Ten celny esej, stworzony w Polsce przez ukraińską pisarkę “na gorąco” - zaraz po agresji raszystów w 2022 r., polecałbym licznym rodakom, w dużej części opętanym ruską narracją, czy raczej: jej uległym…
Ale też i nie mam złudzeń, by ta, bądź co bądź dość łopatologiczna pozycja, dotarła do zaczadzonych milionem bredni na tematy ukraińskie. A szkoda…
Szkoda, bo to w zasadzie wyczerpujące, acz pobieżne, kompendium tematu, poczynając od początku, czyli od pierwszej “wewnętrznej” agresji Rosji w Krymie i Donbasie w 2014 r. (a sięgające i jeszcze wcześniej).
Rzecz opisana nie językiem nudnego politologicznego wykładu, tylko wspaniałym literackim stylem, miejscami wręcz poetyckim i z prawdziwie historiozoficznym rozmachem.
Ktoś, kto nie wie niczego o historii Ukrainy, pozna tu najważniejsze fakty, choć cała rzecz wydała mi się skierowana raczej do odbiorców Zachodu. Oczytany polski czytelnik, obserwator wydarzeń ostatnich kilkunastu lat, w zasadzie ma tę wiedzę, jaką tu Zabużko przekazuje. Choć i ja - po studiach historycznych, od dawna zafascynowany Ukrainą, krajem najbliższym nam pod każdym niemal względem - co nieco się dowiedziałem…
Autorka, co w pełni zrozumiałe, nie kryje emocji, tych zdrowych. Raczej tu żal, że świat nie chce czy nie potrafi przynajmniej zrozumieć ukraińskiego punktu widzenia wobec obawy przed cieniem Kremla, z ignorancją co do istoty “wiecznej Rosji” połączoną, co dominuje nad wszystkim…
Analizując historię, Zabużko sięga głębiej, nie cofając się i przed takimi ocenami: “Znamy cenę tego spróchniałego zombie-potwora: to my (nasi przodkowie) swego czasu, na złość Polsce i Turcji, ulepiliśmy go i postawiliśmy na nogi, a potem jeszcze przez wieki dokarmialiśmy własną siłą - najpierw dobrowolnie, a potem pod przymusem, bo we wszelkie sojusze z Moskwą łatwiej wejść, niż z nich wyjść, zgodnie z zasadami grup kryminalnych”.
“To ukraińskie kozactwo budowało sławę rosyjskiej armii jako niezwyciężonej w wyprawach tureckich (...) i od tamtej pory szkielet tej armii - korpus oficerski niższego i średniego szczebla - czy to za carów, czy to za bolszewików, trzymał się na Ukraińcach właśnie, bo walczyć nasi zawsze potrafili”.
A zarazem z jednego wynika drugie: “Rosjanie to tak naprawdę nie naród, tylko, zgodnie z trafnym określeniem Astolphe'a de Custina, więzienie narodów: państwo-garnizon, gdzie służba w wojsku nigdy szczególnie nie różniła się od kary więzienia”.
“Cała rosyjska tradycja kulturowa trzech ostatnich stuleci starannie, z pokolenia na pokolenie, pracowała nad przywłaszczeniem sobie Ukrainy – jej historii, jej kultury, a nawet jej narodu”. W tym kontekście Autorka obok Putina słusznie, niestety, przypomina – “w przeciwieństwie do niego nawet całkiem utalentowanych” – Michaiła Bułhakowa i Josifa Brodskiego”. Podkreśla też, że w 1863 roku zakazano druków w języku ukraińskim a +ukrainofilstwo+ nieco później stało się przestępstwem”.
Zasadny jest także zarzut wobec jak zawsze wszystkowiedzącej Europy: “Na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku duzi, dorośli panowie nieostrożnie wykreślili nas z listy Heglowskich +narodów historycznych+”.
Bardzo tu precyzyjnie pokazane przeistoczenie się Związku Sowieckiego w rzekomo inny kraj, czyli Rosję, czy jak to wtedy zwali: Wspólnotę Niepodległych Państw (niezłe to autoszyderstwo)…
“Partia komunistyczna stała się kozłem ofiarnym, którego skupione wokół KGB elity chętnie złożyły na ołtarzu - ściągnęła ona na siebie całą nienawiść ludu i całe historyczne zło, które dzięki temu samoczynnie ulokowało się w przeszłości - a tak zwane organa, które właśnie były instytucją bezpośrednio odpowiedzialną za zbrodnie radzieckiego totalitaryzmu, mogły znów, jak za Stalina, paradować w nimbie rycerzy porządku i sprawiedliwości”.
Autorka przypomina że 23 dni przed ogłoszeniem niepodległości przez Ukrainę (w 1991 roku) George Bush senior pouczał w Kijowie parlament jeszcze sowieckiej Ukrainy, że musi ona podążać ku wolności w ślad za przyszłą odnowioną Rosją, nie odstępując jej ani na krok. “Niech się dziecko cieszy, tylko broń jądrową ma oddać dorosłym, jeśli nie chce, żeby dorośli pogrozili mu paluszkiem”.
“Tym samym: rozpad ZSRR był - i wciąż pozostaje – przypadkowym ekscesem, przykrym błędem, który wyskoczył w procesie przekazywania władzy i który łatwo będzie naprawić, jak nie dziś to jutro, jak tylko zdarzy się wolna chwila”.
Według autorki stało się to podczas przewrotu w 1993 roku: “Jelcyn stał się takim tresowanym misiem, jakim w 2014 roku miał się stać Janukowycz, gdyby udało mu się rozpędzić Majdan”. “A rosyjskie służby specjalne przejęły monopol na władzę, zamierzając nigdy więcej jej już nie oddać”.
Zabużko podkreśla też, że całą przestrzeń informacyjną Ukrainy Rosja przejęła jeszcze w latach 90. - telewizję, rynek książek i prasę. Tłumaczy to tak: “Ograniczaliśmy się, niczym wypuszczeni z więzienia, do minimalnych oczekiwań osoby poturbowanej: żeby państwo zostawiło nas spokoju – a resztą to już zajmiemy się sami. Nasze media przechodziły na rosyjski i coraz częściej wybrzmiewała teza o +wspólnej przestrzeni kulturalnej+ – wypełnianej rosyjskimi serialami ku czci gliniarzy i czekistów i
wulgarną rozrywką upichconą przez moskiewskich producentów”.
Do tego dochodził rozpowszechnianie mitu, że: “Tuż za rogatkami Unii Europejskiej dojrzewa jakaś groźna +biała Somalia+, którą, rzecz jasna w imię bezpieczeństwa międzynarodowego, powinna się zaopiekować Rosja. Włożenie tego ludziom do głów nie było takie proste po tym, jak cały świat zachwycał się naszym niewiarygodnie pięknym pomarańczowym majdanem, na którym przez dwa miesiące kilkumilionowy tłum nie stłukł ani jednej szyby, i nawet przestępczość spadła w mieście dziesięciokrotnie – ale jak pokazały w 2014 roku reakcje wspólnoty międzynarodowej na +ukraiński kryzys+ Rosja poradziła sobie z tym zadaniem. Nawet nie chcę myśleć ile taka +operacja specjalna+ mogła kosztować w przeliczeniu na rosyjskie niewyasfaltowane drogi i niezgazyfikowane miasta”.
Bardzo tu wiele m. in. o tym, jak skutecznie rosyjska propaganda przygotowywała wojnę w 2022 roku, pod względem "nadbudowy" - choć nie "bazy", bo tu dramat - czyli w agresji propagandowej i działań FSB.
“Jednak tu wszystko jak u Czechowa – jeśli w pierwszym akcie na scenie wisi strzelba, to przed piątym aktem musi wypalić (...) – i oto wreszcie strzelba wypaliła”.
“W rosyjskiej świadomości masa +tłum+, figuruje wyłącznie jako siła negatywna niszcząca: skoro protestuje +sama+, bez nadzoru policji i +dziesiętników+ – to zwyczajnie musi rozbijać witryny, palić samochody i ciągnąć ze sklepów naręcza zrabowanego dobra mniej więcej tak, jak zachowują się teraz w supermarketach w okupowanych ukraińskich wsiach rosyjscy sołdaci. Rosyjska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego doskonale odnalazła się w roli +duchowego departamentu+ Kremla”.
“Jak z oburzeniem krzyczała matka rosyjskiego żołnierza, który skarżył się jej z Ukrainy na ostrzał ze strony zbrojnych sił Ukrainy: +Was na 'oczyszczanie terenu' posyłali, a nie na wojnę!+”.
“Oto czym jest ta wojna: tęsknotą zwapniałego mózgu obumarłej, niezdolnej do rozwoju formy historycznej – za własną młodością. Płacz głodnego wampira, któremu odcięto dopływ świeżej krwi, pretensje potwora Frankensteina do jego twórcy: jak to tak ,ty beze mnie możesz istnieć, a ja bez ciebie nie...?”.
“W wersji na eksport ta technologia zadziałała doskonale. W Europie mit +rozdartej Ukrainy+ zdążył do 2014 roku wyprzeć wszelką inną o niej wiedzę (w której i tak nie było dużo). Można było do utraty głosu opowiadać, że w kraju, w którym niemal dwie trzecie ludności wskazuje ukraiński jako swój język ojczysty, a ponad dwie trzecie periodyków ukazuje się wręcz przeciwnie, po rosyjsku, dyskryminowana jest właśnie ta ukraińskojęzyczna większość. Suchy prowiant dla rosyjskich +oddziałów pokojowych+ przygotowano w ilościach prawdziwie przemysłowych: w lutym 2022 roku Rosjanie z nim właśnie weszli do Ukrainy, wyprodukowanym w 2014, z terminem przydatności 1 rok”.
Podoba mi się ta duma, narodowa duma, gdy Zabużko podkreśla: “Ziścił się ten wers hymnu narodowego, w którym sto pięćdziesiąt lat temu obiecaliśmy +pokazać+ komuś nieokreślonemu, +że jesteśmy bracia, z kozackiego rodu+: udowodniliśmy, pokazaliśmy ku największemu chyba własnemu zdziwieniu”.
A ja przypominam, nie bez satysfakcji, że po niecałych 4 latach od napaści z 22 czerwca 1941 r., Sowiety już były w Berlinie… Oto kontekst prawdziwej klęski Putina w Ukrainie - z Kozakami nie wygra, a to i nasza korzyść; widzi to jasno, kto nie stracił wzroku, zaślepiony.
Jednym z najważniejszych czynników przebudzenia Ukraińców jest oddolny charakter zjawiska. “I tak musi to kiedyś zostać zapisane w podręcznikach: decyzja, że Ukraina będzie się bronić, przyszła +z dołu+, jako wynik praktycznego plebiscytu. Dla władz kraju był to tylko test na słuch polityczny – kto +nie dosłyszał+, wypadł z procesu politycznego”.
Wszystkie swe argumenty Zabużko słusznie uznaje za kwestię "innego poziomu rozwoju cywilizacyjnego" Rosji i Ukrainy”. I jedno z setek uzasadnień tej różnicy:
“Wydajność na najlepszych na świecie czarnoziemów Ukrainy była siedmiokrotnie wyższa niż za czasów Sowietów. Wolność jest siedmiokrotnie bardziej wydajna niż niewolnictwo” .
Wydaje się, że Europa - jak zawsze w strachu przed Niedźwiedziem Północy - niczego nie może pojąć. “Pamiętam, jak wzdrygnął się niegdyś pierwszy niemiecki dziennikarz, któremu powiedziałam w wywiadzie, że oficer KGB rządzący Rosją to tak, jakby oficer Gestapo stał na czele Niemiec: czyli, upewnił się wstrząśnięty, tak mam napisać?– ale ostatecznie nie napisał”.
“Już po raz trzeci (sic!) w ciągu ostatnich 20 lat jestem świadkiem, jak Zachód +odkrywa dla siebie Ukrainę+. W 2004 po pomarańczowej rewolucji, w 2014 po Euromajdanie i w 2022 – po 24 lutego, kiedy Ukraina po raz trzeci w tym stuleciu burzy Kremlowi scenariusz jej ponownego wzięcia pańszczyźnianą niewolę. (...) I za każdym razem zachodni eksperci nie omieszkają ze świeżą siłą się nim zadziwić, i to tymi samymi słowami, jak to bywa przy zaburzeniach pamięci krótkotrwałej: Patrzcie, kto by pomyślał, Ukraińcy to dorosły naród! mają społeczeństwo obywatelskie! są gotowi walczyć o własną wolność! patrzcie, oni walczą! och, to niesamowite, oni zwyciężają!”. Oto gorzka istota stosunku świata do walczącej Ukrainy….
Czyż nie i naszego? Może dlatego parę słów prawdy kieruje Autorka i do nas. “Dla Polaków, którzy przyjęli ponad 3 miliony ukraińskich uchodźców, to nie jest już "cudza wojna", jak przez poprzednie 8 lat – teraz dotyka ona całego polskiego społeczeństwa na głębokość historycznie całkiem nieodległej, jeszcze niezagojonej traumy zbiorowej”.
“Spośród wszystkich krajów świata nigdzie nie mogliby nas zrozumieć lepiej: w lustrze naszej wojny Polacy na nowo rozpoznają siebie, jak ja w lustrze hotelowej łazienki”. Obawiam się tylko, że to już przeszłość, spłynęło po nas - “jak woda po kaczce”....
I jeszcze trafna uwaga wobec narzekających na “Ruskich” w tramwaju czy na ulicach, jakby niektórzy do dziś nie byli w stanie pojąć, że można być rosyjskojęzycznym, a mieć świadomość ukraińską i antyrosyjską. “Żeby odróżnić po rosyjskiej wymowie Ukraińca od Rosjanina, trzeba być jednym albo drugim, inni tej różnicy nie wychwycą, nawet Polacy jej nie słyszą”.
PS Nie zauważyłem, by Zabużko popełniła szkaradny grzech autopromocji. Jeśli już, to - ze zrozumiałymi emocjami - promuje dzielnie walczący w samoobronie własny kraj, co niegdyś było także i udziałem Polski.
Szczęśliwie dla nas, nie ma tu nic o “szantażu Wołyniem”, czyli żądaniu przeprosin jako rzekomego warunku wszystkiego z naszej strony, choć prezydent Poroszenko już w 2014 roku prosił o przebaczenie i w Sejmie, i przed Pomnikiem Ofiar Wołynia w Warszawie. Jakimś trafem temat nie był wtedy w polskich mediach przesadnie nagłośniony. W efekcie kompletnie nie zaistniał w polskiej świadomości. BTW: ciekawe dlaczego komuna nagłośniła gest Brandta z 1970 r., ukrywając za to skrzętnie, co w sumie zrozumiałe dwa lata po Marcu, przed którym to pomnikiem ukląkł….
OPINIE i DYSKUSJE o książce Ciemniejący wiek. O niszczeniu świata klasycznego przez chrześcijan
Pisała babeczka więc dziwić nie ma się czemu, iż słowa plotkarskie i emocjonalne dobrała była. Gdy pod uwagę weźmiemy, iż dzieckiem dwóch zakonników jest byłych, już wszystko układać się zacznie nam w naszej głowie życiem styranej. Tekst cały to jeden artykuł długi gazetowy w prasie lewicowej. "Wysokie Obcasy" przyjęły by go z rękoma otwartymi. Częstotliwość powtórzeń przywołuje na myśl książki składane z artykułów owych. A podobno jest to samodzielna książka pisana na podstawie notatek. Zawiodła redakcja, czy może..? Pełno tu gawędziarskiego zamieszania chronologicznego, wartościowania amatorskiego i dopowiedzeń niepotrzebnych, by wątki skleić jaśniej dla umysłów płochych. Jest to książka dla motłochu, ale i najwięcej motłoch jej potrzebuje. Napisana ażeby, nie odrywając od doczesności kieratu, bezmyślnie wciągniętą zupełnie być mogła. Przedmiot podszeptuje, że plotkara zainteresowanie wzbudzić chciała, i pewnie po części prawdą jest, iż potrzeby nakaz z wnętrzności był płynął. Nie będziemy się nad tym przebiegłem ruchem pastwić jednako. Zagadnienia poruszane tutaj na ustach wszystkich być powinny, rozbijając łby zakute, które, tak zabawnie, się w swym kołtuństwie, o tę książkę potykają rozumowo i moralnie. Ich napaści żarliwe, urazą i srogim unoszeniem się przeplatane, świętą arogancją zaprawione, zaprawdę przywołują obrazy z którymi przyjdzie nam obcować czytając.
Ocena moja ze stanowiska rozumu wychodzi. Gdyby motłochowe czułości stanowić o niej miały najwyższą ocenę były by wystawiły.
Pozdrawiam psycholi wąglikiem chrystianizmu zarażonych. Niechaj dusza wasza spokoju zazna kiedyś, którego sami siebie ochoczo tak pozbawiacie.
Pisała babeczka więc dziwić nie ma się czemu, iż słowa plotkarskie i emocjonalne dobrała była. Gdy pod uwagę weźmiemy, iż dzieckiem dwóch zakonników jest byłych, już wszystko układać się zacznie nam w naszej głowie życiem styranej. Tekst cały to jeden artykuł długi gazetowy w prasie lewicowej. "Wysokie Obcasy" przyjęły by go z rękoma otwartymi. Częstotliwość powtórzeń...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka, bez silenia się na obiektywizm, rozlicza wczesne chrześcijaństwo z destrukcyjnego wpływu na ówczesny świat, a także na świat współczesny, bo zarówno nauka, jak i kultura często opierają się na pozostałościach antyku. Książka przedstawia różne aspekty tego, jak pierwsi chrześcijanie, rosnąc w siłę, opierali swoją aktywność na niszczeniu pogańskich pozostałości, likwidowaniu niezależnej myśli i prześladowaniach. Do tego autorka przytacza wiele przykładów zakłamania chrześcijaństwa, które lubi wyolbrzymiać własne krzywdy, robić z głupoty bohaterstwo i przemilczać, jak ogromne szkody wyrządziło.
Autorka, bez silenia się na obiektywizm, rozlicza wczesne chrześcijaństwo z destrukcyjnego wpływu na ówczesny świat, a także na świat współczesny, bo zarówno nauka, jak i kultura często opierają się na pozostałościach antyku. Książka przedstawia różne aspekty tego, jak pierwsi chrześcijanie, rosnąc w siłę, opierali swoją aktywność na niszczeniu pogańskich pozostałości,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMasowe wymieranie starej kultury i próba zastąpienia jej nową.. to nie takie proste i trwało kilka stuleci. Wielka zmiana inspirowana ideologią.
Masowe wymieranie starej kultury i próba zastąpienia jej nową.. to nie takie proste i trwało kilka stuleci. Wielka zmiana inspirowana ideologią.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy w 2017 r. w Wielkiej Brytanii ukazała się ta książka, w świecie anglojęzycznym rozpętała się żywa debata. Catherine Nixey, dziennikarka z wykształceniem klasycznym, opisała proces chrystianizacji Imperium Rzymskiego jako akt kulturowej przemocy wobec dziedzictwa antycznego. Również w Polsce książka od razu przyciągnęła uwagę czytelników zainteresowanych zarówno historią, jak i kondycją pamięci kulturowej.
Recenzenci w prasie anglosaskiej – od "The Times" po blogi historyczne – chwalili żywy, błyskotliwy styl Nixey. „Bold and provocative”, pisały media, podkreślając, że autorka umiejętnie splata anegdoty, cytaty ze źródeł i opis dramatycznych scen: dewastacji świątyń, palenia zwojów, prześladowań pogańskich filozofów. Książka jest napisana tak, by czytelnik odczuł grozę tego, co mogło bezpowrotnie zniknąć. W tym sensie spełnia rolę „manifestu pamięci”: domaga się, byśmy spojrzeli w oczy kosztom triumfu chrześcijaństwa.
Jednak w tym samym czasie specjaliści akademiccy – jak Averil Cameron czy Roger Pearse – zwracali uwagę, że obraz Nixey jest jednostronny. Historia późnej starożytności to nie tylko opowieść o zniszczeniu, lecz również o ciągłości, negocjacji i twórczej adaptacji. W dziełach takich jak "The Rise of Western Christendom" Petera Browna czy "The Mediterranean World in Late Antiquity" Cameron podkreśla się, że chrześcijaństwo przejmowało wiele elementów klasycznego dziedzictwa, a transformacja Imperium była procesem rozciągniętym na stulecia, zależnym od lokalnych kontekstów politycznych i społecznych. Nawet Ramsay MacMullen, który w "Christianizing the Roman Empire" nie unika tematów przemocy wobec pogańskich kultów, przedstawia je jako jeden z wielu czynników zmiany – nie jako totalny kataklizm.
Na tym tle "Ciemniejący wiek" jawi się jako książka polemiczna, o jasno zarysowanej tezie: chrześcijaństwo świadomie i brutalnie niszczyło świat klasyczny. Taka ostrość pozwala Nixey wydobyć z zapomnienia dramaty ludzi i dzieł – od Hypatii po świątynie Afrodyty – ale zarazem prowadzi do uproszczeń. Krytycy zauważają, że autorka nie zawsze uwzględnia motywacje polityczne czy ekonomiczne, które towarzyszyły „religijnym” aktom zniszczenia. Brakuje też pełnego obrazu tego, w jaki sposób chrześcijańscy mnisi i uczeni kopiowali i komentowali antyczne teksty, ratując je przed zanikiem.
Jednym z najczęściej podnoszonych zarzutów jest to, że Nixey często używa silnie nacechowanego języka — metafor wojny, dewastacji, motywów zemsty czy fanatyzmu — co według krytyków może utrudniać zachowanie historycznej równowagi. Recenzja w "The Gospel Coalition" podaje wprost, że książka buduje narrację dobrego vs złego, a chrześcijanini są przedstawieni często jako jednoznacznie negatywna siła. Krytycy wytykają, że niektóre wydarzenia są przedstawiane bez dostatecznego kontekstu — np. okoliczności prawne, społeczne, polityczne. Zdarza się, że Nixey nie uwzględnia możliwości, że pewne zniszczenia mogły mieć inne źródła, lub że społeczności pogańskie także miały działania, które były destruktywne. Roger Pearse pisze wprost, że kilka faktów w książce jest błędnie przedstawionych lub uproszczonych.
Mary Beard, znana popularyzatorka historii starożytnej, w swoich esejach proponuje inny rodzaj krytyki pamięci: przypomina, że także „świat klasyczny” nie był idyllą, lecz kulturą pełną przemocy i nierówności. W tym kontekście książka Nixey może wydawać się zbyt nostalgiczna wobec antyku, jakby zakładała jego moralną wyższość nad chrześcijańskim średniowieczem.
Warto jednak podkreślić, że Nixey nie pisała podręcznika. "Ciemniejący wiek" to bardziej esej – zaproszenie do rozmowy o tym, jak narracje zwycięzców kształtują naszą wizję przeszłości. Jej praca ma tę zaletę, że skłania do sięgnięcia po dzieła bardziej wyważone: po Browna, Camerona, MacMullena. W zestawieniu z nimi staje się jasne, że destrukcja była realna, lecz współistniała z dialogiem kultur i procesem syntezy, który stworzył fundament średniowiecznej i późniejszej Europy.
Nie ulega wątpliwości, że "Ciemniejący wiek" to książka bardzo wartościowa jako punkt wyjścia do krytycznej refleksji nad tym, co zwykliśmy uważać za „naturalny” rozwój zachodniej cywilizacji pod wpływem chrześcijaństwa. Catherine Nixey udało się pobudzić debatę, wydobyć na światło przepisy, wydarzenia, które były często marginalizowane lub mitologizowane.
Ostateczna ocena zależy więc od oczekiwań. Jeśli szukamy wciągającej, wyrazistej narracji o ciemnych stronach triumfu chrześcijaństwa – "Ciemniejący wiek" spełnia to znakomicie. Jeśli potrzebujemy analizy akademickiej, z pełnym aparatem źródeł i wieloperspektywicznym ujęciem, lepiej sięgnąć po Browna lub Camerona. Optymalnym rozwiązaniem jest lektura równoległa: Nixey jako głos ostrzegawczy przed „wybielaniem” historii, autorzy akademiccy – jako gwarancja niuansu i kontekstu.
W sumie książkę Nixey można potraktować jako niezbędny ferment w dyskusji o późnej starożytności. Dzięki niej pytanie o to, ile utraciliśmy wraz z upadkiem kultury klasycznej, powraca do głównego nurtu debaty. A to już wartość sama w sobie. Jeśli do tego dodać pasję autorki i barwny język - to bezwzględnie warto.
Kiedy w 2017 r. w Wielkiej Brytanii ukazała się ta książka, w świecie anglojęzycznym rozpętała się żywa debata. Catherine Nixey, dziennikarka z wykształceniem klasycznym, opisała proces chrystianizacji Imperium Rzymskiego jako akt kulturowej przemocy wobec dziedzictwa antycznego. Również w Polsce książka od razu przyciągnęła uwagę czytelników zainteresowanych zarówno...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAntychrześcijaństwo gwarancją sukcesu. Nieważna prawda, ważna walka z tożsamością europejską. Jeszcze 20 lat Europa nazwała chrześcijaństwo wartością europejską. Cesarstwo rzymskie upadlo przez chrześcijan, były to czasy mlekiem i miodem płynący. Autorka celowo pomija fakt demoralizacji świata antycznego, gdzie dzieci sypiały z rodzicami, nikt nie był bezpieczny w tym państwie, gdzie władzę absolutną sprawował Cesarz, władca życia i śmierci poddanych, nierzadko chory psychicznie. Wiedza autorki na temat Rzymu jest na poziomie przygód Asterixa. Ale przynajmniej kasa się zgadza.
Antychrześcijaństwo gwarancją sukcesu. Nieważna prawda, ważna walka z tożsamością europejską. Jeszcze 20 lat Europa nazwała chrześcijaństwo wartością europejską. Cesarstwo rzymskie upadlo przez chrześcijan, były to czasy mlekiem i miodem płynący. Autorka celowo pomija fakt demoralizacji świata antycznego, gdzie dzieci sypiały z rodzicami, nikt nie był bezpieczny w tym...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to bardzo dobrze napisana książka popularnonaukowa z rodzaju tych, których brakuje, ponieważ dominują zdystansowane historie wczesnego chrześcijaństwa pisane przez wybitnych historyków, historie polityczne itp., natomiast nie ma wiele dobrych popularyzacji historii tego okresu pisanych z krytycznej perspektywy. Jak na książkę popularną jest starannie udokumentowana i widać dbałość o szczegół, wbrew temu, co twierdzi np. P. Piwowarczyk w swojej aroganckiej recenzji dla "Miesięcznika Znak", kuriozalnie nazywając ją "tendencyjną publicystyką", co zdecydowanie nie jest prawdą ("Przez historię po omacku" w nr. 4./2023). Kilka naprawdę drobnych potknięć, które można znaleźć w polskim tekście, to nie wina autorki (jak orzeka np. P. Piwowarczyk),lecz tłumacza, niezręcznego tłumaczenia (i są bez znaczenia dla laika). Polecam zerknąć na końcowe podziękowania dla wybitnych konsultantów-czytelników książki, np. prof. Stephena Emmela, prof. Dirka Rohmanna czy prof. Davida Brakke'a, specjalistów światowej klasy w zakresie tego, o czym traktuje książka (niszczenie ksiąg, radykalny monastycyzm etc.).
Autorka zapoznała się i odwołuje do najnowszych, "topowych" prac historyków zajmujących się szczegółowymi zagadnieniami, np. Michaela Gaddisa, prof. Troelsa Kristensena (Aarhus University) czy prof. Eberharda Sauera (University of Edinburgh) w kwestii agresji religijnej i masowego niszczenia posągów, świątyń, ksiąg, dzieł sztuki itp. przez chrześcijan. Czytelnicy o historycznym zapleczu mogą do nich sięgnąć i sami je przestudiować. Właściwie "Ciemniejący wiek" jest naprawdę dobrą popularyzacją specjalistycznych monografii takich jak właśnie np. "There Is No Crime for Those Who Have Christ" (2005) M. Gaddisa, które na ogół czytają tylko eksperci-historycy. Drobne potknięcia translatorskie nie zmieniają faktu, że cały przekład jest bardzo przyjemny w lekturze. Wysoka opinia, którą na końcu sformułował S. Obirek, jest jak najbardziej zasłużona.
Większość czytelników nie ma zapewne pojęcia o szczegółach antycznej historii, którą naświetla Nixey, inni są ideologicznie przekonani (również niestety przez jednostronne nauczanie historii),że chrześcijaństwo wspaniale "pielęgnowało dziedzictwo" kultury pogańskiej, pokojowo "przejęło pałeczkę" i tym podobne. Jeszcze inni, mający nawet jakieś ogólne pojęcie o temacie, nie znają stanu nowszych badań ani ciekawych epizodów, o których wspomina tu i ówdzie Nixey. Dla wielu może to być lektura co najmniej szokująca, choć przecież dla historyków starożytności to żadna nowość. I to oczywiście dobrze. Na tym polega dobra popularyzacja historii bez upiększeń i kreowania ładnych mitów. Zdecydowanie rekomenduję nie sugerować się atakami ze strony konfesyjnej, jak np. wspomnianym tekstem Piwowarczyka - trzeba pamiętać, że podtrzymywanie mitów tej stronie po prostu służy.
Jest to bardzo dobrze napisana książka popularnonaukowa z rodzaju tych, których brakuje, ponieważ dominują zdystansowane historie wczesnego chrześcijaństwa pisane przez wybitnych historyków, historie polityczne itp., natomiast nie ma wiele dobrych popularyzacji historii tego okresu pisanych z krytycznej perspektywy. Jak na książkę popularną jest starannie udokumentowana i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiektórzy mogą zarzucać Autorce stronniczość, ale myślę, że jej sposób pisania może wynikać z rozgoryczenia, jakie daje świadomość strat, poniesionych przez ludzkość w czasie niszczycielskiego tryumfu chrześcijaństwa nad wcześniejszymi kulturami.
Bo też wzięła sobie do opracowania temat nie łatwy i dość skrzętnie pomijany w tekstach, dotyczących początków chrześcijaństwa. Opisuje proces rugowania tzw. pogaństwa i dawnych wierzeń, niszczenia dawnych świątyń, posągów, ksiąg, nawracania przemocą na jedyną i słuszną wiarę. Proces, który przez zwolenników nowej religii opisywany był jako sprawiedliwy akt rozprawienia się Boga z błądzącymi, był niczym innym jak bezlitosnym i bezmyślnym niszczeniem bezcennych dzieł sztuki i zabytkowych budowli, a także tekstów, które mogły sprawić, że dokonania epoki Oświecenia ludzkość osiągnęłaby pewnie znacznie szybciej...
Niewątpliwą zaletą tej książki jest świetny styl, w jakim została napisana. Czyta się to nie jak przyciężkie naukowe opracowanie, ale jak wciągającą powieść, relację z podróży do świata starożytności. Podróży, która rozpoczyna się w świecie współczesnym, gdzie Talibowie niszczą zabytkowe posągi sprzed kilku tysięcy lat, a która kończy się na początku naszego wieku, gdy podobnych czynów w imię Boga dokonywali rosnący w siłę chrześcijanie.
Świetna książka, zdecydowanie warta przeczytania.
Niektórzy mogą zarzucać Autorce stronniczość, ale myślę, że jej sposób pisania może wynikać z rozgoryczenia, jakie daje świadomość strat, poniesionych przez ludzkość w czasie niszczycielskiego tryumfu chrześcijaństwa nad wcześniejszymi kulturami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo też wzięła sobie do opracowania temat nie łatwy i dość skrzętnie pomijany w tekstach, dotyczących początków chrześcijaństwa....
Bardzo ważna lekcja historii, a przede wszystkim obalenie mitów na temat wczesnego chrześcijaństwa, jakie pokutują do dziś. Autorka pokazuje, jak wczesne chrześcijaństwo przyczyniło się do zniszczenia sztuki, kultury i wiedzy świata antycznego. Mówimy o okresie od narodzenia Jezusa do mniej więcej V wieku n.e. Autorka zaznacza, że książka nie atakuje wiary, ale prostuje fałszywy obraz historii stworzony przez chrześcijańskich autorów.
- Popularny wizerunek pierwszych chrześcijan jako niewinnych ofiar prześladowań to bzdura
- Wcześni chrześcijanie niszczyli pogańskie świątynie, biblioteki i dzieła sztuki, uznając inne religie za demoniczne, nieprzyzwoite, nieczyste
- Wiele klasycznych tekstów zostało zniszczonych lub przepisanych z chrześcijańską treścią. Szacuje się, że przetrwało mniej niż 10% literatury antycznej.
- Przez wieki chrześcijańscy historycy przedstawiali świat przedchrześcijański jako ciemny i barbarzyński, by usprawiedliwić swoją “cywilizacyjną misję”. Tak naprawdę to oni byli "barbarzyńcami"- stosowali przemoc, mordowali intelektualistów ( np. Hypatia),karali śmiercią za praktyki pogańskie, grabili świątynie pogańskie by się wzbogacić
- represyjny stosunek chrześcijaństwa do seksualności, ciała i przyjemności przyczynił się do obrazu kobiety jako źródła zła i nieczystości
Moja refleksja- gdzie bylibyśmy dziś, gdyby nie "ciemne wieki", które nastąpiły po objęciu przez chrześcijaństwo totalnej władzy? Myślę o matematyce, astronomii, medycynie, inżynierii, i ogólnie rozwoju cywilizacji.
Lista tekstów źródłowych na końcu książki zajmuje 80 stron. Imponujący risercz:)
Książkę oczywiście polecam.
Bardzo ważna lekcja historii, a przede wszystkim obalenie mitów na temat wczesnego chrześcijaństwa, jakie pokutują do dziś. Autorka pokazuje, jak wczesne chrześcijaństwo przyczyniło się do zniszczenia sztuki, kultury i wiedzy świata antycznego. Mówimy o okresie od narodzenia Jezusa do mniej więcej V wieku n.e. Autorka zaznacza, że książka nie atakuje wiary, ale prostuje...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ważna książka. Pozwolę sobie zacytować autorkę:
"Utraciliśmy coś więcej. O tej stracie pamięta się jeszcze rzadziej niż o pozostałych, ale pod pewnymi względami jest ona równie ważna. Zblakła pamięć o tym, że istniał opór wobec chrześcijaństwa. Idea, że filozofia walczyła wszystkimi dostępnymi jej środkami z nową wiarą, była - i jest - nieobecna w świadomości Europejczyków. Zatarła się pamięć o tym, że wiele osób odczuwało niepokój z powodu rozprzestrzeniania się gwałtownej, nietolerancyjnej religii. Idea, że widok palonych i burzonych świątyń nie wszystkich napawał radością, lecz wywoływał również obrzydzenie, stała się obca. Zapomniano o tym, że intelektualistów bulwersowały stosy palonych książek.
Chrześcijaństwo opowiadało kolejnym pokoleniom, że jego zwycięstwo nad dawnym światem wywołało powszechną radość, i w tę opowieść wierzono".
Książka, po której lekturze zastanawiam się, w jaki dokładnie sposób wprowadzono na ziemiach słowiańskich chrześcijaństwo i kim byliśmy wcześniej.
Bardzo ważna książka. Pozwolę sobie zacytować autorkę:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Utraciliśmy coś więcej. O tej stracie pamięta się jeszcze rzadziej niż o pozostałych, ale pod pewnymi względami jest ona równie ważna. Zblakła pamięć o tym, że istniał opór wobec chrześcijaństwa. Idea, że filozofia walczyła wszystkimi dostępnymi jej środkami z nową wiarą, była - i jest - nieobecna w świadomości...
Za Stanisławem Obirkiem, który napisał posłowie, powiem, że dla wielu ta lektura będzie prawdziwym szokiem, ale powinien to być szok oczyszczający. Że ta książka to manifest. Że wszyscy wiedzą, jak wiele chrześcijaństwo zrobiło, aby przechować skarby starożytności, ale nie wiedzą jak wiele zniszczyło...
Czytajcie i myślcie samodzielnie... - tylko to przychodzi mi do głowy od siebie. Po tej lekturze ja zastanawiam się, co by było gdyby...
Za Stanisławem Obirkiem, który napisał posłowie, powiem, że dla wielu ta lektura będzie prawdziwym szokiem, ale powinien to być szok oczyszczający. Że ta książka to manifest. Że wszyscy wiedzą, jak wiele chrześcijaństwo zrobiło, aby przechować skarby starożytności, ale nie wiedzą jak wiele zniszczyło...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytajcie i myślcie samodzielnie... - tylko to przychodzi mi do głowy...