Nie będzie żadnej rewolucji

Okładka książki Nie będzie żadnej rewolucji autora Kazimierz Rajnerowicz, 9788366232310
Okładka książki Nie będzie żadnej rewolucji
Kazimierz Rajnerowicz Wydawnictwo: Krytyka Polityczna Seria: Nie-Fikcja reportaż
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Nie-Fikcja
Data wydania:
2019-07-12
Data 1. wyd. pol.:
2019-07-12
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366232310
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie będzie żadnej rewolucji w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nie będzie żadnej rewolucji



książek na półce przeczytane 427 napisanych opinii 251

Oceny książki Nie będzie żadnej rewolucji

Średnia ocen
7,2 / 10
99 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie będzie żadnej rewolucji

avatar
147
135

Na półkach:

Ta książka nie jest jakimś majstersztykiem, to jest długie bardzo długie wypracowanie. Łódź lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte mi akurat jako typowemu przedstawicielowi generation X to podeszło ale zapewne nie wszystkim, Cool Kids of Death, bo o nich mowa, trafili na mnie prawie ćwierć wieku temu o od ćwierć wieku nie jestem w stanie wygenerować z siebie opinii, czy ten zespół by mesjaszem którego nikt nie chciał czy też był to zrodzony z bazarowych łóżek lucyfer w którego nikt nie uwierzył. Prawie ćwierć wieku temu jarałem się CKOD ale miesiąc temu byłem na koncercie Happy Sad i oni mino że są bardzo bardzo starzy dawali radę a CKOD nie ma jakieś 15 lat . Generalnie bardzo dobra książka opisująca łódź której osobiście nie lubię ale i lata kiedy byłem młody.

Ta książka nie jest jakimś majstersztykiem, to jest długie bardzo długie wypracowanie. Łódź lata osiemdziesiąte, dziewięćdziesiąte mi akurat jako typowemu przedstawicielowi generation X to podeszło ale zapewne nie wszystkim, Cool Kids of Death, bo o nich mowa, trafili na mnie prawie ćwierć wieku temu o od ćwierć wieku nie jestem w stanie wygenerować z siebie opinii, czy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
158
87

Na półkach: ,

Przeczytałem dla biografii CKOD. Chciałem się poddać po pierwszych 100 stronach bez wzmianki o zespole. Ale później już dostałem to czego się spodziewałem czyli w miarę dobrze i ciekawie napisaną historię zespołu.

Przeczytałem dla biografii CKOD. Chciałem się poddać po pierwszych 100 stronach bez wzmianki o zespole. Ale później już dostałem to czego się spodziewałem czyli w miarę dobrze i ciekawie napisaną historię zespołu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
217
22

Na półkach: ,

Pocieszające na pewno jest to że mimo rozdziału w książce zatytułowanego "Cool Kids are Dead" .Zespół koncertuje do dzisiaj czyli 2024 ;)

Pocieszające na pewno jest to że mimo rozdziału w książce zatytułowanego "Cool Kids are Dead" .Zespół koncertuje do dzisiaj czyli 2024 ;)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

225 użytkowników ma tytuł Nie będzie żadnej rewolucji na półkach głównych
  • 114
  • 105
  • 6
54 użytkowników ma tytuł Nie będzie żadnej rewolucji na półkach dodatkowych
  • 32
  • 7
  • 5
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pozwólcie pieskom przyjść do mnie Bolesław Chromry
Pozwólcie pieskom przyjść do mnie
Bolesław Chromry
Bolesław Chromry pyta: „Co się podziało z nami, Polakami?“ i kreśli portret jednostek na miarę lat nastych dwudziestego pierwszego wieku. W przejaskrawionych barwach przedstawia życie małżeństwa postępowego, co zamiast dziecka ma psa, zbiera dewocjonalia, farbuje na kolorowo włosy, a ciała zdobią tatuażami. Są kimś, kogo jeszcze te kilka lat temu nazwalibyśmy „hipsterami“, zanim ich podejście do świata stało się pewnego rodzaju normą, przynajmniej w niektórych kręgach. Chromry bawi się kontrastami, więc małżeństwo to wrzuca do świata bazarków oraz relacji z patologią czy z rzekomą inteligencją i sztuką pozornie wysoką; i nikogo nie oszczędza. Kreśli portrety, gdzie ktoś „łoił dziennie średnio jedenaście tatr w puszce, bo nie można dopuścić do pojawienia się trzeźwych myśli w głowie“, a o kimś innym mówi, że „Tak kończą najlepsze umysły naszego pokolenia. Rozłożone jak walenie wyrzucone na brzeg przez spienione morze. Kolorowe baloniki z uciekającym w popłochu powietrzem mętnym wzrokiem wpatrzone w Netflixa“. Światy się przenikają, społeczeństwa przeplatają, a najlepiej oddaje to cytat: „W takim razie Punio, pani Bożena, pan Staszek, Dorota oraz Bartek musieli wzajemnie się zaakceptować. Obwąchali sobie tyłki, polizali się po uszach i nikt na nikogo nie wskakiwał, żeby zdominować. Po prostu klasyczna ludzka życzliwość. Sympatia poznana na bazarze“. I tak oto toczy się historia, gdzie Chromry w sposób sarkastyczno-ironiczno-kpiący mówi o naszym społeczeństwie. Gdzie dużo jest piesków i dużo zagubienia. A robi to w sposób niecodzienny, nietypowy, językowo ciekawy. Tego się po nim spodziewałam, na to liczyłam, to dostałam. I rewelacyjnie się dzięki niemu bawiłam!
Czytajacamewa - awatar Czytajacamewa
oceniła na82 lata temu
Emigracja Malcolm XD
Emigracja
Malcolm XD
Bardzo dobrze spełnia swoją rolę – humorystycznego, prostego czytadła. Naprawdę zabawne, lekkie. To zapewne literacki grzech tak stwierdzać, ale mi osobiście bardziej przypada do gustu właśnie takie coś, niż chociażby nagrodzone „Ten się śmieje, kto ma zęby" Zyty Rudzkiej, a do tego jest to bardzo solidny punkt odniesienia. W „Ten się śmieje" też mieliśmy przygody „zwykłego, nieidealnego człowieka", jednak tam całość była ponura, smętna, i chociaż samo w sobie to nie jest wadą (wszakże te książki są zupełnie różne),to po prostu mam wrażenie, że przez autorkę i bohaterkę przemawia nieprzyjemna, bezproduktywna gorycz i cynizm. Dla kontrastu „Emigracja" ma w sobie duszę lekką, chociaż mankamentem jest operowanie na tych samych zabiegach językowych, tzn. na przykład trochę zbyt duże nagromadzenie porównań, czyli warsztat pisarski rzeczywiście jeszcze może się znacznie polepszyć. Same w sobie fragmenty są rzeczywiście zabawne, ale przez ich częstotliwość tracą na sile. Styl nieidealny, ale bezpretensjonalny, książka z przymrużeniem oka patrzy na wszystkie sytuacje i ma do nich ludzki dystans, jest w tym jakiś zachwyt po prostu ludzkim istnieniem włącznie z tymi wszystkimi głupotami. Sympatyczny klimat anegdoty snutej przez jakiegoś wujka czy kumpla. Gdyby jakiś znamienity autor napisał dokładnie to samo, to by dostał nagrodę, że „O rety, jakieś innowacyjne jest wprowadzenie internetowego stylu do literatury, cóż to za eksperyment, ta niesamowita, współczesna adaptacja szlacheckiej gawędy obnaża przywary i kompleksy Polaków!". A to po prostu śmieszna, prosta książka.
Kangurowski - awatar Kangurowski
ocenił na71 miesiąc temu
(Nie)dziennik Jacek Poniedziałek
(Nie)dziennik
Jacek Poniedziałek
„(Nie)dziennik” nie jest klasyczną autobiografią, lecz intymnym, prowadzonym przez rok zapisem z życia jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich aktorów. To kronika walki z uzależnieniem – od alkoholu i narkotyków – oraz bolesna próba rozliczenia się z przeszłością. Poniedziałek nie bierze jeńców: opisuje dni spędzone w mroku nałogu, toksyczne relacje, samotność w tłumie wielbicieli oraz trudny proces trzeźwienia. W książce przeplatają się wątki zawodowe – kulisy pracy w teatrze, frustracje związane z zawodem aktora – z osobistymi dramatami. Autor wraca do dzieciństwa na krakowskim osiedlu, trudnych relacji z matką i lęków, które towarzyszyły mu przez całe dorosłe życie. To historia człowieka, który osiągnął szczyt popularności, by jednocześnie spaść na dno emocjonalnego wycieńczenia, szukającego ratunku w terapii i bezlitosnej autoanalizie. Recenzja: Między autentyzmem a ekshibicjonizmem (6/10) Lektura „(Nie)dziennika” to doświadczenie trudne i ambiwalentne. Z jednej strony trzeba docenić odwagę Jacka Poniedziałka – niewielu artystów w Polsce zdecydowało się na tak radykalne obnażenie własnych słabości. Z drugiej jednak strony, jako dzieło literackie, książka budzi spore zastrzeżenia. Głównym problemem tej pozycji jest jej forma. Zgodnie z tytułem, jest to „nie-dziennik”, co autor wykorzystuje jako licencję na całkowity brak struktury. Narracja bywa chaotyczna, momentami wręcz męcząca. Czytelnik odnosi wrażenie, że uczestniczy w sesji terapeutycznej, która nigdy się nie kończy. O ile szczerość w literaturze faktu jest cnotą, o tyle tutaj momentami ociera się o męczący ekshibicjonizm. Nie wszystkie detale z życia seksualnego czy fizjologicznego autora wnoszą coś istotnego do procesu „trzeźwienia” – czasem sprawiają wrażenie chęci zszokowania odbiorcy za wszelką cenę. Poniedziałek dużo miejsca poświęca środowisku warszawskiej inteligencji i artystów. Dla osób spoza tego kręgu liczne nazwiska, branżowe anegdoty i narzekania na specyfikę pracy w teatrze mogą wydać się nużące i hermetyczne. Autor bywa egocentryczny – co w dzienniku jest naturalne – ale w „(Nie)dzienniku” ten egocentryzm bywa przytłaczający, sprawiając, że inne postaci w tej historii są jedynie bladymi cieniami odbijającymi traumy aktora. Ocenę 6/10 przyznaję za ważny społecznie głos w temacie nałogów oraz za bezkompromisowe zmierzenie się z mitem „wielkiego aktora”. To książka potrzebna jako świadectwo walki o siebie, ale literacko – zbyt przegadana i niespójna. Może być cenną lekturą dla osób zmagających się z podobnymi problemami, jednak dla przeciętnego czytelnika szukającego rzetelnego reportażu lub pogłębionej autobiografii, „(Nie)dziennik” może okazać się pozycją zbyt chaotyczną i emocjonalnie wyczerpującą.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 miesiące temu
Jak nakarmić dyktatora Witold Szabłowski
Jak nakarmić dyktatora
Witold Szabłowski
Każdy potrzebuje jeść, żeby prawidłowo funkcjonować, ale nie każdego dieta jest interesująca na tyle, aby pisać o tym książki. Niemniej w przypadku osób znanych to zainteresowanie rośnie i ma ono różne podłoże. Jeśli zaś chodzi o książkę Witolda Szabłowskiego o karmieniu dyktatorów, moje zainteresowanie skupiło się na tym kim byli ludzie, którzy zostali kucharzami dyktatorów, jaka była ich droga życia przed i po tej misji. Jak sobie radzili z tym co ich pracodawcy czynili względem społeczeństwa, jeśli w ogóle mieli jakieś prywatne refleksje. Intrygowało mnie również jak autor dotarł do tych osób. "Jak nakarmić dyktatora" to spojrzenie na byłych despotów i pogromców swoich współmieszkańców, przez pryzmat tego czym się żywili i jak to czynili, zwłaszcza wówczas kiedy poobarażani na inne kraje zamykali granice, a wtedy zabrakło żywności dla obywateli, jak sami sobie radzili? Autor podaje nam opowieści jak dania, które zajadali Saddam Husajn, Enver Hodża, Fidel Castro, Idy Amin i Pol Pot. Ta śmietanka krwawych rządów w Iraku, Albanii, Ugandy, Kuby i Kambodży miała się kulinarnie całkiem nieźle w porównaniu z tym co zafundowali swoim współmieszkańcom. Pozwalali sobie na dania wysublimowane, dietetyczne, ekskluzywne, wymyślne, a czasem trzeba było ich pilnować, żeby regularnie się odżywiali. W tych opowieściach znajdziemy również ich ulubione dania i nieco przepisów. Z zaciekawieniem i uwagą wczytywałam się w losy ludzi, którzy zostali kucharzami, każdy z nich miał inne losy, czasami "przechodzili" z rąk do rąk, czasami byli "wyciągani" z hoteli, czasami z domowych kuchni. Ta opowieść pokazuje różnorakie mechanizmy pracy, powiązań i wpływania na ludzi. Książka ciekawa, złożona, wielowarstwowa. Opowiada o emocjach, oddaniu "misji", albo nawet służbie często bardzo trudnej i niebezpiecznej i o konsekwencjach stanowiska, tak dyktatorów jak i kucharzy. Oczywiście jak to u Szabłowskiego sami mamy wyciągnąć wnioski i dokonać oceny i/lub refleksji.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na723 dni temu
Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993 Rafał Księżyk
Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993
Rafał Księżyk
Polska scena muzyczna w okresie transformacji ustrojowej po 1989 roku. Autor stara się zrozumieć, jak zmiany społeczne i polityczne wpłynęły na rozwój muzyki w Polsce, a także na artystów, którzy stawali się wówczas głosami nowej rzeczywistości. To był niezwykły czas, który wywołał eksplozję i jak w soczewce skupił najciekawszych undergroundowych artystów i najdziwniejsze alternatywne zjawiska. Fascynująca podróż w czasy transformacji ustrojowej 1989-1993, kiedy polska scena muzyczna eksplodowała kreatywnością i wolnością. Autor wnikliwie opisuje narodziny kultury alternatywnej, od punku przez rave po alternatywę, oraz miejsca, które stały się jej epicentrum – legendarne kluby, koncerty i undergroundowe inicjatywy. To opowieść o artystach, którzy w chaosie tworzyli nową rzeczywistość, często balansując na granicy kontrkultury i komercji. Książka zabiera nas za kulisy tamtych lat: efemeryczne kluby jak Fugazi czy Filtry, pierwsze profesjonalne wideoklipy, piracki rynek kasetowy i szemrane kontrakty. To także obraz czasów pełnych napięć – między wolnością a trudnościami kapitalizmu. Księżyk wprawnie łączy anegdoty z analizą kulturową, ukazując, jak muzyka stała się głosem nowej epoki. „Dzika rzecz” to nie tylko lektura dla fanów muzyki – to kronika narodzin społeczeństwa obywatelskiego i hołd dla twórczej energii lat 90. Gotowi na sentymentalną podróż do czasów, gdy wszystko było możliwe? 🎶
Krystian Ozon - awatar Krystian Ozon
ocenił na61 rok temu
No dno po prostu jest Polska Adam Leszczyński
No dno po prostu jest Polska
Adam Leszczyński
Intrygujący tytuł, co nie? No dno po prostu jest Polska to dzieło historyka z warszawskiego SWPS, Adama Leszczyńskiego, który postanowił przyjrzeć się, dlaczego tak bardzo nie lubimy swojego kraju i innych Polaków. W książce nie przedstawił jednak swoich przemyśleń, a sięgnął po literaturę i wypowiedzi już istniejące, od Bolesława Prusa przez Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego po nieznanych szerzej naukowców, artystów, pamiętnikarzy i blogerów czy wręcz „przeciętnych Polaków”, kimkolwiek by oni nie byli. W poszczególnych rozdziałach przygląda się zarówno poglądom poszczególnych ludzi, jak i zjawiskom. Opisuje postrzeganie wad społecznych takich jak zawiść, brak solidarności, nieżyczliwość, nieufność czy niedbałość, nie wspominając o ponuractwie i szlacheckim pięknoduchostwie. Dorzuca do tego pogardę dla ludu i folwarczne obyczaje w pracy, upodobanie do blichtru, pogardę dla nauki czy brak zainteresowania książkami, kiepsko opłacanych artystów. Wspomina o powszechnym brudzie, pijaństwie, obnoszeniu wad z dumą, wreszcie konserwatywnych i liberalnych pomysłach na to, by dokonać zmiany. Oczywiście wielokrotnie jest to generalizowanie, co zauważa sam Leszczyński. Ba, podkreśla czasami, że pewne tezy stawiane przez dobranych przez niego autorów już nie są zbyt aktualne bądź też pokazują wycinek rzeczywistości. Inne są zwykłymi stereotypami, które lubimy powtarzać, natomiast niekoniecznie znajdują one pokrycie w rzeczywistości. Jednocześnie czytając No dno po prostu jest Polska nieraz dziwiłem się, jak bardzo prawdziwe i trafione są przedstawiane w książce opinie. Wystarczy poczytać opinie internetowych komentatorów z forów dyskusyjnych, by stwierdzić, że bije stamtąd to samo szambo, o którym pisali publicyści w dwudziestoleciu międzywojennym. Wnioski są smutne. Polska zmienia się, ale pewne rzeczy pozostają niezmienne. Potwierdziła to kiedyś moja koleżanka, która po dziesięciu latach spędzonych za granicą przyjechała na dłuższy urlop do kraju. Już na lotnisku spotkała się z nieżyczliwością, a na poczcie dostała ochrzan, że czegoś nie wie i próbuje się dopytać. Z kolei studenci z innych krajów, z którymi regularnie się spotykam, zawsze pytają mnie, dlaczego Polacy na ulicy się nie uśmiechają do innych. Choć to akurat dla mnie oczywiste. Nie uśmiechają się, bo nie chcą dostać w ryj za śmieszkowanie. Więcej recenzji: https://zdalaodpolityki.pl/category/ksiazka/ Zapraszam do współpracy autorów i wydawców!
Michał Zacharzewski - awatar Michał Zacharzewski
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Nie będzie żadnej rewolucji

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nie będzie żadnej rewolucji