Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015

Okładka książki Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 autora Szczepan Twardoch, 9788308060407
Okładka książki Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015
Szczepan Twardoch Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie biografia, autobiografia, pamiętnik
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2015-10-22
Data 1. wyd. pol.:
2015-10-22
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308060407
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 i



Przeczytane 1959 Opinie 431 Oficjalne recenzje 182

Opinia społeczności książki Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015i



Książki 2016 Opinie 1131

Oceny książki Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015

Średnia ocen
6,3 / 10
658 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015

avatar
220
219

Na półkach:

jakoś tak się złożyło, że wypatrzyłem na portalu aukcyjnym i znów zapłaciłem więcej za przesyłkę niż za książkę.

w blurbie jest napisane, że to dzienniki pisarza, a ja bym raczej stwierdził, że roczniki, ponieważ linia czasu podzielona jest właśnie na lata, a nie na dni. są to luźne zapiski autora, które prowadził w latach 2007 - 2015. 


zawsze chciałem poznać lifestyle pisarza. interesowało mnie co robi, co pije gdzie jeździ, czym jeździ, z kim się spotyka. i udało się. Szczepan Twardoch na kartach tej książki dzieli się własnym życiem. być może nie jest do bólu wylewny, ale wystarczy, by dowiedzieć się jak wygląda jego codzienność. muszę przyznać, że "Wieloryby i ćmy" fajnie się czyta, przedstawione tematy są interesujące i nie nużą infantylnością. w końcu to Twardoch, śląski pisarz z górnej półki, podróżnik i ojciec. czasami autor zdradza dość ciekawe spostrzeżenia nt. innych pisarzy. i tak, Łukasz Orbitowski na kartach powieści jawi się jako wiecznie zdołowany smutny mruk, a Wit Szostak jako dr jekyll i mr hyde. 

po przeczytaniu okazało się, że Twardoch podróżuje czasami tymi samymi pociągami co ja. więc może się kiedyś spotkamy.

jakoś tak się złożyło, że wypatrzyłem na portalu aukcyjnym i znów zapłaciłem więcej za przesyłkę niż za książkę.

w blurbie jest napisane, że to dzienniki pisarza, a ja bym raczej stwierdził, że roczniki, ponieważ linia czasu podzielona jest właśnie na lata, a nie na dni. są to luźne zapiski autora, które prowadził w latach 2007 - 2015. 


zawsze chciałem poznać lifestyle...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
120
92

Na półkach: ,

Aż nie chce mi się kończyć tej ksiązki, jakaś bucera wychodzi z tego pisarza jak się to czyta.

Aż nie chce mi się kończyć tej ksiązki, jakaś bucera wychodzi z tego pisarza jak się to czyta.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
71
52

Na półkach:

Dzienniki Twardocha są mało dziennikowe, trochę za bardzo świadome, to zaplanowany projekt, parawany są zawsze rozstawione. Ale choć brakuje mi tu odrobiny autentyzmu, chropowatości, surowości, która powinna cechować dziennik i dawać możliwość przysłuchania się wewnętrznej debacie Twardocha, tak Twardoch tu też dobrze pisze.

Dzienniki Twardocha są mało dziennikowe, trochę za bardzo świadome, to zaplanowany projekt, parawany są zawsze rozstawione. Ale choć brakuje mi tu odrobiny autentyzmu, chropowatości, surowości, która powinna cechować dziennik i dawać możliwość przysłuchania się wewnętrznej debacie Twardocha, tak Twardoch tu też dobrze pisze.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1294 użytkowników ma tytuł Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 na półkach głównych
  • 795
  • 478
  • 21
304 użytkowników ma tytuł Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 na półkach dodatkowych
  • 222
  • 31
  • 19
  • 11
  • 8
  • 7
  • 6

Inne książki autora

Okładka książki tylko haj. Opowiadania inspirowane płytą Dawida Podsiadło i Kaśki Sochackiej Sylwia Chutnik, Natalia Fiedorczuk, Wojtek Friedmann, Katarzyna Kubicka, Jul Łyskawa, Edward Pasewicz, Dawid Podsiadło, Szczepan Twardoch, Jakub Żulczyk
Ocena 6,1
tylko haj. Opowiadania inspirowane płytą Dawida Podsiadło i Kaśki Sochackiej Sylwia Chutnik, Natalia Fiedorczuk, Wojtek Friedmann, Katarzyna Kubicka, Jul Łyskawa, Edward Pasewicz, Dawid Podsiadło, Szczepan Twardoch, Jakub Żulczyk
Szczepan Twardoch
Szczepan Twardoch
Polski pisarz, z wykształcenia socjolog. Publikował w "Życiu", "Opcjach", "Frondzie", "Arcanach" i "Strzale" jako niezależny publicysta. Był redaktorem działu literackiego dwumiesięcznika "Christianitas". Stały felietonista i współpracownik "Broni i Amunicji", stały współpracownik kwartalnika "44 / Czterdzieści i Cztery". Jego opowiadanie "Obłęd rotmistrza von Egern" nominowane było do nagrody Nautilus za rok 2003 i zajęło w głosowaniu 4. miejsce. Opowiadanie pod tytułem "Rondo" zdobyło Nautilusa za najlepsze opowiadanie roku 2006. Za "Epifanię wikarego Trzaski" otrzymał zaś Srebrne Wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego w 2008.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Drach Szczepan Twardoch
Drach
Szczepan Twardoch
forma jaką Twardoch zaproponował w książce "Drach" na początku tak bardzo mi się nie podobała, że powieść dwa razy odkładałem z zamiarem porzucenia. później jednak wracałem, ponieważ zrozumiałem, że drach, to po śląsku - latawiec, i że ten latawiec snuje się po niebie i patrzy z góry na ludzi na przełomach epok, i wszystko widzi, jak narrator. i to był klucz do zrozumienia całej tej historii śląskiej rodzinnej sagi, klucz do zrozumienia dlaczego Twardoch w każdym z rozdziałów prawie co akapit skacze z epoki do epoki. bez tej interpretacji fabuła stawała się męcząca i nie wiedziałem co czytam. treści nie będę tutaj opisywał, ponieważ zrobił to już każdy szanujący się bloger. napiszę za to o smaczkach, które Twardoch zamieścił w tekście, a które to może znać tylko Ślązak. tak, Ślązacy boją się Murzynów, jako rodowity Ślązak potwierdzam ten śląski stan świadomości. bubikopf, to specyficzna fryzura, znana pod tą nazwą tylko na Śląsku. przekleństwo "ty pieronie" nie oznacza pioruna tylko pogańskiego boga Peruna, wzywanie go jest grzechem. mam nadzieję, że będę kiedyś miał rower marki Wanderer. mniej więcej po pierwszym rozdziale zrozumiałem co autor miał na myśli. dlatego później już mi się podobało. początek był męczący. ale tak to jest jak się nie czyta blurba, w którym jest wyraźnie napisane jak interpretować powieść. historia to piękna i kapelusz z głowy dla Szczepana stworzył, że ją wymyślił posługując się pewnie historycznymi faktami. ale mój werdykt jest jednoznaczny - Pokora>Drach. za tydzień idę na Dracha do Teatru Śląskiego. naturalne, że chciałem przeczytać przed obejrzeniem spektaklu, bo później już bym nie przeczytał. zobaczymy jak poradzi sobie z tą historią reżyser i aktorzy
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na713 dni temu
Siódemka Ziemowit Szczerek
Siódemka
Ziemowit Szczerek
Siódemka. Z pozycji Kielc najważniejsza droga regionu. Z tego samego względu od dawna zainteresowany byłem przeczytaniem książki, o której wiedziałem tylko tyle, że akcja jest osadzona przy tej szosie. Nie miałem wcześniej do czynienia z żadną książką Szczerka, więc nie wiedziałem czego się spodziewać, a jednak mimo to miałem nadzieję na więcej udziału siódemki w "Siódemce". Tymczasem jest to zaledwie trasa, którą pokonuje narrator, dużo więcej jest tu narracji w stylu "Polactwa" Ziemkiewicza oraz antypolskiego kosmopolityzmu. W moim szczerym i nieliterackim odczuciu treść wygląda tak, jakby autor miał dobry pomysł na książkę, ale dla animuszu zażył jakiegoś narkotyku, i przez to przygody robią się coraz bardziej głupawe. Ewentualnie rzeczywiście tak było, na zasadzie co mi się napisze jak się sztachnę. Trzecia alternatywa to celowe pisanie akcji żeby tak to właśnie wyglądało, bohater z kolejnymi dawkami pewnych środków przeżywa coraz bardziej piekielne historie. Pisząc jakąś analizę literacką, od biedy dałoby się wyciągnąć morał z tej książki, żeby nie ćpać. Mimo to polecam - jeśli ktoś ma dystans i lubi cięty humor bez ceregieli, nie polecam - jeśli ktoś ma głębsze uczucia religijne i wrażliwą wyobraźnię. Łaciny podwórkowej się nie czepiam, gdyż... samemu mi się w głowie wyrywają co jakiś czas, a książka jest pisana z pozycji głowy narratora, mówiącego w myślach do siebie.
Piotr Sobota - awatar Piotr Sobota
oceniła na63 lata temu
Beksińscy. Portret podwójny Magdalena Grzebałkowska
Beksińscy. Portret podwójny
Magdalena Grzebałkowska
Książka bardzo długo czekała na półce, aż po nią sięgnąłem. Beksińscy, a może w sumie Zdzisław, interesowali mnie w jakiś tam sposób od kiedy pierwszy raz natrafiłem na te dziwne i wiercące dziurę w mózgu obrazy. Nie pamiętam już, kiedy pozycję p. Grzebałkowskiej zakupiłem, ale na pewno kilka lat temu, słysząc o niej od wielu osób. Przeczytać postanowiłem w tym roku z konkretnego powodu. Wróciłem do pisania prozy i próbuję stworzyć postać artysty, który w moim zamyśle w jakiś sposób miałby się poruszać w twórczości Zdzisława, dlatego chciałem poznać, zwłaszcza postać mistrza, od strony biograficznej. Myślę, że dosyć dobrze się udało. Pani Magdalena wykonała kawał dobrej roboty. Biografia jest napisana w sposób przejrzysty i przystępny. Nierzadko mam problem z tego typu książkami (biografie),ale tym razem czytało się płynnie i z zaciekawieniem. Obraz życia rodziny jest bardzo szeroki i z różnych stron przedstawiony. Trafia przede wszystkim to, że jest on budowany przez bliskie im osoby, czyli obiektywny i autentyczny (o ile oczywiście ktoś nie miał podstaw, by kłamać w swoich wynurzeniach na temat). Mimo tego, że moja ocena to 9, bo książka jest świetna, na koniec chcę tylko dodać, że potrzebowałem podzielić ją sobie na dwie porcje. Jednak nie jest to powieść, a biografia, więc mniej więcej w połowie poczułem przesyt, a ponieważ nie chciałem czytać reszty "na odwal się", a smakować ją, pomiędzy porcjami były dwie inne książki. Druga część biografii natomiast pochłonięta przeze mnie została już dość szybko. Od razu po zakończeniu lektury postanowiłem odświeżyć sobie również film "Ostatnia rodzina", na którym w czasie premiery byłem w kinie. Niestety, w przeciwieństwie do książki, film ten mnie rozczarował i pamiętałem przed obecną emisją, że byłem nim rozczarowany już wówczas i może też dlatego nie sięgnąłem tak szybko po książkę, a to wielki błąd. Film to nieco inna forma przekazu, acz zdarzyło mi się w trakcie lektury obejrzeć jedno z prawdziwych nagrań z archiwum rodziny, no i w porównaniu z kinowym przekazem dużo bardziej do mnie ono trafiło. Mam poczucie, że w produkcji zagubione gdzieś zostało sedno, a rola Tomka zbyt ograna, co jest dla jego osoby krzywdzące. Oczywiście trudno się w 100% na czyjś temat wypowiadać, nie znając tej osoby/tych osób osobiście. Jednakże, mimo wszystko, dla mnie książka tak, film - nie. Chociaż sporo z książki zostało tam pokazane, to miałem poczucie, że wiele sytuacji przedstawiono w jakiś zły, często wyrwany z kontekstu sposób, zatem przy pierwszej emisji czulem coś dziwnego, jakąś niechęć, natomiast przy obecnej (już po lekturze),bardziej się to "coś dziwnego" skonkretyzowało - czułem się często zagubiony, pozbawiony okoliczności i detali, podczas gdy biografia prowadziła dobrze przez sytuacje i konteksty i bez tej wiedzy książkowej rozumienie i odbiór filmu spada znacząco.
Michał - awatar Michał
ocenił na910 dni temu
Skoruń Maciej Płaza
Skoruń
Maciej Płaza
„Ja – skoruń, chodząca lewizna, próżniak, matołek”. Tak widział się syn wyrosły „między dwoma zwichrowanymi drzewami”. Ojcem – zwykłym wieśniakiem, sołtysem, sadownikiem, ateistą, nauczycielem majster-klepką o twardych, szybkich rękach i duszy buntownika a matką - byłą pielęgniarką, pobożną i zasadniczą kobietą. Oboje nie wyobrażali sobie życia „gdzie indziej niż tu, w zakolu Wisły, na jabłkowych wzgórzach, z których widać Wierzbiniec, gminne miasteczko o czerwonych dachach”. Ojcowiźnie gospodarza obejścia. Wybrali miejsce, ale nie czas. Lata 80. ubiegłego wieku pełne marnoty według ojca, bo „gdzie nie popatrzysz, tam marnie, i to marnota naprawdę najmarniejsza z marnych, koślawa, śmierdząca: sklepy puste, wszystko na kartki, głupiego »malucha« dostać trudno, nie mówiąc o ciągniku”. W wiecznej kłótni z rodzonym bratem, których konflikt przenosił się na jakość życia wszystkich wokół. Tajemnice rodzinne te podziały pogłębiały. Spojrzenie jego trzynastoletniego syna, tytułowego skorunia, obserwującego relacje dorosłych i zmaganie się bliskich z życiem, który próbował je na swój nastoletni sposób rozwikłać, by wpasować się w nie i znaleźć wśród nich własne miejsce, to nie tylko lekcje życia w jego dojrzewaniu czy retrospekcje dziejów rodziny pozwalające zrozumieć postawy ojca, stryja i matki. To również przepiękna, choć bolesna opowieść o emocjach. Autor niezwykle czule opowiadał o brutalizmie życia nieustannie zaskakującego niewiadomymi, z którymi trzeba było sobie radzić. Dokonywać piekielnie trudnych wyborów, licząc się z ich dotkliwymi skutkami. Łagodnie przekonywał o bezkompromisowej naturze jego nurtu nie do końca tylko pięknym, pomyślnym, szczęśliwym i stałym w radości. Przynoszącym zrozumienie o złych wyborach, by ratować dobro. Niekoniecznie korzystne dla innych. Każdy z bohaterów wyrazisty i charakterystyczny tworzył środowisko tak dobrze oddające zróżnicowanie wiejskie w PRL-u, w którym powojenny awans klasowy chłopa pomimo upływu dekad nie do końca jeszcze odciął korzenie od pochodzenia. W którym ich dzieci jeszcze nosiły w sobie umiłowanie ojcowizny rozumianej dopiero w sytuacjach granicznych. Dla którego „jednemuś zabójcą, drugiemu bratem, jednemuś zbawcą, drugiemu katem”. A wszystko to ujęte w przepięknych, plastycznych obrazach. Urzekających opisami ziemi sandomierskiej, gdzie „pola wznosiły się jak szata skrojona ze zblakłych zieleni”, a wzgórza „mieniły się zielenią sadów i żółcią ściernisk” brzemienne ludzkim życiem. Tak dobrze znanych mi z powieści „Robinson w Bolechowie” i „Golem”. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na88 miesięcy temu
Jabłko Olgi, stopy Dawida Marek Bieńczyk
Jabłko Olgi, stopy Dawida
Marek Bieńczyk
Długo czytałam książkę Marka Bieńczyka. Wymaga bowiem uważności, namysłu, bieżącej refleksji. Mobilizowała mnie do sprawdzania pojawiających się, niestety często nieznanych mi, nazwisk autorów i tytułów. To nie tylko pisarze, poeci, także malarze, aktorzy, muzycy. Pisze Bieńczyk pięknym językiem i z wielką erudycją, nie tylko wprost o literaturze, ale i o np. gestach, przywołując nawet przypominany ostatnio często gest Kozakiewicza. Zdania przenikają się, przechodząc od spraw zwykłych, właśnie wspomnianych gestach, do literatury, muzyki, filozofii. Autor zatrzymuje się i niemalże pochyla nad kreacją francuskiej aktorki Dominique Sandy w filmie "Łagodna". Analizuje detale jej twarzy, przypominając przy okazji okrągłe lusterka z fotografiami idoli swej młodości. Są tu Pola Raksa, Dalida czy Halina Kunicka. Za moment przytacza wiersz Herberta pt. "Dalida". Najlepiej poczułam się w rozdziale poświęconym "książkom pierwszym". Znalazłam tam autorów, których powieści i ja czytałam z dużym przejęciem: Adam Bahdaj, Aleksander Minkowski, Edmund Niziurski. Zwłaszcza ten ostatni i jego "Sposób na Alcybiadesa" - to była jedna z moich ulubionych książek; pozbawiona okładki, z rozpadającymi się stronami, wciąż stoi na półce. Ciamciara, Słaby, Zasępa, Wątłusz, poszukiwania sposobu na "gogów"- to była naprawdę wspaniała lektura. Pisze Bieńczyk, że bohaterowie "przemawiają tu prześmieszną, ale świetną polszczyzną, w której tony wysokie mieszają się z niskimi" - pełna zgoda. Dalej stwierdza: "Po szkolnych, dziecięcych latach tylko Zgrywa przesyła z przeszłości tęskne wezwanie". Do tęsknoty pasują ucieczki i to do nich płynnie przechodzi w kolejnych tekstach; od "wyjścia Czejenów", włóczącego się Humberta Humberta z "Lolity", znikającej na jedenaście dni Agaty Christie czy uciekającego z Syberii Rufina Piotrowskiego. Nad tekstami unosi się duch Marcela Prousta. To do jego dzieła "o poszukiwaniu straconego czasu" często nawiązuje. Trochę mi wstyd, ale nie czytałam. Znam tylko małe fragmenty, w tym ten, chyba najsłynniejszy, o magdalence. W eseju "Żółta ściana" nawiązującym wprost do Prousta i jego dzieła skupia się Bieńczyk na obrazie Vermeera "Widok Delft", "najpiękniejszym obrazie świata". Obejrzałam reprodukcję, rzeczywiście robi wrażenie, ale skoncentrowałam się też na analizowanej w tekście "żółtej ścianie", która stanowi w nim istotę rozważań. Oglądałam obrazy Edwarda Hoppera, którym też poświęca sporo uwagi, powtarzałam za Bieńczykiem pytania, na które być może szuka odpowiedzi kobieta przedstawiona na plakacie "Morning Sun": "Co się zdarzy?, Czy coś się jeszcze zdarzy?, Czy może lepiej, żeby się nie zdarzyło?" Obok Prousta powracają w książce Olga i Dawid. Są na początku, wieńczą koniec, czasem zjawiają się w środku. Kim są? Autor w jednym z wywiadów nazywa ich swoimi przewodnikami. To bliskie mu osoby, Dawid to świadek Zagłady. Bieńczyk z ich pomocą, jak mówi prowadzący rozmowę Maciej Robert, "przekracza gatunkowe ramy eseju i przesuwa się ku prozie". To bardzo wymagająca proza, warto się zatrzymać na niej na dłuższy czas dla pięknego języka, wielu estetycznych doznań, melancholijnej tęsknoty za tym, co minione, utracone i co wciąż trwa - zaklęte w słowach, w literaturze, w muzyce, w obrazach, gestach.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na82 lata temu
Księgi Jakubowe Olga Tokarczuk
Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk
Najprościej rzecz ujmując to zbeletryzowana biografia Jakuba Franka vel Józefa Dobruckiego, czyli przywódcy sekty żydowskiej, która w XVIII wieku w Rzeczpospolitej dokonała masowego nawrócenia na katolicką wiarę. Nie jest to oczywiście biografia sensu stricte, bo jak sama Tokarczuk wyraziła w tytule „opowiada przez zmarłych a przez autorkę dopełniona metodą koniektury” czyli domysłu. Mimo wszystko widać w tej powieści ogrom pracy już na poziomie zebrania materiału źródłowego. Naprawdę chylę czoła przed pracowitością i pasji poświęconej temu opus magnum. Niestety ma największą wadę, która wynika z samego faktu poświęcenia powieści życiu jednego człowieka (i grupy jego wyznawców). Tą wadą jest przede wszystkim to, że rzadko kiedy całe życie nadaje się na wielkie dzieło (najlepiej potrafią z tego wybrnąć baśnie, które w odpowiednim momencie kończą zgrabną formułą w stylu żyli długo i szczęśliwie). O ile przez większość opowieści udaje się utrzymać pewien poziom napięcia, gdy przyszli uczniowie Franka (poszukujący mesjasza),a później perypetie tej sekty w imperium Osmańskim i na kresach I Rzeczypospolitej (zmagania z ortodoksyjnymi wyznawcami judaizmu) i problemy podczas konwersji, to już po opuszczeniu przez Józefa (Jakuba) Franka ziem Rzeczypospolitej brak tu dynamiki, a problemy finansowe nie są w stanie napędzać akcji ani utrzymać uwagi na dotychczasowym poziomie (wymagało to ode mnie sporej siły woli, abym chciał ukończyć tę historię). Ponadto jest to powieść, która wymaga już odpowiednio wysokiego poziomu wejść. Choć co rusz wyjaśniane są drogi kabalistów, przytaczane myśli Franka i jego uczniów o sabataizmie i frankizmie to uważam, że dla czytelnika nie zaznajomionego z mistycyzmem żydowskim może to być trudne. Z drugiej strony, kto się nie zrazi tym, albo nie nastawi się na próbę pojęcia tej formy religijności można znaleźć piękne i głębokie przypowieści o poszukiwaniu prawdy, mądrości, Boga i człowieczeństwa. Z kolei na dużą pochwałę zasługuje ukazanie panoramy „wielonarodowego” społeczeństwa XVIII wiecznej Polski z czasów Augusta III Wettina i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wielonarodowego celowo dałem w cudzysłowie, gdyż naród jak to pojmujemy dzisiaj to twór dziewiętnastowieczny. Spotkać można na kartach wiele osób znanych z podręczników historii i tych nie znanych, choć równie ważnych. Również oddanie głosu wielu bohaterom, które nie tylko oddają złożoność ruchu frankistowskiego i społeczeństwa tamtych czasów, sprawia wrażenie, jakbyśmy słuchali żywych świadków tamtych wydarzeń jest wspaniałym zabiegiem narracyjnym. Pomimo moich wcześniejszych zastrzeżeń jest to dzieło godne polecenia, bo można je odczytywać na wielu poziomach, a nawet metapoziomach, choć na pewno nie jest to książka dla każdego.
nayenezgani - awatar nayenezgani
ocenił na821 dni temu

Cytaty z książki Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015

Więcej
Szczepan Twardoch Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 Zobacz więcej
Szczepan Twardoch Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 Zobacz więcej
Szczepan Twardoch Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015 Zobacz więcej
Więcej