Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką

Okładka książki Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką autora Tomasz Sikora, Dorota Wodecka, 9788326826979
Okładka książki Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką
Tomasz SikoraDorota Wodecka Wydawnictwo: Agora biografia, autobiografia, pamiętnik
178 str. 2 godz. 58 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2018-09-12
Data 1. wyd. pol.:
2018-09-12
Liczba stron:
178
Czas czytania
2 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326826979
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką

Średnia ocen
7,7 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką

avatar
264
132

Na półkach:

Niepospolite podejście do życia, niebanalny życiorys, nieprzeciętny talent. Wolny człowiek, wolny twórca, wolna sztuka. Bez ograniczeń, bez kompromisów. Liczy się pomysł, kreatywność, wizja. Fotografik jak mówi o sobie, nie fotograf. Optymista.
Kapitalna rozmowa! Oj, polecam, polecam 😊

Niepospolite podejście do życia, niebanalny życiorys, nieprzeciętny talent. Wolny człowiek, wolny twórca, wolna sztuka. Bez ograniczeń, bez kompromisów. Liczy się pomysł, kreatywność, wizja. Fotografik jak mówi o sobie, nie fotograf. Optymista.
Kapitalna rozmowa! Oj, polecam, polecam 😊

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3457
368

Na półkach: , ,

Świetne zdjęcia, interesujący wywiad a tym samym pokazanie trochę innego świata, artystycznego.
Ciekawym zabiegiem było umieszczenie zdjęć na innych stronach niż o nich mówiono, to powodowało, że książkę wertowałam w różne strony.

Świetne zdjęcia, interesujący wywiad a tym samym pokazanie trochę innego świata, artystycznego.
Ciekawym zabiegiem było umieszczenie zdjęć na innych stronach niż o nich mówiono, to powodowało, że książkę wertowałam w różne strony.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
180
9

Na półkach:

Piękna książka - wywiad z fotografem Tomaszem Sikorą. Bardzo imponuje mi osobowość fotografa, jego podejście do życia, spojrzenie na ludzi. Będę wszystkie polecała ta pozycję

Piękna książka - wywiad z fotografem Tomaszem Sikorą. Bardzo imponuje mi osobowość fotografa, jego podejście do życia, spojrzenie na ludzi. Będę wszystkie polecała ta pozycję

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką na półkach głównych
  • 30
  • 22
  • 1
10 użytkowników ma tytuł Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Artysta. Opowieść o moim ojcu Wojciech Mann
Artysta. Opowieść o moim ojcu
Wojciech Mann
Tym razem znany i lubiany Wojciech Mann — w wydaniu sentymentalnym. W. Mann powrócił pamięcią do lat młodzieńczych - opowiedział skromnie i z pełną powagą o swoim ojcu jak go pamięta. Jest to opowieść gawęda, przypuszczam, że świadomie spisana oszczędnym językiem, by zrobić miejsce na ilustracje, reprodukcje obrazów Kazimierza Manna. Ten nieco powściągliwy ton opowieści niesie sporą dawkę wzruszenia, które p. Wojtkowi zapewne towarzyszyło, gdy pisał o swoim Tacie. Pan Wojciech opowiada z perspektywy odczuć dziecka. Ta retrospekcja z jednej strony pokazuje jak odbierał ojca, jaka była jego relacja z ojcem, także z mamą, ale pewne wrażenia są nie tylko jego osobistymi, są pokoleniowe, stąd i nas czytelników to porusza. Tak, to portret ojca, do którego się tęskni i czule wspomina. A także opowieść o artyście, który był jego ojcem, z którego jest szczerze dumny, co uświadomił sobie po latach. Książka-wspomnienie albumem nie jest, ale ilustracji jest w niej na tyle dużo, że można ją wielokrotnie przeglądać i cieszyć oko barwami, wyjątkowym wdziękiem, urodą malarstwa Kazimierza Manna. Wielu z czytelników ze zdziwieniem zauważy, że pamięta ten styl z pocztówek, plakatów z czasów PRL-u. Tylko nieliczni będą znać malarza z nazwiska, łączyć z równie nieprzeciętnym synem Wojciechem Mannem. Co więcej, p. W. Mann podzielił się z nami w jaki sposób szukali (wraz z synem) prac Kazimierza Manna, by je odzyskać, odkupić, przywrócić rodzinie — to było ujmujące, taka troska i wspólne zadanie syna i wnuka. A kto chciałby więcej wzruszeń doznać słuchając W. Manna, polecam wywiad z ubiegłego roku — też można niejedną łzę uronić ;) tu link: https://www.youtube.com/watch?v=IM9Ngj8Qa88 Uważam, że Mann, który jest już naszym „dobrem narodowym” :),wypełnił tą książką jakąś istotną lukę w swoim publicznym wizerunku, jaki znaliśmy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na103 miesiące temu
Komeda. Osobiste życie jazzu Magdalena Grzebałkowska
Komeda. Osobiste życie jazzu
Magdalena Grzebałkowska
Liczył się tylko jazz Jazz, stosując duże uproszczenie, zanim jeszcze przybrał formę bluesa, swingu czy ragtime’a i na długo przed pojawieniem się w Nowym Orleanie zespołów dixielandowych, był muzyką przywiezioną z Afryki przez jej zniewolonych mieszkańców - muzyką Niewolników. Rytmiczną, swobodną, pełną improwizacji, angażującą słuchaczy i wykonawców, a co najważniejsze wyrażającą tęsknotę za wolnością. Nie wiem, co bardziej – czy to właśnie te cechy jazzu, czy jego amerykańskie, imperialistyczne pochodzenie, sprawiały, że w pierwszych latach powojennych był szykanowany, a nawet wręcz tępiony. Mimo dużej popularności w latach trzydziestych, po roku 1948 aż do 1957 jazz w Polsce musiał zejść do podziemia - nazwano ten okres „katakumbowym”. Właśnie mniej więcej w tym momencie rozpoczyna się ta niezwykła biografia. Introwertyk. Mówili o nim: „Najczęściej wydaje się nieobecny. Siedzi w środku samego siebie i nikomu się nie zwierza z tego, co czuje, o czym myśli. Przezywają go Nietoperz, bo wygląda jakby spał w dzień” [1]. Krzysztof Komeda Trzciński – pianista jazzowy, ale przede wszystkim kompozytor utworów jazzowych i muzyki filmowej. Kiedy okazało się, że trudno mu godzić pracę lekarza z pasją muzyczną, zrezygnował z wykonywania zawodu. To kompozycje muzyki filmowej przyniosły mu największą popularność i są rozpoznawane nawet przez osoby, które deklarują, że jazzem się nie interesują. Zilustrował muzycznie przeszło 60 różnych filmów: fabularnych, dokumentalnych, animowanych, w tym ponad 10 w reżyserii Romana Polańskiego. Ze swoim zespołem Komeda Quintet nagrał słynny album „Astigmatic”, uważany za jeden z najlepszych w tzw. polskiej szkole jazzowej. Kolejna biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego może nie zainteresowałaby mnie tak bardzo, gdyby nie jej podtytuł: „Osobiste życie jazzu” i nazwisko autorki. Wcześniejsze publikacje Magdaleny Grzebałkowskiej - jej biograficzny debiut „Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego” i „Beksińscy. Portret podwójny” - sprawiły, że mniej więcej wiedziałam już, czego się spodziewać i miałam pewność, że w warstwie biograficznej książka mnie nie rozczaruje, ale byłam jednocześnie ciekawa, w jakim stopniu autorka wywiąże się z sugerowanej w tytule obietnicy przedstawienia kulis (skoro „życie osobiste”) polskiej sceny jazzowej. Ani w jednym, ani w drugim aspekcie nie rozczarowała mnie ta biografia i zapewniam, że początki nowoczesnego jazzu w Polsce nie są w niej tylko tłem. Nie wiem, czy już w założeniach miał to być projekt komplementarny, ale taki jest - w mojej ocenie - efekt. Można czytać ją dla Komedy, można również wyłącznie dla jazzu. A czyta się ją jak dobrą powieść. Emocje rosną, a utrzymać uwagę czytelnika na niemal 500 stronach nie jest łatwo. Zakończyłam z przyspieszonym tętnem, mimo że doskonale wiedziałam, w jaki sposób skończy się ta historia - że jej bohater odejdzie przedwcześnie, tragicznie, a jednocześnie chciałoby się powiedzieć bezsensownie i niepotrzebnie (choć w obliczu śmierci brzmi to nieodpowiednio). Krzysztof Komeda Trzciński urodził się w 1931 roku, a zmarł w 1969, mając zaledwie 38 lat. Jeśli prześledzimy losy jego innych sławnych rówieśników, w tym również wielu przyjaciół, to zauważymy, że i oni odchodzili zadziwiająco szybko, w równie feralnych okolicznościach, w sposób gwałtowny i w podobnym wieku: Zbigniew Cybulski (1927-1967),Bogumił Kobiela (1931-1969),Marek Hłasko (1931-1969),Andrzej Munk (1921-1961). Pojawiały się w związku z tym absurdalne teorie spiskowe tych, którzy w tym zbiegu okoliczności dopatrywali się działania sił nadprzyrodzonych, fatum, wpływu loży masońskiej, klątwy, satanistycznego spisku z udziałem Romana Polańskiego itp. Biografia Komedy również w tej sprawie udziela wielu wskazówek, opisując styl życia w Polsce lat powojennych (50., 60.). W okresie, kiedy muzycy i słuchacze musieli ukrywać się ze swoją pasją, czyli do roku 1956 i również później, kiedy mogli już oficjalnie dawać koncerty, wciąż towarzyszył im alkohol. Piło się często, dużo, a wynikająca z tego nonszalancja prowokowała tak wiele niebezpiecznych sytuacji, że należałoby się raczej dziwić, że nie zebrała jeszcze większego żniwa. Przyczyny bywały więc często prozaiczne, pozbawione ingerencji sił nieczystych, co nie zmienia faktu, że polska kultura u schyłku lat sześćdziesiątych straciła wielu obiecujących artystów, których twórczość mogła się dopiero rozwinąć. W tym miejscu można rozpocząć snucie innych teorii na temat przyczyn takiego zjawiska – pokolenie Kolumbów, ciągłe poczucie nietrwałości, nieposkromiony apetyt na życie ludzi, których młodość i świadome dzieciństwo przypadało na lata wojenne? Magdalena Grzebałkowska nie miała łatwego zadania. W przeciwieństwie do bohaterów dwóch poprzednich biografii, ten nie tylko odszedł wcześnie, ale był bardzo powściągliwy w wyrażaniu swoich emocji w innej formie niż za pośrednictwem muzyki. Nieliczne widokówki wysyłane z różnych miejsc na świecie, najczęściej do rodziców, oszczędne wywiady, których udzielił – to w zasadzie wszystko. Zostały utwory, nagrania i podkreślana przez wszystkich, wręcz symboliczna, małomówność. Informacje o Komedzie autorka zbierała, osobiście docierając do wszystkich, z którymi łączyły go jakieś prywatne lub zawodowe relacje. Na wstępnie przygotowanej liście zebrała ponad 160 nazwisk. Nie ze wszystkimi udało się przeprowadzić wywiady, ostatecznie, jak podaje, bazowała na około 80 rozmowach. Podróżowała w tym celu po Polsce i nie tylko, bo oprócz kilku bliższych wyjazdów zagranicznych, udała się tropem Komedy do Stanów Zjednoczonych. Dotarła do rodziny, muzyków, aktorów, innych uczestników życia muzycznego i ostatniego żyjącego świadka wypadku, który wydarzył się w Stanach Zjednoczonych. W oparciu o tę relację przedstawiła nową i bardzo wiarygodnie brzmiącą wersję wydarzeń, które stały się bezpośrednią przyczyną śmierci muzyka. Pozostała jeszcze żmudna praca w archiwach w poszukiwaniu dokumentów potwierdzających uzyskane informacje, karierę artystyczną kolejnych zespołów, które tworzył lub z którymi współpracował, oraz tych pokazujących tło – Polskę lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, a to wszystko przecież tylko etapy przygotowawcze. Książka ma nie tylko bogatą bibliografię, indeks nazwisk i źródeł. Podzielona jest na 100 zatytułowanych rozdziałów, z których każdy ma przynajmniej kilka podrozdziałów. Bibliografia załącznikowa podana jest na końcu książki, ale podzielona i ponumerowana w obrębie rozdziałów, co dobrze porządkuje informacje i dla mnie było dużym ułatwieniem. Pod względem merytorycznym jest przygotowana niezwykle starannie - dla osób szczególnie interesujących się jazzem, kulturą czy wręcz historią lat powojennych może być prawdziwym „źródłem źródeł” do dalszego zgłębiania tematu. W samej biografii znajdujemy już wiele informacji o życiu codziennym, imprezach towarzyszącym koncertom, lokalach – Piwnicy pod Baranami, słynnym SPATiF-ie, kontaktach towarzyskich, cenach, jakie obowiązywały, problemach, jakie mieli muzycy ze zdobyciem instrumentów, płyt, a nawet ubrań. Pojawiają się tu nie tylko postacie ze świata muzyki jazzowej jak Andrzej Trzaskowski, Tomasz Stańko, Jerzy Milian, Andrzej Kurylewicz, Wojciech Karolak czy Urszula Dudziak, czołówka świata filmowego z Romanem Polańskim, Jerzym Skolimowskim, Witoldem Sobocińskim, również Leopold Tyrmand, Krystyna Sienkiewicz i wiele innych osób – ich indeks zajmuje dwanaście stron drobną czcionką, więc przytaczam tylko tych, którzy zwrócili moją szczególną uwagę. Autorka szczególnie dokładnie relacjonuje pierwszy festiwal jazzowy w Sopocie oraz powstanie (w 1958 r.) i kolejne edycje słynnego Jazz Jamboree. Nie jest to jednocześnie biografia pozbawiona wątków bardzo osobistych, dotykających życia prywatnego artysty - małżeństwa z Zofią, która była jednocześnie jego menadżerką (trzeba przyznać bardzo, jak na te siermiężne czasy, skuteczną i aktywną) - związku trudnego, ze smutnym zakończeniem. Zofia jest dla mnie niemniej ważną bohaterką w tej historii. Pozostaje w tle Krzysztofa Komedy, jest „czarnym charakterem” – dominująca, zaborcza i - jak podkreślają rozmówcy Magdaleny Grzebałkowskiej - przemiła, pod warunkiem, że nie pod wpływem alkoholu. Postać bardzo niejednoznaczna, jak na czasy wczesnego PRL-u niezwykle nowoczesna, która odegrała ważną rolę w życiu muzyka, a jej życiorys mógłby być materiałem do osobnej historii. Poza świetnym publicystycznym stylem - oszczędnym i skupionym na przedstawieniu tylko dobrze udokumentowanych faktów - bez nadinterpretacji wydarzeń czy luźnych domysłów, biografia Krzysztofa Komedy Trzcińskiego jest jednocześnie przygodą literacką, wycinkiem z historii jazzu w Polsce, zapisem reporterskiego śledztwa i próbą stworzenia portretu psychologicznego postaci w jednym. Jestem pod jej wielkim wrażeniem, cieszę się, że mam ją na swojej półce. 1. Magdalena Grzebałkowska, „Komeda. Osobiste życie jazzu”, Wydawnictwo Znak, 2018, s. 49 Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na92 miesiące temu
Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Markéta Zahradníková
Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem
Markéta Zahradníková
Zbigniew Czendlik to wzorcowy przykład tak zwanego „fajnego księdza”. Wiecie, tego, z którym można pożartować, do którego najchętniej pójdzie się na mszę, bo wiadomo, że nie będzie przeciągał kazania, i który jest animatorem jakiejś udanej prospołecznej lokalnej inicjatywy (i żeby nie było, chwała mu za to!). A gdy przypadkiem z różnych powodów zwątpisz czasem w instytucję Kościoła Katolickiego, to zapewne szybko usłyszysz od kogoś, że „przecież w Kościele są i dobrzy księża”, i osoba ta szybko podeprze to zdanie nazwiskiem takiego księdza Czendlika. Powiem szczerze, jestem trochę rozczarowana tą książką. Nie jest to bynajmniej pogłębiona rozmowa. Ksiądz Czendlik doskonale czuje się w centrum zainteresowania i to widać, stąd wiele ciekawych anegdot i uniwersalnych prawd i przemyśleń, o których warto od czasu do czasu sobie przypomnieć, więc miejscami czyta się to naprawdę przyjemnie, ale jest też dużo uciekania od trudnych dla Kościoła Katolickiego tematów oraz protekcjonalnego traktowania pewnych grup społecznych, głównie kobiet. Posłużę się paroma przykładami: Spowiadanej parafiance utyskującej na relacje z mężem zaleca „wizytę u fryzjera i kosmetyczki”, a kobiece łzy uważa za środek manipulacji oraz radzi żeby jednak nie płakać, bo „uśmiechnięte jesteśmy piękniejsze”. Ksiądz również wielokrotnie sam sobie zaprzecza, nawet w kwestiach fundamentalnych: w jednej chwili deklaruje, że to dobrze, gdy rodzice chrzczą swoje nieświadome tego dzieci, bo dają im w ten sposób to co najlepsze, by zaledwie dwie strony dalej stwierdzić, że kiedy w sprawie chrztu przychodzi do niego dorosły człowiek, raczej najpierw odprawia go z kwitkiem, zachęcając by dobrze przemyślał sobie tę , nieodwracalną przecież, decyzję. Niektóre poglądy uważam z kolei za wręcz skandaliczne, na przykład gdy potwierdza że jest zwolennikiem "wychowawczego klapsa" (oczywiście stanowisko poparte koronnym argumentem, że przecież on sam też nieraz oberwał i jakoś wyszedł na ludzi),czy o tym, że męskie łzy to przejaw słabości. Notabene, co moim zdaniem wyjątkowo obrzydliwe, stwierdził to wspominając jednego z prezydentów Słowacji, płaczącego na wizji ponieważ uprowadzono wówczas jego syna, a o którym to ojcu Czendlik pomyślał, że chociaż mu współczuł to jednak "nie chciałby, żeby jego prezydent płakał [okazując tym samym słabość]"). Rozumiem, że każdy ksiądz to po prostu człowiek. W przypadku księdza Czendlika – na pewno dobry i przesympatyczny. Nie oczekiwałam zresztą od tej książki spotkania ze sztucznie wykreowaną Figurą i cieszę się, że w tym co mówił, jej bohater był autentyczny, zapewne licząc się z tym, że nie każdemu przypadnie to do gustu. Nie mogłam jednak przejść obojętnie obok bulwersujących mnie fragmentów zwłaszcza, że znaczna większość opinii innych czytelników tutaj chwali postawę Księdza za jego, nazwijmy to, antysystemowość - podczas gdy moim zdaniem ta książka wręcz powiela, a tym samym umacnia, wiele szkodliwych poglądów i stereotypów, które znakomicie się mają również w katolickim „mainstreamie”, a na który to mainstream ksiądz Czendlik miałby być remedium.
Ispirazione - awatar Ispirazione
ocenił na68 miesięcy temu
Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia Lidia Pańków
Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia
Lidia Pańków Julia Pańków
Podziwiam te kobiety. Były jak powojenne odpowiedniczki sufrażystek z lat ~1918 gdy Polska odzyskiwała tożsamość a tamte walczyły o prawa kobiet w Polsce. Jednak prześledziwszy dokonania kreatorek, jedno najbardziej ciśnie mi się do głowy, GŁÓWNIE : to były BARDZO dobrze wykszatłcone kobiety, obyte w towarzystwie, zaopatrzone w młodości w lekcje języków - dlatego tak mogły błyszczeć na tle dopiero budowanej znowu od nowa inteligencji polskiej (bo starą w dużej mierze wytłuczono w czasie II wojny a była też drenowano antypatriotycznie w czasie zaborów). Ale wracając...Te kobiety miały mocne podwaliny pod to, co potem w życiu robiły. Robiły "kawał dobrej roboty", która nieraz (niestety) przechodziła bez echa. Składam im pokłon ale nie były nadludźmi - miały "po prostu" odpowiednie warunki (finansowe, społeczne, rodzinne) do rozwoju swoich talentów i potwierdzania własnej wartości. Powinniśmy równolegle o tym pamiętać. Równolegle czyli pamiętając o nich i ich dokonaniach, pamiętać jednocześnie, że kamieniem węgielnym była WIEDZA do której miały dostęp i SZACUNEK, którym mogły się cieszyć za młodu. Ta świadomość potrzebna jest, by całkiem nie wrócił elitaryzm dostępu do DOBREGO i mądrego kształcenia (bo wraca). Przecież byt i możliwości w ojczyźnie stanowią silnie o tym, kim kto będzie mógł być....i jak będzie się postrzegać w świecie naszą nację. Pojechałam trochę dalej niż kieruje książka ale retorycznie: czy nie jest tak? Czy rzeczywistość dawna i obecna tego nie potwierdza? Tu skończę.
Krystyna_PR - awatar Krystyna_PR
ocenił na72 lata temu
Jeszcze kocham. Zapiski intymne Anna Świrszczyńska
Jeszcze kocham. Zapiski intymne
Anna Świrszczyńska
„ Jeszcze kocham…. Zapiski intymne „ Anny Świrszczyńskiej Tomik zapisków Poetki, opatrzony wstępem , zakończeniem i przypiskami Wioletty Bojdy to kolejny powrót trochę zapomnianej Autorki do krwiobiegu literackiego. Najpierw Maria Peszek zaśpiewała „ Sukę „ , potem Monika Borzym wydała fantastyczną płytę „ Jestem przestrzeń „pod egidą Muzeum Powstania Warszawskiego. „ Jeszcze kocham „ to zapiski prywatne, intymne, ukazujące szczęście miłosne i spełnienie erotyczne Pisarki jako dojrzałej już kobiety. Uczucie było skryte, bo partner był żonaty i dla świata zewnętrznego pozostawali jedynie przyjaciółmi . Bolało to Autorkę, ale zakończyć związku nie potrafiła. Józef był dla Niej także oparciem w sprawach codziennych, bytowych . Świrszczyńska docenia ten aspekt związku, po jego śmierci napisze, że zmarły kochanek był także Jej najlepszym przyjacielem. W życiu codziennym Pisarka potrzebowała bowiem wsparcia nieustannie, obarczona rodziną, opuszczona przez męża, zajęta chałturami pisała nieustannie o zapomogi i pożyczki. Z drugiej strony Świrszczyńska jawi się jako prekursorka nowej kobiecości : wegetarianka, biegaczka, kobieta niezależna finansowo, wygłaszająca już w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku swoje feministyczne poglądy. Miłosz nazwał Ją „ Telimeną wyzwoloną” i myślę, że Jej poezja mogłaby stać mottem aktualnych ruchów kobiecych. |
Achim - awatar Achim
ocenił na95 lat temu
Młynarski. Rozmowy Wojciech Młynarski
Młynarski. Rozmowy
Wojciech Młynarski
Dlaczego nie zachwyca, a zachwycać miała…? Wydaje mi się, że wielu czytelników pomyliło Mistrza Młynarskiego z książką ‘Młynarski. Rozmowy’. Większość super pozytywnych recenzji rozpoczyna się od peanów na cześć, od wyznań miłości, pokłonów w kierunku twórczości czy podziwu dla charyzmy, kultury osobistej, intelektu i finezji pana Wojciecha. I ja mogę się również podpisać pod tym wszystkim obiema rękami i nogami. Albowiem Młynarskiego lubię. Nie uwielbiam, ale nucę, cytuję, słucham ku pokrzepieniu serc. Mocno zdziwiło mnie, że ktoś może postrzegać go jako przaśnego, rubasznego i seksistowskiego twórcę przyśpiewek i pioseneczek w stylu pijanego wujka na weselu (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/od-oddechu-do-oddechu-najpiekniejsze-wiersze-i-piosenki/opinia/64575960),ale obce jest mi też popadanie w kolejną skrajność. Rewelacyjna? Wybitna? Arcydzieło? – takie są w większości opinie o książce „Młynarski. Rozmowy”, której autorem jest … Wojciech Młynarski. Czy jednak na pewno? Jest autorem odpowiedzi na pytania, ale moderatorem rozmowy, autorem koncepcji przedstawienia portretu, niejako współtwórcą tego pamiętnika jest Agata Młynarska. A ona, jako rozmówca i autor całego przedsięwzięcia, arcydzieła – moim skromnym zdaniem - nie stworzyła. Nie chcę odbierać książce uroku. Ciekawe było poczytać, jak zostaje się tekściarzem. Miło było udać się w podróż sentymentalną po spektaklach, na których wystawałam gdzieś na schodach na wejściówkach, bo na bilety mnie nie było stać (nawet z pieniędzy oszczędzanych na szkolnych obiadach :))),albo po prostu było niemożliwością je dorwać. Wspaniele dowartościować się znajomością większości wymienianych twórców, poetów, aktorów (A może jednak zdołować, gdzyż tak dalekie sięganie pamięcią już mniej uroczo przypominało mi moim wieku?). Fajnie było zajrzeć do warsztatu mistrza, zobaczyć jego biurko – takie zwykłe, odziedziczone po dziadku, stojące gdzieś w mieszkaniu na warszawskim blokowisku. Ale to były takie drobne smaczki, nawet nie ploteczki. Wszystko poza tym, to nic innego jak – i tu zacytuję kolejnego czytelnika, gdyż nie sposób się z nim nie zgodzić – „Niewiele więcej niż laurka od dzieci. […] Trzeba czekać na poważną biografię”. (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/mlynarski-rozmowy/opinia/66407359) Na koniec dodam pewną anegdotkę. Lubię pisać limeryki i inne moskaliki. Dobrze się przy tym bawię i śmiem twierdzić, że wychodzą mi nieźle, nawet po angielsku. Pewnego dnia moja mama powiedziała: „Piszesz o wszystkich, a kiedy stworzysz limeryk na mój temat?” Wyzwanie podjęłam, ale … wiłam się straszliwie. Limeryk, a raczej cały 18-zwrotkowy limerykowy ‘poemat’ powstawał w ogromnych bólach. Nie twórczych. Ale ‘cenzorskich’. Bo mój wewnętrzny cenzor co chwila zadawał mi pytania czy aby nie za ironicznie, nie za ostro, czy mama się nie obrazi moim postrzeganiem jej osoby. I wydaje mi się, że w tym przypadku zadziałał ten sam mechanizm. Poprawnie napisana laurka, bez trudnych pytań … Dodatkowo, w ebooku czasami podpisy nie zgadzały się ze zdjęciami, a załączone programy czy listy, przy nawet największym powiększeniu były nieczytelne, co było lekko irytujące. Ps. Errata. Otóż ... przy okazji wiosennych porządków znalazłam na półce egzemplarz tej książki. Namacalny nie tylko w sensie dosłownym, ale też jako dowód, że naprawdę chciałam tę książkę przeczytać (a ze względu na ograniczenia lokalowe nie kupuję zbyt dużo książek drukowanych). I muszę przyznać, że tu dopiero widać różnicę między ebookiem (o audiobooku nawet nie wspominając) a wydaniem klasycznym. Książka jest pięknie wydana, zdjęcia w tej oprawie są bardzo klimatyczne i poniekąd zrewidowałam swój pogląd na zachwyty innych czytelników. Podwyższam ocenę z 5 na 6 (jednocześnie podtrzymując to, co napisałam wcześniej :))
fidrygauka - awatar fidrygauka
oceniła na63 lata temu
Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie. Korespondencja 1955 -1996 Wisława Szymborska
Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie. Korespondencja 1955 -1996
Wisława Szymborska Zbigniew Herbert
O tym, że poeci umieją pisać listy. Mam trochę etyczny problem z czytaniem listów, bo wydaje mi się to jakimś strasznym naruszeniem prywatności i z lekturą takich rzeczy czuję się nie do końca komfortowo. No i, to być może niepopularna opinia, uważam, że im mniej się wie o autorze prywatnie, tym lepiej się odbiera jego twórczość. Tutaj mamy do czynienia z korespondencją w dużej mierze zawodową, choć przy tym bardzo serdeczną, przyjacielską i dowcipną. Nie jest to aż tak intymne i osobiste, jak dajmy na to listy miłosne, więc się człowiek czytający przynajmniej nie czuje jak ostatni oblech podglądacz. Poza tym trzeba przyznać, że jest to książka wybitnie pozbawiona jakiejkolwiek treści (szczerze mówiąc nie do końca czuję sens wydawania tego drukiem). Nazywanie większości z tych tekstów "listami" wydaje się wręcz lekkim nadużyciem - to bardziej liściki, króciutkie, często tylko kilkuzdaniowe, pozdrowienia na pocztówkach, dedykacje w książkach. Nie dowiadujemy się z tego zbyt wiele o autorach, ale otrzymujemy za to bardzo ciepły obraz łączącej ich relacji. No i nie da się ukryć, że literacko jest to perełeczka - napisana pięknie i uroczo, skrząca się od dowcipu i licznych literackich aluzji. Bardzo miła, przyjemna książka. Można przeczytać, ale chyba wyłącznie dla wrażeń estetycznych (bo i treść i wydanie urodne są wielce),i ewentualnie dla podniesienia na duchu.
niedź - awatar niedź
ocenił na77 miesięcy temu

Cytaty z książki Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kapitalnie. Tomasz Sikora w rozmowach z Dorotą Wodecką