Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow

Okładka książki Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow autorstwa Piotr Kitrasiewicz
Okładka książki Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow autorstwa Piotr Kitrasiewicz
Piotr Kitrasiewicz Wydawnictwo: Wydawnictwo MG biografia, autobiografia, pamiętnik
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2018-04-18
Data 1. wyd. pol.:
2018-04-18
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377794647
Poeci Maryna Cwietajewa i Osip Mandelsztam, autor Mistrza i Małgorzaty Michaił Bułhakow, twórca „Pancernika Potiomkina” Sergiusz Eisenstein – na losach tych czworga wybitnych artystów odcisnęło swoje śmiertelne piętno życie w bezpośrednim oddziaływaniu krwawego sowieckiego dyktatora i uruchomionej przez niego maszyny wszechobecnego terroru. W jej bezlitosne tryby mógł wpaść każdy, bez względu na zajmowaną pozycję, pochodzenie, zasługi i osiągnięcia. Ginęli komisarze ludowi, marszałkowie, sekretarze partyjni, inżynierowie, zasłużeni działacze rewolucyjni, a przede wszystkim masy zwykłych obywateli. Nie byli bezpieczni również artyści, których Stalin szczególnie cenił uważając, iż mają znaczny wpływ na ludzkie umysły, a nawet są „inżynierami dusz”. Żyli w sowieckim państwie niczym na stoku czynnego wulkanu, bo nieobliczalny dyktator, kierując się irracjonalnym podejrzeniem, osobistym uprzedzeniem lub wiarą w donos, mógł w każdej chwili kazać aresztować, zesłać do łagru lub zamordować. Mógł także, co zresztą czasem robił, nagradzać, rozsławiać i odznaczać, dawać mieszkania, samochody, dacze, zezwalać na zagraniczne wyjazdy. Jednak czas łaski trwał zazwyczaj krótko. W kraju rządzonym przez Stalina nikt nie mógł czuć się bezpiecznie.
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow

Średnia ocen
7,0 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow

avatar
59
38

Na półkach:

Czyta się znakomicie. Udało się autorowi pokazać ohydę życia w Rosji sowieckiej, to, jakim koszmarem dla milionów także Rosjan był "cień górala kremlowskiego". Jak niełatwo było być artystą w tych czasach, jak łatwo łamano ludziom kręgosłupy. Tylu niewinnych ludzi zamordowano, udając, że to zgodne z prawem.

Czyta się znakomicie. Udało się autorowi pokazać ohydę życia w Rosji sowieckiej, to, jakim koszmarem dla milionów także Rosjan był "cień górala kremlowskiego". Jak niełatwo było być artystą w tych czasach, jak łatwo łamano ludziom kręgosłupy. Tylu niewinnych ludzi zamordowano, udając, że to zgodne z prawem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2526
1581

Na półkach: , ,

Krótkie, ale treściwe biografie czterech rosyjskich twórców, którym przyszło żyć i tworzyć w czasach stalinizmu. Prześladowania, brutalna gra w kotka i myszkę, prowadzona przez Stalina, zakaz druku, konfiskaty, aresztowania, szykany, wisząca wciąż nad głową wizja wyroku śmierci. Ile karier zostało zniszczonych, ile geniuszy zaszczutych, ile niewinnych żyć straconych...

To tylko niewielki wycinek, opisujący tamte bestialskie czasy. Ale wystarczający, aby poczuć klimat grozy...

Krótkie, ale treściwe biografie czterech rosyjskich twórców, którym przyszło żyć i tworzyć w czasach stalinizmu. Prześladowania, brutalna gra w kotka i myszkę, prowadzona przez Stalina, zakaz druku, konfiskaty, aresztowania, szykany, wisząca wciąż nad głową wizja wyroku śmierci. Ile karier zostało zniszczonych, ile geniuszy zaszczutych, ile niewinnych żyć straconych...

To...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1091
839

Na półkach: ,

25/2022
Cztery tragiczne życiorysy w czterech biograficznych opowieściach, momentami fabularyzowanych, mających formę gawędy.
Czwórka Artystów, których życie i twórczość, niestety, zbiegła się w czasie z panowaniem Genseka, od którego zależało ich trwanie i przetrwanie.

Michaił Bułhakow, Sergiusz Eisenstein, Marina Cwietajewa, Osip Mandelsztam. Pisarz, reżyser i dwójka poetów. Każdy z nich był jednocześnie ofiarą, w sensie dosłownym: nawet jeśli to samobójstwo było ostatnim wyborem.

Książka Kitrasiewicza nie jest wnikliwą biografią postaci, nie jest też monografią na temat. Stanowi jednak bogate merytorycznie, choć oczywiście ogólne, opracowanie losów tych jednostek na tle Rosji i Związku Radzieckiego w pierwszej połowie XX wieku.

Przygnębiająca to lektura, ale nie może być inna. Nie da się opisać losów zarówno wymienionej czwórki Artystów, jak i tysięcy im podobnych, w sposób emocjonalnie neutralny.
Życie pod nieustanną presją, narastające poczucie osaczenia, postępujące przewidywanie zagrożenia – wobec siebie i bliskich, stopniowane formy prześladowania, utrata zdrowia – fizycznego i psychicznego, ludzkie wyniszczenie , doprowadzenie do upodlenia, wreszcie koniec.
Każdy z tej czwórki „skończył” inaczej, ale wszystkich do tego końca doprowadziło życie w cieniu Generalissimusa.
Choroba nerek Bułhakowa, kłopoty z sercem Eisensteina, poniżające i okrutne zamęczenie w łagrze Mandelsztama, pętla ze sznura Cwietajewej – której losy jawią mi się jako najbardziej, o ile można je stopniować, tragiczne: przejmujące studium osaczenia.

Osobnym „czynnikiem przygnębiającym” jest zbieżność owej lektury z bieżącymi wydarzeniami na Ukrainie oraz – nieuniknione – porównanie ówczesnej Rosji z tą dzisiejszą. I smutny wniosek, że w naturze tego kraju nie zmieniło się właściwie nic od wieków.
Nadal jednostka nie znaczy tutaj nic. A przekonanie o własnej wyjątkowości oraz swoista narodowa mania prześladowcza wpisane są w rosyjski, kulturowy i etniczny, genotyp.

25/2022
Cztery tragiczne życiorysy w czterech biograficznych opowieściach, momentami fabularyzowanych, mających formę gawędy.
Czwórka Artystów, których życie i twórczość, niestety, zbiegła się w czasie z panowaniem Genseka, od którego zależało ich trwanie i przetrwanie.

Michaił Bułhakow, Sergiusz Eisenstein, Marina Cwietajewa, Osip Mandelsztam. Pisarz, reżyser i dwójka...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

97 użytkowników ma tytuł Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow na półkach głównych
  • 54
  • 40
  • 3
28 użytkowników ma tytuł Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow na półkach dodatkowych
  • 16
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow

Inne książki autora

Czytelnicy Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow przeczytali również

Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana Marcin Dzierżanowski
Antoni Macierewicz. Biografia nieautoryzowana
Marcin Dzierżanowski Anna Gielewska
Dobrze napisana, wyczerpująca, ale przede wszystkim świetnie udokumentowana (źródła, przypisy) biografia Antoniego Macierewicza kończąca się na 2018 roku. Annie Gielewskiej i Marcinowi Dzierżanowskiemu udało się w nieautoryzowanej biografii uchwycić wielowymiarowość postaci Macierewicza, jako polityka i człowieka, przy czym podczas lektury nie miałem wrażenia (co często ma miejsce, gdy ktoś pisze o tak skrajnie postrzeganych postaciach) pisania pod z góry ustaloną tezę, zamiast tego mamy tutaj obraz człowieka i polityka, który można uznać za obiektywny. Jakiego więc dostajemy Macierewicza? Niewątpliwie człowieka z zasługami dla opozycji (stworzył ideę KOR-u),ale też pragmatyka i indywidualisty kochającego władzę i nie znoszącego nad sobą żadnej zwierzchności, który potrafi (celowo lub nie) rozpirzyć każdą organizację, która będzie na tyle naiwna żeby przyjąć go w swoje szeregi (jedynie Kaczyński dał radę wykorzystać antkowe "talenty"). Książkę czytało mi się bardzo dobrze, żywot Antoniego jest ukazany w szerszym kontekście, Gielewska i Dzierżanowski wykonali świetną robotę docierając do nieprzebranej wręcz ilości archiwalnych materiałów (akt, czasopism, materiałów wideo) oraz świadków opisywanych wydarzeń - ujęli mnie tą dziennikarską rzetelnością, która niestety nie jest* (a powinna) być oczywista - widać, że poświecili tej biografii kawał swojego zawodowego życia. Czego w książce nie uświadczymy? Jednoznacznych ocen i opinii. Ot, chociażby o domniemanej współpracy Macierewicza z rosyjskim wywiadem - nie ma na to twardych dowodów, więc pozostawiamy fakty i plotki opinii czytelnika. Podobnie jest z wieloma innymi niejasnymi faktami z życia byłego ministra obrony narodowej i wielkiego lustratora i likwidatora - za autorów mówią fakty, swoją drogą w większości dla Macierewicza druzgoczące. Książka kończy się w 2018 roku, wraz ze zdymisjonowaniem Antoniego Macierewicza ze stanowiska szefa MON-u. Zostawiła mnie z poczuciem nieoczekiwanej satysfakcji i wielkiego zaskoczenia, nie spodziewałem się, że dostanę biografię tak bezstronną, tak dobrze udokumentowaną, a jednocześnie tak przyjemną w odbiorze, myślę, że powinien ją przeczytać każdy zainteresowany polskim życiem politycznym ostatniego czterdziestolecia, czyli wszystkim co przed PiSem . *na przykład w książce Renaty Grochal o Zbigniewie Ziobrze przypisów nie uświadczysz, a bibliografia jest mizerna, jak majątek polskiego parlamentarzysty ujawniony w zeznaniu podatkowym.
Wtórny - awatar Wtórny
ocenił na82 lata temu
Nie i tak. Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską Maja Jaszewska
Nie i tak. Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską
Maja Jaszewska Adam Ferency
Przenikliwe spojrzenie na człowieka, który nie boi się być sobą — tak można by opisać spotkanie z Adamem Ferencym, wybitnym polskim aktorem, którego życie jest pełne wyrazistych barw i nieoczywistych zwrotów akcji. W książce "Nie i tak", Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską odsłania przed nami swoją niezwykłą duszę artysty. To spotkanie absolutnie niestandardowe, w którym nie znajdziemy płytkich anegdot czy plotek. Zamiast tego, aktor podzielił się z autorką swoimi głębokimi dywagacjami na temat życia, sztuki, i rzeczywistości, której nie zawsze widzimy na pierwszy rzut oka. Ferency to artysta niezależny, nieprzekładający na siebie opinii innych, niekonwencjonalny w swoich podejściach. Ceni własną imaginację bardziej niż suchą prawdę historyczną, a niekonsekwencję uznaje za prawdziwą perłę w tej sferze. W tej niebanalnej rozmowie dowiemy się, że aktor nie boi się zadać trudnych pytań. Opowiada o swojej pasji do podróży w przeszłość, gdzie odnajduje ukryte smaczki historii. Mandolina, którą gra, staje się metaforą jego artystycznego temperamentu, a szkoła teatralna, w której przestał uczyć, otworzyła drzwi do indywidualnej techniki dla każdego aktora. Przyjaźń, literatura, kuchnia, wolność, kontakty z bezpieką, i słowa zakłamujące rzeczywistość — tematy są różnorodne i poruszające. To uczta intelektualna bez nadęcia i pozowania, a także momenty refleksji o naszej rzeczywistości, przeszłości i przyszłości. Aktor opowiada również o swoich najważniejszych rolach, o tym, jak podchodzi do każdej z nich i jak odnajduje w nich swoją esencję. Bez ogródek mówi o lękach, zachwytach, i rozczarowaniach, tworząc prawdziwe wykładnicze zwierciadło swojego życia. Ta książka nie tylko daje do myślenia, ale pozwala na inny, głębszy spojrzenie na rzeczywistość. I to nie tylko tę teatralną czy filmową, ale także tę, która otacza nas na co dzień. Cieszmy się możliwością spojrzenia na świat oczami tak nietuzinkowej osoby, jak Adam Ferency. To spotkanie z aktorem, którego autentyczność przykuwa uwagę i inspiruje do własnych refleksji. #NieITak #AdamFerency #Sztuka #Teatr #Aktorstwo #Rzeczywistość #NiezwykłaRozmowa #PrzenikliweMyśli #Inspiracja #Refleksje #NietuzinkowyArtysta #SpotkanieZPasją #Autentyczność #KsiążkaKtóraZachwyci #CzytanieWarto #IntrygującaLektura #OdkrywaniePięknaSztuki #ZapraszamyDoCzytania #HistorieZŻycia #RzeczywistośćPrzezPryzmatSztuki #InnaPerspektywa #NieoczywisteSpojrzenie #TajemnicaWewnętrznaCzłowieka #ZapraszamyDoLektury
Patryk_k - awatar Patryk_k
ocenił na72 lata temu
Ina Benita. Za wcześnie na śmierć Piotr Gacek
Ina Benita. Za wcześnie na śmierć
Piotr Gacek
Kiedy autor pisał swoją opowieść o życiu przedwojennej gwizdy kina – zapewne nie dowiedział o niej wszystkiego. I trudno go za to winić. Ostatni, udokumentowany ślad jej istnienia to lista uwalnianych Polek z Pawiaka, z 1944 roku, gdzie widniała razem ze świeżo urodzonym synem. Potem były już relacje różnych osób, często wzajemnie się wykluczające (jak historia zgubienia i odzyskania synka). Jedno było pewnie – Ina Benita po Powstaniu Warszawskim i zakończeniu II wojny zniknęła bez śladu. Dzisiaj wiemy więcej, a to za przyczyną wnuka artystki, który, już po jej śmierci, dowiedziawszy się o polskich korzeniach szukał informacji. Wyjaśniło się przy tym kilka innych rzeczy, m.in. fakt, że przestępstwo Iny, czyli rassenschande było poważniejsze, niż sądzono, bo partnerem i ojcem syna nie był Austriak w niemieckim mundurze, lecz najprawdziwszy Niemiec. To też pewnie była mistyfikacja aktorki. Benita odcierpiała za to podczas wojny, ale wiedziała, że konsekwencjom nie koniec i po wojnie. Poza tym przecież była jedną z tych osób, które grały w jawnych teatrach, otworzonych przez Niemców w czasie okupacji. I choć autor przytacza przykłady współpracy z polskim państwem podziemny, to albo były śladowe, albo nieudowodnione. Wolała więc się usunąć w cień. Zrobiła to bardzo skutecznie, wycofując się zupełnie z Polski, zacierając ślady wspaniałej kariery. Najpierw w Niemczech, na koniec w USA zajmowała się zupełnie czymś innych, nawet rodzinie nie mówiąc, kim była. A była prawdziwą gwiazdą kina, porównywaną do May West i innych diw kina światowego. Grała głównie w filmach, błyszczała też w rewiach i w najlepszym towarzystwie. Olśniewała urodą, głosem, uśmiechem, wspaniałymi toaletami. Książka opowiada to bardzo ciekawie. Kto kinem czy teatrem się interesuje – spotka zaskoczony wiele znanych nazwisk, także i dzisiaj, bo to zawód często przechodzący z rodziców na dzieci. Mnóstwo zdjęć wprowadza w klimat tamtych lat. Warto książkę przeczytać, choćby dla poznania tego klimatu, kawałka historii. A potem doczytać w sieci o dalszych losach złotowłosej piękności.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na77 miesięcy temu
Dziennik 1957-1958 Gustaw Herling-Grudziński
Dziennik 1957-1958
Gustaw Herling-Grudziński
"Dziennik 1957-1958" była jedna z tych książek do których podchodziłam z mieszanymi uczuciami... Wydawanie dzienników pośmiertnie (zwłaszcza intymnych),zawsze odczuwam jako grzebanie w cudzej prywatności, nieprzeznaczonej dla szerokiego odbiorcy. Po "Dziennik" sięgnęłam z chęci obcowania z dobrą literaturą i z sentymentu dla jednego z ukochanych pisarzy... I nie zawiodłam się. Nad publikacją czuwał prof. Włodzimierz Bolecki oraz Marta Herling - córka pisarza. Dzięki ich staraniom (oraz Lidii Croce-Herling, nieżyjącej już żonie pisarza),zapiski Gustawa Herlinga-Grudzińskiego zostały dosłownie uratowane od wyrzucenia na śmietnik, doskonale opracowane i wydane w formie książkowej. Od strony formalnej "Dziennik 1957-1958" można podzielić na dwie części: dziennik właściwy oraz komentarz rodziny w formie wspomnienia Lidii Croce i wywiadu z Msrtą Herling. Sam dziennik w formie notatek, choć nieprzeznaczony do publikacji, jest napisany piękną polszczyzną. Gustaw Herling - Grudziński opisuje w nim swoja niełatwą codzienność w pierwszym okresie po przeprowadzce do Neapolu. Na jego łamach zmaga się z własnymi "demonami": śmiercią Krystyny, życiem polskiego emigranta w komunizujących Włoszech, twórczością pisarską, problemami rodzinnymi... "Dziennik 1957-1958" jest dziennikiem intymnym, który według mnie nie powinien zostać opublikowany. Wydaje mi się, że autor nie byłby zadowolony z jego publikacji. Forma artystyczna dziennika (zamieszczone m. in. fragmenty Czarnego Stawu - pierwszej, niedokończonej powieści Herlinga) oraz bardzo intymne zapiski komentujące np. sprawy rodzinne stanowią nie lada gratkę dla badaczy twórczości i biografii Herlinga. Czy jednak powinny zostać udostępnione szerszemu odbiorcy? Według mnie nie, ponieważ Herling zawsze dbał o to, aby w swoich utworach pozostawać w cieniu, nadając poprzez formę pierwszoosobową, szerszy kontekst opisywanym problemom.
polskajaponka - awatar polskajaponka
oceniła na97 lat temu
Młynarski. Rozmowy Wojciech Młynarski
Młynarski. Rozmowy
Wojciech Młynarski
Dlaczego nie zachwyca, a zachwycać miała…? Wydaje mi się, że wielu czytelników pomyliło Mistrza Młynarskiego z książką ‘Młynarski. Rozmowy’. Większość super pozytywnych recenzji rozpoczyna się od peanów na cześć, od wyznań miłości, pokłonów w kierunku twórczości czy podziwu dla charyzmy, kultury osobistej, intelektu i finezji pana Wojciecha. I ja mogę się również podpisać pod tym wszystkim obiema rękami i nogami. Albowiem Młynarskiego lubię. Nie uwielbiam, ale nucę, cytuję, słucham ku pokrzepieniu serc. Mocno zdziwiło mnie, że ktoś może postrzegać go jako przaśnego, rubasznego i seksistowskiego twórcę przyśpiewek i pioseneczek w stylu pijanego wujka na weselu (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/od-oddechu-do-oddechu-najpiekniejsze-wiersze-i-piosenki/opinia/64575960),ale obce jest mi też popadanie w kolejną skrajność. Rewelacyjna? Wybitna? Arcydzieło? – takie są w większości opinie o książce „Młynarski. Rozmowy”, której autorem jest … Wojciech Młynarski. Czy jednak na pewno? Jest autorem odpowiedzi na pytania, ale moderatorem rozmowy, autorem koncepcji przedstawienia portretu, niejako współtwórcą tego pamiętnika jest Agata Młynarska. A ona, jako rozmówca i autor całego przedsięwzięcia, arcydzieła – moim skromnym zdaniem - nie stworzyła. Nie chcę odbierać książce uroku. Ciekawe było poczytać, jak zostaje się tekściarzem. Miło było udać się w podróż sentymentalną po spektaklach, na których wystawałam gdzieś na schodach na wejściówkach, bo na bilety mnie nie było stać (nawet z pieniędzy oszczędzanych na szkolnych obiadach :))),albo po prostu było niemożliwością je dorwać. Wspaniele dowartościować się znajomością większości wymienianych twórców, poetów, aktorów (A może jednak zdołować, gdzyż tak dalekie sięganie pamięcią już mniej uroczo przypominało mi moim wieku?). Fajnie było zajrzeć do warsztatu mistrza, zobaczyć jego biurko – takie zwykłe, odziedziczone po dziadku, stojące gdzieś w mieszkaniu na warszawskim blokowisku. Ale to były takie drobne smaczki, nawet nie ploteczki. Wszystko poza tym, to nic innego jak – i tu zacytuję kolejnego czytelnika, gdyż nie sposób się z nim nie zgodzić – „Niewiele więcej niż laurka od dzieci. […] Trzeba czekać na poważną biografię”. (https://lubimyczytac.pl/ksiazka/mlynarski-rozmowy/opinia/66407359) Na koniec dodam pewną anegdotkę. Lubię pisać limeryki i inne moskaliki. Dobrze się przy tym bawię i śmiem twierdzić, że wychodzą mi nieźle, nawet po angielsku. Pewnego dnia moja mama powiedziała: „Piszesz o wszystkich, a kiedy stworzysz limeryk na mój temat?” Wyzwanie podjęłam, ale … wiłam się straszliwie. Limeryk, a raczej cały 18-zwrotkowy limerykowy ‘poemat’ powstawał w ogromnych bólach. Nie twórczych. Ale ‘cenzorskich’. Bo mój wewnętrzny cenzor co chwila zadawał mi pytania czy aby nie za ironicznie, nie za ostro, czy mama się nie obrazi moim postrzeganiem jej osoby. I wydaje mi się, że w tym przypadku zadziałał ten sam mechanizm. Poprawnie napisana laurka, bez trudnych pytań … Dodatkowo, w ebooku czasami podpisy nie zgadzały się ze zdjęciami, a załączone programy czy listy, przy nawet największym powiększeniu były nieczytelne, co było lekko irytujące. Ps. Errata. Otóż ... przy okazji wiosennych porządków znalazłam na półce egzemplarz tej książki. Namacalny nie tylko w sensie dosłownym, ale też jako dowód, że naprawdę chciałam tę książkę przeczytać (a ze względu na ograniczenia lokalowe nie kupuję zbyt dużo książek drukowanych). I muszę przyznać, że tu dopiero widać różnicę między ebookiem (o audiobooku nawet nie wspominając) a wydaniem klasycznym. Książka jest pięknie wydana, zdjęcia w tej oprawie są bardzo klimatyczne i poniekąd zrewidowałam swój pogląd na zachwyty innych czytelników. Podwyższam ocenę z 5 na 6 (jednocześnie podtrzymując to, co napisałam wcześniej :))
fidrygauka - awatar fidrygauka
oceniła na63 lata temu
Towarzysz Hemingway. Pisarz, żeglarz, żołnierz, szpieg Nicholas Reynolds
Towarzysz Hemingway. Pisarz, żeglarz, żołnierz, szpieg
Nicholas Reynolds
Spora dawka wiedzy na temat wybitnego pisarza i jego czasów, ale też szerokie światło, które na spiżową (?) postać, rzuca amerykański historyk. Książka o głębokim podłożu źródłowym, naprawdę obszerna bibliografia. Ale do rzeczy. Hemingway, zaciekły antyfaszysta i tu pełna zgoda, ale za jaką cenę? Zauroczony i szczerze oddany Republikanom w hiszpańskiej wojnie domowej, ale całkowicie obojętny na działania innego reżimu, sowieckiego. Ignorujący mordy i szpiegowską grę sowietów w Hiszpani, którzy rękoma Republikanów, chcieli opanować ten kraj. Ślepy na pakt Ribbentrop-Mołotow, ślepy na agresję sowietów na Polskę i potem na Finlandię, ślepy na zbrodnię w Katyniu. Wszystko to usprawiedliwiał bohaterską walką Stalina z Hitlerem. Źródła wskazują (patrz bibliografia) że jednak było coś więcej. Cała postawa pisarza, jego bierność i milczące poparcie, sprowadza się do roli sowieckiego agenta wpływu, którą spełniał. Zainteresowanych funkcją agenta wpływu, odsyłam do książek V. Volkoffa. Hemingway zawsze deklarował głęboki patriotyzm i obcość wobec komunizmu, ale z faktami się nie dyskutuje, a tych w książce sporo. Ktoś powie że nie jest to wszystko biało-czarne (czy raczej czerwone),i pewnie trochę w tym racji. Zainteresowanych odsyłam do pozycji, bo to książka naprawdę bogata w wiedzę. Z pozdrowieniem
Michał Kozaczewski - awatar Michał Kozaczewski
ocenił na611 miesięcy temu
Warto żyć. Lejb Fogelman. Michał Komar
Warto żyć. Lejb Fogelman.
Michał Komar
„Los osadził mnie w miejscu, przez które przechodzi Axis Mundi – Oś Świata”. Był „upalny wrześniowy dzień 1969 roku”, gdy autor tego swoistego podsumowania dotychczasowego życia, a zarazem bohater wywiadu z Michałem Komarem, wylądował na nowojorskim lotnisku. Witany i wyczekiwany przez brata matki, czyli wujka i jego żonę. Niechciany przez Polskę w 1968 roku Żyd. Miał dziewiętnaście lat, tekturową walizkę z imitacją skóry i przeszłość studenta Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W tym momencie diametralnych zmian zrozumiał jedno! Tą myślą podzielił się z prowadzącym wywiad – „Zrozumiałem, że ja, szary pisklak z Pułtuska i Legnicy, mogę tu rozwinąć skrzydła i być, kim tylko zechcę. Kolorowym ptakiem! Bo w końcu to ja jestem Fogelman, co w jidysz oznacza człowieka ptaka”. Rozwinął więc skrzydła i poleciał przed siebie w poszukiwaniu swojej nowej ścieżki. Nowej drogi, a właściwie autostrady życia pełnej niespodziewanych zdarzeń, nieplanowanych wydarzeń, szczęśliwych okoliczności, mnożących się możliwości i niezliczonej rzeszy przychylnych ludzi. Tych nieznanych i tych z pierwszych stron mediów jak: Jimi Hendrix, Mick Jagger, Jan-Paul Sartre, Jerzy Grotowski, Wiaczesław Mołotow, Wiktor Jerofiejew, Włodzimierz Wysocki i wiele, wiele innych. Spośród nich najbardziej nierealny – Włodzimierz Ilicz Lenin. A dokładniej jego mózg. Zakonserwowany w spirytusie, który pił z wybitnym neurologiem z Moskiewskiego Instytutu Badań Mózgu W. I. Lenina zakąszanym kiszoną kapustą... Życie, które rozmówca kreował, zaczynało brzmieć wręcz nieprawdopodobnie. Nic dziwnego, że z ust prowadzącego padło w końcu wymowne stwierdzenie świadczące o pojawieniu się nuty sceptycyzmu i niedowierzania skierowane pod adresem rozmówcy – „Drogi baronie Münchhausen...”, na które uzyskał szybką odpowiedź – „Mówię prawdę. Münchhausen zmyślał, żeby przetrwać. Ja nie muszę, bo przetrwałem”. I wtedy mnie olśniło! Historia o swoich losach opowiadana przez rozmówcę była wierzchnią, widoczną warstwą „high life” kolorowego ptaka prowadzonego w USA, Francji i ZSRR, wynikającą z jego osobowości – otwartej, głodnej wrażeń, kreatywnej, eksperymentującej, odważnej, ryzykownej i wystawiającej swoje słabości na próbę, by je pokonać. Spośród przytaczanych faktów, które świadczyły jednoznacznie o życiowym stylu lekkoducha i ekscentryka przebijały się od czasu do czasu informacje o sukcesach niemożliwych jednak do osiągnięcia bez równoważnych cech – odpowiedzialności, systematyczności, pracowitości, rozumnych wyborów, planowania i dalekosiężnego spoglądania w przyszłość. W tym pełnym kontekście zaczęłam rozpatrywać podejście rozmówcy do życia, by dobrze zrozumieć tytuł – warto żyć. Przekuwać problemy na możliwości. Z tych ostatnich korzystać na maksa, ciężko pracując, ale nie zapominając o radości życia. To dlatego cały wywiad był nie tylko przeciekawy, bo rozmówca okazał się nieprzeciętnym erudytą, ale emanował również radością, energią, optymizmem i pozytywnym nastawieniem do świata i ludzi. Prawnikiem o duszy artysty, czyli kolorowym ptakiem, o którym przeczytałam na okładkowym skrzydełku – „Można go czasem spotkać przemierzającego centrum Warszawy w nienagannie skrojonym garniturze i kapeluszu. I jeśli któryś z przechodniów go zainteresuje, w stylu Sokratesa zatrzymuje go rozmową”. Chciałabym być tą zatrzymaną osobą. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na71 rok temu
Szalone życie Macieja Z Henryk Waniek
Szalone życie Macieja Z
Henryk Waniek
Właściwie to trudno nazwać tę publikację biografią. To raczej nieuporządkowany zbiór wspomnień o człowieku wielu talentów, obdarzonym specyficznym poczuciem humoru oraz niepowtarzalnym radiowym głosem. Dla mnie Maciej Zembaty pozostanie na zawsze fenomenalnym tłumaczem piosenek Leonarda C., Maurycym Poszepszyńskim, współtwórcą magazynu „Zgryz”. Satyryk, który swoimi piosenkami potrafił żartować z rzeczy ostatecznych, ale paradoksalnie słuchacz nie miał poczucia przekroczenia granicy dobrego smaku. Chociaż nie jest to metodyczne „życiopisanie”, omówienie ważniejszych faktów z życia Twórcy (chronologia nie gra tutaj żadnej roli),to właściwie nie mam poczucia niedosytu. Widzimy człowieka oczami Jego przyjaciela, czasem współpracownika. I jest to ciekawe doświadczenie, zrozumieć jak sami możemy być postrzegani przez innych ludzi. Chyba z tej przyczyny mniej miejsca poświęcono satyrycznym piosenkom, potraktowanym w sumie dość powierzchownie. Lektura tej książki pozwoliła mi na bliższe poznanie Macieja Z., od strony prywatnej, o której nie miałem większego pojęcia. Niewątpliwie był Osobowością, niepokorną, skomplikowaną, ale przez to niezwykle interesującą. I prawdziwe jest zdanie, jak niewiele pozostało z Jego dorobku. Kilka płyt, dwie książki, zapisane na taśmie magnetofonowej audycje radiowe, pamięć o serialowym kocie Rademenesie. Jakże to wszystko jest ulotne i nietrwałe. Zniknął nawet prowadzony przezeń osobisty blog internetowy… Nie ukrywam, że chętnie przeczytam jeszcze "pełnokrwistą" biografię Macieja Z. czy zbiór tekstów jego „trumienkowych” piosenek. Na razie jednak bardzo dziękuję za tę książeczkę, nucąc pod nosem słowa "Ostatniej posługi"....
Kedar - awatar Kedar
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Artyści w cieniu Stalina. Opowieści biograficzne. Eisenstein, Cwietajewa, Mandelsztam, Bułhakow