rozwińzwiń

Sacco di Roma

Okładka książki Sacco di Roma autora Tomasz Bereźnicki, 9788364197758
Okładka książki Sacco di Roma
Tomasz Bereźnicki Wydawnictwo: Klinika Języka komiksy
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Data wydania:
2019-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2019-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788364197758
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sacco di Roma w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sacco di Roma

Średnia ocen
7,9 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sacco di Roma

Sortuj:
avatar
258
114

Na półkach: ,

Komiks kupiony przy okazji Targów, świetna kreska Tomasza Bereźnickiego. Trzymam kciuki za jak najwięcej udanych projektów i będę śledził poczynania.

Sam komiks jest przepięknie wydany i opowiada super ciekawa i mało znana hostorie rodem z XVI w. Warto zanurkować w te opowieść.

Komiks kupiony przy okazji Targów, świetna kreska Tomasza Bereźnickiego. Trzymam kciuki za jak najwięcej udanych projektów i będę śledził poczynania.

Sam komiks jest przepięknie wydany i opowiada super ciekawa i mało znana hostorie rodem z XVI w. Warto zanurkować w te opowieść.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
147
144

Na półkach: , ,

Najlepszy komiks jaki w życiu czytałem! A mam ich wiele na koncie (zwłaszcza z czasów studenckich). To wspólne arcydzieło Gabriela Maciejewskiego (scenariusz) i Tomasza Bereźnickiego (rysunki) poraża ogromem pracy i niesamowitym efektem końcowym. Nie mogę przejść obojętnie wokół historii opowiedzianej w tym komiksie. Oto mieszanka wojsk cesarza Karola V Habsburga, Hiszpanie- katolicy oraz Niemcy- luteranie, pod dowództwem Francuza Karola de Bourbon zdobywają w 1527 Rzym broniony przez garstkę żołnierzy z Gwardii Szwajcarskiej papieża Klemensa VII. Potem zabijają 12 tysięcy cywilnych mieszkańców Rzymu i grabią wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Gdzie to wszystko wylądowało, złoto, srebro i dzieła sztuki Wiecznego Miasta nie zdradzę!
Gratuluję obu autorom! Dziękuję za uwagę i serdecznie polecam!
Filmik-zwiastun tego komiksu z You tube (autor Tomasz Bereźnicki):
https://www.youtube.com/watch?v=v_zV_CA1Yj4&feature=emb_title

Najlepszy komiks jaki w życiu czytałem! A mam ich wiele na koncie (zwłaszcza z czasów studenckich). To wspólne arcydzieło Gabriela Maciejewskiego (scenariusz) i Tomasza Bereźnickiego (rysunki) poraża ogromem pracy i niesamowitym efektem końcowym. Nie mogę przejść obojętnie wokół historii opowiedzianej w tym komiksie. Oto mieszanka wojsk cesarza Karola V Habsburga,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

23 użytkowników ma tytuł Sacco di Roma na półkach głównych
  • 17
  • 6
10 użytkowników ma tytuł Sacco di Roma na półkach dodatkowych
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Sacco di Roma

Inne książki autora

Tomasz Bereźnicki
Tomasz Bereźnicki
Rysownik, twórca komiksów, gitarzysta, projektant witraży. Absolwent Wydziału Form Przemysłowych na ASP w Krakowie. Autor komiksu „Aptekarz w getcie krakowskim” opowiadającego o Tadeuszu Pankiewiczu, Sprawiedliwym wśród Narodów Świata. Jego komiksy ukazały się m.in. w antologiach poświęconych piłce nożnej czy ekonomii, interesuje go też tematyka muzyczna i filmowa. Laureat konkursów komiksowych, w tym trzykrotnie na temat Powstania Warszawskiego. Rysunki i komiksy publikował m.in. w Przekroju, Bluszczu (jego dwie okładki nagrodzono w prestiżowym konkursie GrandFront 2011),Men's Health, Wprost. W tym roku ukazał się jego komiks pt. „Wrzesień pułkownika Maczka” (scenariusz S. Zajączkowski),oraz album „Święte Królestwo” (scenariusz napisany razem z Gabrielem Maciejewskim) do obu wydawnictw autor skomponował i nagrał muzykę.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Historia Katalonii Javier Barraycoa
Historia Katalonii
Javier Barraycoa Juan Alonso Manuel Acosta
oczywiście na akademicki wykład nie ma tu co liczyć. Raz, ze względu na popularną, komiksową formułę, dwa, ze względu na autorów oraz ich oczywiste, partyzanckie intencje. Acosta to polityk Voxu, Barraycoa to karlista. Obaj Katalończycy od pokoleń. Historia Katalonii jako kraju, którego sens istnienia polega na członkostwie w kulturze Hispanidad. Tożsamość Katalonii przedstawiona jest jako obrona tradycyjnych wartości przeciw rewolucyjnym nowinkom, wykształcona w cyklu kontr-rewolucyjnych wojen ( Guerra Gran, Wojna o Niepodległość, Guerra Realista, Guerra de los Agraviados, Pierwsza Wojna Karlistowska, Guerra dels Matiners i Trzecia Wojna Karlistowska). Katalanizm w wesji nacjonalistycznej przedstawiony jest jako próba zaimportowania północnych europejskich nacjonalizmów, sprzeczna z sensem katalońskiej tożsamości. Szanowny recenzent "Emjot", który twierdzi, że książka przedstawia historię Katalonii "z perspektywy Madrytu i tylko Madrytu" chyba nie miał jej w ręku. Książka jest wielkim hymnem na część katalońskich fueros, tradycyjnych odrębności ustrojowych Katalonii, bo tak obaj autorzy (a zwłaszcza Barraycoa) rozumieją wielkość Hiszpanii (w liczbie mnogiej: tych Hiszpanii, nie tej Hiszpanii): jedność w wielości. Natomiast zgadzam się z opinią, że polski wstęp ze względu na swój zelotyzm kładzie temat. Katoloński separatyzm to temat dla Polaków trudny. Z jednej strony, w Polsce przyjęło się czcić "prawo narodów do samostanowienia", a zresztą Katalończycy to przecież Polacy. Z drugiej, katalanizm ubrany jest w skrajne lewactwo (jak większość nacjonalizmów peryferyjnych, od Sinn Feinn w Irlandii po Ruch Autonomii Śląska w Polsce),a poza tym w Polsce lubi się Hiszpanię. Wydaje mi się, że obecnie w Polsce przeważa narracja anty-separatystyczna, zwłaszcza gnieźnieńskie centrum zrobiło sporo, dekonstruując katalnizm i odzierając go z szatek spontanicznego ludowego zrywu. Na książkę kogoś zaczadzonego katalanizmem (jak pani docent Mirgos w przypadku Basków) nie trafiłem.
Kornel Tomaszewski - awatar Kornel Tomaszewski
ocenił na61 rok temu
Mikoszka. Gontyna Świętowita Marcin Wiechno
Mikoszka. Gontyna Świętowita
Marcin Wiechno
Jeśli czytaliście moje poprzednie recenzje serii "Mikoszka", na pewno wiecie, że wydawane jest ono przez TRIGLAV. Jest znane na skąpieniu na dobrym papierze, niemniej komiksy drukują na nieco lepszym niż książki. Co do Autora, Marina Wiechno, jest on mężczyzną nietuzinkowym. Już sam fakt tego, że jest on... archeologiem świadczy o wartości merytorycznej Jego komiksów. Przejdźmy do treści. "Mikoszka" jest generalnie historyczną fantasy. W trzeciej, omawianej części nie mamy jednak wątków fantastycznych. Są tutaj jedynie obdarte z magii, brutalne wieki wczesnego średniowiecza. Seria świetnie oddaje rzeczywistość, a Autor korzysta z kronik oraz źródeł historycznych. Ma ogromną wiedzę nawet dotyczącą detali. Zacofanie Polaków nadal objawia się między innymi przekonaniem, że komiksy są dla dzieci. Zapewniam, że ten jest dla dorosłych. Tym razem nie zdecydowano się jednak na umieszczenie na nim kategorii wiekowej, mimo że powinna się tu znaleźć. Jest bardzo brutalnie, są żarty z (hehe) ruchanka. Kloaczny humor towarzyszący serii. Wita nas jak zwykle mapa, tym razem słowiańskich obiektów kultowych w Polsce. Niech też nie zmyli Was pozornie poważny wstęp, bo dalej jest jak najbardziej mikoszkowo. Kreska cały czas jest taka sama, specyficznie brzydka. Niemniej jak wspomniałam na początku główne walory komiksu nie są estetyczne, a naukowe, szczególnie że Autor stara się pisać dialogi staropolskim językiem co swoją drogą wychodzi mu coraz lepiej. To najlepsza stylizowana publikacja jaką czytałam do tej pory. Do tego cały komiks zawiera easter eggi dla znawców Słowiańszczyzny. W całej treści i grafice można wyłapać drobne detale, które znajdzie tylko osoba siedząca nosem w kronikach i źródłach. Tym razem fabuła zaprowadziła nas do tytułowej kąciny Świętowita, stąd początkowo trochę poważniejszy wydźwięk. Mikoszka - główny bohater stara się umknąć wojnie i szuka tam azylu. Jak pisałam wcześniej tło opowieści to kształtowanie się państwa Polan. Tutaj też polityka nas nie minie. Pechowy podrostek nigdzie nie może zagrzać miejsca, uciekając - poniekąd - przed samym znienawidzonym Mieszkiem. To, co w sumie ciekawe, to zestawienie tegoż bohatera, władcy historycznego w dwóch komiksach. Tym, którym właśnie trzymam w ręku oraz "Mieszku" Graphosa, Przemka Świszcza. Tutaj jest on iście bezwzględny, eliminuje swoich przeciwników dosłownie za wszelką cenę, w sposób "po trupach", nie ważne czyich. Cywil, dziecko, cycata Słowianka? Wszystko co się nawinie idzie pod miecz. Władca zostawia za sobą spalone grody, przeciwników nabitych na pal, chciałoby się napisać płaczące wdowy, ale te również walają się gdzieś pozbawione głowy. Nie, żebym narzekała bo wieki średnie były dziwne i karykaturalnie brutalne, ale w zestawieniu Mieszko Gaphosa wygląda wręcz na pobłażliwą ciapę. Czy w miejscu świętym Mikoszka znajdzie upragniony pokój?
Moria - awatar Moria
oceniła na105 lat temu
Stefan Wielki Batory Hubert Czajkowski
Stefan Wielki Batory
Hubert Czajkowski
Absolutny majstersztyk! Album przemyślany fabularnie i wizualnie. Jasne, trzeba mieć podstawową wiedze historyczną, by go w pełni zrozumieć. Ale nawet bez tego można się delektować świetnymi rysunkami. Niech to będzie punkt wyjścia do poznania tego niezwykłego króla Polski. Chociaż... po lekturze poczułem, że nie wiem wiele i chcę wiedzieć więcej. pewnie wpadnie jakaś biografia króla Batorego. Fabularnie autorzy zdecydowali się na epizody. I to doskonały wybór, bo to nie może być biografia. Musi posiadać swoją dynamikę. I to się autorom bardzo udało. Wykorzystując grafikę i układ plansz, przechodzimy od jednego znamiennego epizodu do drugiego. Warstwa graficzna jest wręcz wyborna. Doskonale oddaje klimat końca XVI wieku, przez dobranie barw, typów postaci i historycznego wyposażenia. Pełne plansze (czasami podwójne) obrazujące postacie a nawet sceny marynistyczne, batalie i pobojowiska. Monumentalna szarża husarii. Smakowałem te grafiki. Do tego układ i czcionka tekstów, nawiązująca do XVI-wiecznych dokumentów. Jedyne do czego mogę się przyczepić to mapa na stronie 8-9. W 1576 roku, Księstwo Pomorskie było potężnym księstwem, częścią Rzeszy Niemieckiej. Zrównanie wszystkiego do jednego koloru i podpisanie "Kraje Habsburskie" to koszmarne uproszczenie. Habsburgowie rządzili Cesarstwem ale np. Brandenburgia czy Księstwo Pomorskie to były w owym czasie niezależne księstwa. Księstwo Gryfitów jeszcze kilka lat wcześniej gościło Kongres szczeciński i było wciągane w wojnę z Moskwą. Szczecin był miastem hanzeatyckim, a tym samym wrogiem Kompanii Moskiewskiej. Poza tym - komiks z wszech miar cudowny! Ecce rex noster, nec fictus, neque pictus.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na101 rok temu
Koziorożec 21. Mistrz Andreas Martens
Koziorożec 21. Mistrz
Andreas Martens
Mistrz – ostatni tom wyjątkowej serii, więc wymagał troszkę odczekania i wyjątkowych okoliczności poznania. Poza tym, tym razem będzie trochę dłużej. Bo i długo trwała moja podróż – pierwszy tom przeczytałam w lutym, i choć tak naprawdę mogłam połknąć wszystkie w kilka dni, to jednak cała przyjemność zawierała się w powolnym dawkowaniu sobie kolejnych części, gdyż tu najważniejsza była sama droga, delektowanie się każdym albumem, i to każdym na różny sposób. Sam finał, wbrew tytułowi, niekoniecznie był mistrzostwem, nie był tak spektakularny, jak oczekiwałam. Nie. Tu najważniejsza była droga. Poza tym przy szybkim pochłanianiu na pewno ominęłaby mnie masa szczegółów i… no właśnie – symboli. Bo symbole to słowo klucz dla zrozumienia, że Andreasa nie da się tak do końca zrozumieć. Za każdym razem gdy wydaje się, że coś jest jasne, to nie – nie jest. Gdy wydaje się, że wiecie, co autor miał na myśli, najlepiej podyskutować z innym zapaleńcem, bo wtedy… zapalają się dodatkowe lampki, może okazać się, że można coś zupełnie inaczej interpretować, czasami pełniej, albo że można doszukać się czegoś jeszcze, albo, że czegoś nie zauważyliście. Kończąc na jakiś czas przygodę z Koziorożcem, przeglądałam wszystkie albumy, wracałam do niektórych, zachwycałam się na nowo. Czy któryś jest bardziej wyjątkowy? Na pewno moim ulubionym pozostanie "Patrick", ze względu na cudowny melancholijny klimat. Tu, w tym świecie bym się zatrzymała gdybym tylko mogła i tu, w tym świecie, bym została. Natomiast pod względem technicznym, prawie każdy album zawierał kadry, które chwytały mnie za moje metropolitarne serce – bo właśnie przewijający się motyw miasta zapadnie mi w pamięć najmocniej. Nowy Jork, wieżowce, monumentalne ujęcia, mnogość szczegółów, genialność ich dopracowania… Łał pod tym kątem to mistrzostwo architektonicznego rysunku. Do tego pojedyncze kadry – cmentarz, wnętrza laboratoriów, klimatyczne gabinety/biblioteki pełne oczywiście książek, bibelotów i operowanie kolorem, intensywność i symbolika różnych odcieni. Genialne. A Mistrz? Mistrzem okazał się mój ulubieniec… ale czy na pewno? I kim tak naprawdę jest Kozio? Co wygrało – predestynacja/fatalność czy wolna wola? Chyba bardziej niż rozwiązanie odwiecznego konfliktu interesowało Andreasa stworzenie przestrzeni do rozmyślania o tym. Budowanie nastroju, tajemniczości poprzez miejsca, ludzi i przede wszystkim symbole. Ale… myślę, że ta seria nie jest dla każdego. Jest dla zapalonych fanów i jeżeli nie poczuliście mięty do Andreasa poprzez jakiekolwiek inne jego dzieła (najlepiej poprzez Rorka),to raczej nie odnajdziecie magii w Koziorożcu. Andreasa trzeba pokochać bezwarunkowo, żeby docenić kunszt, przewrotność i jego niesamowitą wyobraźnię.
vandenesse - awatar vandenesse
ocenił na103 lata temu
Wehikuł czasu i inne opowieści Waldemar Andrzejewski
Wehikuł czasu i inne opowieści
Waldemar Andrzejewski
O twórczości Andrzejewskiego dowiedziałam się zaraz po przeczytaniu "Wehikułu czasu" H.G.Wellsa i od razu wzbudziła moje zainteresowanie. Sam koncept adaptacji komiksowej powieści wywodzącej się z innego kręgu kulturowego niż autor komiksu niesamowicie mnie fascynuje – zwłaszcza jak rysownik może przedstawić coś z innej kultury w, można powiedzieć, rodzimym stylu (takim przykładem mogą być mangi, które są adaptacjami powieści niejapońskich, przykładowo Frankenstein autorstwa Junji Ito). Dlatego też byłam bardzo ciekawa tego, jak ta klasyczna powieść science-fiction może wyglądać w stylu starego polskiego komiksu. Niestety muszę przyznać, że dosyć mnie ta antologia zawiodła pod kątem fabularnym. Zaczynając od powodu, dla którego postanowiłam po nią sięgnąć, adaptacja „Wehikułu czasu” pozostawia dużo do życzenia. Wiele istotnych szczegółów obecnych w oryginale zostało tutaj kompletnie wyciętych, części z nich brakuje właściwego wprowadzenia czy wyjaśnienia, a niektóre fakty są wręcz przekręcone. To wszystko przekłada się na nadmierne uproszczenie fabuły powieści Wellsa, przez co komiks ten wypada zwyczajnie blado w porównaniu z pierwowzorem. O ile w przypadku tytułowego komiksu mogłam się wspomóc znajomością materiału źródłowego, tak „Wojnę światów” czy „Kapitana Nemo” czytało mi się znacznie gorzej. Z perspektywy osoby, która nie czytała tych powieści, komiksy Andrzejewskiego były ledwo zrozumiałe. Wydawały się one strasznie niekompletne, jakby dużo scen i kontekstu zostało z nich wyciętych, a fabuła skakała z jednego wydarzenia na drugie bez większego ładu i składu. Gdyby nie jakaś tam moja szczątkowa wiedza odnośnie wyżej wymienionych książek, zupełnie nie wiedziałabym, co tam się dzieje. Mimo wszystko nadal jestem zdania, że komiksy Andrzejewskiego stanowią bardzo ciekawą interpretację wyżej wymienionych książek pod kątem czysto wizualnym. Sam styl autora uważam za świetny, jednak nawet i w nim zdarzają się pewne elementy, które negatywnie wpływają na czytelność i przejrzystość komiksów – mam tu na myśli nieintuicyjną nieraz kolejność poszczególnych scen czy dymków oraz fakt, że postacie bardzo trudno odróżnić od siebie. „Tam gdzie słońce zachodzi seledynowo” jest moim zdaniem najlepszym komiksem w całej antologii. Jest to autorska praca Andrzejewskiego i zdecydowanie nie cierpi na wymienione wyżej problemy; fabuła jest o wiele bardziej zrozumiała a sama kompozycja poszczególnych paneli jest nie tylko czytelna, ale miejscami wręcz genialna. Szkoda właśnie, że tylko jeden z czterech głównych komiksów dostępnych w tej antologii wyróżnia się w taki sposób. Podsumowując, niniejsza antologia jest zdecydowanie wartościową pozycją, jeśli chodzi o twórczość Andrzejewskiego czy ogólnie polski komiks, jednak nie sposób niestety przymknąć oko na widoczne w zebranych komiksach wady. Zdecydowanie jest na co popatrzeć i popodziwiać w kwestii rysunku, jednak autorowi nie najlepiej wychodzi prowadzenie fabuły w podjętych przez siebie adaptacjach. Odnoszę wręcz wrażenie, że dopóki skupi się na samych rysunkach bez zwracania uwagi na tekst wypadają one znacznie lepiej, co w przypadku komiksu nie powinno za bardzo mieć miejsca.
Niesporczak - awatar Niesporczak
ocenił na64 miesiące temu

Cytaty z książki Sacco di Roma

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sacco di Roma