. To one towarzyszyły Modiglianiemu najdłużej i odcisnęły swoje piętno na jego twórczości. Każda z pań miała innych charakter i inne oczekiwania od malarza, który nie stronił od alkoholu i innych używek, a jednocześnie żył w nader skromnych warunkach, by nie powiedzieć, że w biedzie. Każdą z nich podziwiał z innego powodu. Nie z każdą był zupełnie szczęśliwy. Życie Modiglianiego naznaczone było chorobą, która towarzyszyła mu od dzieciństwa. Gruźlica również mocno na niego wpłynęła. Świadomy tego, że jego czas jest ograniczony, Modigliani tworzył dużo i z pasją. W pewnym momencie swego życia z uporem maniaka starał się udowodnić wszystkim, że jest również rzeźbiarzem. Jednak ten etap przyniósł mu jedynie mnóstwo frustracji i zaszkodził i tak słabemu zdrowiu. Obok portretu artysty Angelo Longoni wnikliwie pokazał również Paryż jako miasto sprzyjające wszystkim twórcom. To tu należało żyć, by zostać dostrzeżonym, by w ogóle móc tworzyć i inspirować się innymi artystami. W Paryżu wszystko przesiąknięte było sztuką. To tutaj istniały najbardziej znane szkoły artystyczne i galerie sztuki. To tutaj, przechadzając się uliczkami dzielnic Montparnasse czy Montmartre, niemal w każdej restauracji i kafejce można było natknąć się na wybitnych twórców, których nazwiska dziś znają zapewne wszyscy. Autor powieści Książę Modigliani jest włoskim dramaturgiem, scenarzystą i reżyserem. Być może dlatego jego książka jest tak barwna, wprost przygotowana do sfilmowania. W zdecydowanej większości narratorem jest sam Modigliani, jednak w kilku miejscach autor oddał głos innym osobom towarzyszącym artyście. Dzięki temu poznajemy różne spojrzenia na to, co dzieje się w życiu bohatera. Mimo że Modigliani nie był wzorem godnego zaufania mężczyzny, to jego postępowanie w żaden sposób nie podlega ocenom autora. Bardzo cenię takie podejście w utworach biograficznych. Mocną stroną powieści są dialogi, z których można wyczytać nie tylko nastroje i emocje rozmówców, ale również uczestniczyć w dyskusji na temat sztuki i powstających trendów. Równie pasjonujące są rozważania dotyczące miłości, zdrowia, popełnianych błędów i samotności. Wszystko to sprawia, że Książę Modigliani jest nie tylko portretem wybitnego malarza i rysownika, ale również studium epoki. Zabrakło mi jedynie reprodukcji najwybitniejszych dzieł malarza – wtedy książka byłaby kompletna. Gorąco zachęcam, by po nią sięgnąć.
LiterAnka - awatar LiterAnka
oceniła na81 rok temu
Wojna o Picassa. Jak sztuka nowoczesna trafiła do Ameryki Hugh Eakin
Wojna o Picassa. Jak sztuka nowoczesna trafiła do Ameryki
Hugh Eakin
Już Modigliani i jego towarzysze pędzla uważali Pabla Picassa za najbardziej utalentowanego malarza. „Nie można nie znać Picassa – mówili – to jakby nie znać Caravaggia, Leonarda czy Michała Anioła. (…) Przyszłość nazywa się, między innymi, Picasso”. A ten początkowo malował całe obrazy w tonacji błękitów ale szczególnych, pełnych melancholii i smutku. Były to nostalgiczne obrazy przedstawiające najbiedniejsze warstwy społeczeństwa – żebraków, głodne dzieci, biedotę w szerokim spektrum ujęcia, czy brzydotę. Potem zmienił styl i obrał drogę różu. Teraz skupiał się na aktorach, cyrkowcach, linoskoczkach, czy tancerkach. Ujmował symboliczne postaci, które usiłują pokonać smutek i są jakby w ruchu, jakby wymykały się przygnębieniu. Początkowo odrzucano jego dzieła uznając je za „zbyt innowacyjne”, niepasujące do obecnych odbiorców. Nie pisała o nim żadna gazeta, gardzono i nim i jego obrazami, które się po prostu nie podobały, a tym samym – nie sprzedawały. A on? Na przekór opinii publicznej malował dalej, za nic mając sobie zdanie pospólstwa. Zaczynał wcześnie rano, a kończył wieczorem, kiedy to wychodził jeść. „Niektórzy mówili, że boi się biedy, której doświadczył, gdy był dzieckiem” - tak uzasadniano jego obsesję twórczą. A dlaczego o nim piszę ten zarys biograficzny? Piszę, by mieć o nim pojęcie zanim stał się malarzem światowym. Na początku w Paryżu, czy we Włoszech „skopali mu tyłek”. Wyznawał zasadę wolności tworzenia. Nie inspirował się nikim, nikogo nie naśladował, ani tym bardziej nie kopiował. Był autentyczny w tym, co robił. Trzymał się własnej, prostej duszy. „Sztuka powinna zacząć od początku – mówił kolegom malarzom i tym, którzy skupiali się wokół jego osoby chłonąc jego słowa. - Powinna zacząć od spontaniczności, instynktów i pasji”. Dążył do wizji, które nie były realistyczne, a wewnętrzne, jak je tłumaczył, czego świadkiem był choćby wielki Modigiani. Ci dwaj geniusze światowi poznali się i choć każdy malował inaczej, byli dla siebie w pewien sposób inspiracją tworzenia. Skoro jeden może malować nie pętając się w ramach czegoś sztucznego, to dlaczego drugi nie może? Płótno ma wyzwalać ducha – artysta jest od tworzenia czegoś nowego. A Picasso miał odwagę i tupet. Ale... ale gdyby nie prawnik, John Quinn i jego koledzy, którzy kupili dla niego obraz, a ten... go zachwycił. Był on pędzla nikomu nieznanego dotąd Pabla Picassa. I choć nie wielu znajomych odbierało go pozytywnie, to on i tak utwierdzał się w przekonaniu, że „obraz jest bardziej żywy niż książka” o czym pisał w 1909 roku do jednego z irlandzkich przyjaciół. „Malarstwo może zmienić poczucie rzeczywistości tak, jak postęp naukowy zmienia rozumienie biologii lub chemii”. Każde pokolenie ma w końcu swoją sztukę, a ta musi się rozwijać, iść do przodu, odważnie zmieniać to, co stare. „Wojna o Picassa” jest tak naprawdę powieścią o Johnym Quinnie, dzięki któremu świat usłyszał o Picassie. Dosłownie. Bo po skończeniu czytania dociera do ciebie, że gdyby nie on, gdyby nie przypadkowy zakup „w ciemno”, to świat nigdy nie poznałby kogoś takiego, jak malarz Pablo Picasso. Otwierasz powieść i już z pierwszą stroną czujesz magię sztuki. Oto jest 1911 rok, a ty kroczysz u boku Quinna idąc na pierwszą w historii wystawię dzieł Picassa w Ameryce. Nagle zatrzymujecie się przed czteropiętrową budowlą przy Piątej Alei i wkraczacie do jej wnętrza, by za chwilę rozpocząć zwiedzanie. Idziesz i słuchasz słów Quinna. Słuchasz jego opowieści o obrazach, o sztuce, o malarzach, których dzieła nabywał i promował, o jego pasji i zamiłowaniu do obrazów. Słuchasz o jego poczuciu estetyki i piękna, bo w końcu nie od dziś wiadomo, że sztuka dla każdego znaczy co innego. Mogłabym tak pisać i pisać o tej powieści, która mnie oszołomiła. Bo to nie tyle historia o Picassie, ale i o innych artystach dzieł najznamienitszych. Porwał mnie świat malarstwa i jego tajniki, to ukryte zaplecze i tło poniekąd. Hugh Eakin sprawił, że pochłonęła mnie aura artystów. Zafascynowała mnie osoba Pabla Picassa, wielkiego mistrza ponad mistrze, po którego obrazy i albumy sięgnęłam już podczas lektury. Chciałam poznać, przybliżyć sobie jego sztukę, zatrzymać się nad nią i nauczyć się ją oglądać. Nauczyć się doceniać kunszt. „Wojna o Picassa” jest wyjątkową powieścią. Jestem pełna zachwytu dla autora, Hugh Eakina. Za podjęty temat, za bogactwo wiedzy, za pióro i za całą historię, którą opisał. Pozwolił mi przekroczyć próg artystycznej bohemy, poczuć splendor, ale i wejść do świata sztuki pisanej przez duże „S”. powieść ma w sobie jaką tajemnicę i pasję. To historia, w jaką wchodzisz, i którą chłoniesz z wypiekami na twarzy. I choć wiesz, że Picasso wkroczy na scenę światową, to jednak czytając próbujesz w ten jego talent wątpić. Emocje sięgają zenitu od samego początku i trzymają do końca. Znalazłam się w innej przestrzeni. Ta powieść to kompilacja, której punktem wyjścia jest zrobienie pierwszego kroku do galerii... Za świetny czas spędzony z lekturą dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater. #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na81 rok temu
Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii Ann Marks
Vivian Maier. Niania, która zmieniła historię fotografii
Ann Marks
Od jakiegoś czasu odkrywam biografię. Nie czytam ich dużo, ale te na które trafiam robią na mnie ogromne wrażenie. Tak jak na przykład ta. Wcześniej nie miałam pojęcia o takie Vivian Maier, nie miałam pojęcia, że taka osoba istniała. Tutaj dostałam bardzo wnikliwą biografię, z ogromem wiedzy na jej temat. Autorka nie tylko pokazuje suche fakty z jej życia, ale też analizuje jej fotografię i cierpliwie tłumaczy czytelnikowi krok po kroku złożone aspekty twórczości. Po przeczytaniu tej książki zaczęłam całkiem inaczej patrzeć na zdjęcia, bo jak się okazuje ja naprawdę na niewiele rzeczy zwracałam przy nich uwagę. Ot zdjęcie i tyle. A tu okazuje się, że zdjęciami można tak wiele pokazać. Vivian chociażby pokazywała różnice rasowe, niesprawiedliwość z tego płynącą, była ogromną zwolenniczką praw obywatelskich. Pokazywała różnice pomiędzy bogatymi a biednymi. Fotografie były odzwierciedleniem jej poglądów społecznych. Uwielbiała fotografię uliczną. Lubiła wątki kryminalne, chodziła za policjantami, dowiadywała się od nich co się stało w danym zajściu, w swojej kolekcji miała nawet zdjęcie zwłok, niczego się nie bała. Gdy dowiedziała się że córka Charlesa Percy'ego została zamordowana w sypialni, Vivian wkradła się do posiadłości, żeby zrobić zdjęcia, została zatrzymana przez policję, ale nic sobie z tego nie robiła... Lubiła odwiedzać cmentarze... Miała trudne dzieciństwo, rodzinę naznaczoną naprawdę wieloma ciężkimi problemami: narcystyczną matkę, ojca alkoholika czy brata ze schizofrenią i uzależnionego od narkotyków. Dlatego często nie podawała swojego prawdziwego pochodzenia. Była skryta, a nawet potrafiła powiedzieć wprost: nie twój interes. Miała ogromny talent, miała zwyczaj robienia tylko jednego ujęcia. Nie tylko dla oszczędności. Ale dlatego, że była pewna tego co robi, że uchwyci ten jeden, unikalny moment, tą daną chwilę. Zdjęcia robiła szybko i celnie. W książce jest mnóstwo fotografii, do których Autorka dodaje swoje komentarze: o czym mówi dane zdjęcie, co chciała przekazać tym obrazem Vivian i z czego to wynikało. Dlatego tą książkę czyta się płynnie i z wielkim zaciekawieniem. Wszystko jest logiczne i coś wypływa z czegoś. Vivian była fascynująca osobą. Uchodziła za kobietę beznamiętną, oschłą, ale potrafiła uchwycić ogrom emocji na zdjęciu. Z czasem stała się kobietą, którą zapamiętali wszyscy, z którymi miała do czynienia. Zauważano ją, ale nie rozumiano, robiła wrażenie swoim wyglądem, zachowaniem, czasem wcale nie musiała się odzywać. Wchodziła i wychodziła kiedy chciała, nikt nie widział gdzie jadła i gdzie spała. Miała bardzo charakterystyczny żołnierski chód, ogromny rozmiar buta, bo aż 46! Aby robić zdjęcia przemierzała kilometry, była pełna energii, raz nawet wybrała się w podróż dookoła świata! W pewnym momencie gromadziła chorobliwie gazety... Sama nie chciała być fotografowana przez innych i bardzo się bulwersowała jak ktoś to zrobił. Robiła za to autoportrety, które Autorka biografii skrupulatnie analizuje. Ja jestem oczarowana, to była naprawdę bardzo inspirująca podróż! Teraz kolejnym krokiem jest koniecznie obejrzenie filmu: "Szukając Vivian Maier"!
Księgozbiór_Kasiny - awatar Księgozbiór_Kasiny
ocenił na101 rok temu
Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki Alan Rickman
Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki
Alan Rickman
„Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki” to niezwykły zapis ponad dwóch dekad życia jednego z najbardziej charyzmatycznych aktorów swojego pokolenia – Alana Rickmana. Obejmujące lata 1993–2015 zapiski są czymś więcej niż kroniką zawodowych sukcesów. To intymny portret artysty świadomego swojego talentu, ale też pełnego wątpliwości, ironii i czułości wobec świata. Rickman, znany szerokiej publiczności z ról w filmach takich jak Die Hard, Sense and Sensibility czy serii Harry Potter and the Philosopher's Stone (gdzie stworzył niezapomnianą postać Severusa Snape’a),w swoich dziennikach pokazuje zupełnie inne oblicze – prywatne, refleksyjne, momentami zaskakująco surowe. Jego notatki są błyskotliwe, pełne trafnych obserwacji i charakterystycznego, lekko sarkastycznego humoru. Jednym z największych atutów książki jest jej szczerość. Rickman nie tworzy własnej legendy. Zamiast tego odsłania kulisy pracy aktora: zmęczenie planem filmowym, napięcia w branży, niepewność co do artystycznych wyborów. Czytelnik ma wrażenie, jakby siedział obok niego w garderobie, słuchając półgłosem wypowiadanych myśli. Opisy pracy nad kolejnymi projektami – zarówno filmowymi, jak i teatralnymi – pokazują jego ogromny profesjonalizm i dbałość o detal. Rickman traktował aktorstwo nie jako zawód, lecz jako rzemiosło wymagające dyscypliny i nieustannego rozwoju. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące relacji międzyludzkich. Aktor z czułością pisze o przyjaźniach, współpracownikach i spotkaniach, które go ukształtowały. Widać jego lojalność i głęboką potrzebę autentyczności. Przedmowa autorstwa Emma Thompson nadaje książce dodatkowy, osobisty wymiar – to głos przyjaciółki, która znała Rickmana nie tylko jako gwiazdę, ale jako człowieka o wielkim sercu i nieprzeciętnej inteligencji. Dzienniki są również zapisem zmieniającego się świata – branży filmowej, polityki, kultury. Rickman, jako niestrudzony działacz społeczny, komentuje wydarzenia z wyraźnym zaangażowaniem. Nie boi się wyrażać opinii, czasem krytycznych, ale zawsze przemyślanych. Ta warstwa czyni książkę czymś więcej niż wspomnieniami aktora – to także dokument epoki widzianej oczami wrażliwego obserwatora. Styl Rickmana jest oszczędny, lecz sugestywny. Krótkie zapiski potrafią oddać całą gamę emocji – od ekscytacji po rozczarowanie. Momentami forma dziennika sprawia, że narracja jest fragmentaryczna, co może wymagać od czytelnika skupienia, ale jednocześnie nadaje lekturze autentyczności. To nie jest wygładzona autobiografia, lecz prawdziwy zapis myśli, często powstających „tu i teraz”. „Prawdziwie, do szaleństwa. Dzienniki” to książka dla tych, którzy chcą zobaczyć, co kryje się za sceniczną maską. To opowieść o pasji, pracy i przemijaniu, ale także o wdzięczności i miłości do sztuki. Czytając ją, można niemal usłyszeć charakterystyczny, głęboki głos Rickmana – spokojny, ironiczny, a jednocześnie pełen ciepła. To pożegnanie z artystą, który pozostawił po sobie nie tylko wielkie role, lecz także mądre, przenikliwe słowa.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na91 miesiąc temu

Cytaty z książki Balenciaga. Historia kultowego domu mody

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Balenciaga. Historia kultowego domu mody