Upiorna uczta

Okładka książki Upiorna uczta autora Robert Cichowlas, 9788394970642
Okładka książki Upiorna uczta
Robert Cichowlas Wydawnictwo: Phantom Books Horror Seria: Phantom Books Horror horror
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Seria:
Phantom Books Horror
Data wydania:
2018-02-28
Data 1. wyd. pol.:
2018-02-28
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394970642
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Upiorna uczta w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Upiorna uczta



książek na półce przeczytane 794 napisanych opinii 386

Oceny książki Upiorna uczta

Średnia ocen
6,6 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Upiorna uczta

avatar
194
157

Na półkach:

Mocna to lubię

Mocna to lubię

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
761
729

Na półkach: , , ,

Robert Cichowlas, jeden z bardziej doświadczonych i uznanych autorów polskiej grozy postanowił w zbiorze „Upiorna Uczta” zmierzyć się z pulpą i horrorem ekstremalnym. Wyszło, powiedzmy, przyzwoicie. Tam, gdzie autor zaufał swojemu instynktowi i umiejętnościom, jest lepiej, tam, gdzie na siłę stara się być „extreme” wyszło trochę przeciętniej.

Zbiór rozpoczyna niezmiernie zabawny „Duckfucker” (6/10),o tytule dobrze oddającym treść opowiadania. Jest obrzydliwie, do ześmiania komicznie, bez krztyny jakiejkolwiek grozy, z dziwacznym bizarrowym zakończeniem.

„Propozycja” (6/10) uderzająco przypomina jeden z odcinków serialu Black Mirror (jak również znany film „Niemoralna Propozycja”). Będący w bardzo złym położeniu finansowym mężczyzna zgadza się za ogromnym wynagrodzeniem na seks z obrzydliwą staruchą. Okazuje się, że może on otrzymać dużo więcej, jeżeli zgodzi się na kolejne obrzydliwości. Napisane bardzo sprawnie, absolutnie odrażające, ale z nieco przeszarżowanym konceptem – zgoda na kolejne okropieństwa jest psychologicznie mało przekonująca.

Najsłabsze opowiadanie „Upiornej Uczty” to wymuszony do bólu, oparty na kiepskim grepsie „obcięcia na krótko” „Fryzjer” (3/10). Za to pulpowy „Szkieletowy Poznań” (6/10),opisujący atak ożywionych nazistowskich szkieletów na stolicę Wielkopolski, gdyby miał lepszy finał, byłby prawdziwą ozdobą tomu. Ale i tak jest nieźle.

Kolejny tekst, „Pokuta” (6/10) to tzw. porno-horror. Faktycznie, całe opowiadanie to opis niekończących się orgii i seksualnych wyczynów bohaterki, przeżywającej wzloty i upadki swych związków z kolejnymi mężczyznami. Element grozy pojawia się dopiero pod koniec i mimo że niczym nie zaskakuje, jest zgrabny i efektownie kończy opowiadanie. A raczej kończyłBY, gdyby Autora nie poniosła ułańska fantazja i nie dopisał mocno przegiętego finału. (znających tekst pytam, jaka to pokuta ?)

Zgrabna miniaturka „Nawiedzone Mieszkanie” (7/10) przypomina nieco „Ducha Z Canterville” Oscara Wilde. Po niej czas na najlepszy tekst całego zbioru, nieco ketchumowską (jak słusznie napisał we wprowadzeniu sam Autor) „Opowieść O Bardzo Szczęśliwym Zakończeniu” (7/10),historia pewnej szalonej imprezy i strasznych konsekwencji, jakie ona przyniosła dla uczestników. Nie ma żadnych elementów nadprzyrodzonych, ale jest sporo przemocy, brutalnego seksu i moralnego brudu. Mocna rzecz.

Naziści i horror to zawsze sprawdzone połączenie, o czym przekonuje „Willa Greisera” (7/10),nieco podobna do „Szatańskiego Pierwiosnka” Guya N. Smitha. Młode małżeństwo wprowadza się do willi, w której w trakcie wojny mieszkał nazistowski dygnitarz. W piwnicy domu znalezione zostały zwłoki agenta nieruchomości. Podczas gdy policja gotowa jest uznać sprawę za nieszczęśliwy wypadek, prywatny detektyw przekonany jest, że chodzi o morderstwo…

Kończący „Upiorną Ucztę” drugi „Duckfucker : Monkeyfucker” (3/10),ponownie o tytule zdradzającym fabułę jest niestety napisany na siłę i mało zabawny. Pozostaje tylko niesmaczny bizarrowy koncept.

Na duży plus liczy się warsztatowa sprawność Cichowlasa. Pisze on pewnie, żwawo, widać, że potrafi zgrabnie wybrnąć z każdej mielizny fabularnej, obudować dobrą frazą nawet przeciętny pomysł. Niemniej nad całym tomem unosi się atmosfera pewnej „zadaniowości” – wydaje się, że pornohorrory czy ekstrema to nie jest naturalne środowisko autora.

Wadą większości opowiadań zamieszczonych w książce są również niezbyt dobre, wymuszone zakończenia. Rzuca się też w oczy ogólnie, niewielka ilość grozy, która zastąpiona jest raczej obrzydliwościami. No, ale chyba w sumie o to w extreme horrorze chodzi…

Nieco lepsze końcówki mogłyby poprawić ocenę łączną.

opinia opublikowana na www.lubiegroze.pl
http://www.lubiegroze.pl/artykuly/robert-cichowlas-upiorna-uczta-610/

Robert Cichowlas, jeden z bardziej doświadczonych i uznanych autorów polskiej grozy postanowił w zbiorze „Upiorna Uczta” zmierzyć się z pulpą i horrorem ekstremalnym. Wyszło, powiedzmy, przyzwoicie. Tam, gdzie autor zaufał swojemu instynktowi i umiejętnościom, jest lepiej, tam, gdzie na siłę stara się być „extreme” wyszło trochę przeciętniej.

Zbiór rozpoczyna niezmiernie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
398
46

Na półkach: ,

No cóż, ta książka jest, że tak powiem mocno popierdolona. Sorry innego słowa użyć się nie da. Zarazem poza szokowaniem nie ma za dużo do zaoferowania. Autora lubię i cenię zwłaszcza za rewelacyjną książkę "Miasteczko", ale tu przynajmniej nie trafił do mnie. Historie szokują ale nie angażują. Do tego wydanie szału nie robi. Ot takie poczytadełko na 2 wieczory.

No cóż, ta książka jest, że tak powiem mocno popierdolona. Sorry innego słowa użyć się nie da. Zarazem poza szokowaniem nie ma za dużo do zaoferowania. Autora lubię i cenię zwłaszcza za rewelacyjną książkę "Miasteczko", ale tu przynajmniej nie trafił do mnie. Historie szokują ale nie angażują. Do tego wydanie szału nie robi. Ot takie poczytadełko na 2 wieczory.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

81 użytkowników ma tytuł Upiorna uczta na półkach głównych
  • 47
  • 34
32 użytkowników ma tytuł Upiorna uczta na półkach dodatkowych
  • 18
  • 5
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Efemeryda Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz jr
Ocena 5,6
Efemeryda Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz jr
Okładka książki Siedlisko Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz jr
Ocena 5,9
Siedlisko Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz jr
Okładka książki Upiorne święta Jakub Bielawski, Robert Cichowlas, Jakub Ćwiek, Hanna Greń, Tomasz Hildebrandt, Graham Masterton, Adam Przechrzta, Artur Urbanowicz, Przemysław Wilczyński, Marek Zychla
Ocena 5,4
Upiorne święta Jakub Bielawski, Robert Cichowlas, Jakub Ćwiek, Hanna Greń, Tomasz Hildebrandt, Graham Masterton, Adam Przechrzta, Artur Urbanowicz, Przemysław Wilczyński, Marek Zychla
Okładka książki Zombie.pl 2 Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
Ocena 6,2
Zombie.pl 2 Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
Okładka książki Zombie.pl Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
Ocena 5,6
Zombie.pl Robert Cichowlas, Łukasz Radecki
Robert Cichowlas
Robert Cichowlas
Książka Roberta Cichowlasa "Miasteczko" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Horror. Robert Cichowlas (ur. w 1982 r. w Poznaniu) – polski pisarz, specjalizujący się w horrorze. Ukończył kulturoznawstwo na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Autor zbiorów opowiadań i powieści, redaktor, publicysta, recenzent. Publikował w prasie (Czachopismo, SFFiH, Magazyn Fantastyczny),Internecie (Carpe Noctem, Nowa Gildia, Fabrica Librorum) i antologiach grupowych (Trupojad, Białe szepty, City 1, Czarna kokarda). Współpracuje z e-zinem Grabarz Polski. Najnowsze publikacje to zbiór opowiadań Sępy napisany z Jackiem Rostockim (Fabryka Słów, 2009),antologia Twarze Szatana, napisana z Kazimierzem Kyrczem (Grasshopper, 2009) i napisana również z Kyrczem powieść Siedlisko.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Potrójne uderzenie Edward Lee
Potrójne uderzenie
Edward Lee Karolina Kaczkowska Tomasz Czarny
"Potrójne uderzenie" to tytuł, który nawiedzał mnie po nocach. Dwukrotnie sprzedający zrobili mnie w bambuko, kiedy próbowałam dorwać go z drugiej ręki. Za pierwszym razem babka przetrzymała mnie dwa tygodnie, żeby wcisnąć kit o problemach z wysyłką i prośbę o ponowny zakup, a w tym czasie tak naprawdę opyliła książkę komuś innemu. Za drugim - czekałam cierpliwie prawie miesiąc od zapłaty, żeby finalnie sprzedająca zorientowała się, że jednak jej nie ma i w sumie to nie jest pewna, czy kiedykolwiek miała. No ale kto niedostępnych na rynku pozycji nie szukał, ten nie wie co to prawdziwe rodeo, czy coś. Kiedy już się pogodziłam z myślą, że nigdy nie uda mi się jej zdobyć - trafiła się oferta w najmniej oczekiwanym momencie i następnego dnia już zaczytywałam się w najlepsze. "Potrójne uderzenie" przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Karolina Kaczkowska, mój osobisty numer jeden jeśli chodzi o kobiecą grozę, napisała na potrzeby powyższego zbioru opowiadanie "Pieśń zielenicy". Nostalgiczne, melancholijne, z nutą baśniowości. Taka niespieszna, morska, lokalna legenda. Płynie wolno i daleko jej do brutalnych opisów, do jakich przyzwyczaiła mnie autorka, ale trafia tam gdzie trzeba. Zamiast walącej obuchem po głowie makabry, jest sugestywny mrok i niepokój. To też by było lekkie wejście dla nieobeznanych, gdyby panowie nie poszli nieco inną drogą. 😃 "Dom ciał" Tomasza Czarnego to jeden z lepszych jego tekstów. Nastrojowo wpasowuje się w to, co stworzyła Karolina. Wyważone gdzieś po środku między podskórnym weirdem, a dosadnym gore. Czegoś mi w nim jednak zabrakło - z perspektywy czasu nie jestem w stanie podać konkretu, co mi tu zazgrzytało, ale mimo to byłam nim usatysfakcjonowana. Z całym jednak szacunkiem do naszych rodzimych autorów, środkowy tekst Lee o przewrotnym tytule "McCrath, model SS40-C, seria M" przyćmił wszystko. Wybuchowa mieszanka przemocy, ohydy i perwersji. Chyba mój ulubiony twór Edwarda, zapada w pamięć na długo. Czyli podsumowując - zbiór pierwsza klasa. Kolejny bardzo trafiony wybór. O książce pisałam tutaj: https://www.instagram.com/p/DUpV17LCFY7/?img_index=1
Szejdi007 - awatar Szejdi007
ocenił na81 miesiąc temu
Przeklęci Guy N. Smith
Przeklęci
Guy N. Smith
Lubię literaturę B-, lub nawet C-klasową. Oczywiście nie cały czas i nie w zbyt dużym natężeniu, ale czasami trzeba się po prostu odmóżdżyć przy tytule wybitnie kampowym. Zaliczyć reset i zaznać przyjemności płynącej z czytania czegoś, co daje prawdziwe „guilty pleasure". Pisarzem reprezentującym ten nurt jest Guy N. Smith, autor, którego chyba żadnemu fanowi horroru przedstawiać nie trzeba. Po wielu latach przerwy w końcu wrócił on do Polski. Phantom Pre... Tfu, Phantom Books nie mogło chyba sprawić miłośnikom takiej wersji horroru lepszego prezentu. „Przeklęci" mieli być wydani nad Wisłą już około ćwierć dekady temu. Wtedy nie pykło, ale jak widać nic straconego. Pierwsze co rzuca się w oczy gdy weźmie się do ręki „Przeklętych” to format. Jest on kieszonkowy, a to sprawia, że książka będzie się idealnie prezentowała na półce, stojąc obok „Dzwonu śmierci” czy „Czarnej fedory”. Dwa – śliczna okładka. Mumia, piramidy – elementy jasno określające tematykę powieści. Przyznam, że gdy zobaczyłem to wydanie pierwszy raz, aż mi się łezka w oku zakręciła. Ten wizualny powrót do przeszłości prawdziwie wzruszył moje twarde, czarne serce. Kto choć raz w życiu czytał Smitha, ten wie, że po jego książki, nie sięga się w celu podziwiania kwiecistego stylu autora czy obcowania z pięknymi, rozbudowanymi opisami. Istotna jest makabra, krew i flaki. Tu nawet nie chodzi o strach, bo taka literatura nie jest w stanie go wzbudzić. Klimat trzecioligowego horroru rozbudza po prostu sentyment w czytelniku, który ceni sobie grozę lat 80. i 90. zeszłego wieku, czy to w filmowym, czy książkowym wydaniu. Tacy są też „Przeklęci”, choć w przypadku tej powieści Smith akurat nie szarżuje tak, jak miewał to wcześniej w zwyczaju. Przez większą część „Przeklętych” autorowi udaje się utrzymać całkiem frapujący klimat. Smith kreuje atmosferę narastającego obłędu, i choć posługuje się bardzo prostymi środkami, to są one skuteczne – kolejne kartki przewraca się z niesłabnącym zainteresowaniem. Fabuła jest bardzo kameralna, prawie cały czas znajdujemy się właściwie w obrębie domu głównych bohaterów, a co za tym idzie, spoglądamy bliżej na kolejnych członków rodziny Brownslowów, obserwując jak coraz bardziej obsuwają się w ramiona pochodzącego z dawnych wieków szaleństwa. Poza udaną wizją nawiedzającego Brownslowów obłędu, znajdziemy w „Przeklętych” inne elementy dobrze pasujące do drugoligowego literackiego horroru. Tajemnicza, nawiedzająca okolicę plaga? Jest. Śmierć bohaterów w wyniku działania czynnika nadnaturalnego? Jest. Obrzydliwe sceny gore? Są. Choć te akurat w mniejszym, niż można by się było spodziewać natężeniu. Innymi słowy – bogaty arsenał B-klasowych wspaniałości jest przez Smitha umiejętnie wykorzystywany. Czegóż więcej trzeba? „Przeklęci" jawią się jako naprawdę udany powrót na nasze księgarskie półki książek Guya N. Smitha. Ten tytuł może nie uczy, ale na pewno bawi, a dla takiego człowieka jak ja, czyli kogoś dorastającego w latach 90., jest w dodatku wspaniałą sentymentalną podróżą. I jakkolwiek hasło „Long live Guy N. Smith” nie jest już od Wigilii 2020 roku adekwatne, to mam nadzieję, że wiele spośród wciąż niewydanych u nas dzieł Anglika znajdzie w końcu drogę do rodzimego czytelnika. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2021/09/guy-n-smith-przekleci-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na74 lata temu
Gorefikacje III. Antologia horroru ekstremalnego praca zbiorowa
Gorefikacje III. Antologia horroru ekstremalnego
praca zbiorowa
Czołem ludziki. Pora na coś posranego na wieczór- czyli wypisz, wymaluj kolejną część gorefikacji. Przed wami III odsłona cyklu. Tym razem nie internetowo i w PDF a elegancko w miękkiej oprawie prosto od wydawnictwa dom horroru. Mnóstwo znanych nazwisk, kilku sławnych gości z całego świata i mamy przepis na swietna antologie. Co prawda nie sądze żeby każdemu się wszystko podobało ale wsród 20 opowiadań z pewnością każdy fan ekstremy znajdzie coś dla siebie. Graham Masterton "Największy dar"- Masterton w formie, myślałem że już nie zaskoczy a tu prosze, psychiczne samokaleczanie może zaskoczyć. Edward Lee "Miasto szóstek"- krótki Edek, trochę za krótko ale gość ma taki talent że nawet z tekstu na zdanie by coś wycisnał. Dobre jak lubicie sranie ustami tudzież "fletnią". John Everson "Oczy mają to coś"-taka tam pierdółka, własciwie jak na eversona to i tak słabo, chociaż z drugiej strony może komuś sie spodoba lekki kanibalizm. Monica J. O' Rourke "Łódki"- królowa amerykańskiej grozy ekstremalnej może być tylko jedna. Historia ofiary i dziwnego mordercy który uwielbia eksperymenty,łódki i miód w piczy. Guy N.Smith "Ostatni krab"- krótka nowelka o tym z czym guy jest kojarzony.Sredniawa trochę. Shane McKenzie "To tylko dziecko"-magia, szkielety dzieci, seks z paskudną starą babą-co się tu nie znalazło. ale w sumie dobrze wyszło. C.V. Hunt "To przyszło z morza"- lesbijki, romantyczny weekend w łodzi i jakiś megawonsz z wody. Trochę taka morska odmiana "the thing" Tomasz Czarny "Blizny duszy, blizny ciała"-historia pewnego ojca "typowego patusa" który tak kochał córke że ją gwałcił. Anna Musiałowicz "Odwrotność oka"- zabójstwo,a własciwie dwa, mocne opisy ale przyznaje że czegoś mi tu zabrakło. Karolina Kaczkowska "Pigułka miłości"- Karolina jak coś napisze to nie ma opcji, musi to być dobre i chore. Dostajemy historie grubasa który chciałby trochę spuscić z krzyża i bierze eskperymentalne tabletki które mają mu zapewnić trochę zabawy. Marek Ścieszek "Człowiek roku"- historia pewnego lekarza który ukazuje zgnilizne toczącą niektóre sfery. Maciej Szymczak "Gnębiciel"- Kat który był chyba za bardzo oddany swojej robocie. Polecam. Piotr Sawicki "Cerber"- piękne opowiadanie. Post-apo, cyborgi, kanibalizm i cudowna gęsta atmosfera. Taka mini zapowiedz co będzie jeśli zostaniemy bez jedzenia na skażonej ziemi. Marcin Piotrowski "Nikt"-kolejny tatuś który gwałci swoja córke, ten to już wyższy level bo oznaczył ją odpowiednio i dba o to żeby sie zbytnio nie opalila trzymając ją w piwnicy. Kazimierz Kyrcz Jr. "Aflyka"-morderstwo oczami pięciolatka. Dawid Kain "Nie powiedział jeszcze ostatniego słowa"-Dawid nawet jak pisze ekstreme to zawsze w swoim stylu który mnie miażdzy. niewiem jak to mogę opisać, naprawdę. Norbert Góra "Wielbiciel damskich skór"- własciwie tytuł wszystko zdradza, historia faceta który lubi skóre do tego stopnia że w niej paraduje. Cóz, warto mieć swoje hobby. Piotr Straczyński "Mors meta malor"-Wyobrazcie sobie zamknięte ośrodki gdzie skazani ludzie są torturowani do granic możliwości a potem jeszcze pobudzani żeby więcej czuć. A to wszystko za przyzwoleniem władzy. Adam Deka "Diabelski ekskrement"- własciwie to taki "the thing" tylko w polskiej wersji i to nieco ulicznej, mamy panie prostytutni, miłych panów alfonsów a także policjantów którzy sie nie pieprzą w tańcu. Do tego masy gówna i krwi. Rafał Christ "Wyparcie rewolucji"- kolejne perypetie artysty znanego już z poprzedniej częśći gorefikacji. Lepiej czytać od pierwszej bo sobie zaspoilerujecie. Podsumowując moje smieszki: polecam równie mocno jak poprzednie, chwilowo pewnie brakuje ale myśle że to kwestia czasu aż DH wznowi te pozycje.
Maciek - awatar Maciek
ocenił na75 lat temu
Drugie oblicze Adam Zalewski
Drugie oblicze
Adam Zalewski
Oblicza zła... Zło, jak się okazuje, może mieć wiele twarzy. Małe miasteczko, znająca się świetnie społeczność... niby wszystko fajnie i pięknie, podskórnie jednak tli się w ludziach... nienawiść. Wszystko wychodzi zaś na jaw, gdy do Sammy Creek, w którym większość stanowią baptyści, sprowadza się rodzina katolików... Adam Zalewski daje nam do rąk świetne studium ludzkiej nietolerancji wiodącej, krótszą bądź dłuższą drogą (ale niestety często) ku tragedii. Człowiek człowiekowi wilkiem... Do prawdziwości tej tezy nie trzeba chyba specjalnie nikogo przekonywać. Może ona stać się także, jak w tym przypadku, pewną bazą na której powstać może książka :) Adam Zalewski porusza bardzo ciekawy aspekt ludzkiej natury, a mianowicie nietolerancję - konkretnie religijną... Czasy, w których ludzie płonęli za wiarę na stosach należą już (na szczęście) do zamierzchłej przeszłości, ale nawet w XX wieku religia może dzielić... Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod lupę małą społeczność, która na tle religijnym ma, przede wszystkim w osobach swoich przywódców, spore problemy z jakąkolwiek tolerancją na tym tle. Adam Zalewski pokazuje, że na takiej oto bazie można stworzyć naprawdę niezłą fabułę :) Do rzeczy! :) : lata 60-te XX wieku, USA, małe miasteczko w stanie Oregon... Społeczność baptystów, do której sprowadza się rodzina katolików... Kamień węgielny pod finałową tragedię położony został w momencie wizyty przywódców lokalnej społeczności u wspomnianej rodziny, wraz z "grzeczną" propozycją zmiany wiary skierowaną ku rodzinie Robinsonów... Amerykańska wolność i prawo do do jej nieskrępowania również w zakresie wyznaniowym ma, jak się okazuje, nieco węższe zastosowanie na szeroko pojętej prowincji... Spirala nienawiści nakręcana zostaje już od samego początku, skupiając się na tym, co ludziom najdroższe, a mianowicie na dzieciach. Syn państwa Robinson, Slim, boleśnie się o tym przekonuje - szkolna drużyna baseballowa, której zostaje gwiazdą, delikatnie mówiąc nie akceptuje go; przyczyna banalna - do tej pory rządził w niej i dzielił syn pastora, który spotkał się z odmową rodziny w kwestii zmiany wiary... Przez kolejne strony i rozdziały możemy stopniowo obserwować rozwój sytuacji, nakręcanie spirali nienawiści i zła, aż do finału, w którym poznani na wstępie bohaterowie mają z ludzkimi uczuciami i chrześcijańskim przykazem miłosierdzia wobec bliźniego, delikatnie mówiąc, mało wspólnego... Spoilerować nie będę ;) ... No ale co nieco zdradzę... :) Na przykład to, że Zalewski bardzo fajnie potrafi budować atmosferę niepokoju i osaczenia, a także ma niezaprzeczalną pisarską smykałkę do kreacji zmian mentalnych zachodzących w stworzonych przez siebie, książkowych postaciach. Zmian mentalnych in minus rzecz jasna. Nienawiść potrafi zmienić ludzi w prawdziwe zwierzęta, które z ludzkimi odruchami nie mają nic wspólnego. Człowiek na pewnym etapie przesiąknięcia wspomnianą nienawiścią jest zdolny dosłownie do wszystkiego - możemy się o tym przekonać brnąc przez kolejne rozdziały. Atmosfera osaczenia, klimat małego miasteczka - to wszystko baaaardzo przekonuje do tej książki :) Wszystko to wyszło naprawdę nieźle! Można się oczywiście doczepić do kilku rzeczy... ;) Na przykład do tego, że baptyści jako pewien religijny odłam jakoś szczególnie nie zioną nienawiścią do innych wyznań... Tutaj przedstawiono to zgoła inaczej. No ale osadzenie tego wątku w prowincjonalnej społeczności małego amerykańskiego miasteczka, gdzie ludzie z reguły nie lubią obcych - to się jeszcze w pewien sposób broni. Maleńkim minusem może być jeszcze fakt zapowiadania co chwilę przez autora "czegoś strasznego", a tak naprawdę tragedia rozgrywa się dopiero na ostatnich stronach... To może troszeczkę irytować, ale finał wynagradza wszystko :) Hm... Ostatecznie - czy znacie jakąś książkę bez wad? Ja nie :) Wobec tego te maleńkie minusy nie są jak dla mnie czymś, co przesłania całokształt - a ten jest świetny :) Nie wiem, czy dobrze odgadłem intencje i inspiracje autora, ale - jak dla mnie - widać tu wzorce wprost od Stephena Kinga :) Małe miasteczko, amerykańska prowincja, zło ukryte w ludzkich sercach, pozwolenie na to, by sprawy wymknęły się spod kontroli, stopniowa eskalacja negatywna aż do książkowego finału... :) Coś w tym (może) jest - nie wiem, czy takie są faktycznie inspiracje autora, ale ja tam podobieństwa widzę ;) I bynajmniej nie narzekam z tego powodu :) Cóż dodać więcej?... Chyba tyle ;) Polecam! Wielbiciele historii z dreszczykiem grozy i fabularnym studium ludzkiej, mrocznej natury, będą zadowoleni :) Drugie oblicza ludzi mogą być mroczne - oj mogą... :) Dziękuję Wydawnictwu Dom Horroru za egzemplarz recenzencki. Recenzja także na: https://cosnapolce.blogspot.com/2018/10/drugie-oblicze-adam-zalewski.html
Northman - awatar Northman
ocenił na87 lat temu
T. T. Piotr Kulpa
T. T.
Piotr Kulpa
Nie wszedłem w tę książkę dobrze. Początek, poza dobrą sceną erotyczną, mnie po prostu wynudził. Oczekiwałem zgodnie z informacją na okładce klasycznej powieści grozy, której zresztą do samego końca nie dostałem, ale nie znaczy to, że powieść mi się nie podobała. Widać, że autor miał pomysł na fabułę i umiejętnie stopniował grę na emocjach czytelnika. To, że żyjemy przeszłością i teraźniejszością głównego bohatera na przemian i nie możemy rozróżnić co jest fikcją, snem, a prawdą jest pomysłem nawet oryginalnym i bardzo dobrze sprawdził się w tej książce. Nad T.T. unosi się duch tajemniczości i wybujałej wyobraźni zarówno pisarza jak i głównego bohatera. To sprawia, że mimo wszystko czytamy książkę do końca i w finale nie jesteśmy rozczarowani. Niby lekki tekst, choć nieco mroczny, stawia nam pytania o sens istnienia, realność rzeczy i podmiotów oraz to czy miłość może w końcu przezwyciężyć zło. Pytania jest niejednoznaczne, jak ta powieść i sami musimy sobie na nie odpowiedzieć. Być może każdy odszuka tu swoją prawdę, a może to będą tylko głosy w naszych głowach, jak u Pawła Lupki, głównej postaci. W rezultacie pisarzowi wyszła zgrabna opowieść, trochę mroczna, mocno oniryczna i bardzo wciągająca. Wystarczająco dobra, bym zechciał sięgnąć po Pana Na Wisiołach, cykł z którego autor jest najbardziej znany. Serdecznie polecam!!! Współpraca barterowa z @takczytam.poznan
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na62 lata temu
Polowanie na kaczki Maciej Kaźmierczak
Polowanie na kaczki
Maciej Kaźmierczak
Są takie książki, które po przeczytaniu, czytelnik odkłada na półkę i zastanawia się, co tak naprawdę autor miała na myśli. „Polowanie Na Kaczki” jest właśnie takim utworem, trudnym, ciężkim w odbiorze i zrozumieniu. Ale z drugiej strony czy to źle, że człowiek wytęży troszkę swoje szare komórki, a nie dostanie wszystko na przysłowiowej tacy?? Poza tym wizja końca świata, w wykonaniu Pana Macieja jest bardzo oryginalna, i ze świecą szukać takich utworów w głównym kanonie. Stary porządek świata runął, nic nie jest takie same jakie było wcześniej. Główny bohater powieści, Murlady, budzi się pewnego dnia w nowej rzeczywistości, nie wiedząc nic o sobie, ani o świecie który go otacza. Powoli jednak, zaczynają nawiedzać go wizje wcześniejszego życia, w których jako Michał, wraz ze swoją żona i córką, stają świadkami upadku ludzkości. Surrealistyczne postapo. Taki termin nasunął mi się podczas czytania. Autor już od początku książki, wystawia czytelnika na próbę. Wplata bowiem wizje głównego bohatera, o świecie sprzed katastrofy, w fabułę postapokaliptyczną. Robi to w sposób ciągły. Czytelnik w pewnym momencie zaczyna się mocno zastanawiać, o których czasach aktualnie czyta. I tak jest przez całą powieść. Trzeba bardzo mocno się pilnować, bo zgubić się w opowiadanej historii, jest bardzo łatwo. Całość opowieści, okraszona jest dodatkowo, wieloma scenami z pogranicza gore oraz ekstremalnego seksu. Pan Maciej nie daje również, żądnych prostych odpowiedzi. Nie wiemy tak naprawdę co spowodowało upadek znanego nam świata. Czy była to wojna (chemiczna, biologiczna, a może jeszcze jakaś inna...),czy może Matka Natura, wkurzona na ludzkość, postanowiła dać jej prztyczka w nos. Przyznam się szczerze, że podczas czytania, często rozważałem pewną okoliczność. Czy aby na pewno świat, przedstawiony w powieści, jest światem realnym?? Czy może to wszystko urojenia głównego bohatera, a cała historia dzieje się tylko w jego głowie?? Zakończenie pokazało mi pewne światełko w tunelu, odnośnie moich rozważań. Dla równowagi postawiło dodatkowo, wiele nowych pytań... Podsumowując, powieść wymagająca od czytelnika skupienia na poziomie 200% normy. Błądząca na granicy jawy i snu. Myślę, że w przyszłości, chciałbym sięgnąć po nią jeszcze raz. Poszukać odpowiedzi na pytania, których nie udało mi się znaleźć podczas pierwszego czytania. Tylko czy starczy mi czasu, przed ostatecznym upadkiem naszej cywilizacji... Polecam !!!
Kilka_Zdań_O - awatar Kilka_Zdań_O
ocenił na87 lat temu
Pełzająca śmierć Tomasz Siwiec
Pełzająca śmierć
Tomasz Siwiec
Lubię powieści lub opowiadania Siwca. Nie wciska on czytelnikowi kitu, że oto otrzymał on powieść na miarę kolejnego stulecia. Nie ma tam sugestii, że to jest dzieło życia autora. Każda książka ma nieść radość z kontaktu z literaturą ekstremalną, ze szczególnym naciskiem na animal attack. I ten mały zbiór jest na to dowodem.  Po pierwsze tzw. mady, czyli larwy much, czerwie żywiące się martwym mięsem. Przez ludzką chciwość opanowują skazaną na porażkę Suchą Beskidzką. I nie liczą się z nikim i niczym, no może z kaloriami, każda warta tyle, ile dawca. Jest chwilami obrzydliwie, ale dla fanów tego typu literatury, jest to kawał soczystego mięcha. Do tego kilka krótszych form, piętnujących w dużej mierze kler i fanatyzm religijny, uderzających również w toksyczne związki i fałszywe uczucia. Autor kiedyś napisał, że piszę o tym, czego się najbardziej boi. I część tych strefie również podzielam. Myślę, że w pewnych kwestiach znaleźlibyśmy wspólny język.  Same opowiadania, bez żadnego oszukiwania czytelnika, to literatura klasy B, rozrywka, specyficzna, ale jednak rozrywka. Oczywiście kilka rozwiązań może zaskoczyć, może wywołać oburzenie, ale cały czas pamiętajmy, z czym mamy do czynienia  - ze świadomą B klasówką, z pełną premedytacją zalewająca czytelnika juchą. I to przy dobrych wiatrach. Czyta się to wszystko lekko, bez nużących opisów i dialogów, akcja jest w zasadzie od początku, a ostatnia kropka bywa czystą kropką zła, atakującą kolejnym gore-opisem.
Machno - awatar Machno
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Upiorna uczta

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Upiorna uczta