Tess of the D'Urbervilles

Okładka książki Tess of the D'Urbervilles autora Thomas Hardy, 9780141040332
Okładka książki Tess of the D'Urbervilles
Thomas Hardy Wydawnictwo: Penguin Classics Ekranizacje: Triszna. Pragnienie miłości (2013) Seria: Penguin Clothbound Classics klasyka
592 str. 9 godz. 52 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Penguin Clothbound Classics
Data wydania:
2008-11-06
Data 1. wydania:
2008-11-06
Liczba stron:
592
Czas czytania
9 godz. 52 min.
Język:
angielski
ISBN:
9780141040332
Ekranizacje:
Triszna. Pragnienie miłości (2013)
Inne
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tess of the D'Urbervilles w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tess of the D'Urbervilles



książek na półce przeczytane 1565 napisanych opinii 716

Oceny książki Tess of the D'Urbervilles

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tess of the D'Urbervilles

avatar
43
40

Na półkach:

Król opisów przyrody tym razem oprowadza nas po dolinie Blackmoor. Obserwujemy zachody i wschody słońca, poznajemy tajniki pracy na gospodarstwie mlecznym, a także przyglądamy się młockarni parowej! Jednakże to wszystko jest tłem opowieści o złamanym młodym życiu "kobiety czystej".

Młodziutka straumatyzowana wieśniaczka szuka pocieszenia w pracy dójki. Niestety, jej uroda tak olśniewa pewnego idealistę, że jest zdeterminowany zdobyć ją na żonę. Niestety, Tess chcąc być w zgodzie ze swoim sumieniem, a także (tak mi się wydaje) chcąc pozbyć się potwornego ciężaru natury psychicznej, wyjawia prawdę o swojej traumie ukochanemu.

Tess jest niezaradna życiowo, co jest konsekwencją wychowania przez rodziców równie niezaradnych, co biednych. Oddana "krewnemu" ku polepszeniu warunków ostatecznie moralnie "upada". Hardy głęboko krytykuje ten rodzaj zacofanej moralności, dowodząc, że cała wina leży po stronie oprawcy. Nieszczęsna Tess jest jedynie obiektem — zarówno dla uwodzicielskiego Aleca, jak i namolnego Angela. Dziewczyna jest doprowadzana przez obu na skraj załamania, co skutkuje tragedią.

Tess d'Urberville, podobnie jak inne powieści Thomasa Hardy'ego powstawała w odcinkach. Jednakże pismo, które zamówiło powieść, nie chciało opublikować jej ze względów obyczajowych. Ostatecznie pismo Graphic podjęło się druku 24 odcinków w 1891 roku.

Punktem wyjścia historii, rzekome pochodzenie od znamienitego rodu jest ponoć oparte na rodzinnej anegdotce, a grobowce rodziny Turberville, która poniekąd użyczyła nazwiska, możemy znaleźć w Bere Regis. Postać Tess jest bezpośrednim nawiązaniem do Marthy Brown, skazanej za zabójstwo brutalnego i wiarołomnego męża. 9 sierpnia 1856 roku w niezwykle deszczową sobotę zgromadził się blisko czterotysięczny tłum oczekujący na egzekucję. W tej dojmującej ciżbie znalazł się wówczas szesnastoletni Thomas Hardy, na którym dramatyczna śmierć młodej kobiety wywarła niebagatelne wrażenie; wiele lat przechowywał wycinek prasowy opisujący ów smutny koniec nieszczęsnej.

Po latach Hardy pisze*: "Pamiętam jej drobną figurę na tle nieba, gdy wisiała w mglistym deszczu, a także to, jak obcisła czarna jedwabna suknia podkreślała jej sylwetkę, gdy poruszała się w półobrotach raz w jedną, raz w drugą stronę. (...) Choć nakryli jej twarz kapturem, widziałem jak przez mokry od deszczu materiał przebijały rysy jej twarzy." Ten epizod tak zaintrygował pisarza, że Martha Brown doczekała się uwiecznienia w postaci słodkiej, niewinnej Tess d'Urberville. Jak wspomina wieloletnia przyjaciółka pisarza, Lady Hester Pinney "jego sympatia dla tej nieszczęśliwej kobiety była niezwykła".

Historia** jednakże nie kończy się na tym niezwykłym hołdzie - niedawno archeolodzy natrafili na pozostałości (w tym czaszkę) prawdopodobnie właśnie Marthy Brown; nieformalny cmentarz przywięzienny ma wkrótce zostać zamieniony na domy mieszkalne i centrum handlowe, a ludzkim szczątkom zostaną wyprawione godne pochówki.

Jak odebrałam powieść? To był mój reread po blisko dwudziestu latach. Pierwszego Hardy’ego przeczytałam będąc na pierwszym roku studiów, pamiętam dobrze, bo niemal zostałam wyrzucona z lekcji logiki za czytanie pod ławką (w liceum miałam zresztą bardzo podobne przeżycia 😉

Oczywiście obejrzałam ekranizację Polańskiego (milion lat temu) i miniserial z Gemmą Arterton (moim zdaniem doskonała Tess!). Chociaż nie było zaskoczenia nad treścią, złapałam się na pobożnym życzeniu, żeby “tym razem było inaczej”. Szkoda mi tej niezaradnej dziewczyny, tak nieobutej w brutalnym świecie, że szkodzącej sobie. Porażająca była mentalność ludzi, którzy we wzięciu siłą nie widzieli nic zdrożnego, a oprawca stawał się niemal właścicielem pokrzywdzonej. Wydaje mi się, że część mężczyzn mylnie brała kobiety za bóstwa, wyidealizowane i uprzedmiotowione. Jakiś czas temu oglądałam film o Effie Grey, gdzie wspaniale było pokazane takie zderzenie ideału z człowiekiem z krwi i kości. Widać sympatię Hardy’ego dla Tess. Oczywiście biorąc pod uwagę pierwowzór postaci nie mogło być mowy o happyendzie. Autor przeciwstawia się podwójnej moralności wiktoriańskiego społeczeństwa, chcąc obudzić świadomość w czytelnikach schyłku XIX. wieku.

Jest jeszcze jedno, co przyciąga mnie do prozy Thomasa Hardy’ego. Budowanie nastroju za pomocą świata przyrody i krajobrazu. To oraz opis życia i działań, które stanowią zapis zapomnianych zwyczajów. Hardy wkłada w usta wieśniaków anegdotki, które zasłyszał z pewnością mieszkając w Higher Bockhampton.

*Healey, T. - Zbrodnie w afekcie, Warszawa 1991

**http://www.theguardian.com/books/2016/feb/19/thomas-hardy-tess-of-the-durbervilles-bones-found-at-prison

Król opisów przyrody tym razem oprowadza nas po dolinie Blackmoor. Obserwujemy zachody i wschody słońca, poznajemy tajniki pracy na gospodarstwie mlecznym, a także przyglądamy się młockarni parowej! Jednakże to wszystko jest tłem opowieści o złamanym młodym życiu "kobiety czystej".

Młodziutka straumatyzowana wieśniaczka szuka pocieszenia w pracy dójki. Niestety, jej uroda...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
538
431

Na półkach:

„Tessa d'Urberville”

Thomas Hardy z niezwykłą wrażliwością i wyważeniem portretuje postać Tessy, ukazując jej wewnętrzne rozterki oraz zmagania z trudami codzienności. Autor świetnie oddaje atmosferę epoki, a jednocześnie nie ocenia jednoznacznie bohaterki, pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do refleksji nad jej decyzjami i losami. Powieść porusza tematy takie jak niewinność, moralność, społeczne uprzedzenia oraz nieuchronność przeznaczenia.

„Tessa d'Urberville” to książka, która skłania do głębokiej refleksji nad kondycją ludzką i złożonością moralnych wyborów. Hardy, choć ukazuje brutalność i niesprawiedliwość życia, nie popada w pesymizm, lecz stara się ukazać piękno i godność człowieka mimo przeciwności.

„Tessa d'Urberville”

Thomas Hardy z niezwykłą wrażliwością i wyważeniem portretuje postać Tessy, ukazując jej wewnętrzne rozterki oraz zmagania z trudami codzienności. Autor świetnie oddaje atmosferę epoki, a jednocześnie nie ocenia jednoznacznie bohaterki, pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do refleksji nad jej decyzjami i losami. Powieść porusza tematy takie jak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
716
295

Na półkach:

Na pierwszym miejscu doceniam odważne metafory Hardy'ego. Frajdę sprawiały też: zabawny antyklerykalizm i biedo-socjologia powieści. A kwiecisty język, który na początku mi się podobał, im bardziej dostrzegałem próżność i nieistotność treści, tym bardziej irytował swoim blichtrem.
Bo ta książka to w zasadzie tylko romans z hagiograficznym zacięciem. I kiedy to zrozumiałem, odłożyłem po 150 stronach. Szkoda czasu. Jest tyle innych powieści o ważniejszych sprawach.

Na pierwszym miejscu doceniam odważne metafory Hardy'ego. Frajdę sprawiały też: zabawny antyklerykalizm i biedo-socjologia powieści. A kwiecisty język, który na początku mi się podobał, im bardziej dostrzegałem próżność i nieistotność treści, tym bardziej irytował swoim blichtrem.
Bo ta książka to w zasadzie tylko romans z hagiograficznym zacięciem. I kiedy to zrozumiałem,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

6851 użytkowników ma tytuł Tess of the D'Urbervilles na półkach głównych
  • 3 991
  • 2 789
  • 71
1001 użytkowników ma tytuł Tess of the D'Urbervilles na półkach dodatkowych
  • 592
  • 111
  • 88
  • 72
  • 55
  • 52
  • 31

Tagi i tematy do książki Tess of the D'Urbervilles

Inne książki autora

Thomas Hardy
Thomas Hardy
Thomas Hardy OM (ur. 2 czerwca 1840 w Higher Bockhampton, blisko Dorchester, w hrabstwie Dorset, Anglia, zm. 11 stycznia 1928 w Dorchester) – angielski pisarz i poeta, przedstawiciel nurtu naturalistycznego. Jego postaci literackie zmagają się ze swoimi pasjami i sytuacjami życiowymi. Utwory Hardy'ego, których akcja w większości rozgrywa się w półmitycznym hrabstwie Wessex, odznaczają się swoistymi poetyckimi opisami i nasycone są fatalizmem. Pochodził z klasy średniej; jego ojciec był architektem i zajmował się budowaniem kościołów z cegieł. Sam Thomas Hardy był zagorzałym ateistą. Napisał m.in. powieści Far from the Madding Crowd (Z dala od zgiełku, 1874),Tess of the d'Urbervilles (Tessa d'Urberville, 1891),Jude the Obscure (Juda nieznany, 1895),jak i tomy wierszy Wessex Poems (1898),Collected Poems (1919) i Human Shows (1925). W swoich utworach kontrastował dwie rzeczywistości – miasta i wsi. Miasto utożsamiał ze złem, przestępczością, zatraceniem wartości. O wsi natomiast pisał z nostalgią, idealizując i przedstawiając idylliczne wizje. Opisywał społeczeństwo pre-industrialne i dramat ludzi zmuszonych do migracji do miasta. W 1910 został odznaczony przez Króla Wielkiej Brytanii wyróżnieniem Członka Order of Merit, dzięki czemu formalnie za jego imieniem i nazwiskiem figuruje skrót OM.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pokój z widokiem Edward Morgan Forster
Pokój z widokiem
Edward Morgan Forster
Wydana w 1908 roku ciepła i pełna humoru opowieść o miłości dwojgu młodych ludzi, zarazem ironiczne spojrzenie na rodzący się ruch turystyczny, który nastał na początku ubiegłego wieku. Modne wówczas stało się zwiedzanie kontynentu — koniecznie z przewodnikiem Baedekera w ręku - (Anglicy i Amerykanie zwiedzali pozostałości świata antycznego, Niemcy jeździli do wód, a Polacy mieli swoje nowo odkryte Zakopane) oraz wycieczki rowerowe. O turystach pisywał między innymi Henry James, jednak w żadnym z jego opowiadań nie ma tyle humoru i żywiołowości. W tym czasie również Jerome pisze swoich przezabawnych Trzech panów. Fabuła przedstawia się następująco: początek XX wieku, Lucy Honeychurch wraz z ciotką podróżują po Florencji. Jak większość turystów tamtego okresu, zatrzymują się w pensjonacie, gdzie zawiązują znajomość z nieco ekscentrycznymi panami Emerson, ojcem i synem. Na skutek pewnego wypadku (sic!) Lucy i Georg Emerson zakochują się w sobie bez pamięci. Ale Lucy ma narzeczonego. Chociaż „dla czytelnika jest dość oczywiste, że Lucy kocha młodego Emersona”, sama przed sobą nie umie tego przyznać, z czego wynikną same kłopoty. Lucy ma jednak aspiracje działać przeciw konwenansom i oczekiwaniom wobec kobiet epoki edwardiańskiej. Co prawda miały one większe prawa (choć Forster podkpiwa z sufrażystek) niż kobiety wiktoriańskie, to do wyboru miały małżeństwo i podporządkowanie mężowi (choć już mogło się mówić o małżeństwach z miłości),bądź zdziwaczenie w staropanieństwie. Druga część opowieść przenosi nas do rodzinnej miejscowości panny Honeychurch. Towarzystwo pozostaje to samo, ale sceneria zmienia się na sielską an(g)ielską wieś z jej małymi przytulnymi cottages i popołudniowymi herbatkami. Tu ujawnia się kontrast między bezpretensjonalnym, ale skrytym romantykiem, George'em oraz „oficjalnym” narzeczonym Lucy - Cecilem, pozerem, malkontentem i snobem. Subtelny angielski humor ocierający się gdzieniegdzie lekko o farsę, sensu stricto farsą nie będąc, klimatem przypomina shakespeare'owskie Wiele hałasu o nic. Trudno uwierzyć, że książka ma ponad sto temu. Napisana jest specyficznym językiem wczesnego modernizmu (Virginia Woolf przyjaźniła się z autorem, zachęcając go do pisania),przez co nie każdy może przez nią przebrnąć. Ale jeśli tylko skusicie się podążać tropem romantycznej miłości i wartkich dialogów, na pewno będziecie zadowoleni z lektury (szczególnie emocjonujący jest rozdział XV Dramat domowy — gryzłam kołdrę z nerwów!) Na pewno sięgnę po Podróż do Indii i inne książki tego autora. Mam ochotę również odświeżyć sobie filmy Jamesa Ivory'ego na podstawie prozy Forstera. Polecam!
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na1025 dni temu
Mandolina Kapitana Corellego Louis de Bernières
Mandolina Kapitana Corellego
Louis de Bernières
Cokolwiek o tej książce napiszę będzie za mało powiedzane. Nieuchronnie piękna, romantycznie tragiczna historia może nie tyle miłosna ale zycia pięknej greczynki Pelagii ktofej przyszło żyć podczas II wojny światowej. Jej miłość do przystojnego włoskiego żołnierza Antonia Corelli ozdobiona piękną muzyką zagraną na mandolinie oraz widokami jej rodzinnej wyspy tylko podkreślaja moc a zarazem niemożliwość tego romansu. Mimo że on walczy po stronie okupanta, Corellego lubią wszyscy dookoła i nawet ojciec Pelagii pozwala im się spotykać. Fakt że nigdy nie byli ze sobą bliscy jest kolejną rysą tej powieści czyniąncą ją nieubłaganie wzruszającą. Czujemy się świadkami prawdziwej miłości która rzadko można spotkac w życiu. Ani brak bliskości, ani wojna, nawet lata - nic nie zatarło zabronionego lecz tak wielkiego uczucia. Ale to nie tylko historia o niesmetrelnej miłości, ale także o odwadze, lęku, mocy ducha. Od początku i do końca książki umiera mnóstwo bohaterów, ale do samego końca autor o nich przypomina nie pozwalając czytelnikowi o nich zapomnieć. Przypomina w tych okolicznościach w których występowali w najlepszych okresach swego zycia - jatre Janis piszę swoja książkę, a za oknem przystojny Mandras, który należy do morza ciałem i duchem, kąpię z delfinami w porze młodości i tam odnajduje swój spoczynek lata później. Carlo Guercio, który umiera, ocaląjac ostatnim wyczynem Corellego także pozostaje do końca powieści - w listach, na zdjęciu, pod ziemią. Nawet mała kuna zostaje we wspomnieniach bohaterów i czytelników do końca, tak samo jak drzewo ołiwy, tak samo jak dom doktora że wszystkimi porzuconymi rzeczami które kiedyś stanowiły część zycia jego domowników - niemi świadkowie historii miłosnych, upadków, śmierci, wszystkiego z czego składa się życie. Pamiętają nawet będąc ruinami, ale będą pamiętać na zawsze pocałunki, spojrzenia, łzy, rany, dzwięki muzyki... Życie zatacza koło pisząc na nowych kartkach poprzednie historie, tak samo prawdziwe, mocne, szczęśliwe i tragiczne... I właśnie ta zmiana tragedii i romansu chyba robi tę ksiazke tak unikatową. I ten happy end jest też najlepszym w całej opowieści, bo smutku było zbyt dużo. Ta filozofia z arcydziela Margareth Mitchell "jutro będzie nowy dzień" pomaga przetrwać również bohaterom tej książki. I tym razem nagroda, mocno spóźniona, dla ktorej już nie ma miejsca, jednak nadchodzi. Z nowym dniem. Niebywale poruszająca historia, nie wiem czy jeszcze jakaś książka poruszy mnie tak jak ta. Szkoda że mam już ją za sobą. I jakie szczęście że kiefys trafila w moje ręce.
Irene Razon - awatar Irene Razon
ocenił na106 dni temu
Więzy miłości. Juda nieznany Thomas Hardy
Więzy miłości. Juda nieznany
Thomas Hardy
Juda nieznany jest jedną z najbardziej pesymistycznych powieści, jakie czytałam. Co jednak sprawiło, że po całych dwudziestu latach sięgnęłam po tę powieść ponownie? Wielokrotnie wspominałam o pięknie języka, którym posługuje się Thomas Hardy. Jego dojrzałe kreślenie charakterów, łamanie tabu, na przekór wiktoriańskim obrońcom moralności, faworyzującym dziewczęcy rumieniec nad krytykę fałszywej moralności. Wreszcie, kronika zapomnianego świata, z własnym folklorem, topografią i miejscowymi anegdotkami. Spotkanie z Hardym to dla mnie także próba zajrzenia w głąb duszy artysty, ponieważ wiele z postaci nakreślonych jego piórem posiada cechy, przeżycia i myśli samego autora. Powieść wydana w 1895 roku zyskała miano kontrowersyjnej, a pisarz musiał borykać się z falą krytyki ze strony pruderyjnego społeczeństwa. Hardy, którego poczytne powieści zyskiwały na znaczeniu na arenie realistycznej literatury końca wieku, wsadzał raz po raz kij w mrowisko, obdarzając swoich bohaterów intymnością, rozumem i własną wolą. Całość, jak w przypadku Tess, okraszona dużą dozą pesymizmu i fatalizmu, sprawia wrażenie wręcz greckiej tragedii. Juda nieznany jest powieścią nie tylko o związku chimerycznej i szalenie inteligentnej Sue z tytułowym bohaterem, ambitnym kamieniarzem aspirującym do świata nauki. To opowieść o bezkompromisowym poszukiwaniu szczęścia osobistego, za cenę ostracyzmu społecznego, a także krytyka nieprzenikających się warstw społecznych, zastanych obowiązujących normach i prawach. W przedmowie Hardy pisze: "Nie sądzę, aby cokolwiek mogło wywołać oburzenie czytelnika w powieści przeznaczonej dla dorosłych, która podkreśla tragizm niespełnionych zamierzeń i w prosty sposób mówi o szarpaninie i namiętnościach, o szyderstwie i klęskach towarzyszących najsilniejszej z namiętności ludzkich, o śmiertelnej walce między ciałem i duchem".
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na925 dni temu
Kochanek lady Chatterley David Herbert Lawrence
Kochanek lady Chatterley
David Herbert Lawrence
Z rozmowy z wujkiem na temat życia i różnych jego dziwnych kolei zrodziła się inspiracja do przeczytania tej książki; zresztą wujek był na tyle miły, że podarował mi jej egzemplarz. Wyszło więc zupełnie naturalnie, że trafiła w moje ręce. I o tej naturalności chciałem napisać. Podzielam opinię wujka, który ceni tę klasyczną powieść za prawdę; prawdę emocjonalną, prawdę społeczną, prawdę historyczną - słowem, za poruszającą, życiową autentyczność. Prawda ta była, rzecz jasna, w swoich czasach kontrowersyjna, dzięki czemu powieść zyskała sobie miano wyprzedzającej je. Fabuła jest wyjątkowo prosta. Śledzimy losy Connie, młodej kobiety pochodzącej z artytycznej rodziny, która wychodzi za mąż za Clifforda, przyszłego lorda Chatterley'a, również młodego mężczyznę, któremu przydarza się to nieszczęście, że wyrusza na I Wojnę Światową i w wyniku odniesionych ran zostaje sparaliżowany od pasa w dół. Poza władzą w nogach, traci więc także zdolność spełniania zadań męża. Ten prosty punkt wyjścia, tragedia wojenna Clifforda, przy okazji staje się powodem narastającej frustracji Connie. Obserwujemy, jak w jej wyniku nawiązuje romantyczną relację z leśniczym młodego dziedzica, byłym wojskowym, unikającym ludzi Mellorsem. Równolegle śledzimy życie sparaliżowanego Clifforda, który w twórczości literackiej i zarządzaniu majątkiem odnajduje nowy sens życia. W swej istocie pozostaje jednak człowiekiem dogłębnie skrzywdzonym. Wszystko to Autor prezentuje posługując się pięknym, precyzyjnym językiem. To właśnie warstwa językowa zrobiła na mnie największe wrażenie - z jednym wyjątkiem, o czym później. Ogólnie jednak dawno nie zetknąłem się z taką wnikliwością, ogładą i wymownością literackiego stylu. A przy tym tak sprawnym zastosowaniem narratora wszystkowiedzącego, który w idealnych momentach na odpowiednią długość zaglądał do głów innych bohaterów. Dzięki temu, dzięki swobodzie łączenia scen, omijania wszystkiego, co zbędne, dzięki pewności siebie w wyrażaniu myśli, powracałem do tej lektury z największą przyjemnością. Choćby dla samej dyscypliny umysłu, którą musiał wykazywać się Autor, warto tę powieść poznać. Kolejną wartością dodaną jest ukazanie realiów społecznych epoki. Jak zwykle pasjonujące było dla mnie poznawanie mentalności, która panowała w czasach nie tak wcale nam odległych - mniej więcej sto lat temu. Sprawiało to dla mnie pewien intrygujący, lecz fascynujący dysonans - czytałem o ludziach, na których cieniem wciąż kładła się epoka wiktoriańska, a którzy jeździli już pierwszymi samochodami! To zderzenie - świata lordów, posiadaczy ziemskich, starej Anglii z epoką przemysłową przeżywającą schyłek swej pierwszej eksplozji (zamykanie kopalni z powodu niskiej rentowności),z rozwojem techniki, z łuną bolszewizmu ze wschodu - dawało wyjątkowy posmak czytania o rzeczach dawno minionych i niemal teraźniejszych. Tematy klasowe zdecydowanie zajmowały Lawrence'a. Z klasowością wiąże się jedyne moje zastrzeżenie do "Kochanka lady Chatterley". A konkretnie do mego niemal-imiennika, tłumacza. Czytałem tę książkę w tłumaczeniu Marcelego Tarnowskiego, który do ukazania gwarowego angielskiego posłużył się bardzo topornym, swobodnym zapisem gwary śląskiej. Z jednej strony więc Mellors - który odebrał wykształcenie - mówi zupełnie poprawnym językiem, a czasem, gdy mu przyjdzie taki kaprys, wyjątkowo ciężką gwarą. Może i nie miałbym z tym problemu, gdyby dysonans pomiędzy tymi dwoma głosami tego samego bohatera nie był tak bardzo wyolbrzymiony i rażący. Ale nawet i to zostaje w moich oczach częściowo usprawiedliwione, w bardzo uroczej i zabawnej scenie, kiedy Connie także próbuje mówić do Mellorsa gwarą. Nie jestem typowym czytelnikiem romansów, więc mój gust w tym gatunku nie jest z pewnością wyrobiony, tym niemniej relacje między bohaterami były dla mnie kolejnym, wyjątkowo silnym punktem. Ukazanie uniwersalnych, ponadczasowych prawd psychologii - prawd życia, które zaczyna się rozumieć dopiero z wiekiem - pozostaje niewątpliwie jednym z powodów, dla których "Kochanek lady Chatterley" pozostaje klasykiem, tak często adaptowanym, wznawianym i polecanym. I ja z przyjemnością dołączam tę opinię, wierząc, że każdy człowiek, który ceni szczerą literaturę, odnajdzie w tej książce wielką wartość.
Marcel Baron - awatar Marcel Baron
ocenił na920 dni temu
Północ i Południe Elizabeth Gaskell
Północ i Południe
Elizabeth Gaskell
I Idylla rewolucji przemysłowej a obraz upadku obyczajów. Akcja powieści Elizabeth Gaskell dzieje się w XIX wiecznej Anglii w mieście przemysłowym Milton. Jest to fikcyjna metropolia stworzona na wzór Manchesteru, która dymi, tonie w smogu i hałasie maszyn branży przędzalniczej. Na kartach powieści widzimy prawdziwe stosunki między pracownikiem a przedsiębiorcą. Trudna sytuacja tych pierwszych zakończona strajkami doprowadza do sytuacji która ukazuje nam skrajne emocje wśród członków poszczególnych klas społecznych. Jest to przedstawione w bardzo dojrzały i jakby ,,historyczny" sposób. II Historyczne podwaliny powieści Autorka Elizabeth Gaskell żyła w epoce wiktoriańskiej więc to co przedstawiła w swojej powieści ,,Północ i Południe" to niejako obraz jej obserwacji. Znała bowiem Manchester dlatego jej relacja pochodzi niejako z ,,pierwszej ręki". Tym cenniejsza staje się powieść dla wielbicieli epoki pary i rozwoju przemysłowego, która w mojej opinii może stanowić swojego rodzaju pośrednie źródło historyczne mówiące nam wiele o obyczajach i stosunkach tamtego okresu. III Romans wiktoriański W tle, które opisałem powyżej poznajemy losy naszej głównej bohaterki: dumnej arystokratycznej i mądrej Margaret Hale. Autorka w bardzo ciekawy sposób opisuje splot wydarzeń, który prowadzi do romansu naszej bohaterki z przemysłowcem Johnem Thorntonem. Przy okazji widzimy tutaj znów mnóstwo różnic społecznych wynikających z pochodzenia. Margaret wychowana na rolniczym Południu i John światowy inwestor z Północy początkowo zdają się widzieć świat zupełnie inaczej. Ona nie zdająca sobie wcale sprawy z nędzy i ubóstwa niektórych ludzi w Milton, zderzona z prawdą i on pozornie nieczuły na cudze nieszczęścia, w głębi serca dobry człowiek zmieniają się pod wpływem wielu czynników i własnego towarzystwa a wszystko to powoli z biegiem czasu. IV Idealna powieść historyczna?. Powieść ,,Północ i Południe" zaliczam do najwyższej ligi w swojej kategorii. Spokojnie mogę ja porównać choćby do ,,Przeminęło z Wiatrem" czy ,,Hrabiego Monte Christo". Co mają wspólnego? Wspaniałą urzekającą historię osadzoną na pięknie skonstruowanym opartym na prawdzie tle historycznym. Zdecydowanie polecam! 10/10.
Pawliq88 Pawlica - awatar Pawliq88 Pawlica
oceniła na101 dzień temu
Dama Kameliowa Aleksander Dumas (syn)
Dama Kameliowa
Aleksander Dumas (syn)
Aleksander Dumas (syn) – „Dama kameliowa” „Być kochanym przez kurtyzanę to zwycięstwo naprawdę trudne.” XIX w. Paryż, Bougival – Francja Małgorzata Gautier piękna, młoda, zawsze elegancka – paryska kurtyzana, której grono adoratorów było bardzo szerokie i z wyższych sfer. „Kobieta lekkich obyczajów” przyzwyczajona do luksusów, pewnego dnia poznaje inteligentnego, nieśmiałego z niższych sfer – Armanda Duvala. Mężczyzna obdarza Małgorzatę niezwykłym uczuciem, a kurtyzana, która początkowo nie przywiązywała do tego dużej wagi z czasem zmienia zdanie. Oboje mają się ku sobie, ale czy bohaterka będzie w stanie porzucić swoje dawne życie dla Armanda? Czy mimo przeciwności losu bohaterowie mają szansę na szczęście? Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? „Dama kameliowa” to wzruszająca miłosna historia dwójki ludzi z dwóch różnych światów, których połączyło szczere i prawdziwe uczucie. Kurtyzana, która pod wpływem miłości przeżywa moralne odrodzenie. Powieść, która zachwyca już od pierwszych stron, jest lekka i przyjemna. Czyta się naprawdę szybko. Piękna i zarazem smutna opowieść oparta na faktach – co jest jej dodatkowym atutem. Tytuł, który pomimo upływu wielu lat wciąż cieszy się dużą popularnością. „Dama kameliowa” zajmuje specjalne miejsce w moim sercu, a jej reread ponownie to potwierdził! #aleksanderdumassyn #damakameliowa #literaturafrancuska
Zaczytana - awatar Zaczytana
oceniła na1011 dni temu
Młyn nad Flossą George Eliot
Młyn nad Flossą
George Eliot
Mam słabość do literatury, która jest po prostu piękna i takiż jest właśnie Młyn nad Flossą. George Elliot to mistrzyni słowa pisanego, zdolna nie tylko do plastycznego odmalowania świata przedstawionego, ale i do czarowania błyskotliwymi myślami oraz roztaczania uroku pięknem swojej stylistyki. Młyn nad Flossą to literatura pełna, solidnie zdefiniowana na każdym poziomie - nie tylko świetna warsztatowo, lecz i zasobna w treść. Gdybym chciał ocenić owe dzieło jednym zdaniem, to napisałbym, że jest to - po pierwsze - literatura piękna z górnej półki, jest to - po drugie - literatura klasyczna (ze wszystkimi tegoż znaczeniami i niuansami) oraz - po trzecie - literatura bardzo angielska. Po czwarte - to już na marginesie - jest to też romans i literatura romantyczna (to nie to samo, ale czasami idzie w parze). Te cechy, które wszak nie wyczerpują listy, przywodzić mogą na myśl inną popularną autorkę "z tamtych czasów", a mianowicie o pokolenie starszą Jane Austen. Oczywiście Austen pisała w okresie regencji, podczas kiedy Elliot już w epoce wiktoriańskiej, jednak obie panie, koniec końców, tworzyły coś, co od biedy można nazwać dziewiętnastowiecznym romansem. Obie zatem skupiały się kobietach poszukujących miłości i próbujących się odnaleźć w zmiennych realiach życia zdefiniowanego przez struktury społeczne i towarzyskie ówczesnej Anglii. Elliot jednak, przynajmniej w Młynie nad Flossą, sięgnęła głębiej: odważniej wkraczając w umysły swoich bohaterów, bardziej ich doświadczając i bardziej skupiając się na emocjach, odczuciach i wewnętrznych zmaganiach tychże niż Austen. Koniec końców, Młyn nad Flossą jest literaturą pełniejszą i potężniejszą niż dzieła Austen, dojrzalszą warsztatowo i treściowo, ale co za tym idzie, także cięższą w lekturze i wymagającą większego skupienia oraz spokoju. Nie chcę tutaj sugerować, że jest to bardzo ciężka literatura - bez wątpienia daleko jej do wyzwań oferowanych przez Joyce'a czy Manna, wystarczy po prostu pamiętać, że nie jest to jakieś tam romansidełko. Narracja Młynu jest interesującym zabiegiem - przedstawiona jest z perspektywy osoby żyjącej w późniejszych czasach, w dodatku od czasu do czasu bezpośrednio zwracającej się do czytelnika (jak, na przykład, w gawędzie). Osoby, która na wcześniejsze wydarzenia i ówczesnych ludzi patrzy z odrobiną politowania, ale i gorącą sympatią, tak jak dorosły, dojrzały i mądry człowiek może patrzyć na raczkujące dzieci. Nie ma w tym poczucia wyższości, są natomiast podkreślone wszelkie różnice, czy to intelektualne, czy obyczajowe, całość tworzy klimat gawędy. Notabene, wydaje się oczywiste, że narrator jest de facto samą autorką, George Elliot, aczkolwiek tłumacz zdecydował się odgórnie obdarzyć nieodmienne przez rodzaje angielskie czasowniki rodzajem męskim. Decyzja dziwna i niekoniecznie mi się ona podoba, zwłaszcza że w narracji czuć kobiecą wrażliwość (z wyraźnym, genderowym, wskazaniem na kobiecy sposób postrzegania świata i jego oceniania - dziewiętnasty wiek nie dorobił się zniewieściałych, blue-pillowanych pantoflarzy, charakterystyka płci była bardziej ostra, co musimy mieć na uwadze). Uzasadnieniem dla takiego postępowania może być chęć nawiązania do sposobu, w jaki powieść była odbierana przez czytelników w dziewiętnastym wieku - dla wielu odbiorców anonimowa Elliot była bowiem mężczyzną (zgodnie z oczekiwaniami autorki). Sami bohaterowie cieszą się ogromną sympatią autorki, jednak nie zmienia to faktu, że patrzy na nich z pewnym politowaniem. Nawet Magdalena - dziewczyna, później zaś kobieta, która zdaje się szczególnie ogniskować uwagę autorki, jest zaprezentowana jako ciepła, czuła i mądra, jednak nie bez skłonności do głupot i zachowań nieracjonalnych, w dodatku tak trochę po kobiecemu niespójna (autorka kobietom bez wątpienia kibicowała i je po swojemu wielbiła, jednak bynajmniej ich nie ideologizowała). Jest to zresztą bardzo przyjemna postać, jedna z tych kobiecych bohaterek, które naprawdę chce się przytulić i obdarzyć miłością. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Magda jest - mimo swoich cech, czy też właśnie dzięki nim - jedną z najciekawszych bohaterek literatury dziewiętnastowiecznej, jakie miałem okazję poznać. Wydaje mi się ciekawsza, pełniejsza, bardziej ludzka i prawdziwa niż, dla przykładu, niewiasty wychodzące spod pióra wspomnianej już Jane Austen. Jest w niej ta cudowna żywiołowość, co prawda przyczajona i stłamszona, która eksploduje w bohaterkach o wiek późniejszych. To kobieta, którą mogły pokonać konwenanse i społeczne struktury, ale która potrafiła zachować samą siebie i wykazać się ogromną siłą - nie w narzekaniu i płakaniu na swój los, a w działaniu. Nieco tylko mniej interesująco przedstawiają się obrazy reszty bohaterów. Przede wszystkim Tomka, jej brata i typowego chłopaka - wyrywnego, skłonnego do szybkiego wydawania sądów, żyjącego w poczuciu własnej wyższości i nieodpowiedzialnego... do czasu, kiedy los składa na jego barki ogromne oczekiwania i ów młody chłopiec przechodzi, praktycznie z dnia na dzień, przemianę w mężczyznę. Jest ich ojciec - młynarz - człowiek wierzący (wedle tego co nam pisze Elliot) iż gramatyka i ortografia podlegają indywidualnym przekonaniom, nieco rozleniwiony względną zamożnością i dość dobrą pozycją społeczną, głodny zarazem progresu i ostatecznie gotowy zaryzykować wszystko by owego progresu doświadczyć... jak się okazuje ze skutkiem bardzo złym, skoro porwał się na coś, co przerastało go, z wyjątkiem może ego. Matka wreszcie - głupia, napuszona gąska przekonana o wyższości własnego rodu, skupiona na nieistotnych detalach, całkowicie niezdolna do pojmowania świata poza bezpiecznym obszarem wytyczonym przez rodzinne rytuały, koniec końców zaś zmuszona do akceptacji hańby i odnalezienia się znacznie niżej, niż własnym zdaniem żyć powinna, ale też zdolna do wyjścia z owego upadku z niespodziewaną siłą wewnętrzną. U Elliot - a przynajmniej w Młynie nad Flossą - postaci są może i głupkowate, durnowate i próżne, jednak potrafią odnaleźć swoje serce wtedy, kiedy jest ono potrzebne. Potrafią się poświęcić dla innych, bywa że w sposób zupełnie nieoczekiwany. I, nade wszystko, nawet upadając, potrafią się podnieść już jako inni ludzie. Odmienieni, silniejsi. Lepsi? Nie jest to opowieść, która mogłaby w świetle dzisiejszych standardów być crowd pleaserem. Próżno tutaj oczekiwać happy endu. Czy zresztą taki jest możliwy w świecie, który jest miejscem brutalnym i nieakceptującym słabości? Być może namiastką happy endu jest zdolność obserwowanej przez nas rodziny do zjednoczenia się - chwilowego lub częściowego, bo wszak różnie z tym bywa - w obliczu zła i nieszczęść i do brnięcia pod wiatr, aż do samego końca? Uzupełnijmy to całkiem niezłym poczuciem humoru i odrobiną kpiarskich obserwacji o angielskim społeczeństwie i otrzymujemy powieść napisaną bardzo sprawnie, ciekawą i po prostu wciągającą. Nadal jednak klasyczną i charakterystyczną dla literatury wieków minionych. Na minus: gabaryt. Sporo czytania. Przyznam, że mimo fascynacji warsztatem Elliot zdarzały mi się momenty, kiedy się ślizgałem. Czasami czułem po prostu przesyt. Tłumaczy go jednak chęć autorki by naprawdę wiarygodnie opisać świat przedstawiony i należycie ustosunkować się do zastanych problemów.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na81 miesiąc temu
Powrót na wrzosowisko Thomas Hardy
Powrót na wrzosowisko
Thomas Hardy
Lubicie seriale? Ha! Każdy lubi. Ale cofnijmy się w czasie: wyobraźcie sobie czasy sprzed platform streamingowych. Ok, pójdźmy o krok dalej (telewizja?),jeszcze dalej (radio?),jeszcze mały kroczek: tak, mamy powieści w odcinkach. Jeśli już podróżujemy, to idźmy na całość i przenieśmy się do Wielkiej Brytanii drugiej połowy XIX wieku. W Wasze ręce trafia londyński magazyn ilustrowany Belgravia, w którym za cenę jednego szylinga przeczytacie najnowsze powieści w odcinkach, wiersze i obejrzeć niezwykle realistyczne grawiury nawiązujące do treści. Jest pomiędzy 9 stycznia i 19 grudnia 1878 roku. Siadacie po południu przy kominku, a może jeszcze przy dziennym świetle, by nie psuć oczu i zaczynacie kolejny odcinek Powrotu na wrzosowisko, licząc, że ta historia porwie Was równie mocno, jak poprzednia powieść (Z dala od zgiełku tłumu) wybijającego się na tle innych Wiktorian, Thomasa Hardy’ego. Czy w porywach romantycznych uczuć czujecie się jak Eustachia, błąkająca się niczym duch na wrzosowiskach Egdonu, czy bliżej Wam do pokornej Tomasiny? W skrytości serca kochacie się w przystojnym Damonie, czy prawym, lecz zafarbowanym na czerwono ochrą, którą handluje, Diggorym Vennie? Magazyn trzeba zwrócić za kilka dni do wypożyczalni, ale nie chcecie się z nim rozstać i czytacie odcinek raz jeszcze, by wrył się dobrze w pamięć, a szczegóły intrygi nie wyparowały w nawale prac i obowiązków dnia codziennego. W nadziei na wydanie książkowe, spekulujecie, co autor doda, bo wiadomo, że wersja puszczona do druku jest uładzona, a praktyka taka nazwana od nazwiska Thomasa Bowdlera to bowdlerisation (Thomas Hardy nieraz sięgnie po ten rodzaj mitygowania moralnego swoich bohaterów). Autor określił swoje powieści jako opowiadające o ludziach i środowisku, w którym żyją (novels of character and environment). Utarte przez lata zwyczaje i sposoby myślenia zostają “skażone” nowymi ideami z zewnątrz prowadzącymi do tragedii, a grecki chór złożony z przedstawicieli lokalnej społeczności potęguje przeczucie dramatycznego końca. Co ciekawe, Hardy zaplanował inny koniec dla dwojga swoich bohaterów [uwaga, spojler!]: Tomasina miała pozostać wdową, a Diggory odjechać, zaprzęgając swoje kuce do wozu z ochrą, przez naciski czytelników połączył bohaterów na dobre i na złe.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na825 dni temu

Cytaty z książki Tess of the D'Urbervilles

Więcej
Thomas Hardy Tessa d'Urberville Zobacz więcej
Thomas Hardy Tessa d'Urberville Zobacz więcej
Thomas Hardy Tessa d'Urberville Zobacz więcej
Więcej