Monodram

Okładka książki Monodram
Radosław Marcin Bartz Wydawnictwo: Sowello poezja
55 str. 55 min.
Kategoria:
poezja
Wydawnictwo:
Sowello
Data wydania:
2020-06-23
Data 1. wyd. pol.:
2020-06-23
Liczba stron:
55
Czas czytania
55 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366313392
Tagi:
poezja dramat monodram bartz wiersze
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen

                9,5 9,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Grafomani wyklęci Radosław Marcin Bartz, Anna Bednarek, Małgorzata Bereś, Ewa Celińska-Bajorek, Piotr Ciesielski, Katarzyna Dominik, Dorota Ibek, Grzegorz Zbigniew Lasota, Olivia Leobschütz, Tomasz Łuczak, Arkadiusz Mikołajewski, Łukasz Milewski, Franciszek J.A. Nikt, Robert Ratajczak, Iwona Sylwia Sypień, Dariusz Paweł Trybuła, Marta Wie, Antoine Xave, Adam Żemojtel, Darko de Cades
Ocena 2,0
Grafomani wyklęci Radosław Marcin Bar...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
9,5 / 10
4 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
2
2

Na półkach:

Niezwykle nowatorski obraz współczesnego świata, gdzie wrażliwa jednostka przedstawia najdrobniejsze szczegóły codzienności, jako efekt wnikliwej i inteligentnej obserwacji, która potem przekłada się na poezję. Poezję w formie innej niż przeciętna, ale tworzącej swoją strukturą trzecie dno, gdzie czytelnik odnajduje prywatny świat artysty, czuje się zaproszony do jego intymnych przeżyć, utożsamia się z nimi poprzez prostotę opisów, ale jest jednocześnie znakomicie sprowokowany do refleksji jakże pokrewnej z własną codziennością. Książka zmusza do myślenia, ale nie brutalnie, a poprzez zwyczajną, świetnie stworzoną prowokację. Dobra pozycja na długie, samotne wieczory. Polecam, ulubiona pozycja w mojej biblioteczce.

Niezwykle nowatorski obraz współczesnego świata, gdzie wrażliwa jednostka przedstawia najdrobniejsze szczegóły codzienności, jako efekt wnikliwej i inteligentnej obserwacji, która potem przekłada się na poezję. Poezję w formie innej niż przeciętna, ale tworzącej swoją strukturą trzecie dno, gdzie czytelnik odnajduje prywatny świat artysty, czuje się zaproszony do jego...

więcej Pokaż mimo to

avatar
11
1

Na półkach:

Recenzja użytkownika MS, którą znaleźć można na innych portalach - za zgodą autora przekleiłem tutaj:

Monodram, czyli po co nam dziś poezja
Jak stwierdziła w 2005 roku dziennikarka kulturalna Katarzyna Janowska „Polska to kraj, w którym poezję pisze się masowo, a czyta od wielkiego dzwonu”. Stereotypowo poetów kojarzymy dziś ze studentami w swetrach i flanelowych koszulach lub podstarzałymi paniami, które spotykają się we własnym gronie w gminnych bibliotekach by czytać sobie nawzajem swoje wiersze. Czy jednak poezja może nadal istnieć wśród pokolenia, na którym najgłębiej odbiło się piętno przemian cywilizacyjnych roku 1989? Nowa publikacja przedstawiciela tej grupy, Radosława Marcina Bartza, zdaje się odpowiadać twierdząco.

Bartz nie jest wprawdzie debiutantem (od dawna publikuje swoją twórczość na facebook’owej stronie „Życie imituje sztukę, a jego wiersze znalazły się także w antologii „Grafomani wyklęci”), lecz „Monodram” stanowi jego pierwszą samodzielną publikację w formie papierowej. Jako że autor znajduje się w grupie nestorów tzw. młodszego pokolenia (rocznik 1985) oznacza to iż jest to moment przełomowy w jego aktywności literackiej, który nadszedł w dość nietypowym dla artysty momencie życia. „Pseudointelektualista oraz mąż i ojciec” – jak sam siebie określa – ma już za sobą wiele doświadczeń i rozczarowań, ale także wciąż szerokie perspektywy. W jego poezji można więc spodziewać się swego rodzaju podsumowania dotychczasowych, coraz bardziej dojrzałych obserwacji, przetworzonych przez osobistą wrażliwość. Niewątpliwie to właśnie otrzymuje czytelnik „Monodramu”.

Zgodnie z tytułem tomiku konfrontujemy się z dziełem, w którym jeden niezmienny podmiot liryczny nieustannie przemawia do nas w pierwszej osobie. Jego postać jest w pewnym stopniu zamaskowana poprzez znany z dawnej literatury zabieg konstrukcji „szkatułkowej” – zebrane wiersze mają pochodzić (jak informuje nas spisany poetycką prozą wstęp) z wierszy, które zostały „Na luźnych kartkach spisane” przez postać, która zniknęła w mglistej otchłani na dachu wielkiego budynku z „betonu i szkła”. Scenę tę ilustruje grafika zdobiona okładkę tomiku, będąca artystyczną parafrazą „Wędrowcy nad morzem mgieł” C.D. Friedricha. Postać spogląda tu nie w górską przepaść osnutą mgłą, lecz w podobnie zakryte miejskie ulice, co koresponduje ze stwierdzeniem bohatera o niemożliwości poznania i przeniknięcia otaczających go ludzi. Współczesny człowiek nie potrzebuje już zderzenia z ogromem świata i natury by pojąć iż jest tylko drobnym okruchem w wielkim świecie, którego nie jest w stanie przeniknąć. Notatki jakie po sobie zostawiła opatrzone zostały podpisem „As Pik”. Karta ta, będąca we współczesnej kulturze symbolem śmierci, zdaje się wskazywać, że spisujące wiersze podmiot liryczny jest jej bardzo bliski i faktycznie, kolejne strofy często nawiązują do tematu ostateczności i ulotności ludzkiego życia.

Zasadniczą część publikacji stanowi 38 wierszy, które nie składają się na spójną opowieść, choć niewątpliwie wszystkie zostały napisane z perspektywy wspomnianego we wstępie bohatera – człowieka próbującego przejrzeć otaczającą go rzeczywistość i mijanych ludzi, choć zadanie to wydaje się być skazane na porażkę. Nie udaje mu się pojąć wewnętrznych problemów i motywacji bliskich sobie osób („Do Przyjaciela”, „Nieodebrane połączenie”) Poszukuje również bliskości i rozumienia, które także nie jest możliwe w obliczu ciągłego pędu i pobieżnych relacji międzyludzkich („Poznajmy się”, „Takie gadanie, „Autoportret stereotypowy”, „Posłaniec”). Przytłaczają go też narzucane przez otoczenie normy i próby narzucenia właściwych ścieżek do szczęścia, które nieodmiennie wiodą go na manowce („Mówili że”, Takie gadanie”, W środku lasu”). Dostrzega również, że podobne problemy z brakiem zrozumienia dzielą z nim inni ludzie – przemocowy sąsiad bijący żonę i godzący się z nią na drugi dzień, znajomy, którego spotyka w drodze do burdelu („Zwykły grudniowy wieczór”, „Tuli pani pulipany”). Każda codzienna czynność może stać się źródłem nowej frustracji od stania w korku aż po walkę z brakiem weny poetyckiej, problem może stanowić zarówno czyjaś niechciana obecność jak i dotkliwa samotność. Podmiot liryczny nie jest jednak frustratem dostrzegającym jedynie ciemne strony życia. Pewnym ukojeniem są dla niego spotkania z ludźmi, którym ufa i których darzy przyjaźnią. Relacje z drugim człowiekiem, nawet te pobieżne i nawiązywane w barze przy alkoholu, potrafią dać mu satysfakcję i odskocznię od ciągłego pędu i problemów. Często okazuje się nawet, że takim wyzwoleniem od własnych ciężarów jest zajmowanie się troskami innych, które nie dotyczą go osobiście. („Mebel barowy”, „Nie mam zmartwień zbyt wielu”).

Najjaśniejszym punktem na dość mrocznej mapie życia Asa Pikowego jest niewątpliwie miłość. Jak już wspomnieliśmy uczucia przyjaźni potrafią rozproszyć otaczającą go ciemność, ale to bliskość ukochanej osoby stanowi silną latarnię, która pozwala całkowicie odciąć się od zła i schronić na dłużej („Bo jak nie mogę spać, to dlatego, że...”, „Każda chwila wspólnie spędzona”). Jednak nawet tak bliska i intymna relacja nie jest nigdy doskonała i w jakiś sposób uwiera podmiot liryczny, który wyznaje, że „Lubię, gdy zasypiasz mi na ramieniu, ale nie umiem spać na plecach”. Niezdolność do wzajemnego dopasowania prowadzi w końcu do odrzucenia i zapomnienia a co za tym idzie – dalszej alienacji i atomizacji Asa Pik.
Ostatni z serii wiersz „Pierwsza próba” pokazuje jak przytłaczająca samotność, odrzucenie i zgiełk świata prowadzą go na skraj odebrania sobie życia. Zdaje się to potwierdzać pisane poetycką prozą zwieńczenie poetyckiej „szkatułki”, w której As Pik żegna się z właściwym podmiotem lirycznym, którego pozostawia w samotności na dachu budynku. Nie jest jednak jednoznaczne czy rzucił się w odmęty kłębiącej się niżej mgły czy też po prostu odszedł gdzieś w dal. Tej dwoistości dopełnia poetyckie post scriptum „Odczyt stanu licznika”. Zebrane w nim zostają niektóre motywy z poprzednich wierszy, jednak wyraz całości jest bardzo odmieny – udaje się wreszcie odnaleźć pewną harmonię, miejsce spokoju i wytchnienia od zgiełku, pędu, etykietek i zagubienia. Może to być błogosławieństwo nieświadomości, ale także wydostanie się z matni i stanięcie poza zamgloną i brutalną rzeczywistością. Śmierć może przecież oznaczać nie definitywny koniec, ale początek nowej formy życia, co mimo pesymistycznej wizji świata jaką Bartz rysuje na przestrzeni tomiku, wydaje się dość naturalnym przejściem.

Warto zwrócić w tym miejscu uwagę na warsztat liryczny jakim posługuje się poeta. Zdecydowana większość tekstów to ponowoczesne strofy wyzute z kajdan rymowania, a nawet (w dużym stopniu) wymogów struktury rytmicznej. Nie jest to jednak niewzruszona zasada, gdyż niekiedy autor postarał się nadać kolejnym zwrotkom takie samo frazowanie, jeśli ma to służyć określonemu celowi (np. „Pierwsza próba” gdzie tak samo zbudowane zwrotki mogą podkreślać cięzkie bicie serca zdesperowanego człowieka). Bardzo ciekawym zabiegiem są dedykacje, jakie umieszczone są jako dopełnienie większości utworów. Często mają one charakter wyjaśniający prawdziwą intencję tekstu lub nadają mu nowy, niespodziewany kontekst. Bartz korzysta z licznych metafor i przenośni, jednak jego wiersze są raczej proste w zrozumieniu i nie wymagają wielopoziomowej analizy dla zrozumienia swojej podstawowej treści. Wszystkie są pisane w formie pierwszoosobowej, osobistej narracji. Podmiot liryczny wprost mówi o swoich uczuciach i przemyśleniach, jedyni czasami ukrywając je za fasadą przypowieści (Tuli Pani pulipany”, „Zwykły grudniowy wieczór”.

„Monodram” Radosława Marcina Bartza stanowi ciekawie skonstruowaną całość, zgodnie z tytułem będącą opowieścią jednej postaci o życiu i otaczającym świecie. Podmiot liryczny kryjący się pod mrocznym mianem Asa Pik stanowi tutaj dość ponure alter ego dla większości wrażliwych i skłonnych do refleksji ludzi wkraczających w wiek dojrzały. Brak wartości i celów, do których warto by dążyć sprawia, że pęd i brutalność otaczającego świata stają się nieznośne. Pozbawiona punktów własnych punktów odniesienia jednostka jest zmuszona albo do konformizmu i wyniszczającego funkcjonowania w ramach narzuconych zasad i reguł, albo do szukania ostatecznych rozwiązań swoich cierpień. Wspomniana w wierszu „Bo nie ma cię obok” Nadzieje, która umiera ostatnia każe ufać, że wyjściem tym może być także opuszczenie tego bezmyślnego wyścigu a nie tylko spotkanie z Ostatecznością.

Na koniec warto zastanowić się, czy taki zbiór poezji jest potrzebny współczesnemu odbiorcy. Czy niesie on ze sobą korzyści inne niż jedynie wyrażenie tłumionych emocji autora? Każdy czytelnik musi tu samodzielnie odpowiedzieć na pytanie. Można by skrytykować depresyjny i konsekwentnie mroczny nastrój poezji Bartza, pokazujący świat niemal wyłącznie w szarych barwach. Kojarzy się to z wierszami spisywanymi przez pogrążonych w młodzieńczej depresji nastolatków ubierających się na czarno, noszących ze sobą żyletki i zakładających koszulki zespołów typu „The Smiths”. Autor oferuje jednak te przemyślenia w formie bardziej dojrzałej, zbudowanej wokół ciekawych konceptów i konstrukcji. A że wnioski i obserwacje znajdujące się w jego poezji nie staną sięrewolucją w myśleniu większości czytelników? W postmodernistycznym świecie trudno stać się przewodnikiem dla mas, jednak wśród potencjalnych czytelników kryją się setki jeśli nie tysiące „Asów Pik” – ludzi szukających bratnich dusz i pomocy w uporządkowaniu swoich trudnych emocji. I tutaj poezja R.M. Bartza może okazać się nieocenioną pomocą.

Recenzja użytkownika MS, którą znaleźć można na innych portalach - za zgodą autora przekleiłem tutaj:

Monodram, czyli po co nam dziś poezja
Jak stwierdziła w 2005 roku dziennikarka kulturalna Katarzyna Janowska „Polska to kraj, w którym poezję pisze się masowo, a czyta od wielkiego dzwonu”. Stereotypowo poetów kojarzymy dziś ze studentami w swetrach i flanelowych koszulach...

więcej Pokaż mimo to

avatar
4
2

Na półkach:

Syzyf nie Atlas,

Szczęśliwie tomik „Monodram” otrzymałem na początku jesieni. To właśnie ta pora roku i jej deszczowe, długie wieczory sprzyjają lirycznemu skupieniu. Niewątpliwie strofy Marcina do takiego skupienia zmuszają. Marcin zabiera nas w subtelną podróż przez naszą codzienność. Nasze poranne rytuały, mycie twarzy, przejście na druga stronę ulicy, bezsensowna gonitwa za pieniądzem, przysiadanie się niczym „ćma barowa” do samego siebie, nasze rozmyślania, damsko-męskie wypalenie – wszystko to nabiera nagle niesamowitego sensu. Pierwszoosobowy podmiot liczny „pcha syzyfowy kamień codzienności”, przez wszystkie strony tomiku. Skupienie i cisza, która towarzyszy czytelnikowi na początku niemalże każdego utworu, zostają umiejętnie rozerwane przez trafiającą w sedno puentę stanowiąca klamrę zamykającą dany utwór. Ta puenta - to „kamień syzyfowy”, który Marcin, niczym żongler, zrzuca na barki czytelnika, zmuszając go do dalszej podróży. Z radością podejmujemy ten intelektualny wysiłek i brniemy dalej w poezję Marcina ,niczym „syzyfowy skarabeusz”. Tomik jest niesamowicie spójny i dlatego zachęcam do zakupu tego zbioru, który myślę z powodzeniem mógłby zostać wystawiony na deskach teatru. Marcinie gratuluję! Aha- pamiętaj maksymę „Just Sky is the Limit!”. Powodzenia w dalszej twórczości i wiecznej weny, życzę.

Syzyf nie Atlas,

Szczęśliwie tomik „Monodram” otrzymałem na początku jesieni. To właśnie ta pora roku i jej deszczowe, długie wieczory sprzyjają lirycznemu skupieniu. Niewątpliwie strofy Marcina do takiego skupienia zmuszają. Marcin zabiera nas w subtelną podróż przez naszą codzienność. Nasze poranne rytuały, mycie twarzy, przejście na druga stronę ulicy, bezsensowna...

więcej Pokaż mimo to

Reklama

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Monodram


Reklama
zgłoś błąd