Planetes tom 2

Okładka książki Planetes tom 2 autora Makoto Yukimura, 9788374715478
Okładka książki Planetes tom 2
Makoto Yukimura Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Planetes (tom 2) Seria: Mega Manga komiksy
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Planetes (tom 2)
Seria:
Mega Manga
Tytuł oryginału:
プラネテス
Data wydania:
2017-04-28
Data 1. wyd. pol.:
2017-04-28
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374715478
Tłumacz:
Paweł Dybała
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Planetes tom 2 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Planetes tom 2

Średnia ocen
7,7 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Planetes tom 2

avatar
1099
388

Na półkach:

Up on melancholy planet,
sits an astronaut,
just looking out for the day,
when you're close to me.

Udana kontynuacja. Pomimo odrobiny przesady z wytatuowanym odwróconym krzyżem na policzku i tabunem 8 psów w mieszkaniu, to jedna z lepszych opowieści o kosmosie.

Up on melancholy planet,
sits an astronaut,
just looking out for the day,
when you're close to me.

Udana kontynuacja. Pomimo odrobiny przesady z wytatuowanym odwróconym krzyżem na policzku i tabunem 8 psów w mieszkaniu, to jedna z lepszych opowieści o kosmosie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
856
793

Na półkach: ,

https://salomonik.eu/blog/przeczytane/3281-planetes-tomy-1-2

https://salomonik.eu/blog/przeczytane/3281-planetes-tomy-1-2

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
787
24

Na półkach:

Drugi tom jest już o wiele bardziej okruchami życia niż przygodą w kosmosie ale trafia do mnie w 100 procentach. + są 2 nawiązania do JOJO pies Iggy i fryzura Barona.

Drugi tom jest już o wiele bardziej okruchami życia niż przygodą w kosmosie ale trafia do mnie w 100 procentach. + są 2 nawiązania do JOJO pies Iggy i fryzura Barona.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

76 użytkowników ma tytuł Planetes tom 2 na półkach głównych
  • 50
  • 26
51 użytkowników ma tytuł Planetes tom 2 na półkach dodatkowych
  • 25
  • 12
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Planetes tom 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Abara - Edycja Specjalna Tsutomu Nihei
Abara - Edycja Specjalna
Tsutomu Nihei
Nie macie pojęcia jak się cieszyłem, gdy pierwsze wydanie „Abary” zostało zapowiedziane w jakimś 2014 roku. Toż to autor BLAME!, jednej z najsłynniejszych i najoryginalniejszych mang, pierwszy raz na naszym rynku! Wtedy ambitniejsze mangi dopiero nieśmiało się u nas pojawiały, byliśmy przed mangowym boomem i tego typu zapowiedzi były jak spełnienie marzeń. I manga mnie wtedy zachwyciła, bardziej nawet niż przeczytany później BLAME! czy Rycerze Sidonii. I podtrzymuję tę opinię - jest wspaniała. O co tu chodzi? Szczerze mówiąc, nie do końca wiadomo. Mamy ponure dość miasto przyszłości, nad którym górują tajemnicze, monumentalne bryły. Mamy bohatera, który potrafi wykształcić pancerz przemieniający go w PIĘKNEGO, czarnego potwora. Mamy też innych, przemieniających się w białe potwory. Białe potwory chcą zniszczyć te potężne bryły, czarne próbują je powstrzymać. Uwielbiam historie, których do końca nie rozumiem. Oczywiście, istnieją komiksy źle napisane. Z chaotyczną narracją, które gubią czytelnika, jednocześnie oczekując od niego że się we wszystkim połapie. Na szczęście Abara tego nie oczekuje. Rzuca skrawki worldbuildingu, sugeruje, prowadzi dynamiczną intrygę z której frajda nie wynika z rozumienia przyczyn i konsekwencji, ale z obserwacji tych konkretnych wydarzeń i z tonięcia w tym konkretnym klimacie. Tsutomu Nihei jest niesamowitym rysownikiem i twórcą światów. Widać w jego kresce jego architektoniczną przeszłość, potrafi tworzyć majestatyczne i monumentalne struktury i przestrzenie. Klimat, kreska, projekty potworów, enigmatyczny worldbuilding, monumentalność. I odrobina makabry. Bardzo mnie to wciąga i bardzo mi siedzi. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na86 miesięcy temu
Hotel Boichi
Hotel
Boichi
Mu-jik Park znany też jako „Boichi” to mangaka znany w Polsce głównie z serii shonen „Dr. Stone”. Jednakże ma na swoim koncie też parę mniejszych projektów. Tom „Hotel” zbiera właśnie jego krótsze formy. Tytułowy „Hotel” opowiada historię świata, który stanął wobec widma kompletnej zagłady życia na Ziemi. Naukowcy tworzą jednak supernowoczesną wieżę zwaną „Hotelem”, która ma przechować DNA większości ziemskich gatunków aż do polepszenia się warunków na Ziemi. Historia przypominała mi trochę opowiadanie „Nadejdą ciepłe deszcze” Raya Bradbury’ego pokazujące niszczenie supernowoczesnego domu pod nieobecność właścicieli. Tutaj jest podobnie, tylko że skala zagrożeń wobec wieży jest o wiele większa – warunki klimatyczne robią się coraz bardziej ekstremalne, a stawką są losy życia na Ziemi. W mandze historii towarzyszy narracja komputera wieży, który okazuje się zaskakująco ludzki – tęskni za swoimi twórcami i po latach zaczyna doskwierać mu samotności. Jest to najlepszy i najbardziej przejmujący tekst w tomie. Swego rodzaju epilog stanowi krótka historia „Dola” o ostatnim człowieku na Ziemi. Dosyć smutno-gorzka-opowieść. Następną dłuższą opowieścią jest „Prezent”, który opowiada o młodej kobiecie, która budzi się ze śpiączki i usiłuje porozumieć się ze swoim mężem. Początkowo nie byłem specjalnie przejęty, ale kiedy dochodzi do pewnego zwrotu akcji, to naprawdę się wzruszyłem. Bardzo dobrze przemyślany tekst. Niestety kolejna krótsza forma czyli „Migrena” zupełnie do mnie nie trafiła. W kolejnej historii czyli „Wszystko dla tuńczyka” ludzkość musi przeżyć w świecie po… wyginięciu tuńczyka. Fabuła jest bardzo groteskowa i czasami można się szczerze uśmiechnąć. Niestety w pewnym momencie zaczyna się robić męcząca. Trochę skróciłbym tekst. Tym razem epilogiem jest krótka historia o… Ryba-Rangerze czyli parodii japońskich superbohaterów. Niestety zamiast śmieszne wypada głupkowato. Dosyć dziwnym przypadkiem jest „Stephanos”. Zaczyna się jak ciekawy dramat o ciąży urojonej, by potem stać się pełnoprawnym horrorem. Elementy dramatyczne wypadają bardzo dobrze, ale niestety horror jest tu dosyć niedorzeczny. Miłą niespodzianką okazał się króciutki „Kenji, król wynalazków”. Dowcip tu zaprezentowany jest dosyć oklepany, ale dalej bawi. Zamykający tom „Diadem” to typowe fantasy o młodej dziewczynie, która na czele wielkiej armii stawia czoło imperium. Niestety jest to bardzo sztampowa opowieść i wypada z głowy szybko po lekturze. Zupełnie nie pasuje do reszty tomu. Rysunki są bardzo ładne i szczegółowe. Autor radzi sobie w różnych konwencjach i w projektowaniu różnych fantastycznych wynalazków jest bardzo pomysłowy. Najgorzej narysowany jest „Diadem”, w którym twórca chyba nie do końca się odnalazł. Jest to dosyć nierówny zbiór. Parę historii jest naprawdę bardzo dobrych, ale są też takie zupełnie niepotrzebne. Jednakże dwie opowieści były dla mnie na tyle udane, że sięgnę po inne tytułu tego autora.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na61 rok temu
Dziewczyna znad morza #1 Inio Asano
Dziewczyna znad morza #1
Inio Asano
Seinen manga - komiks dla dorosłych, sporo dosadnej erotyki (wpadającej bez mała w hentai),w dodatku rzecz trochę ciężka i przygnębiająca... jak przystało na opowieść o nastolatkach, którzy im bardziej się próbują odnaleźć, tym bardziej się gubią. Uczciwie przyznam, że miałem podczas lektury drobny dysonans poznawczy, właśnie z uwagi na fakt, że rzecz jest o bardzo młodych ludziach, tyle, że tkwiących w takim tierze depresji, zniechęcenia i zdeprawowania, że starczyłoby tego wszystkiego dla czterdziestolatków po przejściach. Gdyby nie ilość seksu, którą uprawiają, to powiedziałbym, że widzę w nich poniekąd siebie i szereg znanych mi ludzi... tyle, że my mamy już na karku tych parę krzyżyków, prawda? Podoba mi się kreska - naprawdę świetnie naszkicowane twarze, niektóre ujęcia portretowe aż chciałoby się prześledzić z 2B w ręku! Fajne ujęcia krajobrazowe, sporo szczegółów, niezłe kadry. Nie mam pewności czy wszystko tutaj było faktycznie rysowane, mam wrażenie, że niektóre kadry mogły być przetworzonymi zdjęciami. A może nie. Nie wiem. Ogólnie, pod względem graficznym jest to złoto, aczkolwiek i tutaj znalazłyby się pewne uwagi. Nie podobały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze: główna bohaterka i główny bohater są w pewnych ujęciach dość podobni, oboje z czarnymi, podobnej długości włosami, nawet dość podobnymi fryzurami. O ile zazwyczaj bez trudu ich rozróżniamy (zwłaszcza en face),to czasami jest to trudne lub niemożliwe. Okienka są małe (jako i format komiksu),kadry zaś bywają nazbyt dynamiczne: wąskie, ciasne, cięte z bekhendu. Do tego dochodzą dymki dialogowe - nie wiedzieć czemu mocowane dość daleko od postaci, czasami po przeciwnej stronie okienka. Bywa, że monolog jednej postaci rozbity jest na kilka dymków i część z nich naturalnie odczytujemy jako wypowiedź innej postaci. A czasami po prostu w ogóle nie możemy dopasować kto co mówi. Kwestia techniczna, ale łamie imersję. Dziewczyna znad morza to spokojnie tląca się, a jednak mocna rzecz. Smutna. Przygnębiająca. Samą historię oceniam wyżej niż techniczną stronę mangi - co prawda rysunki są świetne, jednak wspomniane kwestie związane np. z kadrowaniem czy dymkami powodowały, że czułem się nieco zniechęcony do lektury. Bez wątpienia wolałbym ten komiks w formacie A4, ale oczywiście wiem dlaczego manga jest wydawana w mniejszych zeszytach. Opinię wystawiam po lekturze dwóch tomów, jest ona tożsama dla obu ;-).
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na710 miesięcy temu
H.P. Lovecraft: Ogar i inne opowiadania H.P. Lovecraft
H.P. Lovecraft: Ogar i inne opowiadania
H.P. Lovecraft Gou Tanabe
Co sprawia że ,,lubimy się bać!”? Zwykła ludzka ciekawość, pociąg do tajemnicy i nieznanego? A może złamanie tabu lub zmierzenie się z własnymi lękami i słabościami poprzez kontakt z czymś co fikcyjnie lub nie, a co jest w stanie wywołać u nas nieoczekiwaną gamę negatywnych związanych ze strachem, czymś obłym, złym, pierwotnym, inno-wymiarowym i wprawiającym w emocjonalną katatonię, emocji? Chyba jest to jedno z tych pytań na które nawet i nauka – tłumacząca się istnieniem ,,genu zła” i ,,hormonalnej gry” w naszym ciele, gdy organizm odczuwa strach – czy liczni artyści tworzący w obrębie kultury masowej, czy kultury w ogóle (przecież sztuka, choć teoretycznie ,,piękna”, też może wywołać u obserwatora subiektywne negatywne odczucia i fluidy),nie zna i nie znają odpowiedzi. Każdy z ludzi to, co jest logicznym wnioskiem, a nie odkryciem na wagę Nobla!, można by rzec cholerny ,,indywidualista” – to co jednych straszy, innych może bawić; nie da się więc określić jednoznacznie czemu pociąga nas do strachu lub innych emocjonalnych ,,negatywizmów”. Zdarzają się i tacy, którzy chcą się po prostu bać, żeby odczuć z tego jakąś satysfakcję, inni z kolei przez skrajne odczucia tego rodzaju chcą przeżyć duchowe katharsis, a jeszcze inni po prostu… lubią oglądać, czytać, słuchać rozmaitych horrorów, tworów makabry, slasherów, thrillerów psychologicznych z suspensem i tajemnicą w tle. I nie ma w tym nic dziwnego. Jednak... tu powstaje pewne ,,popkulturowe” pytanie: czy istnieje uniwersalny rodzaj gatunku około-horrorowego lub ,,uniwersalny autor”, który kreuje tego rodzaju pozycje w swej pracy na rzecz ,,tych, którzy chcą być zalani negatywnym uczuciem lęku, przerażenia i fobii ogarniających najgłębsze pokłady własnego Ja emocji”, które to dzieła mimo zacięcia subiektywnego w rozumieniu tego, co nazywamy ,,grozą”, są w stanie wpłynąć w różnym stopniu, w różnej warstwie na każdego, kto sięgnie po dzieła tego autora, po tą a tą konkretną jego pozycję? Czy da się przekopać ,,popkulturowy wór różności” i odnaleźć ,,tego kogoś!” – tego reżysera, scenarzystę, rysownika, pisarza, poetę, który tworzy tak intuicyjnie, tak wielowymiarowo i fabularnie dość interesująco, opinając to w ramy negatywnych idealnych do horroru i temu podobnych założeń gatunkowych emocji, że finalnie każdy kto chwyci ,,to jego wybitne coś!” doświadczy głębokich, proroczych i jakby mistycznych chwil, emocji przesiąkłych nieosiągalną przez jakiekolwiek inne dzieła innych artystów grozą? I tu pojawi się dość kontrowersyjny wniosek: teoretycznie istnieje kilku takich kreatorów pośród naszego dziedzictwa w obrębie kultury czy szeroko pojętej rozrywki, z drugiej strony nikt taki istnieć nigdy nie będzie, gdyż zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał ubaw z horroru i suspensikowego thrillera, gdyż ,,wyraźnie go czy ją takie fanaberie i bzdety nie interesują”, a poza tym ten ktoś niczego się nie boi, ,,bo takie rzeczy, co to w książkach lub filmach w horrorze się dzieją, to tylko fikcja, i nic z niej nie jest realne”. Mimo wszystko należy dać szansę pierwszemu typowi wniosku, a na przykłady jego potwierdzenia wybrałem nazwiska pisarzy, gdyż około-horrowo-makabro-thrillerowa materia gatunku kojarzy się przede wszystkim z powieścią, potem dopiero z filmem, komiksami czy grami video. I tak, wśród tuz pisarskiego horroru wybija się trio autorów, którzy są w stanie tworzyć na granicy pojęcia ,,uniwersalności”, o której powyżej była mowa. Są to, a raczej powinny być, bo wciąż to subiektywna opinia i założenie: Stephen King, H. P. Lovecraft oraz Dean Koontz. To pierwsze, to szczególne miejsce sądzę należy się… i już Wy pewnie wiecie komu, nie inaczej: to Howard Phillips Lovecraft stanowi przykład mistrzowskiego operowania grozą, makabrą i całą masą ,,negatywnego gatunku”, sięgającego po pierwociny tego w swych dziełach, z czego odbiorca nawet nie zda sobie sprawy, że jest to takie źródło powoli rozwijającego się w czytanych Lovecrafta tytułach strachu i lęku, zamieniającego się w z niczym nieporównywalne przerażenie. Tak, Pan H. P. Lovecraft przez całą swoją karierę, zdaje się dwoił się i troił – dla gatunku, o którym mowa, także w znacznej mierze dla szeroko pojętej popkultury wyłożył, a raczej wykuł ciężką pracą!, solidny kamień węgielny pod rozwój i ewolucję horrorowo-thrillerkowych treści dla najrozmaitszych form to przekazujących: od filmu, serialu, komiksu, przez gry planszowe i video a na słuchowiskach kończywszy. Inaczej mówiąc: ten jego wkład jest tu praktycznie bezcenny. Choć był trudnym człowiekiem, o niełatwym charakterze, był w stanie zjednać do siebie ludzi poprzez to, co i jak tworzył. Napisał historię tym jak bardzo odważnie i intuicyjnie, jakby przelewał na swoje twory najgorsze wizje, koszmary i lęki… jakby był w stanie stworzyć materię tego rodzaju treści w horrorze, która całą swoją niezwykłością, niby neutralnością z początku podczas zaczynania lektury, a tym przejawem wpływu strachu i lęku podczas wchłaniania jej dalszych etapów, zmieniał spojrzenie każdego czytającego na to czym jest lęk i inne negatywne siły, które odbiorca doświadcza podczas czytania danego dzieła Lovecrafta. ,,Spojrzenie”, które, co dziwnie zabrzmi: dostosowuje się do każdego, dosłownie sądzę każdego, kto weźmie w ręce cokolwiek z tworów tego pisarza, fluktuując do finalnej formy strachu i lęku dostosowanego właśnie do niego. I to jest chyba ten ,,uniwersalizm” w pojęciu tej prawie że idealnej powieści, komiksu, nowelki graficznej, filmu, które opowiadane gatunkiem horroru straszą – choć dość ogólnikowe i jakby spłycone słowo – ot, wpływają rodzajem ,,negatywnych sił narracyjnych na każdego odbiorcę. Na pewno trudno jest wskazać ten jeden wybitny, najlepszy, najbardziej ,,strachogenny” utwór z całego dorobku Lovecrafta. Dla jednych może to być ,,Kopiec”, dla innych ,,Droga do szaleństwa” a znowu dla tych najbardziej oczarowanych tym jak na nich Lovecraft wpłynął jest ,,Zew Cthulhu”. Nasz mistrz otwiera ku nam bramy - wrota dla pradawnych mar, niecnych nieznanych sił, dziwnych obłych istoto, czegoś niematerialnego i nienazwanego, co z przyjemnością ,,wprasza się” do jego pisarstwa, prowadzi go w fabułach jego dzieł, jest z nim do końca, do końca jest również z czytelnikiem. H. P. Lovecraft otwiera umysły odbiorcy swoich dzieł, i to jest w nim fenomenalne, na bardzo intuicyjny, nadnaturalnie niespokojny, suspensowy, dziwnie atakujący, oschły i nawet surowy sposób budowania atmosfery grozy, gdzie to ,,zło”, co tak uniwersalnie w jego twórczości ma ,,straszyć!”, przesiąka do czytelnika, zabarwia emocje i nastrój stylem poruszającego wewnętrzne struny bezpieczeństwa prywatnego Ja u doświadczającego jego dzieł ochotnika. Ów pisarz będzie obecny zawsze, nawet w swoich własnych adaptacjach, których to mamy w popkulturze całe multum. Jednym z takowych tytułów, które przenoszą styl pisania Lovecrafta, zamysły fabuły i sposób jego ujęcia gatunku grozy i tego ,,strachogennego uniwersalnego oddziaływania na odbiorcę”, z którego tak jest znany, jest niespodziewanie… manga! Tak, japoński komiks o tytule – i to nie jedyny, bo w tak nazwanym cyklu tworzy się swego rodzaju MiniVersum! - ,,H. P. Lovecraft. Ogar i inne opowiadania” autorstwa Tanabe Gou, zdziałał wiele dla ponownego odciśnięcia lovecraftowskiej stylówy w realiach książkowo-komiksowego horroru. Przymierzając się do tej mangi nie oczekiwałem wiele; Lovecrafta adaptuje się trudno, trzeba to zrobić intuicyjnie i drobiazgowo – ,,Ogar” mnie nie zawiódł, zrobił wręcz coś przeciwnego. Oczarował mnie, przeraził, zafascynował – rzecz jasna nie tak jak to robiły to liczne dzieła pisarza, o którym mowa – z dozą ,,tego czegoś”, że chce się jeszcze więcej i więcej z mangi tego cyklu. Zapamiętajmy ,,Mangowego Lovecrafta”, bo tak nazywa się cykl japońskich komiksów, do których należy omawiany niniejszym ,,Ogar i inne opowiadania” Gou. Wydany w Polsce przez ,,Studio JG” zajmuje ciche miejsce, na półeczce, w kąciku, w sam raz dla koneserów odpowiednio zrealizowanego graficznego horroru, który ma w sobie ten trudny w odbiorze uniwersalny charakter ,,strachogenności”. Zresztą sam ,,Ogar” to wydanie dość specyficzne, jak na mangę średnio objętościowe – do 180 stron. Wymaga cierpliwości, bo to nie akcyjniak, który przerzuci się z prawej do lewej w pół godziny i manga przeczytana. Nie!... Każda plansza, każdy kadr z każdej strony, z każdego z trzech graficznych opowiadań tomu powinno się doświadczać, jakby to były historie, które wydarzyły się naprawdę, ale zatrzymane w ,,akcie tragedii”, która przytrafiła się określonym ludziom, w tajemniczych i niewyjaśnionych okolicznościach, z nie do końca ,,czytelnym” zakończeniem takich wypadków; jakby były to wydarzenia, które wstrząsnęły całym światem i zostały zamknięte w jakieś zakazanej księdze, spisane w formie przeklętego rysunkowego manuskryptu, których Ty teraz doświadczasz, bo masz tą niekłamaną chorą przyjemność trzymać w rękach jeden z ostatnich jego egzemplarzy. Czy to w tytułowym ,,Ogarze”, czy w ,,Świątyni” – pierwszym, cholernie intrygującym łączącym historyczne realia wojenne z czymś głęboko niezbadanym, czymś umykającym cywilizacji, opowiadaniu z tomu, czy w ostatnim, ,,Zapomnianym Mieście” – w tych trzech kompletnie zaskakujących (bo takie ,,to było dobre, no ale urwał!”, tak poruszające w człowieku to intymne, bo własne i tak istotne dla każdego z nas poczucie niebezpieczeństwa, ogarniającej trwogi, lęku i psychicznej męczarni związanej ze strachem i przerażeniem, że aż nie da się tego ,,czytelniczo i po ludzku!" pojąć) tworach dostaliśmy chyba więcej niż tego można było po Gou oczekiwać, i chyba dużo więcej niż oczekiwałby sam Lovecraft, i to po innych artystach, którzy interpretują to, co on sam tak z oddaniem i w odpowiednim klimacie dał Światu. Mamy do czynienia z około 180-stronicym rysunkiem, z całego tomu, który przypomina średniowieczne czarno-białe ryciny, tylko że o wiele bardziej wyraźniejsze, dokładniejsze, głębsze w przekazaniu odpowiednio silnych emocji i nutki suspensu z sosem tajemnicy na dokładkę – ryciny, które w przypadku zbioru ,,Ogar” Tanabe Gou jakby były kreślone ręką artysty ,,zakontraktowanego” piekielnym paktem z przedwiecznym, przebudzonym pochłaniającym zmysły złem. Trudno tu mówić o negatywnym czy pozytywnym finale każdej z trzech historii – teoretycznie można intuicyjnie sobie to dopowiedzieć, można wcielić się w bohaterów, którzy doznali czegoś, coś, co ciężko opisać, i spróbować samemu zamknąć dane wydarzenia. Żadne z opowiadań nie góruje nad resztą – są określoną historią, ale nie do końca spójną: bardziej tajemniczą, zatrważającą, wprawiającą w stan dziwnych emocji... w stan lovecraftowskiego lęku!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na91 rok temu

Cytaty z książki Planetes tom 2

Więcej
Makoto Yukimura Planetes tom 2 Zobacz więcej
Makoto Yukimura Planetes tom 2 Zobacz więcej
Makoto Yukimura Planetes tom 2 Zobacz więcej
Więcej