Okruchy weselnego tortu

Okładka książki Okruchy weselnego tortu autora Wojciech Żukrowski,
Okładka książki Okruchy weselnego tortu
Wojciech Żukrowski Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Głowy Wawelskie literatura piękna
196 str. 3 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Głowy Wawelskie
Data wydania:
1964-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1964-01-01
Liczba stron:
196
Czas czytania
3 godz. 16 min.
Język:
polski
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Okruchy weselnego tortu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Okruchy weselnego tortu

Średnia ocen
7,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Okruchy weselnego tortu

Sortuj:
avatar
945
141

Na półkach: ,

Żukrowski przenosi nas do krainy dzieciństwa, poznajemy świat dookoła oczami Tolka, chłopaka, który żyje w dworze ze swoją rodziną i pracującą tam służbą. Ciekawe spotkanie, jak często jest to, kiedy sięga po książki z serii Głowy Wawelskie. Do przeczytania skusił mnie tytuł książki i seria. Na sto procent przeczytam też inne rzeczy napisane przez Żukrowskiego.

Żukrowski przenosi nas do krainy dzieciństwa, poznajemy świat dookoła oczami Tolka, chłopaka, który żyje w dworze ze swoją rodziną i pracującą tam służbą. Ciekawe spotkanie, jak często jest to, kiedy sięga po książki z serii Głowy Wawelskie. Do przeczytania skusił mnie tytuł książki i seria. Na sto procent przeczytam też inne rzeczy napisane przez Żukrowskiego.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
304
18

Na półkach:

Nostalgiczny pejzaż przedwojennego dzieciństwa z wątkami fantastycznymi. Żukrowski przy bliższym poznaniu bardzo zaskakuje rozbieżnością między jego książkami, z których wyłania się obraz sentymentalnego romantyka, a twardą postawą partyjną.

Nostalgiczny pejzaż przedwojennego dzieciństwa z wątkami fantastycznymi. Żukrowski przy bliższym poznaniu bardzo zaskakuje rozbieżnością między jego książkami, z których wyłania się obraz sentymentalnego romantyka, a twardą postawą partyjną.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
14
1

Na półkach:

sentymentalny, niezwykle plastyczny obraz

sentymentalny, niezwykle plastyczny obraz

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

32 użytkowników ma tytuł Okruchy weselnego tortu na półkach głównych
  • 19
  • 13
16 użytkowników ma tytuł Okruchy weselnego tortu na półkach dodatkowych
  • 9
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Wojciech Żukrowski
Wojciech Żukrowski
Polski pisarz, poeta, autor reportaży i scenariuszy filmowych oraz poseł na Sejm. Studiował na UJ (prawo i humanistyka),ale z powodu wybuchu II wojny światowej nie ukończył szkoły. Udało mu się to dopiero po wojnie, na Uniwersytecie Wrocławskim (polonistyka). W czasie okupacji poznał Karola Wojtyłę, późniejszego papieża Jana Pawła II. Przyjaźń z Wojtyłą trwała do samej śmierci Żukrowskiego. W latach 50. XX wieku dużo przebywał poza Polską, najczęściej w krajach azjatyckich (Wietnam, Chiny, Indie, Laos). Jednym z rezultatów tych wypraw były późniejsze książki. Publikował w "Widnokręgach", "Nowych Książkach" i "Świecie". Autor scenariuszu do filmu "Lotna" (reż. Andrzej Wajda, 1959). Poseł na Sejm w latach 1972-1989. Zdecydowanie poparł wprowadzenie stanu wojennego w Polsce. Odznaczony Orderem Uśmiechu. Wybrane dzieła pisarza: "Lotna" (pierwsze wydanie: czasopismo "Twórczość", 1945),"Porwanie w Tiutiurlistanie" (pierwsze wydanie: Wydawnictwo Stefana Kamińskiego, 1946),"Z kraju milczenia" (Czytelnik, 1946),"Wędrówki z moim Guru" (Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1960),"Kamienne tablice" (pierwsze wydanie: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1966),"Czarci tuzin. Czyli trzynaście mrocznych opowieści" (KiW, 2000). Żona: Maria Woltersdorf (od 1945),córka Katarzyna (ur. 12.04.1949).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Spiżowa brama Tadeusz Breza
Spiżowa brama
Tadeusz Breza
Maraton po Watykanie O książce Tadeusza Brezy „Spiżowa brama”, wydanej w 1960 roku, słyszałam już w szkole średniej, zatem przed potopem to było. Chyba nawet znałam ludzi, którzy ją czytali lub próbowali czytać. Na studiach gdzieś mi mignęła, by wreszcie w XXI wieku trafić do moich rąk. Książka w wersji „kieszonkowej” z 1968 liczy sobie ponad 700 stron małej czcionki. Jestem szczęśliwa, że dobrnęłam do końca. To był istny maraton, z punktami spożywczymi na trasie. Tu człek się zatrzymał, tu uzupełnił płyny, zjadł batona energetyzującego (tak to się nazywa?),przyśpieszył i metę osiągnął. Ale powoli… wszystko powoli. Zacznijmy od formy. Podtytuł książki „Notatnik rzymski”, prolog „Od autora” i pierwsza data „6 czerwca 56” od razu sugeruje, że nie będziemy mieć do czynienia z tradycyjną powieścią. To rzeczywiście zbiór różnego typu tekstów. Mamy więc klasyczne notatki jak w klasycznym „dzienniku” dzień po dniu, krótkie, bez komentarzy albo same komentarze na określony temat (np. relacje z pobytu w Fiuggi). Są też reportaże, obszerne opisy wydarzeń minionych i w miarę współczesnych (np. historia krwi św. Januarego w Neapolu),powroty do historii (np. dzieje obrazu „Uczta w domu Leviego” Veronese’a),liczne rozważania filozoficzne, ale przede wszystkim mamy tu obraz Watykanu z ostatnich lat panowania papieża Piusa XII, który „sprzyjał Hitlerowi i potępiał komunistów”, ale sporo dobrego też zrobił. Nie, o religii, wierze, Bogu niczego w tej książce nie znajdziecie. Przespacerujecie się natomiast po siedzibach papieży, bo do Castel Gandolfo też zajrzycie. Poznacie schemat zależności patriarchalnej, kto komu podlega i dlaczego. Poznacie wielu ówczesnych duchownych na różnych stopniach owej zależności. Pojawi się też kardynał Wyszyński, ale… uwaga… niewiele o nim. Po wypuszczeniu z internowania dogadał się przecież z komunistami, a komunizm w ujęciu watykańskim, był złem najgorszym. Jednym słowem – ziemski świat katolickiego państwa. Narrator wydaje się być nim nawet zafascynowany. Spotyka się z księżmi, bierze udział w wielu uroczystościach, zwiedza zakony. I notuje. Każdy swój krok, każdą znaczniejszą rozmowę. Bardzo stara się być obiektywny, ale nie do końca mu to wychodzi. Liczne dygresje w trakcie snucia opowieści np. o małżeństwie Bellandii powodują, iż książka rozrasta się do dużych rozmiarów i chwilami czytelnika nuży… Ale wyobraźmy sobie początek lat sześćdziesiątych, kiedy ukazuje się na rynku czytelniczym…. Zapewne jest wielkim wydarzeniem. Opisuje niedostępny dla przeciętnego Polaka Watykan. Wprowadza w tajniki zarządzania, mianowania, ba, opisuje cały przebieg czynności związanych ze śmiercią papieża, z balsamowaniem na czele, które praktycznie jest jedynym skandalem w całej opowieści. Nie spodziewajcie się zatem rewelacji, jak to bywa we współczesnych książkach o Kościele Katolickim. Nie spodziewajcie się udokumentowanych przypisami drastycznych sytuacji, opinii czy słów. To nie dokument. To epicka relacja o tym, co się komuś zdarzyło, co ktoś pomyślał, zapisał. I przygotujcie się na trudne czytanie….
gks - awatar gks
ocenił na810 miesięcy temu
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach Krzysztof Rutkowski
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach
Krzysztof Rutkowski
Krzysztof Rutkowski to taki miłośnik kultury francuskiej, który nie ma dla niej pobłażania w wielu jej aspektach. Potrafi np. napisać: “Czasami słodka Francja odsłania niechcący swe ineksprymable cuchnące i szare, bo niezmieniane od pół wieku. Otwieranie okien wtedy nie pomaga, a wylanie pół litra Chanela na łono i butelki whisky do gardła – nie zdaje się na nic”. To czwarta moja książka Autora, wybitnego intelektualisty, który ma nieszczęście nazywać się jak ktoś…. zupełnie inny. Jego znajomość wszystkiego, co się mieści w pojemnym pojęciu francuszczyzny jest po prostu zadziwiająca. Zarazem, co nieczęsto się zdarza, potrafi celnie uderzyć w słaby, czy też właśnie odwrotnie: silny, punkt tego, co opisuje. A może po prostu jest obiektywny - taka to dziwna przypadłość, przepadła już dawno niczym choćby trzepanie dywanów na podwórkach. I trzepie z zapałem nasz Autor ten francuski kobierzec aż iskry lecą, jaskrawe - bo zachwytu. Wystarczy nieco cytatów, by się przekonać, że mało kto pisze z takim pazurem. .. “W pierwszej połowie XIX wieku Paryż był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym, brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga”. “Powieści Balzaka i Stendhdala opisują tylko niewielką, cienką – jak bieda zupka – warstwę paryskiego społeczeństwa. 50 tysięcy paryżan żyło sobie w luksusie lub w dostatku; 250 tysięcy wiązało jakoś koniec z końcem, a 700 tysięcy klepało biedę z żałosnym dudnieniem pośród niepowtarzalnych zapachów po obu stronach Sekwany”. “Prawdziwy Babilon. Istna Sodoma. Paryż przerażał. Paryż był chorym człowiekiem Europy”. “Zagęszczenie ludności, stężenie brudu oraz wszelkiego plugastwa osiągnęło w niepięknych dzielnicach Paryża taki stopień, że nawet mieszkańcy nowych lub bogatych części miasta zaczęli się niepokoić”. “Przy zachlapanych stolikach wśród oparów, dymu, cuchu wilgotnych płaszczy i przepoconych koszul nieudani poeci, polscy emigranci i zwykli alkoholicy wyrzynali w pień królów i panów, zakładali zakony zarodowe na szczęśliwą przyszłość ludzkości, rozdzielali między siebie kobiety i zagrabione przez burżujów skarby. Znosili wszelką własność, tęskniąc do nowej pary własnych kalesonów. Niektórzy z nich umrą na suchoty, zwariują od przerzutów syfilitycznych, wskoczą do Sekwany, inni się wzbogacą jeszcze inni trafią do więzienia, reszta pójdzie do klasztoru”. “Psychoanalitycy twierdzą, że przyczyn homoseksualizmu Verlaine'a należałoby szukać w trzech słojach formaliną, w których jego matka zakonserwowała skutki wcześniejszych poronień.(...) Pewnego dnia w przypływie furii potłukł wszystkie słoje, potem rzucił się z nożem na ślubną małżonkę, prawie zadusił matkę, później postanowił zostać świętym”. “Prefekt miasta Paryża wydał w roku 1878 wszystkim policjantom tajnym, jawnym i dwupłciowym rozporządzenie, by pod żadnym pozorem nie zatrzymywali Verlaine'a. “Henri de Toulouse-Lautrec miał metr 52 cm wzrostu i najlepiej czuł się pod stołem lub w burdelu. (...) Koiły go w ramionach krągłe egerie. Wtulał się cały pod ich biusty, rozpłaszczał na brzuchu, wsysał w pępek”. “W latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia paryska bohema zmieniała skórę. Dawniej stanowiła sposób na życie. Powoli zamieniała się w zorganizowaną, zbiorową sztukę reklamy”. Jednym z ulubionych bohaterów Autora jest markiz Donatien Alphonse François de Sade. Najwspanialszy jest fragment o jego testamencie, w którym wyraził wolę, aby pochowano go w jego prowincjonalnym majątku, gdzieś w gęstwinie ogrodu (co się jednak nie stało, bo majątek wcześniej sprzedano). “Na zasypanym dole posadzić na powrót wszelkie chwasty, aby wyżej wspomniany dół nie odróżniał się niczym od otoczenia, a zagajnik zarósł jak wprzódy, i aby po moim grobie nie pozostał najmniejszy ślad na powierzchni ziemi podobnie – jak mniemam – pamięć o mnie wśród ludzi zaginie, z wyjątkiem może tyciej garstki nielicznych, którzy obdarzyli mnie swą miłością aż do ostatniej chwili i o których słodkie wspomnienie zabiorę ze sobą do grobu”. Autor celnie wytyka Francji prorosyjskość w XIX wieku i prosowieckość w XX. Wiele miejsca zajmuje rozprawa Rutkowskiego z taką orientacją zwłaszcza u francuskich intelektualistów. “Największy podziw budziła, budzi i budzić będzie nad Sekwaną Rosja. Najpiękniejszy most w Paryżu nosi imię cara Aleksandra III”. “Do połowy XIX wieku, mniej więcej do upadku Wiosny Ludów, francuska lewica adorowała i miłośnie wzdychała do Polski oraz narodów podobnie uciśnionych. Rosja jawiła się jako upiór i oprawca. (...) W drugiej połowie XIX wieku sympatia do Polski stopniała we Francji jak lód na słońcu, by rozpuścić się w brudnej kałuży po Komunie Paryskiej. W dwudziestoleciu międzywojennym podziw wzbudzała już na Sekwaną tylko Rosja sowiecka, a po roku 1945 fala rusofilli z gwiazdą rozpłynęła się we Francji jak sos beszamelowy po kotlecie z mlecznego jagnięcia”. “Trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić, do jakiego stopnia komunizm sowiecki stał się obiektem pożądania dla francuskich środowisk intelektualnych (...) To widmo gdzie indziej przelewanej krwi tak przyjemnie łechtało wyobraźnię w uniwersyteckich salach, w kawiarniach i w salonach. Niczym wspomnienie o słodkich razach zadawanych szpicrutą boskiego markiza”. “We Francji na literackie sukcesy mogą liczyć wyłącznie osoby, które poznały wszelkie zawiłości składni oraz ortografii mowy Racine'a i Moliera. Ponadto warto być draniem i w odpowiednim czasie sympatyzować z czerwonymi. Albo z Czarnymi Panterami, Frakcją Czerwonej Armii lub terrorystami z OWP. Jean Genet popierał z całego serca zarówno Pantery, jak i Arabów, bowiem doszedł do wniosku, że to bardzo piękni chłopcy. Wyznał jednocześnie z żalem, że z żadnym z przystojnych bojowników o wyzwolenie Palestyny nie udało mu się spędzić nocy”. “W 1954 roku Jean Paul Sartre napisał, że każdy obywatel Związku Radzieckiego cieszy się zupełną wolnością słowa i ma prawo krytykować sowiecką władzę ile wlezie. (....) Doszedł do wniosku, że kapitalizm nie może już niczego ofiarować ludzkości. Jedyną rozsądną propozycją jest komunizm. Jak zaczniemy krytykować komunizm, to stracimy sens życia. Jak się straci sens życia – to koniec”. I jeszcze francuska obsesja na punkcie wiecznej młodości: “Tu starości unika się jak kataru lub po prostu w ogóle nie zauważa, niczym kloszarda na ławce, psich odchodów na chodniku lub grymasu na ustach teściowej. Starość nie istnieje a młodość stała się synonimem piękna”. “Bycie w formie zastąpiło obecnie bycie w prawdzie. Zdrowie stało się celem samym w sobie, a młodość absolutem”. Albo taka inteligentna złośliwość: “Kiedy byłem małym chłopcem, to ze wszystkich francuskich profesorów lubiłem najbardziej Claude’a Levi-Straussa, ponieważ kojarzył mi się nieuchronnie z wybornymi dżinsami, które wtedy uznawałem za szczyt osiągnięć rękodzieła artystycznego”. Wielkie wrażenie na koniec wywiera opis kopii listów pisanych ze strefy okupowanej i przechwyconych na rozkaz kolaboracyjnego francuskiego “rządu” Vichy. Niemcy tego nie żądali, to była czysto francuska narodowa inicjatywa. “Tysiące francuskich urzędników pocztowych otwierało codziennie przez 8 godzin (z przerwą na obiad) dziesiątki tysięcy prywatnych listów nad parą i przepisywało je pracowicie z kopiami na przebitce, bo marszałek Petain chciał koniecznie wiedzieć, jakie w narodzie panują nastroje. (...) Tysiące pracowników poczty i telegrafu podsłuchiwało rozmowy Francuzów i notowało wybrane fragmenty”. “Szpiegowano w majestacie prawa, stosy pracowitych stron wędrowały do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w uzdrowisku Vichy, a konsekwencje – w wypadkach uznanych za niebezpieczne – spadały na gadułów jak piorun w zacierkę”. Pasjonująca to lektura książki mojego ulubionego wydawnictwa Słowo/Obraz/Terytoria...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na86 miesięcy temu
Dziennik pisany nocą 1971-1972 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą 1971-1972
Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik pisany nocą jest jedną z tych książek, o których nie pamiętam już gdzie wyczytałam, że warto. Kiedy przyszedł czas, Herling-Grudziński sam mnie znalazł w jakimś antykwariacie, choć później i tak musiał jeszcze swoje odczekać na półce. A gdy “ta” chwila nadeszła okazało się, że książka zupełnie nie jest tym, czym sądziłam, że będzie. Na początku było mi trudno się zorientować o co chodzi, bo Grudziński pisze tu o wszystkim i o “niczym”. Kolejne wpisy to mini eseje o trzęsieniu ziemi, cenzurowanych w tamtym czasie pisarzach, czy komentarze do ówczesnej polityki międzynarodowej, która mnie prawie w ogóle nie interesuje. 🌃 Jak ten Grudziński pisze! Czytałam jednak dalej, bo Dziennik pisany nocą napisany jest świetnie. Grudziński fantastycznie łączy kropki i opisuje to zdaniami, za które go podziwiam. Pociągało mnie to, choć nie byłam pewna, czy zrozumiem przekaz. Ale jednak ten piękny język Grudzińskiego przekonywał mnie żeby czytać dalej nawet, jeśli książka jest o tematach mi odległych. Choć tytuł wskazywałby, że jest to dzieło autobiograficzne, we wstępie Krzysztofa Pomiana dowiadujemy się, że nie do końca tak jest. Wprawdzie wydarzenia pokrywają się z biografią autora, ale nie zawsze są prawdziwe, natomiast zawsze przybliżają coś interesującego. 🌃 Nie-dziennik Eseje, bo każdy wpis to coś więcej, niż tylko notka, opowiadają punkt widzenia człowieka, który żył w Polsce, ale przez panujący w niej terror, musiał wyjechać. Wylądował we Włoszech i z tej perspektywy opisuje to, co go otacza, oraz wspomina dawne czasy. Robi to w spokojny i opanowany sposób, co mi przypomina o Tyrmandzie i jego Porachunkach osobistych, które były kompletną odwrotnością stylu Grudzińskiego. Myśli narratora płyną w kierunku traumy pokoleniowej po życiu w ustroju komunistycznym i tych warunkach panującej cenzury i strachu. Autor-narrator pisze też o życiu poza Polską, ale z Polską obecną między słowami i w odniesieniu do niej, o kulturze, sztuce, literaturze i wszystkim, co go otacza. Jest też sporo wątków antyreligijnych, a nawet antykatolickich, rozważań filozoficznych i innych głębszych przemyśleń o życiu. 🌃 Nie ma łatwo To nie jest zwykły dziennik, w którym jest codziennie i o wszystkim. Narrator raz wspomina o zwykłej codzienności, choć też w politycznym kontekście, ale od razu dodaje, że ten wpis to wyjątek, bo nie pasuje do jego idei tego dzieła. W ogóle, jak się okazuje jest tych dzienników więcej, a lata 1971-1972 to pierwszy tom. Nie wiem jednak, czy sięgnę po kolejne, bo nie jest to łatwa lektura, choć w tym jej największa siła. Kolejne zdania zaskakują budową i treścią. Dawno nie czytałam nic, co mimo odległości tematów, tak by mnie ciekawiło, a jednocześnie zmuszało do wysiłku: myślenia i skupienia. Dziennik pisany nocą to książka raczej dla fanów Grudzińskiego, albo osób zainteresowanych polityką i kulturą w latach ‘70. Ewentualnie kogoś, kto tak jak ja kocha piękne zdania.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na73 lata temu
Ciekawość. Felietony z lat 1973-1976 Antoni Słonimski
Ciekawość. Felietony z lat 1973-1976
Antoni Słonimski
Lubię czytać książki sprzed kilkudziestu lat, choć nie do końca miłe jest zaskoczenie, gdy okazuje się, że ich treść nadal jest aktualna. W czasie tych dekad coś się powinno zmienić, nieprawdaż? Jak się okazuje, zmienia się niewiele albo zupełnie nic. Wciąż wałkujemy te same problemy i mało się uczymy, albo w ogóle. Ciekawość to zbiór felietonów Antoniego Słonimskiego z lat 1973 – 76, wydrukowanych w “Tygodniku Powszechnym”. To ostatnia książka autora opracowana przez niego samego tuż przed śmiercią, a wydana w 1981 roku. Zawiera teksty na tematy wszelkie, m.in. o książkach, filmach, innych autorach oraz problemach społecznych. Słonimski to niezwykle spostrzegawczy człowiek, a przy tym jest całkiem mądry i dość (mimo wszystko) skromny. Dlatego można wierzyć w obraz Polski jaki się z jego wypowiedzi wyłania. Była to Polska smutna i zacofana. Codzienność w PRL Pisarz dużo uwagi poświęca wielu różnym problemom społecznym i kulturalnym, które wciąż są aktualne. Jednym z nich jest malejące znaczenie słowa. Pisze się dużo, coraz więcej, tylko coraz mniej z tego wynika. Jakże to aktualne, szczególnie, że coraz popularniejszy staje się self-publishing oraz wydawnictwa typu venture. Podobnie głośno ostatnio o roli tłumaczy książek, których rola jest często pomijana. Okazuje się, że to niechlubna „tradycja”, którą Słonimski również wypomina w swoich felietonach. Znajdzie się też w Ciekawości wiele innych okruchów życia w PRL, tego codziennego i tego niecodziennego. Na przykład z jednego z felietonów wynika, że Słonimski nie był fanem alpinizmu, a przecież to były czasy polskich herosów – Kukuczki i Wandy Rutkiewicz, którą zresztą w swoim felietonie wspomina, choć nie z nazwiska. Pisarz jednak uważa, że alpinizm (“nie wiadomo dlaczego zwany wciąż alpinizmem, skoro uprawiany w Himalajach”) to niepotrzebne umartwianie się i proszenie się o nieszczęście. Albo inna ciekawostka. Pisze Słonimski o pewnym czasopiśmie, które wydrukowało dość obrazowe i dosadne opisy seksu homoseksualnego i że on jest takim tekstom przeciwny. A ja nie wiedziałam, że w latach siedemdziesiątych takie kontrowersyjne publikacje w ogóle były możliwe. Słonimski (za co bardzo go cenię) nie boi się nazwać rzeczy po imieniu i cytuje potworną grafomanię pisząc o niej wprost, że to bełkot. A jak się uważnie wczytamy, to znajdziemy podobnych smaczków o wiele więcej. Na przykład na temat roli telewizji, albo o tym, że nad samochodami elektrycznymi Anglicy zaczęli już pracę w latach sześćdziesiątych, czy okruchy informacji na temat skutków marca 1968. Dowiemy się też, że brakowało też papieru na książki, o czym autor wspomina kilka razy. Acz jest to dość zabawne, że w jego książce również się trochę cennego papieru zmarnowało – kilka z felietonów zostało wydrukowanych podwójnie. Zbiór felietonów Ciekawość zawiera sześćdziesiąt osiem tekstów, każdy z nich ma maksymalnie cztery strony. I muszę przyznać, że jest to format specyficzny. Nie da się czytać ich ciągiem, trzeba odkładać, odczekiwać, po troszku. Najwyżej po dwa teksty z rzędu, nie więcej. Inaczej człowiek gubi się w natłoku tematów, ale efekt jest całkiem udany. Słonimskiemu po raz kolejny udało się skłonić mnie do przemyśleń o tym, jak było kiedyś, a jak jest teraz. Kilka razy nawet parsknęłam śmiechem. No a poza wszystkim, to kawał dobrze napisanej literatury. Smutne jest tylko to, że to książka z likwidowanych zbiorów bibliotecznych i niestety wygląda na nigdy nie czytaną…
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na86 lat temu
Guzik Puszkina Serena Vitale
Guzik Puszkina
Serena Vitale
Książka bardzo ciekawa. Przeczytałam w jeden dzień, po prostu nie mogłam się oderwać. Jak na biografię, może nadmiernie rozbuchana stylizacja literacka, rzeczywiście chwilami sięga JM Rymkiewicza, ale na szczęście nie osiąga nigdy tego poziomu. Na początku męczy, później przestaje się ją dostrzegać, a współtworzy szczególną atmosferę książki. Dużo się dowiedziałam. Nie wiedziałam dotąd, że Natalia Gonczarowa - żona Puszkina, była największą pięknością w Rosji tamtej epoki, że d'Anthes wcale nie był łotrem i tchórzem, tylko zakochanym bez pamięci człowiekiem, że siła konwenansów była wówczas w Rosji tak wielka, że nie tylko prowadziła do absurdalnych pojedynków, ale zmuszała męża do tolerowania licznych adoratorów żony i to najlepiej z kamienną twarzą; że Puszkin nie był zbyt miłym w obejściu człowiekiem, raczej skorym do sarkazmu, ale żonę kochał, że człowiek 35-letni w tamtej epoce uchodził niemal za starca i czynił podsumowanie swego życia. Nie podobało mi się insynuowanie wątku homoseksualnego w relacji d'Anthesa do jego przybranego ojca. obecnie to bardzo modne wszędzie widzieć homoseksualizm, ale młody baron był tak heteroseksualny jak to tylko możliwe, prowadząc życie pełne podbojów i miłosnych namiętności, a ojczym może po prostu naprawdę pokochał go jak syna. Robi wrażenie natomiast opis śmierci Puszkina, a właściwie ostatnich 36 godzin po pojedynku (bo nie umarł od razu). Jego odwaga, zupełny brak lęku przed śmiercią budzą szacunek. Reasumując, super książka, gorąco polecam.
bevis - awatar bevis
ocenił na712 lat temu

Cytaty z książki Okruchy weselnego tortu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Okruchy weselnego tortu