rozwińzwiń

Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości

Okładka książki Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości autora Philip Goff, 9788301220150
Okładka książki Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości
Philip Goff Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN filozofia, etyka
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Galileo's Error. Foundations for a New Science of Consciousness
Data wydania:
2022-01-21
Data 1. wyd. pol.:
2022-01-21
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788301220150
Tłumacz:
Jacek Jarocki
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości

Średnia ocen
7,3 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości

Poznaj innych czytelników

68 użytkowników ma tytuł Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości na półkach głównych
  • 52
  • 16
13 użytkowników ma tytuł Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Najlepiej — nie urodzić się. Istnienie jako źródło krzywdy David Benatar
Najlepiej — nie urodzić się. Istnienie jako źródło krzywdy
David Benatar
Zawsze uważałem, że rzeczy oczywiste, proste są trudne do wyjaśnienia nie dlatego, że są niezrozumiałe, ale sam proces wyjaśniania czegoś tak nieskomplikowanego jest skomplikowany (tak też jest z filozofią antynatalizmu),poza tym ludzie wypierają "oczywistą prawdę" - "lepiej nie zaistnieć niż być", wolą być okłamywani bo tak jest im wygodniej i łatwiej żyć bez bolesnej świadości, że nasze istnienie nie ma sensu, ponieważ w przeważnej większości czasu cierpimy, a zwłaszcza gdy zostaniemy czegoś lub kogoś pozbawieni, a ten cel, to zdrowie, ta osoba jest ważny(e/a) w naszym życiu, pomijając już absurdy i masę innych trudności, z którymi mierzymy się na każdym kroku naszego życia. Nie ma żadnego znaczania, że przytrafiają nam się dobre chwile, bo gdybyśmy nie zaistnieli i nie przeżyli tych chwil nie byłoby to patrząc obiektywnie złe, złe zaś jest dla nas przechodzenie przez stres, lęki, bóle, zawody, nudę, cierpienie itp., rachunek jest więc prosty lepiej nie zaistnieć niż żyć w "Piekle na Ziemi", co zaś tyczy się dążenia do szczęścia, to samo szczęście jest ulotne i nawet gdy uda nam się osiągnąć cel nie potrafimy się nim długo cieszyć. Oczywiście przedstawiłem antynatalizm w skromnej pigułce, w wielkim uproszczeniu, jeśli jednak chcecie się dogłębnie zanurzyć w ponurą filozofię antynatalizmu to polecam książkę Davida Benatara "Najlepiej - nie urodzić się. Krzywda zaistnienia", ale ostrzegam wiedza jaką z niej wyniesiecie może was przytłoczyć gdy dotrze do was jak bez sensu jest to wszystko, a jeśli mimo to nie zmieni nic w waszym postrzeganiu to zazdroszczę "ignorancji" wobec przedstawionych faktów.
Morbius - awatar Morbius
ocenił na101 miesiąc temu
Gnoza i gnostycyzm Jerzy Prokopiuk
Gnoza i gnostycyzm
Jerzy Prokopiuk
W momencie, gdy zacząłem wątpić w siłę wyższą, mając jakieś 10 lat, czułem się nie na miejscu wśród ludzi wiary. Bo oni nie zadawali pytań. Nie kwestionowali. Siedziałem na religii w podstawówce, przepisywałem jak skryba w klasztorze to, co pan w białej sukience mi dyktował, i jako jedyny chciałem rozmawiać. Zadawałem pytania o wolną wolę, o teleologię, predestynację. Wtedy jeszcze nie takimi słowami, ale sens tych rozmów z grubsza krążył wokół tego rodzaju zagadnień. Wprawiałem w tym mojego interlokutora w zdenerwowanie i zakłopotanie. Pewnego razu usłyszałem od niego, że za dużo racjonalizuję. To mnie już wyprowadziło z równowagi, bo będąc w szkole, w jedynym miejscu, gdzie zdawało mi się, mogę "legalnie" racjonalizować, jakiś rzekomy autorytet robił mi z tego zarzut. A to ja czytałem Księgę Rodzaju po tym, jak przyjąłem sakrament komunii, nie moi koledzy i koleżanki z klasy, którzy przyjmowali wszystko na słowo. Na ten nieszczęsny Logos, który stal się ciałem. To pragnienie wiedzy wygrało z pragnieniem porządku i poczucia bezpieczeństwa, jakie daje oddzielenie wiary i wiedzy, a w konsekwencji oddelegowanie sensu na rzecz tej pierwszej. Od jakiegoś czasu wracam do czytania tekstów religijnych, ale tych związanych z czarną stroną. Chcę zrozumieć systemy, które porządkują ludzką świadomość i opanowują strach związany z beznadzieją istnienia. Nie ma we mnie duchowości. Ale pragnienie wiedzy. Może to ono mnie kiedyś zabije? W tym momencie pojawia się gnoza. Gnosis po grecku to właśnie wiedza, poznanie. Termin, który obija się nam o uszy co jakiś czas, ale nie wiadomo, kto jest tak naprawdę gnostykiem. Różokrzyżowiec? Satanista? Buddysta? Jogin? Dlaczego to słowo brzmi groźnie? Jerzy Prokopiuk byl jednym z bardziej wybitnych religioznawców i gnostyków urodzonych w tej części świata, z której obecnie piszę te słowa. Popełnił m.in. taką małą książeczkę, która jest kwintesencją wiedzy o gnozie i gnostycyzmie (gnostycyzmach?) - "Gnoza i gnostycyzm". Ich źródła znajdujemy w epoce helleńskiej, którą rozpoczyna podbój ogromnej części wówczas znanego Grekom świata przez Aleksandra Macedońskiego, m.in. Anatolii, Syrii, Palestyny, Egiptu Mezopotamii i Persji. Następuje osmoza kulturowa, podczas której z początku imperialnie hellenizowane ludy przypuściły kontr-atak na swego oprawcę i zasiały dualistyczną, transcendentną, antykosmiczną wizję świata w politeistyczne, panteistyczne wierzenia Greków, a później Rzymian. Do lat 60. XX wieku trudno było wciąż sprecyzować dokładnie, czym jest gnoza, a czym jest gnostycyzm. Na pewno chodziło o wiedzę i poznanie - nie jednak racjonalne, lecz transracjonalne, ale nie irracjonalne. Jest to poznanie epoptyczne (oglądowe),które wymaga odpowiedniego przygotowania i nie redukuje się do świata pojęć i abstrakcji, choć jest w nim zanurzone, dlatego nie przeczy całkowicie rozumowi. Gnostycyzm to szereg wierzeń i sekt, które zakładały, że świat materialny jest dziełem fałszywego, złego, samolubnego boga - Demiurga, który skazał nas na cierpienie i niesprawiedliwość. Każdy z nas ma jednak w sobie fragment boskiej iskry, pochodzącej od dobrego Boga, z czasów, kiedy będąc częścią Pleromy, nie upadliśmy jeszcze w materię. Zadaniem człowieka gnostycyzującego (psychika) jest się z tej materii wyzwolić i poznać prawa rządzące wszechświatem. Przed religiami stricte gnostyckimi istniały religie pregnostyckie i protognostyckie. Ich źródeł doszukuje się w Indiach, Iranie, w Grecji jako szczególną mieszankę wierzeń orientalnych i greckich. Prokopiuk jednak znajduje serce gnostycyzmu w misteriach, będących stałym elementem duchowych rytuałów epoki hellenistycznej. Miały one za zadanie zjednoczyć człowieka z bóstwem dzięki przewodnictwu hierofantów. Gnostycyzm nie tylko jednak przyjął formę pogańską. W starożytności istniały gnostycyzmy żydowskie, synkretyczne i, co autora szczególnie interesuje, chrześcijańskie. Autor, pisząc z pozycji gnostycznej i gnostyckiej, pochyla się szerzej nad dialektyką gnostycyzmu i chrześcijaństwa i na nowo reinterpretuje dzieje ewangeliczne, apostolskie oraz samą postać Jezusa z Nazaretu w duchu heretyckim, choć uznanym za taki dopiero między III a IV w n.e., kiedy to kościół silnie się zinstytucjonalizował i ustanowił chrześcijaństwo rękami Konstantyna Wielkiego religią państwową w ówczesnym Cesarstwie Rzymskim. Za Jungiem Prokopiuk mówi o rozłamie chrześcijaństwa na lucyferyczne (objawiające się przez eskapistyczny mistycyzm) i arymaniczne (reprezentowane przez kler i jego żądzę władzy i dóbr doczesnych). Na początku stanowiły one jedno, a sam kościół był pluralistyczny. Nie będę więcej się rozpisywał, bo sama książeczka ma niecałe 50 stron, więc warto samemu ją zgłębić. Szczególnie jeśli kogoś z czytających ciekawi to, jak bogata w formy jest ludzka potrzeba wiary w coś, co jest większe niż my sami i ten świat, zgniły i pełen bólu. Ja, jako naczelny ateista, nie zostałem nawiedzony przez żadnego boga przez tę lekturę, a coraz bardziej jestem świadom tego, dlaczego nie jestem w stanie wyjść poza materię.
Pan_zaangażowany - awatar Pan_zaangażowany
ocenił na73 miesiące temu
O religii Arthur Schopenhauer
O religii
Arthur Schopenhauer
Dziełko króciutkie, ale o płomiennej treści. To co jest jego siłą, to nie rozwlekłość wywodów, ale cięty, trafiający w punkt język. Schopenhauer jawi nam się tutaj jako kontynuator wielkich francuskich materialistów XVIII wieku, takich jak Holbach, Helwecjusz, czy też La Mettrie. Z piór działających w jego czasach, podobne poglądy prezentował Feuerbach, aczkolwiek jego ataki na religię i chrześcijaństwo przybierały trochę inną formę, a na pewno były bardziej rozbudowane pod wieloma względami. Cóż takiego widzi w religii filozof rodem z Gdańska? Po pierwsze wzdraga się na samą myśl, iż należy w sposób fałszywy udawać szacunek dla czyichś poglądów, tylko na tej podstawie, iż odwołują się one do sfery sacrum: "Nie pojmuję, czemu miałbym odczuwać respekt dla kłamstwa i obłudy z powodu ograniczoności kogoś drugiego". Nie ma niemiecki myśliciel dobrego zdania o funkcji społecznej religii, lecz dostrzega pragmatyzm w posługiwaniu się nią dla, jak to ujął jeden z współczesnych, usypiania mas. Powiada on: "Chociażby z punktu widzenia teoretycznego nie dała się obronić, to z punktu widzenia praktycznego i etycznego - stanowi ona jedyny środek kierowania, poskramiania i uśmierzania zwierząt obdarzonych rozumem, których pokrewieństwo z małpą nie wyklucza pokrewieństwa z tygrysem"; "O tak, religia dla panujących jest straszakiem, którym duże dzieci kołyszą do snu, gdy nic innego już nie pomoże, dlatego też wielce o nią dbają". Schopenhauer co rusz pozwala sobie na porównania, które ociekają ironią, a przez to powodują, iż jego rozważania nabierają swoistego smaczku: "Wszak wiesz sam: religie są podobne do robaczków świętojańskich: świecą tylko w ciemności". Erazm z Rotterdamu napisał kiedyś, iż tam gdzie luteranizm wchodzi, tam nauka wychodzi (niektórzy uważają, że nie miał na myśli jedynie protestantów, ale takie, a nie inne jego położenie nakazywało mu ograniczyć wypowiedź tylko do nich),natomiast Schopenhauer zauważa, że "W toku procesu dziejowego wyżej opisanego mogłeś zauważyć, że wiara i wiedza są jak dwa talerze wagi: o ile jeden się wznosi, o tyle drugi opada". Dla dylematu, czy można łączyć w sobie pierwiastek wiary i nauki ma jednoznaczną odpowiedź: "nie można siedzieć na dwóch krzesłach". Wchodzi także w rolę profety, wieszcząc, iż "Religie są dziećmi ciemnoty, które swej matki długo nie przeżyją". Jego prognozy jednak nie miały się urzeczywistnić w terminie, jaki przewidywał. Dotyczyło to także opinii o wszelkiej maści duchownych i tych, których wspólny interes polega na konserwowaniu istniejącej rzeczywistości, a także udawaniu i wmawianiu innym, że dalej jest tak, jak zawsze bywało, czyli znakomicie: "Garść obskurantów nic już nie zdziała; dziś patrzymy na nich jak na ludzi, którzy chcą światło gasić, aby kraść". Na koniec bardzo słusznie zauważa: "Jak złe sumienie musi posiadać religia, można już stąd wywnioskować, że pod wysokimi karami zabrania się drwić z niej", a także złowieszczo dodaje: "Panom od <<objawienia>> radziłbym dziś nie objawiać za wiele, gdyż narażają się na to, że im się raz objawi, co to jest objawienie". Dla tych, co gustują w krótkich formach, praca Schopenhauera jest w sam raz. Ci, którzy wolą bardziej pogłębione studia z zakresu krytyki religii, winni zajrzeć do choćby "Systemu przyrody" Holbacha, lub prac również wyżej wspomnianego Ludwika Feuerbacha.
Munk - awatar Munk
ocenił na92 lata temu

Cytaty z książki Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Błąd Galileusza. Fundamenty nowej nauki o świadomości