Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy?

Okładka książki Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy? autora Barbara J. King, 9788328054080
Okładka książki Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy?
Barbara J. King Wydawnictwo: W.A.B. publicystyka literacka, eseje
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Personalities on the Plate: The Lives and Minds of Animals We Eat
Data wydania:
2018-08-22
Data 1. wyd. pol.:
2018-08-22
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328054080
Tłumacz:
Adam Pluszka
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy? w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy?



książek na półce przeczytane 271 napisanych opinii 245

Oceny książki Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy?

Średnia ocen
6,9 / 10
217 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy?

avatar
209
147

Na półkach:

Wart przeczytać by uświadomić sobie pewne prawidła; otworzyć oczy na uczucia, odczuwanie innych istot z którymi współistniejemy. Co My z tym zrobimy, zależy wyłącznie od Nas.

Wart przeczytać by uświadomić sobie pewne prawidła; otworzyć oczy na uczucia, odczuwanie innych istot z którymi współistniejemy. Co My z tym zrobimy, zależy wyłącznie od Nas.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5795
5733

Na półkach:

Szlachetne intencje - wykonanie nieskładne, mocno osadzone w realiach amerykańskich.

Szlachetne intencje - wykonanie nieskładne, mocno osadzone w realiach amerykańskich.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
258
103

Na półkach: , ,

Przebrnięcie przez tę książkę było nie lada wyczynem. Zdecydowanie niewiele tutaj naprawdę naukowych faktów i rzetelnych informacji, za to multum przemyśleń Pani King i jej wywodów na temat knajp serwujacych dość egzotyczne dania. Mnie ta pozycja zupełnie nie porwała, a już od pierwszych stron czuć specyfikę podejścia autorki i jej wizję jaka to ludzkość jest okrutna bo zjada kurczaki i okrada cielęta z mleka. Z punktu widzenia zootechnika, którym jestem, czytając niektóre fragmenty aż się we mnie gotowało. Lepszy byłby tytuł "Co Pani King sądzi o konsumpcji zwierząt", bo tak naprawdę niczym innym jest tak książka, choć tytuł ma obiecujący.

Przebrnięcie przez tę książkę było nie lada wyczynem. Zdecydowanie niewiele tutaj naprawdę naukowych faktów i rzetelnych informacji, za to multum przemyśleń Pani King i jej wywodów na temat knajp serwujacych dość egzotyczne dania. Mnie ta pozycja zupełnie nie porwała, a już od pierwszych stron czuć specyfikę podejścia autorki i jej wizję jaka to ludzkość jest okrutna bo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

659 użytkowników ma tytuł Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy? na półkach głównych
  • 374
  • 272
  • 13
141 użytkowników ma tytuł Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy? na półkach dodatkowych
  • 86
  • 17
  • 9
  • 8
  • 8
  • 7
  • 6

Tagi i tematy do książki Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy?

Inne książki autora

Barbara J. King
Barbara J. King
Profesor antropologii na College of William & Mary. Badaczka małp człekokształtnych w ich naturalnym środowisku w Kenii, jak i również tych zniewolonych na terytorium Afryki czy USA. Jej badania pozwoliły wysnuć tezę, że ludzie i zwierzęta mają głębsze relacje emocjonalne, niż wcześniej sądzono.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czyste mięso. Jak hodowla mięsa bez zwierząt zrewolucjonizuje twój obiad i cały świat Paul Shapiro
Czyste mięso. Jak hodowla mięsa bez zwierząt zrewolucjonizuje twój obiad i cały świat
Paul Shapiro
Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie tę książkę. Nie spodziewałam się, że głównie będzie przedstawiać biznes związany z czystym mięsem i liczne start-upy, które się nim zajmują. Szczerze wolałam fragmenty, gdzie autor opisuje kwestie bardziej teoretyczne, tj. biologię syntetyczną czy prawa zwierząt, chociaż liczne odwoływanie się do tych samych argumentów (olej wielorybi!) trochę męczyło. Chociaż spojrzenie od kuchni na start-upy zaangażowane w wytwarzanie etycznych produktów odzwierzęcych w teorii było ciekawe, miałam z nim pewien problem. Autor sam podkreśla w podziękowaniach na końcu książki, że jest bardzo zaangażowany w kwestię czystego mięsa. Powiedziałabym, że nieco za bardzo. Hurraoptymistyczne podejście do start-upów związanych z rolnictwem komórkowym trochę bawi, kiedy czyta się tę książkę w 2023 roku, po pandemii, której "ryzyko wybuchu w najbliższym czasie jest niskie" według autora ;) Wiadomo, że w ciągu tych kilku lat biznesy upadały lub były sparaliżowane, ale szacunkowe daty wyjścia na rynek tych rewolucyjnych produktów były nieco przestrzelone. Co było oczywiście do przewidzenia, bo mówimy o firmach, których los zależy od pieniędzy inwestorów, których mniej skusi realistyczne podejście do sprawy i powiedzenie "no, być może w ciągu następnych 10 lat będziemy mieć działający produkt". Fajnie, że poznaliśmy naukowców i innych ludzi zaangażowanych w produkcję mięsa z probówki, aczkolwiek książka była przez to trochę laurką dla właścicieli i pracowników opisywanych przedsiębiorstw. Amerykańska start-upowa kultura nie wywołuje we mnie zbyt dobrych skojarzeń, ale to bardzo osobista kwestia :) Książki nie uważam za złej, po prostu przez irytujące drobnostki jej lektura wzbudzała we mnie mieszane uczucia. Generalnie polecam, jeśli nie wiesz nic na temat czystego mięsa, chociaż wydaje mi się, że przez to, że odwołuje się do konkretnych firm, mogła się już trochę przeterminować. Branża rolnictwa komórkowego zdążyła się nieco zmienić odkąd wydano tę pozycję. Może lepiej po prostu przeczytać w Internecie świeższe informacje na ten temat? To trochę książka z kategorii tych, które mogły być dobrym artykułem, ale wolały zostać średnią książką.
anaemia - awatar anaemia
oceniła na62 lata temu
Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry Reni Eddo-Lodge
Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry
Reni Eddo-Lodge
„Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” Reni Eddo-Lodge (2017) to esej w równej części przepełniony nadzieją co bezradnością. Czytelnikowi udziela się głównie to drugie. Autorka tłumaczy rzeczy z pozoru oczywiste – biały przywilej, figurę „złego czarnego”, dziecinne techniki ślepoty rasowej, lęk przed „czarną planetą” i dyskryminacją pozytywną, a także wtórny rasizm białego liberalnego feminizmu. Z pozoru, bo najbielej pod latarnią i nieprzypadkowo ludzie niepotrzebujący myśleć o swojej rasie burzą się, że ktoś ciągle podnosi temat rasy. To nie ich system wyklucza; ich system nagradza, czy tego chcą, czy nie. Ale nie żebym się biczował nad swoją białością – sama Eddo-Lodge pisze, że nie o to chodzi w jej wywodach. A o co? Tutaj dochodzimy właśnie do najsmutniejszego momentu książki, bo w sumie najbardziej przewidywalnego. Nikt nie wymyślił recepty na rasizm strukturalny, uprzedzenia i wciąż żyjące pokłosie kolonializmu. Nie wymyśliła go też Eddo-Lodge. Esej powstał w wyniku furii nad obecnym stanem rzeczy i dobrze posłużył jako katalizator poszerzania społecznej świadomości. Program pozytywny jest jednak bierny. Autorka wzywa świat do zmiany, ale nie zamierza jej sama przeprowadzać. Zmiana zakładałaby przyznanie się do winy tych, którzy na obecnym stanie rzeczy najwięcej zyskują (korporacje i rząd, akurat w kwestii rasowej wyjątkowo nie rząd polski). Czyli jest to mrzonka, która w ten sposób nigdy się nie spełni. Za mało w eseju Eddo-Lodge pracy u podstaw, ale jest to zrozumiałe. Czwarta fala feminizmu zakłada, że wiedza z trzech poprzednich trafiła już pod strzechy. A jeśli nie, to tym gorzej dla wszystkich, białych mężczyzn też. Konieczność intersekcjonalności i walki feminizmu o wyzwolenie wszystkich żyjących istot jest już przecież oczywista. Im szybciej wszyscy uświadomimy sobie i uzewnętrznimy to, o czym Eddo-Lodge pisze, tym szybciej lepiej się będzie żyło na tym łez padole. Nam wszystkim. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na82 miesiące temu
Na marne Marta Sapała
Na marne
Marta Sapała
Należę do pokolenia, którego matki i babki wychowały się w biedzie, dlatego i ja wyniosłam z domu umiejętności pozwalające zagospodarować każdą cząstkę żywności. W moim domu niewiele się wyrzuca, a zakupy robi się z listą w ręku i tylko takie,jakie w danym momencie są potrzebne. Nie magazynuję żywności, rzadko zdarza mi się przegapić termin przydatności do spożycia. Dlatego ze zdumieniem przyglądam się zawartości kontenerów na śmieci na moim osiedlu po świętach, czy długich weekendach. Wyrzucone tacki z mięsem, gotowe dania, wędliny i pojemniki z sałatką jarzynową walają się wszędzie i potwierdzają tezę postawioną przez Martę Sapałę w reportażu „Na marne”- Polacy wyrzucają bardzo dużo żywności, przyczyniając się tym samym do marnotrawstwa i ekologicznej katastrofy. W dobie nadprodukcji i nadkonsumpcji temat tego reportażu jest niezwykle ważny. Autorka przygląda się zagadnieniu bardzo wnikliwie i z różnych stron. Rozmawia z freeganami, osobami bezdomnymi korzystającymi ze społecznych stołówek, organizatorami lodówek społecznych, gospodyniami wiejskimi, a także osobami, które przeżyły wojnę i wiedzą, czym jest prawdziwy głód. Poprzez te rozmowy tworzy zbiorowy portret społeczeństwa, które z jednej strony upojone możliwością dostępu do licznych dóbr zatraciło się w tym nadmiarze i beztrosko konsumuje i marnuje jedzenie, a z drugiej nauczone latami niedostatku potrafi wykorzystać każdą odrobinę żywności i przetworzyć ją w jadalne danie. Marta sapała nie poprzestaje jednak tylko na rozmowach. Próbuje też dotknąć problemu własnymi rękoma. Dlatego dołącza do grupy ludzi szukających jedzenia na śmietnikach i sprawdza, co można z niego przygotować, uczestniczy w kursie gotowania bez resztek, angażuje się jako wolontariuszka i obsługuje społeczne lodówki. Swoje spostrzeżenia popiera argumentami naukowymi, oddając głos specjalistom- naukowcom, ekonomistom, prawnikom. Mimo ciekawego tematu miałam wrażenie, że reportaż jest nieco nierówny. Autorce zdarzają się tu dłużyzny, niepotrzebne dywagacje, czasami zbyt drobiazgowo podchodzi do niektórych problemów. Na przykład historia mężczyzny, który niemyślnie podpalił budynek Biedronki,szukając jedzenia w kontenerze z usuniętą ze sklepu żywnością, nie wnosi nic do tematu, a jest nadmiernie rozwleczona. Podobnie jest w rozdziale, którego bohaterem jest sławny swego czasu piekarz z Legnicy, który trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości za rozdawanie niesprzedanego chleba. Sama historia jest bardzo ciekawa, ale dlaczego autorka opowiada ją od roku 1936, kiedy niemiecki piekarz Alfred Türpitz zakłada w Liegnitz piekarnię, którą 50 lat później odkupi od miasta Waldemar Gronowski? Zainteresowały mnie rozdziały poświęcone badaniom nad rozmiarami marnotrawstwa żywności w Polsce, w których dokładnie przedstawiono, co ląduje w śmietniku, dlaczego i jaki typ gospodarstwa domowego generuje najwięcej odpadów. Sama zaczęłam się zastanawiać, jak wypadłabym w takich badaniach. „Na marne” to potrzebna książka, bo naświetla ważny cywilizacyjny problem i uświadamia, na czym polega odpowiedzialna konsumpcja.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na64 miesiące temu
Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko Jerzy Vetulani
Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko
Jerzy Vetulani Maria Mazurek
Nie wiem o co to chodzi, że każdy kto przeprowadza wywiad z Vetulanim musi najpierw wywalić kilkudziesięciostronicowy wywód jaki to profesor jest wspaniały, elokwentny, jakie miał ciekawe życie. Większość osób, które sięgnęły po tę książkę, doskonale wiedzą jaki jest V., a resztę skusiła tematyka, więc tym bardziej przydługa laurka jest zbyteczna. Znając cięty język, chęć szokowania i styl V. można się było domyślać, że książka będzie momentami kontrowersyjna i jeśli nie przefiltruje się pewnych hasełek rzuconych w wywiadzie - przez pryzmat chęci zbulwersowania czytelnika i sprowokowania do szerszej dyskusji, przeszukania internetu w postaci twardych danych i statystyk - to dla wielu osób ta książka może być szkodliwa. Bo jeśli przyjmiemy bezrefleksyjnie tekst, że zoofilia nie jest taka zła, bo przecież żadne zwierze się nie pożaliło (bo nie mówi),no to faktycznie mamy problem. Albo, że pedofilia wśród dzieci płci męskiej jest ok, o ile molestuje kobieta, bo ON miał takie relacje ze służącymi i sobie bardzo chwali... No pozostaje tylko przewrócić oczami, bo trąci to wąsatym wujkiem z PRL a nie wybitnym naukowcem. Ale Vetulani taki był. Z jednej strony seksista, ale z drugiej zatwardziały feminista. Nigdy nie wiesz, czy on to mówi serio, czy żartuje. Albo się to przyjmuje, albo lepiej nie sięgać po wywiady z nim. Więcej uwag mam do pani Mazurek. Bo o ile w pierwszej części książki ograniczyła się tylko do zadawania pytań i prowadzenia wywiadu, o tyle w drugiej części jest już więcej jej dość szokujących prywatnych opinii typu tabletka dzień po dla "gówniarzy" bez kontroli lekarza nie podoba jej się, bo przecież tam są hormony, a owi "gówniarze" mają do niej szeroki i łatwy dostęp. No pewnie, że tak, przecież ciąża nie wywołuje żadnych skutków, wcale nie jest koktajlem hormonów, lepiej nie ryzykować z tabletką dzień po, bo olaboga hormony! O problemie wykluczenia komunikacyjnego pewnie nie słyszała. O tym, że nie w każdej miejscowości jest apteka, czy lekarz (już nie mówiąc o specjaliście) też nie ma pojęcia. Młoda kobieta, po UJ. Aż ją Vetulani usadził, że mówi z perspektywy osoby uprzywilejowanej. Ja to odczytuje jako nieuświadomiony mizoginizm. Bo w tej książce pada kilka haseł w podobnym tonie. I o ile V. widział, że czasami przybiera maskę dziada i bawił się tą kreacją, żeby za chwilę wyskoczyć, że on popiera marsze kobiet i prawo do aborcji, o tyle nie wiem czy pani Mazurek będzie do twarzy z podobną łatką.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na711 miesięcy temu
Wszyscy powinniśmy być feministami Chimamanda Ngozi Adichie
Wszyscy powinniśmy być feministami
Chimamanda Ngozi Adichie
Nie spodziewajcie się grubej i ciężkiej tematycznie książki. Proponowana propozycja to esej, przepełniony doskonałymi argumentami skłaniającymi do refleksji nad feminizmem. Czytam i pogłębiam wiedzę z tego zakresu, ale tak po prawdzie tylko prace Agnieszki Graff czyta się dość lekko, brak w nich drętwych akademickich mądrości. Są dla wszystkich. I oto wpada w moje ręce, ta cieniutka książka i... jestem zachwycona. Autorka na konkretnych przykładach pokazuje problemy z przestrzeganiem równości płci, kwestii rasowych i tolerancji. Pokazuje nam, że nie tylko w krajach afrykańskich (czyli w tzw. trzecim świecie) pracujące kobiety zarabiają mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach. To dzieje się też w Stanach Zjednoczonych i Polsce. Problem pojawia się na każdym kontynencie. Chimamanda Ngozi Adichie ukazuje nam mechanizm kulturowy, który doprowadza do ciągłego stosowania tych dyskryminacji - różne traktowanie dzieci odmiennych płci. Dziewczynki są delikatne, a chłopcy silni i nie mogą płakać. Te wszystkie stereotypy pokazywane są nam na przykładzie sytuacji z rodziny i przyjaciół Autorki. W pierwszej chwili wydają nam się przerysowane, wyolbrzymione... Tylko w pierwszej chwili, po zastanowieniu widzimy, że podobne zachowania pojawiają się na naszym podwórku. Polecam tą książkę każdemu - w prosty sposób pokazuje nam mechanizmy rządzące kulturą i naszymi zachowaniami w środowisku. W lekki, ale nie lekceważący. Dlatego książka sprosta różnym odbiorcom.
Apo - awatar Apo
ocenił na81 rok temu
Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie Aleksandra Pezda
Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie
Aleksandra Pezda
Aby przeżyć, trzeba stać się przestępcą. Dobry reportaż, ale rozdziały ułożyłabym nieco inaczej, zaczynając od ostatniego, który jest chyba najważniejszy, bo mówi o kobiecie, która zaczęła głośno mówić o potrzebie dostępu do leczniczej marihuany, ale też o lekarzu - pierwszej ofierze nagonki na tych, którzy pomagali nieuleczalnie chorym dzieciom. Ja zaczęłam czytanie od ostatniego rozdziału, po czym przeczytałam kolejne dwa zanim zajęłam się pierwszym. A po nim czwarty od końca - czyli ponownie o chorobie Leśniewskiego, tak jak i ten pierwszy. Później kolejność była dowolna :) Autorka przeprowadziła wywiady z różnymi ludźmi - pełen przekrój społeczny, bo wszędzie są ci, którzy potrzebują uwolnienia od nieustannego bólu. Rozmawiała też z lekarzami, nie tylko w Polsce, lecz także tymi w Izraelu, gdzie lecznicze konopie stosowane są od dawna. Nie zgadzam się z opiniami osób, które twierdzą, że ta książka jest laurką dla cudownych leczniczych konopi. Nie, nie jest to cudowne panaceum i autorka niemal w każdym rozdziale umieszcza przynajmniej jedno zdanie/wypowiedź, że nie jest to dla wszystkich i przytacza przykłady. Ale też niektórzy (rozdział o konińskim punkcie informacyjnym) przyjmują konopie tak jak tabletki przeciwbólowe - tylko wtedy , gdy ból się zaostrza, zapominając, że jest to zioło, a zioła przyjmuje się przez długi czas. A potem się dziwią, że nieszczególnie im to pomaga. W tym zbiorze reportaży jest wiele historii pełnych cierpienia i strachu, a często kończących się tragicznie. Dostajemy też przepis, etap po etapie, jak samemu zrobić RSO (olej z dużą zawartością THC). Minęło już ładnych parę lat od wydania tej książki i bardzo by się przydała druga część tego reportażu - jak to wygląda obecnie. Polecam przeczytać.
moniss - awatar moniss
ocenił na610 miesięcy temu
Ostatni pustelnik. 27 lat samotności z wyboru Michael Finkel
Ostatni pustelnik. 27 lat samotności z wyboru
Michael Finkel
Zazwyczaj mam spory problem z kończeniem książek, często porzucam je w połowie, ale w przypadku "Ostatniego pustelnika" o dziwo w ogóle nie było tego problemu. Przez tę historię przebrnąłem niezwykle sprawnie i z czystą przyjemnością. To, co najbardziej ujęło mnie w stylu Michaela Finkela, to konkret. Książka nie jest sztucznie rozwleczona, a autor bardzo spójnie i trafnie łączy główny temat z pobocznymi wątkami historycznymi czy dialogami, które świetnie dopełniają całość. Finkel miał też po prostu niesamowite szczęście – fakt, że człowiek tak skrajnie stroniący od ludzi obdarzył go zaufaniem i dał mu w zasadzie wolną rękę w opisaniu swojego życia, to ewenement. Postać Christophera Knighta jest fascynująca i złożona. Jego zdolność adaptacji do surowych warunków i umiejętności przetrwania przez 27 lat w absolutnej samotności robią kolosalne wrażenie. Fascynuje mnie to, co tak naprawdę siedziało w jego głowie. On nie uciekł do lasu jak jakiś romantyk, żeby napisać o tym wzniosłą książkę – on po prostu chciał odciąć się od świata. Finkel próbuje wejść w jego umysł, szuka odpowiedzi na pytanie "dlaczego?", ale chyba nigdy w 100% się tego nie dowiemy. I to jest w tej historii niesamowite. Zdecydowanie polecam – to reportaż, który nie tylko wciąga jak dobra powieść, ale też zostawia nas z wieloma pytaniami o to, czego tak naprawdę potrzebujemy do życia.
iQseer - awatar iQseer
ocenił na91 miesiąc temu
Kocie mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota Jackson Galaxy
Kocie mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota
Jackson Galaxy Mikel Maria Delgado
"There is no such thing as disciplining your cat" "Kocie mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota" - to szczegółowa instrukcja budowania świadomej relacji między człowiekiem a zwierzęciem, oparta na prostym, ale kluczowym założeniu: kot nie jest złośliwy - on jest po prostu... kotem, działającym zgodnie ze swoją naturą. Najmocniejszą stroną książki dla mnie okazał się sposób, w jaki autor tłumaczy zachowania kotów przez pryzmat ich wrodzonych instynktów. Koncepcja „pierwotnego kota” żyjącego w każdym domowym mruczku pozwala spojrzeć na codzienne problemy (drapanie mebli, nocne gonitwy, unikanie kuwet) nie jako przejawy złośliwości, a jako sygnały wynikające z biologii i potrzeb gatunku. A z tego wynika, że odpowiedzialność za jakość relacji nie leży po stronie zwierzęcia, lecz człowieka, który decyduje się wprowadzić je do swojego świata. Galaxy konsekwentnie pokazuje, że większość konfliktów to efekt niezrozumienia kociej natury, a nie „trudnego charakteru” pupila. Autor opiera się na wieloletniej pracy ze zwierzętami, także tymi po przejściach, dzięki czemu proponowane rozwiązania są konkretne i możliwe do wdrożenia. Czytelnik dostaje nie tylko wyjaśnienie dlaczego kot zachowuje się w określony sposób, ale też jak reagować, by poprawić i jego dobrostan i własny komfort życia. "As I said, I always prefer, for the sake of Cat Mojo, for cats to feel like they are making the decisions" Trudno nie uznać tej pozycji za podstawę dla każdego obecnego lub przyszłego opiekuna kota - szczególnie dla osób, które widzą w zwierzęciu dodatek do mieszkania, a nie żywą, wymagającą istotę. Galaxy skutecznie obala mit kota jako stworzenia „samowystarczalnego”, pokazując, że jego niezależność nie wyklucza potrzeby uwagi, struktury i środowiska dostosowanego do jego natury. Jednocześnie książka potrafi momentami przytłoczyć. Skala zaleceń dotyczących przestrzeni, liczby zasobów czy organizacji kociego środowiska może wywołać w czytelniku poczucie, że bez idealnych warunków nie jest się wystarczająco dobrym opiekunem. W efekcie zamiast motywacji pojawia się chwilami presja jakby szczęście kota wymagało infrastruktury na miarę specjalistycznego centrum behawioralnego. To jedyny zgrzyt w publikacji, która poza tym jest napisana z autentyczną pasją i realną troską o dobro zwierząt.
Suok - awatar Suok
ocenił na92 miesiące temu

Cytaty z książki Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy?

Więcej
Barbara J. King Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy? Zobacz więcej
Barbara J. King Osobowość na talerzu: Kim są zwierzęta, które zjadamy? Zobacz więcej
Więcej