Polska (wiązanka pieśni patriotycznych)

Okładka książki Polska (wiązanka pieśni patriotycznych) autora Marcin Świetlicki, 9788394629779
Okładka książki Polska (wiązanka pieśni patriotycznych)
Marcin Świetlicki Wydawnictwo: Wolno poezja
100 str. 1 godz. 40 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
2018-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-01
Liczba stron:
100
Czas czytania
1 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394629779
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Polska (wiązanka pieśni patriotycznych) w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Polska (wiązanka pieśni patriotycznych)

Średnia ocen
7,3 / 10
77 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Polska (wiązanka pieśni patriotycznych)

avatar
1595
508

Na półkach:

Jak zawsze Świetlicki w poprzek systemowi ale z humorem plus świetne kolaże Alicji Białej. Ciekawa antologia, przeczytałem z przyjemnością.

Jak zawsze Świetlicki w poprzek systemowi ale z humorem plus świetne kolaże Alicji Białej. Ciekawa antologia, przeczytałem z przyjemnością.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
75
43

Na półkach:

kocham świetlickiego

kocham świetlickiego

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
976
583

Na półkach: , , , ,

Nie potrafię oceniać poezji. Bo czy wystarczy powiedzieć, że niektóre momenty poczułam mocno, a niektóre zabrzmiały w mojej świadomości wręcz swojsko?
Prostsza sprawa jest z częścią graficzną. Zewnętrzna oprawa opiera się na sugestii śpiewnika kościelnego. Wewnątrz słowa są wzbogacone przez gorzko ironiczne kolaże autorstwa Alicji Białej, określone „wycinankami polskimi”, na rozkładówkach sięgających nawet 50cm długości.
We wszystkich aspektach tomiku widać dbałość. Duże brawa dla wydawnictwa.

Nie potrafię oceniać poezji. Bo czy wystarczy powiedzieć, że niektóre momenty poczułam mocno, a niektóre zabrzmiały w mojej świadomości wręcz swojsko?
Prostsza sprawa jest z częścią graficzną. Zewnętrzna oprawa opiera się na sugestii śpiewnika kościelnego. Wewnątrz słowa są wzbogacone przez gorzko ironiczne kolaże autorstwa Alicji Białej, określone „wycinankami polskimi”,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

152 użytkowników ma tytuł Polska (wiązanka pieśni patriotycznych) na półkach głównych
  • 95
  • 57
59 użytkowników ma tytuł Polska (wiązanka pieśni patriotycznych) na półkach dodatkowych
  • 31
  • 7
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Rozmawiamy we wszystkich kierunkach Andrzej Barański, Tadeusz Cegielski, Jakub Koisz, Krzysztof Kopczyński, Mariusz Koryciński, Grzegorz Królikiewicz, Renata Lis, Paweł Maciejko, Janusz Majewski, Rafał Marszałek, Karolina Mendak, Tomasz Raczek, Radosław Romaniuk, Kamila Sokołowska, Marcin Świetlicki, Olga Tokarczuk, Andrzej Waśko, Andrzej Werner
Ocena 5,6
Rozmawiamy we wszystkich kierunkach Andrzej Barański, Tadeusz Cegielski, Jakub Koisz, Krzysztof Kopczyński, Mariusz Koryciński, Grzegorz Królikiewicz, Renata Lis, Paweł Maciejko, Janusz Majewski, Rafał Marszałek, Karolina Mendak, Tomasz Raczek, Radosław Romaniuk, Kamila Sokołowska, Marcin Świetlicki, Olga Tokarczuk, Andrzej Waśko, Andrzej Werner
Marcin Świetlicki
Marcin Świetlicki
Polski poeta, powieściopisarz, wokalista zespołu Świetliki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nieprzysiadalność. Autobiografia Marcin Świetlicki
Nieprzysiadalność. Autobiografia
Marcin Świetlicki Rafał Księżyk
„Jestem osobny. Zawsze byłem osobny i ta osobność jest moją jedyną ojczyzną”. Choć to zdanie mogłoby paść z ust wielu artystów, w przypadku Marcina Świetlickiego brzmi ono jak manifest programowy. Książka „Nieprzysiadalność. Autobiografia”, będąca zapisem wywiadu-rzeki przeprowadzonego przez Rafała Księżyka, to fascynujący, duszny i momentami boleśnie szczery portret jednego z najważniejszych polskich poetów i muzyków przełomu wieków. To lektura, która drażni, zachwyca i nuży jednocześnie, co czyni ją idealnym odzwierciedleniem samej postaci Świetlickiego, ocenionym przeze mnie na solidne 7/10. Poeta w kontrze do wszystkiego Rafał Księżyk, doświadczony dziennikarz muzyczny, wykonuje tu tytaniczną pracę, próbując okiełznać rozmówcę, który z zasady wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Świetlicki w tej rozmowie jest dokładnie taki, jakiego znamy z wierszy czy tekstów zespołu Świetliki: ironiczny, zdystansowany, przesiąknięty specyficznym krakowskim spleenem i programowo niechętny do wpisywania się w jakiekolwiek nurty polityczne czy towarzyskie. Tytułowa „nieprzysiadalność” to nie tylko poza – to głęboko zakorzeniona cecha charakteru, która kazała mu odrzucać ordery, bojkotować media i kpić z autorytetów, nawet tych, które sam współtworzył. Podróż przez epoki i knajpy Autobiografia jest barwnym, choć często mrocznym zapisem przemian kulturowych w Polsce. Od szarzyzny PRL-u, przez karnawał wolności lat 90., aż po współczesność, którą poeta diagnozuje z właściwym sobie pesymizmem. Księżyk umiejętnie wyciąga ze Świetlickiego wspomnienia o początkach pisma „BruLion”, o legendarnej już krakowskiej bohemie i o narodzinach polskiej sceny alternatywnej. Dla fanów twórczości Marcina to prawdziwa kopalnia wiedzy o genezie konkretnych utworów czy tomików, a także o trudnych relacjach z innymi ikonami literatury i muzyki. Problem z „Nieprzysiadalnością” leży w jej objętości i momentami zbyt silnej autokreacji bohatera. Świetlicki, choć deklaruje szczerość, często chowa się za maską cynizmu lub zbywa pytania żartem, co po kilkuset stronach może być dla czytelnika męczące. Niektóre partie tekstu, dotyczące szczegółowych animozji środowiskowych czy kulinarno-alkoholowych eskapad, wydają się nieco przegadane i zrozumiałe jedynie dla wąskiego grona wtajemniczonych. Można odnieść wrażenie, że poeta bawi się z Księżykiem (i czytelnikiem) w kotka i myszkę, nie pozwalając do końca zajrzeć pod podszewkę swojego „ja”. To książka obowiązkowa dla każdego, kto dorastał przy dźwiękach „Oplutego” czy „Pobitych garów”. To portret artysty, który wybrał trudną drogę bycia „pomiędzy” – zbyt literackiego dla świata rocka i zbyt rockowego dla świata literatury. Rafał Księżyk stworzył dokument epoki, a Marcin Świetlicki, mimo swoich uników, po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najciekawszych obserwatorów polskiej rzeczywistości. Lektura zostawia nas z poczuciem fascynacji, ale i pewnego chłodu – dokładnie tak, jak po lekturze wiersza, który zrozumieliśmy tylko w połowie, ale którego rytm nie chce wyjść nam z głowy. To monumentalny zapis walki o prawo do bycia sobą w świecie, który nieustannie chce nas do kogoś „przysiąść”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na79 dni temu
Floryda Grzegorz Bogdał
Floryda
Grzegorz Bogdał
„Floryda” sprawiła mi kłopot. W „Ty mnie, ja ciebie” poznajemy historię sobowtóra Freddiego Mercury’ego. Jest niedorozwinięta Renata, od której zalatywało „jak z pustej puszki po sardynkach”, śmiała się na wdechu i raz na miesiąc proponowała bohaterowi opowiadania, aby został jej mężem. Kariera, sukces i udawanie. Nyska pełna sobowtórów, kolorowy świat reklamy i vipowskich imprez. Moda taka. „Stiszowity”, z pierwszym zdaniem tnącym jak nóż: „Będziemy żreć piach, ptaszyno”. Opowieści starej kobiety o ludziach, przyjezdnej młodzieży, tytułowej wsi. Gęsta, brudna i nieludzko ludzka. Kra-kra. Krwawe, deliryczne i mordercze „Oczko w głowie”, opowiadanie na granicy szaleństwa, absolutnie najlepsze ze zbioru. Jest też „Pierwszy list do Franciszka”, groteska przez łzy, rynsztok wypełniony tęczową deszczówką, miłość cielesna i nadludzka,a to przecież opowieść o prostej dziewczynie. Później „Ujście”, w którym dama „miała tyłek jak słońce Florydy” a twarz „jak Bagna Biebrzańskie”. Do tego wątek uzdrowionego przez cudotwórcę mężczyzny. Gdzie tu miejsce, zapytacie, by uprawiać narzekactwo? Kłopot ów, kłopocik, wynikał z zawinionego przeze mnie niedbalstwa, albowiem miałem tę bezczelność przeczytać najpierw genialne opowiadania ze zbioru „Idzie tu wielki chłopak”, by następnie sięgnąć po debiutancką „Florydę”. Różnica to (aż) sześć lat. I mimo, że we „Florydzie” jest coś, co wciąga, w bogdałowe grząskie i pokrętnie zaskakujące bagienko, to będę uważać i głosić, że „Floryda” „Chłopaka” nie pokonała. Wciąż ujmuje mnie kapitalny język autora, zasysające zdania, zwłaszcza zaczynające opowiadania, otwierające akapity (pan Bogdał umie w początki),oklejająca, niekiedy brudna i duszna, może nawet klaustrofobiczna aura czy jakkolwiek nazwać bizarne wrażenie, którego doświadczałem wraz z bohaterami „Florydy”. To wszystko świadczy o prawdziwej wyjątkowości, choć przyznać się muszę, że – niestety – niewiele mi w głowie z „Florydy” zostało (z drugiej strony do opisu swych wrażeń z lektury zasiadłem kilka miesięcy po jej zakończeniu, trzeba więc mieć na uwadze starczą amnezję). „Chłopaka” czytałem „ło matko jedyna kiedy” i jednak siedzi we mnie głębiej, bardziej rezonuje i jeśli kiedyś przyjdzie mi ochota, ponownie sięgnę raczej po „późniejszego” Bogdała.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na61 rok temu
Pieśń torby na pawia Nick Cave
Pieśń torby na pawia
Nick Cave
Już na tylnej okładce książeczki sam autor, rzekłoby się, poeta rocka (rockowy poeta),Nick Cave the one and only, zarysowuje nam gatunkowy schemat owej publikacji. I zdecydowanie autor ma rację – genologicznie jest to pewnego rodzaju eklektyzm, niekiedy surrealistyczna mieszanka prozy, wiersza (w formie piosenek) i dziennika (tak, wiem, że parafrazuję Nicka Cave’a). Forma burzy logiczny porządek rzeczywistości, więc z pewnością nie polubią się z tą książką puryści czystej prozy i liryki, będzie ich to wkurwiać. Jawa bytuje wraz z rzeczywistością, czuję się, jakbym czytał Davida Lyncha w wersji papierowej. Sama koncepcja na napisanie książki wydaje się ciekawa – kto, do cholery jasnej, wpadłby na pomysł lirycznego połączenia torebek na wymiociny? Chyba tylko podstarzały gwiazdor rocka, ewentualnie stetryczały poeta. Nick Cave z pewnością osiągnął już intelektualną sytość twórczą (chyba nikt z tym nie powinien bagatelizować),wobec czego mógł sobie na coś takiego pozwolić. Jeśli ktoś chciałby zadebiutować w ten sposób – prawdopodobnie zostałby obśmiany przez wydawców. Książeczkę samą w sobie można potraktować wieloznacznie (jak całą twórczość Nicka Cave’a). Może być ona dialogiem artysty z artystą, swoistą świecką spowiedzią, której towarzyszą zmagania z samym sobą, ze śmiercią, z małym 14-letnim chłopcem, który jest (najprawdopodobniej) odbiciem starszej wersji własnego ja. Może być to historia o tęsknocie do swojej żony, która, zostawiona przez swojego męża na potrzebę odbycia wielu tras koncertowych, nie odbiera od niego telefonu (ciekawe, czy celowo?). Wreszcie, może być to po prostu zapis doświadczeń trasowo-koncertowych Nicka Cave’a (okraszonych jakimiś prozaicznymi, życiowymi pierdołami),który, czasami z wielką precyzją, opisuje miejsca, w których pojawić się chciał (bądź musiał),wraz z całą ekipą The Bad Seeds. Taki trochę papierowy zapis, dokument z tras koncertowych. Fajny dodatek do całej dyskografii tego zespołu.
admpie - awatar admpie
ocenił na64 lata temu
Wymazane Michał Witkowski
Wymazane
Michał Witkowski
#Wyzwanie czytelnicze LC kwiecień 2025 Książkę "Wymazane" Michała Witkowskiego czytałam po raz pierwszy kilka lat temu. Teraz sięgnęłam po nią ponownie, bo po prostu chciałam trochę jakby "odświeżyć" swoją głowę. Gdy wpadam w czytelniczy trans, nie zastanawiam się często nad sensem własnego życia, lecz niejako wcielam się w role bohaterów książek. Tym razem chciałam przypomnieć sobie te książkę może dlatego, że sama mam problemy ze zdrowiem jak jedna z bohaterek tej powieści. Alexis jest królową pieczarek i wielu jeszcze innych biznesów w miejscowości o nazwie Wymazane. Okazuje się, że mimo bogactwa i pewnej władzy, nie udało jej się jednak uciec przed ciężką chorobą. Autor w sposób humorystyczny i magiczny oraz dosyć wulgarny, snuje opowieść o tym małym miasteczku i jego absurdalnie wykreowanych mieszkańców. "Wymazane leży daleko, daleko, gdzieś na północnym wschodzie, przy granicach z obwodem kaliningradzkim i Litwą, smagane polarnymi, syberyjskimi wiatrami, wśród odwiecznych bagien i puszcz nieprzebytych, kędy muchomór sromotnikowy toczy swe zwodnicze jady, kędy trujące zioła wykwitają jak grzyb na suficie: tojad, konwalia majowa, ciemiężyca zielona, blekot pospolity, owoce wilczego łyka, wilcza jagoda, cis, jaskier jadowity, kąkol polny, szalej... Staruchy zbierają tu wyłącznie trucizny, bo uważają, że w małych dawkach leczą." W miasteczku życie toczy się między lasem, gdzie rosną tylko trujaki a parkingiem dla TIR-ów. Są tu też bloki postawione na bagnach, jest biblioteka - dyskoteka, ferma lisów oraz Tesco, które stało się konkurencją dla lokalnego sklepiku. Jest tu też kilka grup oryginalnych mieszkańców, którzy są tak charakterystycznie nakreśleni, że z łatwością można ich sobie wyobrazić. Głównym bohaterem i narratorem jednocześnie jest Piękny Damian, który już jako młody chłopiec miał dziwne upodobania. Fascynują go kobiety stare i grube, więc nic dziwnego, że i królowa pieczarek nim się zainteresowała. A co z tego wyszło??? Nie ma tu typowego romansu, ale książkę czyta się dobrze, wciąga niesamowicie i trudno się od niej oderwać. Mimo tego, że w tej książce jest wiele wulgaryzmów, ale jakoś mnie nie rażą zbytnio, może się już do takiego języka autora przyzwyczaiłam... Opowiedziana przez Michała Witkowskiego historia jest pełna goryczy i swoistego humoru, dlatego do niej pewnie wróciłam. Warto ją poznać. Książkę ponownie przeczytałam dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.
Myszka - awatar Myszka
oceniła na711 miesięcy temu
Danke czyli nigdy więcej Dominika Dymińska
Danke czyli nigdy więcej
Dominika Dymińska
Lubiącym poezję - zdecydowanie polecam. Lubiącym niebanalną literaturę współczesna - również. Książka w formie poematu zmusza do myślenia, wywołuje dużo emocji. Bywa ciężka psychicznie ale to zaleta. Nie można temu utworowi zarzucić wtórności. Dla mnie literacki przełom. Pozwolił mi zrozumieć wiele zjawisk. Przełomowy poemat o genezie zła, jaskrawa krytyka libertynizmu. Mało kto zauważa, że twórczość Dominiki Dymińskiej to diss na antykulture. Szacun dla niej za to. Z pewnością nie zawuaża tego konserwatyści - a szkoda. W nurcie konserwatyzmu awangardowego „Danke” to wg mnie lektura obowiązkowa. W niszowym gatunku literatury roboczo przeze mnie zwanym „Ku przestrodze”/„skąd to się wzięło” istnieją książki, do których wraca się wielokrotnie - za każdym razem czytając je z innej perspektywy. „Danke” Dominiki Dyminskiej po raz pierwszy czytałam w 2017 roku, głównie pod kątem lewicowej hipokryzji. „Mieso” Dominiki Dyminskiej przeczytałam tylko raz, dopiero w 2021 roku i okazało się, ze to była właściwa kolejność - pierwsza książka wyjaśniała druga mocno, pokazując, dlaczego główna bohaterka dokonywała takich a nie innych wyborów (o ile to był efekt zamierzony, ze te książki się uzupełniają). Zatem zaraz po tym przeczytałam „Danke” drugi raz - również w 2021 roku - pod innym kątem. Przede wszystkim - w świetle pozytywnego buntu przeciwko antykulturze (i bzdurom). Skupiłam się na zrozumieniu zamiast moralizatorstwa/szufladkowania. Obydwie książki są skrzywdzone przez zniechęcające redakcyjne streszczenia (blurb’y) - ale po Wydawnictwie Krytyki Politycznej trudno by było czegoś innego się spodziewać. Tytuł „Słowami można wszystko” - sugerowany kiedyś przez autorkę - też byłby trafny dla „Mięsa”. W "Danke" ta myśl znajduje swoje uzupełnienie i konkluzję.
Alex Sss - awatar Alex Sss
ocenił na103 lata temu
Las nie uprzedza Krzysztof Środa
Las nie uprzedza
Krzysztof Środa
Refleksyjna proza wybitnego intelektualisty - ale bez zadęcia, czasem spotykanego u innych – który jakiś czas temu zaprzyjaźnił się z uchodźcą z Czeczenii. A to jakoś nie było wtedy źle widziane – tak jak dziś (pytanie: jak długo?) nie jest źle widziane popieranie Wolnej Ukrainy przeciw agresji zbrodniarza wojennego. Bardzo lubię takie intymne zapiski mądrych ludzi, choć - co tu dużo mówić - wspomnienia uchodźcy z Czeczenii mrożą krew w żyłach (nb. uciekinier chyba bardziej niż Rosjan obawiał się wahabitów oraz kadyrowców). W tym kontekście Środa wspomina pewien film z internetu, którego wolałby nie zobaczyć, a który pewnie wciąż jest w sieci „Nie będę próbował I nikomu nie radzę…”. A choć i tak sporo napisał o tym, co widział, to zarazem zastrzegł, ze nie opowiedział wszystkiego. Ale może lepiej wiedzieć, co tam się działo, skoro zaraz to samo może się rozgrywać tuż u naszych granic, a nie gdzieś na jakimś tam dalekim „dzikim i azjatyckim” Zakaukaziu, czy tez Przedkaukaziu… „A ty Krzysztof, co zrobisz, jak tu wjadą Rosjanie? Będziesz walczył? ”” – pyta Autora Czeczen. Gdy ten niejako w odpowiedzi zawozi go do domku na Mazurach, chwaląc się jego odosobnieniem w lesie, Czeczen odpowiada, że niby miejsce dobre., ale broń by tu się przydała. Zapytany o powód, odpowiada zagadkowo: ”Bo las nie uprzedza….” „Ludzie w czasie wojny się zmieniają. Widziałem to. Przestają być ludźmi.” – mówi. A w tych dniach wszyscy nabieramy tej właśnie gorzkiej świadomości, która już od ładnych kilkunastu lat jest udziałem tegoż Czeczena… Nb. Autor dziwił się wtedy tej jego uwadze, ale jednak zdecydował uczynić z niej tytuł książki z 2016 r. W tle – jak gdyby dla swoistej równowagi - innym tematem Środy jest Maroko z - jak nieprzypadkowo chyba podkreśla – całą jego delikatnością. Zarazem samokrytycznie opisuje pewną sytuację z Maroka z kilkoma mężczyznami, w której zaczyna nabierać pewnych hmmm… podejrzeń (zapewne mając pod powiekami opowieści Czeczena). Z finału tej opowieści wynika, ze Środa musiał czuć się mocno zawstydzony swymi supozycjami. Ale bez wstydu opisał to, że nawet on - wyrafinowany intelektualista – uległ w jakimś tam stopniu uprzedzeniom wobec ludzi, o których nie ma pojęcia. To cóż dopiero….. nieintelektualiści. Uczciwa narracja, która nie mizdrzy się do czytelnika. W bonusie ciekawe watki marokańskie Jana Potockiego (tego od „Rękopisu znalezionego w Saragossie”).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na84 lata temu
Inni ludzie Dorota Masłowska
Inni ludzie
Dorota Masłowska
Dorota Masłowska to pisarka wzbudzająca skrajne emocje, lecz pozostająca niewątpliwie mistrzynią w obserwowaniu Polaków. Dała temu wyraz w swoich wcześniejszych książkach, a w „Innych ludziach” tylko to potwierdza. Tym razem opisuje rzeczywistość w oryginalny sposób, bo w rytmie rapu, w który wpisane są losy mieszkańców brudnej, zmęczonej i pełnej frustracji Warszawy. Jak Iwona, która ma pozornie wszystko: nowocześnie urządzone przez słynnych architektów mieszkanie, syna i zapewniającego komfort ekonomiczny męża. Świetnie czuje się w Kambodży, gdzie w luksusowych hotelach karmi się wdzięcznością ludzi, rozdając im napiwki, bo wreszcie może poczuć się kimś ważnym i zadowolonym z siebie. W Polsce czuje się tylko nieszczęśliwa. Na zewnątrz piękna i elegancka, w środku to kłębek lęków. Szuka ucieczki w leki, przypadkowy seks i zakupoholizm, co pomaga tylko na chwilę, wyzwalając z czasem wyrzuty sumienia. Szuka więc dalej – na instagramowych profilach znajomych - w ich nowych samochodach i idealnych aranżacjach domów. Podziwia ich pełne sukcesu twarze i czuje, że to są prawdziwi szczęśliwcy, którym za wszelką cenę musi dorównać. Postanawia więc żyć jak oni. Razem z mężem pojadą do Australii albo Nowej Zelandii, wrzuci zdjęcia do sieci i będzie obsesyjnie śledzić, ilość polubień. Na drugim biegunie tej samej Warszawy spotykamy Kamila – młodego człowieka z patologicznego środowiska, niedoszłego rapera żyjącego na wieczny kredyt u dilera. Dla Iwony ta pozornie bliska relacja jest jedynie rozpaczliwą próbą wypełnienia dojmującej pustki i reakcją na emocjonalny chłód męża. Ich spotkanie to zderzenie dwóch osobnych światów, między którymi nie ma szans na żadną nić porozumienia. Brak wspólnego języka i emocjonalna próżnia sprawiają, że ich relacja - ograniczona wyłącznie do sfery seksualnej - pozostaje jałowa i pozbawiona szans na jakąkolwiek autentyczną więź. Kamil nie marzy o Kambodży - on marzy o tym, by w końcu wydać płytę i wyrwać się z dusznego bloku, w którym każdy dzień smakuje tak samo beznadziejnie. Choć dzielą ich pieniądze i pochodzenie, oboje wpadają w tę samą pułapkę fasadowości. Niezależnie od stanu konta, w świecie pokazanym przez Masłowską liczy się tylko to, co zewnętrzne i namacalne, co ma dawać choćby chwilowe złudzenie bycia kimś ważnym. Markowy but i ciuch, luzackie podejście do życia – to obowiązkowe rekwizyty, które trzeba wystawić na pokaz. Do tego rygor siłowni, mający rzeźbić ciało, które maskuje puste wnętrze. To świat zewnętrznego blichtru i wewnętrznego rozpadu, gdzie pod fasadą pozornej normalności pulsują niepewność i lęki. Masłowska przygląda się nie tylko dorosłym. Krytycznie patrzy na nastolatków, w których już teraz dostrzega zalążek przyszłej Iwony czy kolejnego Kamila. Problemy nie znikają przecież z czasem – one pęcznieją, sprawiając, że życie zaczyna boleć coraz bardziej. Młodzi nie szukają jednak ucieczki; pozbawieni motywacji, trwają w maraźmie, żyjąc z dnia na dzień bez wytyczonej ścieżki czy konkretnego celu. Karmiąc się jedynie doraźnymi impulsami i mglistymi marzeniami, bezwładnie dryfują przez życie jako ludzie o nieokreślonej tożsamości. Autorka bez skrupułów demaskuje wszechobecną bylejakość. Krytykuje miałkość egzystencji, poziom kształcenia, jakość kultury i metody wychowania – wystawia surową ocenę naszej staczającej się mentalności. Robi to niemal mimochodem, wtrącając kąśliwe uwagi o polityce, nauce czy postępującym zatarciu tożsamości we współczesnym świecie. To obraz rzeczywistości, która bezpowrotnie traci swój fundament. Masłowska pokazuje świat, w którym nastąpił całkowity zanik więzi i uczuć. Ludzie, choć blisko siebie, są rozdzieleni ekranami iPhone’ów. Zagubieni w rzeczywistości pozbawionej zasad i wartości, szukają ratunku w lekach, alkoholu i dragach. To lekarstwa, które tylko na moment pozwalają zapomnieć o wewnętrznych koszmarach. „Inni ludzie” to opowieść o wielkim braku - braku miłości, braku zakotwiczenia i braku języka, który potrafiłby nazwać nasze nieszczęście inaczej, niż przez wulgaryzmy lub reklamowy slogan. Autorka niczego nie upiększa. Zostawia nas w samym środku dusznej, warszawskiej atmosfery, z echem rapowanego bitu w uszach i niewygodnym pytaniem o to, czy tytułowi „inni” to w jakichś częściach nie my sami. To lektura skłaniająca to tego, by pod warstwą blichtru dostrzec to, co w nas najbardziej kruche i prawdziwe. Głównym bohaterem książki jest tu bez wątpienia język. Po raz kolejny Masłowska zachwyca umiejętnością posługiwania się nim oraz niezwykłą zdolnością przelewania na papier obrazów z otoczenia, układając je tym razem w raperskie rytmy i rymy. Błyskotliwie miksuje wulgaryzmy z poetycką frazą, wysuwając żywioł języka na plan pierwszy. Niełatwo dorównać jej w grze słownej i ironicznym dystansie - Masłowska dokonuje tu wirtuozerskiej sztuki, składając z językowego rynsztoka duszny, rapujący i przeszyty rozpaczą poemat.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na81 miesiąc temu
Przyducha Maciej Piotr Prus
Przyducha
Maciej Piotr Prus
Całkiem zgrabna dystopia, okraszona odrobiną surrealizmu. Zastanawiam się czy tak na prawdę zupełnie niemożliwa do zmaterializowania się w tzw. realnym życiu na naszym polskim podwórku. Książa została wydana w 2017 roku, powstała zatem w okresie intensyfikacji podziału społeczeństwa polskiego na dwa wrogie obozy. Być może jeszcze kolejne 6 lat, a wizja Prusa wykładana byłaby w szkołach (na tajnych kompletach zapewne) jako diagnoza historyczna bieżącej sytuacji społeczno-politycznej.. Akcja dzieje się na krakowskim Kazimierzu, gdzie delikatnie szemrany small business na styku kultury i turystyki przeradza się w rzeczywistość głównego bohatera - Filipa Fonta? Z dnia na dzień świat głównego bohatera zmienia się o 180 stopni, znajomi, znajome miejsca i dziwnie łatwo akceptują i przyjmują za oczywiste tę zmiany. Adekwatne wydaje się stwierdzenie, że „sowy nie są tym na co wyglądają”, choć w tym przypadku raczej należało by podmienić sowę na palce. A wszystko to w okolicznościach rozprzestrzeniającej się zarazy grypy i wywołanego tą dziwną zarazą narastającego podziału Krakowa na dwa osobne getta. Książka zaczyna się intrygująco, acz nie spektakularnie, rozkręca się, osacza i „przydusza” czytelnika wraz z kolejnymi stronami. Wbrew pozorom Przyducha pod płaszczykiem absurdu przemyca sporo trafnych spostrzeżeń dotyczących nas jako społeczeństwa, ale też opisujących mechanizmy rządzące i wpływające na masową kulturę. Obnaża mechanizmy manipulacji społeczeństwem.
Katarzyna k - awatar Katarzyna k
ocenił na62 lata temu
Cierpienia młodej Hany Katja Gorečan
Cierpienia młodej Hany
Katja Gorečan
Główną bohaterką jest, dwudziestoletnia Hana, która w wierszach opowiada o swoim dorastaniu i innych oraz dojrzewaniu. Czy mi się podobało? Oczywiście, że tak, iż autorka przekłamuje tabu i pokazuje, że dojrzewanie, nie jest niczym złym, lecz normalnym etapem w naszym życiu. Miesiączka to nie choroba i nie może być tak, że brzydzimy, własnej krwi menstruacyjnej, tak wiem, trzeba dbać o higienę intymną, a co złego jest w poznaniu woni własnej krwi... „być może uznacie to za obrzydliwe, ale hana często z przyjemnością wącha swoją krew menstruacyjną” Nic nie jest złego. Mogę sądzić, że wiele nastolatek, kobiet wąchały własne wydzieliny w czasie okresu. Problem zaburzeń odżywiania jest poruszany nie od dziś. Uważam, że warto mówić o nich głośno, z tego względu, że zaczynają się one od wrednych komentarzy osób, które są od nas starsze i ze strony rówieśników... „państwa córka jest po prostu gruba powinna zacząć ćwiczyć zawsze zajmuje ostatnie miejsce w biegach” Moim zdaniem takie uwagi nie powinny mieć miejsca, bo nie wszyscy mamy chude i szczupłe sylwetki, każdy z nas ma inną budowę ciała. Naprawdę później osoby, które przeżyły to na własnej skórze, powtarzają sobie w głowie, co skutkuje problemami z psychiką, jedzeniem i własnym ciałem. Przestajemy akceptować siebie. Moi drodzy, czy jest jakiś problem w chodzeniu regularnie, czy częściej do ginekologa? Absolutnie nie. Według mnie lepiej pójść więcej niż mniej, iż każda chce mieć pewność, że wszystko jest w porządku, nie ma żadnych dolegliwości. Niestety w tych czasach nadal rodzice nie wspierają swoich dzieci, bo sami zostali w ten sposób wychowani, a to nie wróży niczego dobrego... „w domu oczywiście wysłuchała kazania bóg chce ci powiedzieć, żebyś przestała się puszczać”. Myślę, że wszyscy powinni przeczytać tę książkę. http://bookaholicandwriter.blogspot.com/2023/01/cierpienia-modej-hany-katja-gorecan.html
bookaholic_pl - awatar bookaholic_pl
ocenił na83 lata temu
Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością Simon Reynolds
Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością
Simon Reynolds
Czy odnieśliście kiedyś wrażenie, że jeśli chodzi o muzykę i modę, to wszystko, co było do wymyślenia, już wymyślono? Jeśli tak, to intuicja Was nie zawiodła. Na ponad pięciuset stronach Retromanii Simon Reynolds udowadnia, że popkultura weszła w stan stagnacji i przy okazji zastanawia się nad istotą kolekcjonerstwa, snuje rozważania nad znaczeniem nostalgii oraz wyjaśnia, dlaczego samplowanie jest aktem zniewolenia. SPIS TREŚCI 1. Informacje podstawowe 2. Zawartość - erudycja autora, historia popkultury i filozofia 3. Plusy, czyli jak się powinno tłumaczyć książki, i minusy, których nie ma zbyt wiele 4. Wnioski i ocena INFORMACJE PODSTAWOWE Simon Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością, tłum. Łukasz Łobodziński, Warszawa 2018. Jak już wspomniałam, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością to zdecydowanie nie lektura na jeden wieczór. Książka liczy 576 stron, z czego 536 to sam tekst. Tomik składa się ze wstępu, prologu oraz trzech wielkich działów (Teraz, Wtedy, Jutro) podzielonych na mniejsze podrozdziały. Na końcu książki znajdziemy bibliografię oraz indeks. Rozważania Reynoldsa ogłosiło drukiem wydawnictwo Kosmos Kosmos, specjalizujące się w tematyce muzycznej. Na użytek polskiego czytelnika przetłumaczył je Filip Łobodziński. ZAWARTOŚĆ - ERUDYCJA AUTORA, HISTORIA POPKUTURY I FILOZOFIA Autorem Retromanii jest Simon Reynolds, dziennikarz muzyczny z niemal czterdziestoletnim stażem, piszący dla największych tuzów z branży (,,Rolling Stone", ,,The New York Times", ,,Pitchfork", ,,Wire"...). Te cztery dekady uważnego słuchania muzyki i studiowania kultury masowej doskonale widać w omawianej książce - i z tego powodu nie jest to lektura najłatwiejsza. Czytelnik zapoznaje się z krajobrazem historycznym kultury popularnej chyba całego XX wieku i pierwszej dekady XXI, ale jednocześnie nie uświadczy on tutaj chronologicznej opowieści o tym, jak powstawała muzyka rozrywkowa. Jeśli Reynolds opowiada, przykładowo, o początkach jakiegoś gatunku muzycznego, to robi to jedynie po to, żeby mieć podstawę dla dalszych rozważań, bo to zresztą na nich opiera się ta książka. Dużo tu filozofii, zwłaszcza postmodernistycznej, z Jacquesem Derridą i Jeanem Baudrillardem na czele. Próbując odpowiedzieć na pytanie: Czy retromania zagnieździła się już na dobre, czy okaże się, że stanowiła jedynie jakiś etap historyczny?, autor zahacza o najróżniejsze tematy i teorie. I tak, stawia on na przykład tezy: - historyczna kultura masowa stała się główną tkanką pamięci pokoleniowej, wypierając stopniowo wydarzenia polityczne, jak wojny czy wybory; - t-shirty z tras koncertowych [...] swój późniejszy polor zawdzięczają temu, że przywołują czas, gdy nie miały żadnego specjalnego znaczenia poza użytkowym; - kiedyś nuda brała się z braku możliwości spędzania wolnego czasu i oczekiwania - dziś wynika z przesytu; - iPod to największa przemiana, jaka wydarzyła się muzyce w pierwszej dekadzie XXI wieku; - późny kapitalizm i kultura splatają się ze sobą dzięki ogniwu, którym jest moda. Muzyka popularna stopniowo przejęła ze świata mody przyśpieszony metabolizm i błyskawiczny cykl, w jakim kolejne zjawiska się przedawniają. Jak to wszystko, o czym pisał Reynolds, ma się do roku 2021 czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Książkę w Polsce wydano w 2018 roku, ale anglojęzyczny oryginał pochodzi z 2011. Ciekawe, jak autor skomentowałby ostatnią dekadę, a zwłaszcza album Duy Lipy, zatytułowany, nomen omen, Future Nostalgia. PLUSY, CZYLI JAK SIĘ POWINNO TŁUMACZYĆ KSIĄŻKI, I MINUSY, KTÓRYCH NIE MA ZBYT WIELE Trzeba oddać sprawiedliwość panu Łobodzińskiemu - odwalił kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o tłumaczenie, a było to, moim zdaniem, zadanie bardzo trudne. Specyfiką Retromanii jest przeogromna ilość nazwisk, dat i nazw wydarzeń, w których orientować dobrze będą się chyba jedynie najwięksi muzyczni zapaleńcy. Na szczęście dla polskiego czytelnika, tłumacz zdecydował się objaśniać je w przypisach (a niekiedy i polemizować lub wręcz poprawiać niedopatrzenia autora) - dzięki temu znacznie łatwiej jest przyswoić tekst główny, a książkę czyta się po prostu łatwiej i ciekawiej. Jak już wspomniałam, nie jest to tekst łatwy, ale niesamowicie intrygujący. Spodoba się zwłaszcza osobom, które interesują się filozofią, kulturą popularną i muzyką, i chciałyby zagłębić się w teorie ich dotyczące - zrozumieć nie ,,kto, jak, kiedy", ale ,,po co" i ,,dlaczego". Muszę jednak podkreślić, że momentami Retromania bywa naprawdę trudna w odbiorze. Bywa, że autor rozpisuje się o jakimś jednostkowym, niepopularnym i mało znanym wydarzeniu, wymienia szereg nazwisk i idzie w taki detal, że nawet jako tako obeznany ogólnie z tematem książki odbiorca poczuje się po prostu znużony. Tomik Reynoldsa wyróżnia jeszcze jedna osobliwość, a mianowicie układ tekstu. Bywa, że nagle w środku rozdziału na stronie pojawia się odcięty grubą krechą tekst (zob. zdjęcia),gdzie dziennikarz dzieli się z czytelnikiem swoimi luźniejszymi myślami, związanymi z danym zagadnieniem. Początkowo takie rozwiązanie bardzo mnie irytowało (jak to czytać? Najpierw tekst główny, czy ten pod kreską?),ale z czasem przywykłam. I dla zasady powiem jeszcze, że zdarzają się literówki, ale są one nieliczne. WNIOSKI I OCENA Chyba po prostu powtórzę opinię pana Rafała Księżyca z tylnej okładki Retromanii: Tak właśnie powinno się pisać o muzyce: szerzej, głębiej, zaskakująco. OCENA: 9/10 Więcej fajnych rzeczy i zdjęcia książki -->" okfonia.blogspot.com
Okejfonia - awatar Okejfonia
oceniła na94 lata temu

Cytaty z książki Polska (wiązanka pieśni patriotycznych)

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Polska (wiązanka pieśni patriotycznych)