rozwińzwiń

Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy

Okładka książki Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy autora David Reich, 9788361710332
Okładka książki Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy
David Reich Wydawnictwo: CiS popularnonaukowa
388 str. 6 godz. 28 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Who We Are and How We Got Here
Data wydania:
2019-05-08
Data 1. wyd. pol.:
2019-05-08
Liczba stron:
388
Czas czytania
6 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361710332
Tłumacz:
Piotr J. Szwajcer
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy



książek na półce przeczytane 242 napisanych opinii 160

Oceny książki Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy

Średnia ocen
7,3 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy

avatar
8
5

Na półkach: ,

Uff. Jako ogromny miłośnik prahistorii mogę powiedzieć, że książka chwilami zapiera dech w piersiach. Oczywiście czasami naprawdę trzeba się wczytać aby dokładnie zrozumieć o czym pisze autor, nie zmiana to faktu, że opisane w niej dzieje genetyczne populacji ludzkich trochę zmieniły moje podejście do kultur i populacji z jakimi stykam się w archeologii. Przede wszystkim poruszane są bardzo gorące (często polityczne) tematy ostatnich dziesięcioleci, które dzięki genetyce jesteśmy w stanie dużo dokładniej opisać, zdefiniować i ostatecznie zaprzeczyć lub potwierdzić pewne twierdzenia. Zachęcam każdego, kto choć trochę interesuje się dziejami człowieka do przeczytania tej książki.

Uff. Jako ogromny miłośnik prahistorii mogę powiedzieć, że książka chwilami zapiera dech w piersiach. Oczywiście czasami naprawdę trzeba się wczytać aby dokładnie zrozumieć o czym pisze autor, nie zmiana to faktu, że opisane w niej dzieje genetyczne populacji ludzkich trochę zmieniły moje podejście do kultur i populacji z jakimi stykam się w archeologii. Przede wszystkim...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
733
58

Na półkach: ,

Porządne, mogłoby być krótsze. Nie merytorycznie - tu bardzo git pod kątem rozwinięcia zagadnień. Ale redakcyjnie dałoby radę ciut skrócić. Dla osób zainteresowanych tematem. Autor ze rozumem I dodnoscią człowieka wychodzi z niemal wszystkich pułapek etyczno-politycznych (rasizm, eugenika, pseudonauka, gorące zainteresowanie tematyką że strony wielbicieli austriackiego malarstwa).

Porządne, mogłoby być krótsze. Nie merytorycznie - tu bardzo git pod kątem rozwinięcia zagadnień. Ale redakcyjnie dałoby radę ciut skrócić. Dla osób zainteresowanych tematem. Autor ze rozumem I dodnoscią człowieka wychodzi z niemal wszystkich pułapek etyczno-politycznych (rasizm, eugenika, pseudonauka, gorące zainteresowanie tematyką że strony wielbicieli austriackiego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
381
217

Na półkach: ,

Książkę dorwałem parę lat temu, jednak jako student archeologii, stwierdziłem, że chwilowo dam jej poleżeć i zaczekam na okoliczności bardziej sprzyjające jej przeczytaniu.

Mniej więcej po 3 latach postanowiłem odświeżyć sobie najciekawszy aspekt studiów, jakim jest pochodzenie człowieka. Byłem przekonany, że będzie to niezła książka popularno-naukowa. Książka jednak okazała się bardzo dobrym i dokładnym opracowaniem dotychczasowych badań i przydomek "naukowa" przejmuje tu pierwsze skrzypce.

Dla ludzi, którzy nie boją się wykresów, map a także wizualizacji łańcuchów DNA z czystym sercem mogę polecić. Ludziom, którzy szukają przystępnego czytadła radzę uważać, bo o ile treść i forma są świetne, to tematyka bardzo złożona.

Uczciwa ocena to 8/10, jednak dla mnie za możliwość powrotu do czasów studenckich wystawiam 9/10.

Książkę dorwałem parę lat temu, jednak jako student archeologii, stwierdziłem, że chwilowo dam jej poleżeć i zaczekam na okoliczności bardziej sprzyjające jej przeczytaniu.

Mniej więcej po 3 latach postanowiłem odświeżyć sobie najciekawszy aspekt studiów, jakim jest pochodzenie człowieka. Byłem przekonany, że będzie to niezła książka popularno-naukowa. Książka jednak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

209 użytkowników ma tytuł Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy na półkach głównych
  • 165
  • 42
  • 2
28 użytkowników ma tytuł Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy na półkach dodatkowych
  • 20
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna Sabine Hossenfelder
Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna
Sabine Hossenfelder
„W fizyce teorie są zbudowane z matematyki. Posługujemy się nią nie dlatego, że chcemy odstraszyć ludzi niezaznajomionych z geometrią różniczkową i algebrami Liego z gradacją; posługujemy się nią, ponieważ jesteśmy głupcami. Matematyka pozwala nam zachować rzetelność – chroni nas przed okłamywaniem samych siebie i innych. Z matematyką można się mylić, ale nie da się kłamać.” Niemiecka fizyczka i filozofka Sabine Hossenfelder w swojej książce pt. „Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna” postanowiła skomentować aktualny zastój w fizyce wysokich energii opowieścią o tytułowej pułapce piękna teorii fizycznych i wynikających z tego konsekwencjach. Hossenfender za główny cel obrała sobie odpowiedź na pytanie czy opis rzeczywistości w najbardziej fundamentalnej skali musi być wyrażony poprzez eleganckie i piękne w swojej formie prawa fizyczne. W tym celu przeprowadza rozmowy z wieloma znamienitymi fizykami, np. Nimą Arkani-Hamedem, Frankiem Wilczkiem czy nieżyjącym już Stevenem Weinbergiem. Będąc w opozycji do swoich interlokutorów uważa, iż natury nie interesuje piękno, dlatego też wobec każdego konstruktu fizycznego trzeba postawić jasne wymagania – określone predykcje eksperymentalne. Mniejsze znaczenie, według niej, ma sama forma równań, a jeszcze mniejsze wyłaniająca się z nich naturalność albo precyzyjnie dostrojone. Laik (jak jak) raczy jednak zapytać – o co w ogóle chodzi z naturalnością i dostrojeniem? No i w tym momencie zaczynają się schody… Autorka tak ujmuje sprawę: „Jak wyjaśniłam, większość zagadnień, którymi obecnie zajmujemy się w fizyce fundamentalnej, ma związek z numerycznymi koincydencjami. Precyzyjne dostrojenie masy Higgsa, silny problem CP, mała wartość stałej kosmologicznej – nie są to niespójności; to przeczucia natury estetycznej.” Naturalność w największym z możliwych uogólnień to brak ww. „numerycznych koincydencji” lub arbitralnie dodanych składników teorii, jak np. wyznaczonych doświadczalnie mas cząstek Modelu Standardowego. Precyzyjne dostrojenie natomiast dopuszcza tego typu dodatki w modelu fizycznym. Zasadniczo, większa część książki została poświęcona problemom dzisiejszej fizyki teoretycznej, która znalazła się w swego rodzaju ślepym zaułku. Hossenfelder upatruje przyczyn stagnacji nie tylko w umiłowaniu teoretyków do piękna lecz także coraz większej komercjalizacji i urynkowieniu nauki (wyścigi po granty),uleganiu błędom poznawczym, a także konformizmowi badaczy, skupionych w największych ośrodkach naukowych głównego nurtu (teoria strun),często będących hamulcowymi innowacyjności. Jak widać, to wszystko kwestie wewnętrzne środowiska fizycznego co czyni tę pozycję dosyć trudną dla czytelnika poszukującego ciekawych treści popularnonaukowych. Niemniej, autorka przy okazji objaśniła niektóre pojęcia fizyczne bardzo rzetelnie i profesjonalnie; bez zbędnych analogii i przekłamań; sama „czysta” fizyka, acz bez matematyki. Wystarczy choćby spojrzeć na opis funkcji falowej: „Sama funkcja falowa nie odpowiada żadnej obserwowanej wielkości, ale na podstawie jej wartości bezwzględnej można obliczać prawdopodobieństwa dla pomiarów fizycznych obserwabli – z wyjątkiem szczególnych okoliczności wynik pojedynczego pomiaru jest nieprzewidywalny.” s. 78 „Zaczyna się od funkcji falowej. Jest to matematyczny obiekt opisujący dany układ fizyczny. Często mówi się o niej jako o zadającej stan układu, jednakże – i tu zaczyna robić się ślisko – nie da się jej obserwować poprzez jakikolwiek pomiar. Funkcja falowa jest tylko czymś pośrednim; można za jej pomocą tylko obliczyć prawdopodobieństwa możliwych pomiarów pewnych obserwabli. To jednak oznacza, że po pomiarze funkcja falowa musi ulegać swego rodzaju aktualizacji, tak aby zmierzony stan miał teraz prawdopodobieństwo równe 1. Aktualizacja ta – określana niekiedy mianem „kolapsu lub redukcji” – jest natychmiastowa; następuje w tej samej chwili dla całej funkcji falowej, bez względu na to, jak szeroko funkcja ta była rozprzestrzeniona. Jeśli na przykład obejmowała swoim zasięgiem dwie odległe wyspy, to dokonanie pomiaru na jednej z nich determinuje prawdopodobieństwo na drugiej. To nie jest eksperyment myślowy; takie doświadczenie faktycznie przeprowadzono” s. 174 Podsumowując, bardzo przyjemnie spędziłem czas przy lekturze „Zagubione w matematyce”, nawet jeśli nie do końca do mnie skierowany był centralny przekaz. Na minus jedynie fakt, iż miałem nieodparte wrażenie dużego żalu autorki do swoich kolegów po fachu za to, że zwyczajnie nie słuchają jej rad. Jednakowoż, nie polecam tej książki osobom szukającym "fizycznej rozrywki". Polecam wyłącznie tym, których bardziej interesują specyficzne problemy społeczności fizycznej aniżeli samej fizyki. 8/10
Konrad - awatar Konrad
ocenił na82 lata temu
Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem Jared Diamond
Trzeci szympans. Ewolucja i przyszłość zwierzęcia zwanego człowiekiem
Jared Diamond
Prawdziwa intelektualna wyprawa. Książka z nieomal „innej epoki” która wykazała się wyjątkową odpornością i naprawdę dobrze się zestarzała. Czy Diamond się mylił? Ależ oczywiście – jak np. w swoich twierdzeniach o tym, że „sapieńsi” i „Neadertale” to nie krzyżowali się. Dziś dzięki badaniom DNA wiemy, że jak najbardziej tak (choć chyba stosunkowo krótko, bo „wymiana” była mało korzystna – kobiety Sapiens nie mogły przeżyć porodu z takich związków). Czy to zmniejsza wartość pracy Diamonda? Tylko w niewielkim stopniu i nadal jego ciekawość i dobrze postawione pytanie, pokazuje jak szeroko można eksplorować przedmiot badań. Nauka ciekawość w czystej i wysoce stężonej dawce. Niekiedy te uwagi mogą być szersze jak np. gdy Diamond mówi o „Wielkim skoku” Cromiańczyków który zbiegł się w czasie z upadkiem Neadertalczyków. Dziś wiemy że skok nie był aż taki wielki i raczej rozłożony w czasie. Wcześniej jednak duża liczba stanowisk byłą skoncentrowana w Europie (Bo było najłatwiej) i tworzyło to wrażenie „pojawienia się” zaawansowanej technologii w krótkim czasie (a technologia mogła być następstwem skoku ewolucyjnego). Dziś wiemy więcej, nawet jednak jeśli nie był to skok to jednak nadal zmiana – a tą zmianę, to symboliczne 1,5% (różnicy w DNA nas a Szympansów) bada właśnie Diamond. To też swoisty spis treści jego późniejszych książek, tu wszystko się zaczęło a wiele tez zostało później znacznie rozbudowanych. No i najważniejsza rekomendacja – Harari mocno Diamonda czytał (i często go cytuje) także jeśli lubisz Harariego to możesz trochę ujrzeć co było inspiracją dla tych pomysłów – a inspiracja musiała być mocna. Polecam bo Diamond to mocna sprawa, pomimo tych zarzutów absolutne must have.
Petroniusz - awatar Petroniusz
ocenił na1015 dni temu
Strzelby, zarazki i stal. Krótka historia ludzkości Jared Diamond
Strzelby, zarazki i stal. Krótka historia ludzkości
Jared Diamond
Książka amerykańskiego geografa i biologa ewolucyjnego, opublikowana po raz pierwszy w 1997 roku. Zdobyła wielkie uznanie, otrzymując m.in. Nagrodę Pulitzera w kategorii literatury faktu. Diamond podejmuje w niej próbę odpowiedzi na pytanie zadane przez papuaskiego polityka Yali: „Dlaczego biali ludzie posiadają tak wiele 'cargo' (zasoby dóbr materialnych),a my, czarni ludzie, mamy ich tak mało?”. Autor stawia tezę, że różnice w rozwoju cywilizacji wynikają nie z różnic rasowych, lecz z uwarunkowań geograficznych, klimatycznych i ekologicznych. Diamond argumentuje, że kluczowe dla rozwoju cywilizacji były: dostępność roślin i zwierząt do udomowienia (obszary takie jak Bliski Wschód, Chiny czy Mesoameryka miały korzystne warunki do uprawy roślin i hodowli zwierząt, co umożliwiło powstanie osiadłych społeczeństw); geografia i ośrodki rolnicze (ukształtowanie terenu oraz orientacja osi kontynentów sprzyjały rozprzestrzenianiu się rolnictwa i technologii); rozwój chorób zakaźnych (społeczeństwa rolnicze, żyjące w dużych skupiskach, były bardziej narażone na choroby, z których część stała się endemiczna, dając mieszkańcom tych obszarów odporność na nie) oraz innowacje technologiczne (dostęp do surowców oraz potrzeba obrony przed innymi społecznościami stymulowały rozwój technologii, takich jak broń czy narzędzia rolnicze). Książka była krytykowana za deterministyczne podejście, nadmierne uproszczenie i pomijanie roli ludzkiej decyzji oraz kultury w kształtowaniu historii. Zarzucano jej też brak uwzględnienia czynników społecznych i politycznych (wpływ struktur społecznych, politycznych i ideologicznych na rozwój cywilizacji) oraz ograniczonej analizie przypadków (niektóre regiony, takie jak Afryka Subsaharyjska, zostały przedstawione w sposób zbyt ogólny, co może prowadzić do uproszczeń i błędnych wniosków). Jednak „Strzelby, zarazki i stal” to ambitna próba wyjaśnienia globalnych nierówności rozwojowych. I chociaż należy ją czytać z pewnym dystansem, pozostaje ważnym punktem odniesienia w dyskusjach na temat historii i rozwoju cywilizacji. A czyta się ją rewelacyjnie. Trzeba przyznać, że Diamond pisze wyśmienicie!
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na86 miesięcy temu
Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg Joseph LeDoux
Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg
Joseph LeDoux
,,Koń jaki jest każdy widzi” - i tak, zgodnie z tą definicją (teoretycznie) nie należy dyskutować z ustalonym porządkiem rzeczywistości. No bo ona, a nazwijmy ją ,,macierzą”, przestrzeń, która nas otacza wręcz nakazuje nam twierdzenie, że wszystko, to czego doświadcza każdy z nas jest, że tak to ujmę ,,obiektywną prawdą”, dla każdej świadomej istoty ludzkiej z osobna – czyli wszystko jest takie samo zawsze, wszędzie i o każdej porze dla każdego z ludzi. I tu pojawia się zagadka czy też kwestia świadomości, tym bardziej samoświadomości. Bo ,,szklanka jest również do połowy pusta” – druga strona tej dość starej niniejszym przytaczanej definicji ,,Konia” w odniesieniu do tegoż to zjawiska opisującego funkcjonowanie żywego ludzkiego organizmu, a może i nawet świadomego, może i nie… Wszechświata, każe nam twierdzić, że rozumienie tego, co nas otacza w każdym punkcie przestrzeni, w której jesteśmy my świadomi i samoświadomi zarazem ludzie, zanurzeni, jest kwestią indywidualną: że nie mogę mieć pewności, że rzeczywistość badana i ,,dotykana” zmysłami przeze mnie jest taka sama, jak doświadczana przez Ciebie... Że to świadomość dyktuje opis tego, czym i dlaczego jest nasz Wszechświat. To od niej zależy całość pojęcia wszelakiego istnienia i anty-istnienia wokół nas. No bo zastanówmy się, czy Ty widzisz omawianego ,,zagadkowego” konia takiego jakim go ja widzę? Wszechświat albo jest super-deterministyczny – zaprogramowany od najstarszej możliwej do opisania chwili jego narodzin (a nawet przed) i zaprogramowane jest zgodnie w nim zgodnie z tą teorią w macierzy wszystko to, co robisz teraz, za dwie sekundy, co zrobisz tu i tu za x dni czy lat, i to w odniesieniu do każdego istnienia we Wszechświecie. A to ma wpływ z kolei na nasze pojęcie tego, czy świadomość (a nawet w konsekwencji dla inteligentnych gatunków: samoświadomość) jest procesem/fenomenem egzystencji biologicznej ,,należącej do nas”, czy jest ona z góry narzucona przez ,,Inteligentny Projekt”? Tak, jak widać Kosmos jawi się jako taka abstrakcja kreowana, co nie będzie nie wiadomo jakim szokiem, gdy w taki oto sposób się to ujmie: to również taka świadomość egzystująca na zasadzie powiązań kwantowych każdego z ludzi z osobna, jakby jego obraz był współtworzony przez nas samych. Brzmi szalenie? Być może. Prawdopodobnie według tego rozumienia Świadomości/Wszech-świadomości, paradoksalnie rzecz biorąc wszystko zależy tu od: procesu świadomości i jej wydajności u człowieka. To ona steruje wolną wolą gatunku ludzkiego – jeśli odnosimy jej definicję, także historię jej ewolucji do istoty Homo Sapiens Sapiens – oraz naszym doświadczeniem, przyszłością, wyborami. Jaka jest historia przytaczanej m.in. tej ,,ludzkiej” świadomości, jaka jest jej ewolucja czy dość ,,płodne” w liczne twory zastosowanie (choć pod wieloma względami dalej nie mamy pojęcia czym ona jest) jej ,,możliwości” w popkulturze czy paranauce. W ,,rozrywce mas” kieruje się ona ku fenomenowi telepatii, szczególnie aż nazbyt obecnej w nurcie fantastyki naukowej. To w jej ramach gatunkowych najbardziej przytaczane są postaci z mocami telekinezy, telepatii, prekognicji – najczęściej herosi, złoczyńcy, po prostu istoty o nadludzkiej puli możliwości organizmu. I czyż ta ,,fantastyczna” strona naszej natury nie zachwyca i nie szokuje?! Tak, ona to robi, sęk w tym, że jeśli chodzi o stricte telepatię i np. telekinezę, to na punkcie naukowym: trwa ona w ramach hipotetyczności – tak, z tymi zjawiskami jest pewien problem, otóż zwykliśmy badać to, co jest namacalne, dotykalne, czy jak kto woli ,,materialne". Najprościej mówiąc, że to czego ,,nie widać" nie da się badać, więc praktycznie ,,to ewentualne coś" nie istnieje. Telepatia, Telekineza - to właśni tego rodzaju ciężki doświadczalnie naukowy temat. A jak wiemy są one ,,pokłosiem” bytności tego, co nas tworzy wewnętrznie, co opisuje nasze intymne, ,,samorealizacyjne Ja": z świadomością. Niektórzy sądzą, że z próbą uwierzenia w jeden konkretny jej model jest jak z doświadczeniem przez masę ludzi UFO, Wielkiej Stopy czy duchów: dopóki nie zobaczysz, nie uwierzysz. W tym przypadku: dopóki nie natrafisz na jakiegoś naukowego Świętego Graala, lub nie zrozumiesz, nie pojmiesz tego procesu tworzącego ludzkie Ja (albo i ,,Ja jakiegoś tygrysa, ryby, psa… wszystkiego co biologiczne i żywe) – a to zrozumienie jest istotne, aby szerzej móc rozumieć całą macierz, która nas zewsząd wypełnia. I tu kłania się piękna lektura do tego rodzaju kwestii. To publikacja w zakresie literatury naukowej-popularnonaukowej od J. LeDoux pt. ,,Historia naszej świadomości. Jak po czterech miliardach lat ewolucji powstał świadomy mózg”. ,,Z czym to się je?!”, jak opisuje wielowymiarowy, tematycznie dość szeroki, wręcz ,,turbo-multi-dyscyplinarny”, jeśli chodzi o ilość gałęzi nauk i wiedzy, która stara się wyjaśnić i opisać Świadomość oraz Samoświadomość człowieka, zakres pojęcia Świadomości owa omawiana i recenzowana przeze mnie pozycja LeDoux? Książka ta, cóż, to taka ,,smaczna” potrawka, podchodząca do opisywanych zagadnień dość praktycznie, empirycznie, ale i na dodatek z lekka zagadkowo, za co temu specjaliści należą się wręcz ogromne brawa i super-kciuki w górę! Zaskoczyło mnie w tych prawie 4 do 5 godzin uważnej lektury i w tychże dywagacjach pro naukowych, którym nie brakowało odpowiedniego zacięcia literackiego, jedno: przyznam się szczerze zaskoczony byłem w miarę przystępnym językiem używanym do budowania swojej pracy przez LeDoux. Nie trąci tu profesorszczyzną i tubalnością akademickich zeszytów i sztywności turbo opasłych ksiąg. Podczas czytania i intensywnych prób zrozumienia tego, co mi tu nadłożono o Świadomości ludzkiego mózgu, odnosiłem wrażenie, że jest tu tak dużo fantastycznych informacji, tak swobodnie paradoksalnie podanych, iż mógłbym nie zdążyłem przeczytać wszystkiego, choćbym i miał na to całą wieczność – taka jest to wciągająca narracja i dawka wiedzy: dużo neurobiologicznego i antropologicznego ,,contentu”, tak sporo wątków i treści… o historii nas samych, ludzi, i to z perspektywy szeroko ujętego naukowo ciągle ewoluującego mózgu Homo Sapiens, że mam teraz sporo danych do przemyśleń w temacie Świadomości człowieka, co nastraja mnie dość pozytywnie do prywatnego podążania za ,,odkryciem” tego, czym mogłaby być ,,to coś”, co ma największy wpływ na istnienie Homo Sapiens na każdej płaszczyźnie rzeczywistości. Chyba największe wrażenie zrobiło na mnie w publikacji LeDoux wtrącanie – i to cholernie intrygujące, z nutką stopniowego naukowego suspensu i dochodzenia do sedna biologicznego i neurologicznego ujęcia trwania w eterze rozwoju, świadomości ludzkiej – wątków z dziedzin nauk biologicznych: autor wychodzi praktycznie od totalnych podstaw opisywania i ujęcia tego czym jest zjawisko życia, wraz ze swobodnym wtrącaniem pojęć z neurobiologii, neurochemii, nawet geologii etc. I kłaniać się należy za to nisko: nie wyobrażałbym sobie zbudowania ,,empirycznej” opinii na temat świadomości bez podania podstaw biologicznych stojących za historią powstania, ewolucji, adaptacji życia na Ziemi. Bo co by nie było to ta krutacka ,,Świadomość!!!”, w przypadku człowieka znajduje się w kostnej puszcze umieszczonej na wapniowo-fosforowym szkielecie z dopiętymi do niego mięśniami. To tu ulokowane jest czysto biologiczne centrum trwania świadomości. I podoba mi się ,,podany nam na tacy” na przestrzeni całej książki Pana Josepha tok myślowo-analityczny, który stosuje autor. Tak, neurobiolog robi to z pasją i zaangażowaniem; widać tu harmonię i poukładanie treści w sposób dobry do odbierania przez zarówno laików jak i profesjonalistów – łopatologia stosowana każe mi więc mówić: ,,to pozycja dla każdego dorosłego i w miarę ogarniętego człowieka; dla kogoś, kto chce się czegoś konkretnego i w miarę przydatnego dla poszerzenia horyzontów, wiedzy o otaczającym nas padole, dowiedzieć”. Czy Świadomość, właśnie ,,to coś”, ów niematerialny byt, którego w pełni ludzki mózg być może nigdy nie zrozumie, a który go opisuje i na 70% znajduje się właśnie w nim? Chyba nigdy, ale to nigdy nie zostanie ona dokładnie i ostatecznie opisana, bo być może nasz mózg nie jest zaprojektowany do pełnego zrozumienia siebie? Może świadomość to ,,stan” pomiędzy duchem a fizycznością? Po świetnie zaprojektowanej, bo faktycznie nasz specjalista neuroantropologiczną Odyseję świadomości gatunku Homo Sapiens Sapiens i jej ewolucji w trakcie podróży, która twa w naszym przypadku ponad 100 tys. Lat wyłożył tu świetnie, i ogólnie wyłożonej lekturze LeDoux, mam coraz większą ochotę na tego typu ,,naukowe rozkminy”, co podsumuje pewien cytat z powieści, którą niegdyś czytałem: ,, - Skąd mam wiedzieć, że jesteś tym, kim się wydajesz? – spytała wreszcie. - Nie wiesz. Ja też nie wiem, kim się tobie wydaję. Zastanowiła się.”. I nie ma to jak biologia, łączona z nutką paleoantropologii, czy antropologii samej w sobie, na dodatek z sosem w postaci omówienia (i to, nie zdradzając spoilerów) dość szczegółowo biologicznej i chemicznej natury, być może struktury (bo to wciąż zagadka) ,,ciała” świadomości i samoświadomości podczas jej ewolucji. Tak, prawdziwy książkowy skarb dla pasjonatów tematu, ale nie dla takiego totalnego ,,kanapowicza” jakoś tam zorientowanego w temacie. Inspiruje, ale i wymaga zaangażowania.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na73 miesiące temu
Fundamentalnie. Tak fizyka kwantowa i fizyka cząstek elementarnych wyjaśnia wszystko (oprócz grawitacji) Tim James
Fundamentalnie. Tak fizyka kwantowa i fizyka cząstek elementarnych wyjaśnia wszystko (oprócz grawitacji)
Tim James
O podstawach od podstaw „Fundamentalnie” to książka o fizyce dla każdego, kto chciałby przyswoić garść ogólników z osiągnięć tej nauki w XX. wieku. W szczególności chodzi o mechanikę kwantową jako nową wizję świata. Cząstki inaczej zachowują się niż wszystko co nas otacza. Z tego korzystają pisarze, by ponawiać próby zaskoczenia czytelników. Tim James to popularyzator wiedzy, który formalnie ma przygotowanie kierunkowe. Jego oferta nie wyróżnia się szczególnie na rynku możliwych prac promujących świat atomów. Wpadają w kilka pułapek z analogiami, odważnie wkracza w świat wzbudzeń próżni, bez których istnienie byłoby niemożliwe. Książka nie posiada wzorów i jest lekką opowieścią pokazującą kluczowe przełomy współczesnej fizyki, od Plancka po zderzacz LHC. Poprawnie balansuje między teoretycznymi faktami, eksperymentami myślowymi, praktycznymi realizacjami i niezbędną na założonym poziomie oględnością. Pilnowany status propedeutyczny książki dopełniają rysunki odręczne, celowo pozbawione detali. Treść, przebiegając od pierwszych idei kwantyzacji po najnowsze odkrycia cząstek elementarnych, skupia się na wydobyciu podstawowych składników kwantowej wyjątkowości – nielokalności, splątania i probabilistycznego charakteru pomiaru właściwości składników nanoskali. Zanim krytycznie o pewnych autorskich technikach dzielenia się wiedzą z pogranicza fizyki i filozofii, kilka słów o największych plusach. Kwarki. O tych składnikach uwięzionych w protonach i neutronach, James opowiedział wręcz brawurowo. Trudne modele teoretyczne chromodynamiki kwantowej sprowadził autor do trafnych i kluczowych obserwacji, które pobudzą wyobraźnię każdego czytelnika. Bez technikaliów, ale z przemyślaną strategią, dociera do sedna. Niemal równie zgrabnie, jakby przypadkiem, wyjaśnia istotę współczesnego rozumienia fotonów w ramach teorii pola, której powstanie wymagało wielkich umysłów na miarę Diraca czy Feynmana. W książce wygląda to tak: „Pole elektromagnetyczne jest łagodnym tłem dla naszego Wszechświata, ale jeśli jeden konkretny region zostanie wzbudzony, może spiąć się i skręcić w węzeł skoncentrowanej energii. Ten pakiet zaburzenia pola jest ‘kwantem pola elektromagnetycznego’. Grudka tła. Foton.” Kilka subtelnych wpadek w zasadzie nie przekreśla niemal dobrego ogólnego wrażenia. Wciąż jednak wypada pamiętać, że fotony o różnej barwie niosą jednak inną energię. Po raz kolejny zaobserwowałem też grząski grunt budujący się wokół analogii. Chociażby przykład z kolorowymi kotami i splątaniem kwantowym może prowadzić do nieporozumień, bo tak nakreślone nie oddaje wyjątkowości tego efektu w domenie nieklasycznej. Podobnie należy ocenić przykład z tzw. falą opóźnioną. Wciąż jednak opisowa plastyczność nieintuicyjnych procesów kwantowych u Jamesa spełnia swoją rolę. Chociażby komentarz do obiekcji Schrödingera, wobec kanonicznej interpretacji w postaci parafrazy z filmem „Toy Story”, był z kolei udany. Brak obserwacji przez człowieka stanowi swobodę egzystencji dla świata zabawek. Gdy jednak dochodzi do interakcji, pewne zachowania stają się ukrytą dynamiką. W szerszym kontekście, autor dobrze opowiedział o wynikającej z tego faktu ontologicznej niepełności naszej wiedzy o kwantach. W konsekwencji, pojawiają się ‘dysydencka’ koncepcja Bohma czy wieloświat Everetta, jako prominentne przykłady ucieczki przed probabilistycznym głównym nurtem interpretacyjnym. „Fundamentalnie” nie stawia sobie ambitnych celów w postaci dogłębności, puryzmu językowego zgodnego z tym, jak opisują świat kwantów specjaliści. Chodziło o skupienie się na istocie narracyjną swobodą meandrowania z kontrolowaniem kierunku, w którym powinny podążać myśli czytelnika. Znalazło się miejsce na najnowsze osiągnięcia (z drugiej dekady XXI wieku) i ugruntowane podstawy, które wciąż pozostawiają otwarte pytania o przejście między naszym determinizmem a atomowym prawdopodobieństwem. James dostępnością otwiera drzwi do dowolnego odbiorcy, bez żargonu oswaja każdego z trudną materią. DOBRE – 7/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na76 miesięcy temu
Potęga nieskończoności. Jak rachunek różniczkowy i całkowy odkrywa tajemnice wszechświata Steven Strogatz
Potęga nieskończoności. Jak rachunek różniczkowy i całkowy odkrywa tajemnice wszechświata
Steven Strogatz
Aż tak mnie książka nie zachwyciła... za mało z niej zrozumiałem ;) Momentami ciekawe treści, momentami za bardzo matematyczna jednak... I nie zrozumiałem z niej rachunku różniczkowego wcale, dopiero chatGPT mi wytłumaczył ;) Ale mój błąd, że książki wysłuchałem, taką książkę należałoby raczej jednak czytać i widzieć wzory, pewnie wtedy odebrałbym ją inaczej, bo teraz wracając do fragmentów, też kumam więcej... Na razie oceniam tak średnio ale miałbym chyba ochotę w przyszłości do niej wrócić, może wtedy podniosę ocenę. Jednak pewne takie mniej matematyczne, a bardziej opisowe fragmenty, podobały mi się, np.: "Rozważając argumentację za i przeciw temu, że komputery rozumieją, warto spojrzeć na ewolucję komputerów grających w szachy. W 1997 roku Deep Blue, program grający w szachy stworzony przez IBM, pokonał panującego mistrza świata Garriego Kasparowa w meczu składającym się z sześciu partii. Choć w tamtym czasie wzbudziło to sensację, nie ma żadnej tajemnicy w tym osiągnięciu. Maszyna była w stanie ocenić 200 milionów posunięć na sekundę. Niczego nie rozumiała, ale miała brutalną szybkość. Nigdy się nie męczyła, nie myliła się w obliczeniach i nie zapominała, o czym myślała przed chwilą. Grała jak komputer – mechanicznie i nieidealistycznie. Pobiła Kasparowa mocą obliczeniową, ale nie myślą. Obecna generacja najsilniejszych programów szachowych świata o budzących respekt nazwach jak Stockfish lub Komodo wciąż gra w tym niepodobnym do ludzkiego stylu. Lubią zbijać figury, bronią się metodycznie, ale mimo że są znacznie silniejsze od jakiegokolwiek szachisty, nie wykazują kreatywności ani rozumienia. Wszystko to jednak zmieniło się z nastaniem uczenia maszynowego. 5 grudnia 2017 roku zespół DeepMind z Google’a zdumiał szachowy świat informacją o stworzeniu uczącego się programu o nazwie AlphaZero. Program ten nauczył się grać w szachy, rozgrywając miliony partii z samym sobą i wyciągając wnioski z błędów. W ciągu zaledwie paru godzin stał się najlepszym szachistą w historii. Nie tylko był w stanie łatwo wygrać z każdym człowiekiem (nie było nawet sensu próbować),ale zmiażdżył ówczesnego komputerowego mistrza świata w szachach. W złożonym ze 100 partii meczu z potężnym programem Stockfish algorytm AlphaZero wygrał 28 razy, a 72 razy zremisował. Nie przegrał ani jednej partii." (pdf.str. 353) - co czujecie czytając taki fragment? Bo mnie aż wzruszenie ściska ;) Ale to jeszcze nie koniec: "Najbardziej niepokojące jest to, że AlphaZero przejawia rozumienie. Gra tak, jak żaden komputer do tego pory nie potrafił – intuicyjnie i elegancko, z romantycznym stylem ataku. Gra gambity i ryzykuje. W niektórych partiach tak onieśmielał Stockfisha, że ten zamierał, lub też zwyczajnie się z nim bawił. Czasami wydawało się, że jest złośliwy, nawet sadystyczny. Ponadto przejawia nadzwyczajną kreatywność – wykonuje posunięcia, które jeszcze nigdy nie przyszły do głowy żadnemu arcymistrzowi lub komputerowi. AlphaZero jest obdarzony duchem ludzkim i potęgą maszyny. Ludzkość ujrzała w nim pierwszą zapowiedź przerażającego nowego rodzaju inteligencji." (pdf.str. 353-354) - dla mnie to nie jest przerażające, dla mnie to jest wspaniałe! Jara mnie to tak bardzo, że nawet nie potrafię tego wyrazić słowami :P Po namyśle: a nie, jednak widzę potencjał, oceniam trochę wyżej niż planowałem ;) (czytana/słuchana: 2-6.04.2026) 4-/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na72 dni temu

Cytaty z książki Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy


Ciekawostki historyczne