rozwińzwiń

Faszyzm, który nadchodzi

Okładka książki Faszyzm, który nadchodzi autora Przemysław Witkowski, 9788366615335
Okładka książki Faszyzm, który nadchodzi
Przemysław Witkowski Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
346 str. 5 godz. 46 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2023-07-27
Data 1. wyd. pol.:
2023-07-27
Liczba stron:
346
Czas czytania
5 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366615335
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Faszyzm, który nadchodzi w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Faszyzm, który nadchodzi

Średnia ocen
6,8 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Faszyzm, który nadchodzi

avatar
309
1

Na półkach:

Ciekawa, ale bardzo trudna lektura, zwłaszcza dla kogoś, kto tak jak ja, nie jest specjalistą w tej dziedzinie.

Ciekawa, ale bardzo trudna lektura, zwłaszcza dla kogoś, kto tak jak ja, nie jest specjalistą w tej dziedzinie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1294
696

Na półkach:

Ciekawa, ale dość ciężka w odbiorze i to nie tylko że względu na temat. Miejscami bardzo dużo dziwnych nazw i zwrotów (używanych zarówno przez autora, jak i jego rozmówców),które musiałam sprawdzać w Googlach.

Ciekawa, ale dość ciężka w odbiorze i to nie tylko że względu na temat. Miejscami bardzo dużo dziwnych nazw i zwrotów (używanych zarówno przez autora, jak i jego rozmówców),które musiałam sprawdzać w Googlach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
316
193

Na półkach: ,

Sięgnąłem po książkę chcąc zrozumieć sygnały, zdarzenia, opisy bieżącej sytuacji, które powodują, że autor zdecydował się na tytuł jednoznacznie pokazujący, że jesteśmy u progu opanowania naszego świata, jaki znamy i raczej lubimy, przez nadchodzącą, ciemną erę faszyzmu. Czy otrzymałem taką odpowiedź?? Raczej nie, choć na siłę mógłbym wyłowić co poniektóre wątki i zinterpretować je właśnie w ten sposób. Ale tylko dlatego, że tych wątków poszukiwałem w każdym czytanym wersecie niż było to jasno i klarownie wyłożone przez autora. Dla mnie książka jest przeintelektualizowana, oczywiście pisana z mocno lewicowych pozycji i ciężka do strawienia przez przez niewyrobionego czytelnika. Co i rusz umieszczane były słowa, których znaczenie musiałem sprawdzać w słowniku PWN, co zdarza mi się niezmiernie rzadko. Mimo wszystko nadal będę poszukiwał pozycji, które wyjaśnią mi w sposób bardzie przystępny fenomen odradzającego się cyklicznie faszyzmu, jego powabu dla tak wielkich rzeszy ludzi, a tę książkę traktuję jako coś co warto przeczytać i trochę pogimnastykować umysł, ale na pewno nie jest to wydawnictwo dla masowego czytelnika.

Sięgnąłem po książkę chcąc zrozumieć sygnały, zdarzenia, opisy bieżącej sytuacji, które powodują, że autor zdecydował się na tytuł jednoznacznie pokazujący, że jesteśmy u progu opanowania naszego świata, jaki znamy i raczej lubimy, przez nadchodzącą, ciemną erę faszyzmu. Czy otrzymałem taką odpowiedź?? Raczej nie, choć na siłę mógłbym wyłowić co poniektóre wątki i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

242 użytkowników ma tytuł Faszyzm, który nadchodzi na półkach głównych
  • 196
  • 42
  • 4
23 użytkowników ma tytuł Faszyzm, który nadchodzi na półkach dodatkowych
  • 8
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Faszyzm, który nadchodzi

Inne książki autora

Okładka książki Im ostrzej, tym lepiej. Do i od radykalizacji Rafał Pankowski, Przemysław Witkowski
Ocena 3,0
Im ostrzej, tym lepiej. Do i od radykalizacji Rafał Pankowski, Przemysław Witkowski
Okładka książki Ideologia, której nie było. Kto straszy w Polsce „gender” Dominik Puchała, Przemysław Witkowski
Ocena 6,3
Ideologia, której nie było. Kto straszy w Polsce „gender” Dominik Puchała, Przemysław Witkowski
Okładka książki Obywatel Michnik Michał Siermiński, Przemysław Witkowski
Ocena 4,7
Obywatel Michnik Michał Siermiński, Przemysław Witkowski
Okładka książki Pandemia. Nauka. Sztuka. Geopolityka Monika Bakke, Zofia Cielątkowska, Mikołaj Iwański, Jarosław Lubiak, Kaja Malanowska, Andrzej W. Nowak, Aleksandra Ska, Marek Wasilewski, Przemysław Witkowski
Ocena 3,8
Pandemia. Nauka. Sztuka. Geopolityka Monika Bakke, Zofia Cielątkowska, Mikołaj Iwański, Jarosław Lubiak, Kaja Malanowska, Andrzej W. Nowak, Aleksandra Ska, Marek Wasilewski, Przemysław Witkowski
Przemysław Witkowski
Przemysław Witkowski
Historyk idei, badacz ekstremizmów politycznych Przemysław Witkowski – poeta, dziennikarz i publicysta; dwukrotny stypendysta Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu; absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Wrocławskim; doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce; opublikował „Lekkie czasy ciężkich chorób” (2009); „Preparaty” (2010); „Taniec i akwizycja” (2017),jego wiersze tłumaczono na angielski, czeski, francuski, serbski, słowacki, węgierski i ukraiński.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan Catherine Nixey
Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan
Catherine Nixey
Pisała babeczka więc dziwić nie ma się czemu, iż słowa plotkarskie i emocjonalne dobrała była. Gdy pod uwagę weźmiemy, iż dzieckiem dwóch zakonników jest byłych, już wszystko układać się zacznie nam w naszej głowie życiem styranej. Tekst cały to jeden artykuł długi gazetowy w prasie lewicowej. "Wysokie Obcasy" przyjęły by go z rękoma otwartymi. Częstotliwość powtórzeń przywołuje na myśl książki składane z artykułów owych. A podobno jest to samodzielna książka pisana na podstawie notatek. Zawiodła redakcja, czy może..? Pełno tu gawędziarskiego zamieszania chronologicznego, wartościowania amatorskiego i dopowiedzeń niepotrzebnych, by wątki skleić jaśniej dla umysłów płochych. Jest to książka dla motłochu, ale i najwięcej motłoch jej potrzebuje. Napisana ażeby, nie odrywając od doczesności kieratu, bezmyślnie wciągniętą zupełnie być mogła. Przedmiot podszeptuje, że plotkara zainteresowanie wzbudzić chciała, i pewnie po części prawdą jest, iż potrzeby nakaz z wnętrzności był płynął. Nie będziemy się nad tym przebiegłem ruchem pastwić jednako. Zagadnienia poruszane tutaj na ustach wszystkich być powinny, rozbijając łby zakute, które, tak zabawnie, się w swym kołtuństwie, o tę książkę potykają rozumowo i moralnie. Ich napaści żarliwe, urazą i srogim unoszeniem się przeplatane, świętą arogancją zaprawione, zaprawdę przywołują obrazy z którymi przyjdzie nam obcować czytając. Ocena moja ze stanowiska rozumu wychodzi. Gdyby motłochowe czułości stanowić o niej miały najwyższą ocenę były by wystawiły. Pozdrawiam psycholi wąglikiem chrystianizmu zarażonych. Niechaj dusza wasza spokoju zazna kiedyś, którego sami siebie ochoczo tak pozbawiacie.
ahenathon - awatar ahenathon
ocenił na68 dni temu
Ekonomia na talerzu. Głodny ekonomista objaśnia świat Ha-Joon Chang
Ekonomia na talerzu. Głodny ekonomista objaśnia świat
Ha-Joon Chang
Cóż za przedziwna książka. Połączylibyście przepis na coca colę i historię o ulubionych makaronach z ekonomiczną teorią o wolnym rynku? Ja nie. Autor wymyślił to szalone połączenie jego dwóch największych pasji i postawił sobie za cel udowodnić, że da się napisać o tym książkę. Okazuje się, że miał rację. Ale trzeba podkreślić, że całość jest chaotyczna i dziwna, na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Sporo personalnych wstawek, uogólnień i skrótów myślowych. To nie jest podręcznik do nauki współczesnej ekonomii tylko coś w rodzaju garści felietonów ekonomicznych. Sama nie jestem specjalistką (dlatego też sięgnelam po tę książkę),więc nie jestem w stanie ocenić merytorycznego przekazu. Autor nie jest też bezstronny i obiektywny, choć nie wiem, czy w tym przypadku byłoby to w ogóle możliwe. Z plusów: dowiedziałam się naprawdę dużo o ekonomii! I to bez nadmiernego wysiłku intelektualnego, zaciskania zębów i odliczenia stron do końca rozdziału. A piękne polskie wydanie tylko uprzyjemniało ten proces. Do tego wiele o historii świata, kulinariach, socjologicznych ciągach przyczynowo-skutkowych. Całość była naprawdę lekkostrawna, wyrwała mnie z monotonii czytelniczej. Dała mi dużo do myślenia, bo poruszyłam tematy, po które nigdy sama z siebie bym nie sięgnęła, a są one obiektywnie ważne. Była to niezwykle wartościowa podróż, lekka, przyjemna. Myślę, że ocena zależy mocno od czytelnika. Z tej lektury najwięcej wyniosą takie osoby jak ja - z niewielką wiedzą o polityce, socjologii, ekonomii. Jeśli ktoś jest bardziej zaawansowany, to może uznać ją za infantylną, niedopracowaną i momentami nieprawdziwą (przez uogólnienia i mocno lewicowe podejście).
Vivienne - awatar Vivienne
ocenił na78 miesięcy temu
Skąd ten faszyzm? Michał Herer
Skąd ten faszyzm?
Michał Herer
SKĄD TEN FASZYZM? CZYLI CO SIĘ WYDARZYŁO 11.11.11 r. na Marszu Niepodległości w Warszawie? W maju cały świat globalnej Północy czcił zwycięstwo nad faszyzmem. Świętują liberałowie i konserwatyści w USA, demokracje zachodniej Europy i jej wschodnie „mniej” demokracje. Rosjanie i ludy byłego Związku Radzieckiego również chwalą się tym zwycięstwem, czyniąc z Wielkiej Wojny Ojczyźnianej z faszyzmem swój mit podstawowy. Świętują również Żydzi, których faszyzm wyniszczył i wygnał z Europy. Jeden z największych hitów wydawniczych literatury europejskiej XXI wieku, „Moja walka” Knausgarda w tomie VI kończy się setkami stron na ten temat (tytuł przecież odwołuje się do hitlerowskiego „Mein Kampf”). Co zatem świętujemy? POJĘCIE FASZYZMU I HISTORIA FASZYZMU W pytaniu „skąd ten faszyzm” zaimek „TEN” jest najważniejszy. Bo autorowi chodzi nie o „ten, ten” faszyzm niemiecko-włoski, ale o postawę. Postawę jaką przyjmuje wobec innych członków wspólnoty homo sapiens sapiens, pewien typ, który objawił się autorowi 11.11.11 w Warszawie podczas Marszu Niepodległości. I kogo będziemy mienić tym mianem? Po pierwsze, faszystą jest facet. Po drugie, faszystą jest facet, któremu się nie udało, i który jest znudzony. Po trzecie, znajduje jedno rozwiązane- przemoc. Czy to mieszanka konieczna do bycia faszystą? Chyba tak. Czy to wystarczy? Śmiem wątpić. Książka pokazuje raczej „warunki” w których rodzi się postawa faszyzująca, ale nie wskazuje (bo nie może?) ostatecznego „zapłonu”, czynnika X faszyzacji. A może faszyści to ostatni pretorianie(Rzym)-rycerze(wieki średnie)-wojskowi (nowożytność)? Cała TA nasza kultura europejska do II wojny światowej od czasów cesarstwa rzymskiego i plemion germańskich żyła w cieniu chwały wojowników-żołnierzy. Jedną z największych inspiracji dla Herera są psychoanalityczne „Męskie fantazje”, które pokazują czego „bali się” faszyści, na, co reakcją był faszyzm. Chodzi oczywiście o emancypacje kobiet w XIX/XX wieku, która stała wielu ludziom(bo nie tylko facetom) jak ość w gardle. Siedzibą owych „dziwek z karabinami” były wielkie miasta, w tym przypadku Berlin-miasto rui i porubstwa, nowy Babilon ( dla fanów seriali polecam niemiecką produkcję „Babilon Berlin”). Dobrze znamy to z naszego podwórka, i obrazu żydowsko-kosmopolitycznej Warszawy pełnej rozwiązłych kobiet żerującej na zdrowej tkance narodu. CZERWONA ZARAZA_ACEMOGLU bada empirycznie faszyzację Włoch W „Nierównościach po polsku” jest taki passus: „ Do pewnego momentu ekonomia była nauką głównie teoretyczną – przedstawiciele różnych nurtów publikowali swoje przemyślenia dotyczące sposobu funkcjonowania gospodarki, jedynie od czasu do czasu podpierając je szczątkowymi zazwyczaj obserwacjami (danymi) z rzeczywistości. Dopiero rozwój danych statystycznych, komputerów oraz metod badawczych sprawił, że z czasem ekonomia stała się nauką empiryczną. Wiele wcześniej powstałych teorii zaczęto weryfikować. Tę przemianę nazwano rewolucją wiarygodności. Niektóre teorie na tyle silnie wrosły jednak w ekonomię, że mimo wykazanych empirycznie wątpliwości co do ich słuszności, wciąż mają swoje znaczące miejsce w podręcznikach.” Podobnie zapewne jest z naukami politycznymi, i wspaniale wjechał w ten dyskurs Daron Acemoglu z swoim jednym kawałkiem. Dzisiaj też mamy „czerwoną zarazę”(Red scare),który niektórzy intelektualiści prawicowi zwą (neo)marksizmem kulturowym. Wspaniale o tym strachu przed czerwoną zarazą opowiada ekonomiczny noblista Daron Acemoglu.z kolegami w długim eseju pt. „Wojna, socjalizm i powstanie faszyzmu: studium empiryczne”., gdzie historycznie i statystycznie pokazuje, że faszyści byli „odpowiedzią” lokalnych elit i klasy średniej na zmianę społeczną, jaką było pojawienie się w trakcie I WŚ „socjalizmu”. Pojawienie się tej „zmiany” naruszało interesy lokalnych elit, przedsiębiorców i wyborców centroprawicowych i skierowało ich ku „skrajnej prawicy”. Jak piszą badacze: regiony wybierające „czerwoną zarazę” przed wojną nie dawały żadnych istotnych oznak ekonomiczno-społeczno-politycznych że są lewoskrętne, burzycielskie etc. Jedynym mocnym powiązaniem była liczba ofiar wojennych w danym regionie. To właśnie antywojenne hasła czyniły „socjalistami”, a więc „duch chwili”, a nie wielkie trwanie kapitalizmu, czy burżuazji. Może to mniej spektakularne niż „wina” kapitalizmu, ale „mnie przekonuje”. To właśnie postrzeganie owych „wyobrażonych zagrożeń” przez elektorat potencjalnie „faszyzujący” jest najważniejsze (LGBT i imigracja nowadays),jednak należy pamiętać, że być może warunki konieczne i wystarczające powstania faszyzmu były unikatowe, a nie wieczne, i odnoszą się do sytuacji powojennej (rzeź elit, upadek imperiów, zmiana systemów społecznych, epidemia itd.). FASZYZM I MORALNOŚĆ Badacze socjologiczni, czasami, mam wrażenie, nie czytali od stu lat ustaleń psychologii, ekonomii i neuronauk. Może jest to reakcja na powiązania eugeniki z faszyzmem? Strach przed byciem Sombartem? Weźmy, choćby, Joanthana Haidta. Mówi on, że ludzie konserwatywni podkreślają ważność nie tylko sprawiedliwości i troski, ale kładą nacisk na autorytet, świętości i lojalność. Wydaje się, że myśliciele liberalno-lewicowi przechodzą obok tych wpisanych w naturę ludzką potrzeb i wartości. Wystarczy zmienić człowieka i nie będzie faszystów. To nie jest remedium. Człowieka nie tak łatwo zmienić. Człowiek to nie tabula rasa. Jeden z rozdziałów haidt’wskiego „Prawego umysłu” brzmi „Why we so groupish?”. Podobne błędy mylące faszyzm z postawą tradycjonalistyczno-konserwatywną popełnił Jason Stanley w swoich dywagacjach o faszyzmie. Źródło motywacji może być wspólne, ale skutek i metoda są zupełnie inne. Tak mówili konserwatyści typu Nolte: faszyzm to Führerprinzip, upartyjnione wojsko i totalitarne zapędy, a więc metody. Faszyzm to polityczna religia, jeden z przejawów przerostu altruistycznego. Przecież wydaje się, że dobrze poświęcić się dla ojca, rodziny, wspólnoty, narodu, rasy? Faszyzm pokazuje nam ciemną stronę moralności. Nie zawsze szukamy wolności, często zdarza się, że szukamy więzi. Ale więź może stać się czasami uwięzieniem. Epoka wielkich wolności i emancypacji, a więc tzw. długi wiek XIX wyrodziła faszyzm i komunizm. Co wyrodzi epoka po 1989? WIECZNY POWRÓT FASZYZMU Dywagacje Herera są ćwiczeniami filozoficznymi, żonglerką pojęć. Jak każda filozofia mają swe granice. Tymi granicami są doświadczenie, empiria. Przykładowo, dojście do władzy faszystów włoskich było skorelowane z problemami gospodarczymi, z migracjami i z tzw. red scare. Brak zarządzania tymi emocjami przez partie niefaszystowskie i elity był jednym z czynników dojścia do władzy faszyzmu. Kordon antyfaszystowski i jego utrzymanie, taki sens ukryty ma wiele projektów politycznych w świecie euroatlantyckim. Boimy się wraz z Hererem „wiecznego powrotu faszyzmu”, ale bestia wydaje się być gdzie indziej, albo tka swe sojusze poniżej naszych radarów, by uderzyć, gdy „warunki” dadzą jej znów wyrodzić się w największy koszmar demokratów i oświeceniowców. Herer pokazuje nam konstelacje tych warunków i mówi „bądźcie czujni”. Obawiam się, że często przygotujemy się do wojny, która już była. Oczywiście nie jest tak, że „czepiam się” filozofów, bo piszą o rzeczach z Wielkiej litery, które nam jakoby rządzą (FASZYZM Z KAPITALIZMU),jednak w duchu Hume’a, przecież też filozofa, pytam, czy może to, co 11.11.11. otoczyło Herera było tym, czego już szukał, tak żeby pasowało mu do świata Wielkich liter. Nie jest również tak, że nie boję się sojuszu kibolsko-prawicowego podlanego szurią. Boję się. Czuję ich oddech na plecach. Śnią mi się po nocach. Jednak nie po to jesteśmy na tym świecie, żeby żyć tylko strachem, a Wielkie litery tylko ten strach podsycają. Potrzebna nam dobra polityka, dobre rządy i twarde „nie”, a nie „wieczne” faszyzmy, kapitalizmy i Bóg wie jakie -izmy. W musicalu „Kabaret” ludzie wstają powoli do piosenki śpiewanej przez młodego faszystę, ale w pewnym momencie śpiewają już chórem (Tomorrow belongs to me). Główni bohaterowie odchodzą, zostają „wyrzuceni” z wspólnoty. Nie powinniśmy przegapić tego momentu, nie powinniśmy „odejść” w imię zasad. Tu chodzi o zaśpiewanie lepszej piosenki 😊 Micheal Mann, w swojej książce „Faszyści”(kolejny gość mówiący raczej o „unikalnych” warunkach „faszyzmu” w sześciu krajach: Włochy, Niemcy, Austria, Węgry, Rumunia, Hiszpania, "Fascism was at heart of modernity") mówił o sile faszystów wynikającej z intensywności przekazu. Tak pisał również o tym wielki pisarz włoski, Alberto Moravia. Nuda wielkich blokowisk, nuda późnego kapitalizmu, nuda cyfrowego życia. Życie bez sensu. Ludziom potrzeba też przygód, moi państwo, czegoś co nada ich życiu znaczenia (Pisał o tym w „Zniewolonym umyśle” Miłosz). A nie tylko „dobrych” rozwiązań. Ale czy jesteśmy gotowi zaryzykować i podjąć rękawicę? Czy demokratów stać na „intensywność”? W defetyzmie zawsze byliśmy dobrzy… Ps. Może się mylę, i rację mają tacy pisarze jak Przemysław Witkowski twierdząc, że „faszyzm już tu jest”? ONR, Ruch Narodowy to są faszyści czystej wody, może takie odpowiedniki są w dawnych bastionach faszyzmu jak Hiszpania, Włochy, Niemcy, Rumunia, Węgry? Lekturki: 1. Freikorpsy i mit wojowników: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/289161/meskie-fantazje 2. Umberto Eco i “wieczny faszyzm”, https://lubimyczytac.pl/ksiazka/52626/piec-pism-moralnych 3. Sombart: https://lubimyczytac.pl/autor/90625/werner-sombart i nowa opowieść o Sombarcie: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5189480/werner-sombart-i-kapitalizm-czyli-hassliebe 4. Stanley: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4964219/jak-dziala-faszyzm-my-kontra-oni 5. Madelaine Albright: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4866074/faszyzm-ostrzezenie 6. Esposito: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/301720/pojecia-polityczne-wspolnota-immunizacja-biopolityka 7. Witkowski: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5083042/faszyzm-ktory-nadchodzi Recenzje w prasie: https://malyformat.com/2024/05/co-po-dystopii/ Acemoglu: https://economics.mit.edu/sites/default/files/2023-01/War%2C%20Socialism%20and%20the%20Rise%20of%20Facism%20-%20An%20Empirical%20Exploration.pdf Moje recki: O liberałach: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zew-plemienia/opinia/91259263 O Zniewolonym umyśle: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zniewolony-umysl-przedmowa-timothy-snyder/opinia/88699797
prej7 - awatar prej7
ocenił na610 miesięcy temu
Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska Brian Porter-Szűcs
Wiara i ojczyzna. Katolicyzm, nowoczesność i Polska
Brian Porter-Szűcs
Analiza powiązań pomiędzy polskim katolicyzmem, a sprawami narodowymi jest o wiele bardziej szczegółowa, niż "Całkiem zwyczajny kraj" tego autora. Od głoszenia przez Kościół posłuszeństwa władzom przez powolne i w bólach włączanie kościelnych reform, po zmianę narracji z tradycyjnej, że sami sobie jesteśmy winni i że musimy pogodzić się z cierpieniem w życiu doczesnym (wina za rozbiory w XIXw. przypisywana była grzesznym Polakom, a Mickiewicz uważany był za heretyka z racji tego, że nadawał Polsce mesjanistyczne znaczenie) na narrację o tym, że toczy się walka dobra ze złem i Polsce zagrażają jakieś zewnętrzne wraże siły, które chcą zniszczyć i naród i naszą religię. Lub raczej wszystkie zakusy na religię i Kościół są równoznaczne z zamachem na naród, skoro ten naród tak bardzo związano z katolicyzmem, mitem Polak-katolik. Mitem, który powstał na początku XX wieku i nie brał pod uwagę tego, że Polska jednak była (jeszcze wtedy) państwem wielokulturowym i wieloreligijnym. Ten specyficzny narodowy katolicyzm piętnował już bardziej współcześnie arcybiskup Życiński: "Albo [Kościół] jest Kościołem katolickim jako Kościół Chrystusowy, albo też jest Kościołem polsko-narodowym i wtedy nie można go już nazywać katolickim". Bo przecież Kościół katolicki jest powszechny, nie rozróżnia czy ktoś jest Polakiem, Irlandczykiem czy Hiszpanem - tymczasem Polacy (i inne narody pewnie też) uzurpują sobie prawo do miana "specjalnie umiłowanych", nieomal skłonni uwierzyć, że Bóg jest Polakiem... Te wszystkie przemiany stosunku Kościoła do państwa i narodu zaszły już w XX wieku. Głosy "rozsądku" były, ale należały one do ludzi wykształconych, czyli do tzw. elit, więc nie miały szans się rozpowszechnić. I tak, jak pisze Porter-Szucs, "na początku XX wieku polski Kościół wyruszył na wojnę i jak dotąd z niej nie wrócił." Wrogowie jednak się zmieniali, byli to Żydzi, masoni, komunizm, ateizm oraz oczywiście wszelkie nowoczesne pomysły, pociągające za sobą rozluźnienie obyczajów. Od 20-lecia międzywojennego: "Katolicy coraz częściej postrzegali świat jako pole bitwy Boga z szatanem, zacierając linie podziału między kategoriami religijnymi a kulturowymi, politycznymi i społecznymi. Opisane tu myślenie spiskowe miało to do siebie, że pozwalało w łatwy sposób powiązać problem występujący w jednej sferze z wrogiem z innej sfery, na koniec zaś ogłosić, ze tak naprawdę za wszystkim kryją się posłannicy diabła". Zachodzące przemiany społeczne zatem także są ukazywane jako walka z Bogiem i religią - i tu nic się nie zmieniło, wszyscy to dobrze znamy, jak również syndrom oblężonej twierdzy, na jaki cierpi polski Kościół (choć aktualnie faktycznie może mieć on obawy, gdyż widmo sekularyzacji zagląda w oczy także Polakom i ławy kościelne zaczynają świecić pustkami). Znamienny jest rozdział o polskim antysemityzmie, jako że autor doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to temat wyjątkowo w Polsce drażliwy. Co najbardziej zdumiewa to, że gdy nazizm hulał w najlepsze, przez drugą wojną światową, Polacy bardziej bali się Żydów, niż zagrożenia ze strony Niemców. Za komunizm też zresztą obwiniono Żydów (żydokomuna). Na tym tle można przyjrzeć się fikołkom logicznym, jakich dokonywał Kościół, zbliżając się do nacjonalizmu (który wcześniej był nieakceptowany jako że Kościół),a nawet głosząc, że nazizm był kolejnym narzędziem wykorzystywanym przez Żydów do niszczenia chrześcijaństwa i że to katolicy są tu ofiarami! (Nawiasem mówiąc w kontekście nauczania Kościoła, zwracania uwagi na to, że przemoc jest niedopuszczalna, a wszyscy katolicy równi, niezależnie od narodu, ciekawi mnie jak tłumaczyli sobie swój nacjonalizm - czyli nazizm - katolicy w Niemczech). Demitologizuje autor też rolę Kościoła w walce z ustrojem komunistycznym w PRL-u (Kościół był antypartyjny, gdyż partia była za mało katolicka, a nie dlatego, że była antydemokratyczna). To, że Kościół wcale tak chętnie nie popierał antykomunistów jest dziś zupełnie zapomniane, bo górę wzięła narracja, że to m.in. dzięki Kościołowi komunizm został obalony - i dlatego też powinniśmy być za to wdzięczni, co odzwierciedlane jest w szerokich prerogatywach, jakie dostał Kościół od władz III RP. Bardzo to pouczająca lektura, analiza drobiazgowa, podparta wieloma źródłami, język tylko mógłby być przystępniejszy. Tyle tylko że autor rozpatruje głównie przemiany historyczne - omawia XIX wiek, początki XX wieku, lekko tylko zahaczając o czasy powojenne (a i to głównie dość już odległe, jak lata 50-te, 60-te); wydarzeń współczesnych, analizy III RP jest tu bardzo mało - a na to głównie liczyłam. Nie jest to wszak pozycja "stara", została ona wydana w 2022roku. Druga rzecz- cała ta optyka pokazana jest od strony Kościoła, reprezentujących go duchownych, ewentualnie przywódców/polityków, a nie wiadomo, co o tym wszystkim sądziły "owieczki".
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na73 miesiące temu
Rausz. Niemcy między wojnami Harald Jähner
Rausz. Niemcy między wojnami
Harald Jähner
Harald Jähner, autor znakomicie przyjętego „Czasu wilka”, w swojej kolejnej książce „Rausz. Niemcy między wojnami” ponownie zabiera nas w podróż przez kluczowy moment niemieckiej historii. Tym razem skupia się na barwnym, choć podszytym lękiem okresie Republiki Weimarskiej. To pozycja, która zasługuje na mocne 7/10 – jest błyskotliwa i erudycyjna, choć momentami traci tempo na rzecz dygresji. Jähner nie pisze klasycznej kroniki politycznej. Zamiast analizować wyłącznie protokoły dyplomatyczne, autor zagląda do kabaretów, domów towarowych, biur i na dancingi. „Rausz” to opowieść o narodzinach nowoczesności w cieniu traumy I wojny światowej. Poznajemy świat, w którym tradycyjne wartości legły w gruzach, a ich miejsce zajęła gorączkowa chęć przeżycia „tu i teraz”. Autor świetnie portretuje emancypację kobiet, rewolucję w modzie (słynne chłopczyce) oraz kult prędkości i techniki. Na plus należy zapisać niezwykły styl. Jähner pisze z polotem, sprawiając, że historia ożywa w oczach czytelnika. Potrafi połączyć analizę architektury Bauhausu z opisem nocnego życia Berlina, tworząc fascynującą mozaikę. Książka doskonale oddaje tytułowy „rausz” – stan zawieszenia między wolnością a nadchodzącą dyktaturą. Z drugiej strony, publikacja ta bywa nieco nierówna. Niektóre rozdziały, poświęcone mniej medialnym aspektom życia społecznego, wydają się przeciągnięte. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autor momentami zbyt głęboko wchodzi w detale estetyczne, tracąc z oczu szerszy kontekst społeczny, który w tamtym okresie był przecież brutalny i pełen napięć klasowych. Choć Jähner wspomina o inflacji i kryzysie, to jednak blask neonów wydaje się tu czasem zbyt mocno przesłaniać mrok biedy. „Rausz” to fascynująca lektura dla każdego, kto chce zrozumieć, jak kształtował się fundament współczesnej kultury masowej i dlaczego tak kruchy był pokój między wojnami. To książka o marzeniach o lepszym świecie, które zderzyły się z brutalną rzeczywistością. Mimo drobnych dłużyzn, to wciąż jedna z najciekawszych i najlepiej napisanych popularnonaukowych pozycji o Niemczech tamtych lat. Jähner udowadnia, że historia to nie tylko daty, ale przede wszystkim emocje, rytm muzyki i strach przed jutrem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na715 dni temu
Historia pracy. Nowe dzieje ludzkości Jan Lucassen
Historia pracy. Nowe dzieje ludzkości
Jan Lucassen
Historia ludzi inaczej W dostatecznie długiej perspektywie praca, rozumiana współcześnie, staje się czymś zupełnie nieoczywistym. Umowy, normy, model najemny – to w dużym stopniu strukturalne elementy pracy obce jeszcze ludziom renesansu. Historyk społeczny Jan Lucassen podjął się opisania syntetycznie zmienności znaczenia pojęcia ‘praca’ na przestrzeni tysiącleci. To ‘archeologiczne’ podejście do zjawiska ma wady i zalety. Dla mnie ten milenijny horyzont nie wypadł najlepiej. Na szczęście (głównie dla prognostycznego namysły kończącego dzieło) ostatnie wieki zaprezentowały się w opisie Holendra interesująco. Samo wpisanie pracy w kontekst miejsca i czasu daje nową jakość dla nieco niedocenianej przez badaczy specyficznej zmienności dziejowej. Stosując porównawcze podejście w „Historii pracy. Nowe dzieje ludzkości”, na nowo odczytuje periodyczności społeczne czy unikatowe rozwiązania by obalić kilka pokutujących zbyt uproszczonych wniosków. Chyba najlepsza z możliwych baz formalnych osadza się w książce na relacjach społecznych, które w pewnym sensie zaprzeczają innemu możliwemu podejściu do pracy, czyli chciwości. Choć niezbyt czytelnie, według mnie, profesor zaakcentował taką napędzającą pracę optykę, to przy okazji wydobył na światło dzienne wartościowe cykliczności i trendy. Zdecydowanie więcej oczekiwałem od opisów starożytnych i średniowiecznych rozwiązań skorelowanych z rozumieniem pracy. Dowiadujemy się o początkach pensji czy pierwszy strajkach, nie ma w tym jednak barwy i dynamizmu. Język, z racji ubóstwa faktograficznego szczególnie w epoce bez zachowanych świadectw piśmiennych, jest jednocześnie rozmyty i zupełnie pozbawiony składników ilościowych. Grupowanie dyskusji zmienności poprzez kontynentalne rozwiązania z punktowymi przykładami (które niezbyt jasno pozycjonują się w reprezentatywności) utrudniało mi wydobycie z opisywanych procesów uniwersalnych wyznaczników charakteryzujących pracę. W duchu obowiązującego w naukach społecznych multi-regionalizmu i rezygnacji z europocentryzmu (co w ogólności jest niezbędną elementem odkłamywania historycznych uprzedzeń),poznajemy prekolumbijską Amerykę. Jednak i w tym przypadku nie ma zbyt wielu konkretów. Samo zaakcentowanie odmienności cywilizacyjnej w postaci braku rynku gospodarczego i rozwiązań monetarnych nie wystarczyło mi do uchwycenia realiów pracowniczych. Z samej historii gospodarczej sporo oczywistych konsekwencji na rynek pracy da się sformułować. Poprawne i rzetelne opisanie codzienności łowców-zbieraczy, przejście do rolnictwa, początki miast, struktur państwowych i specjalizacji kolejnych zawodów – to oczekiwany ‘kręgosłup opowieści’ (z faktu pojawienia się epoki żelaza musi wynikać pojawienie się specyficznych aktywności kowalskich i całej gamy pochodnych zajęć wymaganych dla postępu technologicznego). Na szczęście są i mniej banalne obserwacje. Profesor kreśli obraz kultur pracy w najważniejszych ośrodkach cywilizacyjnych (dolina Tygrysu i Eufratu, Chiny, Indie, Egipt, Grecja, Rzym, … ) szukając trwałych zjawisk i tych, które budowały odrębności przyczyniając się do przewag militarno-politycznych. Tych ostatnich nie ma zbyt wiele, w związku ze wspomnianą ogólną perspektywą. Istota narracyjna książki tkwi w 5-ciu procentach historii wynikających z obserwacji: „(…) praca Homo sapiens przynajmniej przez początkowe 95 procent naszego istnienia była formą ‘wzajemnego altruizmu’.” Na poziomie ewolucji biologicznej i psychologicznej istnieje konsensus co do tych oczywistych konsekwencji doboru naturalnego. Przy okazji zabrakło jakiegokolwiek komentarza do zmienności bytowej wynikającej ze zlodowaceń. Eksploatowanie hipotezy o istnieniu korelacji między rewolucją neolityczną a rosnącymi nierównościami społecznymi wydało mi się zbyt skrupulatne w świetle powszechności wiedzy o holoceńskich cywilizacjach i wypracowywanych przez nie nadwyżkach dóbr. Oczekiwałem raczej odmalowania codzienności sumeryjskiego rolnika czy egipskich fellahów. Na uwagę zasługuje szeroko przepracowany i ważny wskaźnik monetaryzacji i nieoczywistych relacji społecznych. Chodzi o okresowo pojawiające się monet o niskich nominałach, które pozwoliły na daleko posunięte wnioski. „Historia pracy” staje się zdecydowanie ciekawsza od schyłku średniowiecza, kiedy dżuma i zapaść demograficzna zmusiły jednostki państwowe do redefinicji roli chłopa/robotnika na rynku pracy. Jednocześnie muszę wytknąć profesorowi niedociągnięcie, które Europę Wschodnią (wbrew multi-regionalizmowi) sprowadziło do nowożytnej i współczesnej Rosji i ZSRR. Przecież właśnie XIV wiek stanowi w sferze relacji państwo-pracownik ważną sygnaturę dla trwałej separacji modeli gospodarczych Europy, wzmocnionej zapóźnieniem przemysłowym ‘słowiańszczyzny’. Jeśli Francja, Wielka Brytania, Skandynawia, Włochy czy Niderlandy prezentują się wieloaspektowo w gospodarczej ewolucji nowożytnej, to reszta Europy sprowadzona została do handlu niewolnikami przez Rurykowiczów, do Romanowów negujących etniczność tworzonego imperium i formalnego odwołania pańszczyzny oraz do radzieckiej inżynierii społecznej. Nadmiar danych, opracowań o pracy w ostatnich wiekach sprawia, że historyk spójnie (z liniowym uszczegółowieniem na osi czasu) przeprowadził czytelnika przez zawiłości cechów, stowarzyszeń, niewolnictwa, merkantylizmów i protekcjonalizmów, kolonializmu czy związków zawodowych. Każdy etap trzech rozdziałów i podsumowania, stanowiących ponad 50% narracji, oceniam lepiej niż wcześniejsze. Może tylko krótko o minusach z tego okresu. Dalece niepełna wydała mi się analiza tzw. Wielkiej Rozbieżności, czyli zjawiska pogłębiającego się zapóźnienia Azji w konsekwencji rewolucji przemysłowej. W narracji o XIX i XX wieku w zasadzie nie istnieje w strukturze relacji pracowniczych budżetówka jako rosnąca grupa obywateli (jest o niej jedno zdanie w kontekście ZSRR i nierówności płacowych w USA realizowanych federalnie). Wzloty i upadki korporacjonizmu, widełki płacowe, formalizacja prawa pracy, modele socjalne, redystrybucja – wszystko to ciekawie tłumaczy pracę jako jednego z trzech (poza snem i aktywnym odpoczynkiem od pracy zarobkowej) składników życia państw narodowych. Przypominany nieredukowalny konflikt leseferyzmu i keynesizmu z punktu widzenia emeryta, chorego, pracobiorcy czy samozatrudnionego to zwieńczająca dzieło bliższa nam rzeczywistość. Bardzo dobrze profesor zobiektywizował własne poglądy polityczne czy preferowane modele gospodarcze, bo nie udało mi się Go przyłapać deklaracji ideowej. Na osobne potraktowanie zasługuje wszechobecne niewolnictwo – wielopostaciowy wstyd ludzki, który odczłowieczał jeszcze nie tak dawno w imieniu prawa stanowionego. Ten wymiar pracy doczekał się jednoznacznej oceny moralnej popartej przykładami bezwzględności wyzysku. Większe cieniowanie objęło negatywne zjawiska dyskryminacji, niezależności zawodowej kobiet i pracy dzieci. W ogólności, jak dowodzi książka, XX-wieczny system pracy wyróżnia się wyjątkowością historyczną. Lucassen przypomina o naszej, niespotykanej wcześniej, dostępnej potencjalności do samorealizacji zawodowej. Jeszcze 200 lat temu w ‘najbardziej cywilizowanej Europie’ nie było chociażby przekonania o potrzebie powszechnej i trwającej lata edukacji. To dywidenda społeczna, która z różnych powodów umykała uwadze przedsiębiorczym ludziom jeszcze kilka pokoleń temu. Docierając do przełomu XX/XXI wieku, wartość obserwacji z punktu wiedzenia pracy pozostaje uwierającym realizmem. Może tylko dwa dłuższe cytaty: „W kontekście historii pracy nie jest chyba niespodzianką, że pogłębiająca się przepaść majątkowa w poszczególnych krajach wydaje się wielowiekową spuścizną trendu do nierównego doceniania i wynagradzania pracy – a mówimy tu o trendzie zakotwiczonym instytucjonalnie i ideologicznie. I jest to najwyraźniej zjawisko odrębne od skłonności potentatów do popadania w samozadowolenie, a także od ich tendencji do popierania ideologii, które umniejszają pracę najemną. Stoi ono również w sprzeczności z szeroko propagowanym przez nich dziś przekonaniem, że wysokie nagrody wynikają z wysiłku i wrodzonego talentu.” „Brak silnego, zbiorowego ruchu sprzeciwu można tłumaczyć faktem, że to właśnie dzięki stuleciu akcji zbiorowych klasa niższa w państwach północnoatlantyckich cieszy się obecnie historycznie rozsądnym poziomem dobrobytu (znowu dzięki wspomnianym wcześniej transferom). Nierówności nadal są jednak duże i dodam, że dzisiejszy brak kontrruchów może wynikać także z tego, jakie konsekwencje psychologiczne mają obecne nierówności dla ludzi, którzy są w najgorszej sytuacji: to znaczy ich energia została odwrócona od prawdziwego problemu – nierówności społecznych – i skierowana na wykluczanie innych, co widać na przykładzie popularności populistycznych obaw dotyczących imigrantów i mniejszości” Skoro zapewne niewiele jest popularnych opracowań o historii pracy na przestrzeni tysiącleci, to automatycznie książka profesora się wyróżnia. Ponieważ kończy się na początkach pandemii i 2020 roku, redefinicja pracy w wyniku ‘rewolucji digitalnej’ została jedynie wspomniana, choć bardzo trafnie nakreśliła perspektywę bliskiej przyszłości zaprezentowanej w ostatnim rozdziale. Lucassen miał prawo zbagatelizować ‘marsz AI po władzę’. Równowaga moich plusów i minusów sugeruje średnią notę. Jednak całość oceniam jako wartościowy tekst, który pokazuje ewolucję wysiłku jednostek, czasem wiązany z pracą etos, pauperyzację i cynizm dysponentów środkami produkcji, itd. W publikacji pojawia się zbyt dużo istotnych dla każdego analiz, by pozostać wobec niej obojętnym. DOBRE – 7/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na77 miesięcy temu
Doppelganger. Podróż do lustrzanego świata Naomi Klein
Doppelganger. Podróż do lustrzanego świata
Naomi Klein
To intelektualna wyprawa w głąb osobliwego zjawiska współczesności: życia w świecie lustrzanych odbić, gdzie prawda miesza się z fałszem, a tożsamość rozpada na medialne projekcje. Punktem wyjścia jest osobiste doświadczenie autorki, która przez lata była mylona z inną Naomi – publicystką reprezentującą poglądy spiskowe i antysystemowe. Z pozoru anegdotyczna sytuacja staje się dla Klein pretekstem do znacznie szerszej refleksji nad mechanizmami radykalizacji, dezinformacji i cyfrowych baniek. Podróż do „lustrzanego świata” ma tu wymiar zarówno psychologiczny, jak i polityczny. Autorka próbuje zrozumieć, jak to możliwe, że idee wywodzące się z lewicowej krytyki kapitalizmu zostają przechwycone i przetworzone przez środowiska skrajnie prawicowe. W jej narracji internet jawi się jako przestrzeń krzywego zwierciadła: odbija realne lęki społeczne, lecz deformuje je, wzmacniając gniew i poczucie oblężenia. Klein nie ogranicza się do obserwacji zewnętrznych – analizuje także własne reakcje, własną markę i miejsce w kulturze, w której nazwisko staje się hasztagiem, a człowiek – awatarem. Siłą książki jest erudycja i odwaga w łączeniu osobistego eseju z reportażem oraz analizą polityczną. Autorka potrafi celnie uchwycić paradoksy epoki postprawdy i pokazać, że „druga strona” nie jest całkowicie obca – bywa niepokojąco podobna. Jednocześnie jednak ta szerokość perspektywy sprawia, że książka momentami wydaje się chaotyczna. Wątki autobiograficzne przeplatają się z analizą pandemii, ruchów antyszczepionkowych, teorii spiskowych czy kryzysem klimatycznym. Czy to opowieść o utracie tożsamości? Studium radykalizacji? Esej o kapitalizmie platformowym? Trudno jednoznacznie wskazać dominujący temat. To lekkie nieuporządkowanie może frustrować, ale bywa też znaczące – oddaje doświadczenie funkcjonowania w świecie informacyjnego nadmiaru. „Doppelganger” nie prowadzi czytelnika prostą ścieżką; raczej zaprasza go do labiryntu luster, w którym trzeba stale korygować własne odbicie. To książka wymagająca, chwilami nierówna, lecz intelektualnie prowokująca i zmuszająca do namysłu nad tym, jak łatwo każdy z nas może stać się swoim własnym sobowtórem.
Freja78 - awatar Freja78
ocenił na71 miesiąc temu
Ludowa historia kobiet Tomasz Wiślicz
Ludowa historia kobiet
Tomasz Wiślicz Barbara Klich-Kluczewska Małgorzata Kołacz-Chmiel Elwira Wilczyńska Anna Dobrowolska Małgorzata Fidelis Aneta Prymaka-Oniszk Anna Sosnowska Olga Gitkiewicz Przemysław Wielgosz Monika Piotrowska-Marchewa Alicja Urbanik-Kopeć Katarzyna Stańczak-Wiślicz Jaśmina Korczak-Siedlecka Magdalena Toboła-Feliks
Niniejsze opracowanie jest wstępem do tematu i jako takie powinno być odczytywane. Jest to zbiór artykułów naukowych, nie książka popularnonaukowa ani reportaż, warto o tym pamiętać podczas czytania. A jednak język jest prosty i całość przystępna. Jeżeli ktoś już czytał książki Kuciel-Frydryszak ("Chłopki", "Służące"),to może się trochę nudzić podczas lektury, ponieważ autorka w swoich publikacjach omówiła bardzo wiele z poruszonych tu tematów (jest zresztą wymieniona w bibliografii) i to w o wiele obszerniejszy sposób - stąd też lepiej przeczytać ten zbiór artykułów najpierw, a książki Kuciel-Frydryszak mogą być pogłębieniem tematyki. Publikacja porusza różne tematy związane z życiem kobiet - z perspektywy historycznej jest o kobietach w średniowieczu (osobno o czarownicach),o chłopkach w XIX wieku i na początku XX wieku, o służących, o robotnicach, o pracowniach seksualnych (akurat to był dość słaby artykuł),o nauczycielkach ludowych. Mamy też perspektywę kulturową, gdzie znajdziemy artykuł o czarownicach, o nowym postrzeganiu etapów życia kobiet, czyli oprócz dzieci (dziewczynek) i dorosłych kobiet wchodzi kategoria dziewczyny oraz wiążące się z tym sposoby spędzania czasu, moda etc., wreszcie mamy artykuł na tematy queerowe, na ile można mówić o queerowości kobiet w czasach sprzed pojawienia się tego pojęcia, czy wystarczy zdekodować dawne teksty, odnaleźć słowa, których używano podówczas, czy może jednak pojęcie queerowości jest na tyle nowe i unikalne, że wiąże się z nowym postrzeganiem i kategoryzowaniem rzeczywistości, tym samym znacznie utrudniając - o ile nie uniemożliwiając - tropienie postaci queer sprzed wymyślenia tej kategorii. Ostatni dział skupia się wokół społecznego wymiaru kobiecości. O reprodukcji kobiet, upowszechniania się rodzenia w szpitalach, także o polskich migrantkach sprzed ponad stu lat, o bieżenkach - również sprzed około wieku (to był dla mnie jedyny nowy temat w tej publikacji, o tym się po prostu nie mówi i jeśli ktoś nie pochodzi od bieżeńców i nie słyszał o tym w domu, to są małe szanse, że słyszał o tym w szkole czy gdzieś indziej),no i wreszcie bolesny temat przemocy, szczególnie wobec kobiet (szersze omówienie przemocy w ogóle znaleźć można w "Chamstwie" Kacpra Pobłockiego). Widać tu jak na dłoni, jak bardzo szkodliwe dla kobiet czy ofiar w ogóle były działania kościoła katolickiego, umacniał on system patriarchalny, a zatem władzę męża nad żoną, pojęcie gwałtu małżeńskiego nie istniało, a żonom nakazywano przestać odmawiać mężowi swojego ciała i nakazywano wypełniać obowiązki małżeńskie. Oczywiście wiele zależało od obojga małżonków, od charakteru męża, były też związki oparte na miłości i szacunku - ale jeśli nie, to kobieta miała po prostu pecha i musiała cierpieć. Próby zwrócenia uwagi osób z zewnątrz kończyły się uzasadnianiem przez mężczyzn przemocy, jakoby była ona środkiem dyscyplinującym... za wyimaginowane uchybienia. Z obecnej perspektywy poraża ówczesna mentalność, kobiety UMACNIAJĄCE patriarchat i nierzadko będące dla skrzywdzonych kobiet nie mniej brutalne od mężczyzn (co jest bardzo przykre, obecnie wciąż znajdują się kobiety, które utrudniają życie innym kobietom w imię nie wiadomo, czego). Ostracyzm społeczny wobec zgwałconych panien był tak wielki, że PROSIŁY one o ślub z gwałcicielem (bo seks małżeński był legalny, a więc to zmywało z nich hańbę seksu pozamałżeńskiego - ofiary były obwiniane o gwałt). Poprzez nauczanie podkreślające zbawczą silę cierpienia kościół katolicki tylko umacniał przemoc w rodzinie (której ofiarami były też dzieci, mężczyźni rzadziej - gdyby się wydało, byliby wyśmiani przez innych - ale wciąż znajdywali się w pozycji siły, nie byli dyskryminowani społecznie i prawnie jak kobiety). A osiemnastowieczny podręcznik duszpasterski radzi kobietom, nad którymi mąż się znęca, by "ładnie go prosiły" o zaniechanie przemocy, gdy będzie trzeźwy. Po prostu brak słów. Nic dziwnego, że przy wielowiekowym braku wsparcia (na które, jak pokazuje reportaż "Gwałt polski", kobiety nie mogą liczyć nawet dziś) kobiety również obecnie rzadko kiedy zgłaszają gwałty (a gdy już to robią, to sprawca przeważnie i tak nie jest skazany),to się musiało głęboko odcisnąć na ludzkiej mentalności. Na szczęście teraz się zmienia, właśnie dzięki temu, że takie tematy są poruszane. Artykuły te absolutnie nie wyczerpują tematu, należy je traktować jako wprowadzenie doń (dodatkowo zawierają dość bogatą bibliografię). Są to publikacje nierówne, chociaż wszystkie są napisane przystępnym językiem, nie wszystkie są napisane równie starannie. Po każdym artykule są wskazane źródła, z których korzystał/a autor/ka, a na końcu znajdziemy bibliografię zbiorczą, więc jeśli ktoś chce zgłębić któryś z tematów, to ma wskazaną dalszą polecaną lekturę. Publikacja powstała wyraźnie na fali zainteresowania historią i perspektywą tych, którzy dotąd nie mieli głosu - osób z tzw. nizin społecznych, kobiet, przegranych, różnych mniejszości. I bardzo dobrze, to potrzebne, a wielogłos może pomóc zrozumieć perspektywy, które dotąd nie były uważane za dominujące (a przecież kobiety to praktycznie POŁOWA społeczeństwa! A jeszcze kilka dekad temu aż 70% Polaków mieszkało na wsiach!).
Ilse - awatar Ilse
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Faszyzm, który nadchodzi

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Faszyzm, który nadchodzi