Francuski sen

Okładka książki Francuski sen autora Marek Ostrowski, 9788380027978
Okładka książki Francuski sen
Marek Ostrowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Akademickie Dialog reportaż
233 str. 3 godz. 53 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2019-05-16
Data 1. wyd. pol.:
2019-05-16
Liczba stron:
233
Czas czytania
3 godz. 53 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380027978
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Francuski sen w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Francuski sen



książek na półce przeczytane 2453 napisanych opinii 2371

Oceny książki Francuski sen

Średnia ocen
7,6 / 10
90 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Francuski sen

avatar
17
16

Na półkach:

Mam tylko jedno pytanie, a może dwa:

Skoro napływ imigrantów nie jest problemem, to dlaczego z roku na rok jest coraz niebezpieczniej we Francji, a liczba ataków z knypem oraz g (wa) łt ów wzrasta w policyjnych statystykach?

oraz:

Skoro obecna kultura francuska, czyli nihilizm (moja opinia),jest tak interesująca, dlaczego kolejne pokolenia imigrantów się wręcz radykalizują i tworzą "swój francuski język nie do zrozumienia dla rdzennych mieszkańców", a nie przejmują rodzime wartości?

Co do książki - ciekawa pod kątem ciekawostek, ale jeśli idzie o kurs ideologiczny to lewicowe bajdurzenie i udawanie, że problemów nie ma lub ich bagatelizowanie. A fakty są takie, że to muzułmanie płodzą dzieci, gdy w tym czasie biały Francuz debatuje nad kolorem swojej apaszki i za 100 lat będzie mniejszością we własnym kraju, nie mając nic do powiedzenia. Demografia jest bezwzględna i żadne tłumaczenia lewą nogą za prawym uchem tego nie zmienią.

Mam tylko jedno pytanie, a może dwa:

Skoro napływ imigrantów nie jest problemem, to dlaczego z roku na rok jest coraz niebezpieczniej we Francji, a liczba ataków z knypem oraz g (wa) łt ów wzrasta w policyjnych statystykach?

oraz:

Skoro obecna kultura francuska, czyli nihilizm (moja opinia),jest tak interesująca, dlaczego kolejne pokolenia imigrantów się wręcz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
900
801

Na półkach: , ,

Znakomita lektura - czuć ten francuski klimat i francuską mentalność, co oddaje np. takie zdanie: Francuz, jak nie ma kochanki, to wybory przegra, w USA odwrotnie.

Znakomita lektura - czuć ten francuski klimat i francuską mentalność, co oddaje np. takie zdanie: Francuz, jak nie ma kochanki, to wybory przegra, w USA odwrotnie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
839
169

Na półkach:

Świetna! Dobrze rozwałkowane mity francuskie jak islamizacja najazd rzekomych nierobów imigrantów i inne prawicowe bzdury. Ciekawa opowieść o kraju technokratów, białych burżujów, administracyjnych elit którym grzechocza w butach Wolność Równość Braterstwo. Polecam

Świetna! Dobrze rozwałkowane mity francuskie jak islamizacja najazd rzekomych nierobów imigrantów i inne prawicowe bzdury. Ciekawa opowieść o kraju technokratów, białych burżujów, administracyjnych elit którym grzechocza w butach Wolność Równość Braterstwo. Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

288 użytkowników ma tytuł Francuski sen na półkach głównych
  • 181
  • 104
  • 3
45 użytkowników ma tytuł Francuski sen na półkach dodatkowych
  • 16
  • 9
  • 8
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

M. Syn stulecia Antonio Scurati
M. Syn stulecia
Antonio Scurati
M. Syn stulecia to książka znakomita, imponująca rozmachem i przejmująco aktualna. Dawno już żadna pozycja z półki "literatura faktu" nie dała mi tyle do myślenia. Nie jest to jednak klasyczna biografia Mussoliniego. To literacki fresk obejmujący kilka kluczowych lat z życia twórcy faszyzmu: od końca I wojny światowej, przez brutalną drogę do władzy, aż po wstrząsające zabójstwo Giacomo Matteottiego, ostatniego opozycjonisty, który z ław włoskiego parlamentarnych opanowanych przez faszystów nie bał się wykrzyczeć słów protestu przeciwko dyktatorowi. Scurati nie tworzy pomnika czy oskarżycielskiego pamfletu. Przedstawiając opisy spotkań, wieców, wydarzeń rekonstruuje mechanizmy rodzącego się totalitaryzmu. Pokazuje, jak chaos powojennej rzeczywistości, lęk włoskiego społeczeństwa i polityczna krótkowzroczność otworzyły drogę człowiekowi, który początkowo wydawał się jedynie radykalnym publicystą. Gdyby nie słabość króla, oportunizm i podziały wśród elit, hasła Mussoliniego mogłyby pozostać jedynie marginalnym krzykiem. To właśnie pokazując bierność „elity władzy” okazały się współodpowiedzialne za nadciągającą katastrofę. Konstrukcja książki jest oparta na scenach spotkań, wieców, narad, przeplatanych autentycznymi cytatami bohaterów i fragmentami ówczesnej prasy. To wszystko nadaje książce niesłychaną dynamikę. Czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach, obserwuje je na miejscu, historia niemal dzieje się na naszych oczach. Choć pierwsza część (ponad 700 stron) momentami może wydać się wymagająca, druga połowa uderza z pełną siłą. Opis narastającej przemocy i bezkarności prowadzącej do morderstwa Matteottiego jest wstrząsający i na wskroś pouczający. Najbardziej przerażające jest jednak to, jak trafnie książka obnaża mechanizm manipulacji: jak łatwo porwać masy wielkimi hasłami, jak sprawnie przejąć instytucje państwa i jak szybko zdławić opór w imię „odnowy narodu”. W jednym z momentów Mussolini przyznaje, że faszyzm to „idea bez idei”. Mówi o tym, że to krytyka elit bez realnego programu. To zdanie brzmi niepokojąco współcześnie. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy bezrefleksyjnie ulegają radykalnym hasłom, ale również dla tych, którzy wierzą, że skrajność można oswoić, że wystarczy ją wysłuchać i włączyć do demokratycznej debaty. Historia pokazuje, jak złudne bywa to przekonanie. Z drugiej strony ciekawe, jak ta historia potoczyłaby się, gdyby w tamtych czasach istniał internet i media społecznościowe. Obawiam się, że tylko przyczyniłby się one do jeszcze większej popularności dyktatora, który i tak po przejęciu władzy jednym pociągnięciem elektronicznego pióra wprowadziłby ich cenzurę. Czytając Syna stulecia, trudno nie dostrzec analogii do niektórych dzisiejszych narracji politycznych. Jak blisko im do tamtych mrocznych czasów. Zdecydowanie zbyt blisko.
Paweł Pełka - awatar Paweł Pełka
oceniła na91 miesiąc temu
Praca bez sensu. Teoria David Graeber
Praca bez sensu. Teoria
David Graeber
Czy robiliście kiedykolwiek w pracy zadanie, które było kompletnie bez sensu? To jest pytanie retoryczne. Nie znam osoby, która odpowiedziałaby przecząco. Idźmy więc głębiej. Ile szacunkowo Twoich zadań wydaje Ci się bez sensu? Ile zadań, które zostały zlecone, to te, które miały istotny wpływ na Twoją pracę, wynik finansowy organizacji, motywację zespoły? Ile ze wszystkich Twoich zadań miało jakikolwiek sens? Na te właśnie pytania udziela odpowiedzi wybitny, niestety już nieżyjący, wykładowca akademicki, antropolog David Graeber. Książka obfituje w liczne przykłady pracy bez sensu. Wskazuje niepotrzebną biurokrację, zatrudnianie osób o bliżej nieokreślonym profilu stanowiska, a nawet w swoich rozważaniach idzie znacznie dalej wskazując konkretne zawody, które są bez sensu. Do takich zawodów o dziwo zalicza … m.in. zawód prawnika. Graeber obala mit o tym, że praca bez sensu jest tylko domeną sektora publicznego wraz z rzeszą urzędników, którzy spokojnie wykonywaliby tą samą pracę nawet, gdyby było ich o połowę mniej. Dlatego „Praca bez sensu” to jest również książka o bezmyślnym marnotrawieniu pieniędzy. Graeber zdaje kłam tezom, że wysoko opłacana praca daje porównywalne do nakładów finansowych wymierne efekty. W ramach tych rozważań Graeber wymienia złożone prace bez sensy przyjmujące różne formy, a często mające swoje źródła w branży technologicznej. I tutaj też mogą pojawić się pewne nieścisłości w teoriach autora. Są one jak drobne, ale widoczne pęknięcia na ścianie. Można przyjąć hipotetycznie, że 90% działań w branży technologicznej jest bez sensu, tyle że pozostałe 10% prac może stanowić wartość dającą przełom. Czy bez nakładów pracy, mogącej znaleźć się pod mianownikiem „bez sensu” da się osiągnąć tą kluczową wartość tworzącą wymierne efekty? Odpowiedzi na to pytanie z oczywistych względów w tej książce nie znajdziemy. Oczywistych, bo mocno podważyłaby ona teorie stanowiące oręż autora w tej pozycji. Znajdziemy natomiast jeszcze jedną ciekawą przestrzeń do analizy. Mianowicie jak prace bez sensu wpływa na motywację pracowników do jej wykonywania. Świadomość braku celowości pracy działa tutaj destrukcyjnie. Obniża morale, zabiera energię. Dziwi zatem jej powszechność. Dziwi jeszcze bardziej, bo to praca i zadania z nią związane mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Przecież podstawowym narzędziem każdego Managera powinna być metodologia SMART, która w swej jasności i prostocie mówi o cechach wyznaczonych celów by były : konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne i mierzalne w czasie. Czy więc powszechne stosowanie SMART wyzwoliłby pracowników z okowów pracy bez sensu? Na pewno w dużej mierze tak. Dlaczego zatem nie jest stosowana. Takie sugestie w książce Graebera padają. Powód jest trywialny. Metodologia SMART nie jest powszechnie stosowana, bo wtedy okazałoby się, że praca większości osób zarządzających … jest po prostu bez sensu. https://www.instagram.com/biznes_na_stronach/
biznes_na_stronach - awatar biznes_na_stronach
ocenił na624 dni temu
Dobra zmiana. Czyli jak się rządzi światem za pomocą słów Michał Rusinek
Dobra zmiana. Czyli jak się rządzi światem za pomocą słów
Michał Rusinek Katarzyna Mosiołek-Kłosińska
Jak powiedział kiedyś Wittgenstein: "Granice mojego języka są granicami mojego świata". To, jakim językiem się posługujemy, wpływa na nasze postrzeganie rzeczywistości. I nie chodzi tu tylko o rozróżnienie język ojczysty - język obcy. W naszym języku codziennym dominują pewne frazy, wyrażenia i idiomy, które określają nasz charakter, stosunek do świata i do ludzi. Ten sam mechanizm działa też w przypadku języka polityki. Język, którym posługują się poszczególne ugrupowania, jest powiązany z podejściem społecznym (konserwatywnym lub liberalnym) i oddziałuje na obywateli. Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek biorą na tapet język prawej strony polskiej sceny politycznej i przyglądają się retoryce Zjednoczonej Prawicy. Opracowali krótki słowniczek tzw. "dobrej zmiany", czyli dwóch kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy. W każdym artykule hasłowym przytaczają genezę danego wyrażenia, analizują zastosowane chwyty retoryczne i odniesienia do literatury oraz wypowiedzi innych polityków, przede wszystkim języka władz PRL. Prezentują zabiegi słowne, które charakterystyczne są dla reżimów totalitarnych. Propagandowe hasła porównują do tych z "Roku 1984" Orwella. Wszystko to zaś jest opatrzone artykułami w prawicowej prasie, cytatami z mediów społecznościowych prawicowych polityków oraz zdjęciami pasków z programów informacyjnych emitowanych w telewizji publicznej, która stała się tubą propagandową dobrej zmiany. Każdemu artykułowi hasłowemu towarzyszy skrupulatnie opracowany opis bibliograficzny. Przejrzenie tak bogatego materiału źródłowego pozwoliło na wyciągnięcie wielu wniosków na temat języka dobrej zmiany, ale w moim odczuciu są one bardzo powtarzalne i wiele haseł odnosi się do tego samego. Momentami książka jest wtórna, bo i badany język nie był szczególnie zróżnicowany. Kilka nośnych metafor, rymów i haseł, które powtarzano do upadłego (jak "zbliżanie się do prawdy" w wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego podczas kolejnych miesięcznic katastrofy smoleńskiej). Z tak skromnego repertuaru trudno było wyciągnąć coś więcej, jednak nie zmienia to odczucia, że momentami było to nieco "masło maślane". Byłam zaskoczona, że jako źródło definicji pojęć z zakresu retoryki wybrano... wikipedię (sic!). Dwoje cenionych badaczy, w tym Michał Rusinek, który wszak w retoryce się specjalizuje, a w słowniku opierają się na definicjach nienaukowych, z źródła, w którym wielokrotnie zdarzają się błędy?! To mój największy zarzut wobec przyjętej przez autorów metodologii. W ogólnym rozrachunku nie mam jednak większych zastrzeżeń do książki. Każda władza doczekuje się podobnych opracowań - język partii rządzącej w PRL badał przecież profesor Bralczyk (do którego zresztą wielokrotnie odwołują się autorzy),a język współczesnej polityki wzięli pod lupę prof. Kłosińska i Michał Rusinek. Przykra to była lektura, bo bardzo unaoczniła podziały, jakie wprowadziła w społeczeństwie propaganda "dobrej zmiany". Jestem ciekawa, czy język obecnych rządzących również doczeka się podobnego słownika.
miserycardia - awatar miserycardia
oceniła na72 lata temu
Jedwabne szlaki. Nowa historia świata Peter Frankopan
Jedwabne szlaki. Nowa historia świata
Peter Frankopan
Dwa lata po opublikowaniu w Polsce Jedwabnych szlaków Petera Frankopana (które mam zamiar sprezentować mężowi na Gwiazdkę),na rynku pojawia się przepięknie wydana wersja tej książki dla młodego czytelnika, wzbogacona ilustracje Neila Packera. Absolutnie świetna książka dla dwóch grup odbiorców. Została stworzona z myślą o (mniej lub bardziej) zainteresowanym historią nastolatku (10-15 lat),ale sprawdziła się też w moim przypadku, całkowicie mnie angażując i zmuszając do myślenia. Czyli spodoba się osobie, dla której historia (obok licealnej fizyki) jest jedną ze szkolnych traum. Edukacja przyzwyczaiła nas do patrzenia na historię z polskocentrycznej perspektywy. Jest to podstawowe założenie - najwięcej uczeń powinien dowiedzieć się o swoim kraju, a o innych tylko tyle, żeby mieć świadomość wydarzeń poza granicami państwa. Peter Frankopan, Brytyjczyk, skreśla w swojej książce edukacyjny nacjonalizm i proponuje coś, czego brakowało mi przez kilkanaście lat edukacji - obraz historii ekonomicznej, a nie politycznej. I czyni to w sposób oszałamiający. Żaden kraj nie funkcjonuje w oderwaniu od innych, żadna gospodarka nie działa w odosobnieniu, a każdy postęp, odkrycie, wyprawa, miały swoje gospodarcze uzasadnienie. Dlaczego podpisanie Deklaracji Niepodległości USA wpłynęło na zintensyfikowanie kolonialnego ucisku w Indiach? Dlaczego Iran zmienił swoją nazwę i to właśnie na taką? A wreszcie - jak towary oferowane przez niektóre państwa wpłynęły na los historii i układ sił na świecie? Odpowiedzi na te pytania są pozornie oczywiste, ale nigdy nie wskazane wprost w toku edukacji (a jeśli tak, to zazdroszczę historyków w szkole). Frankopan proponuje błyskawiczny skrót historii, w którym koncentruje się na szlakach handlowych, najbardziej pożądanych towarach, ich znaczeniu społecznym i ekonomicznym. Czyja gospodarka odczuła negatywnie pojawienie się na europejskich rynkach jedwabiu, kiedy powstał prototyp kontroli granicznej, w czym Chińczycy wyprzedzali Europejczyków - to wciąż nieliczne pytania, na które odpowiada ta książka. Książka, która może okazać się szczególnie ważnym punktem zwrotnym w myśleniu zwłaszcza młodego człowieka, funkcjonującego w europocentrycznej rzeczywistości. Europa nie jest i nigdy nie była centrum świata. Ten środek ciężkości od zawsze był przesunięty w stronę Bliskiego Wschodu, gdzie krzyżowały się szlaki handlowe. I to one, tzw. jedwabne szlaki, stanowią centrum cywilizacji. Od ich drożności, bezpieczeństwa, opłat celnych, sposobów transportu uzależniony był przez wieki rozwój idei. Książka absolutnie warta polecenia.
Magda_ między_książkami - awatar Magda_ między_książkami
ocenił na85 lat temu
Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę Stefano Liberti
Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę
Stefano Liberti
Globalny system produkcji żywności, to iście kapitalistyczna, a może raczej korporacyjna patologia. Najgorsza jest rabunkowa polityka uprawy i hodowli. Problemy piętrzą się zresztą nie tylko na etapie pozyskiwania t.z.w surowca, ale także w ciągu całego procesu dostarczania gotowego produktu na półki sklepowe; a więc także procesu tworzenie uzależnienia. Ostatecznie klient otrzymuje produkty niskiej jakości, z dużą dozą sztucznych dodatków, ale o zunifikowanym smaku, za którym idzie piar. Sól, tłuszcz, barwniki, słodziki i liczne triki tworzą legendarne smaki, których pozytywny odbiór podsycają reklamy, klakierzy i kłamstewka. Autor przedstawia wystarczająco dużo faktów, by szerzej zrozumieć to zagadnienie. Uwydatnia, że ten system nie funkcjonuje w sposób najbardziej przyjazny człowiekowi i planecie. Masowa produkcja niszczy ekosystemy, truje wodę i powietrze, jest źródłem szeregu problemów - w tym emisji gazów i zaburzeń ekonomicznych. Gonitwa za zyskiem i optymalizacją spowodowała, że koncernom opłaca się niszczyć przyrodę bez żadnych hamulców. Nie liczą się tu także ludzie i ich zdrowie – a więc... tak zwani przeciętni konsumenci. Przez tę grę dochodzi do plajty małych, miejscowych (a więc krajowych) firm i lokalnych gospodarstw rolnych, a jednocześnie importuje się z drugiego końca świata produkty, które potem sprzedaje niezgodnie z wartością i z bardzo dużym śladem węglowym. Cały ten nonsens bije z kart książki niczym alert dla wszystkich nas. To bardzo potrzebny alert. Wieprzowina, soja, tuńczyk i koncentrat pomidorowy stanowią podstawę diety większości światowej populacji, a zarazem bywają przyczyną największych szkód wyrządzanych Ziemi. Pazerność doprowadziła do powstania beznamiętnej maszynerii do tworzenia zysku. Pożera ona zasoby naturalne, aż do ich wyczerpania. Trawi planetę jak ogień! Miejsc zniszczonych jest już alarmująco dużo, bo chciwe macki gigantów przenoszą się gdzie indziej – jak szkodniki – i dalej czerpią zachłannie, tyle ile wlezie; do cna, do imentu. W grę zaangażowane są tak wielkie pieniądze, że można za nie szkodzić, wyzyskiwać, kłamać, kręcić, udawać, oszukiwać, a nawet czasem zabić. W sumie… Stefano Liberti może i miejscami nudno pisze. Całościowo jednakże książka wypada nieźle, choć jest też smutna i trochę chaotyczna. Nie daje nadziei na poprawę globalnej sytuacji. Ludzkość chyba musi się sama unicestwić dla zysku korporacyjnego. To ideologia inteligentnej, lecz nagiej i nieustająco chciwej małpy. Mieć pieniądze i zniszczony ekosystem... Tak, to piękna idea!
STACH - awatar STACH
ocenił na71 rok temu
Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej Rafał Matyja
Wyjście awaryjne. O zmianie wyobraźni politycznej
Rafał Matyja
Książka dość nierówna: o ile w stawianiu diagnoz, opisie rzeczywistości – bardzo dobra, o tyle w proponowanych rozwiązaniach, czyli tytułowym wyjściu awaryjnym, nader ogólnikowa i nawet banalna. W opisie rzeczywistości z pewnymi tezami się nie zgadzam, ale nie zasługują one na lekceważące wzruszenie ramion. Na przykład, warte polemiki są jego wnioski na temat populizmu w polskiej polityce. Matyja słusznie opisuje zarówno naszą nędzną sytuację, jeśli chodzi o istnienie elity (a właściwie jej brak) oraz problem z istnieniem samego państwa – państwo „istniejące tylko teoretycznie” ma jak najbardziej praktyczne konsekwencje. Jak pisze autor: „czas po 1989 roku procesom elitotwórczym nie sprzyjał. Chodzi raczej o pewne grupy osób na wysokich stanowiskach lub posiadających spore fortuny, które jednak nie myślą w kategoriach jakiejkolwiek zbiorowości szerszej niż doraźna koalicja zawodowa lub korporacyjna.” Do najciekawszych części książki należy opis wielkiego zaniedbania, w części świadomego, a w części nie, czyli braku budowy państwowości. Matyja słusznie, moim zdaniem, zauważa, że PRL nie była państwem – była polem działania partii, PZPZ, która to partia była właściwym czynnikiem sprawczym. Książka jest bardzo krytyczna wobec głównych aktorów politycznych, ale jest to krytycyzm ciekawy, z którym można polemizować, niemający nic wspólnego z nienawiścią typową dla naszych "plemion". Proponowane wyjście z duopolu PO – PiS jest jednak tak nijakie, że w sumie nawet nie wiem, co autor proponuje. Szkoda, bo byłoby potrzebne…
Karola - awatar Karola
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Francuski sen

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Francuski sen