rozwiń zwiń

Historia Katalonii

Okładka książki Historia Katalonii
Juan AlonsoJavier Barraycoa Wydawnictwo: Klinika Języka komiksy
88 str. 1 godz. 28 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Cataluña: la Historia
Data wydania:
2016-09-26
Data 1. wyd. pol.:
2016-09-26
Liczba stron:
88
Czas czytania
1 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364197307
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historia Katalonii w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Historia Katalonii

Średnia ocen
6,3 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
308
308

Na półkach:

oczywiście na akademicki wykład nie ma tu co liczyć. Raz, ze względu na popularną, komiksową formułę, dwa, ze względu na autorów oraz ich oczywiste, partyzanckie intencje. Acosta to polityk Voxu, Barraycoa to karlista. Obaj Katalończycy od pokoleń.

Historia Katalonii jako kraju, którego sens istnienia polega na członkostwie w kulturze Hispanidad. Tożsamość Katalonii przedstawiona jest jako obrona tradycyjnych wartości przeciw rewolucyjnym nowinkom, wykształcona w cyklu kontr-rewolucyjnych wojen ( Guerra Gran, Wojna o Niepodległość, Guerra Realista, Guerra de los Agraviados, Pierwsza Wojna Karlistowska, Guerra dels Matiners i Trzecia Wojna Karlistowska). Katalanizm w wesji nacjonalistycznej przedstawiony jest jako próba zaimportowania północnych europejskich nacjonalizmów, sprzeczna z sensem katalońskiej tożsamości.

Szanowny recenzent "Emjot", który twierdzi, że książka przedstawia historię Katalonii "z perspektywy Madrytu i tylko Madrytu" chyba nie miał jej w ręku. Książka jest wielkim hymnem na część katalońskich fueros, tradycyjnych odrębności ustrojowych Katalonii, bo tak obaj autorzy (a zwłaszcza Barraycoa) rozumieją wielkość Hiszpanii (w liczbie mnogiej: tych Hiszpanii, nie tej Hiszpanii): jedność w wielości. Natomiast zgadzam się z opinią, że polski wstęp ze względu na swój zelotyzm kładzie temat.

Katoloński separatyzm to temat dla Polaków trudny. Z jednej strony, w Polsce przyjęło się czcić "prawo narodów do samostanowienia", a zresztą Katalończycy to przecież Polacy. Z drugiej, katalanizm ubrany jest w skrajne lewactwo (jak większość nacjonalizmów peryferyjnych, od Sinn Feinn w Irlandii po Ruch Autonomii Śląska w Polsce), a poza tym w Polsce lubi się Hiszpanię. Wydaje mi się, że obecnie w Polsce przeważa narracja anty-separatystyczna, zwłaszcza gnieźnieńskie centrum zrobiło sporo, dekonstruując katalnizm i odzierając go z szatek spontanicznego ludowego zrywu. Na książkę kogoś zaczadzonego katalanizmem (jak pani docent Mirgos w przypadku Basków) nie trafiłem.

oczywiście na akademicki wykład nie ma tu co liczyć. Raz, ze względu na popularną, komiksową formułę, dwa, ze względu na autorów oraz ich oczywiste, partyzanckie intencje. Acosta to polityk Voxu, Barraycoa to karlista. Obaj Katalończycy od pokoleń.

Historia Katalonii jako kraju, którego sens istnienia polega na członkostwie w kulturze Hispanidad. Tożsamość Katalonii...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

27 użytkowników ma tytuł Historia Katalonii na półkach głównych
  • 18
  • 8
  • 1
12 użytkowników ma tytuł Historia Katalonii na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Historia Katalonii

Inne książki autora

Okładka książki Szkoła nawigatorów Plus Ultra Javier Barraycoa, Szymon Modzelewski, Ewa Rembiakowska
Ocena 8,6
Szkoła nawigatorów Plus Ultra Javier Barraycoa, Szymon Modzelewski, Ewa Rembiakowska
Javier Barraycoa
Javier Barraycoa
Javier Barraycoa Martínez (ur. 1963), historyk, socjolog i politolog, przez 18 lat był profesorem Uniwersytetu Barcelońskiego, a obecnie jest dyrektorem Studiów Nauk Politycznych na Uniwersytecie Abat Oliba CEU w Barcelonie. Katalonia hiszpańska jest drugą już – po wydanych w 2011 roku Historias ocultadas del nacionalismo catalán – książką, w której autor, rdzenny Katalończyk, rozprawia się z mitami separatystycznego etnonacjonalizmu. W zwięzłym i wartkim, lecz zawierającym mnóstwo danych, wykładzie historii Katalonii, sloganowi separatystów: „Katalonia nie jest Hiszpanią” przeciwstawia liczne dowody hiszpańskości (españolidad) Katalonii. Oto niektóre z nich: pierwszą stolicą Hiszpanii wizygockiej była Barcelona; przez wiele stuleci najpopularniejszym świętem regionalnym Barcelony był dzień wspomnienia św. Izydora Oracza, patrona Madrytu; sanktuarium w Montserrat zostało założone przez mnichów kastylijskich i przez pierwszych sześć wieków swojego istnienia było zależne od wspólnoty benedyktyńskiej w Valladolid; kataloński samorząd (Generalitat) wcale nie został utworzony w 1359 roku, lecz 60 lat wcześniej, przez aragońskie Kortezy z Monzón w 1289 roku, i nie był czymś ekskluzywnie katalońskim, lecz analogiczne Generalitats otrzymały Aragonia właściwa oraz Królestwo Walencji; najdalej idące kompetencje tego prawie autonomicznego rządu regionalnego (od 1413 roku aż do początku XVIII wieku), nadał Księstwu Katalonii pierwszy król Aragonii z kastylijskiej dynastii Trastámara – Ferdynand I; w powstaniu Katalończyków (aż po obronę najdłużej opierającej się i oblężonej w 1714 roku Barcelony) przeciwko królowi Filipowi V z dynastii burbońskiej, a w obronie pretensji do tronu arcyks. Karola Habsburga, walczyli również żołnierze kastylijscy, z drugiej zaś strony tenże Filip V utworzył swoją osobistą gwardię z Katalończyków; podczas wojny o niepodległość z Francuzami katalońscy guerrilleros śpiewali: „Tutaj jest wolna Hiszpania!” (¡Aqui yace España libre!); w II wojnie karlistowskiej, toczącej się wyłącznie na obszarze Katalonii, Katalończycy śpiewali, że walczą, aby służyć królowi Hiszpanii (per servir el rei d’Espanya); XIX-wieczny „książę poetów katalońskich”, ks. Jacint Verdaguer, Katalończyków nazywał „Hiszpanami Gwiazdy Wschodu” (dels Espanyols Estrella de l’Orient), czyli Dziewicy z Montserrat; oficjalną wersję tekstu hymnu Hiszpanii (Marcha Real) napisał Katalończyk, poeta Eduardo Marquina. Katalonia ma swoją specyfikę, nie jest Kastylią, ale też Kastylia nie jest całą Hiszpanią; Katalonia jest jedną z wielu las Españas, tak samo jak Nawarra, Andaluzja czy Galicja.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Koziorożec 21. Mistrz Andreas Martens
Koziorożec 21. Mistrz
Andreas Martens
Mistrz – ostatni tom wyjątkowej serii, więc wymagał troszkę odczekania i wyjątkowych okoliczności poznania. Poza tym, tym razem będzie trochę dłużej. Bo i długo trwała moja podróż – pierwszy tom przeczytałam w lutym, i choć tak naprawdę mogłam połknąć wszystkie w kilka dni, to jednak cała przyjemność zawierała się w powolnym dawkowaniu sobie kolejnych części, gdyż tu najważniejsza była sama droga, delektowanie się każdym albumem, i to każdym na różny sposób. Sam finał, wbrew tytułowi, niekoniecznie był mistrzostwem, nie był tak spektakularny, jak oczekiwałam. Nie. Tu najważniejsza była droga. Poza tym przy szybkim pochłanianiu na pewno ominęłaby mnie masa szczegółów i… no właśnie – symboli. Bo symbole to słowo klucz dla zrozumienia, że Andreasa nie da się tak do końca zrozumieć. Za każdym razem gdy wydaje się, że coś jest jasne, to nie – nie jest. Gdy wydaje się, że wiecie, co autor miał na myśli, najlepiej podyskutować z innym zapaleńcem, bo wtedy… zapalają się dodatkowe lampki, może okazać się, że można coś zupełnie inaczej interpretować, czasami pełniej, albo że można doszukać się czegoś jeszcze, albo, że czegoś nie zauważyliście. Kończąc na jakiś czas przygodę z Koziorożcem, przeglądałam wszystkie albumy, wracałam do niektórych, zachwycałam się na nowo. Czy któryś jest bardziej wyjątkowy? Na pewno moim ulubionym pozostanie "Patrick", ze względu na cudowny melancholijny klimat. Tu, w tym świecie bym się zatrzymała gdybym tylko mogła i tu, w tym świecie, bym została. Natomiast pod względem technicznym, prawie każdy album zawierał kadry, które chwytały mnie za moje metropolitarne serce – bo właśnie przewijający się motyw miasta zapadnie mi w pamięć najmocniej. Nowy Jork, wieżowce, monumentalne ujęcia, mnogość szczegółów, genialność ich dopracowania… Łał pod tym kątem to mistrzostwo architektonicznego rysunku. Do tego pojedyncze kadry – cmentarz, wnętrza laboratoriów, klimatyczne gabinety/biblioteki pełne oczywiście książek, bibelotów i operowanie kolorem, intensywność i symbolika różnych odcieni. Genialne. A Mistrz? Mistrzem okazał się mój ulubieniec… ale czy na pewno? I kim tak naprawdę jest Kozio? Co wygrało – predestynacja/fatalność czy wolna wola? Chyba bardziej niż rozwiązanie odwiecznego konfliktu interesowało Andreasa stworzenie przestrzeni do rozmyślania o tym. Budowanie nastroju, tajemniczości poprzez miejsca, ludzi i przede wszystkim symbole. Ale… myślę, że ta seria nie jest dla każdego. Jest dla zapalonych fanów i jeżeli nie poczuliście mięty do Andreasa poprzez jakiekolwiek inne jego dzieła (najlepiej poprzez Rorka), to raczej nie odnajdziecie magii w Koziorożcu. Andreasa trzeba pokochać bezwarunkowo, żeby docenić kunszt, przewrotność i jego niesamowitą wyobraźnię.
vandenesse - awatar vandenesse
ocenił na 10 3 lata temu
Kapitan Szpic i wielki cyrk Daniel Koziarski
Kapitan Szpic i wielki cyrk
Daniel Koziarski Artur Ruducha
Zupełnym przypadkiem w bibliotece natknęłam się na pięć niewielkich zeszytów komiksów z cyklu "Kapitan Szpic i...". Okładka pierwszego przyciągnęła moje oko i wiedziałam, że muszę je przeczytać. Ale to specyficzne komiksy, które nie należy ot, tak, szybko przelecieć wzrokiem. Tam każdy detal jest ważny, więc należy smakować ich oglądanie. Z pewnością więcej znaczą dla ludzi z pokolenia Z niż młodszych, bo starsi czytelnicy mogą znaleźć fajne analogie do minionych dóbr szeroko rozumianej kultury. Mnie zarówno kreska, jak i same historie mocno przypadły do gustu. Gry słowne to sam smak niekiedy nawet długich 'dymków'. Świetnie się bawiłam. Jeśli ktoś lubi dość absurdalne poczucie humoru, komiksy te powinny mu się spodobać. Kapitan Szpic, jego dawny mentor, obecnie emerytowany pułkownik Czekoladka, Porucznik Michał, który później zostaje kapitanem oraz major Waga to główni bohaterowie serii komiksów. W każdym zeszycie Szpic i porucznik mają jakąś sprawę do rozwiązania. Niby Czekoladka jest na emeryturze, jednak wciąż przewija się na kartach rysowanej historii. Niektórzy poboczni bohaterowie mają szansę otrzymać medal od Wagi. Najbardziej chyba do gustu przypadł mi zeszyt z Czarną Niechcesete, najmniej spodobał się ten z tajemnicą starej naczepy. Cieszę się, że autorzy nie poszli w ostatniej części tropem tomu czwartego tylko stworzyli kolejną opowiastkę. Szkoda, że powstało tylko pięć komiksów, bo z chęcią poczytałabym i pooglądała kolejne niesamowite przygody kapitana. To, w jaki sposób zostały przedstawione znakomicie wpasowały się w moje poczucie humoru.
JaBa PasjOla - awatar JaBa PasjOla
oceniła na 7 1 rok temu
Mikoszka. Gontyna Świętowita Marcin Wiechno
Mikoszka. Gontyna Świętowita
Marcin Wiechno
Jeśli czytaliście moje poprzednie recenzje serii "Mikoszka", na pewno wiecie, że wydawane jest ono przez TRIGLAV. Jest znane na skąpieniu na dobrym papierze, niemniej komiksy drukują na nieco lepszym niż książki. Co do Autora, Marina Wiechno, jest on mężczyzną nietuzinkowym. Już sam fakt tego, że jest on... archeologiem świadczy o wartości merytorycznej Jego komiksów. Przejdźmy do treści. "Mikoszka" jest generalnie historyczną fantasy. W trzeciej, omawianej części nie mamy jednak wątków fantastycznych. Są tutaj jedynie obdarte z magii, brutalne wieki wczesnego średniowiecza. Seria świetnie oddaje rzeczywistość, a Autor korzysta z kronik oraz źródeł historycznych. Ma ogromną wiedzę nawet dotyczącą detali. Zacofanie Polaków nadal objawia się między innymi przekonaniem, że komiksy są dla dzieci. Zapewniam, że ten jest dla dorosłych. Tym razem nie zdecydowano się jednak na umieszczenie na nim kategorii wiekowej, mimo że powinna się tu znaleźć. Jest bardzo brutalnie, są żarty z (hehe) ruchanka. Kloaczny humor towarzyszący serii. Wita nas jak zwykle mapa, tym razem słowiańskich obiektów kultowych w Polsce. Niech też nie zmyli Was pozornie poważny wstęp, bo dalej jest jak najbardziej mikoszkowo. Kreska cały czas jest taka sama, specyficznie brzydka. Niemniej jak wspomniałam na początku główne walory komiksu nie są estetyczne, a naukowe, szczególnie że Autor stara się pisać dialogi staropolskim językiem co swoją drogą wychodzi mu coraz lepiej. To najlepsza stylizowana publikacja jaką czytałam do tej pory. Do tego cały komiks zawiera easter eggi dla znawców Słowiańszczyzny. W całej treści i grafice można wyłapać drobne detale, które znajdzie tylko osoba siedząca nosem w kronikach i źródłach. Tym razem fabuła zaprowadziła nas do tytułowej kąciny Świętowita, stąd początkowo trochę poważniejszy wydźwięk. Mikoszka - główny bohater stara się umknąć wojnie i szuka tam azylu. Jak pisałam wcześniej tło opowieści to kształtowanie się państwa Polan. Tutaj też polityka nas nie minie. Pechowy podrostek nigdzie nie może zagrzać miejsca, uciekając - poniekąd - przed samym znienawidzonym Mieszkiem. To, co w sumie ciekawe, to zestawienie tegoż bohatera, władcy historycznego w dwóch komiksach. Tym, którym właśnie trzymam w ręku oraz "Mieszku" Graphosa, Przemka Świszcza. Tutaj jest on iście bezwzględny, eliminuje swoich przeciwników dosłownie za wszelką cenę, w sposób "po trupach", nie ważne czyich. Cywil, dziecko, cycata Słowianka? Wszystko co się nawinie idzie pod miecz. Władca zostawia za sobą spalone grody, przeciwników nabitych na pal, chciałoby się napisać płaczące wdowy, ale te również walają się gdzieś pozbawione głowy. Nie, żebym narzekała bo wieki średnie były dziwne i karykaturalnie brutalne, ale w zestawieniu Mieszko Gaphosa wygląda wręcz na pobłażliwą ciapę. Czy w miejscu świętym Mikoszka znajdzie upragniony pokój?
Moria - awatar Moria
oceniła na 10 5 lat temu
Jan Hardy - Żołnierz Wyklęty #2: "Iskra" (R.O.T.A. cz. 2) Jakub Kijuc
Jan Hardy - Żołnierz Wyklęty #2: "Iskra" (R.O.T.A. cz. 2)
Jakub Kijuc
W recenzji pierwszej części przygód super-partyzanta narzekałem, że Kijuc psuje swoją opowieść poprzez ewidentny pospiech (owocujący niedopracowaną dramaturgią i nieczytelnością rysunków) oraz propagandowe zagrania pod skrajnie prawicową publikę. I w życiu nie spodziewałbym się, że coś się pod tym kątem zmieni. Nie, żeby autor przestał być nawiedzonym nacjonalistą, lecz, po pierwsze, zwolnił tempo pracy, po drugie - nieco zmniejszył liczbę dosadnych wtrętów ideologicznych. Rzecz w tym, że te, które pozostały, są do bólu prymitywne. "Wynaturzenie trzeba wyplenić. Inaczej rozrasta się i rozprzestrzenia" - mówi na początku komiksu Hardy. Dopasować to, mimo kontekstu, można do wszystkiego. I o to też chyba chodziło, co jest tym smutniejsze. Później zaś autor wprowadza nas do kanałów, gdzie dowiadujemy się, że armię lovecraftowskich golemów wspierających Sowietów produkuje tam pewien stary, groteskowy Żyd. Fajnie, że w innym miejscu postawiony zostaje znak równości między komunizmem a nazizmem (choć trochę łopatologicznie), tyle że takie "niuanse" nic nie zmieniają. A co poza tym? Fajne rysunki (a jednak rysować autor potrafi), świetne postaci (znowu kłania się twórcze posiłkowanie się "Hellboyem") i, mimo pewnego narracyjnego chaosu, bardzo porządna dramaturgia. Czyta się naprawdę super. Jednym tchem. Aż napisałbym Kijucowi, że jest jednak utalentowanym rzemieślnikiem, ale nie chciałbym mu przeszkadzać w kibicowaniu swoim ziomkom podpalającym tęczę czy wybijającym szyby na squatach.
Marcin Hychyc - awatar Marcin Hychyc
ocenił na 6 12 lat temu
Bug: Księga 1 Enki Bilal
Bug: Księga 1
Enki Bilal
Bardzo lubię komiksy o tematyce apokaliptycznej, moim ulubionym jest "Ygrek: Ostatni z mężczyzn", aczkolwiek sięgając po "Bug" nie miałem aż takich oczekiwań. Niemniej troszkę się zawiodłem, bowiem historia jest naprawdę ciekawa, dosadnie przedstawiająca współczesne zagrożenia płynące z nadmiernego uzależnienia społeczeństwa od cybernetyki, ale przy tym opowiedziana dość chaotycznie i na skróty. Osobiście rozpisałbym wiele wątków bardziej szczegółowo, nie skupiał się tyle na plotkach oraz nie skakał co scena na drugą stronę planety. To tylko kilka elementów, które utrudniały mi lekturę tej serii, a jednocześnie sam pomysł wciągnął mnie bez reszty. Nim przystąpię do mojego zwyczajowego marudzenia, to zaznaczę jedno - tak, chce przeczytać całą serię bo bardzo podoba mi się jej koncept. Niby to już było, ale zazwyczaj w innym wydaniu. Otóż nasz zcyfryzowany świat nawiedziła plaga, ale nie w postaci wyładowania solarnego, ataku hakerskiego czy tajemniczego wirusa. Ktoś lub coś sprawiło, że globalna sieć straciła swoje kluczowe dane. Padło wiele sieci, nanotechnologia poszła do piachu, ale nadal działają komputery, łącza analogowe czy pewne rejony sieci. Komórki również, choć wyczyszczono z nich niemal wszystko. Tutaj właśnie pojawia się element przykuwający moją uwagę. Tajemniczy bug wyczyścił twarde dyski na wszystkich urządzeniach, jednocześnie ich nie niszcząc. Jest to coś, co wydaje się być zwyczajnie niemożliwe do wykonania. Nie ma żadnych kopii zapasowych, programów i tak dalej. Wszystko wyparowało i zdaje się znalazło miejsce w mózgu pewnego kosmonauty, który wracał z wyprawy na Marsa. Niestety załoga jego statku zginęła, a on sam ma w swym ciele dziwnego obce ciało. Swoistego robaka. Komiks świetnie pokazuje chaos w społeczeństwie i na politycznej arenie, spowodowany nagłym brakiem informacji. Część elementów jest tutaj przedstawiona w prześmiewczej formie, jak choćby przywódca Północno-Wschodniej Korei, który ma kody startowe do rakiet balistycznych w sejfie cyfrowym, a kod do tego sejfu również jest w jego środku. Jednak większość relacji pomiędzy przywódcami najważniejszych mocarstw, jest pokazana dość realistycznie. Ameryka, Chiny, Rosja, Zjednoczone Kalifaty Arabskie i każdy większy gracz, chce zagarnąć dla siebie tajemniczego astronautę, nie bacząc na koszta. Do tego dochodzi labirynt kłamstw, zwany potocznie dyplomacją, jednak gdy cały świat pogrążony jest chaosie, ta bywa wyjątkowo brutalna. Dodajmy do tego mafie, ugrupowania militarne i tak dalej, a wyjdzie nam rasowy Armageddon. I tutaj pojawia się problem, bo tego zupełnie nie czuć. Podczas lektury komiksu, nie wychwyciłem atmosfery grozy, anarchii panoszącej się na ulicach miast, walki o żywność, wzmożonej liczby przestępstw, w tym najbardziej brutalnych. Brakowało mi tego wszystkiego, co było np. w "Pożodze", "Ygreku", albo książce "Sekundę za późno". Na dokładkę szło się pogubić w czasie wydarzeń. Otrzymujemy informację, że do zdarzenia doszło z 12 na 13 grudnia 2041 roku, po czym jest notka z 30 grudnia, a później to już nie wiadomo jak czas leci. Równie dobrze to co widziałem na kartach komiksu mogło wydarzyć się w 3-5 dni, albo 1-2 miesiące. Te elementy, plus skrótowe opisywanie wielu wątków politycznych, sprawiło, że lektura komiksu była dla mnie niej przyjemna, niż oczekiwałem. Z drugiej strony nadal chce wiedzieć jak cała historia się zakończy, więc na pewno przeczytam całość.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu
Kapitan Szpic i Czarna Niechcesete Daniel Koziarski
Kapitan Szpic i Czarna Niechcesete
Daniel Koziarski Artur Ruducha
Gry słowne to domena kabaretów, ale w komiksach też często bywają. Chyba najsłynniejszym polskim twórcą komiksowym zajmującym się tym tematem jest Tadeusz Baranowski. Autor takich perełek, jak "Skąd się bierze woda sodowa", "Bezdomne wampiry po zmroku" (wydanie zbiorcze), albo "Przygody smoka Diplodoka". To właśnie jemu, a przynajmniej głównie temu twórcy, poświęcona jest seria "Kapitan Szpic" skierowana zdecydowanie do dorosłego czytelnika. Pierwszy tom był naprawdę dobry, a drugi utrzymuje poziom. Gościnnie wystąpili w nim Jacek Skrzydlewski, Sławomir Kiełbus oraz wspomniany już Tadeusz Baranowski, choć tak naprawdę rysunki wyszły spod ręki Artura Raducha, który wraz z Danielem Koziarskim majstrowali przy scenariuszu. Jeśli ktoś nie kojarzy dwóch wymienionych wyżej nazwisk, czyli Skrzydlewski oraz Kiełbus, to już spieszę z informacja, kim są. Pierwszy twórca moje kojarzyć się osobom siedzącym mocno w komiksie w latach 90-tych z takich tytułów, jak "Planeta robotów", "Kosmiczny detektyw", albo "Wyprawa na ziemię". Były to bardzo popularne komiksy dla młodzieży, które nadal mają sporo fanów. Drugi artysta ma na swoim koncie serię pasków "Gwidon" czy "Wieśmin", ale też popełnił kilka pełnoprawnych komiksów. Jeśli ktoś śledził, lub nadal to czyni, prace tych rysowników, to z pewnością szybko odnajdzie nawiązania do nich w "Czarnej Niechcesete". Zważywszy, ze sam zeszyt do długich nie należy, nie będę wam zdradzał gdzie szukać :) Tytułowa Czarna Niechcesete jest natomiast figurką, również nawiązująca w humorystyczny sposób do innego słynnego komiksu, którego autorem jest Jerzy Wróblewski. Mowa o "Figurkach z Tilos", chyba jednym z moich ulubionych komiksów z wczesnego dzieciństwa. Nasz słynny Kapitan Szpic musi się nieźle napocić, aby odszukać ową figurkę, która sprawia wszystkim tylko kłopoty. Zresztą jest dość dwuznaczna, a sceny z nią potrafią mocno rozwalić czytelnika. Oczywiście cały komiks jest przesycony dwuznacznymi scenami, choć nieraz zawiera on obrazki przeznaczone tylko dla oczu dorosłego czytelnika. Jeśli ktoś lubi tego typu ostre satyry, to nie powinien się wahać ani chwili. Seria o Kapitanie Szpicu jest dla takich osób spełnieniem najbardziej pokręconych snów. Dwuznaczna, bezkompromisowa, szydercza i przesycona absurdami. Wiadomo, nie każdy lubi taki humor, więc zapewne gors osób odbije się od tego tytułu, jak przysłowiowy groch od ściany. Z drugiej strony warto czasem podejść z dystansem do życia i sztuki, a Kapitan Szpic rewelacyjnie pokazuje, jak to uczynić. czekam zatem na kolejną sprawę dla nałogowego smakosza oranżady, który rozwiązuje zagadki skomplikowane niczym Węzeł Gordyjski.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Historia Katalonii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Historia Katalonii