Bubble gum

Okładka książki Bubble gum autora Lolita Pille, 8389533308
Okładka książki Bubble gum
Lolita Pille Wydawnictwo: Mireki literatura piękna
229 str. 3 godz. 49 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
229
Czas czytania
3 godz. 49 min.
Język:
polski
ISBN:
8389533308
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bubble gum w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bubble gum



książek na półce przeczytane 1233 napisanych opinii 107

Oceny książki Bubble gum

Średnia ocen
6,7 / 10
209 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bubble gum

avatar
132
38

Na półkach:

Czuję niesamowity niedosyt po przeczytaniu tej książki. Podczas czytania towarzyszy to napięcie, które sprawia że chce się czytać szybciej i szybciej. Według mnie zakończenie dobre ale czegoś mi brakuje i ciężko mi znieść fakt, że tak się skończyła ta opowieść albo tylko tak.. :)

Czuję niesamowity niedosyt po przeczytaniu tej książki. Podczas czytania towarzyszy to napięcie, które sprawia że chce się czytać szybciej i szybciej. Według mnie zakończenie dobre ale czegoś mi brakuje i ciężko mi znieść fakt, że tak się skończyła ta opowieść albo tylko tak.. :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
84
31

Na półkach: , ,

Przeglądasz kolejną stronę z książkami. Przewijasz, przewijasz i przewijasz aż nagle dostajesz olśnienia. Pozycja, która od dawna znajdowała się na Twojej liście do przeczytania, niedostępna we wszystkich księgarniach w których szukałeś objawia się niczym Święty i kusi swoją atrakcyjną ceną- nieco ponad piątaka. Czy można przejść obojętnie? Czy można zbyć to machnięciem ręki i przewijać dalej? Prawdopodobnie jest to możliwe jednak w moim przypadku niewykonalne.

"To się zaczyna w nocy, sam nawet za bardzo nie wiem, co mam robić, nie śpię. Nawet nie masz pojęcia, co to jest: samotność, cisza, wilgotne ciepło poduszek sto razy obracanych, nasłuchiwanie odgłosów kroków i samochodów na ulicy, czyjegoś głosu, błysk latarni, tortury przeszłości, strach przed przyszłością, czy będzie taka jak przeszłość, a potem białawy świt poprzez firanki, i te pieprzone ptaki, które jednak śpiewają, wreszcie można zamknąć oczy i zapomnieć… że czegoś mi brakuje."

Jest Manon- mała wieśniaczka ze Stacji końcowej, pijąca coca-colę nie light, która postanawia opuścić swoją ruderę i udaje się do Paryża w poszukiwaniu upragnionej sławy i bogactwa. Jest i Derek- miliarder, który odziedziczył majątek po ojcu, chłopak z wyższych sfer, zmieniający ferrari jak rękawiczki, który dla zabawy chce zmarnować komuś życie. Jest także spotkanie, które zmienia wszystko.

Chora, kiczowata, wulgarna, intrygująca, tandetna, inna. Właśnie to wszystko sprawia, że książka Lolity Pille jest niesamowita. Od samego początku możesz ją pokochać albo znienawidzić. Odpychający, jaskrawy róż okładki stanowi idealne przeciwieństwo jej czarnej jak smoła treści. Kolejne trafne ukazanie destrukcyjnej egzystencji młodych gniewnych. Zniszczenie przez autodestrukcję czyli coś co ludziom wychodzi najlepiej. Alkohol, narkotyki, seks, przemoc, pieniądze, sława, podporządkowanie można powiedzieć, że to musi być jedna, wielka tragedia, kolejna książka o osiąganiu dna. Jednak "Bubble gum" ma w sobie coś więcej, jest dziwna przez co na swój sposób wyjątkowa. Jej nienormalność przyciąga niczym magnez, hipnotyzuję czytelnika i nie pozwala mu się wyrwać nawet na chwilę. Gdy wydaje Ci się, że już wszystko rozgryzłeś autorka z wielką gracją wgniata Cię w ziemię tworząc niesamowicie zaskakujące zakończenie. Nawet kilka dni po przeczytaniu emocje jakie wzbudziła we mnie wciąż nie opadły i jestem niemal pewna, że jeszcze przez jakiś czas mnie nie opuszczą.

Podsumowując "Bubble gum" to szokująca i intrygująca książka. Mimo, że może wydawać się banalna nosi w sobie prawdę, którą jeśli tyko będziesz chciał odnajdziesz, 228 stron prawdy. I nawet jeśli w niektórych momentach jest obleśna, zbyt wulgarna czy też nudnawa to z pewnością jest niezapomnianą lekturą, którą zdecydowanie polecam!

"Odetchnąwszy, klnąc, idę dalej ku nie wiem jakiemu celowi, z niemiłym uczuciem, że kręcę się w kółko, ale czyż nie robię tak przez całe moje życie, chodzę bez celu, kręcę się w kółko? I czy to właśnie nie jest życie?"

Przeglądasz kolejną stronę z książkami. Przewijasz, przewijasz i przewijasz aż nagle dostajesz olśnienia. Pozycja, która od dawna znajdowała się na Twojej liście do przeczytania, niedostępna we wszystkich księgarniach w których szukałeś objawia się niczym Święty i kusi swoją atrakcyjną ceną- nieco ponad piątaka. Czy można przejść obojętnie? Czy można zbyć to machnięciem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
212
107

Na półkach: , ,

Lolita Pille „Bubble gum”

Szokująca, dokonana z precyzją skalpela chirurgicznego, ale brutalnością porównywalną do użycia siekiery, wiwisekcja współczesnego, zdegenerowanego społeczeństwa w młodym pokoleniu. Pozbawionego celów, zasad moralnych, wartości. Nastawionego na konsumpcję, hedonistyczne używanie wszystkiego i wszystkich, destrukcyjne stymulatory, marzącego o życiu wykreowanym przez telewizyjną papkę. Pieniądze, porsche, ferrari, Saint Tropez, Monako, L.A., Ibiza, alkohol, seks, orgia, koka, marihuana, amfetamina, ecstasy, stilnox, trawa, hazard, przemoc, agresja. To hasła definiujące ich tożsamość. Legitymizacja ich egzystencji. Autodestrukcja prowadząca donikąd, bo już zniknęła nawet doraźna przyjemność. Witamy w piekle!

Jest On – miliarder, który odziedziczył majątek po ojcu, papierosy odpala banknotami, a jego nazwisko otwiera wszystkie drzwi w show biznesie. Jest Ona – „ta mała ze Stacji końcowej, mała wieśniaczka, która gapiąc się w telewizor, gdy leciała „Saga”, obgryzała paznokcie, zazdrościła wszystkiego i wszystkim”. Ich drogi spotkały się. „Sprawię, że będziesz żyła w wideoklipie... Co, kochanie, będziesz żyła w wideoklipie, tak jak zawsze chciałaś”.

I mamy gotowy scenariusz. Filmu? Nie, życia, choć iście filmowy. Nie ośmielę się nazwać gatunku. Na początku wydaje się komedią romantyczną ze sporą dozą sarkazmu. Satyrą na celebrycki, krzykliwy, tandetny świat show biznesu. Ale z każdą kolejną sekwencją tracimy pewność, co to za gatunek.

Lolita Pille swoją „Bubble gum”, a wcześniej „Hell” jeśli nie zainicjowała, to z pewnością wypowiedziała się bardzo donośnym głosem w wyraźnie nasilającym się nurcie twórczości, zarówno literackiej, jak i filmowej, obnażającej szokująco destrukcyjną egzystencję młodych ludzi na początku XXI wieku. Z bezwzględną brutalnością rozprawia się ze zdegenerowanym pokoleniem X, zagubionym w sztucznie wykreowanym świecie, zatopionym w nurcie konsumpcjonizmu. Neonowe otoczenie pełne pokus, dające iluzję, jeśli nie spełnienia, to przynajmniej dobrej zabawy, a za tą fasadą dręcząca, emocjonalna pustka, samotność, frustracja! „Takie różowe, klejące się nic, mogące w każdej chwili strzelić. Uznanie, sława – różowe, banalne i ulotne niczym ten mizerny, mały balon z gumy do żucia, który na końcu nieuchronnie wystrzeli wam w twarz.”

Książka szokuje. Wciąga jak narkotyk, równocześnie drażniąc przerysowaniami. Męczy dosadny, wręcz wulgarny język, ale inny byłby niewiarygodny. Najbardziej jednak dręcząca jest świadomość, że to nie fikcja literacka. Lektura obowiązkowa dla starszej młodzieży i rodziców nastolatków. Oby nie za późno!

Lolita Pille „Bubble gum”

Szokująca, dokonana z precyzją skalpela chirurgicznego, ale brutalnością porównywalną do użycia siekiery, wiwisekcja współczesnego, zdegenerowanego społeczeństwa w młodym pokoleniu. Pozbawionego celów, zasad moralnych, wartości. Nastawionego na konsumpcję, hedonistyczne używanie wszystkiego i wszystkich, destrukcyjne stymulatory, marzącego o życiu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

568 użytkowników ma tytuł Bubble gum na półkach głównych
  • 291
  • 271
  • 6
137 użytkowników ma tytuł Bubble gum na półkach dodatkowych
  • 97
  • 24
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Lolita Pille
Lolita Pille
Francuska pisarka współczesna, rozgłos przyniosła jej książka "Hell".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pomaluj to na czarno Janet Fitch
Pomaluj to na czarno
Janet Fitch
Książki to potrafią zaskoczyć. Leży taka na półce przez 10 lat odłogiem, bo jakoś nie masz na nią ochoty. A kiedy raczysz ją w końcu łaskawie przeczytać, okazuje się tak dobra, że masz wrażenie, jakby wybuchła ci prosto w twarz... I jeszcze stwierdzasz, że to wspaniałe uczucie i cudowna niespodzianka! . "Pomaluj to na czarno" to bomba jakich mało. Lubię historie, umiejscowione w ciekawszych czasach niż nasze. A tu proszę - akcja tej powieści toczy się w Los Angeles w 1981 roku, a tło fabuły to niezła mieszanka: punkowa subkultura i słownictwo ze slumsów przeplatają się ze sztuką wysokich lotów - Lou Reed po sąsiedzku z Brahmsem, cytaty z wierszy poetów samobójców z zawodzącą country Patsy Cline... A bogaty chłopiec z willi w Los Feliz wyrzeka się bogactwa i wiąże się z dziewczyną nie wiadomo skąd, która nie ma nic. Świat Josie wali się, gdy nagle dowiaduje się o samobójczej śmierci swojego chłopaka. Michael, utalentowany, ale niespełniony artysta, zostaje znaleziony martwy w ustronnym motelu. Josie próbuje zrozumieć, co doprowadziło do tej tragedii i jaką rolę odegrała w tym ona sama oraz zaborcza matka chłopaka, sławna pianistka. Między dwiema nieznoszącymi się kobietami, które teraz łączy żałoba, nawiązuje się bliższa, dziwna relacja, której przygladałam się z wielkim zainteresowaniem. Powieść intryguje od pierwszych do dosłownie ostatnich stron. Stopniowo wyłaniają się fakty z życia Michaela, które stawiają zrozpaczoną Josie przed zagadką, czy w ogóle go znała. Jej wyrzuty sumienia nasuwają jednak pytanie, na ile ta drobna punk girl z tlenionymi włosami jest szczera sama z sobą. Muszę tu powiedzieć, że Michael okazał się bardzo 'moim' typem bohatera, strasznie mi go żal. Jest też dobrym przykładem, jak postać, której fizycznie w książce w ogóle nie ma, może być świetnie sportretowana i skupić na sobie gros uwagi. Mam po tej książce tyle wrażeń, że mogłabym o niej długo i w samych superlatywach. To kawał świetnej, odważnej powieści psychologicznej, niejednoznacznej, chwilami szokującej. Pięknie napisanej, do przeżywania.
olga - awatar olga
oceniła na95 lat temu
Hell Lolita Pille
Hell
Lolita Pille
Jedna z tych książek, od których nie da się odejść na dłuższą chwilę za sprawą swojego charakteru: z jednej strony odpychającego, z drugiej zaś magnetycznego, jak to zresztą bywa przy kontakcie z czymś chociażby z lekka kontrowersyjnym. Nie ma w niej w zasadzie miejsca na budowanie napięcia, gdyż wydarzenia, jakie mają miejsce to od samego początku istny rollercoaster. Wsiadamy i niemal automatycznie ustosunkowujemy się emocjonalnie. Zauważyłem, że sporo osób dało się z łatwością sprowokować autorce. Nie wiedzieć czemu poczuli się zaatakowani przez pełen butności sposób bycia Hell – głównej bohaterki powieści – zamiast podejść do sprawy z należytym dystansem. Poniekąd popadli przez to w takie samo plemienne, pełne uprzedzeń myślenie tworzące sztuczne podziały. Dla mnie osobiście Lolita Pille pokazuje po prostu tę drugą stronę monety elity społeczeństwa – tę mniej oczywistą, nie wywyższoną, lecz pogrążoną przez zebrane bogactwo, wpychające ich wprost ręce dekadencji, pozostającej nie tyle obojętnej na ich majątek i urodę, ile wykorzystującej je, żeby pogrążyć ich jeszcze bardziej. I wbrew pozorom fałszywe przyjaźnie, alkoholizm i narkotyki to ledwie czubek góry lodowej. Można tutaj wystosować wszystkim znane powiedzenie 'Pieniądze szczęścia nie dają', które w gruncie rzeczy nie jest wcale takie kłamliwe. Ostatecznie urodzenie 'ze srebrną łyżką w Vipowskich ustach'; niezapisane prawo do łamania zasad i idąca za tym możność patrzenia z góry na proletariat nie zmienia tego, że wszyscy – cała ludzkość – pozostaje równa wobec cierpienia. Główną siłą tej książki jest daleko idąca, skrzywiona, wręcz patologiczna percepcja na świat protagonistki, będąca podyktowana efektem wieloletnich zaniedbań wychowawczych jej rodziców: de facto obrania metody wychowywania samymi pieniędzmi. Zajęci gromadzeniem ich, mimowolnie bądź nie wycofują się z życia córki, tym samym nie będąc w stanie poświęcić jej należytej uwagi; miłości potrzebnej do prawidłowego rozwoju. Stąd futro, które Hell nieustannie przed nami nosi – ta zewnętrzna oznaka okrucieństwa, którą tak się szczyci – jest jedynie maską, jaką próbuje nałożyć, chcąc na własną rękę dojść do tego, co tak właściwie liczy się w życiu. Z tej perspektywy nie jest już jedynie rozpuszczoną snobką, a po prostu zagubionym, nieszczęśliwym człowiekiem, porzuconym przez najbliższych w równym stopniu, co te dzieci 'prawdziwej' patologii, przepijającej ostatnie pieniądze na chleb i rachunek za wodę. Tak, czasami nawet wszystko oznacza nic.
Tho_Grim - awatar Tho_Grim
ocenił na83 lata temu
Szkoła uczuć Curtis Sittenfeld
Szkoła uczuć
Curtis Sittenfeld
O tej książce słyszałam kilka lat temu w moim ulubionym książkowym podcaście ("Girls Like Us"); nie sądzę, bym bez tego kiedykolwiek po nią sięgnęła, a na pewno nie w polskim tłumaczeniu (ten tytuł! Ta okładka!). I myślę, że sporo bym straciła, ponieważ Curtis Sittenfeld wydaje się bardzo świadomą autorką, która doskonale wie, dlaczego coś umieszcza albo pomija w swoich książkach, i że nie jest twórczynią, której prace można brać powierzchownie. Z pewnością sięgnę po inne jej książki, ale może wróćmy do "Prep" (odmawiam używania polskiego tytułu). Przede wszystkim, Sittenfeld z niesamowitą pieczołowitością, a zarazem naturalnością oddaje atmosferę bycia nastolatkiem z wiecznym lękiem, odgrywaniem ról i byciem niesympatycznym - ponieważ *żaden* z uczniów Ault nie jest do końca sympatyczny, ale to chyba najbardziej nastoletnia rzecz, jaką można znaleźć w bohaterach mających być nastolatkami: że są okropni, a autor nie boi się tego pokazać. Lee, nasza główna bohaterka, nie odstaje od tej reguły; Lee jest zresztą nie tylko bohaterką, ale również narratorką - nigdy jednak nie przestaje być postacią. Wszystkie opisane w książce wydarzenia relacjonuje z perspektywy około kilkunastu lat później, jako dorosła kobieta, i choć widzimy, że pewnych rzeczy się nauczyła poprzez pytania, które zadaje zarówno nam, jak i sobie (dlaczego taka była? Dlaczego myślała tak, nie inaczej?),innych wciąż nie jest świadoma. Sittenfeld do końca pozostawia bez jednoznaczego komentarza w tekście choćby rasizm Lee - a jednocześnie pojawia się pod koniec scena, która nie pozostawia wątpliwości, że autorka wszystko, co mogło unosić brew współczesnego czytelnika, umieściła tu właśnie w celu zbudowania pewnego większego obrazu, a nie z powodu własnej nieświadomości. Spotkałam się z opinią, że Sittenfeld pisze o rasizmie, nie eksploatując doświadczeń, których mieć nie może, tylko z perspektywy białych ludzi z klasy średniej, w przyziemności i lekceważeniu, jakie okazują pewnym sytuacjom, tworząc komentarz - jednocześnie nie traktuje czytelnika jak idioty, pozwalając mu odejść z jakimś własnym wnioskiem. Chociaż jest to książka o nastolatkach, zdecydowanie nie powiedziałabym, że jej targetem jest młodzież. Nie z powodu jakichś wyjątkowo wulgarnych scen, ale po prostu dlatego, że nastolatka mogłaby znudzić; mógłby jej po prostu nie zrozumieć, gdyż nie jest przypadkiem, że Lee opisuje swój pobyt w Ault już jako dorosła. Pewne wrażenia, nierozerwalnie związane z pozytywnym odbiorem tej książki, są ściśle wplecione w dorosłość, kiedy można się obejrzeć za siebie - niekoniecznie z tęsknotą za nastoletnimi latami, ale ze współczuciem dla młodszej, głupszej wersji siebie. Na koniec bardziej osobista refleksja: bardzo lubię książki o szkołach z internatem, niestety dwie ostatnie, na jakie trafiłam ("W moich snach to ja trzymam nóż" i "Moja mroczna Vanesso") wchodzą w tę nieznośną dla mnie narrację, że pochodząca ze średniej klasy nikta dostaje się w takie miejsce i ma ogromny potencjał, ale nikt go nie dostrzega; Sittenfeld z kolei idzie w ślady Tartt, tworząc postać, której cała wyjątkowość znajduje się w jej głowie i jeśli nikt jej nie dostrzega, jest to wyłącznie kwestia faktu, że jej nie posiada. Na szczęście dla mnie, bo taka kreacja jest nie tylko realniejsza, ale również ciekawsza. Niesympatyczni celowo protagoniści zawsze są lepsi od tych, którzy wychodzą tacy przypadkiem.
Rosaline - awatar Rosaline
ocenił na71 rok temu
Marzyciele Gilbert Adair
Marzyciele
Gilbert Adair
Historia trojga „niewinnych czarodziei” – rodzeństwa młodych Francuzów i amerykańskiego studenta szkoły filmowej – jest opowiedziana w sposób finezyjny, ale mało angażujący emocjonalnie. Gilbert Adair formuje swą narrację z długich, czasem niemal Proustowskich zdań, nasyconych poetyckimi metaforami i odniesieniami do rozmaitych tekstów kultury. Ma to być w założeniu proza subtelna i erudycyjna. Miejscami jednak autor ociera się o pretensjonalność czy wręcz literackie efekciarstwo. Mami nas estetycznymi błyskotkami, nie oferując ani przekonującej fabuły, ani wyrazistych bohaterów. Rzecz dzieje się głównie w Paryżu, w zapuszczonym domu poety-outsidera, który na pewien czas wybywa z żoną poza miasto. W stolicy zostają jego dorastające dzieci: Danielle i Guillaume. Wcześniej, jako bywalcy paryskiej Kinoteki, zaprzyjaźniają się z dzielącym ich pasję Amerykaninem Matthew. Kiedy z powodów politycznych kino zostaje zamknięte, odnajdują wspólny azyl w tajemniczym zaciszu powierzonego ich opiece mieszkania (a ściślej w przeznaczonym dla siebie skrzydle, zwanym quartier des enfants). Tam izolują się od świata, początkowo oddając się swym filmowym fascynacjom (sztuczki aktorskie, zabawy w skojarzenia),by stopniowo wciągnąć nieśmiałego Matthew w ryzykowną erotyczną grę, której czarowi wszyscy bez reszty ulegną. Uwikłani w miłosny trójkąt przyjaciele spędzający większość czasu w wielkiej wannie, ignorujący tabu, z marzycielską beztroską dokonujący kolejnych aktów transgresji… Wreszcie wyrwani z tego snu na jawie przez kamień zbijający szybę w oknie… kamień ulicznej rewolucji. Jest bowiem maj 1968 roku i fala lewicowych protestów przetacza się przez Europę… W swej końcowej fazie powieść z psychologicznej przekształca się w społecznie zaangażowaną i niebezpiecznie dryfuje w stronę tendencyjnego patosu. Intymny mikrokosmos trojga owładniętych perwersją nastolatków przenosi się w wymiar politycznego makrokosmosu, na którego sztandarach widnieją Marks, Che Guevarra czy Ho Szi Min. Sztandary wznoszą zaś takie persony jak Daniel Cohn-Bendit. Ten zabieg zupełnie nie przekonuje, niekorzystnie wpływa na odbiór całej książki. Pozostajemy z wrażeniem scenograficznego efekciarstwa, choć przyznajmy – częściowo zamierzonego – jako że Adair kreował swój tekst na utwór filmowy (co zresztą znalazło wyraz w adaptacji wyreżyserowanej przez Bertolucciego w 2003 r.). Opowieść ma pewien urok, nie można jej także odmówić walorów językowych. Jednak długimi fragmentami nuży. Brak w niej czegoś poruszającego, jakiegoś wewnętrznego ognia, który powinien przecież emanować z zachowania bohaterów. Trudno wczuć się w ich przeżycia i konflikty, trudno wreszcie sympatyzować z neomarksistowską rewolucją, pomyślaną jako puenta utworu. Wybrane cytaty 1) – Nigdy się nie zabiję – odpowiedział bez ogródek Matthew. – Wierzę (…) że jeśli człowiek odbiera sobie życie, idzie do piekła (…) – Człowiek odbiera sobie życie, bo rodzi się w piekle (Danielle). 2) Gdyby słowo amour nie rymowało się z toujours, być może nigdy nie odczuwalibyśmy potrzeby utożsamiania miłości z wiecznością (Danielle). 3) Zgnilizna, mój drogi Matthew, jest interesująca, tylko dopóki nie zerwiesz jej skorupy i nie przyjrzysz się uważnie temu, co tkwi pod spodem (Danielle). 4) Jego skrzydła były bezużyteczne niby skrzydła mewy uwięzionej w plamie rozlanej ropy (narrator o Matthew). 5) Śmierć czasami nokautuje człowieka, czasem zaś wygrywa z nim na punkty. Tak czy inaczej, pośmiertnie wznosi przeciwnikowi pomnik (narrator).
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na63 lata temu
Panna Nikt Tomek Tryzna
Panna Nikt
Tomek Tryzna
O tym, jak obudzić w kimś zło. Piętnastoletnia Marysia wraz z rodzicami i rodzeństwem przeprowadza się ze wsi do Wałbrzycha, rozpoczyna naukę w nowej szkole i walczy o akceptację nowych koleżanek. Przyznam szczerze, kompletnie nie wiem, co mam o tym myśleć. Tym, co się w tej książce wybija na pierwszy plan, jest znaczne umrocznienie i przeogromne dawki oniryzmu pojawiające się kompletnie znienacka. Wnioskując z mojego wcześniejszego doświadczenia z Tomkiem Tryzną ("Idź, kochaj"),są to charakterystyczne cechy jego stylu. Nie mogę powiedzieć, żebym była fanką tych rozwiązań. Jest to historia o trudach dorastania, o popadaniu w niewłaściwe towarzystwo i rozpaczliwych próbach przypodobania się nowym znajomym, nawet kosztem samego siebie. To jest ważny temat, ale problemem jest tutaj sposób jego uchwycenia. Gdybym miała tę książkę opisać za pomocą jednego słowa, byłaby to "przesada". Mam wrażenie, że to kolejna książka, której autor chciał za bardzo i przez to trochę zaprzepaścił niezły pomysł. Marysia początkowo jest dziewczynką bardzo naiwną, infantylną i religijną w sposób, który można by interpretować niemal jako nerwicę eklezjogenną. Z czasem jednak, pod wpływem nowych znajomości przemienia się w cyniczną, wyrachowaną dekadentkę, która za nic ma wszelką moralność. I trzeba przyznać, że łatwość i gwałtowność, z jaką ta zmiana następuje, jest co najmniej dyskusyjna (cała akcja książki obejmuje zaledwie trzy miesiące). Książkę czyta się całkiem dobrze mniej więcej do połowy i do tego momentu jeszcze da się wierzyć w tę historię. Ale potem jednak komuś trochę peron odjechał, za to symbolizm wszedł na pełnej petardzie. Wszystko tutaj jest niejasne, piętrowo manipulatorskie i naprawdę trudno się połapać, co z tego jest faktycznymi wydarzeniami, które miały miejsce w fabule, a co tylko wyobraźnią bohaterki. Brak tych onirycznych wstawek jest prawdopodobnie tym, czym film wygrywa z książką.
niedź - awatar niedź
ocenił na67 miesięcy temu
Pierwszy seks Melvin Burgess
Pierwszy seks
Melvin Burgess
Mój pierwszy raz po długim pierwszym czytaniu tej książki. " Pierwszy seks" jest kontrowersyjną powieścią dla młodzieży autorstwa Melvina Burgessa. Ponownie po latach, wzięłam tę książkę do ręki i przeczytałam. No i jak było? O tym poniżej. Książka opowiada o trzech nastoletnich chłopcach: Dinie, który marzy o tym, by namówić Jackie na seks, Benie, który jest uwięziony w związku z nauczycielką i Jonathanie, który wstydzi się seksu i ma kompleks własnego członka. Wszyscy chłopcy wymienieni powyżej są najlepszymi przyjaciółmi. Zawsze mogą na siebie liczyć i zawsze sobie pomagają. W życiu chłopców nadchodzi czas w którym buzują hormony seksualne. Dino, chodzi z Jackie i chce z nią przeżyć pierwszy raz. Jednakże Jackie robi uniki. Ben ma romans z nauczycielką Alison, Jonathanowi podoba się Deborah, ale wstydzi się do tego przyznać chłopakom. Wszyscy trzej, mają normalne domy i rodziny, aż do czasu, gdy Dino odkrywa, że jego matka nie kocha ojca i zdradza go z nauczycielem, przez co rodzina się rozpada. Ben nadal tkwi w toksycznym związku z Ali, Jonathan dalej ma kompleks własnego członka i tkwi dalej w zawieszeniu czy odważyć się powiedzieć Deborah co do niej czuje. Trzej nastolatkowie, trzy problemy... Humor, tragedia, pierwsze romanse... Gdy czytałam książkę po raz pierwszy miałam naście lat, teraz mam 24 lata i młodzieżowe czasy są już niestety za mną. W czasach wydania tej książki, mogła ona dostać miano kontrowersyjna, ale na tle dzisiejszych czasów już taka kontrowersyjna nie jest... No, chociażby wspomnijmy Greya E. L. James... Książkę szybko się czyta, a nawet mogłabym powiedzieć, że wręcz się ją połyka. Melvin, bardzo dobrze oddał realia ówczesnej amerykańskiej młodzieży i ich problemach, radościach i smutkach, wstydzie i zauroczeniu... Najbardziej polubiłam Bena i Jonathana, nieco mniej Dina, który marzył i myślał tylko o tym, żeby jakąś laskę przelecieć... Bena polubiłam za jego wrażliwość, a Jonathana za jego wredotę i trafiania w sedno sprawy... Współczułam Dinowi, problemów które na niego spadły potem. Co do Jackie... zawsze zastanawiałam się dlaczego nie mogła zrobić tego z Dinem. Myślę, że nie byłam nim na tyle zainteresowana, aby z nim to zrobić. Ja też bym tego z nim nie zrobiła na jej miejscu... Więc podsumowując: jeśli chcecie dostać realizm świata nastolatków, który nadal jest w odbiorze aktualny do dnia dzisiejszego i chcecie przypomnieć sobie wasze pierwsze przeżycia seksualne i jak to było kiedy byliście młodzi to polecam. Książkę czyta się bardzo szybko i jest niesamowicie zabawna.
Klaudia Sowa - awatar Klaudia Sowa
oceniła na86 lat temu
Biegając z nożyczkami Augusten Burroughs
Biegając z nożyczkami
Augusten Burroughs
Rodzice trzynastoletniego Augustena - znużony, wiecznie nieobecny alkoholik oraz niedoszła egzaltowana poetka - przechodzą przez rozwód. Ojciec w ogóle nie interesuje się chłopcem i odchodzi do nowej rodziny, matka zaś popada w kryzys psychiczny i postanawia oddać syna pod opiekę swojemu psychiatrze, doktorowi Finchowi, przy którym Timothy Leary mógłby uchodzić za eksperta z Radia Maryja. Rodzina Finchów żyje w brudzie, bez żadnych reguł, dzieci nie muszą chodzić do szkoły, sprzątać, myć się, mogą za to palić trawkę, upijać się i uprawiać seks z dorosłymi. Dr Finch uważa, że trzynastolatek jest już dorosłym, więc nie należy przeszkadzać mu w zażywaniu narkotyków ani w "związku" z ponad połowę starszym chłopem. Zamiast zająć się dziećmi, woli szukać znaków od Boga we własnym stolcu albo oddawać się masturbacji w specjalnie przeznaczonym do tego pokoju. Z kolei Deirdre Burrougs oddaje się pasji pisarskiej, wypierdując swoje żenujące poematy, albo wdając w romanse, o których opowiada synowi prosząc, by mówił jej na "ty". W takich warunkach spragniony stabilizacji i normalności Augusten będzie musiał spędzić kolejną dekadę swojego życia. Nie wiem jakim cudem ta pozycja znalazła się w bibliotece dla dzieci i młodzieży - owszem, autor opowiada o byciu nastolatkiem, jednak w książce roi się od ostrych scen erotycznych, gdzie czytamy co kto komu i w jaki sposób robi, np jak Augusten widzi swoją matkę uprawiającą seks oralny z inną kobietą. Opisano także seksualną relację trzynastoletniego Augustena z trzydziestoletnim mężczyzną - nie potrafię zrozumieć, czemu osoby piszące o książce nazywają to "związkiem" i "romansem", nie można mówić o żadnym związku, gdy stary dziad uprawia seks z chłopcem, który jest jeszcze w podstawówce. Już sama ta zawartość mogłaby być zrozumiałym powodem, dla którego Biegając z nożyczkami była głośną książką. Kolejny jest pozew sądowy, który autorowi wytoczyła rodzina doktora Rodolpha H. Turcotte'a - przedstawionego w książce jako dr Finch. Rodzina Turcotte uważa, że Burroughs większość scen ze swojego pamiętnika zmyślił i nie miały one miejsca. Co gorsza, mieli pretensje, że przez książkę (a potem również przez adaptację filmową) byli szykanowani i atakowani. Jako bohater-narrator Burroughs stara się pokazać swoją przemianę na przestrzeni lat. Opowieść zaczyna zagubione dziecko spragnione reguł, porządku i stabilizacji, potem kontynuuje są nastolatek zafascynowany rzeczami, które może odkrywać dzięki zaniedbaniu przez dorosłych i które go pochłaniają - kończy dorastający młody mężczyzna, powoli zaczynający rozumieć, że to, co przeżył, nie było miłością, tylko przemocą i szukający swojego miejsca w świecie. Z jednej strony Augusten wciąż tęskni za jakimś porządkiem i normalnością, z drugiej ma poczucie, że nie pasuje do tego, co uchodzi za normalne (np. szkoła) i że nie umie dostosować się do tego, jak żyją inni. Przypominały mi się wspomnienia Christiane, berlińskiej narkomanki, której również rodzice pozwalali na wszystko w imię uszanowania jej "wolności" i której tak samo przyniosło to więcej szkody niż pożytku - zresztą Burroughs ostatecznie został osobą uzależnioną tak samo jak Christiane. Augusten stwierdza w pewnym momencie, że "gdy nikt nie mówi ci co masz robić, nikt też nie mówi ci czego masz nie robić". Biegając z nożyczkami odbieram jako krytykę całego pokolenia lat 60., które nie potrafiło dorosnąć i zmusiło swoje dzieci do tego, by wychowywały się same. Książka Burroughsa jest ciekawa, ale momentami tak niesmaczna, że nie wzruszył mnie nawet znaleziony między stronami zasuszony gryzek. Raczej nie będę do niej wracać, nastomiast mogę z czystym sumieniem polecić film na jej podstawie, gdzie na szczęście oszczędzono widzowi oglądania genitaliów w akcji. Jedyna wada jest taka, że filmowy Augusten wygląda na dorosłego chłopaka, a w rzeczywistości miał zaledwie trzynaście lat.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na61 rok temu
Psychoza 4.48 Sarah Kane
Psychoza 4.48
Sarah Kane
Trudno jest pisać o utworze takim jak ten. Jedynym w swoim rodzaju i tak mi bliskim. Ciężko też zostać potraktowanym poważnie, gdy możesz współodczuwać z samą Kane na poziomie niedostępnym dla licznych czytelników dramatu 4.48 Psychoza. Dlatego od razu zaznaczam, że recenzję pisze osoba z kliniczną depresją i zaburzeniami osobowości. Utwór Kane wrył się w moją duszę. To straszne że mogłem odnaleźć komfort w strumieniu świadomości przepełnionym depresją alienacją i pragnieniem miłości. Strumień ten jest zapisem agonii związanej z ostatnimi stadiami choroby psychicznej i wbrew pozorom w swojej uniwersalności wykracza daleko poza osobiste doświadczenie choroby samej autorki. Tak wygląda nasz świat świat osób chorych od zaburzeń lękowych do depresji od zaburzeń osobowości do schizofrenii rządzi się on dwiema emocjami lękiem i poczuciem osamotnienia połączonym z olbrzymim pragnieniem miłości. Tak jak postać utworu pragnę kogoś, kto będzie dotykał mnie dobrowolnie, śmiał się z moich czarnych żartów i po prostu dostrzegał piękno gdy ja nie jestem w stanie go w sobie odnaleźć. Tym jest właśnie 4.48 psychoza listem miłosnym do świata, który nigdy nie odpowiada, ale nie przestajesz go pragnąć, mimo że nie możesz się połączyć z nim na poziomie czystych emocji i bliskości. Dalej przychodzi gniew, rozpacz, gorycz, apatia. Chęć ukarania winnego, którego już nie ma. Nasi rodzice każący nam żyć w swoich toksycznych związkach odeszli. Nasze wewnętrzne dziecko zostało dawno zamordowane . Nie ma sędzi nie ma winnych zostaje tylko pamięć i choroba. Ciche wołanie usłysz mnie pokochaj mnie.
Artorias - awatar Artorias
ocenił na103 lata temu
Na imię mam Jestem Mariusz Maślanka
Na imię mam Jestem
Mariusz Maślanka
„Na imię mam Jestem” to opowieść o dorastaniu poprzez uświadomienie sobie, że nasze czyny mają znaczenie. Przede wszystkim dla nas, ale, co zaskakujące, też dla innych. Za każdym odwróceniem się plecami, za każdym wygodnym i bezpiecznym kłamstwem, za każdą niewykorzystaną okazją stoją rozczarowane twarze. Nasze z tamtej chwili, ale i ludzi, których zawiedliśmy. Moment, w którym to do człowieka dotrze i rozbudzi w nim poczucie odpowiedzialności, nazwać można początkiem dorosłości. I ta prawda została przez autora przedstawiona nienachalnie, choć wyraźnie. Jednak poprzetykana całym dotychczasowym życiem bohatera, łatwo może odbiorcy uciec sprzed oczu, tworząc iluzję, że książka jest o wszystkim, lecz najbardziej to o niczym. Styl Maślanki też nie buduje w nas wrażenia, że mamy do czynienia z czymś ważnym. Bo przecież nie mamy. Ot, kolejne życie. Tylko czy jest coś ważniejszego? Oczywiście „Na imię mam Jestem” ma swoje problemy. Szkoda, że erotyka pozostała na poziomie nastoletnich wyobrażeń, a pewna pretensjonalność, wykwitająca w pojedynczych zdaniach, nie została sprawnie okiełznana. Samo zakończenie też wydaje się nie wyciągać maksimum możliwości z opisywanych losów, dostarczając wrażeń tak bajkowych, że dziecięcych. Gdyby zachwiać tę atmosferę z ostatnich stron jednym zdaniem, wyrazem, mogłaby być piękną metaforą błędnego koła wędrującego do skrajnych perspektyw. Mimo wszystko, jest to pozycja, która zostawia po sobie posmak w duszy. Może nie zapamiętam losów Igora zbyt dokładnie, może nie zapiszę sobie w notatniku poszczególnych wyimków, ale na pewno będę wracał do emocji i myśli jakie we mnie wzbudziła. Niczym cichy bohater, zawsze pozostający w cieniu.
Michał Kuziemski - awatar Michał Kuziemski
ocenił na75 lat temu

Cytaty z książki Bubble gum

Więcej
Lolita Pille Bubble gum Zobacz więcej
Lolita Pille Bubble gum Zobacz więcej
Lolita Pille Bubble gum Zobacz więcej
Więcej