H.P. Lovecraft: Ogar i inne opowiadania
H.P. Lovecraft Gou Tanabe
Co sprawia że ,,lubimy się bać!”? Zwykła ludzka ciekawość, pociąg do tajemnicy i nieznanego? A może złamanie tabu lub zmierzenie się z własnymi lękami i słabościami poprzez kontakt z czymś co fikcyjnie lub nie, a co jest w stanie wywołać u nas nieoczekiwaną gamę negatywnych związanych ze strachem, czymś obłym, złym, pierwotnym, inno-wymiarowym i wprawiającym w emocjonalną katatonię, emocji? Chyba jest to jedno z tych pytań na które nawet i nauka – tłumacząca się istnieniem ,,genu zła” i ,,hormonalnej gry” w naszym ciele, gdy organizm odczuwa strach – czy liczni artyści tworzący w obrębie kultury masowej, czy kultury w ogóle (przecież sztuka, choć teoretycznie ,,piękna”, też może wywołać u obserwatora subiektywne negatywne odczucia i fluidy),nie zna i nie znają odpowiedzi.
Każdy z ludzi to, co jest logicznym wnioskiem, a nie odkryciem na wagę Nobla!, można by rzec cholerny ,,indywidualista” – to co jednych straszy, innych może bawić; nie da się więc określić jednoznacznie czemu pociąga nas do strachu lub innych emocjonalnych ,,negatywizmów”. Zdarzają się i tacy, którzy chcą się po prostu bać, żeby odczuć z tego jakąś satysfakcję, inni z kolei przez skrajne odczucia tego rodzaju chcą przeżyć duchowe katharsis, a jeszcze inni po prostu… lubią oglądać, czytać, słuchać rozmaitych horrorów, tworów makabry, slasherów, thrillerów psychologicznych z suspensem i tajemnicą w tle. I nie ma w tym nic dziwnego. Jednak... tu powstaje pewne ,,popkulturowe” pytanie: czy istnieje uniwersalny rodzaj gatunku około-horrorowego lub ,,uniwersalny autor”, który kreuje tego rodzaju pozycje w swej pracy na rzecz ,,tych, którzy chcą być zalani negatywnym uczuciem lęku, przerażenia i fobii ogarniających najgłębsze pokłady własnego Ja emocji”, które to dzieła mimo zacięcia subiektywnego w rozumieniu tego, co nazywamy ,,grozą”, są w stanie wpłynąć w różnym stopniu, w różnej warstwie na każdego, kto sięgnie po dzieła tego autora, po tą a tą konkretną jego pozycję? Czy da się przekopać ,,popkulturowy wór różności” i odnaleźć ,,tego kogoś!” – tego reżysera, scenarzystę, rysownika, pisarza, poetę, który tworzy tak intuicyjnie, tak wielowymiarowo i fabularnie dość interesująco, opinając to w ramy negatywnych idealnych do horroru i temu podobnych założeń gatunkowych emocji, że finalnie każdy kto chwyci ,,to jego wybitne coś!” doświadczy głębokich, proroczych i jakby mistycznych chwil, emocji przesiąkłych nieosiągalną przez jakiekolwiek inne dzieła innych artystów grozą? I tu pojawi się dość kontrowersyjny wniosek: teoretycznie istnieje kilku takich kreatorów pośród naszego dziedzictwa w obrębie kultury czy szeroko pojętej rozrywki, z drugiej strony nikt taki istnieć nigdy nie będzie, gdyż zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał ubaw z horroru i suspensikowego thrillera, gdyż ,,wyraźnie go czy ją takie fanaberie i bzdety nie interesują”, a poza tym ten ktoś niczego się nie boi, ,,bo takie rzeczy, co to w książkach lub filmach w horrorze się dzieją, to tylko fikcja, i nic z niej nie jest realne”. Mimo wszystko należy dać szansę pierwszemu typowi wniosku, a na przykłady jego potwierdzenia wybrałem nazwiska pisarzy, gdyż około-horrowo-makabro-thrillerowa materia gatunku kojarzy się przede wszystkim z powieścią, potem dopiero z filmem, komiksami czy grami video. I tak, wśród tuz pisarskiego horroru wybija się trio autorów, którzy są w stanie tworzyć na granicy pojęcia ,,uniwersalności”, o której powyżej była mowa. Są to, a raczej powinny być, bo wciąż to subiektywna opinia i założenie: Stephen King, H. P. Lovecraft oraz Dean Koontz. To pierwsze, to szczególne miejsce sądzę należy się… i już Wy pewnie wiecie komu, nie inaczej: to Howard Phillips Lovecraft stanowi przykład mistrzowskiego operowania grozą, makabrą i całą masą ,,negatywnego gatunku”, sięgającego po pierwociny tego w swych dziełach, z czego odbiorca nawet nie zda sobie sprawy, że jest to takie źródło powoli rozwijającego się w czytanych Lovecrafta tytułach strachu i lęku, zamieniającego się w z niczym nieporównywalne przerażenie.
Tak, Pan H. P. Lovecraft przez całą swoją karierę, zdaje się dwoił się i troił – dla gatunku, o którym mowa, także w znacznej mierze dla szeroko pojętej popkultury wyłożył, a raczej wykuł ciężką pracą!, solidny kamień węgielny pod rozwój i ewolucję horrorowo-thrillerkowych treści dla najrozmaitszych form to przekazujących: od filmu, serialu, komiksu, przez gry planszowe i video a na słuchowiskach kończywszy. Inaczej mówiąc: ten jego wkład jest tu praktycznie bezcenny. Choć był trudnym człowiekiem, o niełatwym charakterze, był w stanie zjednać do siebie ludzi poprzez to, co i jak tworzył. Napisał historię tym jak bardzo odważnie i intuicyjnie, jakby przelewał na swoje twory najgorsze wizje, koszmary i lęki… jakby był w stanie stworzyć materię tego rodzaju treści w horrorze, która całą swoją niezwykłością, niby neutralnością z początku podczas zaczynania lektury, a tym przejawem wpływu strachu i lęku podczas wchłaniania jej dalszych etapów, zmieniał spojrzenie każdego czytającego na to czym jest lęk i inne negatywne siły, które odbiorca doświadcza podczas czytania danego dzieła Lovecrafta. ,,Spojrzenie”, które, co dziwnie zabrzmi: dostosowuje się do każdego, dosłownie sądzę każdego, kto weźmie w ręce cokolwiek z tworów tego pisarza, fluktuując do finalnej formy strachu i lęku dostosowanego właśnie do niego. I to jest chyba ten ,,uniwersalizm” w pojęciu tej prawie że idealnej powieści, komiksu, nowelki graficznej, filmu, które opowiadane gatunkiem horroru straszą – choć dość ogólnikowe i jakby spłycone słowo – ot, wpływają rodzajem ,,negatywnych sił narracyjnych na każdego odbiorcę. Na pewno trudno jest wskazać ten jeden wybitny, najlepszy, najbardziej ,,strachogenny” utwór z całego dorobku Lovecrafta. Dla jednych może to być ,,Kopiec”, dla innych ,,Droga do szaleństwa” a znowu dla tych najbardziej oczarowanych tym jak na nich Lovecraft wpłynął jest ,,Zew Cthulhu”. Nasz mistrz otwiera ku nam bramy - wrota dla pradawnych mar, niecnych nieznanych sił, dziwnych obłych istoto, czegoś niematerialnego i nienazwanego, co z przyjemnością ,,wprasza się” do jego pisarstwa, prowadzi go w fabułach jego dzieł, jest z nim do końca, do końca jest również z czytelnikiem.
H. P. Lovecraft otwiera umysły odbiorcy swoich dzieł, i to jest w nim fenomenalne, na bardzo intuicyjny, nadnaturalnie niespokojny, suspensowy, dziwnie atakujący, oschły i nawet surowy sposób budowania atmosfery grozy, gdzie to ,,zło”, co tak uniwersalnie w jego twórczości ma ,,straszyć!”, przesiąka do czytelnika, zabarwia emocje i nastrój stylem poruszającego wewnętrzne struny bezpieczeństwa prywatnego Ja u doświadczającego jego dzieł ochotnika. Ów pisarz będzie obecny zawsze, nawet w swoich własnych adaptacjach, których to mamy w popkulturze całe multum. Jednym z takowych tytułów, które przenoszą styl pisania Lovecrafta, zamysły fabuły i sposób jego ujęcia gatunku grozy i tego ,,strachogennego uniwersalnego oddziaływania na odbiorcę”, z którego tak jest znany, jest niespodziewanie… manga! Tak, japoński komiks o tytule – i to nie jedyny, bo w tak nazwanym cyklu tworzy się swego rodzaju MiniVersum! - ,,H. P. Lovecraft. Ogar i inne opowiadania” autorstwa Tanabe Gou, zdziałał wiele dla ponownego odciśnięcia lovecraftowskiej stylówy w realiach książkowo-komiksowego horroru. Przymierzając się do tej mangi nie oczekiwałem wiele; Lovecrafta adaptuje się trudno, trzeba to zrobić intuicyjnie i drobiazgowo – ,,Ogar” mnie nie zawiódł, zrobił wręcz coś przeciwnego. Oczarował mnie, przeraził, zafascynował – rzecz jasna nie tak jak to robiły to liczne dzieła pisarza, o którym mowa – z dozą ,,tego czegoś”, że chce się jeszcze więcej i więcej z mangi tego cyklu.
Zapamiętajmy ,,Mangowego Lovecrafta”, bo tak nazywa się cykl japońskich komiksów, do których należy omawiany niniejszym ,,Ogar i inne opowiadania” Gou. Wydany w Polsce przez ,,Studio JG” zajmuje ciche miejsce, na półeczce, w kąciku, w sam raz dla koneserów odpowiednio zrealizowanego graficznego horroru, który ma w sobie ten trudny w odbiorze uniwersalny charakter ,,strachogenności”. Zresztą sam ,,Ogar” to wydanie dość specyficzne, jak na mangę średnio objętościowe – do 180 stron. Wymaga cierpliwości, bo to nie akcyjniak, który przerzuci się z prawej do lewej w pół godziny i manga przeczytana. Nie!... Każda plansza, każdy kadr z każdej strony, z każdego z trzech graficznych opowiadań tomu powinno się doświadczać, jakby to były historie, które wydarzyły się naprawdę, ale zatrzymane w ,,akcie tragedii”, która przytrafiła się określonym ludziom, w tajemniczych i niewyjaśnionych okolicznościach, z nie do końca ,,czytelnym” zakończeniem takich wypadków; jakby były to wydarzenia, które wstrząsnęły całym światem i zostały zamknięte w jakieś zakazanej księdze, spisane w formie przeklętego rysunkowego manuskryptu, których Ty teraz doświadczasz, bo masz tą niekłamaną chorą przyjemność trzymać w rękach jeden z ostatnich jego egzemplarzy.
Czy to w tytułowym ,,Ogarze”, czy w ,,Świątyni” – pierwszym, cholernie intrygującym łączącym historyczne realia wojenne z czymś głęboko niezbadanym, czymś umykającym cywilizacji, opowiadaniu z tomu, czy w ostatnim, ,,Zapomnianym Mieście” – w tych trzech kompletnie zaskakujących (bo takie ,,to było dobre, no ale urwał!”, tak poruszające w człowieku to intymne, bo własne i tak istotne dla każdego z nas poczucie niebezpieczeństwa, ogarniającej trwogi, lęku i psychicznej męczarni związanej ze strachem i przerażeniem, że aż nie da się tego ,,czytelniczo i po ludzku!" pojąć) tworach dostaliśmy chyba więcej niż tego można było po Gou oczekiwać, i chyba dużo więcej niż oczekiwałby sam Lovecraft, i to po innych artystach, którzy interpretują to, co on sam tak z oddaniem i w odpowiednim klimacie dał Światu.
Mamy do czynienia z około 180-stronicym rysunkiem, z całego tomu, który przypomina średniowieczne czarno-białe ryciny, tylko że o wiele bardziej wyraźniejsze, dokładniejsze, głębsze w przekazaniu odpowiednio silnych emocji i nutki suspensu z sosem tajemnicy na dokładkę – ryciny, które w przypadku zbioru ,,Ogar” Tanabe Gou jakby były kreślone ręką artysty ,,zakontraktowanego” piekielnym paktem z przedwiecznym, przebudzonym pochłaniającym zmysły złem. Trudno tu mówić o negatywnym czy pozytywnym finale każdej z trzech historii – teoretycznie można intuicyjnie sobie to dopowiedzieć, można wcielić się w bohaterów, którzy doznali czegoś, coś, co ciężko opisać, i spróbować samemu zamknąć dane wydarzenia. Żadne z opowiadań nie góruje nad resztą – są określoną historią, ale nie do końca spójną: bardziej tajemniczą, zatrważającą, wprawiającą w stan dziwnych emocji... w stan lovecraftowskiego lęku!
OPINIE i DYSKUSJE o książce Planetes tom 2
Up on melancholy planet,
sits an astronaut,
just looking out for the day,
when you're close to me.
Udana kontynuacja. Pomimo odrobiny przesady z wytatuowanym odwróconym krzyżem na policzku i tabunem 8 psów w mieszkaniu, to jedna z lepszych opowieści o kosmosie.
Up on melancholy planet,
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tosits an astronaut,
just looking out for the day,
when you're close to me.
Udana kontynuacja. Pomimo odrobiny przesady z wytatuowanym odwróconym krzyżem na policzku i tabunem 8 psów w mieszkaniu, to jedna z lepszych opowieści o kosmosie.
https://salomonik.eu/blog/przeczytane/3281-planetes-tomy-1-2
https://salomonik.eu/blog/przeczytane/3281-planetes-tomy-1-2
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrugi tom jest już o wiele bardziej okruchami życia niż przygodą w kosmosie ale trafia do mnie w 100 procentach. + są 2 nawiązania do JOJO pies Iggy i fryzura Barona.
Drugi tom jest już o wiele bardziej okruchami życia niż przygodą w kosmosie ale trafia do mnie w 100 procentach. + są 2 nawiązania do JOJO pies Iggy i fryzura Barona.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety w tym tomie Yukimura za wszelką cenę chce ugryźć wiele wątków innych postaci i chociaż nie wychodzi mu to tragicznie, to cała konsekwentnie budowana rzeczywistość społeczna związana z podbojem kosmosu rozmywa się, a wątki zostają spłycone - zakończenie niestety nie jest nazbyt satysfakcjonujące i chciałoby się więcej. Kreska jak i klimat - chociaż nie pogłębiony i tak jest genialny.
Niestety w tym tomie Yukimura za wszelką cenę chce ugryźć wiele wątków innych postaci i chociaż nie wychodzi mu to tragicznie, to cała konsekwentnie budowana rzeczywistość społeczna związana z podbojem kosmosu rozmywa się, a wątki zostają spłycone - zakończenie niestety nie jest nazbyt satysfakcjonujące i chciałoby się więcej. Kreska jak i klimat - chociaż nie pogłębiony i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(Zbiorczo tomy 1-2)
Wspaniała okładka, wspaniałe niektóre kadry. Niedaleka przyszłość, loty w kosmos, praca śmieciarza na orbicie, bazy na księżycu i Marsie - wszystko to wspaniale pobudza wyobraźnię i przyciąga klimatem, obietnicą przygody, eksplorowaniem kosmicznej przyszłości z nieco bardziej przyziemnym i realistycznym podejściem.
I pierwszy tom (lepszy w mojej ocenie) taki jest. Pokazuje prace przyszłości z lekką nutką życia osobistego (długie okresy daleko od domu) dodając do tego intrygę nieco bardziej sensacyjną.
Niestety drugi tom nie dowozi. Mamy wprawdzie trochę klimatów lekko politycznych, trochę pokazania szerszego bohaterów, ich dzieciństwa, czy trudów łaczenia życia na Ziemii z pracą kosmiczną... Ale całość traci impet, zupełnie nie wykorzystuje wątków z tomu 1 (organizacja, dziewczyna z księżyca),powierzchownie traktuje trudy rozstania na lata i dodaje jakieś wizje i inne bzdury.
Szkoda, bo temat jest nośny i chętnie bym więcej o tych bohaterach (lub tego typu) poczytał, ale w bardziej dojrzały sposób.
Ale przeczytać warto, choć niedosyt pozostaje.
(Zbiorczo tomy 1-2)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniała okładka, wspaniałe niektóre kadry. Niedaleka przyszłość, loty w kosmos, praca śmieciarza na orbicie, bazy na księżycu i Marsie - wszystko to wspaniale pobudza wyobraźnię i przyciąga klimatem, obietnicą przygody, eksplorowaniem kosmicznej przyszłości z nieco bardziej przyziemnym i realistycznym podejściem.
I pierwszy tom (lepszy w mojej ocenie)...
Kontynuacja przygód Hachimakiego i spółki. W drugim tomie pojawia się dóżo epizodycznych postaci i mniej w niej samego głównego bohatera, pewnie przez jego długa podróż statkiem.
Zakończenie trochę mnie zawiodło, ponieważ jest przegadane, ale samo w sobie nie jest złe.
Szkoda że manga nie była dłuższa, albo nie doczekała się kontynuacji.
Kontynuacja przygód Hachimakiego i spółki. W drugim tomie pojawia się dóżo epizodycznych postaci i mniej w niej samego głównego bohatera, pewnie przez jego długa podróż statkiem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZakończenie trochę mnie zawiodło, ponieważ jest przegadane, ale samo w sobie nie jest złe.
Szkoda że manga nie była dłuższa, albo nie doczekała się kontynuacji.
Drugi tom trochę mniej spójny. Opowiada o przeszłości bohaterów i wprowadza parę nowych - epizodycznych, które jednak nie przypadły mi do gustu.
Drugi tom trochę mniej spójny. Opowiada o przeszłości bohaterów i wprowadza parę nowych - epizodycznych, które jednak nie przypadły mi do gustu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to