Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko

Okładka książki Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko
Wisława SzymborskaCzesław Miłosz Wydawnictwo: Znak biografia, autobiografia, pamiętnik
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2024-11-04
Data 1. wyd. pol.:
2024-11-04
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383671567
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko

Średnia ocen
6,6 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
57
54

Na półkach:

Książka zabaweczka. Książka do oglądania i zachwycania się kunsztem talentu, poczucia humoru i inteligencją dwóch laureatów Literackiej Nagrody Nobla. Graficznie przepiękna. Pokazuje "zabawowy charakterek" Wisławy Szymborskiej niczym jej limeryki i wierszyki dla dorosłych. Warto poczytać i pooglądać.

Książka zabaweczka. Książka do oglądania i zachwycania się kunsztem talentu, poczucia humoru i inteligencją dwóch laureatów Literackiej Nagrody Nobla. Graficznie przepiękna. Pokazuje "zabawowy charakterek" Wisławy Szymborskiej niczym jej limeryki i wierszyki dla dorosłych. Warto poczytać i pooglądać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

97 użytkowników ma tytuł Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko na półkach głównych
  • 50
  • 47
26 użytkowników ma tytuł Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko na półkach dodatkowych
  • 13
  • 5
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko

Inne książki autora

Wisława Szymborska
Wisława Szymborska
Polska poetka, eseistka, krytyczka, tłumaczka, felietonistka; laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1996), członek założyciel Stowarzyszenia Pisarzy Polskich (1989), członkini Polskiej Akademii Umiejętności (1995), dama Orderu Orła Białego. Maria Wisława Anna Szymborska urodziła się na Prowencie, czyli folwarku położonym na południe od zamku w Kórniku, nad Jeziorem Kórnickim w Poznańskiem. Była drugą córką Wincentego Szymborskiego, prawicowego polityka, byłego wiceprezydenta Rzeczypospolitej Zakopiańskiej oraz zarządcy dóbr hrabiego Władysława Zamoyskiego, i Anny Marii z domu Rottermund. Po śmierci hrabiego w 1924, rodzina Szymborskich zamieszkała w Toruniu, a od 1929 w Krakowie przy ul. Radziwiłłowskiej. Od roku 1943 zaczęła pracować jako urzędniczka na kolei, by uniknąć wywiezienia na roboty do Rzeszy. W tym też czasie po raz pierwszy wykonała ilustracje do książki i zaczęła pisywać opowiadania oraz z rzadka – wiersze. Od 1945 brała udział w życiu literackim Krakowa, do 1946 należała do grupy literackiej „Inaczej”. W tym samym roku podjęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, by następnie przenieść się na socjologię. Studiów jednak nie ukończyła ze względu na trudną sytuację materialną. W kwietniu 1948 wyszła za mąż za poetę Adama Włodka, z którym zwiodła się w 1954. Od października 1967 była związana z pisarzem Kornelem Filipowiczem aż do jego śmierci w 1990 (nie łączył ich jednak nigdy związek małżeński ani wspólne mieszkanie). Pierwsze wiersze opublikowała w krakowskim „Dzienniku Polskim”, następnie w „Walce” i „Pokoleniu”. W tych czasach Wisława Szymborska była związana ze środowiskiem akceptującym socjalistyczną rzeczywistość. W latach 1947–1948 była sekretarzem dwutygodnika oświatowego „Świetlica Krakowska” i – między innymi – zajmowała się ilustracjami do książek. W 1949 roku pierwszy tomik wierszy Szymborskiej pt. Wiersze (według innych źródeł Szycie sztandarów) nie został dopuszczony do druku. Cenzura PRL stwierdziła iż „nie spełniał wymagań socjalistycznych”. Jej debiutem książkowym był wydany w roku 1952 tomik wierszy pt. Dlatego żyjemy. Szymborska została przyjęta do Związku Literatów Polskich. Była także członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W latach 1953–1981 była członkiem redakcji „Życia Literackiego”, gdzie od 1968 roku prowadziła stałą rubrykę „Lektury nadobowiązkowe”, które zostały później opublikowane także w formie książkowej. W latach 1981–1983 wchodziła w skład zespołu redakcyjnego krakowskiego miesięcznika „NaGłos”. Kiedy w latach 80. rozwiązane zostało krakowskie „Pismo”, swoje „Lektury nieobowiązkowe” publikowała we wrocławskim miesięczniku „Odra”, w którym m.in. w 1991 opublikowała wiersz „Kot w pustym mieszkaniu”, napisany po śmierci swojego partnera Kornela Filipowicza. Szymborska była nierozerwalnie związana z Krakowem i wielokrotnie podkreślała swoje przywiązanie do tego miasta. Orędownikiem poezji Szymborskiej w Niemczech jest Karl Dedecius, tłumacz literatury polskiej. W twórczości Wisławy Szymborskiej ważne miejsce zajmują także limeryki, z tego względu zasiadała ona w Loży Limeryków, której prezesem jest jej sekretarz Michał Rusinek. Wisława Szymborska uznawana jest również za twórczynię i propagatorkę takich żartobliwych gatunków literackich, jak lepieje, moskaliki, odwódki i altruiki. Należy do najczęściej tłumaczonych polskich autorów. Jej książki zostały przetłumaczone na 42 języki. Otrzymała wiele nagród, z których najważniejszą była Nagroda Nobla w 1996 roku. Komitet Noblowski w uzasadnieniu przyznania poetce nagrody napisał: „za poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Polska według Ryszarda Kai Beata Szady
Polska według Ryszarda Kai
Beata Szady
„Nie kocha się sztandaru, kocha się pomidorówkę.” Takim mottem można by opatrzyć serię plakatów Ryszarda Kai, pt. Polska, bowiem smaki, zwyczaje i codzienne życie stanowią wg autora kwintesencję kraju. A jego kolekcja to prywatna ojczyzna opowiedziana językiem scenografii teatralnej, czasem banału, bo lubił to słowo. Z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po ten reportaż, bo Ryszard Kaja związany był z moim rodzinnym miastem-Wolsztynem przez ciotkę, siostrę matki Stefanii z domu Patalas, lubił ją odwiedzać, więc naturalnie Wolsztyn musiał kojarzyć mu się dobrze- z parowozami spowitymi parą w kształcie hortensji. Autorka kreśli w reportażu ciekawy portret artysty, z urodzenia poznaniaka, z adresu „łazarskiego łobuza”, po rodzicach- artystę. Jego ojca znał cały Poznań, zaprojektował znak Międzynarodowych Targów Poznańskich. Matka ceramiczka malowała wielkopolskie pejzaże. W Legnicy w Alei Gwiazd Satyrykonu jest jego karykatura z ogromnym papierosem, bo się z nim nie rozstawał, na jego chińskim biurku obok kilku ulubionych filiżanek kawy stały popielniczki. Często malował kawą. Kolekcjonował minione dni, był sentymentalny, jak jego plakaty. Mówił, że jest małomiasteczkowy, bo lubił wolniejsze życie, przywiązanie do tradycji, filiżanki z porcelany. Za to miał zmysł wyłaniania sedna sprawy. Jego seria „Polska” to zjawisko popkulturowe i magiczne. O plakat „Zadupie” i o „Warszafkę”wielu miało pretensje do artysty. Wiele z tych prac może poprawić humor, np. „Wielkopolska” jako pyrlandia w kształcie skarbonki, pare zawisło w gabinetach burmistrzów. Zaś plakat „Sady grójeckie” ukazywał nasze dobro narodowe- jabłka, „Wierzbie”- kraj wierzbami potargany. Są plakaty, którymi Ryszard Kaja oddaje hołd artystom, np. Wielopole-Kantorowi, Lusławice-Pendereckiemu. Autorka przytacza wspomnienia o artyście z perspektywy bliskich mu osób. Zachowuje jednak obiektywizm spojrzenia, porusza tematy tabu, np. reakcje otoczenia na homoseksualizm artysty. Druga część książki to reportaże inspirowane plakatami Kai- ogrom barwnych ciekawostek obyczajowych. Polecam
I_wonka_kulturalna - awatar I_wonka_kulturalna
oceniła na 8 1 rok temu
Zegar piaskowy Ryszard Kapuściński
Zegar piaskowy
Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński ma w naszym kraju statut autora kultowego. Poważanego zarówno przez czytelników, jak i krytyków oraz akademików. A przynajmniej z reguły. Czytanie Kapuścińskiego niezmiennie od lat jest dobrze postrzegane, a jego książki wcale nie odchodzą do lamusa. Jednak wydawały się już zbiorem skończonym, odnawianym, ale jednak zamkniętym. Ale pojawił się Zegar piaskowy, dotąd niepublikowany zbiór zapisków i przemyśleń. W 1984 r. Ryszard Kapuściński (1932–2007),doskonale już znany reportażysta, autor m.in. słynnego „Cesarza”, przygotował do opublikowania tomik krótkich form, któremu nadał tytuł „Zegar piaskowy”. Zawarte w nim spostrzeżenia, refleksje, wiersze, cytaty z wybranych książek ukazują czytelnikowi Kapuścińskiego erudytę i wizjonera, obdarzonego umiejętnością dostrzegania procesów cywilizacyjnych, które trwają i dziś, wpływając na nasze życie. W latach 80. XX wieku „Zegar piaskowy”, niewątpliwie ze względu na cenzurę, nie mógł ukazać się drukiem. Obecnie – po raz pierwszy – do rąk czytelników trafiło to zaskakująco aktualne dzieło. Żeby w pełni czerpać z tej niewielkiej objętościowo książeczki, warto zdać sobie sprawę z czasu jej powstania. Przede wszystkim dlatego, że ten zbiór często dość lapidarnych przemyśleń czy cytatów, w znaczącym stopniu odnosi się do ówczesnych realiów. Nie znaczy to wcale, że bez tej wiedzy lektura będzie zupełnie niezrozumiała, ale z pewnością niepełna. Jest to nietypowa publikacja, której brakuje jasnego porządku, zauważalnego celu, do którego prowadzi narracja. Tak naprawdę to bardzo luźne zapiski, mniej lub bardziej ze sobą powiązane, które pozwalają lepiej poznać autora i jego postrzeganie świata, ale niekoniecznie są stworzone do czytania jak klasyczne non fiction. Mimo że książka ma niewielkie rozmiary, trudno czytać ją od deski do deski. Znacznie lepiej wypada w odbiorze niespiesznym, w izolowanej lekturze poszczególnych zapisków, z czasem na refleksję nad tym, co przeczytaliśmy. Książka z pewnością w pewien sposób pozwala zajrzeć do głowy autora. Można dzięki lekturze doświadczyć erudycji autora i zobaczyć, jak świetnie potrafił formułować krótkie, klarowne przemyślenia, puentować rzeczywistość. Jednocześnie to zbiór bardzo nierówny. Jedne elementy trafią do czytelników mocniej, po innych prześlizgnie się jedynie wzrokiem. Ale naprawdę warto poświęcić na lekturę czas. Tym bardziej że wiele uwag i spostrzeżeń okazuje się zaskakująco aktualnych. I to niestety dość smutna wiadomość.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na 6 1 rok temu
Nóż. Rozważania po próbie zabójstwa Salman Rushdie
Nóż. Rozważania po próbie zabójstwa
Salman Rushdie
Salman Rushdie nie stawia siebie w roli ofiary ani zwycięzcy, aczkolwiek przyznaje fakt zmiany dotychczasowego życia wskutek ataku nożownika z sierpnia 2022 roku. Wydarzenia w nowojorskim Chautauqua Institution stanowią punkt wyjścia do rozważań o wszystkim, co naprawdę ważne, dzięki czemu łatwiej zrozumieć postawę autora oraz jego punkt widzenia w mniej bądź bardziej palących kwestiach. W niektórych fragmentach nawiązuje dialog z czytelnikiem, aby skrócić dzielący ich dystans i uświadomić każdemu, że niezależnie od przypisywanego wizerunku, również jest człowiekiem, któremu podczas hospitalizacji towarzyszyły prozaiczne myśli o uporczywości oraz natężeniu bólu. Adresat tekstu staje się świadkiem wybranych zdarzeń z udziałem autora, a zarazem towarzyszem podróży po odmętach jego pamięci. Salman Rushdie pozwala czytelnikom zajrzeć za kulisy swojego życia osobistego, które chroni przed powszechnym wścibstwem, albowiem nie wszystko jest na sprzedaż lub do pokazywania, mimo że pokusę dzielenia się prywatnością skutecznie nasilają media społecznościowe. Uchylanie rąbka tajemnicy odbywa się na jego zasadach, w związku z czym odbiorca otrzymuje nieliczne informacje z przeszłości autora, przy czym ich niekompletność nie stoi na przeszkodzie naszkicowaniu intymnego portretu pisarza. Centralnym punktem książki jest fikcyjna rozmowa z napastnikiem, która poza ujawnieniem przyczyn oraz motywów nieudanego zamachu, kieruje uwagę odbiorcy na narzędzie zbrodni jako zasadniczy przedmiot rozważań Salmana Rushdiego. Nóż podzielił jego życie na nierówne części, a wszystko, co miało miejsce przed atakiem, wydaje się naiwne, chwilami iluzoryczne. Wyraźna rezygnacja z powodu wniosków, do jakich prowadzi analiza wydarzeń z 2022 roku, nie pozbawia autora wiary w potęgę słów, którymi można naprawić świat. W głoszeniu podobnego przekonania nie ma niczego niedorzecznego, ponieważ bogate nawiązania do własnych, jak również innych tekstów kultury potwierdzają ich ogromną moc, skoro potrafią jednoczyć ludzi pod sztandarem wspólnych wartości.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 1 rok temu
Kilka uwag o emancypacji Susan Sontag
Kilka uwag o emancypacji
Susan Sontag
Trzeba trochę odjąć z oceny, bo jednak LEGO się oberwało, że zgubili nazwisko Skłodowskiej, a tutaj ta sama sytuacja. Eseje bardzo dobre jakościowo, czyta się to fenomenalnie. Bardzo dużo ciekawych tez czym jest według autorki feminizm, pozwolę sobie zacytować: "...kobiety powinny zapalać mężczyznom papierosy, nosić walizki i wymieniać opony w samochodach równie często jak mężczyźni kobietom. (...) To niezbędny wstęp do jakichkolwiek poważnych, stojących przed kobietami rozważań o kształcie instytucjonalnych ram ich wyzwolenia..." Jesteśmy 50 lat później i jest trochę lepiej, ale nadal wiele do zrobienia. Pytanie czy to wyzwolenie w formie proponowanej przez Sontag w ogóle kiedykolwiek w przyszłości ma rację bytu? Gdzie np działy HR będące praktycznie całkowicie zmonopolizowane przez kobiety w ogóle nie pojawiają się w dyskursie jako formy opresji. Zaskoczony jestem, że autorka już w latach 70 pisała o nadprodukcji i odrzuceniu kultu wzrostu i że planeta tego nie wytrzyma. U nas ten temat pojawił się w ostatnich latach, niesamowite jak długo trawimy myśli z zachodu. I jest to raczej nadal temat niszowy nikt kierujący gospodarka nie myśli na poważnie o zmianie tego paradygmatu. Tak samo kłamanie co do wieku przez kobiety, nadal jest to powszechne, że kobiety nie pyta się o wiek. Urodziny to zawsze "18". Postęp niewielki w godzeniu się że starzeniem. Koncerny kosmetyczne kwitną, chirurgia estetyczna również. Są też myśli które nie wytrzymały próby czasy jak, albo przynajmniej nie są aktualne w trzeciej dekadzie XXw. Mianowicie wspomnienie Chin jako wzorca z brakiem ideologii piękna i antykonsumpcjonizmem. Totalnie się zanurzyli w zakupach jak tylko zwiększył się ich dochód. Nie za bardzo też rozumiem umieszczenie eseju o Riefenstahl. Z jakiegoś powodu był ważny dla historii feminizmu jak mniemam, ale o wiele bardziej odkrywcze i ciekawe były te pierwsze o starzeniu się i pięknie. Ten jakby do tego zbioru mniej pasował.
Grzegorz Zaton - awatar Grzegorz Zaton
ocenił na 7 1 rok temu
Nie wiem Filip Springer
Nie wiem
Filip Springer
To zupełnie zrozumiałe, że każdy woli pochwalić się tym, co wie, niż tym, czego nie wie. Jednak czasami porządek rzeczy ulega odwróceniu. Jak właśnie jak w tym przypadku. Pierwszym bodźcem do zmiany wektora stała pandemia (tak, tak, nie do wiary, ale coś takiego niemal sparaliżowało świat pięć lat temu). Drugim okazał się Filip Springer, na wiek wieków już obciążony Miedzianką. Trzecim zaś Audioteka, która Springerowi sfinansowała pandemiczny projekt i go pierwotnie upubliczniła. Zamknięty w szafie (dlaczego akurat w szafie?! nie wiem, ale to są zeznania własne reportera), izolowany Springer dzwonił do różnych osobistości życia intelektualnego, naukowego, kulturalnego z przewrotnym pytaniem: czego pan/pani nie wie? Przyznam, że ja sam, spytany w ten sposób, odrzekłbym, że nie wiem, jaki był klucz doboru osób odpytywanych. Nie wiem, czy zgodzili się wszyscy nagabywani, czy też pojawiły się odmowy. Nie wiem również, jaki był tryb odpytywania. Czy odpowiadali oni spontanicznie, uradowani jakimś przejawem ludzkiej interakcji bez maski na ustach, czy też ostrzeżeni, dostawali czas na żmudne szlifowanie błyskotliwych odpowiedzi, które byłyby czymś więcej niż sokratejską sentencją przytaczaną z inteligenckim mrugnięciem oka. Jakkolwiek było, rozmówcy (a naliczyć ich można powyżej trzydziestki) chętnie dzielili się swoją niewiedzą, poczynając od takiej codziennej i powszedniej indolencji, na rozważaniach o niezgłębionej istocie egzystencji kończąc. Czyli kaliber przeróżny, ale zbieżność z zawodową praxis nadawcy nie do zamaskowania. Nie twierdzę, że wypowiedzi mogłyby być nieciekawe lub hermetyczne dla laika. Wszak w czasie pandemicznej izolacji, gdy powstawał w sieci ożywczy ferment artystyczno-intelektualny, każda cegiełka tego gmachu miała wartość sztaby złota. A nagrane wypowiedzi upubliczniała Audioteka (nie mam wyjścia, muszę stanąć na skraju product placement). Nie wiem, niestety, jak liczną publikę gromadziły kolejne odcinki, czy porównywalną z Matysiakami, czy nie. Nie wiem, bo w owym czasie do Audioteki nie trafiłem, i tak nie nadążając za odsłuchaniem wszystkich wciągających podcastów, vlogów, audycji, koncertów i wszelkich innych sieciowych eventów oferowanych całkowicie za free. Jednak dziś jeszcze znaleźć można na stronie dwudziestosekundowe zajawki rozmów, które mają tę zaletę, że pozwalają poznać tembr głosu i manierę bohatera, jeśli pozostają one z jakiegoś powodu nieznane. Nie wiem, czy to Filip Springer, czy żona jego Julianna, czy może sam Mariusz Szczygieł, czy też wszyscy wespół w ramach Wydawnictwa Dowody doszli do wniosku, że dobrze będzie tych trzydzieści solilokwiów spisać i opublikować na wieczną rzeczy pamiątkę. Nie wiem, czy był to pomysł doskonały, acz obarczony sporym ryzykiem. Stop, cofnij, ależ wiem, że obarczony sporym ryzykiem. Ryzykiem, które moim zdaniem ziściło się. Przez kilka lat zmienił się czas i okoliczności (mam na myśli emocje i nastroje społeczne, narodowy modus vivendi). W związku z tym wypowiedzi intelektualnie gorące często ostygły jak lawa. Zebrane w jeden spójny fizycznie tom nie tworzą tomu spójnego ideowo. Niestety. Pojedyncze wypowiedzi można wciąż taktować z pietyzmem i adorować, bo zestaw dawców niewiedzy sam w sobie imponujący. Jednak książka jako taka nie budzi we mnie entuzjazmu. Chwilowe zaciekawienie przeplata się zbyt często ze zniecierpliwieniem. W pewnej chwili zaczyna dominować myśl: jakim fortelem posłuży się kolejny nagabywany, by uniknąć pułapki stereotypu i sztampy. Nie zawsze się to udaje. Nie wiem ponadto, dlaczego zrezygnowano (kto?) z przedstawienia autora wypowiedzi przed jej rozpoczęciem. Choćby dla mnie jednego, który kilku osób nie potrafiłem po samym nazwisku od razu trafnie scharakteryzować. Krótkie biogramy na końcu tekstu to już musztarda po obiedzie. Nie wiem też, jak wiele roboty redaktorskiej zostało włożone w konwersję słów mówionych w słowa pisane. Zapewne dużo, bo gładziutkie są te teksty, akademickie, podświadomie czekałem czasami na pojawienie się przypisów i bibliografii. „Nie wiem” to wbrew pozorom w dużej mierze zapis atmosfery pandemicznego czasu. Dziś, jeśli miałoby powstać podobne wydawnictwo, na pewno wyglądałoby inaczej. Siłą rzeczy. Nie odradzam lektury „Nie wiem”, ale nadmiernie nakłaniać nie będę. Na szczęście jest sporo książek, które zawierają dużo więcej niż jedno spisane zdanie Filipa Springera.
PiotrEŚ - awatar PiotrEŚ
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat Weronika Kostyrko
Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat
Weronika Kostyrko
„Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat” to książka, która nie tylko wciąga, ale wręcz wywraca myślenie na drugą stronę. Od pierwszych stron czuć, że obcujesz z życiem kogoś, kto nie mieścił się w żadnych ramach – ani geograficznych, ani ideologicznych. To opowieść o kobiecie, która nie godziła się na niesprawiedliwość i miała odwagę mówić głośno to, co inni bali się nawet pomyśleć. Czytając ją, ma się wrażenie, jakby przed oczami rozrastał się cały świat idei, buntów i namiętności. Ta książka realnie poszerza horyzonty – nagle historia ruchów socjalistycznych staje się czymś żywym, bliskim, wręcz osobistym. Nie jest to sucha opowieść o przeszłych wydarzeniach, tylko opowieść o ludziach, którzy wierzyli, że świat można zmienić, choćby z pozoru stali na z góry przegranej pozycji. Najmocniejszy jest jednak wymiar emocjonalny. Róża Luksemburg nie jest tu pomnikiem, ale człowiekiem – wrażliwym, inteligentnym, zadziornym, nieraz rozdartym. I to działa jak paliwo. Nagle w człowieku zaczyna coś kiełkować: poczucie niezgody na niesprawiedliwość, chęć działania, wiara, że każdy ma wpływ na rzeczywistość. Po lekturze zostaje ogromna inspiracja i poczucie, że świat jest większy, bardziej złożony, ale też bardziej nasz. To książka, która nie tylko opowiada o walce, ale sama daje siłę, żeby walczyć – choćby na co dzień, w rzeczach małych i ważnych. Pełna pasji, mądra i potrzebna. Warta każdej godziny spędzonej przy lekturze.
Michal161 - awatar Michal161
ocenił na 10 2 miesiące temu

Cytaty z książki Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pod dyskretną opieką Wielkich Mocy. Listy i nie tylko