Bojaźń i drżenie

Okładka książki Bojaźń i drżenie autora Søren Kierkegaard, 8386530863
Okładka książki Bojaźń i drżenie
Søren Kierkegaard Wydawnictwo: Zysk i S-ka filozofia, etyka
126 str. 2 godz. 6 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Frygt og baeven
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
126
Czas czytania
2 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
8386530863
Tłumacz:
Jarosław Iwaszkiewicz
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bojaźń i drżenie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bojaźń i drżenie



książek na półce przeczytane 3213 napisanych opinii 1042

Oceny książki Bojaźń i drżenie

Średnia ocen
6,8 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bojaźń i drżenie

avatar
610
400

Na półkach: , , , ,

Kierkegaard to teolog i filozof duński żyjący w XIX wieku. Traktat "Bojaźń i drżenie" to praca niełatwa w odbiorze i przynajmniej ja trochę się zmęczyłem niektórymi jej fragmentami. Autor snuje szereg rozważań biorąc za bazę historię Abrahama, który po wielu latach oczekiwania zostaje obdarzony synem Izaakiem, po czym Bóg wystawia Abrahama na próbę wiary poprzez nakaz złożenia Izaaka w ofierze. Muszę się zgodzić z Kierkegaardem, że do tej historii ludzie, w tym i ja, podchodzą bardzo swobodnie, bez głębszych przemyśleń dotyczących samego Abrahama, ciężaru tej próby, znaczenia jego postawy. Nawet niektórzy recenzenci, jak Antoni Szwed, próbują trochę dezawuować tę sytuację poprzez opis historyczny jakoby w tamtych czasach składanie ofiar z ludzi nie było tym czym dla współczesnego czytelnika. Może tak jest, ale Kierkeegard na tej historii pokazuje żarliwą wiarę, mówi że każdy człowiek który próbuje iść do niej, idzie swoją drogą. Nie da się tutaj kontynuować drogi pokonanej przez poprzednie pokolenie. To droga ciężka, po której kroczy się w samotności, często niezrozumieniu przez otoczenie, gdzie trzeba doświadczyć totalnej rezygnacji, żeby osiągnąć taką wiarę i miłość. Wielu i tak celu tej podróży nie osiągnie. Ten cel wydaje się wręcz nieosiągalny, jest tak trudny w realizacji. Muszę przyznać, że te moje przemyślenia dotyczące tego fragmentu nadały większy sens i znaczenie modlitwom o taką właśnie wiarę i miłość. Jednocześnie myślę czasem, że może Abrahamowi było łatwiej niż nam, bo on miał dowody istnienia Boga, ale z drugiej strony myśl, że ja miałbym zostać poddany takiej próbie wywołuje we mnie tytułowe " bojaźń i drżenie", bo wiem że bym jej nie podołał. Autor w części zatytułowanej "Problemat I, II i III" snuje rozważania dotyczące absolutnego obowiązku wobec Boga, czy też czy istnieje teologiczne zawieszenie etyki.
Praca ciekawa, ale ciężko napisana. Na plus pobudzenie intelektualne, na minus forma i styl.

Kierkegaard to teolog i filozof duński żyjący w XIX wieku. Traktat "Bojaźń i drżenie" to praca niełatwa w odbiorze i przynajmniej ja trochę się zmęczyłem niektórymi jej fragmentami. Autor snuje szereg rozważań biorąc za bazę historię Abrahama, który po wielu latach oczekiwania zostaje obdarzony synem Izaakiem, po czym Bóg wystawia Abrahama na próbę wiary poprzez nakaz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
570
395

Na półkach: ,

patologia wiary (elementu nieracjonalnego i niewyjaśnialnego) jako likwidatora etyki - człowiek wierzący musi wykonać skok w absurd, ryzykując wszystko i nie odpowiadając za nic... fundament egzystencjalizmu...

patologia wiary (elementu nieracjonalnego i niewyjaśnialnego) jako likwidatora etyki - człowiek wierzący musi wykonać skok w absurd, ryzykując wszystko i nie odpowiadając za nic... fundament egzystencjalizmu...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
34
14

Na półkach:

Myśl Sørena Kierkegaarda, przedstawiona w Bojaźni i drżeniu stanowi radykalną krytykę zarówno etyki uniwersalnej, jak i filozofii spekulatywnej. Kierkegaard nie próbuje zbudować systemu filozoficznego ani teologicznego. Jego celem jest ukazanie wiary jako egzystencjalnego wydarzenia, które dotyczy pojedynczej jednostki stojącej samotnie przed Bogiem.W Bojaźni i drżeniu wychodzi od pojęcia etyki jako tego, co powszechne, racjonalne i komunikowalne. Etyka obowiązuje wszystkich i może być publicznie uzasadniona. W tym sensie stanowi najwyższy punkt życia ludzkiego w klasycznej filozofii moralnej (np. u Kanta czy Hegla). Problem pojawia się w momencie, gdy analizuje biblijną historię Abrahama, który na polecenie Boga ma złożyć w ofierze własnego syna. Z punktu widzenia etyki czyn ten jest absolutnie niedopuszczalny. A jednak Abraham zostaje nazwany „ojcem wiary”. Powstaje więc pytanie: czy istnieje coś wyższego niż etyka? Kierkegaard odpowiada, że w skrajnym i absolutnie wyjątkowym przypadku etyka może zostać teleologicznie zawieszona, czyli podporządkowana wyższemu celowi. Tym celem nie jest jednak żadne dobro moralne ani dobro wspólnoty, lecz bezpośrednia relacja jednostki z Bogiem.
Abraham nie jest bohaterem tragicznym, który poświęca jedno dobro dla większego dobra. Jego czyn nie daje się usprawiedliwić etycznie ani racjonalnie. Abraham działa „mocą absurdu”, nie mogąc się wytłumaczyć ani obronić. Właśnie dlatego jest rycerzem wiary, a nie bohaterem etycznym. W kolejnym kroku Kierkegaard pyta, czy istnieje absolutny obowiązek wobec Boga, który przewyższa wszelkie inne obowiązki moralne. Odpowiedź brzmi: tak. Relacja z Bogiem jest relacją absolutną i osobistą, niepośredniczoną przez normy etyczne.
Ten absolutny obowiązek nie znosi odpowiedzialności ani winy. Przeciwnie, człowiek wierzący bierze na siebie pełny ciężar ryzyka, ponieważ nie ma żadnego obiektywnego kryterium, które potwierdzałoby, że rzeczywiście działa z woli Boga. Wiara nie daje bezpieczeństwa, lecz wystawia człowieka na największe możliwe zagrożenie egzystencjalne.

Myśl Sørena Kierkegaarda, przedstawiona w Bojaźni i drżeniu stanowi radykalną krytykę zarówno etyki uniwersalnej, jak i filozofii spekulatywnej. Kierkegaard nie próbuje zbudować systemu filozoficznego ani teologicznego. Jego celem jest ukazanie wiary jako egzystencjalnego wydarzenia, które dotyczy pojedynczej jednostki stojącej samotnie przed Bogiem.W Bojaźni i drżeniu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

150 użytkowników ma tytuł Bojaźń i drżenie na półkach głównych
  • 81
  • 65
  • 4
22 użytkowników ma tytuł Bojaźń i drżenie na półkach dodatkowych
  • 12
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Søren Kierkegaard
Søren Kierkegaard
Duński filozof, poeta romantyczny i teolog, uznawany za jednego z prekursorów filozofii egzystencjalistycznej, zwłaszcza jej chrześcijańskiego nurtu; nazywany czasem "Sokratesem Północy". Wywarł wpływ nie tylko na rozwój XX wiecznej filozofii czy teologii, ale również biblistyki, literatury, sztuki a nawet psychologii. Myśl Kierkegaarda, będąca w głównej mierze próbą interpretacji kluczowych pojęć chrześcijaństwa, kształtowała się pod wpływem głębokiej religijności domu rodzinnego poety i przejawianej przez jego ojca, Michaela Pedersena Kierkegaarda, obsesji grzechu oraz zakorzeniania w duchowości syna poczucia religijnego posłannictwa. Duży wpływ na jego filozofię miały również zerwane zaręczyny z Reginą Olsen. Jego poglądy filozoficzne stały w ostrej opozycji do myśli Hegla oraz w pewnej kontynuacji Pascala, św. Augustyna i Schellinga.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Uzasadnienie metafizyki moralności Immanuel Kant
Uzasadnienie metafizyki moralności
Immanuel Kant
🧭⚖️ Prawo, które nie pyta, czy ci wygodnie ⚖️🧭 🎭 Gatunek: filozofia moralna / „instrukcja obsługi sumienia” bez obrazków
 🌡️ Nastrój: chłodna precyzja + surowa uczciwość + momenty, gdzie mózg mówi „proszę pana, ja już wysiadam”
 🎧 Tryb czytania: krótkimi seriami; po kilku stronach przerwa, bo to książka, która nie idzie — ona wymaga
 ⭐ Moja ocena: 7/10 — za literaturę słowa z tamtych lat, za twardą formę myślenia i uczciwy imperatyw… choć momentami przysporzyła mi kłopotów z rozumowaniem 🧠 Sedno 🧠
 Kant próbuje zrobić rzecz bezczelną (i piękną): znaleźć moralność, która nie jest „bo mi się opłaca”, „bo tak czuję”, „bo tak wypada”, tylko: bo tak należy, kropka. A potem daje test: jeśli twoja zasada działania nie nadaje się na prawo powszechne, to znaczy, że w środku siedzi sprytny wytrych — działa tylko wtedy, gdy inni go nie używają i nadal grają fair. 🧊 Co mnie tu kupiło 🧊
 🔹 Uczciwość bez znieczulenia — Kant nie próbuje cię uwieść. On cię sprawdza.
 🔹 Rygor myślenia — moralność jako logika: „czy to da się uogólnić, nie rozbijając sensu reguły?”.
 🔹 Język — stary, gęsty, czasem jak marmur, ale ma w sobie godność i ciężar. 🪓 Co mnie uwierało 🪓
 🔸 Imperatyw jest niełatwy — bo nie pyta „czy dobre serce?”, tylko „czy twoja zasada przeżyje, gdy wszyscy ją przyjmą?”. To potrafi odebrać komfort.
 🔸 Kłopot z rozumowaniem — momentami miałem wrażenie, że Kant buduje most z pojęć nad przepaścią i mówi: „przejdź, to proste”, a ja patrzę: „tak, tylko gdzie tu jest poręcz?”.
 🔸 Chłód — bywa, że człowiek chciałby oddechu, a dostaje kolejną śrubę logiczną. 🎯 Dla kogo 🎯
 Dla kogoś, kto lubi, gdy książka nie „opowiada świata”, tylko go porządkuje — i nie boi się tego, że porządek czasem boli. 💡 Clue 💡
 To nie jest książka, która daje moralność do kieszeni. To jest książka, która sprawdza, czy kieszeń w ogóle jest uczciwa.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na72 miesiące temu
Prolegomena Immanuel Kant
Prolegomena
Immanuel Kant
Rzecz absolutnie wybitna. Kant stworzył książkę, która w krótki i przystępny sposób prezentuje podstawowe założenia jego „Krytyki czystego rozumu” oraz stanowi wywód na temat metafizyki jako takiej, a raczej jej możliwości zaistnienia jako nauka. To moje pierwsze zetknięcie z tekstem Kanta, choć wcześniej rzecz jasna o nim czytałem. Mogę powtórzyć rzecz najogólniejszą, jaką się o nim słyszy – tak, Kant jest trudny. Kant jest trudny głównie dlatego, że jego filozofia jest w najwyższym stopniu formalna, a spory i batalie, które chce toczyć w ramach obrony swojego systemu są... przestarzałe. Nie zrozumcie mnie źle; bez Kanta nie byłoby Oświecenia takiego, jakie znamy. Można i należy docenić jego rzetelność w tworzeniu systemu filozoficznego, który łączyłby racjonalistów i empirystów. Tyle tylko, że jego prawdy nie są już dzisiaj prawdami. Po Freudzie, po Wittgensteinie, po Jungu... dziś patrzymy już na podejmowane przez Kanta tematy w zupełnie inny sposób. Czytając go, trzeba pamiętać, że żył on w epoce, w której inaczej postrzegano rozum, język czy jaźń. Dziś struktura filozoficzna, którą stworzył Kant, na niewiele się już przydaje i nie przystaje do dzisiejszego świata. Nie można być dzisiaj kantystą. Można za to docenić jego wkład w tworzenie światowej filozofii i pamiętać, że bez niego być może nie byłoby wyżej wymienionych panów.
Adrian Pezda - awatar Adrian Pezda
oceniła na1010 miesięcy temu
Traktat o zasadach ludzkiego poznania, w którym poddano badaniu główne przyczyny błędów i trudności w różnych dziedzinach wiedzy oraz podstawy sceptycyzmu, ateizmu i niewiary George Berkeley
Traktat o zasadach ludzkiego poznania, w którym poddano badaniu główne przyczyny błędów i trudności w różnych dziedzinach wiedzy oraz podstawy sceptycyzmu, ateizmu i niewiary
George Berkeley
Antyabstrakcjonim. Epistemiczny dualizm antysceptyczny. Berkeley spiera się tu między innymi z Locke’m. (Odnoszę wrażenie, że Hume oprócz Locke’a zainspirował się również Berkeleyem) Właściwie w traktacie przedstawia myśli zawarte w „Trzech dialogach”. Berkeley’owi chodzi o to, by z jednej strony nie być naiwnym realistą, ale z drugiej, sprzeciwia się traktowaniu intelektualnych abstrakcji jako rzeczy istniejących na równi z ideami, które mają ugruntowanie w postrzeganiu zmysłowym (tzn by nie popaść w jakiś subiektywny solipsyzm). Celem traktatu jest "uproszczenie" nauki (dość karkołomne) i uchronienie jej przed ateizacją i sceptycyzmem, w czym miało by pomóc wyrzucenie z niej abstrakcyjnych pojęć, z materią na czele - co czyni traktat bardziej apologetycznym, niż dociekającym prawdy. Krótko ujmując, istniejące umysły/duchy są w stanie „postrzegać” dwa rodzaje „idei”: a) mające źródło we wrażeniach zmysłowych (np. rzeczy istniejące, wywołujące wrażenia) b) niemające takiego źródła, a będące tylko konstruktami umysłu (np. „materia” czy „substancja cielesna”). Duch nie jest ideą, jest substancjalnie inny od idei i właściwie ducha nie da się poznać (postrzegać) – coś jak: widzimy oczami, ale nie da się zobaczyć widzenia oczu. Dużą część traktatu stanowią odpowiedzi na krytyki i nieporozumienia, które – co zdumiewające – powtarzane są do dziś! Berkeley podobnie jak w „Trzech dialogach” wyjaśnia, iż nie postuluje istnienia jakiegoś „Matrixa” i nie twierdzi, że rzeczy doświadczane zmysłami nie istnieją, ani tego, w myśl sentencji „istnieć to znaczy być postrzeganym”, że rzeczy te znikają, gdy zamykamy oczy. Sprzeciwia się traktowaniu abstrakcji (filozoficznych i naukowych konstruktów pomagających w wyjaśnianiu realnych zjawisk) jako rzeczy istniejących. Ujmując to bardziej współcześnie: walczył z rosnącą tendencją ludzi do przyjmowania naukizmu (bezmyślnej wiary w „światoobraz” tworzony przez środowiska naukowe). Próbując to zobrazować w skrócie jego własnym przykładem: Zakładanie istnienia rzeczy, których nie miałby kto postrzegać jest pozbawione sensu. O ile jesteśmy w stanie wyobrazić sobie pusty las, bez oglądającego go człowieka w środku – zapominamy, że jest ktoś, kto taki pusty las sobie wyobraża. I to ma też doprowadzić nas do myśli o Bogu, który jest gwarantem istnienia wszystkiego, bo inaczej po cóż miało by to wszystko istnieć, kiedy nikt nie mógłby tego postrzegać? I w ogóle jak mógłby pojawić się postrzegający podmiot, wśród przedmiotów niezdolnych do postrzegania? (argument przeciw „odwiecznej materii”). Nie mogę się zgodzić, jakoby przekonywająco udowodnił swoje racje, a nawet bywa niekonsekwentny, ale samym racjom warto się przyjrzeć i rozważyć, bo cel jest zbożny. Przyglądając się współczesnym tendencjom, Berkeley ma nam do przekazania coś wciąż aktualnego – wystarczy tylko nie ulegać zwulgaryzowanym groteskowym interpretacjom jego pism. Trudność mogą sprawiać takie sformułowania jak: „idee” oraz „istnieć w umyśle”. Ich znaczenie trzeba niejako samemu wyjąć z całości treści, i tak: idee są czymś w rodzaju qualiów (wrażeń które czujemy wewnętrznie dzięki zmysłom)[te drugie „idee” wytwarzane przez wyobraźnię są iluzją]; natomiast „istnieć w umyśle” to tyle, co być możliwym do postrzeżenia przez umysł (bo nie da się postrzegać czegoś, co nie wywołuje żadnych wrażeń/qualiów [duh!]). (Po lekturze poszperałem, i proponuje się „w umyśle” czytać jako „dla umysłu”, a „poza umysłem” jako „nie dla umysłu” – ponownie: w myśl zasady, że istnienie rzeczy „dla nikogo” jest bezsensem). Może Berkeley intuicją wyprzedziły swoje czasy? Tak czy siak jest trochę intelektualnej igraszki, zatem polecić mogę jedynie szczerze zainteresowanym – zwłaszcza antyoświeceniowym chrześcijanom. Możne nawet bardziej jako ciekawostka z historii filozofii. Przeciętnemu czytelnikowi na niewiele się zda. Z resztą sam Berkeley kierował swój traktat do żaczków, a nie do szaraczków. ----------------------- „Wydaje się nie mniejszą niedorzecznością przyjąć istnienie substancji bez przypadłości, niż przyjąć istnienie przypadłości bez substancji”. „Choć bym jednak nie wiem jak był gotów uznać ograniczoność mojego pojmowania, gdy chodzi o nieskończoną różnorodność duchów i idei, które mogą istnieć, to przecież nawet gdyby któryś z tych duchów utrzymywał, że posiada pojęcie istoty czy istnienia w oderwaniu od ducha i idei, od postrzegania i bycia postrzeganym, głosiłby jawną sprzeczność, bawiąc się słowami”. „Ci zaś, którzy twierdzą, że dusza człowieka jest jedynie nikłym płomykiem życia albo zasadą życia organizmów zwierzęcych, czynią ją zniszczalną i podlegającą rozpadowi tak samo jak ciało, gdyż nie ma niczego, co byłoby bardziej podatne na unicestwienie niż taki byt, który ze swej natury niezdolny jest przetrwać zniszczenia tego przybytku, który zamieszkuje. Ten właśnie pogląd upodobała sobie i skwapliwie zaadaptowała najgorsza część rodzaju ludzkiego, upatrując w nim najskuteczniejszego środka przeciwko wszelkim wpływom moralności i religii”.
Graven - awatar Graven
ocenił na72 lata temu
Badania dotyczące rozumu ludzkiego David Hume
Badania dotyczące rozumu ludzkiego
David Hume
Zdążyłem już (w opinii o "Esejach") nazwać Davida Hume'a jednym z najlepszych umysłów, jakie znam z historii filozofii. "Badania dotyczące rozumu ludzkiego" nie tylko potwierdzają te słowa, ale wnoszą je na pewien (jeszcze) wyższy poziom poznania. Być może dlatego, że dzieło to nie ma aż tak lekkiej formy jak "Eseje", natomiast nie jest też tak "groźne", jak mógłby wskazywać jego tytuł. Cóż więc kryje się pod tak enigmatycznym sformułowaniem? Badania te należy rozumieć jako, w istocie, pewien obraz właściwego, poprawnego i rzetelnego rozumowania - takiego, który dąży do ścisłych i trafnych (z punktu widzenia określonych założeń) wniosków, przy użyciu krytycyzmu i "kilku kropelek pyrronizmu". Właśnie postawa sceptyczna, jako remedium na "pychę i upór" wszelkiej maści uczonych, których "wiedza" ma swą genezę w "pewnikach", a efekt rozmyślań zdeterminowany jest dogmatami, sterującymi ich poczynaniami niejako z tylnego fotela, jest tu na wskroś polecana. Hume zauważa, że "Istnieje w ogóle pewien stopień wątpienia, ostrożności i skromności, który nie powinien nigdy opuszczać dobrego myśliciela we wszelkiego rodzaju badaniach i sądach". Niestety, piękna ta teoria, w praktyce ma się zwykle nijak do rzeczywistości. Jak zwykle też u Hume'a, mamy w "Badaniach" kilka subtelnie złośliwych uwag o religii. Aczkolwiek nie znaczy to, że ich trafność traci przez to na znaczeniu - wręcz odwrotnie. Myśliciel potrafi utrafić w sedno sprawy, przy pomocy niewielkiej ilości słów. Zauważa, że nie sposób na gruncie religii używać argumentów racjonalnych. Błędy takie były nagminne w całej historii filozofii przed Hume'em, nie przestały się również pojawiać i po nim. "Wyłożony tutaj sposób rozumowania podoba mi się tym lepiej, że, jak sądzę, może pomieszać szyki tym niebezpiecznym przyjaciołom lub zakapturzonym wrogom religii chrześcijańskiej, którzy podjęli się jej bronić przy pomocy zasad rozumu ludzkiego. Najświętsza nasza religia opiera się na wierze, nie na rozumie; jest to pewny sposób narażania jej, jeśli poddaje się ją próbie, której żadną miarą sprostać nie potrafi". Niby takie proste, a ileż tych "prób" ciągle i z uporem maniaka jest podejmowanych? Szkocki filozof stara się także logicznie wyjaśnić, to co w kilkadziesiąt lat później stanie się istotą filozofii i stosunku do religii Ludwika Feuerbacha: "Przyznając zatem, że twórcami bytu albo ładu wszechświata są bogowie, otrzymujemy wniosek, że posiadają dokładnie taki stopień mocy, inteligencji i dobroci, jaki się przejawia w ich dziele; niczego więcej tym sposobem dowieść nie można, chyba że przywołamy na pomoc przesadę i pochlebstwo, aby wypełnić braki dowodzenia i rozumowania. (…) Skoro nasza znajomość przyczyny opiera się wyłącznie na skutku, muszą one dokładnie do siebie pasować - przyczyna nie może nigdy wskazywać na nic, co wykracza poza skutek, ani dostarczyć podstaw do jakichś nowych wniosków i konkluzji". Niech te kilka fragmentów będzie zachętą do sięgnięcia po doskonałe pisarstwo Hume'a. Warto go czytać, bo można się odeń nauczyć więcej i lepiej, niż z niejednego powszechnie dostępnego źródła "wiedzy".
Munk - awatar Munk
ocenił na101 rok temu

Cytaty z książki Bojaźń i drżenie

Więcej
Søren Kierkegaard Bojaźń i drżenie Zobacz więcej
Søren Kierkegaard Bojaźń i drżenie Zobacz więcej
Søren Kierkegaard Bojaźń i drżenie Zobacz więcej
Więcej