Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty

Okładka książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty autora Juan Albarran, Brian Buccellato, Iban Coello, Tom Derenick, Mike S. Miller, Bruno Redondo, Marco Santucci, Xermanico, 9788328157002
Okładka książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty
Bruno RedondoBrian Buccellato Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Injustice (tom 5) komiksy
472 str. 7 godz. 52 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Injustice (tom 5)
Tytuł oryginału:
Injustice: Gods among Us Year Five - The Complete Collection
Data wydania:
2023-08-09
Data 1. wyd. pol.:
2023-08-09
Liczba stron:
472
Czas czytania
7 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328157002
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty

Średnia ocen
7,3 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty

Sortuj:
avatar
68
38

Na półkach: ,

Niestety finał serii jest bardzo przeciętny. Wyraźnie ciekawe pomysły skończyły się twórcom znacznie wcześniej ale serię trzeba było jakoś ciągnąć dalej. I to "jakoś" dominuje. Wydaje mi się, że gdyby zdecydowano się na stworzenie tej serii w formie mniej więcej 10-20 zeszytów, to czytelnikom wyszło by to zdecydowanie na lepsze. Injustice zmęczyło mnie i u mnie na półce nie pozostanie.

Niestety finał serii jest bardzo przeciętny. Wyraźnie ciekawe pomysły skończyły się twórcom znacznie wcześniej ale serię trzeba było jakoś ciągnąć dalej. I to "jakoś" dominuje. Wydaje mi się, że gdyby zdecydowano się na stworzenie tej serii w formie mniej więcej 10-20 zeszytów, to czytelnikom wyszło by to zdecydowanie na lepsze. Injustice zmęczyło mnie i u mnie na półce nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1099
637

Na półkach: ,

Bardzo lubię serię "Injustice", chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to seria bardzo nierówna i nie wszystkie pomysły wykorzystane w tej dość długiej i rozbudowanej historii były dobre. Finalny album zbiorczy jest naprawdę dobry, trzyma w napięciu i już czuć, że jest coraz bliżej rozwiązania problemu z reżimem Supermana. I im bliżej końca tej opowieści byłem tym bardziej rosła obawa, że scenarzyści ten finał koncertowo zepsują. Już tyle razy w "Injustice" było blisko zamknięcia tej historii, że ciężko mi było sobie wyobrazić, żeby odpowiedzialni za tę serię twórcy wznieśli się na wyżyny kreatywności i zaserwowali finał, który zwaliłbym mnie z nóg. I niestety mój niepokój okazał się być zasadny. O ile cały album jest naprawdę dobry, akcja jest wartka, są szokujące momenty, epickie pojedynki i cała masa dylematów moralnych, to finał jest...no pozostawię to w sferze domysłów. Ale nie obiecujcie sobie zbyt wiele. I tylko za ten finał obniżam ocenę, bo innym wypadku dałbym temu wydaniu zbiorczemu 8/10.

Bardzo lubię serię "Injustice", chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to seria bardzo nierówna i nie wszystkie pomysły wykorzystane w tej dość długiej i rozbudowanej historii były dobre. Finalny album zbiorczy jest naprawdę dobry, trzyma w napięciu i już czuć, że jest coraz bliżej rozwiązania problemu z reżimem Supermana. I im bliżej końca tej opowieści byłem tym bardziej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

60 użytkowników ma tytuł Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty na półkach głównych
  • 36
  • 24
41 użytkowników ma tytuł Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty na półkach dodatkowych
  • 20
  • 9
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty

Inne książki autora

Okładka książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok czwarty Juan Albarran, Brian Buccellato, Tom Derenick, Mike S. Miller, Bruno Redondo, Sergio Sandoval, Jordi Tarragona, Tom Taylor, Xermanico
Ocena 7,1
Injustice. Bogowie pośród nas: Rok czwarty Juan Albarran, Brian Buccellato, Tom Derenick, Mike S. Miller, Bruno Redondo, Sergio Sandoval, Jordi Tarragona, Tom Taylor, Xermanico
Okładka książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok trzeci Juan Albarran, Brian Buccellato, Sergio Davíla, Ray Fawkes, Mike S. Miller, Bruno Redondo, Tom Taylor, Pete Woods, Xermanico
Ocena 7,6
Injustice. Bogowie pośród nas: Rok trzeci Juan Albarran, Brian Buccellato, Sergio Davíla, Ray Fawkes, Mike S. Miller, Bruno Redondo, Tom Taylor, Pete Woods, Xermanico

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Batman: Stan strachu James Tynion IV
Batman: Stan strachu
James Tynion IV Jorge Jimenez Tomeu Morey
Dużo złota w tym komiksie się zadziało. Na wstępie ukłony należą się twórcom szaty graficznej – Jorge Jiménez i Tomeu Morey w dalszym ciągu dowożą, przedstawiając Gotham z jednej strony jako neonowe, trochę cyberpunkowe miasto (zwłaszcza świat Poison Ivy),ale z drugiej pełne gęstej, ciężkiej atmosfery (choćby kadry ze Strachem na Wróble). Główna fabuła rozwija się w zadowalającym tempie i przede wszystkim jest logiczna. Choć postaci pojawia się całkiem sporo, James Tynion IV poukładał wszystkie elementy sprawnie, tworząc dobrą historię. Smaczkami są jednak wątki poboczne. Origin Miracle Molly – coś pięknego i życiowego, bo kto nie ma czasem wrażenia, że jest tylko trybikiem większego, bezsensownego systemu? Historia świetnie pokazuje próbę uwolnienia się młodej dziewczyny ze schematu, który jest niewygodny niczym gorset. Genezę Ogrodniczki, ściśle powiązaną z młodością Pameli Isley, również należy docenić. W ogóle w całym komiksie Poison Ivy została przedstawiona w ujęciu niejednoznacznym, co wyszło wielce wiarygodnie, choć wiadomo jak to w Gotham City – źli z nutką dobroci z czasem wracają do korzeni. Album wieńczy bardzo dobry dialog Batmana z głównym antagonistą – Strachem na Wróble. Mroczny Rycerz wygląda jak oaza spokoju, nie daje się zbić z tropu swojemu interlokutorowi, a przede wszystkim dzieli się życiowymi refleksjami dotyczącymi zmian i przyszłości. "Stan strachu" to jedna z najlepszych części serii "Batman" autorstwa Jamesa Tyniona IV.
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na82 miesiące temu
Catwoman: Samotne miasto Cliff Chiang
Catwoman: Samotne miasto
Cliff Chiang
Catwoman Samotne Miasto to komiks z serii DC Black Label. Bardzo ciekawa, alternatywna opowieść o Selinie Kyle czyli tytułowej Catwoman. Gdy podczas Nocy Błazna ginie Batman, Jim Gordon, Joker oraz część Bat rodziny, Selina zostaje ciężko ranna, a następnie aresztowana. Po długim pobycie w więzieniu, w wieku 55 lat wychodzi na wolność. Ciężko jej jest odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Gotham nie jest już takie samo jak kiedyś. Burmistrz Harvey Dent za pomocą swojej armii zaprowadził porządek na ulicach. Wskaźnik przestępczości nigdy nie był tak niski więc superbohaterowie nie są już potrzebni. Niestety za tą całą sielanką kryje się coś jeszcze. Catwoman wraz z grupą dawnych przyjaciół próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczego Orfeusza, którego imię wypowiada Batman na łożu śmierci. Historia wciąga momentalnie. Świetnie, wręcz od nowa napisane postacie mają niesamowitą charyzmę, co czuć od razu. Zdecydowanie na pierwszy plan wysuwa się Killer Croc, fantastyczny gość. Ogólnie spotkamy bardzo dużo znanych bohaterów w nowych, pomysłowych rolach. Cały tom wypełniony jest po brzegi emocjami, od tęsknoty poprzez melancholię i żal, a na szczęściu kończąc. Lektura to sama przyjemność. Niestety, jak to często bywa, zakończenie trochę rozczarowuje. Zdarzają się też przestoje oraz słabsze wątki ale nie wpływa to za bardzo na obraz całości. Styl kreski jest bardzo ciekawy. Momentami trochę kreskówkowy ale nie można mu odmówić uroku. Świetnie dobrano barwy do każdej sceny, co mocno podkreśla emocje oraz nadaje niepowtarzalny klimat kadrom. Polecam każdemu, świetny komiks, który pozwala odetchnąć od typowych opowieści superhero. Eksperyment jak najbardziej udany. Recenzowany komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie lukke_geek https://www.instagram.com/p/C70-PUFslO5/?igsh=MTZ6MGpiYWh1eHYwbg==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na81 rok temu
Thor Joseph Michael Straczynski
Thor
Joseph Michael Straczynski Olivier Coipel Marko Djurdjevic
Podzieliłbym ten album na pięć etapów : wstęp, początek, inteludium, powieść właściwą i zjazd do bazy. Wstęp to dwa lub trzy zeszyty Fantastic Four ( podobno to są trzy - 536-538 - ale wygląda jakby to były dwa),gdzie zostaje wprowadzona postać Dr. Dooma. W mojej opinii, to zupełnie niepotrzebne wprowadzenie. Ale o tym później. Następne zeszyty "Thor 1-6" to osiedlenie się Thora na Ziemi i odbudowa królestwa Asgardu. Akcja prowadzona niespiesznie. Przez kilka zeszytów autor ukazuje prozę życia miejscowych i osamotnionego Thora, poszukujacego zaginionych członków swego rodu. Podziwiamy krajobrazy i obserwujemy reakcję na pojawienie się nowego Asgardu. Czyta się to przyjemnie i równie przyjemnie ogląda. Sześć zeszytów mija jak z bicza strzelił i można się tylko cieszyć, że trzymamy w ręku omnibusa i nie musimy czekać tygodniami na kolejne części. Jeśli jednak chodzi o akcje, to niewiele się tu dzieje. Interludium to creme de la creme tego wydania. Dwa zeszyty poświęcone retrospekcji i relacjom na lini ojciec - syn. Świetnie napisana opowieść o władzy, miłości, zemście i zaniechaniu. Jest epicko narysowana przez Djurdjevicia i imponuje niemal wszystkim. I do tego ten pomysł z krukami Odyna... Kolejne 6 zeszytów to już opowieść właściwa. Wojownicy Asgardu powrócili do domu i zaczyna się właściwa intryga. Straczyński podkręca tempo opowieści i sprawy zaczynają dziać się nieco szybciej, zachowując jednocześnie wcześniejszy klimat. Bardzo dobra część opowieści. I kiedy wszystko zaczyna już nabierać odpowiedniego tempa, nadchodzi chwila w której Straczyński pokłócił się z Marvelem o dalszy ciąg tej opowieści. W konsekwencji otrzymujemy trzy zeszyty, które mają pozwolić wydawnictwu wyjść z tego konfliktu z twarzą. Z każdym zeszytem jakość jednak spada ( co widać również w rysunkach),a historia robi się coraz bardziej miałka, czego kulminacją jest wielki finał, który "wielkim" jest tylko z nazwy, bo sporo wątków opowieści zostało porzuconych, a zakończenie ma za zadanie zjechać tylko z tym projektem do zajezdni z jak najmniejszymi stratami. Częściowo się to udaje, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu jakby opowieść została przerwana w połowie. Narzuca mi to porównanie do niesławnego finału serialu "Gry o Tron", a przynajmniej do tego, jakie o tym finale można było usłyszeć opinie. Mimo wszystko jestem wdzięczny wydawnictwu Egmont za wydanie tego omnibusa, bo opowieść Straczyńskiego jest w pewien sposób wyjątkowa. Jest prowadzona w formie baśni czy też ballady o ludziach północy, opartej na popularnej w popkulturze mitologi nordyckiej. Opowiada o wspólnym funkcjonowaniu na Ziemi zarówno Bogów jak i śmiertelników. Pokazuje Bogów od ludzkiej strony. Zawiera elementy intrygi, dramatu, miłości i honoru. Humorem przypomina czasami serię "Asterix i Obelix", co też jest całkiem dobrym rozwiązaniem. Poza tym jest naprawdę mądrze i dobrze napisana i świetnie zilustrowana, dzięki czemu bardzo przyjemnie się to czyta i ogląda. Komiks, który spokojnie mógłby być jednym z najlepszych, gdyby pozwolono Straczyńskiem dokończyć dzieło tak, jak to sobie wcześniej zaplanował. Wtedy pewnie i wstęp nabrały dodatkowej wartości i miałby jakiś większy sens, bo teraz jest tylko mało znaczącym epizodem całości. Komiks dla koneserów, którzy nie będą zawiedzeni końcówką i potrafią cieszyć się tym, co otrzymali, zamiast płakać nad rozlanym mlekiem.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na61 rok temu
Batman/Catwoman Tom King
Batman/Catwoman
Tom King Clay Mann
Miał być ślub… Batman niezwykle zręcznie łączy się z motywami świątecznymi i „Opowieści wigilijnej”. Tym razem Tom King przedstawia nam swoją wersję tej ostatniej w roli głównej z… Catwoman. Wbrew tytułowi Batman jest wręcz postacią trzecioplanową, choć komiks skupia się na relacji Bruce’a i Seliny. Można wręcz rzec, że mamy tu do czynienia wręcz z trójkątem miłosnym, bo w tej relacji kluczowy jest Joker. Nasz scenarzysta zwyczajnie lubi zestawiać kotkę i klauna. W myśl „Opowieści wigilijnej” wszystko, co widzimy, dzieje się w czasie świąt. Ciągle w tle ktoś śpiewa kolędy i mimo cięć dalej brzmią jak w dobrym filmie. Te dynamiczne cięcia służą przede wszystkim przeskakiwaniu pomiędzy trzema planami czasowymi – przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. W przeszłości Batman i Catwoman są wciąż do siebie nieufni. Selina traktuję tę relację jak zabawę, a rozproszony Batman nie potrafi jej złapać. W teraźniejszości są już w poważnej relacji, ale Selinie wciąż ciąży przyjaźń z Jokerem. W przyszłości jesteśmy niedługo po śmierci Bruce’a, Selina domyka swoją relację z Jokerem i doświadczamy tego konsekwencji. Trzeba przyznać, że forma tego komiksu jest nietypowa. Wszystkie plany czasowe przeplatają się między sobą, ale to nie wszystko. Tom King wykorzystuje także fragmenty innych komiksów, by stworzyć zadziwiającą kompilację, grającą wszystkim, co się da – czasem, stylem, nastrojem. Genialne jest przejście z walki Batmana z doktorem Fosforusem i zagrożeniem nowotworem, do badania Seliny, gdzie ta hipochondryczne boi się tego schorzenia. Niestety ta forma może męczyć i zniechęcić potencjalnych czytelników. Ktoś mógłby nazwać ją wręcz tik-tokową. Jednak myślę, że warto docenić pracę autorów w skomponowaniu tego zadziwiającego kolażu. Da się z niego zrozumieć przekaz, a w końcu największe dzieła średniowiecza to kompilacje. Dobrze czasem nawiązywać do tradycji. Forma nie jest jedyną kontrowersyjną decyzją Toma Kinga. Zacząłem już od tego, że skupia się na dziwacznym trójkącie między Jokerem-Batmanem-Catwoman. To zestawienie, szczególnie na boku Cat-Clown nie było chyba szczególnie eksplorowane, a nasz scenarzysta wziął sobie za punkt honoru jej eksploracje. Widać już ten element w jego kanonicznym runie Batmana, szczególnie w okolicach ślubu. Niestety muszę przyznać, że jak tam ta relacja wydała się dziwna i nie na miejscu, tak tu stała się jakby żywsza i wiarygodniejsza. Na tym kontrowersyjne pomysły się nie kończą, ale to już strefa spoilerów. Z powodu tych problemów można by z czystym sumieniem spisać „Batman/Catwoman” Toma Kinga na straty. Jednak trzeba pamiętać, że to list miłosny do tej pary, po tym jak kanoniczny ślub skończył powrotem do statusu quo. W niekanonicznej historii może się wreszcie udać. Szczególnie gdy ślubu udziela Batman Adama Westa. Tom King swój list miłosny rozszerza także o postacie z „Batman. The Animated Series” (1992-1995),„Batman. Maska Batmana” (1993, eng. Batman: Mask of the Phantasm) i o nawiązania do początków naszego detektywa – w końcu Catwoman i Joker zadebiutowali w tej samej historii. W dodatku ta miłość nie ogranicza się tylko do scenarzysty i wykorzystywanych postaci – rysownicy i wszyscy odpowiedzialni za szatę graficzną też dają dużo. W ramach tak długiego komiksu i w dodatku kolażu dostajemy niezwykle barwną i bogatą paletę stylów, które oczywiście potrafią przeskakiwać z kadru na kadr. Gdy trzeba kreska jest psychodelizna lub horrorowa, innym razem dynamiczna, by kończyć prostotą. Te skaczącą szatę graficzną uzupełniają kolejne i kolejne stroje Catwoman nawiązujące do różnych inkarnacji. W końcu nagość i obcisłe stroje są obowiązkowe, ale bluzgi nadal wykrzaczkowane. Ponadto widać w komiksie miłość też do ogólnej mitologii Batmana – dostajemy też inne postacie i ich interpretacje. Choćby Dick Grayson, który w przyszłości wygląda jak Peter Parker z Ultimate Universe (2023),a to nie wszystko, co o nim ciekawego można się dowiedzieć. Selina zdradza alternatywne wytłumaczenie na kostium Robina – Batman miał nadzieję, że w tak absurdalnym i śmiesznym kostiumie Joker go nie zabije. Nie zabija się przecież dobrego żartu. Dick nie jest jednak tak ważny, jak Helena Wayne. Jej relacja z matką, ciążące dziedzictwo ojca i duma ciągną wątek dziejący się w przyszłości. Ten Batman Przyszłości stanowi siłę antagonistyczną dla starej Catwoman, równie zdeterminowaną jak ten stary. Jednak to te tarcia i brak ojca wreszcie pozwalają na ujawnienie tajemnic, większe wzajemne zrozumienie w ramach żałoby i zwyczajnie koniec. O samej fabule trudno mówić i w sumie nie ma sensu. Najlepiej poznać ją samemu i mieć nadzieję, że zrozumie się coś w tym chaosie. Sam komiks, mimo jego wad, podobał mi się. Może gdyby bardziej zapanować nad treścią i ujednolicić styl zamiast stosowania kompilacji, „Batman/Catwoman” byłby bardziej zrozumiały. Jeśli ktoś lubi Kobietę Kot lub jej relacje z Batmanem, to naprawdę warto przeczytać. Poza tym dostajemy trochę rozważań związanych z tematem szaleństwa, prawdy i kłamstwa w relacji, czy to małżeńskiej, czy to matki z córką. Ostatecznie to historia życia Catwomen z jej głównymi relacjami w centrum. Ale każdy wie, po co się czyta ten komiks. Po prostu, jeśli chce się zobaczyć ślub, trzeba trochę poświęcić. Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na82 miesiące temu
Superman - Syn Kal-Ela: Prawda Tom Taylor
Superman - Syn Kal-Ela: Prawda
Tom Taylor John Timms Daniele di Nicuolo
Superman nigdy nie był moim bohaterem. Zbyt idealistyczny i dosyć często rozpatrujący sprawy czarno-biało. Dlatego z zaciekawieniem przyjąłem jego „nową wersję” w czytanym w zeszłym roku pierwszym tomie zbiorczym „Nigtwinga” autorstwa Toma Taylora. Dzisiaj natomiast sięgnąłem po pierwszy tom serii tego samego autora zatytułowanej „Superman: Syn Kal-Ela”, wprowadzający nas w świat, w którym to właśnie Jon Kent staje się tym jedynym Supermanem swojej Ziemi. Jon w wieku 11 lat miał pewien wypadek, przez który doświadczał czasu asynchronicznie i powrócił mając lat 17. Właśnie w takim wieku poznajemy go w tym tomie. Dowiadujemy się też, że już wkrótce jego ojciec opuści planetę i pozostawi ją pod opieką młodego Jona. Spore wyzwanie jak dla nastolatka. Tom Taylor jednak w swoim scenariuszu świetnie poprowadził dialog ojca z synem i pokazał, jak wiele w życiu młodego człowieka znaczy wiara rodziców w jego możliwości i ufność w podejmowanie dobrych decyzji. To jest właśnie, moim zdaniem, największa siła tego komiksu. Otwiera zupełnie nowy rozdział w życiu Supermana – młodszego, niedoświadczonego, pełnego obaw, a jednocześnie o wiele lepiej przystającego do współczesnego świata. Jednej rzeczy jednak nie przyklasnę. Jak dla mnie scena pierwszego pocałunku Jona była totalnie z czapy. I nie chodzi mi kompletnie o samą seksualność Jonathana, bo z nią zupełnie nie mam problemu. Uważam po prostu, że pocałunek ten pojawił się całkowicie znikąd. Zabrakło mi jakiejś podbudowy. Podobnie motyw, w którym Damian Wayne cieszy się szczęściem Jona – że niby na bazie czego on to szczęście rozpoznał? Jakiś straszny skrót myślowy scenarzysta tu zastosował. Niemniej z ogromną chęcią sięgnę po kolejny tom przygód młodego Supermana. https://www.instagram.com/p/C1waUd-tpiP
_humble_geek - awatar _humble_geek
ocenił na72 lata temu
Batman: Nie tylko Biały Rycerz Sean Murphy
Batman: Nie tylko Biały Rycerz
Sean Murphy
Batman: Nie tylko Biały Rycerz. Dwanaście lat minęło, odkąd Bruce Wayne trafił do więzienia. W tym czasie Gotham przeszło radykalną transformację — z miasta pogrążonego w chaosie zmieniło się w futurystyczną, niemal dystopijną metropolię, gdzie prawa obywatelskie ustąpiły miejsca porządkowi i kontroli. Choć przestępczość spadła, cena za to była wysoka. Nad miastem zaczyna dominować Derek Powers, stopniowo przejmując zarówno majątek Wayne’ów, jak i wpływy. W tej rzeczywistości pojawia się też nowy Batman, a Bruce – widząc co się dzieje – decyduje się uciec z więzienia i ponownie połączyć siły z członkami Bat-Rodziny, by obalić reżim. Fabuła wciąga od pierwszych stron. Sean Murphy, jak zawsze, imponuje dbałością o detale i przemyślaną rozbudową swojego alternatywnego Bat-universum. Postacie, choć znane, mają tutaj zaskakujące role do odegrania, co odświeża lekturę i daje czytelnikowi nową perspektywę na znany świat. To odważny i bardzo ciekawy zabieg, który działa na korzyść całej historii. Niestety, mimo wielu atutów, trudno oprzeć się wrażeniu, że komiksowi brakuje tej nutki geniuszu, która uczyniła pierwszy tom serii dziełem dla mnie niemal idealnym . O ile wszystko jest tutaj na swoim miejscu – dobrze napisane dialogi, świetne tempo, mocne sceny akcji – to zabrakło tej głębi, która pozwalałaby postawić ten tom na równi z pierwowzorem. Przykładem może być samo Gotham: choć w teorii inne, wizualnie i tematycznie przypomina to, które widzieliśmy już w głównej serii, i tam wątek Magistratu wypadał po prostu ciekawiej. To jednak wciąż bardzo dobry komiks. Pomysłowy, postacie są świetnie napisane, a wizualna surowość rysunków doskonale oddaje klimat opowieści. Jest mroczno, jest intensywnie i momentami naprawdę przejmująco. Murphy nie traci formy, nawet jeśli nie osiąga tutaj poprzednich szczytów. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DKytVc2s-dr/?igsh=OWM5cm95NzN5a3Y2
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na89 miesięcy temu
Jack z Baśni. Księga pierwsza Bill Willingham
Jack z Baśni. Księga pierwsza
Bill Willingham Steve Leialoha Tony Akins Andrew Pepoy Andrew C. Robinson Russ Braun Lilah Sturges
Seria „Baśnie” doczekała się aż dwudziestu dwóch tomów zbiorczych, a odbiór większości z nich był naprawdę dobry. Cykl chwalono między innymi za twórcze podejście autorów do postaci znanych z klasycznych dzieł kultury, uwspółcześnienie ich wizerunku oraz wrzucenie ich na karty opowieści utrzymanej w bardzo nowoczesnym stylu, pełnej akcji i emocji. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów „Baśni” stał się niejaki Jack – mężczyzna krnąbrny i zadufany w sobie, posiadający jednak specyficzny, niezaprzeczalny urok. I to właśnie on otrzymał w 2006 roku własny tytuł. Pierwszy tom „Jacka z Baśni” zbiera w całość pierwszych szesnaście zeszytów serii. Po opuszczeniu baśniowych rejonów Jack Horner zdobywa renomę w Hollywood. Sława bywa jednak kapryśna, wystarczy kilka wydawałoby się niepozornych wydarzeń, a nasz bohater traci stabilizację i musi ponownie wyruszyć w drogę, niczym bohater słynnej piosenki Raya Charlesa. Na jego niekorzyść działa to, że ktoś stara się go dopaść. Czy dawni nieprzyjaciele, czy może ktoś zupełnie nowy, komu Jack, świadomie bądź nie, nadepnął na odcisk? Jedno jest pewne – przed ex-Baśniowcem wije się bardzo kręta droga. Nie jestem zaznajomiony ze wszystkimi tomami „Baśni”. Czytałem dwa albo trzy, resztę odkładając na nieokreślone „później”. Jak to bywa w takich przypadkach, komiksy wylądowały na tak zwanej kupce wstydu i dotąd do nich nie zajrzałem. Tymczasem na rynku zdążył się pojawić ich spin-off – jak się szczęśliwie okazało, podstawowa znajomość „Baśni”, jaką posiadałem, w zasadzie zupełnie wystarcza, żeby cieszyć się z lektury. Co więcej, autorzy pomyśleli o czytelnikach, którzy będą orientować się w sytuacji jeszcze słabiej niż ja, i raz na jakiś czas przekazują informacje o tym, co działo się wcześniej. To naprawdę dobry manewr, bo dzięki temu „Jack z Baśni” ma szansę dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Sporym atutem pierwszej odsłony „Jacka z Baśni” jest niewątpliwie styl, w jakim zaprezentowane są perypetie tytułowego bohatera. Komiks aż kipi od akcji, właściwie na każdej stronie coś się dzieje, a fabuła rzadko zatrzymuje się na dłużej niż na chwilę. Ale dlaczego rozpatruję tę cechę w kategorii zalety, podczas gdy wiele razy narzekałem na zbytnią intensywność danego komiksu? Otóż tym razem akcję poprowadzono z głową, a kolejne sceny są naprawdę pomysłowe, stanowią reinterpretację motywów znanych z różnych baśni. Mimo bardzo wyraźnego rozrywkowego sznytu całość nie jest głupawa, potrafi też zmusić do wysiłku czytelnika, który co rusz zastanawia się nad tym, do jakich dzieł nawiązuje autor – to naprawdę świetna zabawa. Istotne jest też to, że „Jack z Baśni” dobrze sprawdza się jako autonomiczne dzieło, w oderwaniu zarówno od „Baśni”, jak i od baśni (jak to pięknie brzmi!). To po prostu wciągająca opowieść. Główny bohater omawianego tytułu to postać… specyficzna. Jack jest zadufanym w sobie megalomanem, który uważa, że każdy powinien go podziwiać, a przynajmniej schodzić mu z drogi, kiedy realizuje swoje cele. Jest też zadeklarowanym seksistą, uważającym kobiety jedynie za łóżkowe zdobycze. Jack generalnie jest mało sympatycznym indywiduum, a to już pewien problem, bo jako główny bohater stoi zawsze na pierwszym planie i musimy z nim stale obcować. I pal licho, że jest niemiły dla ludzi (też nie trawię znacznej części społeczeństwa),ale jego zachowanie bywa po prostu chamskie i prostackie, a na ponad czterystu stronach komiksu staje się to męczące. Nie każdy lubi taką formę, jednak ja jestem wniebowzięty za każdym razem, kiedy mogę czytać komiks wydany na papierze offsetowym. Nie potrafię tego doprecyzować, ale ma on w sobie coś unikalnego. Może chodzi o fakturę, może chodzi o zapach, może o to, że nie zbiera śladów tak jak kreda, w każdym razie uwielbiam offset. Więcej proszę! To tyle na ten temat, jeśli zaś chodzi o rysunki „Jack z Baśni” prezentuje się bardzo ładnie. Artystów jest tu trzech i każdy z nich prezentuje wysoki poziom. Grafiki są dopracowane i dynamiczne, dobrze oddają zarówno baśniową stronę świata przedstawionego, jak i tę realną. W ostatecznym rozrachunku pierwszy tom „Jacka z Baśni” prezentuje się solidnie. Komiks co prawda ma swoje wady, jednak nie są one na tyle znaczące, żeby przesłonić zalety. Tych drugich jest na szczęście więcej i robią na tyle dobre wrażenie, że z zaciekawieniem zajrzę do woluminu numer dwa, którego premierę zaplanowano już na wrzesień. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2023/09/jack-z-basni-tom-1-recenzja.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0289zm1VQXE2ZSmc7GdM5CufboRyjyMV7RwqCx2o93FRZyW84wiCG1cEweKVrbEPJ1l
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Injustice. Bogowie pośród nas: Rok piąty