Zwierzoczłekoupiór

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- e-book
- Data wydania:
- 2023-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1972-01-01
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367562515
„Ta książka nie jest dla grzecznych dzieci” – głosi pierwsze zdanie „Zwierzoczłekoupiora”. Rzeczywiście – to, co na kartach powieści przydarza się głównemu bohaterowi, zdecydowanie odbiega od „poprawnego” schematu życia tzw. grzecznego dziecka. Kluczową postacią utworu jest 10-letni Piotr – chłopiec o bujnej wyobraźni, obdarzony mądrością dojrzałego człowieka, odbywający magiczne podróże w inny świat. Impulsem do napisania tej opowieści było rozgoryczenie sytuacją zaistniałą w Polsce po Marcu ’68. Konwicki przedstawia w powieści losy Piotrka z zapyziałej PRL-owskiej Warszawy, któremu co noc odbiera spokój upiorne monstrum, przybierające postać na wpół człowieka, na wpół ohydnego zwierza. Pisarz nadaje w ten sposób kształt lękom i zmartwieniom ówczesnych Polaków. Na ukazaniu tych frustracji historia się nie kończy. Szarzyzna codzienności skontrastowana jest z podróżami po nierealnych krainach, po których oprowadza chłopca dog Sebastian, zwierzęcy filozof. Razem wędrują po przedwojennej Wileńszczyźnie, gdzie młody bohater spotyka miłość swojego życia. Konwicki zawarł w „Zwierzoczłekoupiorze” różne, czasem bardzo niecenzuralne uwagi – choćby pod adresem Władysława Gomułki. Na polecenie komunistycznych władz zostały one z powieści usunięte. Dziś, po ponad 40 latach od pierwszej edycji utworu, na podstawie rękopisu udostępnionego przez pisarza pieczołowicie je odtworzono i zamieszczono w tym wydaniu. [Agora 2010]
Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji.
Kup Zwierzoczłekoupiór w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Zwierzoczłekoupiór
Poznaj innych czytelników
671 użytkowników ma tytuł Zwierzoczłekoupiór na półkach głównych- Przeczytane 377
- Chcę przeczytać 290
- Teraz czytam 4
- Posiadam 88
- Ulubione 16
- Literatura piękna 3
- Polska 3
- 2021 3
- Chcę w prezencie 3
- Literatura polska 3








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Zwierzoczłekoupiór
Spoiler alert!
„Zwierzoczłekoupiór” Tadeusza Konwickiego to pozornie baśniowa opowieść dla dzieci, która kryje głęboką satyrę na rzeczywistość PRL-u. Wysłuchałam jej w formie audiobooka w ciekawej interpretacji Jana Marczewskiego.
Głównym bohaterem jest 10-letni Piotr, przemądrzały chłopiec z szarej Warszawy PRL-u, dręczony nocami przez upiorne monstrum - hybrydę człowieka i bestii, symbolizujące lęki epoki. Do jego drzwi puka Sebastian, filozofujący dog wcielony z angielskiego lorda, który zabiera chłopca w magiczną podróż do przedwojennej Wileńszczyzny, by uratować dziewczynkę Ewę; szarość codzienności kontrastuje z fantastycznymi przygodami, pełnymi humoru i absurdu. Finał odkrywa głębsze znaczenie tych wizji, pozostawiając refleksję nad iluzją i traumą.
Powieść powstała w 1969 roku jako reakcja na Marzec '68 - kryzys polityczny z protestami studenckimi, represjami władz Gomułki, antysemicką kampanią i emigracją Żydów, co złamało nadzieje na reformy komunistyczne. Konwicki, trafiony czarną listą po wydarzeniach Marca, użył baśniowej konwencji jako kamuflażu przed cenzurą, by ukryć krytykę reżimu; cenzorzy usunęli niecenzuralne aluzje do Gomułki, przywrócone dopiero w późniejszych edycjach. Nostalgia za przedwojenną Wileńszczyzną - utraconym rajem Autora z AK - kontrastuje z przaśnym PRL-em, oddając frustracje i izolację Polaków.
Wysłuchanie audiobooka w interpretacji Jana Marczewskiego podkreśla dowcip, ironię i emocjonalną głębię tekstu - lektor ożywia głosy postaci, od przemądrzałego Piotrka po filozoficznego psa, czyniąc fantastykę bliską i satyrę ostrzejszą. Jego swada idealnie pasuje do przewrotnego stylu Konwickiego, wzmacniając kontrast między humorem a lękiem epoki. Ta wersja to świetny wybór dla miłośników literatury, gdzie głos lektora dodaje warstwę magii.
Cała fantastyczna przygoda okazuje się urojeniem umierającego na białaczkę Piotrka w szpitalu - trzy warianty zakończeń (złe, dobre, bardzo złe) podkreślają tragizm jego losu, gdzie marzenia o ratowaniu Ewy i ucieczce do raju pozostają iluzją. Ten zwrot metafikcyjny potęguje gorycz, ukazując, jak reżim PRL-u dusi niewinność i nadzieję, a śmierć chłopca symbolizuje klęskę pokolenia. Interpretacja Marczewskiego czyni ten moment przejmująco autentycznym, wzmacniając emocjonalny cios.
„Zwierzoczłekoupiór” to mistrzowska, gorzka baśń, która w audiobooku zyskuje dodatkową magię i prowokuje do głębokiej refleksji nad traumą PRL-u.
Spoiler alert!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zwierzoczłekoupiór” Tadeusza Konwickiego to pozornie baśniowa opowieść dla dzieci, która kryje głęboką satyrę na rzeczywistość PRL-u. Wysłuchałam jej w formie audiobooka w ciekawej interpretacji Jana Marczewskiego.
Głównym bohaterem jest 10-letni Piotr, przemądrzały chłopiec z szarej Warszawy PRL-u, dręczony nocami przez upiorne monstrum - hybrydę człowieka...
"Zwierzoczlekoupiór" wbrew informacji zawartej we wstępie utworu, nie była to powieść adresowana do młodzieży. Autor potrzebował konwencji baśniowej fantastyki jako swoistego kamuflażu, aby osłabić czujność cenzorów. Konwicki trafił bowiem na czarną listę po opublikowaniu w 1967 r. powieści "Wniebowstąpienie", którą bez większych ingerencji cenzury dopuszczono do druku. Jednak wkrótce po jej opublikowaniu podniesiony został alarm, że wydanie "Wniebowstąpienia", które bez pardonu opisuje parszywą rzeczywistość gomułkowskiej Polski, było poważnym cenzorskim przeoczeniem.
"Zwierzoczlekoupiór" jako fantastyczna powieść oficjalnie dedykowana młodzieży nie uniknęła jednak cenzorskich nożyc. Niektóre fragmenty z niej usunięto, jednak dzięki zastosowaniu języka ezopowego sporo "nieprawomyślnych" treści udało się pisarzowi przemycić. Już pierwsze zdanie utworu jest znamienne:
🔰"Ta książka nie jest dla grzecznych dzieci. Grzeczne dzieci nic nie skorzystają z czytania moich wspomnień. Szkoda po prostu fatygi. Natomiast dzieci niegrzeczne - to zupełnie inna sprawa. Dzieci niegrzeczne znajdą w tej zdumiewającej historii wiele myśli pouczających, sporo przykładów wartościowych, a przede wszystkim dużo zrozumienia i współczucia dla ich trudnego losu."
Interpretacja tych słów jest czytelna: dzieci niegrzeczne są: nieposłuszne, zbuntowane, krnąbrne wobec dorosłych (władzy) i to właśnie dla nich jest ta książka.
Konwicki wytwarza w powieściowym uniwersum aurę skondensowanego pesymizmu i lęku, co miało zapewne związek z wydarzeniami marca 68, które wcześniej przetoczyły się przez kraj. Mieszkańcy powieściowego miasta są przygnębieni, brakuje im pieniędzy, perspektyw i nadziei, stoją w długich ogonkach, aby nabyć podstawowe produkty spożywcze. Na przedwiośniu w mieszkaniu Piotra jest zimno, bo nie grzeją kaloryfery, jego kolega jest ciągle głodny, ponieważ rodzice oszczędzają na utrzymanie samochodu, a w tv na okrągło emitowane są sceny: butelkowania mleka, walcowania stali, monotonnego przędzenia przędzy, melioracji łąk i przygotowywania do wiosennych zasiewów. O kryzysie gospodarczym, fatalnych nastrojach społecznych i innych absurdach PRL- u Konwicki nie pisze wprost, ale sporo tu drobnych napomknień rozsianych tu i tam jak zagubione puzzle, z których uważny czytelnik może złożyć sobie całkiem realistyczne obrazki. Na kometę, która ma wkrótce uderzyć w Ziemię i ją unicestwić, większość mieszkańców miasta czeka z utęsknieniem, ponieważ:
🔰"wszyscy mają dość, wszystkim trochę obrzydło".
Tylko grupka meneli wysiadująca regularnie pod osiedlowym śmietnikiem i grzebiąca w kubłach w poszukiwaniu resztek spleśniałego jedzenia, żałuje spodziewanego końca świata i pociesza się wódeczką.
W tej powieści oprócz zapisków życia w PRL- u jest również częsta w prozie Konwickiego nieokreślona sfera związana z pamięcią, snem i wyobraźnią. Tandeta miesza się tu często z mitologią i symbolami. A podejrzane zakamarki miasta są terenem zmagań człowieka ze zwierzoczłekoupiorem tkwiącym w każdym z nas. Proza tego pisarza jest polemiką ze współczesnością, nie wdzięczy się do czytelnika, pełno w niej wisielczego humoru i ironii.
Narratorem i głównym bohaterem w utworze jest Piotr, który ma bardzo bujną wyobraźnię i fantazjuje jak by to było, gdyby był posiadaczem miliona dolarów, albo planuje, że gdyby został królem sprawiłby, aby wszystko było wolno:
🔰"gdyby wszystko było wolno, na pewno w gazetach zaczęliby rysować moje karykatury, pisać różne wiersze i felietony ośmieszające." [aluzja do kontroli słowa w PRL].
Innym razem chłopak marzy o różnych możliwościach wykorzystania czarodziejskiej różdżki i czapki niewidki:
🔰"Przyjemnie byłoby również trafić do jakiegoś dalekiego egzotycznego kraju na fałszowanie wyborów. Oczekiwałbym cierpliwie, aż te komisje skrutacyjne z ogromnym wysiłkiem, w straszliwej męce i z koszmarnymi nerwami sfałszują wreszcie szczęśliwie wyniki i wtedy dopiero, w ostatniej chwili, przywróciłbym stan faktyczny. Strach pomyśleć, co by się działo."[oczywiste odwołanie do praktyki peerelowskich władz, ukrytych za metaforą "egzotycznego kraju"- aż dziw, że cenzorzy nie dostrzegli tej aluzji ;)].
W dziwacznym, jak na młodzieżową prozę, zakończeniu, gdy dowiadujemy się wyjątkowo okrutnej prawdy o głównym bohaterze, ostatnie słowa utworu także są dwuznaczne:
🔰"Najcudowniejsze, że pohasałem sobie trochę na swobodzie. Życzę wam tego samego. Żebyśmy tylko zdrowi byli. Żebyśmy tylko..." [w ostatnim zdaniu cenzura usunęła słowa: "wolni byli"].
W tej powieści nie ma przestrzeni bezpiecznej i przyjaznej. Nawet świat wyobraźni, czyli arkadyjska dolina na Kresach, do której telportuje się Piotr wraz z dogiem Sebastianem, jest siedliskiem przemocy i miejscem, w którym chłopak doznaje porażki. Wszędzie czai się zagrożenie i każdy panicznie boi się "zwierzoczłekoupiora".
A co to takiego ten "Zwierzoczłekoupiór"? To niedookreślony strach, który może być odczytywany jako symbol trwogi przed cierpieniem, chorobą i śmiercią. Może to być również uosobienie lęku przed brakiem perspektyw oraz wszechobecnym, osaczającym i mściwym komunizmem. Bo, jak mówi Piotr, każdy człowiek ma swojego zwierzoczłekoupiora:
🔰"To jest takie coś, które nas przez całe życie osacza."
🔰"On jest zawsze w tych dziwnych chwilach, które zapamiętujemy później na całe życie. On jest w nocnych drzemkach, kiedy ośmiela się najbardziej i czyha na nas w każdym kącie,w każdym kęsie ciemności, prześladuje nas, ściga, dręczy, maltretuje, zabija, a potem, kiedy szamoczemy się w łóżku dusząc w sobie przerażenie, rozpaczliwą panikę i zwariowane bicie serca, on odchodzi niechętnie, ociągając się, z mściwą zapowiedzią powrotu."
Powieść warta przeczytania jako świadectwo minionych czasów.
Polecam właśnie to konkretne wydanie z 2010 roku, w którym w oparciu o udostępniony autorski oryginał utworu, zamieszczono pełny tekst powieści z wszystkimi fragmentami usuniętymi lub zmienionymi kiedyś przez cenzurę.
🍁Listopadowe wyzwanie LC 2025: Przeczytam książkę polskiego autora lub autorki wydaną po 2000 roku. (7)
"Zwierzoczlekoupiór" wbrew informacji zawartej we wstępie utworu, nie była to powieść adresowana do młodzieży. Autor potrzebował konwencji baśniowej fantastyki jako swoistego kamuflażu, aby osłabić czujność cenzorów. Konwicki trafił bowiem na czarną listę po opublikowaniu w 1967 r. powieści "Wniebowstąpienie", którą bez większych ingerencji cenzury dopuszczono do druku....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mam zwyczaju spojlerowania sobie książek czytając wcześniej opis, o czym będzie książka. Zwykle mam pojęcie bardzo ogólne o książce, za którą zaraz się wezmę.
Ale czasem zdarza mi się po lekturze książek poczytać więcej o nich, żeby dowiedzieć się o czym była dana książka:)
Tak było w tym przypadku...
Ale oceniam wysoko za ciekawą formę, piękny język i zakończenie o którym jeszcze myśli się przez pewien czas.
I dowiedziałam się co to są "chabazie".
Nie mam zwyczaju spojlerowania sobie książek czytając wcześniej opis, o czym będzie książka. Zwykle mam pojęcie bardzo ogólne o książce, za którą zaraz się wezmę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle czasem zdarza mi się po lekturze książek poczytać więcej o nich, żeby dowiedzieć się o czym była dana książka:)
Tak było w tym przypadku...
Ale oceniam wysoko za ciekawą formę, piękny język i zakończenie o...
Najdziwniejsza książka jaką przeczytałam. Dalej nie wiem o co w niej chodziło 🙃 ale ładne obrazki bardzo.
Najdziwniejsza książka jaką przeczytałam. Dalej nie wiem o co w niej chodziło 🙃 ale ładne obrazki bardzo.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile przed laty ta książka nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenie, to teraz, po dojrzeniu emocjonalnym, jawi mi się jako poruszające do bólu i łez arcydzieło. Jak dla mnie, to taki Konwicki powinien trafić do kanonu, a najlepiej kanonu lektur z tym dziełem. Rewelacja!
O ile przed laty ta książka nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenie, to teraz, po dojrzeniu emocjonalnym, jawi mi się jako poruszające do bólu i łez arcydzieło. Jak dla mnie, to taki Konwicki powinien trafić do kanonu, a najlepiej kanonu lektur z tym dziełem. Rewelacja!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZabierając się za tę pozycję nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Dostałam poruszającą do bólu opowieść. Nieuniknionym było ocieranie łez spływających po policzkach.
Zabierając się za tę pozycję nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Dostałam poruszającą do bólu opowieść. Nieuniknionym było ocieranie łez spływających po policzkach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKonwicki gra schematami literatury dziecięcej, pastiszując je tak brawurowo, że "Zwierzoczłekoupiór" bywał i bywa rzeczywiście dawany dzieciom i czytany przez dzieci (zdaje się, że był nawet kiedyś lekturą szkolną). Ja akurat jestem prawie pewna, że w dzieciństwie odrzuciłaby mnie ta książka, szczególnie finalna wolta metafikcyjna. Teraz dopiero ją doceniam, tak samo jak przepełniające powieść połączenie cierpkiego humoru i egzystencjalnej trwogi. Zarazem jednak stwierdzam, że nic mnie tak nie przygnębia jak pokrzepienie w duchu egzystencjalizmu.
Konwicki gra schematami literatury dziecięcej, pastiszując je tak brawurowo, że "Zwierzoczłekoupiór" bywał i bywa rzeczywiście dawany dzieciom i czytany przez dzieci (zdaje się, że był nawet kiedyś lekturą szkolną). Ja akurat jestem prawie pewna, że w dzieciństwie odrzuciłaby mnie ta książka, szczególnie finalna wolta metafikcyjna. Teraz dopiero ją doceniam, tak samo jak...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie magiczna książka przeczytana we wczesnej młodości. Polecam!
Dla mnie magiczna książka przeczytana we wczesnej młodości. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczynałam czytać z myślą "o, Konwicki napisał coś dla dzieci, zobaczymy, czy można przeczytać później córce", a skończyłam z wielkim WTF. Książka zdecydowanie nie dla najmłodszych, siedzi w człowieku jeszcze długo po przeczytaniu. Na osobistej liście Najbardziej Dołujących Lektur zakwalifikowała się w pierwszej trójce.
Zaczynałam czytać z myślą "o, Konwicki napisał coś dla dzieci, zobaczymy, czy można przeczytać później córce", a skończyłam z wielkim WTF. Książka zdecydowanie nie dla najmłodszych, siedzi w człowieku jeszcze długo po przeczytaniu. Na osobistej liście Najbardziej Dołujących Lektur zakwalifikowała się w pierwszej trójce.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGeniusz! Konwickiego przeczytałem wiele, nie zawaham się powiedzieć, że jeszcze więcej przeczytałem o Konwickim, książek, recenzji, artykułów naukowych, przewertowałem wszystko co o Mistrzu napisano w Pamiętnikach Literackich i innych liczących się periodykach, zaliczyłem liczne wywiady z nim, a nawet samego Konwickiego refleksje o … kinie czeskim. Tak, sam nie wiem, skąd ten jego tekst wytrzasnąłem, ale dawno temu czytałem nawet i to. Wydaje mi się, że dość dobrze pozwoliło mi to poznać zarówno sposób uprawiania przez niego pisarstwa, jak i jego dość wyjątkową i niezbyt czarno-białą wrażliwość, która koreluje z taką też biografią.
Dlatego irytuje mnie próba zaszufladkowania tej książki, bo twórczość Konwickiego jest ciężko zaszufladkować. Wystarczy powiedzieć, że jest pisarzem, który rzekomo tworząc epikę, oddaje czytelnikowi dzieła, którym jakby przeanalizować szczegółowo wytyczne rodzajowe literatury z czasem akcji i jej charakterem, konstrukcją narratora i sposobem wprowadzania kolejnych scen, nadać miana liryki wypadłoby. O „nieepickich powieściach Konwickiego” przewrotnie pisał Jan Walc (polecam). Bo taki jest mistrz. Nietuzinkowy, łamiący wszelkie schematy, granice literackich norm i wznoszący się ponad przeciętność. Pewnie dlatego jest tak bardzo niedoceniany przez większość czytelników. Próba szufladkowania takiego wyjątkowego pisarza z góry jest skazana na niepowodzenie.
A tak jawią się te wszystkie opisy w stylu „Książka niezupełnie dla młodzieży” (LC),co jednak sugeruje, że w pewnej części tak, czy recenzje czytelników, że to książka niby dla dzieci, ale nie tylko. Nie ma w tym ani krzty prawdy, a czytelnik podchodzący do lektury uważnie, powinien doskonale o tym wiedzieć. Nie wystarczy bohaterem książki uczynić dzieciaka, by ta była dla dzieci. „Mały książę” to bardzo dojrzała literatura, a „Władcy much”, gdzie bohaterami są tylko dzieci, to książka, której dzieci absolutnie do ręki brać nie powinny, choć nie wiem, jak to możliwe, ale chyba dawniej była lekturą szkolną i to nie w liceum. Golding dość wyraźnie miażdży w niej tak dziecinny mit o dobrej naturze człowieka, o sielskim dzieciństwie i niewinnym czasie zabawy, dając nam jeden z najbardziej ponurych obrazów egzystencjalnych, być może właśnie dlatego, że bohaterami są dziećmi.
Konwicki już na początku zaznacza, że dla dzieci nie pisze. I wcale nie chodzi mi o ten przewrotny wpis wprost „Ta książeczka nie jest dla grzecznych dzieci” (pierwsze zdanie),a o zdanie bardziej dobitne, choć niebezpośrednie „Życie nie ma dla mnie żadnych zagadek. I właściwie mógłbym już spokojnie umrzeć. Bo co mnie może jeszcze spotkać? Nic” (s. 6). Już na wstępie chyli się Mistrz bardziej ku ciemnej filozofii Sartre’a, odzierając czytelnika ze złudzeń, jakoby życie ciągłym sensem przeniknione było, niżli do wszelkich twórców ezopowych, morałami do porządnego żywota zachęcających. Całą swoją biblioteczkę oddam temu, kto udowodni, że wmawianie uczniom podstawówki, że życie sensu nie ma, jest „dla dzieci”.
Konwicki po raz kolejny pokazuje świat w przededniu apokalipsy, co jest jednym z jego stałych kilku motywów, tworzących jednotematyczność. Jawi się ona tutaj dla młodego bohatera jako wybawienie. W Ziemię ma uderzyć meteoryt, co jak medialne i miejskie przepowiednie wieszczą, zniszczy świat. Młody Piotrek nawet nie chce czytać o tej nowinie, bojąc, się, że jak dowie się szczegółów, zweryfikuje je i okażą się nieprawdziwe, a chciałby tej zagłady: „Bo ja chciałbym, żeby ta plotka była prawdziwa. Nie muszę wam chyba wyjaśniać powodów. Znacie mój stosunek do życia. Wiecie o tej mojej straszliwej nudzie…”(s.26).
Konwicki jest mistrzem drobiazgów. W tak subtelny i drobny sposób potrafi pokazać wielkie emocje. „Małą apokalipsę” czytałem najprawdopodobniej dwanaście lat temu, jeśli mnie pamięć nie zwodzi, a do dziś widzę tę z pozoru błahą i nieistotną scenę, która została we mnie już chyba na zawsze, bo i dla mnie jest kluczowa dla utworu. Gdy znudzony życiem bohater otrzymuje propozycję dokonania samospalenia, nagle odżywa paprotka w jego mieszkaniu, która od lat była sucha i mimo podlewania i stosowania nawozów nie odbijała. Podobnie jest w „Zwierzoczłekoupiorze”. Cierpiący na bezsenność dzieciak, musi się użerać z hałasującymi sąsiadami, nudą i brakiem sensu, kiedy męcząc się w łóżku z zapadnięciem w sen myśli o zagładzie świata, nagle uspokojony zasypia. Znamienne. Śmierć jawi się jako wybawienie, a Konwicki umie o niej pisać, jak nikt inny.
To nie śmierć jest tu przerażająca, a rzeczywistość PRL-u i egzystencja w świecie w ogóle. Podobnie jak w innych powieściach „Kompleks polski”, „Mała Apokalipsa” czy „Wniebowstąpienie” bardziej przerażający od śmierci jest niepokój, nuda, stagnacja, brak perspektyw, ponura i szara rzeczywistość, monotonna codzienność, bylejakość Polski Ludowej, w której jedynym wyborem jest tytułowe ( z innej książki) „Nic albo nic”, co świetnie podkreśla wątek z możliwością wygrania miliona dolarów, których właściwie „… to nawet lepiej nie mieć miliona dolarów” (s.34). W rzeczywistości PRL-u i tak nie byłoby co z nimi zrobić, same kłopoty. Ten marazm życia ubarwiają jedynie prywatne cierpienia. Ponownie drąży Konwicki te same motywy, które przewijają się jak bumerang przez całą jego twórczość. Bo, jak napisał Fuksiewicz: „Jest bowiem Konwicki pisarzem jednego tematu”.
Przewartościowane zostaje tu stare porzekadło, wedle którego inteligentni ludzie się nie nudzą. Jest tu na odwrót. Ponadprzeciętnie inteligentny Piotr dysponujący rozległą wiedzą, nudzi się chronicznie. Właśnie dlatego, że dużo wie, dużo rozumie i dostrzega, że wszystko co go otacza, jest błahe, nijakie, niewartościowe, dlatego nie może go zainteresować. To subtelna analogia do rzeczywistości peerelowskiej, którą czyni Konwicki bardzo subtelnie, we właściwy sobie sposób. Łatwo jest napisać, że półki nagie, milicja bije ludzie, bieda i głód, ale prawdziwą sztuką jest napisać coś zupełnie na pozór niezwiązanego z tematem, co nawet wykracza poza miano metafory ze względu na swoje naprawdę luźne powiązanie z punktem odniesienia. Da się to jednak wyczuć, choć na pierwszy rzut oka, wydaje się, ze mamy do czynienia jedynie z kolejnym przemądrzałym smarkaczem. Jednak nie, jest w tym zamierzony sens wyższy.
Nie byłby jednak Konwicki sobą gdyby na takim mimo wszystko dość prostym antypeerelowskim manifeście poprzestał. Jest on bowiem przede wszystkim egzystencjalistą i to z ołowianem piórem, które tworzy wyjątkowo ciężkie nokauty. Złudzeń próżno u niego oczekiwać. I tak każdy w oczekiwaniu na apokalipsę przechodzi swoją własną apokalipsę. Klęski miłosne, rozbite przyjaźnie, strata pracy, zagrożenie głodu i biedy, bankructwo uniwersytetu mającego stanowić pomysł na nowe życie za Wielką Wodą, wiecznie niszczony samochód, nienasycenie głodu, czy wreszcie zdruzgotane marzenia o występie w filmie. Wszystko to na tle szarego peerelu, w którym jedynie osobiste cierpienia wypełniają jednobarwność otoczenia.
Klęska i niepowodzenie to jedyne co można zastać w tej rzeczywistości. Może zatem ucieczka do wyobraźni da ukojenie? Podróż do wyimaginowanej krainy, magiczne wydarzenia, bohaterska eskapada? Nawet w tej materii nie można zaznać spokoju. Jednak jest jeszcze gorzej. Są tacy, dla których ten świat niepowodzeń jawi się jako niedościgniony raj, jako szczyt marzeń, których nie da się spełnić.
Może zatem nie trzeba narzekać, tylko pomóc "fartolowi"? Może wszystko to kwestia spojrzenia? A może, gdy i tego chce się spróbować, to nie ma takiej możliwości? Nie trzeba komety, nie trzeba apokalipsy, bo ma każdy ma swoją własną i każdy spotka się ze swoim "Zwierzoczłekoupiorem". Czym lub kim jest? No zdradzić nie mogę, bo zepsuję sens czytania tej książki. A zakończenie naprawdę jest dobre i nieco zaskakujące.
Każdy ma swoją apokalipsę, swoją kometę. Zdecydowanie nie jest to książka dla dzieci.
10 lat Konwickiego nie czytałem, długa przerwa, wróciłem, by zacząć nadrabiać te pojedyncze braki z biblioteczki i otrzymałem mojego Konwickiego, tak dobrze poznanego i nie zawaham się powiedzieć ukochanego. Ta rozłąka nie zaszkodziła, być może nawet pisarstwo Tadzia dzięki temu smakuje mi jeszcze bardziej niż te dziesięć lat temu, kiedy to z wielką pasją i namiętnością zgłębiałem osobowość tego wyjątkowego literata. To wciąż dla mnie Mistrz pióra, który we właściwy sobie i niemożliwy do podrobienia sposób łączy ciekawe wydarzenia z naprawdę ponurym i niepozostawiającym złudzeń egzystencjalizmem, który bardzo często ukryty jest pod delikatnymi i wymagającymi skupienia do zauważenia - szczegółami. Nade wszystko jednak spowity iście liryczną metaforą całości. Nie ukrywajmy, Konwicki to pisarz mało rozrywkowy, to pisarz trudny i wymagający zaangażowania od czytelnika, dlatego między bajki proszę włożyć sobie frazesy o książeczce dla dzieci, czy najlepszym wypadku dla młodzieży.
Polecam!
Geniusz! Konwickiego przeczytałem wiele, nie zawaham się powiedzieć, że jeszcze więcej przeczytałem o Konwickim, książek, recenzji, artykułów naukowych, przewertowałem wszystko co o Mistrzu napisano w Pamiętnikach Literackich i innych liczących się periodykach, zaliczyłem liczne wywiady z nim, a nawet samego Konwickiego refleksje o … kinie czeskim. Tak, sam nie wiem, skąd...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to