rozwińzwiń

Dragons Rioting #9

Okładka książki Dragons Rioting #9 autora Tsuyoshi Watanabe, 9788380961425
Okładka książki Dragons Rioting #9
Tsuyoshi Watanabe Wydawnictwo: Waneko Cykl: Dragons Rioting (tom 9) komiksy
196 str. 3 godz. 16 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Dragons Rioting (tom 9)
Tytuł oryginału:
Dragons Raiden
Data wydania:
2017-04-24
Data 1. wyd. pol.:
2017-04-24
Liczba stron:
196
Czas czytania
3 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380961425
Tłumacz:
Beata Trojnar
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dragons Rioting #9 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dragons Rioting #9

Średnia ocen
6,4 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dragons Rioting #9

avatar
1331
1265

Na półkach:

Dziewiąty i zarazem ostatni tom mangi Dragons Rioting skupia się na ostatecznym starciu. Rintaro będzie musiał użyć swoich najlepszych technik i wykorzystać sto procent swojej siły, by uratować liceum i koleżanki. Nie będzie łatwo, ale bohater przeszedł już tyle, że nie zamierza się wycofać. Okazuje się także, że istnieje szansa na normalne życie głównego bohatera serii. Podobno istnieje metoda wyleczenia niezwykłej choroby, na jaką cierpi Rintaro. Czy to oznacza, że kontakt z przedstawicielkami obcej płci nie będzie już śmiertelny dla bohatera? Może to tylko pułapka, by wykończyć wojownika, który może powstrzymać siły zła?

Dziewiąty i zarazem ostatni tom mangi Dragons Rioting skupia się na ostatecznym starciu. Rintaro będzie musiał użyć swoich najlepszych technik i wykorzystać sto procent swojej siły, by uratować liceum i koleżanki. Nie będzie łatwo, ale bohater przeszedł już tyle, że nie zamierza się wycofać. Okazuje się także, że istnieje szansa na normalne życie głównego bohatera serii....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5200
3046

Na półkach: , , ,

Taka sobie komedyjka.

Taka sobie komedyjka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2696
2518

Na półkach: ,

Manga, jeśli tylko damy jej szansę (i nie będziemy od niej zbyt wiele wymagać) potrafi zapewnić naprawdę masę rozrywki i relaksu. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jej specyfika sprawia, że nie każdy będzie nią zainteresowany. Nie jest to tytuł wybitny (bardzo daleko mu do tego),więc potencjalne grono odbiorców jest dość wąskie. Jeśli jednak jest ktoś miłośnikiem komedyjek ecchi oraz jest w stanie wybaczyć mandze absurdy fabularne i mniejsze lub większe wpadki i szuka czegoś z prostym, acz zabawnym humorem, to Dragons Rioting zdecydowanie powinno znaleźć się na jego celowniku.

Cała recenzja na stronie: Popkulturowy Kociołek

https://gameplay.pl/news.asp?ID=116131

Manga, jeśli tylko damy jej szansę (i nie będziemy od niej zbyt wiele wymagać) potrafi zapewnić naprawdę masę rozrywki i relaksu. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jej specyfika sprawia, że nie każdy będzie nią zainteresowany. Nie jest to tytuł wybitny (bardzo daleko mu do tego),więc potencjalne grono odbiorców jest dość wąskie. Jeśli jednak jest ktoś miłośnikiem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

38 użytkowników ma tytuł Dragons Rioting #9 na półkach głównych
  • 28
  • 10
29 użytkowników ma tytuł Dragons Rioting #9 na półkach dodatkowych
  • 12
  • 6
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Highschool DxD 2 Ichiei Ishibumi
Highschool DxD 2
Ichiei Ishibumi Hiroji Mishima
Highschool DxD to jedna z niewielu mang z gatunku ecchi dostępnych na polskim rynku. Na okładce mamy piękną demonice z ukazanymi wszystkimi walorami kobiecego ciała (oczywiście zasłoniętymi). Sięgnęłam po nią po obejrzeniu anime, w którym polubiłam humor i bohaterów. Czy manga równie dobrze zjada czas jak anime? To już zależy od tego czego szukamy sięgając po mangę autorstwa Ichiei Ishibumi, Hiroji Mishimy i Zero Miyamy. Zarówno tych, którzy poznali anime, jak i tych, którzy rozpoczynają przygodę z tytułem, serdecznie zapraszam do lektury recenzji dwóch pierwszych tomów. Licealista Issei to przeciętny chłopak – nie grzeszy urodą ani inteligencją, a do tego zboczeniec, jak to większość bohaterów komedii ecchi, który nigdy nie miał dziewczyny. Norma. Jednak, jak nie trudno się domyślić, nadchodzi dla naszego bohatera dzień w którym wszystko się zmienia, a dokładniej następuje to kiedy idzie na pierwszą w swoim młodym życiu randkę. I to od razu z super seksowną dziewczyną! Niestety nie wszystko wychodzi tak jak to sobie bohater zaplanował… Issei zostaje zabity, jednak sugerując się ilością tomów mangi, nie trudno wywnioskować, że nie na długo pozostaje martwy. Wskrzeszony i wciągnięty w świat walki demonów z niebem, trafia do drużyny, w której jest otoczony przez piękne i hojnie obdarzone przez naturę demonice. Jego szefowa Rias – dziedziczka rodu Gremory – jednej z potężniejszych w piekle, jest jednocześnie tą, która go uratowała. Mimo początkowych problemów Issei nie poddaje się i pomimo niskiej pozycji w hierarchii demonów, chce jak najlepiej przysłużyć się krainie piekła, ponieważ wtedy sam będzie mógł zostać jednym z piekielnych panów i władać nad innymi demonami, a raczej, w jego zamyśle, demonicami. Oczywiście w mandze jest od groma tak zwanego fan serwisu, ale osoby sięgające po ten gatunek są raczej na to przygotowane, a wręcz właśnie tego oczekują. Ciekawe komplikacje życia młodego bohatera, połączenie świata normalnego i tego magicznego – zarówno demonicznego jak i anielskiego tworzą historię, po którą z chęcią sięgam. Nie jest to kolejna pozbawiona fabuły i obrażająca inteligencję czytelnika haremówka, a interesująca historia połączona z tym, co fani ecchi lubią najbardziej – pięknymi kobietami. Historię charakteryzują liczne i dość ciekawe zwroty akcji, dość niespotykane i mało prawdopodobne w rzeczywistości, mające na celu możliwie jak najbardziej skomplikować życie bohaterom. Jest interesująco i śmiesznie. Dodatkowo Ichiei Ishibumi odpowiedzialna za scenariusz miała ciekawy pomysł na temat tego, jak jest zbudowane i jak funkcjonuje piekło – te elementy w szczególności dodają całości unikatowego charakteru. Kreska w Highschool DxD mogłaby być bardziej dopracowana, bądź, mówiąc wprost, po prostu ładniejsza. Nie można jednak ukrywać, że ma ona swój urok, chociaż z pewnością nie jest to element wyróżniający ten tytuł spośród innych. Samo wydanie stoi zaś na poziomie, do którego już zdążyło przyzwyczaić wydawnictwo JG. Błyszcząca obwoluta, dobrej jakości papier i wyraźny druk. Z przyjemnością będę sięgać po kolejne tomy serii. Highschool DxD w porównaniu do innych mang ecchi wydanych w Polsce wypada dobrze, jednak należy wziąć pod uwagę, że nie jest to lektura ambitna, bardziej coś lekkiego, przy czym dobrze jest się zrelaksować – czy to z drinkiem w dłoni czy będąc opatulonym kocykiem z kubkiem kakao w ręku. Z pewnością zapewni chwilę uśmiechu i wypełni miło czas – oczywiście jeżeli nie przeszkadzają komuś dość często pokazywane nagie piersi kobiet… Twórcy oczywiście zapomnieli, że także płeć piękna może sięgać po tego typu mangi i tytuł zdecydowanie kierowany jest do mężczyzn. Ocena: 7,5/10 Kasia Krzewińska Po więcej recenzji zapraszamy do Kosza z Książkami! http://koszzksiazkami.pl/
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na79 lat temu
Wrobiona w magię #1 Kon Shiyota
Wrobiona w magię #1
Kon Shiyota
Mangi są baaardzo różne, w tym możemy znaleźć literaturę, która w pewnym stopniu wspomaga stereotypy o tej formie komiksu. Słowem - ecchi. Są to historie mocno podszyte erotyką, ale w formie podtekstów, sprośnych żartów, mocno wyeksponowanych walorów seksualnych u postaci żeńskich i tak dalej. Inaczej mówiąc, skupiają się bardziej na opisywaniu fantazji erotycznych, niż ich urzeczywistnianiu, co robi hentai, czyli japońska pornografia. Oczywiście piszę to w ogromnym uproszczeniu, bowiem wielkim fanem tej formy sztuki nie jestem. I zanim ktoś zacznie krzyczeć, że jestem zboczony lub "taki ze mnie znawca tematu", to niech stuli dziób, bo obstawiam, że sam na strony dla dorosłych wielokrotnie zaglądał, bawiąc się przy tym swoim frędzelkiem. Zaś na moim blogu prezentuję to, na co mam ochotę. W przypadku "Wrobionej w magię" mamy do czynienia z komiksem w kategorii PEGI 16+, choć dla bardziej "bogobojnych" osób pewnie komiks będzie graniczył z twarda pornografią. Nic z tych rzeczy. Tak, są sprośności. Tak, mamy "solidnie" zbudowaną główną bohaterkę i tak, występują dwuznaczne sceny. Niemniej, do erotyki temu daleko. I właśnie w tym materiale postaram się wam pokazać czym tak naprawdę jest ten komiks oraz do kogo adresowany. Zacznijmy od przedstawienia rysu fabularnego tej serii. Otóż magia istnieje, a czarodziejki walczą z morskimi potworami zwanymi wielorybami. Te dziwaczne istoty również są przepełnione magią i potrafią jej używać, jednak w sposób bardzo chaotyczny i często zagrażający ludziom. Jedną z najzdolniejszych czarodziejek jest niejaka Clan, której esencja, o ile wolno mi to tak ująć, zamieszkała w kilkuletniej dziewczynce imieniem Rin. Po wielu latach walk, Clan zostaje zwolniona ze służby, a Rin dorasta stając się dojrzałą nastolatką. Mija 7 lat od czasu tamtych wydarzeń i kult czarodziejki pośród ludzi, a konkretniej jej nerdozowatych fanów, nadal jest ogromny. Pewnego razu do domu Rin i jej dużo młodszej siostry zawitał wyjątkowo brzydki pies z pielucha na dupsku i trampkami na tylnych łapach. W tym momencie Clan musi wrócić do akcji, ale jej ciało.... cóż.... znacznie dorosło. Poziom szydery w komiksie jest naprawdę wysoki. Widać to już po początkowych kadrach, gdy w liceum, do którego uczęszcza Rin, grupa nerdów rozprawia na temat wspomnianej czarodziejki. Zresztą najlepiej obrazuje to obrazek zamieszczony powyżej. Co bardziej "delikatne" osoby mógłby już odstraszyć, a pewnie znalazłaby się spora grupa starych pierników, oskarżająca komiks o szerzenie pedofilii. Nic bardziej mylnego. Mamy tutaj do czynienia z satyrą, rugającą ostro zagorzałych fanów "dziewczynek z anime" i ich słodkich oczek. Przynajmniej tak to odebrałem podczas lektury, bo wybryków pokroju tego, co możecie przeczytać u góry jest cała masa. A i tak ten prezentowany jest jednym z łagodniejszych. Oczywiście Rin traktuje te obleśne gadki z należytą rezerwą, czyli spuszcza łomot napalonym zboczeńcom, wyzywając ich od tego czym są. Prawdziwe jaja zaczynają się jednak , gdy nastolatka przechodzi transformację w czarodziejkę Clan. Wtedy jej, i tak solidny jak na szesnastolatkę, biust wręcz wypływa z gorsetu, a skąpy strój ledwo zakrywa kilka najbardziej, hmm... erotycznych elementów ciała. Oczywiście Rin nie pozostawia suchej nitki na swym pomocniku - wspomnianym wcześniej psie - za swój wygląd. Kundel zresztą nieraz drze koty z główna bohaterką na temat wyglądu obojga. Jest nawet scena jak Clan utknęła w przejściu do jaskini z powodu swojego wielkiego biustu. Naprawdę urocze :) W tym momencie należy sobie zadać pytanie - Czy to na pewno komiks dla mnie? Wybaczcie, że nie używam na okrągło słowa manga, ale tak po prawdzie, średnio go lubię. Wracając do odpowiedzi na pytanie, warto zaznaczy, że całość ma (o dziwo) sensowną fabułę, nawet udane gagi i krytykuje nerdów-zboczeńców na każdym kroku. Niemniej zdaję sobie doskonale sprawę, że jest to jak z filmami Tarantino - nie każdy je lubi. Wydaje mi się, że warto jednak spróbować. Pierwszy tom fabularnie nie jest zły, graficznie podobnie, choć to już baaaardzo subiektywna ocena z mojej strony. Osobiście chętniej obejrzałbym anime (wiem jak to brzmi),ale mimo swych absurdów manga wciągnęła mnie na tyle, że póki co będę kontynuował lekturę tej serii. Czy dotrwam do jej końca? Cóż, to już pytanie na inny materiał.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Inspektor Akane Tsunemori #1 Akira Amano
Inspektor Akane Tsunemori #1
Akira Amano Gen Urobuchi Hikaru Miyoshi
Żyjemy w czasach kiedy to dociekania na temat teoretycznego usamodzielnienia się Sztucznej Inteligencji i zyskania przez nią świadomości tudzież samoświadomości celu własnego istnienia, zyskują wręcz, czego nie spodziewałby się prawie nikt, nieprawdopodobny rozmiar. I co w tym wszystkim istotne: my sami nie wiemy jak takowa ewolucja i liczne przeobrażenia AI się zakończą... i czy kiedykolwiek tego rodzaju ,,wyższa inteligencja" przerwie łańcuch swoich niebotycznych przemian i adaptacji rzeczywistości ludzi… być może na swoją korzyść. Na ile jest to prawda specjaliści od AI z wielu placówek na całym świecie pracują nad taką Sztuczną Inteligencją, zapewne opartą na złożonych sieciach neuronowych, która to będzie w stanie przewidzieć przyszłe zbrodnie. I teraz pytanie: jakby ta ,,prekognicja" miała wyglądać? Następna kwestia: czy czegoś to nam nie przypomina, ot swoistego popkulturowego ,,Deja Vu”a? Czy to nie jest tak, że wręcz musi to wymuszać na naszych skromnych mózgach kojarzenia tegoż to zagadnienia z tzw. ,,Współczynnikiem Zbrodni i System Sybill" z pewnego Uniwersum w popkulturze właśnie? Otóż kłania się nam słynny "Psycho-Pass", a potem twory archetypowe, na bazie których powstało to Uniwersum - Świat odważnie idący w ,,gorące tango" z bardzo realnymi hipotetycznymi motywami SI, które tak frapują współczesną cywilizację. Gdy jest się fanem tego rodzaju rozwiązań fabularnych, samego gatunku tego Wymiaru rozrywki i doznań, jakim jest przytaczany Psycho-Pass; jeśli jest się zdecydowanie za tego pokroju kwestiami jak to, co łączy się w tym fikcyjnym świecie z problematycznym zagadnieniem Sztucznej Inteligencji, i ma się z tymi obszarami, co by nie było filozoficzno-naukowym paradoksem, do czynienia nader często i intensywnie, to można tylko gdybać... ,,no bo, co by było gdyby…” twórcy tegoż to omawianego Uniwersum, najlepiej znanego z trzy-sezonowego anime, bo jeśli chodzi o mnie to od medium japońskiej animacji w szczególności zacząłem moją przygodę z tym Światem, zachowali choć o odrobinę więcej zdrowego rozsądku i zmniejszyli tu ilość tych bardzo naboostowanych, przesiąkniętych pierwiastkiem bardziej fantastycznym niżeli naukowym, motywów sci-fi a'la ,,Raport Mniejszości" na korzyść bardziej zwartej i zorganizowanej fabuły i skonkretyzowanych ról w niej postaci, które fajnie by było gdyby były dla ogółu widowni bardziej ,,ogarnięte" i spójne, to takie zrównoważone wykreowanie trudnego tematu związanego ściśle z utechnicyzowaniem ludzkości poprzez ,,algorytmiczną klasę wyższą", która wtłoczona do Systemów - którym podległy jest nasz rozwijający się gatunek - dyktuje nam ,,jej" pomysł na ubezwłasnowolnione rozwijanie się cywilizacji, byłoby wręcz rozwiązaniem perfekcyjnym. Zwłaszcza że Sztuczna Inteligencja w kulturze masowej to temat owszem fascynujący, ale cierpki, trudny, skomplikowany futurologicznie, zachodzący narracyjnie i ,,deliberacyjnie” oraz metodologicznie pod transcendencję i metafizykę, dlatego stosowana w różnych tworach i mediach popkultury z umiarem, na pewno jest ona stabilnym a może i najlepszym czy wręcz jedynym wyjściem dla każdego geeka tematu. I tak, krótka chwilowa dygresja niniejszego motywu ,,około-algorytmiczno SI” bardzo wykorzystywanego na polu badań w nauce, kulturze, technologii, zmusiła mnie do wyciągnięcia pewnych wniosków: a, właśnie, z racji tego jaki wydźwięk ma to anime, czyli "Psycho-Pass" na specyficzne, jakby z drugiej strony medalu, spojrzenie dużej części populacji na wieloaspektową, wielowymiarową Sztuczną Inteligencję, nie mogło w moim przypadku być inaczej: musiałem sięgnąć po mangę tego Uniwersum, która stanowi jego adaptację jak i częściowo coś na miarę ,,alternatywnego pierwowzoru” do serialu, który jest teoretycznie najważniejszą osią ,,PP"; nie mogłem nie skorzystać z okazji: postanowiłem zamówić, a potem przeczytać i niniejszym zrecenzować pierwszy tom tegoż to komiksu, osadzonego w Uniwersum Psycho-Pass, co ciekawe wcale jak ono się nie nazywający, mający jednak tytuł: "Inspektor Akane Tsunemori". Autorem scenariusza do publikacji okazał się Gen Urobuchi, za sferę graficzną w większości odpowiadał Hikaru Miyoshi. W odróżnieniu od anime, do którego fani tej mangi mają dość ambiwalentny stosunek (w tym Uniwersum panuje nieco inna hierarchia; co podejrzewam istotniejsze w ,,PP” okazuje się medium przekazywania treści i budowania tego Świata w formie anime; manga nie jest najważniejsza – to raczej dopełnienie treści i rozbudowania tej iście orwellowskiej rzeczywistości),i które to, co osobiście uważam powinno zakończyć się na pierwszym sezonie, ewentualnie na kilku odcinkach drugiej serii, tom pilotowy ,,Inspektora Akane” wskazuje na jedno: komiks, jak na pierwszy tom przystało, jawi się jako spójniejszy, bardziej przyziemny, nie aż tak dynamiczny, ale za to cholernie inteligentny w kwestii kierowania świadomości odbiorcy do refleksji nad przedstawianym tu tematem, a głównie zagadnieniem SI. Oprócz tego w serii odcinkowej rozciągnięto tak genialny splot tematów fantastyczno-naukowych ponownie skupionych czy też ,,otaczających ją murem” wokół Systemów bazujących na Sztucznej Inteligencji i ich ogromnego wpływu na zbiorowość ludzką dużej część globu do zbyt chaotycznych rozmiarów: z AI zrobiono nie tylko narzędzie kontroli obywateli, ale i głównego bohatera, który może i nie jest nim bezpośrednio ale stanowi tu znaczącą oś wokół której moim skromnym zdaniem skupia się zdecydowana większość fabuły, wątków, relacji. Co za dużo AI... to nie zdrowo. Wykładnikiem tej niezwykłości, ot wyjątkowego geniuszu i całej specyfiki świata przedstawionego, wyróżniającej "Psycho-Pass" z tłumu komiksów różnej konwencji i pochodzenia w tematyce sci-fi z różnymi podgatunkami czy nurtami w tle, jest to, że jako kompletny Byt, ot Wszechświat, co dopiero teraz prawie że w większości zdołałem to zrozumieć przez doświadczenie tomu pierwszego omawianej mangi, mimo iż jeszcze kilka z tej ,,inspektorowej” serii przede mną, "Psycho-Pass" stanowi połączenie ,,philip.k.dickowskiego" wyrazu lęku i apatii, wręcz przerażenia wobec możliwości utraty tożsamości przez ludzkość w rozwijającej się w nieznanym i niepewnym kierunku technologicznym cywilizację, przez jednostki – czyli nas samych! - i wszystkiego co się z tym wiąże: bo Psycho-Pass to odpowiednio doprawiona ,,sosem” japońskiego spojrzenia twórczego mangaków antyutopia/dystopia orwellowska wykreowana w literaturze, jak i licznych adaptacjach filmowych, których jest od groma. I Boże, chroń nas od takiej przyszłości, gdzie w rzeczywistości ,,Inspektora Akane" pojęcie wolnej woli, świadomości własnej przyszłości i życiowych celów nie istnieje, gdzie wszystko to jest zatarte, bardzo płynne i ulotne... zastąpione przez taki oto System Sybill, którego w mandze pierwszego tomu nie poznajemy tak intensywnie jak w anime, jednakże z czasem zaczyna on nabierać kształtów, ot mocy sprawczej, przed którą w tym Świecie ,,drży potulnie” chyba każdy obywatel, bez względu na koneksje, klasy społeczne etc. Zresztą przed czymś takim jak ,,Sybill”, przed jej konsekwencjami pierwszego uruchomienia!, przed zagrywkami rzeczywistości, które genialnie uwydatnia anime i pierwszy tom komiksu z omawianej serii, gdzie prekognicyjne moralizowanie ,,czy więzienie kogoś za coś, czego fizycznie nie zrobił, a niby ma ochotę tego dokonać" aż nadto się uwydatniło, ostrzegał nas wieszcz ludzkości, pierwszy prorok literatury sci-fi wyprzedzający swe czasy w sposób nie do opisania, George Orwell. Najpiękniejsze w pilocie mangi ,,Inspektor Akane Tsunemori” jest to, że zaczyna się ona od słów imienia i nazwiska przytaczanej wybitnej godności brytyjskiego pisarza: ,,George Orwell napisał”. Czy to przypadek? Oj, na pewno nie. Świat wykreowany przez naszych mangaków musiał mieć podstawę, do której nawiązywała ta dwójka twórców. I tą podstawą były wszystkie kwestie, myśli, refleksje nad obecnym światem poruszane przez Orwella w jego dziełach – no bo skoro zacząć, to z przytupem w uświadomieniu każdemu kto otwiera ten tom, z jaką ,,systemową”, wyjałowioną rzeczywistością przyjdzie mu się zmierzyć, czego ,,posmakuje” i jak ten smak zachowa się w jego pamięci: jak gorzki i cierpki posmak trudnej, zakłamanej społeczności, nieświadomej kontroli ze strony tzw. ,,Systemu Wielkiego Brata”, którym jest w tym Świecie Sybill, czy jako kwaśny ze słodkim dodatkiem posmak, gdzie według czytelnika nadzieja dla obywateli Świata wiąże się z prawidłowym działaniem Służb, Rządu i Biura Bezpieczeństwa, które mogą, jeśli chcą, skutecznie i w miarę po kryjomu zapobiegać ,,przyszłym zbrodniom” oraz uświadamiać ludzi o zagrożeniach płynących z posiadania wysokiego ,,Współczynnika Zbrodni”, czyli ,,koloru duszy” człowieka; Służby także mogą mieć kontrolę nad Systemem, aby ten nie przekroczył swoich kompetencji w ubezwłasnowolnianiu mas obywateli - tu też pojawia się ten lekki promyk nadziei o którym mowa. To odbiorca ,,Inspiektora Akana Tsunemorii”, który pozna tą komiksową serię po raz pierwszy, musi zrozumieć zasady panujące w tego rodzaju ,,porządku Sybilli” i zastanowić się czy jest to Świat, który się dla niego otwiera czy nie. Takie poznanie, takie refleksje i poznawanie przedstawianego na kanwach mangi Uniwersum umożliwia tom 1. I co istotne, w kwestii głębi fabularnej mangowego Psycho-Passa, która uważam związana jest niniejszym z charakterystyką tego tytułu i jego przeznaczeniem – nie jest przedstawiona bezpośrednio, lecz ,,ukryta" w dość specyficzny sposób, do którego trzeba chcieć dotrzeć i zrozumieć... całości tego Uniwersum bardzo osobliwy sens. "Psycho-Pass" prezentuje nieco cięższy gatunek fantastyczno-naukowy wśród komiksów japońskich, czy ogólnych, a także uwzględniając w tym porównaniu seriale anime i klasyczne aktorskie ,,live action”. Świat przedstawiony w Uniwersum zawiera w sobie podgatunki cyberpunkowe, futurologiczne, bodaj coś nawet z odrobiny ,,noir political fiction”, co nadałem osobiście Psycho-Passowi taką specyfikę gatunkową ze względu na udział w fabule Rządu, Władz i Organizacji. I ów świat w porównaniu do konkurencji popkulturowej jest mocno rozbudowany. W pilocie mangi można dostrzec, że bardzo duże znaczenie ma tu opowieść obrazem: szerokim rysunkiem. Pełno tu dwuznaczności i moralno-etycznej gry. To brawurowo zrealizowany, poruszający komiks, osadzony w okropnie trudnym, chaotycznym, zdegenerowanym i niepewnym Świecie... A to dopiero tom pierwszy! I pomyśleć, że wszystko to, co kreuje tom 1 mangi ,,PP" mimo iż jest fikcją jest tak bliskie realności tak okrutnie prawdziwe w swej profetyczności, że nie sposób nie zastanawiać się nad przesłaniem tego tytułu po wsze czasy. I dobrze, że to z perspektywy postaci młodej, ambitnej, delikatnie niepewnej Akane rozpoczyna się narracja tomu, że to jej punkt widzenia rozpoczyna ten kalejdoskop wydarzeń, które mają swój świetny ,,smakowy" suspensik i cały urok, któremu siły nadaje bardzo ekspresyjna i żywa grafika - to przecież tu Sybill odgrywa cholernie ważną rolę. Ona/Ono jest życiem tych ludzi, oni są nią.. Są Systemem. Swoją rolą Pani Inspektor pokazuje, że Japonia, czy głównie Tokio w miejscu akcji Uniwersum, odzwierciedla problem, który tyczy się nie tylko tychże obszarów, ale i całej kuli ziemskiej. Bardzo dobrym rozwiązaniem było przedstawienie narracji z perspektywy Akane. Dzięki temu zabiegowi powstał dość wstrząsający paradoks, który czytelnik sam musi ogarnąć, i to już w tomie 1! Najwyższą nagrodą dla Obywatela Japonii nie jest żadne spełnienie prywatnych marzeń w postaci upragnionej pracy za upragnioną wypłatę, w upragnionym miejscu, gdzie człowiek zawodowo czułby się niczym nieograniczony, wolny, szczęśliwy, spełniony. Tu czegoś takiego nie ma – to pojęcie zdeptane w zarodkach umysłów młodych osób, bowiem najwyższą nagrodą dla mieszkańca Japonii jest praca w Rządzie, w jego Agencjach, a przede wszystkim w najważniejszym: Biurze Bezpieczeństwa Publicznego, które nie oszukujmy się jest symbiontem związanym z Sybillą.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na82 lata temu
Ja, Sakamoto 1 Nami Sano
Ja, Sakamoto 1
Nami Sano
Ja, Sakamoto Nami Sano, to jedna z nowych szkolnych serii, które zagościły w Polsce. Zdecydowanie jednak różni się od pozycji, które czytelnicy mogli do tej pory przeczytać. Co jest w niej takiego niezwykłego? Zapraszam do lektury recenzji pierwszego tomu serii i poznania tytułowego Sakamoto, bohatera nad wyraz nietuzinkowego. Gdy sięgamy po jakąkolwiek ze szkolnych serii, czy to mangi, czy anime, możemy być pewni, że natrafimy na któryś z tych elementów: niezwykle utalentowanego ucznia wyróżniającego się na tle, najpopularniejszego/najpopularniejszą chłopaka/dziewczynę w szkole, szkolnych chuliganów, wątek miłosny, rywalizację między uczniami, najczęściej w postaci zawodów sportowych i tym podobne… Ja, Sakamoto nie jest w tym przypadku wyjątkiem, jednak sposób w jaki te schematy zostały przedstawione wywróci wasze spojrzenie na nie do góry nogami. Zacznijmy jednak od początku. Głównym bohaterem serii jest tytułowy Sakamoto, uczeń o nieprzeciętnej inteligencji, wysportowany, nienagannie wykonujący swoje obowiązki. Ulubieniec nauczycieli i osoba posiadająca spore grono wielbicieli zarówno wśród płci pięknej jak i wśród męskiego grona szkoły. Poznajemy go w momencie, gdy typowi szkolni chuligani próbują wszelkich metody, by uprzykrzyć naszemu bohaterowi życie, jednak wszystkie ich próby kończą się fiaskiem, bowiem Sakamoto zawsze znajduje sposób na przechytrzenie swoich oprawców. I robi to w charakterystyczny dla tego tytułu absurdalny sposób. Przykładowo, gdy oprawcy próbują wylać na niego wiadro wody w toalecie, przerzucając je przez drzwi kabiny, magicznym sposobem Sakamoto ma przy sobie parasol, który w porę rozkłada i wychodzi z sytuacji suchy, a wręcz ma jeszcze okazje przybrać triumfującą pozę (siedząc na kibelku) i zakpić z całego zajścia. Sakamoto jest postacią tak idealną, a przy tym wydającą się być wypraną z emocji i skupioną wyłącznie na sobie i dalszym kształceniu, że podczas lektury nie raz będziecie mieli wrażenie iż tak naprawdę macie do czynienia z robotem, a nie istotą ludzką. Pozostali bohaterowie mangi w większości stanowią tło do przedstawienia niesamowitości głównego bohatera, jednak wśród nich znajdą się również postaci, które przyciągną Waszą uwagę, a także pokażą iż Sakamoto dostrzega i reaguje na niesprawiedliwości dziejące się na terenie szkoły i zwalcza je. Jest takim lokalny superbohaterem, którego główną bronią są spryt i przyrządy szkolne. Jak już wspomniałam Ja, Sakamoto to tytuł, który napisany został, by poprzez dużą ilość przesady i absurdalnego humoru wyśmiać znane z innych serii elementy. Bohater co rusz używa coraz to bardziej niewiarygodnych technik, wykonuje przeczące prawom fizyki akrobacje i znajdziemy go w środku wydarzeń o jakich normalnym ludziom się nie śniło – Sakamoto skrzyżuje chociażby ostrze swego cyrkla z żądłem szerzenia i jak się domyślacie uratuje całą klasę. W pierwszym tomie znalazło się miejsce na pięć historii, jeden dodatek specjalny będący krótką historią z nieco wcześniejszych lat nauki bohatera. Pomiędzy poszczególnymi rozdziałami znajdziecie obrazki przedstawiające sportowe wyczyny Sakamoto. Ich przesada idealnie oddaje klimat i całokształt tej mangi. Z resztą przekonajcie się sami: Tomik wydany jest w standardowym formacie, z obwolutą, pod którą koniecznie radzę zajrzeć. Tłumaczenie mangi stoi na wysokim poziomie, dzięki czemu żarty naprawdę bawią, a odzywki i powiedzonka głównego bohatera są odpowiednio epickie. Kreska jest schludna i bardzo szczegółowa, zarówno jeżeli chodzi o same postacie jak i tła. Ja, Sakamoto to tytuł, który nad wyraz pozytywnie mnie zaskoczył. To lekka, przyjemna w odbiorze manga, łącząca w sobie absurdalny humor i umiejętnie wyśmiewająca schematy znane z wszelkiego typu szkolnych (ale nie tylko) serii, które autorzy tak chętnie powielają w kolejnych tytułach. Jeżeli szukacie oryginalnego i zabawnego tytułu warto zapoznać się z tym tytułem. Sama z pewnością sięgnę po dalsze przygody niezwykłego ucznia. Ocena: 7/10
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na78 lat temu

Cytaty z książki Dragons Rioting #9

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dragons Rioting #9