Człowiek na rondzie

Okładka książki Człowiek na rondzie autorstwa Janusz Rudnicki
Okładka książki Człowiek na rondzie autorstwa Janusz Rudnicki
Janusz Rudnicki Wydawnictwo: Biuro Literackie publicystyka literacka, eseje
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2013-06-26
Data 1. wyd. pol.:
2013-06-26
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367706094
„Małe epiki” Janusza Rudnickiego otwierają duże okna na jeszcze większy, autoironicznie opowiedziany świat. Zbiór wypełniają żywe, wielobarwne wiązanki powagi i kpiny, szczerości i wymysłu. Zostaje tu zawarty pewnego rodzaju autobiograficzny pakt z czytelnikami, który jednak – gdy tylko ton staje się zbyt poważny – jest podważany nagłymi ucieczkami w biografię w stylu buffo. W ciętej i przewrotnej prozie autor kusi realistycznymi umiejscowieniami, jak rodzimy Kędzierzyn-Koźle czy warszawskie śródmiejskie ulice z kultowymi knajpami. Przekonuje wymienionymi z imienia i nazwiska postaciami kultury, doniesieniami medialnymi z czasu pandemii oraz wzruszającymi wspomnieniami o zmarłych znajomych. Każde zdanie stawia czytelników bliżej bohatera, który, chcąc nie chcąc, daje odmieniać się przez wszystkie życiowe przypadki.
Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Człowiek na rondzie w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Człowiek na rondzie

Średnia ocen
7,3 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Człowiek na rondzie

Sortuj:
avatar
1399
1242

Na półkach:

Zbiór opowiadań, jak to zwykle bywa, różnej jakości. Przeważają jednak te dość depresyjne, więc nie bardzo mogę je komukolwiek polecić.

Zbiór opowiadań, jak to zwykle bywa, różnej jakości. Przeważają jednak te dość depresyjne, więc nie bardzo mogę je komukolwiek polecić.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
775
254

Na półkach:

Autoironia, absurd i powaga. Świetne

Autoironia, absurd i powaga. Świetne

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

61 użytkowników ma tytuł Człowiek na rondzie na półkach głównych
  • 39
  • 20
  • 2
8 użytkowników ma tytuł Człowiek na rondzie na półkach dodatkowych
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Janusz Rudnicki
Janusz Rudnicki
Pisarz i eseista. Był dziennikarzem prasy „Solidarności”, internowano go po wprowadzeniu stanu wojennego. Wyjechał do Niemiec w 1983. Studiował slawistykę i germanistykę na uniwersytecie w Hamburgu. Jest stałym współpracownikiem „Gazety Wyborczej”. Mieszka w Warszawie i Hamburgu. Wydał między innymi: "Można żyć", Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1993 (nagroda im. Stanisława Piętaka za debiut "Mój Wehrmacht", W.A.B., Warszawa 2004) "Chodźcie idziemy", W.A.B., Warszawa 2007 (nominowana do nagrody Nike 2008) "Śmierć czeskiego psa", W.A.B., Warszawa 2009 (finalistka nagrody Nike 2010, TVP Kultura, Gdyńskiej Nagrody Literackiej i Angelusa)
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Człowiek na rondzie przeczytali również

Kilka miesięcy mojego życia Michel Houellebecq
Kilka miesięcy mojego życia
Michel Houellebecq
Bardzo trudno jest mi ocenić tę książkę. Twórczość Michela Houellebecqa darzę dużą sympatią, choć początkowo miałem do autora wyraźną niechęć — motywowaną głównie jego pozaliterackimi, prowokacyjnymi wypowiedziami. Z czasem jednak przeszedłem od dystansu do autentycznego uznania dla jego prozy. „Kilka miesięcy mojego życia” nie jest powieścią, lecz raczej formą autoterapeutycznego esejo-pamiętnika. Z jednej strony jest tu wszystko to, co charakterystyczne dla Houellebecqa – złośliwość, kąśliwość, prowokacyjność. Z drugiej jednak pojawia się coś zaskakującego – szczerość i wyraźna autorefleksja. Autor, jak to ma w zwyczaju, równie często bulwersuje co zaskakuje trafnością spostrzeżeń i niemalże prorocką wizją. Książka w pewnym stopniu odpowiada także na pytanie, gdzie przebiega granica między autokreacją a rzeczywistymi przekonaniami autora. I choć jest to momentami rozczarowujące — okazuje się bowiem, że Houellebecq faktycznie dzieli część poglądów ze swoimi bohaterami — to jednocześnie widać, jak wyolbrzymiony jest odbiór jego postaci przez wiele środowisk oraz świadoma autokreacja. Jednym z ciekawszych elementów książki jest sposób, w jaki autor odnosi się do własnych skandali, zwłaszcza głośnego incydentu związanego z filmem pornograficznym. Na pierwszy rzut oka wpisywałby się on idealnie w jego publiczną personę bezkompromisowego prowokatora, który nie cofa się przed niczym. Tymczasem Houellebecq pokazuje zupełnie inne oblicze: zamiast zdystansowania czy ironii pojawia się poczucie upokorzenia, realny dyskomfort, a nawet działania prawne. To z kolei odsłania jego bardziej wrażliwą stronę, podatną na presję opinii publicznej i prowadzącą momentami do stanów depresyjnych. Właśnie ta dwoistość czyni tę książkę interesującą. Autor nie brnie ślepo w swoje wcześniejsze wypowiedzi, potrafi przyznać się do błędu i zrewidować własne reakcje, jednocześnie nie rezygnując z poglądów tam, gdzie uznaje je za słuszne. Pokazuje się jako ktoś zdolny do autorefleksji i dialogu (nawet z osobami o skrajnie odmiennych przekonaniach),a zarazem jako człowiek, który silnie odczuwa ciężar własnej medialnej kreacji. Z tych względów uważam, że jest to książka ciekawa i wyraźnie różna od powieści Houellebecqa. Trzeba jednak zaznaczyć, że została napisana przede wszystkim „dla siebie”, jako próba uporządkowania pewnych doświadczeń i forma autoterapii. Mimo to daje czytelnikowi wgląd w sposób myślenia autora, który wcześniej — zwłaszcza dla polskiego odbiorcy — pozostawał dość ograniczony. Ocena: 6/10
Kuba - awatar Kuba
oceniła na628 dni temu
Lew i jednorożec. Najlepsze eseje i felietony George Orwell
Lew i jednorożec. Najlepsze eseje i felietony
George Orwell
George Orwell lewicowcem był. Wydawałaby się, że rzecz to oczywista, ale nie dla wszystkich. Autor-prorok „1984” wyraźnie był przeciw komunizmowi, ale nie przeciwko lewicowym poglądom, bo komunizm był fałszywym socjalizmem – twierdzi. Wie o tym selekcjoner i tłumacz jego esejów Dawid Czech, który wprost przyznaje, że jego wybór ku podkreśleniu lewicowości ich autora został wydany. Zbiór otwiera manifest Orwella, w którym ten zaprzecza jakoby sztuka pozostawała neutralna. Sam autor przyznaje otwarcie, że jego zamiarem jest demaskacja kłamstwa i liczy on, że owe działania wzbudzą reakcję społeczną. Orwell daje się poznać również od strony pryncypialnej, gdzie nie godzi się na to, żeby pojęcia zostały wypaczone, żeby straciły swą moc opisywania zła. Takim przykładem jest „faszyzm”, które utraciło swą złowieszczą moc, a które błędnie przypisuje się tylko do jednego okresu w historii. Sam autor ceni u siebie właśnie to zaangażowanie polityczno-społeczne. Podporządkowuje swój talent i umysł właśnie temu kierunkowi. W tym duchu, choć za płytko by to było, można czytać jego relację z zabicia zwierzęcia, które u Orwella zmienia się w antykolonialny ton. Znajdziecie w tym tomie sprzeczności, być może nazbyt duży pryncypializm, a nawet myśli – z politycznego punktu widzenia – zbędne. Tylko nikt nie mówi, że Orwell doskonały jest. Ten rozchwiany charakter, czasami gniewne skoki od ściany do ściany są całkowicie na miejscu, jeśli pomyślimy o nim jako o człowieku targanym wielkimi namiętnościami. Na pewno „Lew i jednorożec” pozwalają dostrzec ludzki charakter tego genialnego pisarza.
Jarek Szczęsny - awatar Jarek Szczęsny
ocenił na72 lata temu
Rozchwiane kanarki, głębokie doły Judith Schalansky
Rozchwiane kanarki, głębokie doły
Judith Schalansky
Wczesne ostrzeganie jest niezastąpione nie tylko w wojsku. Używając do zagrożeń środowiska terminologii stamtąd zaczerpniętej, jesteśmy już w “kotle” niczym 6. Armia Paulusa. W tym zgrabnym, kipiącym erudycją eseju, Judith Schalansky daje się poznać z zupełnie innej strony niż w dotychczasowych moich dwóch jej książkach: pisze o zagrożeniach dla natury, w tym dla ptaków i “cieków wodnych” (czy jest brzydsze określenie rzek i strumieni?). Jak przystało na tak wyrafinowaną formę narracyjną, tekst zaczyna się od nawiązań do “Poetyki” Arystotelesa. “Tak w istocie wygląda człowiek, który potrzebuje ratunku przed samym sobą albo raczej najbardziej uciążliwą wersją samego siebie – biczownikiem na pokaz, niegotowym na rezygnację z posiadanych przywilejów” - stwierdza Autorka, nie kryjąc, jak bardzo jest zaangażowana w opisywany temat. Zadaje pytanie o istnienie jakiegoś punktu zwrotnego w dziejach ludzkości. “Przecież musi istnieć jakiś punkt zwrotny w fabule – wyjście ewakuacyjne, strategia ucieczki”. Wyjścia a może i dojścia Autorka widzi w zapomnianej już dzisiaj funkcji kanarka w kopalni, ostrzegającego przed tlenkiem węgla, bezwonnym gazem, który zabija górników. Tylko kto miałby być ”kanarkiem”? W tym kontekście opisuje “jak kanarek wpadł w ten dół, to powiedzenie, ten obraz antropocenu”. “W Południowej Walii, hrabstwie Northumberland i regionie Midlands znajdowały się najwydajniejsze zagłębia węglowe na świecie. W tym kraju – kolebce industrializacji węgiel służył za paliwo dla głośno sapiących maszyn, cudownych konstrukcji z mnóstwem kół zębatych”. Wmieszało to do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla i wpędziło w biedę rzesze robotników. A kanarki? W 19. wieku szkocki fizjolog John Scott Haldane wyjaśniał wypadek, w którym zginęło 57 górników i 30 koni pociągowych. Udowodnił, że większość ofiar nie zginęła skutek podziemnej eksplozji czy braku tlenu, lecz z powodu zatrucia czadem, bezbarwnym i bezwonnym gazem. “+Haldane traktował życie jak wielki autoeksperyment+ - jego biograf nazwał go wręcz "kanarkiem w kopalni”, który dla dobra nauki wciąż testuje na sobie rozmaite hipotezy i występuje podwójnej roli naukowca i nieustraszonego królika doświadczalnego”. Pierwotnie rolę kanarków miały pełnić myszy, bo naukowiec odkrył, że o wiele szybciej padają one przy czadzie niż człowiek. “Jako że gryzonie i tak są pod ziemią wszechobecne, a na dodatek słyną z podkradania racji żywnościowych, pracownicy kopalni okazują się nieufni wobec tego pomysłu. Myszy wystąpią w roli czujek lub straży przedniej ludzkiej medycyny nieco później, gdy genetycy upodobają je sobie jako zwierzęta modelowe”. Zamiast się poddać, nasz bohater “znajduje inne zwierzę stałocieplne o niewielkich rozmiarach – poręczne, niedrogie i niemal tak łatwe w prowadzeniu jak myszy - lecz - w odróżnieniu od nich – chętnie trzymane w domach. Zwierzęciem tym jest kanarek.(..) Ptak traci przytomność około 20 minut wcześniej niż przebywający w tych warunkach człowiek”. “A objawy zatrucia czadem trudno u kanarka przeoczyć, ponieważ ptak momentalnie przestaje śpiewać i spada nieprzytomny z drążka, dając jasny sygnał niebezpieczeństwa”. Ptaki cieszą się wielką sympatią górników. “Co chwilę spoglądali na kanarki i troszczyli się o nie – i to nie tylko dlatego, że ich własne życie zależało od tych stworzeń – w chwili zagrożenia zaś ratowali swoich wybawców”. “Nie bez wzruszenia czytałam o żalu, jaki ogarnął górników, gdy w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku zastąpiono kanarki znacznie czulszymi, lecz bezdusznymi +elektronicznymi nosami+”. “Człowiek odkrywa coraz to nowe bogactwa naturalne w skorupie globu, a ich wydobycie wydaje się uzależnione wyłącznie od możliwości technicznych i opłacalności. Słowo +eksploracja+ dzielą od +eksploatacji+ zaledwie dwie litery”. A “pod koniec XIX wieku ruszyła sprzedaż wysyłkowa wielu zwierząt z adnotacją na paczce +ostrożnie żywy ptak+, śmiertelna w skutkach, lecz mimo to powszechna". “Utrzymywali, że wszelkie formy działalności artystycznej u swego zarania były li tylko rodzajem wabika, zachętą do interakcji seksualnych. (...) Istnieje też jednak inne, skromniejsze, lecz mimo to przemawiające do wyobraźni wyjaśnienie fenomenu śpiewu ptaków. Zgodnie z nim świergoty poszukiwania i trele to przede wszystkim tak zwane głosy kontaktowe, czyli to, co robią również ludzie, gdy wydając dźwięki, starają się przekonać świat wokół, a po trosze i samych siebie, że nadal istnieją”. “Najstarsze poradniki zalecają wyłupiać lub zszywać samcom oczy, dzięki czemu miałyby się stawać bardziej rozśpiewane, tymczasem według nieco nowszych pozycji, aby osiągnąć ten efekt, warto trzymać ptaki pojedynczo. Obecnie uważa się, że dobrze jest trzymać kanarki w parach, a jeszcze lepiej w grupach, ponieważ śpiew służy im do imponowania innym osobnikom – w równej mierze rywalom, co potencjalnym partnerkom – a tym samym do wyznaczania granic terytorium”. Ale co z całą resztą, nie tylko z kopalniami? Metafora z kanarkiem na niewiele się zda: “Przecież Ziemia to nie kopalnia, z której można po prostu uciec w razie zagrożenia. Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na Ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Co można nazwać początkiem końca? (...) Czy już samo górnictwo, czy może dopiero skonstruowanie bomby atomowej, które nie byłoby możliwe bez wydobycia rudy uranu? Pierwsze czy drugie z osiągnięć naukowych Fritza Habera? Opracowaną przez niego metodę pozyskiwania syntetycznych nawozów, które – co prawda kosztem zasolenia gleby i zaburzenia obiegu azotu w przyrodzie – umożliwiły wyżywienie, a zatem i istnienie miliardów ludzi, czy też technologię produkcji gazów bojowych, wykorzystywanych do zabijania żołnierzy wroga podczas I wojny światowej?”. “Nie kto inny, jak cichy bohater niniejszego tekstu, poczciwy, stary Haldane, tym razem w roli dyżurnego kanarka aliantów, udał się na front podczas drugiej bitwy pod Ypres w maju 1915 roku, aby odkryć że śmiercionośne opary to w istocie chlor, i szybko zaprojektować prowizoryczną maskę gazową”. “Kto wie, czy gdyby zwolnić ze służby wszystkie tak zwane zwierzęta użytkowe, nie poradziłyby one sobie doskonale bez naszej pomocy”. Od dawna wiadomo, co nas czeka. “Historia życia na Ziemi nie jest utworem scenicznym, a człowiek stanowi w niej, owszem, zdumiewający, ale jednak efemeryczny białkowy epizod, który zniknie tak samo jak wiele innych cudownych stworzeń”. Autorka odnosi się też do zatrucia Odry. “Nie potrafiłam znaleźć słów, które pomieściłyby tysiące ton nieżywych zwierząt, już za życia znanych z tego, że nie mają głosu. Czytając artykuł w gazecie, zatrzymałam na dłużej wzrok na zdjęciu zatrutej rzeki. Nic nie było widać. I właśnie na tym polegał problem. Nie ma odwrotu. Kanarek już się chwieje”. Wspomina o raporcie Greenpeace, obarczającym za to odpowiedzialnością trzy górnośląskie kopalnie węgla kamiennego. “Luki w polskim prawie – zauważają niemal lakonicznie działacze - w praktyce umożliwiają zrzut ścieków o zupełnie dowolnych stężeniach chlorków i siarczanów”. “Największym wyzwaniem dla naszych czasów – czytałam oniemiała – nie są zmiany klimatu, utrata bioróżnorodności ani pandemie, lecz – jak twierdzą badacze – +nasza zbiorowa niezdolność do odróżniania faktów od fikcji+”. Jest i o ptakach: “Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Próbowałam wyobrazić sobie świat bez ptaków. To jak zastanawiać się nad tym, jak wygląda groza, jak brzmi martwa cisza, czym jest koniec świata”. “Spostrzegłam stado szpaków na wieczornym niebie, chmarę opiłków żelaza płynnie przechodzących z jednego obrazu w drugi”. Zakończenie nie jest optymistyczne: “Gdzieś przysiadła kapturka i śpiewała teraz swoją żywą, poranną piosenkę. Z pewnością obwieszczała z zapartym tchem jakiś ptasie wiadomości. Cieszyłam się, że ich nie rozumiem”. BTW: Głos kapturki należy do najpiękniejszych, swoje trele zawsze wyśpiewuje u mnie w Parku Skaryszewskim wiosną…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na72 miesiące temu
Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru Becca Rothfeld
Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru
Becca Rothfeld
Czy żyjemy w ciągłym nadmiarze rzeczy, pojęć i doświadczeń? Czy sztuka musi służyć utylitarnemu celowi czy jej zadaniem jest służenie pięknu? Czy hołd prostoty i pęd ku niej sprawia, że stajemy się lepsi? Gdzie jest granica pomiędzy niedoborem, a naddatkiem? Czy potrafimy zdefiniować w naszym życiu różnicę pomiędzy potrzebą a pożądaniem? I które powinno wziąć górę? Odpoeiedzi do tych pytań szuka autorka w swojej eseistycznej dyskusji i momentami dochodzi do bardzo ciekawych wniosków. Niezwykle interesujący esej na temat uważności i terapii duszy prowadzi do wniosków, że wyzbywając się stanów pośrednich między przed i po prowadzimy również do wyzbycia się swoich uczuć i emocji, także tych negatywnych, a przecież mają one swoje przyczyny i tworzą one naszą ludzka powłokę. Bez nich nie bylibyśmy tym kim jesteśmy. Autorka próbuje przekonać do wyrażania się w pełni, ze swoimi negatywami również, be sztucznego podążania ścieżką wyolbrzymionego spokoju, który nie każdemu może przynieść ukojenie. Innym ciekawym esejem jest ten poświęcony erotyzmowi w dobie postzgody ruchu metoo. Autorka przytacza argumenty współczesnych purytanek, jednocześnie próbując zrozumieć jaką rolę odgrywa seks we współczesnym świecie aplikacji randkowych, wymieszanych pojęć liberalizmu z purytańskim podejściem do tematu, dążąc jednocześnie do swojego argumentu, że seks po prostu może być przyjemny, jako akt sam w sobie bez przypisywania mu żadnych politycznych, społecznych czy genderowych łatek. Oczywiście ta wolność okupiona jest dużym brakiem zrozumienia, gdyż praktyka a teoria to dwie różne bestie. Autorka pokazuje, że świat to nie tylko grupa żarłocznych libertynek domagających się pejczowania i duszenia, oraz matek-polek pełnych religijnego uniesienia, ale też duża masa środkowa, która szuka piękna w świecie, także w wyeksploatowanym do cna erotyźmie XXI wieku. Daje do myślenia esej poświęcony fenomenowi Sally Rooney i jej pozornej normalności, wynoszonej autorkę na piedestał współczesnej mainstreamowej literatury. I nie chodzi tu o samą literaturę, ale tak naprawdę jej przyjęcie, które ukazuje jak łatwo poddać się nieokreślonej fascynacji z grubsza wciągającej, acz poprawnej prozie. Eseje na pewno stawiają wiele ciekawych tez i argumentacja, gdy wyłuskać jej głębszy sens, oczywiście, zmusza do refleksji ale też niesie ze sobą prawdę przed którą ciężko się obronić. Nadmiar i perspektywa mu towarzysząca momentami przybiera nieoczekiwane konotacje zakorzenione we współczesnych problemach XXI wieku. Nie jest to do końca łatwa lektura, co akurat moim zdaniem jest plusem. Jedynym aspektem, który lekko mnie irytował w czasie lektury to szczegółowe przytaczanie akcji filmów i książek, by poprzeć swoje argumenty. W pewnym momencie robi się to reduntantne, a głębszy sens gubi w nadmiarowej szczegółowości, ale może to ten zbytek ku chwale któremu napisane są te eseje. Współpraca barterowa/reklamowa z wydawnictwem Filtry.
Swiezakksiazkowy - awatar Swiezakksiazkowy
ocenił na97 miesięcy temu

Cytaty z książki Człowiek na rondzie

Więcej

Autor tych słów urodził się także w tym mieście, oto jak niesprawiedliwie, jak ślepo rządzi władca losów. Patrzy na istotę ludzką już w zarodku i postanawia: ten urodzi się Kochanowskim. Ten będzie Gombrowiczem, ten zostanie Mironem Białoszewskim, ta Olgą Tokarczuk, a ty urodzisz się w Kędzierzynie-Koźlu.

Autor tych słów urodził się także w tym mieście, oto jak niesprawiedliwie, jak ślepo rządzi władca losów. Patrzy na istotę ludzką już w zarodku i postanawia: ten urodzi się Kochanowskim. Ten będzie Gombrowiczem, ten zostanie Mironem Białoszewskim, ta Olgą Tokarczuk, a ty urodzisz się w Kędzierzynie-Koźlu.

Janusz Rudnicki Człowiek na rondzie Zobacz więcej
Więcej