Całun nieśmiertelności

Okładka książki Całun nieśmiertelności autora Terry Goodkind, 9788380623699
Okładka książki Całun nieśmiertelności
Terry Goodkind Wydawnictwo: Rebis Cykl: Kroniki Nicci (tom 2) fantasy, science fiction
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Kroniki Nicci (tom 2)
Tytuł oryginału:
Shroud of Eternity
Data wydania:
2018-09-18
Data 1. wyd. pol.:
2018-09-18
Data 1. wydania:
2018-01-09
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380623699
Tłumacz:
Lucyna Targosz
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Całun nieśmiertelności w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Całun nieśmiertelności



książek na półce przeczytane 5603 napisanych opinii 5357

Oceny książki Całun nieśmiertelności

Średnia ocen
7,1 / 10
113 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Całun nieśmiertelności

avatar
335
106

Na półkach: ,

Nie jest to to samo co główna część sagi "Miecz prawdy" - brkauje mi dbania o szczegóły, które pojawiały się we wcześniejszejszej części. Miałam wrażenie, że autor pisał tę książkę na szybko, już nie dbając o dokładną charakterystykę Nicci, która jest główną bohaterką. Trochę lepiej znamy motywy i odczucia Nathana i Banona, ale Nicci w tej części jest jakby trochę "pusta" - brakowało mi poznania jej uczuć i motywów.

Aczkolwiek czyta się dobrze i akcja się rozkręca w miarę czytania, a sytuacja na końcu tej części jest baaardzo interesująca, więc z przyjemnością (i jak najszybciej) sięgnę po kolejną część.

Polecam przeczytać jeśli tak jak ja się jest ogromnym fanem całej sagi, natomiast jeżeli nie to można dokonać lepszego wyboru lektury.

Nie jest to to samo co główna część sagi "Miecz prawdy" - brkauje mi dbania o szczegóły, które pojawiały się we wcześniejszejszej części. Miałam wrażenie, że autor pisał tę książkę na szybko, już nie dbając o dokładną charakterystykę Nicci, która jest główną bohaterką. Trochę lepiej znamy motywy i odczucia Nathana i Banona, ale Nicci w tej części jest jakby trochę...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
150
126

Na półkach:

Według mnie najlepsza część z kronik Nicci, bardzo lekko mi się ją czytało, ciekawe wątki, co zaskakuje u autora, niewiele braków logicznych, powtórzenia też jakoś mi nie przeszkadzały, nie było ich dużo.

Według mnie najlepsza część z kronik Nicci, bardzo lekko mi się ją czytało, ciekawe wątki, co zaskakuje u autora, niewiele braków logicznych, powtórzenia też jakoś mi nie przeszkadzały, nie było ich dużo.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
586
435

Na półkach: , ,

„Miecz prawdy” Terry’ego Goodkinda absolutnie uwielbiałam, choć teraz już wiem, że częściowo dzięki bohaterom serii, a przez to jak topornie mi idą „Kroniki Nicci”, mam ochotę wyć z rozpaczy.

Troje bohaterów kontynuuje swoją podróż przez rozległe tereny Starego Świata z nadzieją dotarcia do miasta, które widzieli z Kol Adair. Nathan, napędzany chęcią odzyskania swojej magii, i Nicci zdeterminowana, by nieść ludziom wolność obiecaną przez Richarda, dostają okazję do wypełnienia swoich misji w mitycznym Ildakarze. Bannon tymczasem niespodziewanie będzie mógł naprawić prześladujący go błąd z przeszłości.

Ciężko mi się czyta książkę z której bohaterami w żaden sposób nie rezonuję – Nathan zawsze wydawał mi się napuszony, Nicci niemal ślepo podążająca za swoimi przekonaniami i ciągle wracająca do nieodwzajemnionej miłości Richarda, oraz zwyczajnie naiwny Bannon. „Całun nieśmiertelności” rozkręca się bardzo wolno. Zanim nasi bohaterowie podejmą jakiekolwiek działania, muszą się rozejrzeć, a tego nie ułatwiają im władcy Ildakaru, więc historia nabiera tempa dopiero w drugiej połowie. Jednocześnie ciężko nie zauważyć pewnych powtarzających się motywów z „Miecza prawdy”, jak np. Morazeth, dziwnie przypominających Mord-Sith. Sama końcówka drugiego tomu kończy się sceną, po której miałam ochotę natychmiast sięgnąć po trzeci tom, by dowiedzieć się, jak nasze trio poradzi sobie z nowym przeciwnikiem.

Lubię styl pisania autora, ale w „Kronikach Nicci” irytuje mnie ciągłe wracanie do ubiegłych wydarzeń – wspomniana już wcześniej miłość Nicci do lorda Rahla, życie Nathana w Pałacu Proroków i utrata magii, a w przypadku Bannona jego dzieciństwo. Jak dla mnie o pewnych rzeczach wystarczy wspomnieć raz na książkę, a nawet zaryzykuję stwierdzeniem, że raz na serię, o ile nie liczy kilkunastu tomów. Naprawdę nie ma co non stop wyciągać tych samych tekstów. W pewnym momencie zaczęłam na nie patrzeć jak na zapychacze treści – by objętość powieści była jak największa.

Trzeci i czwarty tom zdecydowanie przeczytam – niezależnie od tego, ile będę je męczyć. Nadzieja, że Richard i Kahlan jeszcze się pojawią lub będzie jakaś informacja o ich dalszych losach, jest mocniejsza od wszelkiej nudy i niechęci, którą mogłabym odczuć. Poza tym jestem ciekawa co zrobią z nową przeszkodą.

Moja ocena 6/10

„Miecz prawdy” Terry’ego Goodkinda absolutnie uwielbiałam, choć teraz już wiem, że częściowo dzięki bohaterom serii, a przez to jak topornie mi idą „Kroniki Nicci”, mam ochotę wyć z rozpaczy.

Troje bohaterów kontynuuje swoją podróż przez rozległe tereny Starego Świata z nadzieją dotarcia do miasta, które widzieli z Kol Adair. Nathan, napędzany chęcią odzyskania swojej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

294 użytkowników ma tytuł Całun nieśmiertelności na półkach głównych
  • 148
  • 142
  • 4
101 użytkowników ma tytuł Całun nieśmiertelności na półkach dodatkowych
  • 77
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Terry Goodkind
Terry Goodkind
Amerykański pisarz fantasy, zdaniem krytyków jeden z najbardziej porywających twórców fantasy. Zyskał światową sławę cyklem fantasy „Miecz Prawdy”, wydanym w łącznym nakładzie ponad 25 milionów egzemplarzy (w Polsce – 230 tysięcy) i przełożonym na ponad 20 języków. Na podstawie cyklu zrealizowano pod nadzorem Sama Raimiego dwusezonowy serial. Na podstawie Pierwszego prawa magii powstał bardzo dobrze przyjęty serial Legend of the Seeker. Goodkind bierze udział w amatorskich i półprofesjonalnych wyścigach samochodowych. Goodkind urodził się w największym mieście stanu Nebraska, Omaha. W młodości uczęszczał do szkoły plastycznej. W 1983 przeprowadził się do domu w lesie. Wysoko ceni sobie swoją prywatność, dlatego nie wiadomo dokładnie gdzie mieszka, poza ogólną informacją, że w zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Zadebiutował w 1994 roku książką "Pierwsze prawo magii". Jako debiutujący pisarz zainkasował za swoją książkę rekordową sumę 275 000$. Seria Miecz prawdy opowiada dzieje Richarda Cyphera znanego również, jako Richard Rahl; Kahlan Amnell oraz czarodzieja Zeddicusa Z'ul Zorandera. Richard wiedzie spokojne, proste życie leśnego przewodnika, do czasu, gdy jego ojciec George Cypher zostaje zamordowany w brutalny sposób. Od tego momentu jego świat zostaje wywrócony do góry nogami, a to tylko przedsmak tego co ma się wydarzyć. W miesiąc później podczas jednej ze swych wędrówek po lasach pomaga pewnej nieznajomej dziewczynie ściganej przez czterech mężczyzn. Prawo do ekranizacji serii Miecz prawdy zakupił Sam Raimi. Raimi początkowo planował produkcję pięcioczęściowego miniserialu jednak po rozmowach z autorem książki zdecydował o produkcji pełnego sezonu serialu. Serial zadebiutował w USA 1 listopada 2008 roku pod tytułem Legend of the Seeker. Pierwszy sezon liczył 22 odcinki. Drugi sezon miał swoją premierę 8 listopada 2009 i zakończył się 22 odcinkami 23 maja 2010.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pani Śmierci Terry Goodkind
Pani Śmierci
Terry Goodkind
Znacie to uczucie, gdy kochacie jakąś serię i powstaje spin-off, ale strach go zacząć, by się nie zawieść? Tym bardziej gdy jego bohaterowie w oryginale nie skradli waszego serca. Ehh, właśnie tego doświadczyłam z „Panią Śmierci” otwierającą „Kroniki Nicci”, spin-off „Miecza Prawdy” Terry’ego Goodkinda w wydaniu Domu Wydawniczego Rebis. „Pani Śmierci” zaczyna się zaledwie 2 tygodnie po wydarzeniach z ostatniej części „Miecza Prawdy”. Prorok Nathan Rahl i czarodziejka Nicci wyruszają w podróż po imperium D’hary, by roznieść wieści o nowym lordzie Rahlu i jego wizji świata. Nathan szuka nowej przygody, teraz gdy proroctwa zniknęły ze świata. Los skieruje ich w zupełnie przeciwną stronę od pierwotnie obranego celu, a po drodze niejednokrotnie będą musieli walczyć o swoje życie. Uwielbiam „Miecz Prawdy” – wielki, pełen magii świat, wiele przygód składających się na niesamowitą historię walki z tyranią i przede wszsytkim Richard i Kahlan, ciągnący do siebie jak dwa magnesy, niezależnie od tego jak daleko od siebie rzuci ich los. Pojawiają się też smoki! To czego wiecej trzeba? Tyle, że nie o „Mieczu Prawdy” dzisiaj, a pierwszej części „Kronik Nicci”, czyli spin-offu. „Pani Śmierci” chwilę mi na półce zalegała, bałam się zacząć ją czytać w obawie, że przestanę kochać stworzony przez autora świat. Za Nicci i Nathanem jakoś nigdy za bardzo nie przepadałam i historia o tej dwójce wydawała mi się mało zachęcająca. Niemniej jednak, w końcu postanowiłam spróbować. Teraz, po lekturze, niestety dalej nie lubię tej dwójki… Niezmiennie podoba mi się styl pisania powieści, ale w tej konretnej trochę gryzło mnie, że idziemy od wydarzenia do wydarzenia, które niekoniecznie nawet były ze sobą powiązane – kolejne miasteczko – kolejna „przygoda”. Może przy spojrzeniu na całość serii nabierze to więcej sensu, zobaczymy. Też bohaterowie tej częśći, nie tylko główni, do mnie nie przemawiają. Za to pojawia się smok, pod koniec dopiero ale zawsze coś. Irytowało mnie też ciągłe przypominanie kim była Nicci i co zrobiła i to samo z Nathanem – ciągłe wracanie do jego życia w Pałacu Proroków. Takie ciągle retrospekcje i to dotyczące tego samego są nuwzwykle męczące jeśli się zna oryginalną serię, a jeśli się jej nie zna to nie bardzo widzę sens zabierania się za tą. Moja ocena: 6/10 – mam nadzieję, że kolejne 3 części będą zncznie ciekawsze.
saphira04321 - awatar saphira04321
ocenił na62 lata temu
Wojenna nawałnica Terry Goodkind
Wojenna nawałnica
Terry Goodkind
Wręcz nie do uwierzenia jest, że moją przygodę z serią Terry'ego Goodkinda zaczęłam ponad 15 lat temu. Wtedy porwała mnie magia świata a teraz, niestety, wracam już tylko z sentymentu. Bo ,,Wojennej nawałnicy" daleko to pierwszych tomów Miecza Prawdy. W prawdzie cały czas jesteśmy w universum, cały czas trwa magia, powracają znani bohaterowie... No właśnie, jest jednak poważne ale. Akcja zaczyna się dokładnie w tym samym punkcie gdzie skończył się poprzedni tom. Czarodziejka Nicci wraz czarodziejem Nathanem utknęli w mieście czarodziejów Ildakarze. Stłumili rebelię jaka targała wewnątrz miasto, by stanąć oko w oko z zagrożeniem, które tym razem czai się za murami. Starożytna armia, przed wiekami skamieniała, teraz zaczyna wracać do życia i zdaje się nie być świadoma czasu, który upłynął. Zaczyna się oblężenie. Jednak Nicci i Nathan muszą zmierzyć się także z nadal istniejącymi intrygami i podziałami wewnątrz. Terry Goodkind miał jedną denerwującą manierę - żeby zapełnić czymś treść, w nieskończoność powtarzał to co zdarzyło się wcześniej. I o ile do pewnego momentu było to pomocne, bo pomagało odnaleźć się w akcji - szczególnie, że ja poprzedni tom czytałam chyba cztery lata temu - to w pewnym momencie nawet moja pamięć nie była, aż tak dziurawa. Gdy milionowy raz czytałam, że Richard Rahl ocalił Nowy Świat, że imperator Sulahan, że nie ma już proroctw, bo miałam ochotę krzyczeć. I to jest największa wada całego tomu. Brakuje tu już czegoś nowego i zaskakującego. Akcja jest wtórna, przewidywalna, mocno czerpie z tego co już kiedyś było w całym cyklu nie dając zbyt wiele nowości. W kółko pojawiają się podobne rozwiązania. Co rusz powtarzane są opisy postaci i to co zrobiły tom wcześniej. Czysto sentymentalnie i po długiej przerwie można do tego wrócić, jednak wyparował cały klimat i emocje jakie zapewniał.
deana - awatar deana
oceniła na610 miesięcy temu
Cesarstwo popiołów Anthony Ryan
Cesarstwo popiołów
Anthony Ryan
Zakończenie trylogii Draconis Memoria Anthoniego Ryana, czyli opowieści o świecie, w którym ludzkość czerpie moc z krwi smoków. Autor nie oszczędza czytelników, pokazując brutalne konsekwencje ludzkiej chciwości i żądzy władzy. W ostatnim tomie wyraźnie widać przesłanie - cywilizacja, która igra z naturą, musi liczyć się z jej gniewem, który może skończyć się upadkiem ludzi. Steampunkowy klimat świata pozostaje jednym z najmocniejszych elementów, autor bardzo precyzyjnie opisuje maszyny, wynalazki i okręty powietrzne. Czuć rozmach, dym, żar metalu i...zapach krwi. Na przestrzeni trzech książek, autor wprowadza bardzo wiele postaci o interesującej przeszłości oraz kierujących nimi motywach. Pomimo tego, że niektórzy bohaterowie (i to kluczowi dla zwycięstwa) zostali dość płytko przedstawieni, pewne wątki mogłyby być ukazane bardziej szczegółowo (zwłaszcza w zakończeniu trylogii) przez co lektura epilogu może dać poczucie niedosytu, to wciąż uważam, że w całej trylogii została ujęta naprawdę dobra i wciągająca historia. Trudno mi ocenić, który tom z całości był najlepszy, ponieważ wszystkie trzy były utrzymane na równym poziomie...cichutko jednak skłaniam się ku drugiej części, przedstawiającej także perspektywę innego rodzaju bohatera, któremu czytelnik zaczyna kibicować trochę wcześniej, niż sądził, że będzie. Przykro mi, że moja przygoda z Clayem, Lizanne i Corrickiem Hilemore dobiegła końca. Pod koniec uroniłam nawet kilka łez, co zdarza mi się bardzo rzadko ;) Z całą pewnością sięgnę po inne pozycje z twórczością Ryana, zwłaszcza że Parias spogląda na mnie z półki.
Lilith - awatar Lilith
ocenił na104 miesiące temu
Nowe imperium. Szmaragdowy sztorm Michael James Sullivan
Nowe imperium. Szmaragdowy sztorm
Michael James Sullivan
Niesławny duet łotrzyków, czyli Hadrian i Royce, wraca do gry. Potwora pokonano, nową marionetkową imperatorką ma zostać dziewczyna ze wsi, a nasi złodzieje, wbrew samym sobie, zostają wplątani w tę polityczną grę. Książki Sullivana mają w sobie to coś. Chociaż czytając, widzi się niedociągnięcia, błędy, czasami dialogi drażnią sztywnością, to i tak nie sposób się oderwać od lektury. Prostota stylu autora przemawia do czytelnika i pozwala na zatopienie się w fabule. Do tego specyficzny duet Ryiria, czyli Hadrian i Roycem, którzy świetnie się uzupełniają charakterami, więc nic dziwnego, że jeden za drugiego by skoczył w ogień. To ten typ, którego nie da się nie lubić – z jednej strony obaj są poważni i filozoficznie nastawieni do życia, a z drugiej biorącą od życia to, co im ono daje. I, co najważniejsze, pod powierzchnią twardzieli ukrywają gołębie serca i ludzkie odruchy, które raz po raz pakują ich w nieliche kłopoty. Fabuła kolejnych dwóch tomów Odkryć Riyrii to mieszanka fantastyki, powieści łotrzykowskiej i powieści przygodowej. Autor rzuca bohaterów od jednej przygody do drugiej, a do tego obserwujemy polityczne rozgrywki za kulisami dworu nowej imperatorki. Sullivan odsłania też nieco zasłonę, która do tej pory zakrywała szczelnie przeszłość Royce'a i Hadriana, dzięki czemu lepiej poznajemy tych bohaterów. Największym problemem fabuły jest fakt, że notorycznie zdarzają się w niej dziury logiczne (jak chociażby fakt, że w quasi średniowiecznym świecie na wsi kobiety mają w domach zlewy, co sugeruje istnienie kanalizacji),rozwiązania typu deus ex machina, a co bardziej obeznany z literaturą fantasy czytelnik nie będzie tu absolutnie niczym zaskoczony. Bohaterowie to dalej te same postaci, które poznaliśmy w pierwszych dwóch tomach. Autor mógł sobie oszczędzić wątku romansowego, który umieścił pod koniec Nowego imperium. Całkowicie nie pasuje on do postaci księżniczki Aristy, jest infantylny, zamknięty na kilku stronach, a reakcja bohaterki na śmierć ukochanego jest taka, jakby ta relacja trwała co najmniej dwadzieścia lat, a nie ledwo chwilę. Royce i Hadrian to duet, o którym aż miło się czyta – bawią do łez, wzruszają, a przy tym, w porównaniu do postaci pobocznych, są naprawdę dobrze zarysowani psychologicznie. Sullivan jednak powinien odpuścić sobie obsadzanie postaci kobiecych jako głównych bohaterek. Nie bardzo wychodzi mu ich tworzenie, są bardzo dziecinne w zachowaniu i uwielbiają niepotrzebnie dramatyzować. Moim zdaniem o wiele lepiej byłoby, gdyby został tylko przy mężczyznach. Oprócz sympatycznych bohaterów plusem tych książek jest świat przedstawiony, rozbudowywany w miarę rozwoju historii. W tych tomach poznajemy też inne państwa i rasy, dzięki czemu zyskujemy lepszy obraz świata, w którym się obracamy. Odkrycia Riyrii nie jest trudną lekturą. To historia lekka do czytania, w sam raz, gdy chcemy odpocząć od poważniejszych książek i dobrze się bawić. Fabuła, w której nie mamy niepotrzebnych przerw, bohaterowie, których lubimy od pierwszych chwil, i świat przedstawiony rozwijany w miarę czytania opowieści. W porównaniu do pierwszych dwóch tomów dzieje się tu więcej, ale Sullivanowi daleko jeszcze do tego, by uznać tę serię za coś więcej niż potoczyste czytadło, gdy pogoda i okoliczności nie pozwalają się skupić na trudniejszych tytułach. Po więcej zapraszam na: https://wiewiorkawokularach.blogspot.com/ https://www.instagram.com/wiewiorkawokularach/
Aleksandra Kujawa - awatar Aleksandra Kujawa
oceniła na108 miesięcy temu
Pamięć światłości Robert Jordan
Pamięć światłości
Robert Jordan Brandon Sanderson
Uff... Przeczytane. To było ciekawe kilka miesięcy i choć będę tęsknił za tym światem i bohaterami, drugi raz nie chcę przez to przechodzić. Chyba, że... I tu pierwsze zastrzeżenie. Tłumaczenie niestety woła o pomstę do nieba, przynajmniej w tym wydaniu. Zmiana tłumacza - rozumiem, ale tłumaczenie raz tak a raz inaczej utrwalonych już pojęć irytuje, nie mówiąc już o nieznajomości idiomów (z lękiem czekałem na przepowiedziany "upadek" Berelain, po czym okazało się, że chodziło o "zakochanie"). Poza tym błędy edytorskie - wplatanie angielskich wyrazów (Zabójca nagle staje się Slayerem),podmienianie imion - Elayne na Egwene chociażby, wprowadza niepotrzebną konfuzję. Nie wiem, czy przeczytałem to samo co anglojęzyczny czytelnik. Co do treści. Tu przydałby się porządny esej, którego nie podejmuję się napisać, także tylko tak powierzchownie. Pomysł na fabułę bardzo dobry. Świat napisany z rozmachem. Mnogość wątków z jednej strony daje poczucie złożoności świata, ale jest też pułapką na autora, ponieważ łatwo zapomnieć, pominąć i niedoszlifować (szczególnie, że doszło do zmiany autora). Mam takie odczucie względem wielu wątków i postaci. W pewnym momencie irytująca staje się też idea ta'veren - zbroja fabularna, a jednocześnie deus ex machina na dodatek włączająca się w dziwnych momentach. Mam też poczucie braku symetrii między bohaterami - Perrinowi wszystko spada z nieba, podczas gdy Rand i Mat muszą walczyć o każdy kawałek tracąc przy tym własne kawałki. Ostateczny morał książki - lepszy jest świat, gdzie możesz wybierać między dobrem i złem, niż świat bez zła. Leibnitz by tego lepiej nie napisał. Dokładnie tak. Dużo się myśli ciśnie. Są bohaterowie którzy zaczęli nielubiani, by stać się ulubionymi, i ci którzy zaczęli ulubieni, by powoli stawać się irytujący, choć to często zależy od moich własnych uprzedzeń. Pięknie pokazany upadek agresywnego matriarchatu w postaci Pevary. Najważniejsze jest jednak zakończenie, a to wywołuje gruby niedosyt. "Władca pierścieni" po rozwiązaniu akcji jeszcze ma ze cztery rozdziały. Nie mówię, że tu też powinny być, ale to ucięcie wszystkiego w takim luźnym momencie, bez żadnych widoków na to co przyjdzie to zdecydowanie za mało. Nie brakuje mi dalszego ciągu "Władcy...", tu mi jednak brakuje jeszcze choć jednego rozdziału co dalej z tym światem. Jak sobie autor przynajmniej wstępnie wyobraża losy Mata, Min, Galada, Faile, Aviendhy, Caemlyn. Sanderson, obawiam się nie udźwignął ciężaru sagi - to wszystko mogło pozostawić czytelnika z poczuciem dużo większej satysfakcji. Trochę szkoda. Na trzy miesiące zamknąłem się w tym świecie, a to wiele mówi i choć bywało ciężko i nudno, i irytująco, warto było przez to przejść.
Sharpeace - awatar Sharpeace
ocenił na82 miesiące temu

Cytaty z książki Całun nieśmiertelności

Więcej
Terry Goodkind Całun nieśmiertelności Zobacz więcej
Więcej