Jak przeżyć w starożytnym Egipcie

Okładka książki Jak przeżyć w starożytnym Egipcie autora Charlotte Booth, 9788366981768
Okładka książki Jak przeżyć w starożytnym Egipcie
Charlotte Booth Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie Seria: Seria starożytna Wydawnictwa Poznańskiego historia
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Seria starożytna Wydawnictwa Poznańskiego
Tytuł oryginału:
How to survive in ancient Egypt
Data wydania:
2022-05-18
Data 1. wyd. pol.:
2022-05-18
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366981768
Tłumacz:
Maciej Miłkowski
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jak przeżyć w starożytnym Egipcie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Jak przeżyć w starożytnym Egipcie i



Przeczytane 2913 Opinie 610 Oficjalne recenzje 195

Opinia społeczności książki Jak przeżyć w starożytnym Egipciei



Książki 4942 Opinie 1559

Oceny książki Jak przeżyć w starożytnym Egipcie

Średnia ocen
6,4 / 10
213 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Jak przeżyć w starożytnym Egipcie

avatar
17
16

Na półkach:

Ciekawa, lekka pozycja.

Ciekawa, lekka pozycja.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2332
657

Na półkach: , ,

Dosyć ciekawa pozycja opowiadająca o codziennym życiu za czasów Amenhotepa III w Tebach. Uwagę zwraca odmienny sposób podejścia do tematu i jego przedstawienia czytelnikowi. Czy słuszny? Mnie nie do końca przekonał. Abstrahując od tego książka zawiera sporo ciekawostek dla zainteresowanych tematem.

Dosyć ciekawa pozycja opowiadająca o codziennym życiu za czasów Amenhotepa III w Tebach. Uwagę zwraca odmienny sposób podejścia do tematu i jego przedstawienia czytelnikowi. Czy słuszny? Mnie nie do końca przekonał. Abstrahując od tego książka zawiera sporo ciekawostek dla zainteresowanych tematem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
745
93

Na półkach: , , ,

W miarę dobra książka. Nieco przybliża realia życia codziennego Egipcjan z perspektywy cudzoziemca. Na plus, iż to chodzi o zwykłe życie zwykłych ludzi, a nie rozgrywki polityczne i wojny faraonów. Na minus dużo rzeczy szybko wypada z pamięci....

W miarę dobra książka. Nieco przybliża realia życia codziennego Egipcjan z perspektywy cudzoziemca. Na plus, iż to chodzi o zwykłe życie zwykłych ludzi, a nie rozgrywki polityczne i wojny faraonów. Na minus dużo rzeczy szybko wypada z pamięci....

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

581 użytkowników ma tytuł Jak przeżyć w starożytnym Egipcie na półkach głównych
  • 331
  • 241
  • 9
120 użytkowników ma tytuł Jak przeżyć w starożytnym Egipcie na półkach dodatkowych
  • 58
  • 18
  • 14
  • 10
  • 9
  • 6
  • 5

Czytelnicy tej książki przeczytali również

7736 km. Pomiędzy Koreą Południową a Polską Mijin Mok
7736 km. Pomiędzy Koreą Południową a Polską
Mijin Mok
Muszę szczerze przyznać, że to książka, której okładka trochę mnie odstraszała. Nie dla tego, że jest nieładna, ale bałam się, że to co znajdę w środku będzie… sama nie wiem infantylne, „tiktokowe”? Chwała jednak recenzjom bo to one ostatecznie przekonały mnie do tego tytułu. Pierwsze i najważniejsze dla mnie było to, że książkę napisała rodowita Koreanka, mieszkająca już parę lat w Polsce, z polskim mężem u boku – to nadało wiarygodność całości. Znajdziemy tu naprawdę ogrom informacji z dobrym podziałem tematycznym, podane w płynny i przystępny sposób. Czytało się to po prostu dobrze i z zainteresowaniem. Autorka pisze szczerze o Korei Południowej – tam gdzie trzeba wprowadza lekką krytykę, gdzie indziej podkreśla pozytywnie wyróżniające się aspekty. Bardzo fajnym zabiegiem są porównania między Polską a Koreą – wskazania zarówno różnic jak i podobieństw. Przyjemnie poznawało się również wrażenia Koreanki na to z czym spotykała się w naszym kraju. Bardzo możliwe, że osobom mocno siedzącym w temacie może wydać się to książka pobieżna, która porusza wiele tematów, a za mało się w nie wgłębia. Jednak dla mnie, jako osoby, która do tej pory praktycznie nic nie wiedziała o tym kraju, było tu wszystko to co na początek chciałabym wiedzieć i na tyle, by rozbudzić mój apetyt na więcej, sprawić, że Korea zaczęła naprawdę mnie interesować. Trzeba też dodać, że w środku znajdziemy bardzo ładne ilustracje idealnie oddające klimat oraz prywatne zdjęcia autorki. Polecam książkę wszystkim rozpoczynającym przygodę z krajem k-popu, kimchi i, jak sama autorka pisze, wielu kontrastów.
Pajaczek_borderline - awatar Pajaczek_borderline
ocenił na81 miesiąc temu
Dżuma. Czarna śmierć John Kelly
Dżuma. Czarna śmierć
John Kelly
Dżuma, która przetoczyła się przez Europę w XIV wieku jest drugim po II wojnie światowej kataklizmem, który dotknął ludzkość. John Kelly w tej fascynującej książce opisuje w jaki sposób choroba ta rozprzestrzeniła się na cały kontynent i jakie były tego skutki. Poza tym, że jest to książka tej strasznej pandemii, to jest to też opowieść o późnym średniowieczu - autor opisuje jak żyli wtedy ludzie (co jest nieodzowne, by zrozumieć czemu choroba była tak zaraźliwa),naświetla sytuację gospodarczą i polityczną, jak i obyczajowość. Nie bardzo rozumiem zarzutów, że w tej książce jest “za mało o dżumie” (że już nie wspomnę o “powtórzeniach”) - Kelly wytłumaczył zarówno genezę choroby, czynniki zakażenia, symptomy, jak i cały jej “marsz” przez Europę. Odniósł się na koniec też do teorii negujących dżumę, jako tę chorobę, która spowodowała tę pandemię. Nie wiem, co jeszcze można było napisać - ewentualnie trochę więcej miejsca można było poświęcić sposobom, na jakie ludzie usiłowali sobie radzić z pandemią, w tym o pierwszych kwarantannach, bo tego tu jest niewiele. Nie da się przecież napisać takiej książki bez nakreślenia tła zdarzeń, gdyż wszystko to się ze sobą wiąże. I trzeba pamiętać, że to wszystko opiera się na wątłych źródłach, sprzed 700 lat, przez które Kelly się przekopał. Faktycznie, może autor zbyt rozwodzi się nad pogromami Żydów, ale trzeba mieć świadomość, że to właśnie średniowieczna pandemia dżumy zrodziła różne spiskowe teorie na temat Żydów (skutkujące potem właśnie pogromami),które de facto funkcjonują do dziś. Dla mnie ta książka była pasjonującym spotkaniem z dawnymi wiekami - tak ciekawej książki historycznej dawno nie miałam w rękach (a konkurencja jest spora) - czytało mi się ją jak kryminał. Narracja Kelly’ego jest żywa, dramatyczna, są nawet momenty humorystyczne. Czytając, wyobrażamy sobie cuchnące średniowieczne miasta oraz konkretnych ludzi, jacy pojawiają się na kartach tej książki. O samej dżumie autor pisze tak, jakby to była osoba, a nie jakaś bakteria. Szkoda, że do tekstu wkradły się dość banalne błędy, jak wzmianka o lampie naftowej w XIV wieku, czy traktowanie Polski jako “peryferiów” Europy. Co do św. Augustyna, to autor nie twierdzi bynajmniej, że żył on w XIV wieku, co wynika z kontekstu, tylko wkradł się tu jakiś chochlik (zamiast wiek IV - XIV).
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na84 miesiące temu
Hieroglify egipskie. Mowa bogów Andrzej Ćwiek
Hieroglify egipskie. Mowa bogów
Andrzej Ćwiek
"Cywilizacja egipska ma charakter unikatowy". Jedną z jej cech najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych od razu są hieroglify. Ta książka wprowadza czytelnika w świat cywilizacji egipskiej i tytułowych hieroglifów. I robi to świetnie. Książka podzielona została na siedem numerowanych części i wieńczącą dzieło "Rekomendowaną literaturę". Część pierwsza (krótka, wstępna, trzystronicowa) ma tytuł "Hieroglify dla każdego?". Kolejne części mają następujące tytuły: "Cywilizacja starożytnego Egiptu" (z tej części pochodzi pierwsze zdanie tej opinii),"Pismo", "Krótki kurs hieroglifów", "Mały tezaurus hieroglificzny", "Przewodnik. Od Kairu do Abu Simbel, od najprostszych zapisów do kryptogramu", "Zakończenie" (krótkie, niczym część pierwsza także trzystronicowe). Książkę kończy "Rekomendowana literatura", która została podzielona na następujące kategorie: "Opracowania ogólne", "Historia badań", "Odczytywanie hieroglifów", "Język i pismo", "Podręczniki i słowniki", "Podstawowe prace o piśmie", "Tłumaczenia tekstów egipskich", "Zdecydowanie odradzane" oraz "Internet" (z adresami ciekawych stron internetowych). W książce znajduje się mnóstwo ciekawych, rozmaitych ilustracji, które są znakomicie dobrane i współgrają z tekstem. Pasjonująca książka, która prawie nie ma wad i od której czasem trudno mi było się oderwać. Poszerzyła moją wiedzę. Bardzo, bardzo interesująca.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na98 miesięcy temu
Ghostland. Ameryka i jej nawiedzone miejsca Colin Dickey
Ghostland. Ameryka i jej nawiedzone miejsca
Colin Dickey
To nie jest przewodnik po nawiedzonych miejscach Ameryki, lecz rzetelny i fascynujący reportaż o niesamowitym zjawisku, jakim jest przeogromna wiara Amerykanów w zjawiska nadprzyrodzone. W Stanach Zjednoczonych niemal co drugi dom uznawany jest za nawiedzony – niezależnie od tego, czy stoi od stuleci, czy został wybudowany całkiem niedawno. Nie wspominając o historycznych szpitalach, więzieniach, cmentarzach, itp. Dickey nie oprowadza nas jednak od jednej „strasznej” lokalizacji do drugiej. Każdy rozdział poświęca innemu zjawisku: paradoksowi tragedii w Salem, wydarzeniu, które powinno być wyrzutem sumienia, a stało się atrakcją turystyczną; wymazywaniu niewygodnej historii na przykładzie Diabelskiego Pół Akra w Richmond, gdzie duchy niewolników zdają się być pominięte, a widuje się jedynie zjawy białych; tworzeniu „nawiedzonych domów” i przeobrażaniu ich dawnych mieszkańców w postacie groteskowe na potrzeby współczesnego biznesu rozrywkowego; czy procesom, w których rodzą się i utrwalają miejskie legendy. Przy okazji powstaje barwny obraz historii wielu niezwykłych miejsc: XIX-wiecznych szpitali psychiatrycznych, przykościelnych cmentarzy, Nowego Orleanu, Detroit czy ponad dwustuletnich więzień. To kawał solidnej reporterskiej pracy – aż szkoda, że książka nie ukazała się w serii amerykańskiej wydawnictwa Czarne. Autor nie wierzy w duchy, ale też nie obnosi się z tą niewiarą, nie deprecjonuje, nie krytykuje. Zamiast tego analizuje fenomen, jego źródła i konsekwencje.
Ania Urbańska - awatar Ania Urbańska
oceniła na87 miesięcy temu
Najgłębsze Południe. Opowieści z Natchez, Missisipi Richard Grant
Najgłębsze Południe. Opowieści z Natchez, Missisipi
Richard Grant
Miasteczko Natchez w stanie Missisipi udowadnia, że w Stanach Zjednoczonych można sprzedać dosłownie wszystko. Wliczając w to także dawno minioną świetność. Wystarczy tylko odpowiednia porcja marketingu, aby wykreować atrakcję turystyczną, która przyciągnie rzesze zwiedzających, gotowych zostawić swoje ciężko wypracowane dolary, by choć na chwilę przenieść się do „starych, dobrych czasów”, gdy dzieci radośnie tańczyły wokół słupa majowego, eleganccy mężczyźni paradowali w konfederackich mundurach, a kobiety w bajkowych krynolinach dbały o wystawne posiadłości elit Głębokiego Południa. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden, malutki szkopuł, który burzy ten sielankowy i idealistyczny obraz - otóż nieopodal centrum Natchez, na rozwidleniu dróg (Forks of the Road) Waszyngtona i Wolności (czyżby okrutny rechot historii?),przez dziesięciolecia funkcjonował drugi co do wielkości w Stanach Zjednoczonych (tuż po Nowym Orleanie) targ czarnoskórych niewolników. Ten mało chwalebny fakt z historii Natchez rodzi jednak pytanie, czy z tego powodu powinno się zrezygnować z „kultywowania wspólnego dziedzictwa” i „radosnego odtwarzania przeszłości”? Brytyjski dziennikarz, Richard Grant, zaprasza nas do prawdopodobnie jedynego takiego miasta w USA, w którym przeszłość stanowi fundament teraźniejszego funkcjonowania lokalnej społeczności, ciągle na nowo próbującej pogodzić sprzedaż mirażu dawnego blasku secesyjnego Południa z mroczną stroną własnej historii. W szczytowym okresie swojego rozwoju w Natchez zamieszkiwało wielu z najbogatszych Amerykanów. Źródłem owego bogactwa był wspomniany już handel niewolnikami oraz zyski czerpane z ich przymusowej pracy przy uprawie bawełny i cukru. Handlarze i wielcy plantatorzy nie szczędzili centa, aby ukazać własną zamożność i powodzenie. Efektem były powstające nad Missisipi, niczym przysłowiowe grzyby po deszczu, neoklasycystyczne rezydencje w stylu Antebellum (dodajnym, że co bardziej ekstrawaganccy właściciele niewolników w tym samym stylu budowali pomieszczenia dla swojego „żywego inwentarza”, których zewnętrzny przepych dramatycznie kontrastował z nędznym wyposażeniem wnętrza - koniec końców nie chodziło przecież o wygodę niewolników, ale o to, aby ulać trochę żółci rywalom i zaimponować sąsiadom). Tak właśnie narodziła się legenda „złotego wieku” Natchez, ale wszystko co dobre, musi kiedyś przeminąć (najlepiej z wiatrem). Zniesienie niewolnictwa po wojnie secesyjnej, a następnie Wielki Kryzys lat 30. XX wieku, zmusiły wielu właścicieli owych okazałych posiadłości do ich sprzedaży lub znalezienia innych źródeł ich utrzymania. Właśnie wtedy do akcji wkroczyły dostojne matrony z Natchez, które postanowiły uchylić drzwi swoich okazałych rezydencji dla przyjezdnych, gotowych zapłacić za oprowadzenie po wypełnionymi po brzegi antykami pokojach przy akompaniamencie lokalnych opowiastek. W swoim reportażu Richard Grant wciela się właśnie w takiego podglądacza nie tylko cudzych domów, ale także zbiorowych wyobrażeń o tym, kim byliśmy kiedyś, oraz kim jesteśmy dzisiaj. A w Natchez wyobrażenia te są skrajnie sprzeczne, gdy z jednej strony mamy potomków tych, którzy w łańcuchy zakuwali, a z drugiej - tych, których przodków zakuwano. Zatem dla jednych te wspaniałe posiadłości są namacalnym dowodem dawnej świetności, dla innych natomiast wręcz przeciwnie - to wstydliwy symbol wyzysku i upodlenia. Czy da się pogodzić te dwa całkowicie przeciwstawne poglądy? Grant próbuje to sprawdzić bezpośrednio na miejscu, gdzie nie tylko nawiązuje kontakty z lokalnymi elitami, co dla białego dziennikarza z brytyjskim akcentem nie jest rzeczą specjalnie trudną, ale także z przedstawicielami czarnoskórej populacji, którzy walczyli - i może nadal walczą - o równe prawa i równe obowiązki. Bo Natchez to miasto odrobinę schizofreniczne, w którym wciąż jest pielęgnowany blichtr starego Południa, przez co bardzo niechętnie dopuszcza się tu jakiekolwiek nowinki związane z niewolnictwem. Wszak to złe dla interesów. Ale jednocześnie miastem zarządza czarnoskóry burmistrz, większość radnych również jest czarnoskóra, a tutejsza społeczność zaskakuje tolerancją wobec odmienności, o czym wielokrotnie - i chyba z lekką przesadą - przypomina Grant na przykładzie lokalnych gejów. Reportaż napisany jest w dość lekkim stylu, ale nie zmienia to faktu, że dotyka bardzo poważnych kwestii równości i sprawiedliwości społecznej we wciąż straszliwie podzielonym społeczeństwie amerykańskim. W Natchez przejawia się to w tym, że potomkowie owych matron z lat 30. ubiegłego stulecia nadal sprzedają turystom własną wizję historii nie tylko samego miasteczka, ale także całego Południa Stanów Zjednoczonych. Bo turystyczne Natchez to nie tylko szereg imponujących posiadłości otwartych dla zwiedzających, ale także coroczne tableaux (z francuskiego „tableau vivant”, co oznacza „żywy obraz”). Są to inscenizowane przedstawienia, w których lokalne elity prezentują własną wizję przeszłości miasta - od momentu jego założenia aż do współczesności. Jeśli dobrze poszukamy na YouTube, można znaleźć tam film prezentujący tableaux z roku 2012 (osiem lat przed wydaniem reportażu),w którym doskonale widać, jak skrajnie jednostronna jest tu narracja o historii Natchez, które przecież swoje bogactwo zyskało dzięki istnieniu niewolnictwa. Tymczasem owa inscenizacja wspomina o wszystkim, nawet o indiańskich tubylcach, niegdyś zamieszkujących ten obszar, tylko nie o losie czarnoskórych niewolników, którzy byli sprzedawani na tutejszym rynku, a następnie w pocie czoła pracowali dla swoich białych panów. Grant dostrzega zatem ogromną dysproporcję między faktyczną przeszłością miasta, a wizją, jaką na potrzeby turystycznego biznesu wytworzyły kółka ogrodowe lokalnej śmietanki towarzyskiej. Właśnie na przykładzie tableaux ukazuje on, jak ciężko pogodzić prawdę historyczną z biznesem historycznym, bo przecież biali turyści z innych stanów nie po to przybywają do Natchez, aby słuchać o niewolnictwie i dyskryminacji Afroamerykanów, ale po to, aby przyjemnie i pożytecznie spędzić czas. Po co zatem o tym mówić i po co do tego wracać, skoro tak piękne wille i rodowe siedziby czekają na zwiedzających, aby ukazać im chwałę dawnego Południa? Właśnie takie jest Natchez - ekscentryczne, zakłamane i pełne sprzeczności. I prawdopodobnie taka jest jakaś część Ameryki jako takiej, a w szczególności stany, które aktualnie stanowią bastiony ruchu MAGA. Jeśli ktoś poszukuje praźródeł sukcesów aktualnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, z jego całą bezsensowną paplaniną o bezwarunkowej wspaniałości i wielkości Ameryki, to znajdzie je właśnie w miasteczkach takich jak to, gdzie trudna do zaakceptowania prawda wciąż ustępuje miejsca wyidealizowanej wizji własnej wspaniałej przeszłości. Warto także wspomnieć, że uzupełnieniem reporterskiej opowieści o współczesnym Natchez jest zaprezentowana przez Granta autentyczna i niesamowita historia księcia Fulanów - Abd al-Rahmana Ibrahima. Pojmany w niewolę w Afryce młody arystokrata zostaje sprzedany na statek niewolniczy, na którego pokładzie (a dokładniej - pod pokładem) przybywa do Nowego Orleanu, a stamtąd do Natchez. Tu afrykańskiego księcia nabywa lokalny farmer, który na jego sumiennej pracy i autorytecie roztaczanym wśród innych niewolników zbija niemałą fortunę. Przypadkowo rozpoznany przez znanego mu jeszcze z Afryki białego człowieka, Ibrahim stacza dramatyczną walkę o wolność własną oraz swoich dzieci, a jego sprawa ociera się o najwyższych polityków w ówczesnych Stanach Zjednoczonych. Ta fascynująca historia najsławniejszego niewolnika z Natchez dowodzi prawdziwości starego porzekadła, że życie kreśli czasami najlepsze scenariusze. Ale dla Granata to nie tylko ciekawa opowieść o pewnym wyjątkowym wypadku z przeszłości, ale także sposób na ukazanie realiów epoki niewolnictwa, które z takim trudem przebijają się do współczesnej świadomości mieszkańców miasta. A zatem podsumowując: „Najgłębsze Południe. Opowieści z Natchez, Missisipi” to ciekawy, choć typowo amerykański reportaż, w której raczej ślizgamy się po faktach i zjawiskach niż rzeczywiście się w nie zagłębiamy. W przypadku książki Grant czuć aż za bardzo, że była to rzecz, która powinna się dobrze sprzedać, co oznaczało, że nie należało zrazić do siebie żadnej ze stron toczącego się sporu. Właśnie z tego powodu lokalne dziwactwa i snobizm elity Natchez oraz różnego rodzaju mądrości generowane po kilku drinkach zajmują równie wiele miejsca, co relacje Afroamerykanów z ich dramatycznej walki o własne prawa. Ale mimo wszystko czytało się to dobrze, szczególnie te poważniejsze tematycznie fragmenty dostarczają sporo ciekawych informacji odnośnie przeszłości i teraźniejszości Głębokiego Południa Stanów Zjednoczonych, choć daleko tu do wyczerpania tematu. Jeśli jedna ma ktoś okazję, można sięgnąć, bo Natchez to rzeczywiście przedziwne miejsce, warte literackiego poznania.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na62 miesiące temu
Niedźwiedzia przysługa Matthew Hongoltz-Hetling
Niedźwiedzia przysługa
Matthew Hongoltz-Hetling
Sceneria niewielkiego miasteczka Grafton w stanie New Hampshire, otoczonego gęstymi lasami i surową naturą, stała się areną jednego z najbardziej zdumiewających przedsięwzięć w historii USA. Matthew Hongoltz-Hetling w swojej książce opisuje kontrowersyjny eksperyment społeczny – „Free Town Project”. Grupa libertariańskich idealistów postanowiła stworzyć tam utopijne miejsce, całkowicie wolne od „opresyjnego” państwa. W ich wizji raj oznaczał brak podatków, regulacji budowlanych, a nawet straży pożarnej. Jednak to, co na papierze brzmiało jak manifest absolutnej wolności, w rzeczywistości szybko wymknęło się z rąk, zamieniając miasteczko w poligon doświadczalny dla skrajnych idei. Moja ocena to 6,5/10. Choć temat jest fascynujący, momentami reportaż grzęźnie w nadmiarze dygresji. Niemniej, autor rzetelnie punktuje absurdy współczesności. Najbardziej jaskrawym przykładem klęski utopii okazali się… sąsiedzi z lasu. Brak wywozu śmieci (bo to usługa publiczna) i ignorowanie zasad bezpieczeństwa sprawiły, że Grafton stało się stołówką dla czarnych niedźwiedzi. Zwierzęta przestały bać się ludzi, co doprowadziło do bezprecedensowej fali ataków. Hongoltz-Hetling z sarkastycznym zacięciem pokazuje, że gdy znika wspólna odpowiedzialność, natura błyskawicznie wypełnia tę próżnię w najbardziej brutalny sposób. Książka to przestroga przed konsekwencjami skrajnych idei. Profesjonalizm autora objawia się w ukazywaniu, jak odmowa płacenia za podstawową infrastrukturę prowadzi do degradacji życia społecznego. Fachowość reportażu uderza w punkt: wolność bez odpowiedzialności to jedynie zaproszenie dla chaosu. Choć narracja bywa chaotyczna, „Niedźwiedzia przysługa” pozostaje trafną diagnozą ludzkiej pychy. Fachowo udokumentowana historia o tym, jak walka o brak podatków zakończyła się kapitulacją przed niedźwiedziami, jest jednocześnie tragiczna i komiczna. To lektura rzetelna, która pokazuje, że żadna utopia nie przetrwa starcia z rzeczywistością i brakiem wyobraźni jej twórców.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Historia, której nie było Agnieszka Jankowiak-Maik
Historia, której nie było
Agnieszka Jankowiak-Maik
Agnieszka Jankowiak-Maik, znana szerzej jako Babka od Histy, od lat udowadnia, że o przeszłości można mówić z pasją, bez podręcznikowej nudy i z silnym nastawieniem na krytyczne myślenie. Jej książka „Historia, której nie było” to ambitna próba odczarowania narodowych mitów i oddania głosu tym, którzy w oficjalnym nurcie dziejów zostali zmarginalizowani. Moja ocena to 6/10 – to pozycja niezwykle ważna społecznie i edukacyjnie, choć jako dzieło literackie pozostawia pewien niedosyt. Książka nie jest klasyczną opowieścią fabularną, lecz zbiorem esejów i reportaży historycznych, które rzucają światło na „białe plamy” w naszej świadomości. Autorka skupia się przede wszystkim na herstorii, czyli historii kobiet, które mimo ogromnych zasług, zostały wypchnięte poza margines kronik pisanych przez mężczyzn. Poznajemy losy buntowniczek, naukowczyń i działaczek, których nazwiska rzadko pojawiają się w testach ósmoklasisty. Jankowiak-Maik analizuje również mechanizmy tworzenia mitów narodowych. Pokazuje, jak konkretne wydarzenia były retuszowane, by pasowały do aktualnej narracji politycznej czy ideologicznej. Autorka prowadzi nas przez wieki – od średniowiecza po czasy współczesne – zachęcając do zadawania pytania: „Dlaczego o tym nie usłyszałem w szkole?”. Mocne strony: Edukacja przez empatię Demokratyzacja historii: To najsilniejszy punkt książki. Autorka skutecznie „uczłowiecza” postacie historyczne, zdejmując je z pomników i pokazując ich lęki, motywacje oraz realne problemy. Przystępny język: Jankowiak-Maik pisze tak, jak uczy – dynamicznie, zrozumiale i z ogromnym szacunkiem do czytelnika, który nie musi być profesorem historii, by czerpać z lektury satysfakcję. Krytyczne podejście: Książka uczy weryfikowania źródeł i nieprzyjmowania „prawd objawionych” za pewnik, co w dobie dezinformacji jest umiejętnością bezcenną. Ocena „powyżej średniej” wynika z pewnego rozmycia formy. Choć treść jest fascynująca, momentami odnosi się wrażenie, że czytamy bardzo dobry, rozbudowany zbiór postów z mediów społecznościowych lub artykułów popularnonaukowych. Brakuje tu głębszej, spajającej wszystko klamry literackiej, która nadałaby całości bardziej monograficzny charakter. Dla osób głęboko siedzących w tematyce historycznej, niektóre wątki mogą wydać się potraktowane zbyt skrótowo, niemal publicystycznie. Podsumowując, „Historia, której nie było” to idealna propozycja dla młodzieży i osób, które chcą odświeżyć swoje spojrzenie na dzieje Polski. To ważny manifest dydaktyczny, który naprawia błędy systemu edukacji. Sześć punktów to uznanie dla misji autorki i jej pasji, nawet jeśli sama forma publikacji mogłaby być nieco bardziej pogłębiona. To lektura, która otwiera oczy i skłania do dyskusji przy rodzinnym stole.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 dni temu

Cytaty z książki Jak przeżyć w starożytnym Egipcie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jak przeżyć w starożytnym Egipcie


Ciekawostki historyczne