rozwińzwiń

Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10

Okładka książki Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10 autorstwa Nagabe
Okładka książki Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10 autorstwa Nagabe
Nagabe Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Dziewczynka w Krainie Przeklętych (tom 10) Seria: Exclusive komiksy
172 str. 2 godz. 52 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Dziewczynka w Krainie Przeklętych (tom 10)
Seria:
Exclusive
Tytuł oryginału:
とつくにの少女 Siúil, a Rún (Totsukuni no Shoujo: Siúil, a Rún)
Data wydania:
2022-02-21
Data 1. wyd. pol.:
2022-02-21
Liczba stron:
172
Czas czytania
2 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380018617
Tłumacz:
Dominika Bieńkowska
Udręczony król Krainy Błogosławionych dociera do zakazanych ksiąg i traci wiarę w dobroć Białego Boga. Dlatego decyduje się wypuścić Sivę, którą wcześniej uważał za jedyny ratunek dla swoich poddanych. Dziewczynka wraca do Mistrza, mając nadzieję, że ten wciąż jest sobą. Jednak w jej opiekunie zaszła już ogromna przemiana. Zrozpaczona Siva jest gotowa podzielić jego los...
Średnia ocen
7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10

Średnia ocen
7,6 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10

avatar
1680
381

Na półkach: ,

7,5

7,5

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5200
3046

Na półkach: , , ,

Troszkę szoku doznałam.

Troszkę szoku doznałam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
630
590

Na półkach: ,

W tym tomie poznajemy historię Mistrza i dawną historię Sivy. Został ostatni tom!

W tym tomie poznajemy historię Mistrza i dawną historię Sivy. Został ostatni tom!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

103 użytkowników ma tytuł Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10 na półkach głównych
  • 66
  • 37
43 użytkowników ma tytuł Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10 na półkach dodatkowych
  • 17
  • 10
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mieruko-chan. Dziewczyna, która widzi więcej #5 Tomoki Izumi
Mieruko-chan. Dziewczyna, która widzi więcej #5
Tomoki Izumi
5 tom rozpoczyna się w tym samym momencie co skończył 4 i widzimy Roma i Mitsue i wróżka chcę wiedzieć po co tu przyszedł i pyta czy to On wysłał Jej zdjęcie Miko i Hany i okazuję się , że tak i wychodzi na jaw , że mężczyzna jest Jej dawnym uczniem , a kobieta nazywa go zwykłym tandeciarzem i okazuję się , że i On widzi zjawy i mówi , że mają wspólny cel i pyta Mitsue kiedy ma zamiar zabrać Miko i Hanę w góry , a ta odpowiada , że nie ma zamiaru Je w to mieszać i Rom po chwili odchodzi , a następnie przechodzimy do Miko i Hany , które mają zajęcia z gotowania i Miko widzi przerażającego stwora , który również gotuję jakiegoś małego potworka , a potem znika. Następnie mamy Hanę , która wraca do domu i nagle widzi jakiegoś chłopaka , który stoi na moście i patrzy w wodę i łapię go wierząc , że ten chcę się zabić , ale On mówi , że to nie tak i , że Jego talizman spadł do wody i Hana zostawia mu swoje rzeczy i wchodzi do wody i wtedy zjawia się Rom i mówi chłopakowi by nie zwracał na Niego uwagi i zaczyna coś kombinować przy plecaku Hany , a sama Hana odnajduję talizman i , gdy ma już wyjść nagle coś się dzieję z wodą i okazuję się , że w wodzie jest jakiś demon , a sama Hana nie może się ruszyć. I chłopak biegnie jej pomóc i wyciąga ku Niej bagietkę by się złapała , a jak Hana Ją gryzie to od razu odzyskuję siły i wychodzi z wody , a chłopak wraca po Jej rzeczy i mówi Romowi , że ten wcale nie pomógł , a mężczyzna odpowiada , że Jego pomoc była zbyteczna i nagle daję chłopakowi list , który zgubił chłopak i okazuję się , że to list samobójczy i teraz Rom pyta czy chłopak chcę się poddać i widzimy , że obok chłopaka jest jakaś zjawa , a także widzimy sceny z Jego życia i okazuję się , że miał mamę , a także znęcali się nad nim w szkolę i teraz chłopak odpowiada , że nie podda się i wraca do Hany , która daję mu numer telefonu mówiąc , że jak coś będzie nie tak to może zadzwonić i później widzimy jak chłopak dzwoni i okazuję się , że to numer piekarni. Następnie widzimy Julię i Miko , które jedzą posiłek w szkolę i rozmawiają o tym , że Hana zachorowała i nagle Miko dostaję wiadomość od Hany , a konkretnie Jej zdjęcie i widać , że Hana okropnie wygląda i Miko przeczuwając , że chodzi o duchy i Jej aurę mówi Julii , że muszą iść do Hany i po chwili są u dziewczyny i Miko wyczuwa , że coś jest nie tak i widzi również okropne zjawy u Hany i chcąc Jej pomóc karmi Ją , a Julia stara się Jej pomagać mówiąc kiedy aura Hany jest słabsza , a kiedy lepsza i nagle zjawią się duchy ze świątyni i wskazują na Hanę i Miko jest przerażona , ale właśnie wtedy przychodzi dostawa jedzenia i duchy wściekłe odchodzą , a aura Hany znów jest dobra , bo zjadła zamówione jedzenie , a po chwili Miko i Julia wychodzą i Miko myśli o tym , że duchy ze świątyni chcą Hanę i dociera do Niej , że znów musi się spotkać z Mitsue , a Julia nagle Ją przeprasza , że nie mogła bardziej pomóc , ale Miko mówi , że bardzo Jej pomogła i , gdyby nie Ona byłoby gorzej i Julia jest szczęśliwa , a potem siedzi w domu i myśli o słowach Miko i mimo , że te Ją uszczęśliwiły to wie , że musi się jeszcze bardziej postarać by być jak Miko i Hana i okazuję się , że jutro odbędzie się występ Roma i Julia ma zamiar tam iść. I następnie widzimy ją na występie i bohaterka bardzo szybko wyczuwa , że Rom jest zwykłym oszustem i już ma odejść , ale nagle Jej sznur modlitewny od wróżki pęka , bo jak się okazuję obok Niej stoi wielki stwór i dziewczyna w pewnym momencie przewraca się i prawie spada do rzeki , ale Rom nagle Ją łapię i korzysta ze swoich kamieni by odpędzić zło i dziewczyna jest podekscytowana i mówi mu kim jest i , że chciałaby być taka jak On i Mitsue i ten Jej mówi , że może przychodzić kiedy zechcę , a gdy Julia odchodzi Rom myśli o tym , że znów nie znalazł żadnego medium i , że będzie musiał wykorzystać tamte dziewczyny(Miko i Hanę) Następnie mamy Miko , która przychodzi do wróżki , ale okazuję się , że ma zamknięte więc odchodzi , a my widzimy wróżkę , która odbiera od znajomego jakiś pakunek , a następnie znów wracamy do Miko , która nadal szuka wróżki i nagle spotyka Roma , który chcę z Nią porozmawiać i szybko wyznaję , że to On wysłał zdjęcie do Mitsue i teraz proponuję Jej by poszli do tamtej świątyni i Miko koniecznie musi wziąć Hanę i w pewnej chwili widzi ich nauczyciel i przepędza Roma , a my widzimy Mitsue , która właśnie wróciła i spotyka znajomego , który pracuję obok i ten wyznaję , że właśnie umarł , ale ma Jej coś do przekazania , a konkretnie , że Rom spotkał Miko i gdzieś poszli , a następnie znika , a Mitsue jest wściekła na Roma i na koniec mamy Roma i Miko przy wejściu do lasu i ten jest rozczarowany , że nie ma Hany i nalega by Miko Ją wezwała , ale ta nie chcę Jej narażać i nagle zjawia się wróżka i każę Miko iść do domu , ale ta mówi , że nie ma zamiaru i chcąc chronić Hanę musi iść z nimi i tak się kończy 5 tom. Historia cholernie wciąga i już się nie mogę doczekać 6 tomu. I tak ciągle się zastanawiam o co chodzi Romowi. Tak jak myślałem jest byłym uczniem Mitsue i na pewno ma moc , ale także kantuję ludzi by zarobić , ale po co się pcha do tej świątyni? I czemu zjawy ze świątyni chcą Hanę. Z powodu Jej zdolności? I co to za zdolności tak naprawdę? Na plus większa rola Julii choć szkoda , że zaufała Romowi. Mam nadzieję , że nie będzie miała przez to kłopotów. No i świetna końcówka. W 6 tomie Miko , Mitsue i Rom zapewne będą mieli konfrontacje ze zjawami ze świątyni. Będzie super.
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na103 lata temu
My Broken Mariko Waka Hirako
My Broken Mariko
Waka Hirako
Oto manga krótka, treściwa i konkretna. Zamknięta w jednym tomie opowieść o przyjaźni, która... kończy się wraz z pierwszą stroną, tego twardo-okładkowego wydania. My Broken Mariko to smutna obyczajówka, rachunek sumienia, czy też nieumiejętność - bardzo ludzka zresztą - radzenia sobie ze skrajnie trudnymi momentami w życiu. Główna bohaterka dowiaduje się, że jej najlepsza psióła popełniła sam0bó7stvvo. Zostawia więc wszystko, aby wyświadczyć jej tą ostatnią przysługę, przy okazji rozliczając się z przeszłością. Starania poukładania szufladek we własnej głowie, mogą być zgoła trudniejsze, niż się wydaje. A my czytelnicy zaglądając do głowy Shiino, przy okazji dostajemy przygodowy aspekt tej mangi, co sprawia że na monotematyczność i nadmiar dialogów wewnętrznych narzekać nie sposób. Chociaż temat to trudny, ta jednotomówka dowozi przyjemną lekturę. Wyważona, dobrze rozpisana i okraszona rysunkami, które nie powstydziłyby się, gdyby miały rozrysować jakiegoś akcyjniaka. Ekspresyjnie, dużo energii i widać że na pierwszym planie są emocje. Przerysowana momentami mimika podkręca doświadczenie, przez co w ostatecznym rozrachunku - to manga z tych ładniejszych. Jednotomówek zawsze za mało. A poruszające wspomnienia o Mariko w dodatku wydane są w twardej oprawie, nie kosztują wiele, więc nic tylko kupować, czytać, a potem jeszcze dwa razy i cieszyć się japońszczyzną w pełnej krasie. W tomiku znajduje się dodatkowa opowieść, nie związana z główną. I jest spoko. Więcej. na IG @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na93 miesiące temu
MASHLE #1 Hajime Koumoto
MASHLE #1
Hajime Koumoto
Popkultura potrafi zdziałać cuda, oj tak! I niby jest to zbiorowisko tworów powstałych dzięki ,,poruszeniu” rąk, myśli i czynu ludzkiego, mających służyć tylko i aż rozrywce, jednakże jest w niej coś, co sprawia, że może stać się ona źródłem życiowych inspiracji, zajmującym czas, a ujmującym ducha zajęciem z zakresu hobby, które daje tak samo dużo rozrywki, jak i czegoś uczy. Popkultura to ucieleśnienie – o ile tak to można nazwać – różnorodności: bo to, czy to co wybierzesz ma służyć tylko ,,zapchajdziura rozrywce”, czy stanowić dla ciebie coś dużo głębszego i ważniejszego, nie inaczej, zależy tylko od twoich decyzji, gustów i oczekiwań. To jest właśnie piękne w różnorodności ,,masówki” – owej rozrywkowej odmiany kultury cywilizacji, która w wielu aspektach zyskuje miano ,,pięknej”, ,,wdzięcznej”, a za enty lat w przód, kto wie, być może popkultura będzie bliska temu, co nam bliskie jest teraz w kulturze klasycznej, pięknej. Popkultura nigdy się ,,nie zakończy!"; będzie trwać dotąd, dopóki żyć na Ziemi (lub gdzieś w kosmicznych koloniach ludzkości) będzie ,,ostatni człowiek na trzeciej planecie od Słońca”… ostatni ,,kulturowy Prometeusz”, ostatni stwórca. Nowej rzeczywistości i jakieś cudacznej teorii o multiświatach raczej nie odkryję, gdy wyrażę pewną opinię na temat konkretnego odłamu ,,masówki”, tak specyficznej, że od lat 80-tych XX wieku do dnia dzisiejszego rozkochał się w niej cały współczesny Świat. Chodzi rzecz jasna o popkulturę ,,Made In Japan”, której całkowite oddziaływanie na Cywilizację jest tak intensywne i specyficzne, że można śmiało stwierdzić:… tak, rozrywka z kraju kwitnącej wiśni potrafi przyciągnąć do siebie nawet tych totalnie jej ,,anty-na-wszystko-uczulonych" przeciwników i nastawionych konserwatywnie wobec jej ,,niby ogłupiającego ,przeuroczego a.k.a. w Kawai stylu”, działającego zgubnie na młodzież charakteru i celu powstawania, licznych sceptyków. I co istotne to właśnie manga oraz anime – dwa media, dwie formy japońskiej, mocno indywidualnej, oryginalnej i będącej czasami niczym samotna wyspa, dziedziny rozrywki wyróżnia się mocno w tym względzie. To właśnie poprzez japoński komiks czy anime wielu z rozkochanych potem w ichniejszej formie ,,masówki” geeków, staje się właśnie nimi, i to dla zakresu japońskich możliwości rozrywkowych; po prostu – od mangi lub anime co najmniej, sądzę, połowa sympatyków tychże treści zaczyna zapoznawać się z olbrzymimi ilościami tytułów serialowych, filmowych czy komiksowych bądź nowelowych w tymże przebogatym ,,Made In Japan” zakresie, aby potem wsiąknąć w ogólną historię, kulturowe dziedzictwo, obrzędy, obyczaje, wiarę, mistycyzm, okultyzm etc. i całą, całą resztą co ów wyspiarski kraj i jego naród sobą prezentują, co dla zbiorowości ludzkości tworzą i czym się między innymi wyróżniają. Nie skłamię (chyba!) jeśli stwierdzę odważnie, że od mangowo-anime realiów rozpoczyna się u wielu nerdów miłość i pokładanie do popkulturowej tradycji, do Japonii rzecz jasna swego rodzaju zaufania, obustronnej silnej więzi. Bo ci nasi Japończycy to takie… zbiorowisko ludzi, którzy w zakresie nawet i wydawać by się mogło prostej rozrywki, cóż, potrafią tworzyć nader piękne rzeczy, pisać wyjątkowe opowieści o licznych historiach, kreujących w ten sposób fantastyczne Uniwersa, połacie przestrzeni w nich zawarte, różne postaci, fantasmagoryczne istoty, ich światy, środowiska. Potrafią zdziałać praktyczne a nie tylko hipotetyczne cuda, dając gawiedzi w danym tworze, przykładowo, ekwiwalent dziesiątek średniej jakości amerykańskich komiksów. I tu zatrzymajmy się na chwilę – to właśnie japoński komiks, rzecz jasna, zwany popularnie mangą jest jednym z najlepszych wyznaczników jakości i przepastnej wręcz różnorodności tego, co daje nam rozrywka prowadzona ,,pod szyldem” japońskiej swobody twórczej, której każdy z nas, szczególnie tych mocno popkulturowo szajbniętych pozytywnie nerdów, powinien doświadczyć (i na pewno już to zrobił) choć raz w życiu, w takiej właśnie ,,mangowej” konwencji. I Ja ponownie, po raz prawie że niezliczony ,,enty z kolei” wziąłem kolejną, nową – ot, pierwszy tom z świeżej dla mnie czytelniczo serii – odsłonę z danego tematycznie Uniwersum ,,na swą geekowską klatę" i zagłębiłem się w dość zbzikowany Świat magii i przeciętności zarazem, pisany przez, co sądzę, jakiegoś zbzikowanego i mającego jakby wyobraźnię ,,z piątej klepki” mangakę. Tym abstrakcyjnym wymiarem rozrywki, który i tym cholernie cudownym razem dała nam japońska narracja graficzna okazuje się ,,Mashle”, którego, no nie inaczej (ów artysta siądzie Wam w pamięci na dość długo. Oj, zobaczycie!) tym ,,skrejzolowanym” twórcą jest Hajime Koumoto – tajemniczy ,,Miszcz" o tajemniczej osobowości, i co ciekawe: znany w Polsce, i pewnie na ,,Zachodzie” również przeważnie tylko i wyłącznie z kreowania tejże właśnie ,,poprawnej i pełnej absurdów w innawym stylu” mangi, która to w swym pilotowym rozdaniu, które niniejszym omawiam i recenzuję, podkreśla – i tu wyrażę to po raz kolejny – to jak wspaniała, naturalna, odważna, niekonwencjonalna i kochająca łamać liczne schematy nazwijmy to ,,twórczo-wizyjno-społeczne” potrafi być spośród oceanu wszystkiego co w popkulturze tworzymy kultura masowa ,,Made In Japan”. Kocham być popkulturowo nakręcony. Oglądam, czytam, wchłaniam, po prostu doświadczam to czego i co chcę, a nie wszystko ,,co nowe, łatwe i przyjemne, no bo to każdy ogląda, nawet Pan Janusz z trzeciego piętra". Nie chcę być jak inni, mam swój styl w podejściu do popkultury właśnie; ponad wszystko uwielbiam się nią jarać, choć rzecz jasna z umiarem. To dzięki pierwszemu tomowi ,,Mashle”, za co tej mandze i dwusezonowemu anime, które stworzono na podstawie całej (odpowiedniej do ilości danych rozdziałów) jej serii, a które to okazało się totalną ,,zajebiozą”, której – jeśli się jest otwartym na różnorodności w naszej popkulturowej pasji – nie da się w ,,krejzi” sposób nie szanować, mówię, wyrażam:... serdeczne i wielkie ,,dziękuję!”, doświadczyłem tegoż to właśnie ,,nakręcenia”. Chodzi o fakt nabycia tej zdrowej popkulturowej energii do działania, do ciągłego i ciągłego podtrzymywania pasji, do poszukiwania jeszcze szerszy i rozleglejszych połaci niezwykłości w ,,masówce”, które rozszerzą moje fanowsko-pasjowe horyzonty, dając przy okazji kolejne powody do zwyczajnej radości, do cieszenia się, z tego, że w ogóle posiada się ,,jakiekolwiek zainteresowania!”, że właściwy dla siebie sposób spędzania się z nimi czas wolny. Tak, to właśnie nasze niezwykłe, co mogę podkreślać to nawet i po raz fazylionowo-trylionowy, ,,Mashle” w pierwszym rozdaniu mangi, które doświadczałem przez ostatnie kilka dni, daje mi taki bagaż intymnych, ważnych dla mnie emocji. Bo była to tak samo porządnie śmieszkowa, ciekawa, pozytywnie irytująca oraz oryginalna jak dwie serie anime, które wydano w tym Uniwersum w przeciągu ostatnich 2,5 roku przygoda. To od tych dwóch sezonów zaczęła się moja prywatna podróż z ,,Mashle”, z opowieścią o jednym z najdziwniejszych, troszku absurdalnych, troszku zbyt ponadprzeciętnych Uniwersów w moich komiksowo-książkowo-serialowo-filmowych pasjach, z którymi się zetknąłem w ogóle! Owe ponad 20 odcinków o ,, odwróconych do góry nogami z tysiąc razy realiach przez duże M” (Ba!, mało powiedziane!) Masha Burnedeada (zwanego, co okaże się w trakcie oglądania serialu i zapewne czytania wielu tomów mangi pod rząd ,,grzybogłowym”) okazały się innawą, niecodzienną interpretacją, wersją opowieści o magii a'la Harry Potter w tle i temu podobne, wraz z sosem ,,mugolskich” supermocy na dokładkę, dość znacząco przypominających moce głównego ,,MC” w ,,One-Punch Manie”, wraz z jego ,,obojętnym” niekiedy na Świat dookoła i swoją ,,mega-heroiczną sytuację w pokićkanym Świecie” charakterem. Powiedzieć, że ,,działo się tu tyle, że była to ostra fabularno-komediowo-fantasy jazda bez trzymanki”, to tak jakby nic nie powiedzieć. Otrzymaliśmy śniadanie, obiad i deser wraz z kolacją dla geeków lubiących w anime całkowite sprzeczności, w którym potrafi się umieścić spójnie funkcjonujące w swej specyfice ,,wszystko!”; tak, dostaliśmy sporą potrawę na talerzu podanym nam przez Koumoto: bekę a'la One-Punch Man i Mob Psycho 100 w jednym wraz z niesamowicie inspirującą (choć nie aż tak wymiarową) postawą postaci Mashle’a, który mając w zanadrzu potężną fizyczną, cielesną siłę, jest w stanie przeciwstawić się złożonym właściwościom magii, i to w szkole (ba! W Świecie również) bazującej na jej istnieniu i możliwościach – w Instytucji, w której obecność Mashle’a jest pokierowana jego samodoskonaleniem się i chęcią stania się specjalnym ,,wybrańcem”, tylko po to aby ostatecznie zapewnić swojej rodzinie bezpieczeństwo i dach nad głową. I to anime tak właśnie mnie rozbroiło – ta dość dziwaczna zagrywka fabularna i cały konstrukt anime, jego wymiar, i to wręcz ,,totalistycznie”, co również w tak wyjątkowym rozdaniu, tak właśnie silnie wpłynął na mnie omawiany tom 1 mangowego ,,Mashle’a. Mash Burnedead, w większości w odniesieniu do pilota komiksu Uniwersum, także podobnie ma się sytuacja w anime, to taka solidna oś/jądro dla fabuły, od której/ego rozwija się wszystko, co Koumoto kreuje w pierwszych rozdziałach mangi ,,Mashle”. Bo ,,Mash” robi całą tą opowieść niepewną, taką rozedrganą, niepoważną, ale i miejscami mającą w sobie coś z dramatu, ale jednak minimalnego. Już od pierwszych stron i dymków dialogowych, Mash daje się poznać jako ktoś kto jest oderwanym od rzeczywistości z jednoczesnym nieoderwaniem od niej... z jednoczesnym skupieniem na celu, jakim jest stanie się Boskim Wizjonerem, co w ostatecznym rozrachunku ma zapewnić mu solidną przyszłość i dobre powodzenie i zdrowie własnej rodzinie. Niepoważnie i zarazem zabawnie (bo to trafia w gusta ludzi jednak nastawionych na tego rodzaju podejście twórcze do kreacji postaci i całej fabuły) jest już od początku – prawie że tak samo jak w pierwszym epizodzie anime: przedstawienie świata, w którym rozgrywa się akcja ,,Mashle’a”, praw w nim rządzących, ogólnej specyfiki, której świadomość istnienia musi mieć widz i zarazem czytelnik, po czym… narrator przedstawia nam ,,tym czasem istniejącego w krainie Magii i cudownych czarów”, gdzieś na uboczu odróżniającego się od reszty ,,odmieńca”, Masha', co widać na kadrach: ładującego w komicznym tempie komiczne ilości ciężaru na sztandze, po czym zajadającego się po treningu ptysiem. Cała ta zabawa z nadludzko silnym i nienormalnie indywidualnie podchodzącym do życia i tego tak ,,chwalącego się jaki niby to on jest suuuuper i w ogóle” wymiaru magów, który jest jego - co by nie było! - domem, trwa caaalutki tomik pierwszy. Przez pryzmat dziwnego ,,skrzywionego zwierciadła” osoby chcącej być sobą w sztucznie napompowanym i nalukrowanym świecie… wszystko tak sobie leci i leci – bo fabularnie głębi tu nie będzie. Zresztą sama grafika to potwierdza; to ona prowadzi grzecznie na smyczy scenariuszowe zamysły Koumoto. To większość wyolbrzymionego, anty-symetrycznego, poszarpanego, ale jakże tu pasującego stylu i techniki graficznej, przypominających mocny rys karykaturalny i jakby totalnie nieformalny, bez powagi, nawet gdy odrobinę jej potrzeba – wyjątkiem jest kilkanaście scenek, czy też kadrów na planszach, w których wyłania się skupienie naszego MC, i ta prawdziwa, ale ,,taka totalnie na serio!” jego powaga, wtedy gdy Mash załatwia sprawy siłą fizyczną, czy tego chce czy nie bądź jakąś słowną prostą ripostą; najczęściej rzecz jasna chodzi o pojedynki z jego udziałem, to wtedy ,,MC" wie, że musi dać z siebie wszystko: w grę wchodzi zostanie Boskim Wizjonerem i zdrowie oraz szczęście jego bliskich. Fenomenem tego rodzaju, co jego adaptacja anime, ten pierwowzór Uniwersum ,,M", tom 1 mangi niestety nie jest, bo zabrakło tu kilku elementów: decydował ruch i kolor. Jednak i tak ta opowieść, cholibunia, dolała do pieca; zrobiła swoje i to wyjątkowo dobrze! A my fani, zobaczymy co będzie dalej, bo finisz mangi liznął trochę wspominanej powagi: animecholik tego Uniwersum wie jak zakończył się pojedynek ,,grzybogłowego" z Lancem. No to... co nam w takim razie ukażesz tomie 2? Czas zabrać się za jego lekturę!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na86 miesięcy temu

Cytaty z książki Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún #10