Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze

Okładka książki Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze autora Stefan Rassalski, 9788311174559
Okładka książki Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze
Stefan Rassalski Wydawnictwo: Bellona historia
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2024-07-03
Data 1. wyd. pol.:
2024-07-03
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311174559
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze



książek na półce przeczytane 805 napisanych opinii 270

Oceny książki Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze

Średnia ocen
7,6 / 10
58 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze

avatar
10
3

Na półkach:

Historie piękne i jednocześnie smutne, opisane przez Stefana Rassalskiego wywołały u mnie łzy

Historie piękne i jednocześnie smutne, opisane przez Stefana Rassalskiego wywołały u mnie łzy

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
13
8

Na półkach:

Książkę czyta się przyjemnie i sprawnie (o ile przy takiej tematyce wypada użyć takich sformułowań). Książka jest niewątpliwie interesująca, natomiast, z racji, iż na temat Powstania Warszawskiego wiem już co nieco, nie znalazłam w niej niczego odkrywczego. Pragnę zaznaczyć, że oceniam samą książką, w żadnym wypadku nie śmiałabym oceniać przeżyć ani ludzi w niej opisanych. Chyba nie ma historii pochodzącej z tamtych czasów, która byłaby łatwa i nie owiana cierpieniem i śmiercią. Warto czytać takie książki, gdyż budują naszą świadomość narodową, pomagają w zrozumieniu wielu wydarzeń (również tych współczesnych),budują naszą wrażliwość, pokazują jak wiele zawdzięczamy minionym pokoleniom oraz jak wiele, mimo wszystko, mamy powodów do wdzięczności żyjąc w obecnych czasach.

Książkę czyta się przyjemnie i sprawnie (o ile przy takiej tematyce wypada użyć takich sformułowań). Książka jest niewątpliwie interesująca, natomiast, z racji, iż na temat Powstania Warszawskiego wiem już co nieco, nie znalazłam w niej niczego odkrywczego. Pragnę zaznaczyć, że oceniam samą książką, w żadnym wypadku nie śmiałabym oceniać przeżyć ani ludzi w niej opisanych....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
748
738

Na półkach:

Wyobraź sobie sześćdziesiąt trzy dni piekła: głodu, ostrzałów, bombardowań, wszędobylskiej śmierci i straszliwych ran. Sześćdziesiąt trzy dni agonii miasta, w którym biło serce walczącej Polski, a które miało na rozkaz Hitlera zostać starte z powierzchni ziemi. I tak się stało, przy praktycznie całkowitej bierności nie tylko Armii Czerwonej, ale także, co szczególnie bolesne, zachodnich aliantów. Z zimną krwią pozwolono, aby Niemcy zniszczyli stolicę kraju, dopuszczając się niewyobrażalnych okrucieństw, nie tylko wobec żołnierzy Armii Krajowej, ale przede wszystkim bezbronnej ludności cywilnej. Rzeź Woli, która, jak się szacuje, przyniosła co najmniej pięćdziesiąt tysięcy ofiar, mordowanie rannych i sanitariuszek, strzelanie do dzieci - wszystko to stało się udziałem ludzi, którzy znaleźli się w tym infernum i pozostało praktycznie bez kary. Patrzyłeś na to wszystko z bezsilną wściekłością, przemierzając ulice Warszawy ze swoim nieodłącznym towarzyszem – aparatem fotograficznym. Jesteś żołnierzem Wojskowej Służby Ochrony Powstania, ale przede wszystkim fotografem i… ojcem, który opiekuje się po śmierci żony samotnie trzyletnim synkiem. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdybyś nie był inwalidą, który od siedemnastego roku życia musi wspierać się na lasce. To bardzo utrudnia szybkie poruszanie, ustawianie się do zdjęć, a przede wszystkim uchylanie przed wszędzie świszczącymi kulami i odłamkami. Najgorsi są „gołębiarze” - snajperzy, których Niemcy ukryli w różnych punktach miasta. W każdej chwili możesz zginąć od ich kuli; strzelają bez ostrzeżenia, z ukrycia, „zza węgła”. Poza obowiązkami służbowymi, polegającymi na pracy wywiadowczej, Twoim największym zmartwieniem jest zapewnienie swojemu dziecku opieki, pożywienia i przede wszystkim bezpieczeństwa.

„(...) przez cały bowiem okres Powstania przebywaliśmy w rejonie pierwszej linii walk. W każdej chwili mogliśmy zginąć (…) I ludzie ginęli. Setkami. Tysiącami.”

Jakoś udaje Ci się to wszystko ogarniać, a przecież masz jeszcze jedną powinność i zarazem pasję – musisz uwiecznić na kliszy fotograficznej tych, którzy porwali się do walki by odzyskać wolność i dokonać na wrogu zemsty za tak liczne bestialstwa, których dopuścił się w czasie pięcioletniej czarnej nocy okupacji. Przed oczyma przesuwa Ci się kalejdoskop twarzy bohaterów, którzy w jakiś mimowolny sposób, zdolni byli do czynów, przy których wielkości Leonidas wydawałby się co najwyżej tanim bohaterem podrzędnej tragedii. Twój pomocnik „Sten”, kilkuletni szkrab, który sam jeden na ochotnika zanurzył się w otchłań ciemności kanałów, aby odnaleźć jednego z zaginionych członków oddziału, ciągnąc nieprzytomnego, dojrzałego mężczyznę do włazu wyjściowego swoimi wątłymi jeszcze przecież rękoma. Czyn godny herosa, a przecież dokonało go dziecko, jedno z wielu, które musiały błyskawicznie dojrzeć i stać się dorosłymi. Ze ściśniętym sercem uwieczniłeś na zdjęciu innego malca – na oko najwyżej dziesięcioletni, tonąc w zbyt dużym mundurze, pręży się z dumą na tle warszawskich ruin. Wszak jest żołnierzem... Czy przeżył, tego nie wiesz, ale jego uśmiechnięta twarz będzie Cię prześladować podczas bezsennych nocy, jakie przyjdą, gdy to wszystko się skończy... Dzieci Powstania, te piękne kwiaty, którym nie było dane bujnie wyrosnąć, to jedna z najtragiczniejszych, ale i najbardziej wzniosłych kart Powstania.

„To właśnie te piętnastolatki udające dorosłych były małymi lwami i panterami Powstania. (…) Zwykłe chłopaki: Stasie, Rysie, Krzysie, Heńki (…). Te szalone dzieciaki nie chciały być bohaterami, nawet nie wiedziały co to znaczy. Szły do walki nie na rozkaz, wprost przeciwnie – prosiły, aby im na to pozwolić.”

Kobiety - łączniczki, sanitariuszki, często w pierwszej linii... Mające w sobie więcej godności i siły niż ta, którą została zaklęta po wieczne czasy w posągu Nike z Samotraki. Słynne zdjęcie – łączniczka przeglądająca się w lusterku zdobycznego samochodu, tak jakby chciała swoją dbałość o nienaganny wygląd przeciwstawić wrogowi, który nie znał ludzkich uczuć i udowodnić, że w każdych warunkach można ocalić w sobie iskrę człowieczeństwa. Nie ona jedna... „Lena” - sanitariuszka, która przed pójściem do szturmu gorączkowo szuka pilnika i lakieru, aby poprawić sobie paznokcie. Te, które jeszcze tego samego dnia, chwilę przed śmiercią od kuli, zatopi w oczach niemieckiego żołdaka. „Wisła” - przewodniczka, która przed każdym zejściem do kanałów, oblepionych gęstą, cuchnącą mazią, poprawiała sobie makijaż. Silni, postawni mężczyźni, po jednorazowym, kilkugodzinnym pobycie w tych piekielnych korytarzach, nie wyobrażali sobie powrotu... a ona robiła to codziennie. Do dziś dźwięczą w Twoich uszach jej słowa: „Wiedz, że jeśli dziewczyna ma zginąć, chce wyglądać ładnie.” Później z goryczą zanotowałeś: „I rzeczywiście. Gdy poległa przed wykopem w Alejach Jerozolimskich, wyglądała ślicznie. Jak żywa.” I wreszcie bohaterka z barykady, odmawiająca wykonania rozkazu opuszczenia posterunku i pozostająca na nim samotnie ze słowami: „Tędy nie wejdą...”

Daremnie zastanawiasz się: „O czym myślały, kneblując sobie pięściami usta, ściskając dłońmi gardła, aby nie płakać i nie jęczeć z cierpienia? I po co walczyły, skoro nikt in nie kazał?” Przecież w głębi duszy wiesz, że robiły to, gdyż „trzeba było zachować się godnie”, przeciwstawić swoją niezłomność wydawałoby się niezwyciężonej grozie wojny i okrutnego, nieludzkiego wroga. Tylko tyle i aż tyle...

A ten ostatni nie znał litości, jak gdyby zatracił się w swoim własnym bestialstwie... Obrazek, który zapamiętasz po wsze czasy - ludność cywilna pędzona przed czołgami na barykady, wśród niej kobiety, jedna w ciąży, powiązane drutem kolczastym, aby nie mogły uciec. I straszliwy dylemat powstańców – strzelać czy poddać placówkę? Czy ktoś może wyobrazić sobie dowódcę, który musi podjąć jedną z tych decyzji? Co musiał czuć ten człowiek widząc bezbronnych, przerażonych rodaków zmierzających wprost pod lufy karabinów jego oddziału? Straszny czas, narzucający iście diabelskie wybory. A jednak trzeba było je realizować...

Tego rodzaju obrazów jest dużo więcej. Starałeś się zanotować je wszystkie, choć to przecież niemożliwe. Jednak dzięki Tobie ocalały dla ludzkiej pamięci twarze Powstańców, uwiecznione na kliszach aparatu. Masz wrażenie, że patrzą z nich na obecny świat i nie pytają: „Po co? Czy było warto? Czy moja ofiara miała sens?” Z Twoich notatek wyzierają ich niezłomny duch, niebywała odwaga i straceńczy humor. Żywe klejnoty, które zostały rozdeptane twardym butem niemieckiego żołdaka, spopielone jego okrucieństwem, a jednak stanowiące zaczyn tej nieocenionej wartości, którą zostaliśmy obdarowani po tak wielu latach – wolności. Dla tych ludzi była ona najwyższym pragnieniem, tęsknotą, za którą byli gotowi oddać życie, nie zastanawiając się nad własnym losem...

Książka Stefana Rassalskiego „Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze” jest swojego rodzaju cyklem reportaży z Powstania Warszawskiego. Autor stworzył przejmujący kolaż postaw i losów jego uczestników, którzy przez ponad dwa miesiące, w beznadziejnej sytuacji pod względem militarnym, przeciwstawiali się najbardziej doświadczonej i wyposażonej armii świata. Słabo uzbrojeni, poddani miażdżącej przewadze wroga, trwali we wściekłym oporze, nie wyobrażając sobie hańby kapitulacji. Losy zmusiły dzieci i kobiety do stania się żołnierzami nieznającymi strachu i niepoddającymi się żadnym przeciwnościom. Walczącymi ramię w ramię z mężczyznami, którzy częstokroć okazywali się słabsi od nich. Dzięki Rassalskiemu mamy okazję namacalnie poznać ich wszystkich bliżej, zanurzyć się w ten świat, którego okrucieństwo, ale i bohaterstwo przechodziło wszelkie wyobrażenie. Ci ludzie, tak posągowi, a zarazem tak zwyczajni, wyrastają ponad wszelkie kanony i oceny. Nie próbujmy ich więc zrozumieć czy analizować postaw, lecz pamiętajmy: „Gloria victis” - chwała zwyciężonym! Nikt nie zasłużył na to tak jak oni.
instagram.com/thrillerly

Wyobraź sobie sześćdziesiąt trzy dni piekła: głodu, ostrzałów, bombardowań, wszędobylskiej śmierci i straszliwych ran. Sześćdziesiąt trzy dni agonii miasta, w którym biło serce walczącej Polski, a które miało na rozkaz Hitlera zostać starte z powierzchni ziemi. I tak się stało, przy praktycznie całkowitej bierności nie tylko Armii Czerwonej, ale także, co szczególnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

165 użytkowników ma tytuł Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze na półkach głównych
  • 89
  • 76
36 użytkowników ma tytuł Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze na półkach dodatkowych
  • 17
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sędzia w Auschwitz. Sędzia SS Konrad Morgen i jego walka z korupcją oraz „nielegalnymi” morderstwami w obozach koncentracyjnych Kevin Prenger
Sędzia w Auschwitz. Sędzia SS Konrad Morgen i jego walka z korupcją oraz „nielegalnymi” morderstwami w obozach koncentracyjnych
Kevin Prenger
Książka przedstawia historię SS-Sturmbannführera Konrada Morgena, sędziego SS, który otrzymał zadanie ścigania nadużyć popełnianych przez członków SS — m.in. korupcji, kradzieży, przemytu, ale też tzw. „nielegalnych” mordów w obozach koncentracyjnych. Morgen dążył do tego, by dochodzenia prowadzone były także wobec komendantów, takich jak Karl Otto Koch (Buchenwald) czy Rudolf Höss (Auschwitz). Autor pokazuje, jak te „nielegalne” praktyki były często związane z interesami materialnymi: grabieżą mienia, wyłudzeniami czy wykorzystaniem obozowych więźniów do prywatnych korzyści. Morgena interesuje kwestia, gdzie leży granica między "legalnym" a "nielegalnym" w ramach systemu, który sam w sobie był ogromnym naruszeniem wszelkiego prawa i moralności. W tekście są też opisy procedur sądowych, sposób działania aparatów SS, działania Morgena w różnych obozach (np. Auschwitz, Majdanek, Płaszów) oraz konsekwencje jego działań — zarówno tych, które doprowadziły do wyroków skazujących, jak i tych umorzonych czy pozostawionych bez odpowiednich działań. Książka rzuca światło na fragment historii Holokaustu i obozów koncentracyjnych, który często schodzi na dalszy plan: wewnętrzne ścieranie się interesów w strukturach SS, nadużycia „we własnym gronie”, próby utrzymania porządku, własne regulacje prawne SS. To ważne, bo pokazuje, że nawet w totalitarnym, zbrodniczym systemie istniały pewne instytucjonalne ramy, choć brutalne i wypaczone. Autor pokazuje, że dla Morgena i jego zwierzchników granica między zbrodnią a przestępstwem typu korupcyjnego była również granicą interesów — materialnych, prestiżowych, władzy. To pozwala na refleksję, jak w systemie opartym na terrorze pojęcia „prawo” i „sprawiedliwość” były instrumentalizowane. Książkę napisano w stylu popularnonaukowym. Prenger używa przykładów, anegdot i dokumentów, co pomaga czytelnikowi zrozumieć mechanizmy i dramatyzm sytuacji. Ponieważ celem jest przystępność publikacji, pewne aspekty historyczne nie są rozwinięte tak głęboko jak w pracach stricte naukowych. Dla czytelnika zainteresowanego historią obozów czy Holokaustu może to być niewystarczające. Autor pokazuje Morgena jako osobę wewnątrz systemu, który oficjalnie był zbrodniczy, a jednocześnie prowadził działania dochodzeniowe przeciw SS. Jednak książka nie zawsze rozstrzyga, na ile Morgena działania były motywowane prawdziwym przekonaniem, a na ile zachowaniem własnej pozycji czy zależności od struktury SS. W efekcie dostajemy obraz człowieka ambiwalentnego, co jest interesujące, ale może rodzić pytania bez odpowiedzi. Jednym z głównych wątków, który zostaje bardzo mocno zaakcentowany, jest przeciwstawienie się złu wewnątrz systemu — nawet tak złego jak nazistowski aparat terroru — ale to przeciwstawienie, które ma własne ograniczenia. Książka skłania do refleksji: co oznacza „sprawiedliwość” w ekstremalnym kontekście, kto i co może być mniejszym złem oraz jak bardzo nawet osoby formalnie u władzy były uwikłane w system. To solidna pozycja, ważna i wartościowa, choć nie bez wad, urozmaicająca obraz Holokaustu i nazistowskich obozów przez pokazanie mniej znanych historii. Ocena: 7/10.
Kamila - awatar Kamila
oceniła na76 miesięcy temu
Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci Monika Sieradzka
Teraz jesteście Niemcami. Wstrząsające losy zrabowanych polskich dzieci
Monika Sieradzka Ewelina Karpińska-Morek Agnieszka Was-Turecka Artur Wróblewski Tomasz Majta Michał Drzonek
Książka mnie wciągnęła. Historie bardzo smutne, tragiczne. Bardzo mi było żal tych wszystkich dzieci, ich rodziców, rodzin oraz dorosłych, którymi te dzieci zostały. Trochę wzbierał we mnie bunt - po tylu traumach i bólu w końcu nowy dom i Mutti, a tu znów zabierają i z powrotem pakują w traumę. Jaki to wybór? Zostawić dziecko u Niemców, bo już jakoś układa sobie życie w nowym miejscu, czy jednak wyrwać je z powrotem do Polski? A jeśli w Polsce nikt nie czeka? To czy lepsza jest matka mutti niemiecka, czy polski dom dziecka? Te trudne pytania kotłują mi się w głowie i nie znajduję jednoznacznych odpowiedzi... Książkę pisało kilku autorów, więc rozdziały różnią się trochę stylem, jedne są bardziej ciekawe, inne lekko nużące, pomimo ciekawego tematu. Jest też przez to trochę powtórzeń. Autentyczności dodają wstrząsające opowieści ocalałych. Książka budzi też we mnie bunt - skąd się biorą tak chore pomysły w głowie ludzi? Jak wielka jest ślepa wiara w ideologię? Oby coś takiego już nigdy się nie powtórzyło, chociaż domyślam się, że dzieje się to ciągle na świecie, tylko o tym nie wiemy. Ja również nie znałam aż tak dobrze tematu zeabowanych dzieci, ale dzięki tej książce poszerzyłam swoją wiedzę. Ważny temat, ważna Książka, warto się zapoznać.
Kasia KatarzynaFab - awatar Kasia KatarzynaFab
ocenił na81 rok temu
Dziecięcy płacz. Holokaust dzieci żydowskich i polskich w latach 1939-1945 Richard C. Lukas
Dziecięcy płacz. Holokaust dzieci żydowskich i polskich w latach 1939-1945
Richard C. Lukas
Książka Richarda C. Lukasa „Dziecięcy płacz. Holokaust dzieci żydowskich i polskich w latach 1939–1945” to lektura bolesna, ale fundamentalna dla zrozumienia tragizmu II wojny światowej na ziemiach polskich. Autor, amerykański historyk o polskich korzeniach, od lat konsekwentnie przypomina zachodniemu czytelnikowi o zapomnianej martyrologii Polaków, nie umniejszając przy tym wyjątkowości Zagłady Żydów. W tej publikacji skupia się na najmniej winnych i najbardziej bezbronnych ofiarach – dzieciach. Lukas dokonuje odważnego i rzadkiego w historiografii porównania losów dzieci żydowskich oraz polskich pod niemiecką okupacją. Choć autor wyraźnie zaznacza różnice w ideologicznym podejściu III Rzeszy do obu grup – gdzie żydowskie dzieci skazane były na natychmiastową eksterminację, a polskie na wyniszczenie poprzez niewolniczą pracę, germanizację i terror – znajduje wspólny mianownik w totalnym odhumanizowaniu najmłodszych. Książka nie jest suchym wykładem; to mozaika relacji, wspomnień i dokumentów, które tworzą przerażający obraz skradzionego dzieciństwa. Zapomniana tragedia Polaków Niezwykle istotnym elementem pracy Lukasa jest szczegółowe opisanie akcji germanizacyjnej. Autor przybliża losy „dzieci Zamojszczyzny” oraz setek tysięcy polskich niemowląt odebranych rodzicom ze względu na „odpowiednie cechy rasowe”. Opisuje mechanizmy działania Lebensbornu i tragiczną tożsamościową pustkę, w jakiej znalazły się te dzieci po wojnie. Dla wielu czytelników, szczególnie tych spoza Polski, te fragmenty są odkrywcze i burzą czarno-biały obraz ofiar wojny. Solidarność w cieniu śmierci Mimo wszechobecnego mroku, Lukas znajduje miejsce na opowieść o heroizmie. Analizuje postawy Polaków ratujących żydowskie dzieci, podkreślając, że każda taka próba wiązała się z ryzykiem natychmiastowej egzekucji całej rodziny. Autor unika jednak bezkrytycznej hagiografii, starając się zachować rzetelność historyczną, co czyni jego narrację wiarygodną i poruszającą. Ocena 8/10 wynika z ogromnej wartości faktograficznej i emocjonalnej książki. Lukas pisze z pasją, czasem niemal reportażową, co sprawia, że przez „Dziecięcy płacz” przechodzi się z trudem, ale i z poczuciem moralnego obowiązku. Pewnym mankamentem może być dla niektórych badaczy momentami zbyt emocjonalny język, który odchodzi od chłodnego obiektywizmu akademickiego. Niemniej jednak, w obliczu opisywanych okrucieństw, trudno o inną reakcję. To pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, że wojna to nie tylko przesunięcia frontów, ale przede wszystkim bezmiar cichego, niewinnego cierpienia, które rezonuje przez pokolenia. Lukas oddaje głos tym, którzy zostali go brutalnie pozbawieni.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na89 dni temu
Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci Michał Wójcik
Treblinka 43. Bunt w fabryce śmierci
Michał Wójcik
Nie ukrywam, że interesuje mnie historia II wojny światowej. Ale nie same fakty i liczby. Interesują mnie ludzie, ich reakcje i zachowania. Co pcha homo sapiens do zła, a co do czynienia dobra? jak do tej pory nie udało mi się odkryć tej zagadki istnienia, ale drążę temat... Publikacja Michała Wójcika została mi polecona jako pozycja warta uwagi. Zebrałam się więc za nią. Nie będę tu opisywać szczegółowo treści. Myślę, że było by to zbyt drastyczne. Raczej większość z nas ma pojęcie (nawet blade) co działo się w czasie II wojny światowej w obozach koncentracyjnych. Ludzie byli tam obdarci z godności, wyniszczeni, odczłowieczeni. I w całym Holokauście mamy też Treblinkę. Fabrykę śmierci. Fabrykę pracującą pełną parą. Gdzie nie nadążano za zakopywaniem ciał. Gdzie gigantyczne ruszta (wynalazek opracowany specjalnie do palenia zwłok) i tak okazały się niewystarczające. W miejscu, o którym zapomniał Bóg 2 sierpnia 1943 roku wybucha bunt. Zbrojne powstanie. Książka tematycznie jest bardzo mocna. Porusza ważne historycznie kwestie. Zawiera mapy, rysunki, relacje. Coś co uwidacznia nam ból, cierpienie i... tak krańcowe wyczerpanie oraz zobojętnienie ludzi, którzy przestają współodczuwać. Pracują jak maszyny. By sami zakończyć swe życie jako "produkt" fabryki. Polecam książkę jako świetnie przygotowany reportaż, pracę historyczną.
Apo - awatar Apo
ocenił na71 rok temu
Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy Sylwia Winnik
Tylko przeżyć. Prawdziwe historie rodzin polskich żołnierzy
Sylwia Winnik
Wspaniała pierwsza historia opowiedziana przez Annę, żonę żołnierza i matkę chłopca, który też stoczył bitwę...druga natomiast przedstawia całą sytuację z perspektywy jej rozgadanego ;-) męża, który w pewnym momencie na pewno nie łatwą decyzją ale zawiesza swoje misje na rzecz rodziny. Pomijam trzecią, bo te przekleństwa (fakt, że było ich niewiele ale...) były prostackie i raczej niezbyt męskie, niczym popisówa podchmielonego pana spod budki z piwem. Kontynuując - czwarta opowieść ciekawa i piąta też i kolejne... Są czekający nie tylko na powrót tych co na służbie, ale przede wszystkim na znak, telefon, chwilowy spokój. Są i ci, którym poświęcona jest książka, walczący, ale też próbujący się ochronić od kul, rakiet czy niespodziwanych pułapek. Oni drobiazgowo opisują rzeczywistość w Afganistanie, Iraku czy Syrii, ale też o swoich wątpliwościach, myślach skierowanych w stronę najbliższych, którzy w Polsce starają się nie dać czarnym scenariuszom. Gdy żołnierz jest sam, sytuacja nie jest tak trudna, posiadając rodzinę, zwłaszcza dzieci - jest nie do pozazdroszczenia. Obie strony są w ciągłej niepewności i wyczekiwaniu. Nie ukrywam, że zapewne z racji płci, bardziej przyswajalne były dla mnie wypowiedzi kobiet. Ich mężowie mówią o nich "bohaterki", jednak ja tak nie uważam, one po prostu zostały postawione przed faktem dokonanym i musiały sobie radzić, często z pomocą przyjaciół, rodziny. Nie miały wpływu na wybór swoich partnerów. Zabraniając im wyruszyć na misję, wyrwałyby im kawałek siebie, pozbawiły radości wykonywania tego, co kochają, a tym samym wcześniej czy później odbiłoby się to na ich relacji w sposób negatywny. Zatem pewien element strategii jest z ich strony uruchomiony. Nie chcesz stracić chłopa, nie ograniczaj go ;-) Natomiast właśnie ich punkt widzenia był dla mnie istotniejszy. Lubię Sylwię Winnik i jej dobór osób prezentowanych w książkach. Do tej pory zawiodłam się tylko raz, ale zdecydowana większość jej pomysłów jest warta pochwały. "Tylko przeżyć" również na nią zasługuje.
pasjonatka - awatar pasjonatka
oceniła na91 rok temu

Cytaty z książki Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Warszawskie dziewczyny, kanały i gołębiarze


Ciekawostki historyczne