Kraksa. Historia jeszcze możliwa

Okładka książki Kraksa. Historia jeszcze możliwa autora Friedrich Dürrenmatt,
Okładka książki Kraksa. Historia jeszcze możliwa
Friedrich Dürrenmatt Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy literatura piękna
61 str. 1 godz. 1 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Die Panne. Eine noch mögliche Geschichte
Data wydania:
1963-02-01
Data 1. wyd. pol.:
1963-02-01
Liczba stron:
61
Czas czytania
1 godz. 1 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Andrzej Wirth
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kraksa. Historia jeszcze możliwa w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kraksa. Historia jeszcze możliwa



książek na półce przeczytane 1604 napisanych opinii 1503

Oceny książki Kraksa. Historia jeszcze możliwa

Średnia ocen
7,5 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kraksa. Historia jeszcze możliwa

avatar
5795
5733

Na półkach:

Wielostronne, wieloaspektowe przyglądnięcie się historii jednego wypadku.

Wielostronne, wieloaspektowe przyglądnięcie się historii jednego wypadku.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
100
35

Na półkach:

To niesamowite jak w tak krótkim opowiadaniu można zawrzeć tyle elementów. Świetnie się to czyta!

To niesamowite jak w tak krótkim opowiadaniu można zawrzeć tyle elementów. Świetnie się to czyta!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
187
142

Na półkach:

Jawiły mu się obrazy blade, twarzyczka synka, w półmroku wioska, przy której zdarzyła się kraksa, jasna wstęga szosy, pagórek z kościołem, szumiący dąb, olbrzymi, zalesione wzgórza, świecące w górze niebo - wszędzie, bez końca...przeciętny człowiek w bezmyślnej poniewierce co prze przez życie, bo chce mieć lepiej. Nie bacząc na innych, osiąga sukces - w przemyśle tekstylnym. Występki, szwindle, cudzołożenie. Los figle płata - awaria Studebakera, trzeba we wsi przenocować. A tam, impreza życia - wykwintne sery, dymiące półmiski, Bordeaux w koszyczkach - z emerytowanymi przedstawicielami prawa. Wielkie żarcie. I co się dzieje? Bierze udział w zabawie, grze, procesie, niewinny przecież - tym upojony - wyznaje co nieco przed groteskowym sądem. Za oknem wisi późny księżyc, cieniutki sierp, lekki szum drzew. W kieliszkach iskrzy się Château Pavie 1921. Uświadomiono mu, mniema, że poznał siebie. Ach doceniony, kochany, głębszym człowiekiem się czuje, godnym szacunku, przyjaźni uczonych i wykształconych mężów (teraz koniaku z pękatych kieliszków). Jakby zawierał znajomość z człowiekiem, którym sam jest, a którego spotkał gdzieś tam kiedyś tylko przelotnie. I okazało się, że zaplanował coś pięknego i dokonał tego, takie szczęście (szampana polejcie). Więc jednak żył prawdziwym życiem, był bohaterem, co za tym idzie (na czworakach) wyzbywa się pragnień - cóż pozostaje? Ktoś jednak zepsuł wspaniałe przyjęcie... gwiazdy blednące od dalekiego wschodu słońca, ostry krzyk ptaków, rześkość i rosa.

Jawiły mu się obrazy blade, twarzyczka synka, w półmroku wioska, przy której zdarzyła się kraksa, jasna wstęga szosy, pagórek z kościołem, szumiący dąb, olbrzymi, zalesione wzgórza, świecące w górze niebo - wszędzie, bez końca...przeciętny człowiek w bezmyślnej poniewierce co prze przez życie, bo chce mieć lepiej. Nie bacząc na innych, osiąga sukces - w przemyśle...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

393 użytkowników ma tytuł Kraksa. Historia jeszcze możliwa na półkach głównych
  • 232
  • 157
  • 4
49 użytkowników ma tytuł Kraksa. Historia jeszcze możliwa na półkach dodatkowych
  • 33
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Friedrich Dürrenmatt
Friedrich Dürrenmatt
Szwajcarski dramaturg, prozaik, eseista i teoretyk teatru, piszący w języku niemieckim. Jego dramaty szczególnie charakteryzuje groteska, deformacja rzeczywistości i stawianie w swych utworach ważnych pytań moralno-filozoficznych. Twórca słuchowisk (znanych także w Polsce),powieści i nowel kryminalnych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sędzia i jego kat Friedrich Dürrenmatt
Sędzia i jego kat
Friedrich Dürrenmatt
Pasjonujące starcie prawa z bezprawiem. Zwycięskie, bo z użyciem bezprawnej metody wymierzenia sprawiedliwości, bardzo dalekiej od kodeksowej. Kolejna znakomita rzecz szwajcarskiego mistrza, mocno oldskulowa. Zasadniczo nie czytam kryminałów i to od dawna (30 lat?),choć we wczesnej młodości zaczytywałem się klasyką gatunku. Ale to wszak mistrz Friedrich Dürrenmatt, to i nie mogłem doznać zawodu (choć niezapomniana „Kraksa” jeszcze lepsza). Co ważne: żadnej tu rozwlekłości, żadnych wątków ubocznych. To 83 strony skondensowanego tekstu, pisanego w szczęśliwych czasach, gdy nie płacono od metra i kilograma słowa pisanego ku satysfakcji uszczęśliwionych konsumentów. Tutaj sama esencja - żadna pulpa. Choć fabuła wciągająca, to na główny plan wychodzi kwestia skuteczności organów ścigania w rozgrywce z niepokonanym – wydawałoby się - przeciwnikiem. Uniwersalna to rzecz zawsze i wszędzie, zwłaszcza że Zły jest świetnie umocowany w elitach polityczno-biznesowych i korzysta z ich parasola. Odwieczny związek organów ścigania z władzą polityczną znajdzie tu swój dramatyczny finał, mimo wszystko – dający nadzieję na ukaranie zła. Starszy, doświadczony policjant wie, że wygrać można tylko przy zastosowaniu, hmm… niekonwencjonalnych metod. Notabene główny bohater nieco przypomina mi szeryfa z „W samo południe” (jednego z najprawdziwszych westernów, gdy radzić trzeba sobie nie tylko samemu, ale przede wszystkim - wbrew wszystkim). Zresztą sympatie czytających Bärlach zdobywa niemal na pierwszych stronicach, gdy mowa o jego działalności we Frankfurcie w latach 30. „Powodem (…) był policzek wymierzony pewnemu przedstawicielowi ówczesnego nowego rządu niemieckiego. O rękoczynie tym wiele wówczas mówiono we Frankfurcie, w Bernie zaś oceniano go rozmaicie, w zależności od aktualnej sytuacji politycznej w Europie – początkowo oburzano się, później uważano ów postępek za karygodny, ale niejako zrozumiały. Wreszcie uznano, że była to jedyna postawa, jaka przystała Szwajcarowi – ale to dopiero w roku 1945”. W tym sarkazmie Autora odnajdujemy całą Szwajcarię z jej bezwzględnie bojaźliwą neutralnością. Nakazywała ona władzom kraju stosować „pushbacki”. Każdy uciekinier z Trzeciej Rzeszy, usiłujący nielegalnie przekroczyć święte granice kraju Wilhelma Tella, mógł być pewien, że zostanie „ cofnięty do linii granicy” (chyba że miał naprawdę duże pieniądze albo był „kurierem z Warszawy” Janem Nowakiem-Jeziorańskim, o którego upomnieli się Brytyjczycy, ale to już był początek 1945 i jasne było, kto wygra wojnę..). Tematem książki jest śledztwo w sprawie zabójstwa policjanta i to nie byle jakiego, a w kręgu podejrzanych też żadna płotka. Wydaje się, że Bärlach – wyzbyty iluzji, "śmiertelnie chory" samotnik w podeszłym wieku - od początku wie, kto, co i dlaczego. W sumie okazuje się istnym demiurgiem wszystkiego, co się dzieje. Nie będę pisał o szczegółach, by nikomu nie odbierać przyjemności samodzielnego poznania fantastycznej intrygi. Tym razem ograniczę się do cytatów, które najwyżej zaostrzą apetyt na tę klasykę gatunku, lekko a szlachetnie staroświecką w najlepszym tego słowa znaczeniu. W finale mamy wręcz diaboliczny opis kolacji. „Zdawało się, że nie interesuje go nic prócz jedzenia: bez miłosierdzia po raz drugi spiętrzył na talerzu górę ryżu, polał go sosem, a na wierzchu ułożył jeszcze jeden kotlet cielęcy”. „- Co z pana za człowiek, panie komisarzu! Na to Bärlach odparł poważnie: - Jestem starym, dużym, czarnym kocurem, który chętnie pożera myszy”. „Mam tylko pewną koncepcję, kto mógłby wchodzić w rachubę jako morderca. Ale ten, kogo to dotyczy, musi jeszcze dostarczyć dowodów, że jest nim istotnie”. „Jeśli ten, kogo podejrzewam, jest mordercą, sam go pan wykryje, co prawda – w przeciwieństwie do mnie – posługując się niezawodną metodą naukową; jeśli nim nie jest, znajdzie pan prawdziwego mordercę, a wtedy zbyteczne byłoby wymieniać nazwisko tego, kogo ja niesłusznie podejrzewam”. „Wpatrywał się w bestię nieulękły, ale jak zaczarowany. W ten sposób właśnie Zło rzucało wciąż na niego swój urok – wielka tajemnica, której rozwiązanie zawsze go nęciło”. „Patrzyli na siebie twarzą w twarz, zda się wieczność całą, mimo że trwało to zaledwie kilka sekund. Żaden z nich nie wyrzekł ani słowa, a oczy obu były jak kamienie”. „Wiadomo, sobota (…). Urzędnicy pokazują kły, dlatego tylko, że mają nieczyste sumienie, bo w ciągu całego tygodnia nie zrobili nic rozsądnego”. „ - Stawałem się coraz doskonalszym zbrodniarzem, ty zaś coraz doskonalszym kryminologiem”. „Po nim się można zawsze spodziewać zarówno zła, jak i dobra i tylko przypadek rozstrzyga”. „Stał tak, a gdzieś w jego mieszkaniu stał tamten, noc była między nimi, cierpliwa, okrutna noc, która pod swym okrutnym płaszczem kryła zabójczego węża, nóż szukający jego serca”. „Tak spotykali się po raz ostatni: myśliwy i zwierzyna, zastrzelona, leżąca u jego stóp”. „Uczyniłem z ciebie moją najgroźniejszą broń, gdyż tobą kierowała rozpacz, morderca musiał znaleźć innego mordercę”. „- Poszczuł pan nas na siebie jak zwierzęta! - Dziką bestię na inna dziką bestię – padło nieubłaganie z drugiego fotela. - Pan był sędzią, a ja katem”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Baby Anton Czechow
Baby
Anton Czechow
Czechow mógłby być ojcem duchowym naszego Boya-Żeleńskiego. Obaj studiowali medycynę a utrzymywali się z pisarstwa. Obaj zakochiwali się często i namiętnie. I obaj tworzyli rzeczy o mocnym wydźwięku społecznym. Jak te siedem opowiadań : „Baby”, z których prawie każda bardzo lubi się zabawiać. Księżna bawi się dobroczynnością tak radośnie, że aż obiekty jej łaski uciekają od niej jak najdalej. Trzpiotka zabawia się uprawianiem sztuki i flirtów pozamałżeńskich do tego stopnia, że dosłownie zamęcza na śmierć uwielbiającego ją męża – wybitnego lekarza i naukowca. Agafia - młoda mężatka upatrzyła sobie uroczego notorycznego lenia, który odwdzięcza się kochającym i rozpieszczającym go kobietom „w naturze” i figluje z nim w najlepsze w rytm wychylanych szklanic z wódką. W tytułowych „Babach” jest sobie pewna Maszeńka, która zabawiać się nie chciała, za to pokochała zbyt mocno i nie tego co powinna. A od tej miłości tylko nieszczęście i sromota niemal na całą wieś. No i niejedna nieszczęśnica skusiłaby się zrobić to, co Masza, byle tylko pohulać, pożyć troszeczkę! Modystka Poleńka to kolejna miłośnica, która źle ulokowała uczucia w chłopcu spoza swojej sfery. Ale równocześnie trzyma w odwodzie jako plan awaryjny zakochanego w niej subiekta. I nawet przez myśl jej nie przejdzie, że igra cudzymi uczuciami. Chórzystka jest raczej sama zabawką w rękach kapryśnego adoratora, osobiście zaś bawi się średnio. Nie dość, że pożytków z kochanka nie ma zbyt wiele, to do tego braku uciech dołączają złość i pogarda. Tomik kończy się intrygującym tytułem: „Anna na szyi”. Niby chodzi o order Świętej Anny, a w istocie o młodziutką dziewczynę, świeżo poślubioną starszemu, średnio atrakcyjnemu i dość nadętemu urzędnikowi. Małżeństwo miało ją wydobyć z biedy a okazało się obrzydliwą niewolą. Ale tylko do czasu aż młoda Ania obudzi w sobie demona nieposkromionej kobiecości. Może i Czechow nie przepada za swoimi bohaterkami, może odmalowuje je w niezbyt korzystnym świetle. Jednak czuć, że je rozumie i stara się ukazać ich wiele twarzy, czystą prawdę o życiu i trudne uwarunkowania społeczne, w jakich przyszło „babom” żyć. Ja polubiłam je prawie wszystkie. Dla zaspokojenia mojego męczącego dla co poniektórych symetryzmu, chętnie przeczytałabym zbiór opowiadań „Chłopy”. Czy też daliby się lubić?
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na79 miesięcy temu
Sługa boży Erskine Caldwell
Sługa boży
Erskine Caldwell
Ludzie, co ja czytam, co ja czytam - czy ochrona zdrowia i MOPS mnie słyszą?! Czysta patologia to amerykańskie Południe sprzed stu lat. To ludzie o horyzontach znacznie ciaśniejszych niż horyzont, na który spoglądają całymi dniami. Życie płynie leniwie, sennie a jedyną rozrywką jest wizyta sąsiada z galonem samogonu. Nieodłączni czarni tkwią w swych chatach i lepiej lub gorzej zasuwają na plantacji "Pana". A "Pan" w tej powieści to przecudowny gospodarz o mózgu zżartym bezczynnością i alkoholem i inteligencji niższej niż holenderska depresja. Ale łóżkowo sprytny dość - ożenił się z piętnastolatką, mimo, że nie zdążył "odżenić się" z poprzednią żoną, z którą ma syna. Poprzednia żona nie widziała swego sześciolatka od półtora roku, bo hulała po świecie świadcząc usługi bezpośrednie własnym ciałem. Sześciolatek nie mieszka z ojcem, bo woli buszować w murzyńskim osiedlu, a tato niespecjalnie namawia go do powrotu. Mały podobno jest zarażony kiłą, tatuś nawet kupił mu lekarstwo, lecz od wielu miesięcy trudno mu złapać tego "dzikusa" i napoić syropem. Powtarzam zatem - czy MOPS mnie słyszy? Nikt nie słyszy, za to do osiedla przybywa tajemniczy, ekscytujący wszystkich (zwłaszcza kobiety!) kaznodzieja, który robi z mieszkańcami osady co tylko chce i owija sobie naiwnych wieśniaków wokół palca. Wody z mózgów im nie robi, bo oni właściwie nie posiadają tychże. Ale jak on nawracał, uuuuch!!! A czemu tu się dziwić, kiedy kościoła w osadzie nie ma w ogóle, żaden duchowny z prawdziwego zdarzenia nie zawitał tam od lat, a szkoła - chociaż jest, to działa góra cztery miesiące w roku. Bieda fizyczna bije w oczy, bieda duchowa poraża, a piętnastoletnia żona Claya powtarza w nieskończoność o kaznodziei - "Jak żyję nie widziałam takiego faceta". Co to dziecko widziało w swoim życiu? Tylko śmierć swego ojca, po której natychmiast wyszła za mąż za "nieodżenionego" faceta. MOPS, mayday, mayday (xD)!!! Mocne to i na szczęście przełamane zdrową dawką humoru Autora.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na74 miesiące temu
Poletko Pana Boga Erskine Caldwell
Poletko Pana Boga
Erskine Caldwell
I po raz kolejny Caldwellowe południe USA - miejsce, gdzie człowiek nie bywa człowiekowi człowiekiem, chore namiętności buzują, a poszukiwanie szczęścia zamienia się w walkę wszystkich ze wszystkimi - także, a może zwłaszcza w ramach rodziny. Efektem - zabójstwo. To także rzecz o złudzeniach. Że można wykopać żyłę złota - bo mamy tu złagodzoną, acz jak zawsze niszczącą, wersję gorączki złota (z wiadomym skutkiem). Że mężczyzna z kobietą mogą mieć równoważny, szczęśliwy związek bez przemocy. Że rasa nie ma znaczenia wobec wspólnoty losu. Tu trzeba być twardym, jeżeli nie bezwzględnym, a szukając szczęścia - egoistycznie pojmowanego - łamać prawa ludzkie, o tzw. boskich nawet nie mówiąc. Ilustracją jest np. oddanie przez patriarchę rodu Tay Taya zbiorów z wyznaczonego poletka Kościołowi. “Poletko Pana Boga” to zatem ten kawałek, który miał być świętością nie do ruszenia. Ale jak to w życiu, opętani żądzą złota, kopią i tu…. “To jest Poletko Pana Boga, Pluto. Dumny jestem, że chociaż niewiele mam, przecież dzielę się z tym z Panem Bogiem. - A co tam rośnie w tym roku? - Co rośnie? A nic. Najwyżej trochę mleczów i łopuchów, bo po prostu nie miałem czasu zasadzić bawełny tego roku. Ja, moje chłopaki i te dwa czarnuchy tacyśmy byli zajęci czym innym, że na razie musiałem zostawić odłogiem poletko Pana Boga.(...) Za nic bym nie chciał znaleźć tej żyły na panaboskim poletku, bo potem musiałbym to wszystko oddać na kościół”. “Jeszcze nie widziałem mężczyzny ani kobiety, którzy by nie ryli się w ziemi, kiedy ich złapie gorączka złota. Człowiek zaczyna myśleć, że może następnym uderzeniem kilofa wyrzuci na wierzch garść tych żółtych bryłek, a wtedy, rany boskie, kopie i kopie, i kopie!”. “- Niedługo trafię na żyłę. - To samo mówiłeś 14 czy 15 lat temu. Z wiekiem wcale nie nabrałeś rozumu”. “- Nie bardzo się mogę połapać — wtrącił Pluto — ale coś mi wygląda, że teraz kopiecie na poletku Pana Boga. - No, to nie będziesz się tym długo martwił — odrzekł Tay Tay — bo dzisiaj rano przeniosłem panaboskie poletko na drugą stronę farmy. Nie ma strachu, żebyśmy w najbliższym czasie dokopali się na nim do żyły. Poletko Pana Boga jest tam bezpieczne jak na samej Florydzie”. Ażeby wykryć mityczną żyłę złota, sympatyczna rodzinka porywa i więzi (!!!) pewnego albinosa, bo o takich ludziach krąży legenda, że umieją ją znaleźć. “- Już odgadł, gdzie złoto? - Jak dwa a dwa cztery - odparł Tay Tay. - Kiedyśmy go tu sprowadzili i powiedzieli, co ma robić, od razu pokazał to miejsce, gdzie teraz jest nowy dół. Powiedział, że tu trzeba kopać, a trafi się na żyłę. No i żyła tam jest. - A skąd wiecie? Znaleźliście już bryłki? - No, jeszcze niezupełnie. Ale z każdą minutą jesteśmy bliżej”. “- Potrafisz zgadnąć, gdzie jest żyła złota? - Albo ja wiem? Nigdy nie próbowałem. - To lepiej się pomódl, żebyś odgadł rzekł Will. – Bo jeżeli nie potrafisz, wszyscy tutaj będą wściekli na ciebie i nie wiadomo, co ci się może zdarzyć” (...) “Pod ich spojrzeniami czuł się jak zwierzę na pokazie. Wszyscy przyglądali mu się, natomiast on mógł patrzeć tylko na jedną osobę naraz”. Krótką pociechą Dave’a jest, że zainteresuje się nim Jill, córka patriarchy i ewidentna nimfomanka…. “Do tej pory Tay Tay ani przez chwilę nie uważał Dave'a za ludzką istotę. Od poprzedniego wieczora traktował go jako coś odmiennego od człowieka teraz jednak, gdy ujrzał uśmiech Dave'a, zaświtało mu w głowie, że chłopak należy do rodzaju ludzkiego”. A zarazem w chwili próby, walki o prawa pracownicze ci sami ludzie potrafią zachować się pięknie, zachowując ludzką godność. I jeszcze jedno: zawsze byłem przekonany, że Południe było bardzo purytańskie, a tu proszę: zaskakująca swoboda seksualna młodych dziewcząt i nie tylko, wymienianie się “karesami” w ramach rodziny uchodzi tu niemal za normę, tak jak i publiczne molestowanie synowej… A reakcją na takie zachowania jest nie tyle oburzenie, ile zrozumienie dla takich porywów (serca...?). “W życiu nie widziałam takiego chłopa. Ciągle próbuje mnie dotykać albo gdzieś ściskać, a teraz jeszcze chciał przyłapać mnie na golasa. Nigdy nie widziałam takiego człowieka”. “- A ja chyba sypiam z tobą dosyć często, jeżeli tylko nie zadzierasz nosa i nie zaczynasz pleść o jakiejś cholernej świętości zbliżenia z kobietą i takich tam bzdurach. Więc dlaczego do diabła nie wolno mi powiedzieć, że chcę Gryzeldy? Chyba nie możesz żądać, żeby taka dziewczyna się zaszpuntowała?”. “To ja muszę ciebie prosić, żebyś się ze mną czasem przespał, a Miła Jill przyjeżdża na jedną noc I zaraz ją bierzesz! Przecież nie jest ładniejsza ode mnie”. “Powiadam tu najpiękniejsze rzeczy, jakie mężczyzna może mówić o kobiecie. Kiedy chłopa aż korci, żeby tak łazić na czworakach i coś lizać – no dziewczyno, wtedy dopiero robi się z niego prawdziwy mężczyzna”. “- Kobieta nie może kochać mężczyzny, jeżeli nie jest taki. Bo w tym tkwi coś, to wszystko zmienia. (...) A Will.. Will zerwał ze mnie wszystko, podarł mi na strzępy i powiedział że to zrobi. I zrobił tato.(...) Jak kobiecie raz ktoś da coś podobnego, już potem nigdy nie jest ta sama. Jakoś ją to otwiera, czy co. Nie potrafiłabym nigdy naprawdę kochać innego mężczyzny, jeżeli by mi tego nie zrobił”. “- Gryzelda nie będzie się starała przeszkadzać mi w podglądaniu ani następnym razem, ani nigdy w ogóle. Owszem, teraz nie wystąpi tutaj i nie powie, że mam rację, ale mimo to będzie kontenta jak wszyscy diabli, kiedy ją znowu zobaczę. Ona wie doskonale, że cenię sobie to, co widziałem. No, nie jest tak, Gryzeldo? — Dajże spokój, tato”. “- Przyjrzyj się tym dziewuchom. Żadna nie jest chora. Miła Jill jest w porządku i Gryzelda też. I Rozamunda to samo. Wszystkie trzy są porządne, czyściutkie, synku. Za nic bym nie chciał mieć w domu takiej zarażonej. Tak by mi było wstyd, że nie wiedziałbym, gdzie się schować, jakby kto do mnie zaszedł. Musi ci być ciężko żyć z taką zarażoną kobitą, jak ta twoja. Dlaczego to tak jest, że tutaj w mieście tyle bogatych dziewcząt ma te choroby? - Nie wiem - odparł cicho”. Odpowiedzią czy też usprawiedliwieniem może być to: - “Gdzieś nam zrobiono paskudny kawał (..) Pan Bóg powsadzał nas w ciała zwierząt, a kazał postępować jak ludziom. Tu był początek całej biedy. Gdyby nas stworzył takimi, jakimi jesteśmy, ale nie nazwał ludźmi, nawet ostatni z nas wiedziałby, jak żyć”. Inne cytaty “Po całej Dolinie rozsiane były miasteczka przyfabryczne i obrośnięte bluszczem przędzalnie; wszędzie były dziewczyny o jędrnych ciałach i oczach jak szafirowe kwiaty powoju, a na rozprażonych ulicach stali, spoglądając po sobie, mężczyźni i wypluwali płuca w sypki, żółty pył Karoliny”. “Przypomniał sobie czasy, kiedy fabryka szła dzień i noc. Mężczyźni, którzy tam pracowali, byli zmęczeni, wyczerpani, natomiast dziewczyny kochały się w krosnach, wrzecionach i lotnych kłaczkach bawełny. Za obrośniętymi bluszczem murami fabryki te dziewczęta o szalonych oczach wyglądały jak kwitnące rośliny w doniczkach”. “Materiały tkane w niebieskim świetle rękami dziewcząt okrywały ich ciała, ale pod tkaniną drżenie prężnych piersi było niby szybkie ruchy niespokojnych dłoni. W miasteczkach Doliny piękność była żebracza, a głód silnych mężczyzn przypominał skowyt bitych kobiet”. “Nie miał pieniędzy. Gdyby natomiast wybrano go na szeryfa, sprawa wyglądałaby inaczej. Dostawałby dobrą pensję z dodatkami, a jego zastępcę mogliby jeździć w teren, dawać komunikaty do prasy i przeprowadzać wszystkie aresztowania. On siedziałby sobie spokojnie w pokoju bilardowym i wywoływał nad stołem wyniki gry”. “Wielki siedmioosobowy wóz mknął poprzez mrok; dwa długie promienie reflektorów wyglądały jak czułki szybko lecącego owada, kiedy tak przebijał się przez stojącą przed nim ścianę ciemności”. “ - I tak to ciągniemy bez końca – rzekł ze znużeniem Tay Tay. - I coraz dalej jesteśmy od szczęśliwego życia”. “- Szkoda, że człowieka można zabić tylko raz. Ja bym go chętnie zabijał ciągle. - Póki bym mógł kupować naboje, żeby do niego strzelać”. “Przeżył swoje życie z mocnym postanowieniem utrzymania spokoju w rodzinie. Teraz to już nie było ważne. Nic nie miało znaczenia, bo oto na jego ziemi rozlana została krew – krew jego dziecka”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na74 miesiące temu
Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem),która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na64 miesiące temu

Cytaty z książki Kraksa. Historia jeszcze możliwa

Więcej
Friedrich Dürrenmatt Kraksa Zobacz więcej
Friedrich Dürrenmatt Kraksa Zobacz więcej
Friedrich Dürrenmatt Kraksa Zobacz więcej
Więcej