Rozpustne nasienie

Okładka książki Rozpustne nasienie autora Anthony Burgess, 8391825566
Okładka książki Rozpustne nasienie
Anthony Burgess Wydawnictwo: Vis-á-Vis/Etiuda literatura piękna
223 str. 3 godz. 43 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Wanting Seed
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
223
Czas czytania
3 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
8391825566
Tłumacz:
Robert Stiller
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rozpustne nasienie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Rozpustne nasienie



książek na półce przeczytane 714 napisanych opinii 263

Oceny książki Rozpustne nasienie

Średnia ocen
6,9 / 10
355 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rozpustne nasienie

avatar
628
588

Na półkach: ,

"Mechaniczna pomarańcza" to nie jest i warto spojrzeć na tą książkę trochę inaczej, chociaż może to jest to samo uniwersum lub zabawy lingwistyczne autora/tłumacza (słownictwo "syntemesk" - MP, "syntemlek", "synteczekl" - RN oraz podział na Związek Anglojęzyczny - Enspun oraz Związek Rosyjskojęzyczny - Ruspun). Spodobało mi się, cały czas coś się działo! Zakwalifikowałabym tą książkę (oprócz antyutopii) do bizzaro-fiction. W następnej kolejności z antyutopii wjedzie Orwell, a następnie powrót Burgessa na salony.

"Mechaniczna pomarańcza" to nie jest i warto spojrzeć na tą książkę trochę inaczej, chociaż może to jest to samo uniwersum lub zabawy lingwistyczne autora/tłumacza (słownictwo "syntemesk" - MP, "syntemlek", "synteczekl" - RN oraz podział na Związek Anglojęzyczny - Enspun oraz Związek Rosyjskojęzyczny - Ruspun). Spodobało mi się, cały czas coś się działo! Zakwalifikowałabym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
72
49

Na półkach:

Czyta się przyjemnie, jest dystopijnie i z czarnym humowem. Tak jak w Pomarańczy, fabula jest tłem dla społecznych, filozoficznych, politycznych czy innych rozważań autora. Tyle, że tutaj czuć (jak ktoś trafnie ujął) boomerskie prawilne ciągoty. I tu się zgodzić muszę. Burgess niewątpliwie jest inteligentnym i utalentowanym pisarzem, ale z tej powieści przebija woń moralizatorstwa którego nie kupuję. Początkowo brałam je za prowokację, ale posłowie pozostawia bez złudzeń.

Czyta się przyjemnie, jest dystopijnie i z czarnym humowem. Tak jak w Pomarańczy, fabula jest tłem dla społecznych, filozoficznych, politycznych czy innych rozważań autora. Tyle, że tutaj czuć (jak ktoś trafnie ujął) boomerskie prawilne ciągoty. I tu się zgodzić muszę. Burgess niewątpliwie jest inteligentnym i utalentowanym pisarzem, ale z tej powieści przebija woń...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1761
1116

Na półkach:

Burgess dość celnie (lata 60) rozpoznaje cywilizacyjne zakręty i społeczne kierunki - głównie chodzi o fakt, że ludzkość zaczyna się rozmnażać bez opamiętania, ale inne aspekty też się pojawiają. Bardzo mocno to przerysowuje, powieść staje się szybko teatralnie groteskowa, z całym bagażem, czyli grą gruby obrysem, wyraźnymi akcentami, załatwianiem spraw absurdem oraz postaciami mocno uproszczonymi - kukiełkami wygłaszającymi frazesy i slogany w miejsce dialogów.

"Rozpustne nasienie" to powieść dystopijna, która miała szansę być głosem pierwszego rzędu. Niestety niegłupie spostrzeżenia leżące u podstaw koncepcji, dobajone są sporą garścią dość durnych teorii społecznych czy psychologicznych, uproszczeniami mechanik, błędami w rozumowaniu. Rozumiem, że autor w świadomie wykorzystał formę tragifarsy, jednak moim zdaniem niezbyt udolnie. Pewnych rzeczy nie przemyślał jak należy.

Powieść stoi gdzieś na granicy "z braku laku" a "można przeczytać". Czytelnikowi krzywda się nie stanie, ale za wiele też nie zyska - w zasadzie tylko tyle, że bezrozumne rozmnażanie doprowadzi nas kiedyś do katastrofy.

6/10

Burgess dość celnie (lata 60) rozpoznaje cywilizacyjne zakręty i społeczne kierunki - głównie chodzi o fakt, że ludzkość zaczyna się rozmnażać bez opamiętania, ale inne aspekty też się pojawiają. Bardzo mocno to przerysowuje, powieść staje się szybko teatralnie groteskowa, z całym bagażem, czyli grą gruby obrysem, wyraźnymi akcentami, załatwianiem spraw absurdem oraz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1132 użytkowników ma tytuł Rozpustne nasienie na półkach głównych
  • 646
  • 469
  • 17
227 użytkowników ma tytuł Rozpustne nasienie na półkach dodatkowych
  • 173
  • 21
  • 9
  • 8
  • 6
  • 6
  • 4

Tagi i tematy do książki Rozpustne nasienie

Inne książki autora

Okładka książki The Improbable Adventures of Sherlock Holmes Stephen Baxter, Anthony Burgess, Neil Gaiman, Dominic Green, Barbara Hambly, Edward D. Hoch, H. Paul Jeffers, Laurie R. King, Stephen King, Mary Robinette Kowal, Geoffrey A. Landis, Tim Lebbon, Tanith Lee, Sharyn McCrumb, Vonda N. McIntyre, Amy Myers, Naomi Novik, Anne Perry, Tony Pi, Chris Roberson, Barbara Roden, Rob Rogers, Robert J. Sawyer, Darrell Schweitzer, Bradley H. Sinor, Peter Tremayne, Mark Valentine, praca zbiorowa
Ocena 7,5
The Improbable Adventures of Sherlock Holmes Stephen Baxter, Anthony Burgess, Neil Gaiman, Dominic Green, Barbara Hambly, Edward D. Hoch, H. Paul Jeffers, Laurie R. King, Stephen King, Mary Robinette Kowal, Geoffrey A. Landis, Tim Lebbon, Tanith Lee, Sharyn McCrumb, Vonda N. McIntyre, Amy Myers, Naomi Novik, Anne Perry, Tony Pi, Chris Roberson, Barbara Roden, Rob Rogers, Robert J. Sawyer, Darrell Schweitzer, Bradley H. Sinor, Peter Tremayne, Mark Valentine, praca zbiorowa
Anthony Burgess
Anthony Burgess
Urodzony w 25 lutego 1917 Manchesterze, miał trudne dzieciństwo – matka i siostra zmarły na grypę hiszpankę. W Manchesterze ukończył studia anglistyczne, po czym odbył 5 lat służby wojskowej (do 1946). Pracował jako nauczyciel angielskiego, był pracownikiem Ministerstwa Oświaty, wykładowcą literatury angielskiej na uniwersytecie w Birmingham, przez krótszy czas również w Leningradzie, Tangerze, Marrakeszu, na Teneryfie, również kilkakrotnie jako profesor przebywał w Stanach Zjednoczonych. Niezbyt szczęśliwe małżeństwo z Walijką Llewelą (Lynne) Jones znalazło swoje odbicie w Trylogii malajskiej (1956-1959 Czas na Tygrysa, Wróg w pościeli, Łoża na Wschodzie). W 1961 po powrocie z Malezji Burgess zaczął cierpieć na zaburzenia psychiczne, okazało się, że ma raka mózgu i nie dawano mu wielu szans na przeżycie. Przeżył, jednak w 1968 zmarła jego żona Llewela, wkrótce potem pisarz na stałe opuścił Anglię. Również w 1968 Burgess ożenił się po raz drugi z włoską hrabianką Lilianą Macellari; to małżeństwo pozwoliło Burgessowi rozwinąć skrzydła i żyć pełnią życia. Zmarł na raka płuc w Londynie 25 listopada 1993.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trainspotting Irvine Welsh
Trainspotting
Irvine Welsh
Są książki, które czyta się dla przyjemności, i są takie, które czyta się mimo wszystko. „Trainspotting” Irvine’a Welsha zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To powieść, która nie zabiega o sympatię czytelnika — raczej testuje jego odporność. Nie bez powodu najpierw trafiła na listę nominacji do Nagrody Bookera, by chwilę później z niej zniknąć, gdy część jurorów uznała ją za zbyt wulgarną i zbyt obrazoburczą. Reakcje skrajne? Jak najbardziej. Zachwyt? Nie zawsze. Obrzydzenie? Bardzo często. Welsh zabiera nas na obrzeża Edynburga, gdzie życie grupy młodych ludzi toczy się w rytmie bójek, przypadkowego seksu, drobnych kradzieży i heroiny. To świat, który większość społeczeństwa woli omijać szerokim łukiem — i właśnie dlatego autor wpycha nas w niego bez ostrzeżenia. Nie po to, by szokować, ale by pokazać, że za brudem i chaosem kryją się ludzie, którzy próbują jakoś przetrwać. Nie są to „przypadki socjalne”, lecz bohaterowie z własnym, pokręconym systemem wartości, lojalnością i emocjami, których nie da się sprowadzić do prostych etykiet. Forma powieści tylko wzmacnia to doświadczenie. Wieloosobowa narracja, szkocki dialekt, potok wulgaryzmów i hiperrealistyczne opisy sprawiają, że lektura bywa męcząca, a momentami wręcz odpychająca. Ale właśnie w tej bezkompromisowości tkwi siła „Trainspotting”. To książka, która nie udaje, że świat jest ładny. Nie wygładza rzeczywistości, nie moralizuje, nie oferuje łatwych emocji. Zmusza do konfrontacji z tym, co niewygodne. I może dlatego tak trudno ją jednoznacznie ocenić. „Trainspotting” nie jest literaturą do kochania — jest literaturą, która zostaje pod skórą. To nie jest opowieść o narkomanach. To opowieść o ludziach, których społeczeństwo wolałoby nie widzieć. A Welsh, zamiast ich potępiać, daje im głos. I choć ten głos bywa brudny, chaotyczny i nieprzyjemny, to właśnie on brzmi najbardziej prawdziwie.
Mac Drew - awatar Mac Drew
ocenił na89 dni temu
Fight Club. Podziemny krąg Chuck Palahniuk
Fight Club. Podziemny krąg
Chuck Palahniuk
Miałam trochę dylemat jaką wystawić ocenę. Jest to na pewno książka napisana całkiem lekko, rozdziały są krótkie, więc czytało się ekstremalnie szybko. Narracja pierwszoosobowa jest tutaj naprawdę przyzwoita. Myślę, że niejedna osoba w jakimś stopniu utożsami się z głównym bohaterem i jego myślami. Fabularnie obserwujemy proces upadku, próby walki, a potem narodzenia się na nowo, ale w dość mocno niekonwencjonalny sposób. Uważam, że kryje się w tym jakaś krytyka społeczeństwa i zasad? Frustracja życiem i monotonną codziennością? Problem z docenieniem tego, co się ma, gdy cię to unieszczęśliwia? Walka przede wszystkim z samym sobą? Każdy może sobie interpretować jak chce. Czuć, że to nie jest książka typowo rozrywkowa, ale jednocześnie nie wpycha ci na siłę do głowy głębokich mądrości i nie próbuje być śmiertelnie poważna. Film, mimo że go bardzo lubię, trochę zabrał mi z przeżywania tej historii, bo znałam już mniej więcej przebieg całości i główny plot twist, ALE końcówka jest inna. I moim zdaniem w książce zdecydowanie lepsza, chociaż pod kątem reszty treści możliwość obejrzenia tych scen na ekranie, zrobi lepsze wrażenie. Jestem jednak przekonana, że byłabym naprawdę emocjonalnie zaangażowana, gdybym żyła w nieświadomości, o czym jest cała fabuła. Czuję też, że jest to „męska” książka, chociaż nie umiem wyjaśnić dlaczego. Kiedyś do niej wrócę. Jeśli ktoś nie miał do czynienia ani z filmem, ani z książką, niech lepiej najpierw przeczyta książkę.
Daria - awatar Daria
oceniła na88 dni temu
Lęk i odraza w Las Vegas Hunter S. Thompson
Lęk i odraza w Las Vegas
Hunter S. Thompson
W liceum kumpel pokazał mi film, który funkcjonował na naszym rynku jako „Las Vegas Parano”. Kumpel, który był zawsze wkurzony na polskie tłumaczenie tego tytułu, chodził w rybackiej czapeczce, palił fajki za szkołą, nabijając je wcześniej na lufkę – chciał stworzyć swoją podręczną walizkę Raoula Duke’a, ale – jak to bywa w polskiej kulturze remiksu – skończyło się na plecaku z całą galaktyką swojskich „multicolored uppers, downers, screamers, laughers”. Pamiętam, jak siedzieliśmy razem na angielskim w bardzo małej salce w noworudzkim liceum, a kumpel, bazgrając abstrakcyjne, psychodeliczne arabeski na ostatniej stronie w zeszycie, powiedział smutny, że wczoraj Thompson palnął se w łeb. Wtedy to po mnie spłynęło, ale już chwilę później, gdy obejrzałem z pięć razy, ściągnięty z torrentów „Fear and Loathing in Las Vegas”, pohukując w trakcie seansów i klaszcząc w łapy jak kapucynka, i mnie dorwała kula wystrzelona z hunterowskiej czterdziestki czwórki. Trzy lata później „Lęk i odraza…” w wersji książkowej wylądował wreszcie na polskiej ziemi, ale z 37-letnim poślizgiem w stosunku do amerykańskiej premiery. Leżałem sobie w cieszyńskim akademiku i nagle poczułem, że ówczesna dziewczyna rzuciła mnie czymś w banię. Podniosłem pocisk, który okazał się drogocenną książką w pomarańczowej okładce. Takimi prezentami można dawać się nokautować każdego dnia. Był kwiecień, taki jakie zdarzają się tylko na południu Polski, kiedy zaczyna buzować ten przedwczesny letni kocioł. To była piękna, uroczysta chwila: wzułem klapki, ubrałem krótkie spodenki, skoczyłem po dwa Żubry do Żaby i udałem się na górkę, która piętrzyła się nad cieszyńskim kampusem, a z której można było omiatać wzrokiem kawał miasta i okoliczne wzgórza. Położyłem się w młodej, nagrzanej już słońcem trawie, odpaliłem butlę i wpadłem po raz kolejny do tej soczystej, thompsonowskiej nory. Mówi się, że z tripu wraca się z obciętym językiem, że próba oddania tego rodeo synaps z pomocą śliskich liter to jak tańczenie o architekturze. Podobnie mam z tą powieścią – nie chce mi się o niej gadać, chcę ją przeżywać. Kiedyś trafiłem na próby interpretacji „Lęku i odrazy…”, interpretacji w takim polonistycznym duchu. I zesrałem się ze śmiechu, gdy jakaś doktorantka gryzmoliła, że pustynia, przez którą prują cadillakiem na początku książki Raoul Duke i jego samoański adwokat, jest metaforą nihilizmu nixonowskiej Ameryki. Dla mnie ta pustynia była po prostu metaforą dobrej jazdy. Lata później łyknąłem sobie „Fear and Loathing…” w oryginale i spodobała mi się ta powieść jeszcze bardziej. Jednak inaczej układają się w głowie takie słowa jak „freak, acid head, uppers, downers, savage, bastards” niż ich polskie ekwiwalenty, mimo tego, że nasze tłumaczenie było naprawdę brawurowe. I niewiele opowiedziałem o tej książce, ale nie ma tu o czym gadać – to święty tekst kontrkultury, dziki rollercoaster, gdzie każde słowo siedzi dokładnie na swoim krzesełku. Teraz tak jest, że mamy lęk, niech już zostanie na zawsze.
Andrzej Belgrad - awatar Andrzej Belgrad
ocenił na97 miesięcy temu
Rozbitek Chuck Palahniuk
Rozbitek
Chuck Palahniuk
Zacząłbym od tego, że książka wydaje się idealnym materiałem na film. Film, który ponoć miał powstać, jednakże projekt został porzucony w następstwie zamachów z 11 września 2001 roku. Potem Palahniuk zapowiadał serial, ale dotychczas "Rozbitek" ekranizacji się chyba nie doczekał, a szkoda, bo przy odpowiednim castingu, reżyserii i dobrej adaptacji powieści na scenariusz, mógłby powstać klasyk w stylu "Fight Club". No właśnie, jeżeli ktoś nie zna prozy Palahniuka, a widział "Fight Club" na podstawie jego opus magnum, to klimat jest w zasadzie taki sam. Od razu nasuwa mi się skojarzenie z "American Psycho", ewentualnie z "Chłopięcym światem", filmem z De Niro i DiCaprio, powstałym także na kanwie książki. Jak sprawdziłem, wszystkie te dzieła mieszczą się w nurcie literackim zwanym minimalizmem i to jest dla mnie osobiście największym minusem "Rozbitka", lecz o tym za chwilę. Przesłanie jest tu bardzo łatwe do uchwycenia, to gorzka satyra na społeczeństwo konsumpcyjne (szczególnie w ujęciu amerykańskim),na monetyzację praktycznie wszystkich aspektów egzystencji, w tym takich fundamentów jak religia, życie czy śmierć. W końcu dostrzegamy w książce również krytykę może nie samej religijności, co jej wypaczonej, purytańskiej, patologicznej wersji. Sama treść jest dla mnie strasznie chaotyczna. Dzieje się tu tak dużo tak dziwnych rzeczy, że w pewnym momencie karykatura bierze górę nad nawet najbardziej naciąganym realizmem. Jako, że akcja powieści przedstawiona jest w praktycznie w formie narracji retrospektywnej, monologu nagrywanego na czarną skrzynkę w samolocie, to mamy do czynienia z mocnym wrażeniem "opowieści wariata", albo konfabulanta, który zupełnie dowolnie dorzuca do swojej historii kolejne, coraz bardziej odklejone od rzeczywistości, a z pozoru współgrające ze sobą zdarzenia, przez co nawet największe zawieszenie niewiary nie pozwoliło mi się wciągnąć w powieść na satysfakcjonującym poziomie. Pomimo, iż doceniam lekkie pióro, przesłanie, wiele ciekawych tzw. hot take'ów i ironię, to ostatecznie przygoda z lekturą była co najwyżej "OK".
Bartek - awatar Bartek
ocenił na61 rok temu
Sekrety sypialni mistrzów kuchni Irvine Welsh
Sekrety sypialni mistrzów kuchni
Irvine Welsh
Opowieść mocno inspirowana "Portretem Doriana Graya". Oto dwóch gości popularny i przebojowy oraz typowy nerd padają ofiarą tajemniczej klątwy. Temat zdawałoby się pasujący raczej do opowieści grozy niż do Welsha. Nic jednak bardziej mylnego. "Sekrety mistrzów kuchni" są wręcz stereotypowo welshowe. Znów mamy słynny Edynburg widziany od najgorszej strony. Kto tylko zetknął się z jakimkolwiek dziełem pisarza, wie o czy pisze. Jest brudno i pijacko. Podczas czytania czujemy wręcz woń wydychanych oparów piwska i przetrawionego alkoholu. Kolejny raz otrzymujemy też niezwykle barwne opisy upojenia, kaców, czynności fizjologicznych oraz stosunków seksualnych. Są jak to u Welsha. Niezwykle prawdziwe i obleśno-zabawne. Sama historia niestety nie jest już tak ciekawa. Sam początek dostarcza mnóstwo zabawy. Oto pewien gość zachowujący się jak typowy kujon, Brian Kibby, odczuwa skutki rozpustnego życia swojego znajomego z pracy, Dannego Skinnera. Jego poukładane życie i dobre zdrowie wkrótce ulegają totalnej rozsypce. Skinner zaś bawi się ile wlezie, wracając co rano pełen sił do pracy. Jednak nic nie pokazuje złych skutków alko i narkotyków tak dobrze jak Brian, stający się dla Dannego tym czym był słynny portret dla Doriana Graya. Przy okazji Danny próbuje odnaleźć swojego ojca. Tropy prowadzą do najlepszych edynburskich restauracji. Welsh zwykle jawił się jako znakomity psycholog, który dosłownie wchodził w głowy swoich postaci, przez co perspektywa danej sytuacji zmieniała się nieraz o 180 stopni. Tutaj niestety bardzo rzadko wykorzystuje ten zabieg. Tylko raz za czas funkcje narratora przejmuje jedna z drugo lub trzecioplanowych postaci. Welsh narratorami czyni głównie na przemian Dannego i Briana. Punkt widzenia tego pierwszego jest dość ciekawy i często niejednoznaczny moralnie. Gorzej z Brianem. To bohater zbyt przejaskrawiony. Jego obserwacje i postrzeganie świata jest zbyt przesadzone. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to kujon zafascynowany pociągami i sf. Sam przebieg wydarzeń również budzi wiele zastrzeżeń. Pisarz daje tak wiele wskazówek, że końcowego fabularnego twistu można domyślić się już w połowie. Historia ciągnie się zbyt długo. Środek powieści zaczyna już nieco nużyć i z rosnącą irytacją czekałem na jakikolwiek zwrot akcji. Jest jeszcze postać wiedźmy i klątwa. Ta pierwsza została wprowadzona właściwie tylko po to, by dać nam opis obrzydliwego stosunku. Zaś jakim sposobem zostało rzucone tajemnicze przekleństwo i co sprawiło, że zadziałało? Tego się niestety nie dowiemy. Początkowo postać wiedźmy i klątwy zdawały się ze sobą łączyć. Widać jednak, że pisarz nie miał pomysłu na satysfakcjonujące wytłumaczenie i uciekł w to co lubi najbardziej - ohydę i kontrowersyjność. Daleko "Sekretą..." do najlepszych dzieł edynburskiego mistrza. Jednak jest na tyle zabawnie i obscenicznie, że nie sposób dobrze się nie bawić. Przynajmniej przez większość czasu. Nie brak też kilku mocnych życiowych prawd, których chyba nikt nie potrafi podać tak czytelnie i sugestywnie jak Welsh. Mimo swoich wad była to dla mnie świetna lektura. Należę jednak do wiernych fanów pisarza, więc mogę nie być tu w 100% obiektywny.
Mariusz Czekej - awatar Mariusz Czekej
ocenił na78 lat temu
(Od)loty godowe Bret Easton Ellis
(Od)loty godowe
Bret Easton Ellis
Każdy kiedyś spał z niewłaściwą osobą Bret Easton Ellis, urodzony w 1964 roku, często nazywany jest literackim głosem Pokolenia X. Pisał już bardzo wcześnie – „Less than zero”, powieść, która nie została nigdy wydana w Polsce, ukazała się już w 1985 roku, w czasie, kiedy był jeszcze na studiach. „The Rules of Attraction” (po polsku „(OD)loty godowe”) są jego drugą powieścią – bezpośrednio poprzedzającą słynną „American Psycho”. Napisał ją w wieku dwudziestu dwóch lat – powinniśmy przyjąć za wielce prawdopodobne to, że student dobrze wiedział o czym pisze. Fabuła, osadzona w 1985 roku, opowiada o środowisku studentów drogiego, humanistycznego college’u Camden w New Hampshire. Studenci pochodzą z dobrze sytuowanych rodzin, teoretycznie nie brakuje im niczego – wydawać by się mogło, że złapali Boga za nogi. Historia opowiadana jest przez wielu pierwszoosobowych narratorów (podobnie jak w „Less Than Zero”),z których na pierwszy plan wybija się trójka. Lauren Hynde jest dziewczyną beznadziejnie zakochaną w niejakim Victorze, podrywaczu i bawidamku – w przypadkowym seksie szuka ona uporczywie sensu życia. Sean Bateman, młodszy brat Patricka z „American Psycho”, bogaty i zepsuty chłopak, narkotykowy dealer, „który żadnej nie przepuści”, zapatrzony jest w Lauren i nie radzi sobie z powstającym uczuciem. W końcu Paul Denton, również bogaty i również zepsuty chłopak – gej z obsesją na punkcie Seana, dość mocno koloryzujący swoją relację. „Każdy kiedyś spał z niewłaściwą osobą” – to zdanie dość dobrze ilustruje największe problemy bohaterów, jakby nie patrzeć rówieśników dwudziestodwuletniego Ellisa. Oprócz narracji wymienionej trójki mamy mnóstwo innych pojedynczych rozdziałów, gdzie do głosu dochodzi cała menażeria drugo- i trzecioplanowych postaci. Widzimy naprawdę szeroką panoramę środowiska, w którym obracają się bohaterowie – żyjącego cały czas w tym samym rytmie, od imprezy do imprezy, od odlotu do odlotu, od jednego niezobowiązującego seksu do drugiego, od kaca do kaca. Nikt tu poważnie nie myśli o studiach, nikt nie snuje żadnych dalekosiężnych planów, nikt nie ma marzeń – mamy do czynienia z jedną, ciągłą ucieczką od nudy rzeczywistości. Wielce nihilistyczna wizja – przecież nie można o żadnym z bohaterów powiedzieć, że nie ma perspektyw, że trafił na ten szanowany college przypadkowo. Wszyscy wiedzą, gdzie są, potrafią zacytować Faulknera czy Hemingwaya, wiedzą co nieco o sztuce, teatrze czy muzyce. Naprawdę, przed nimi wszystkimi świat dosłownie stoi otworem – problem prawdopodobnie polega na tym, że jest po prostu otwór ten jest zbyt wielki. Młodzi reprezentanci pokolenia X, którzy nie muszą walczyć o materialne podstawy swojej egzystencji, pozbawieni są niestety wszelkich życiowych drogowskazów, motywacji oraz uczucia, że ich starania mają sens. I pozbawieni są chyba – miłości…? Ciąg dalszy na: http://plejbekpisze.blogspot.com/2019/03/odloty-godowe.html
Marcin Knyszyński - awatar Marcin Knyszyński
ocenił na67 lat temu

Cytaty z książki Rozpustne nasienie

Więcej
Anthony Burgess Rozpustne nasienie Zobacz więcej
Anthony Burgess Rozpustne nasienie Zobacz więcej
Anthony Burgess Rozpustne nasienie Zobacz więcej
Więcej