rozwińzwiń

Wszystko ma swój czas

Okładka książki Wszystko ma swój czas autora Karl Ove Knausgård, 9788389522276
Okładka książki Wszystko ma swój czas
Karl Ove Knausgård Wydawnictwo: Skrypt literatura piękna
502 str. 8 godz. 22 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
En tid for alt (2004)
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
502
Czas czytania
8 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389522276
Tłumacz:
Małgorzata Wild
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wszystko ma swój czas w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wszystko ma swój czas

Średnia ocen
6,6 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wszystko ma swój czas

avatar
1076
831

Na półkach: , , , ,

Karl Ove Knausgard to pisarz znany ze serii pt. Moja walka, która w Polsce ukazała się w sześciu księgach. Ponadto w Polsce ukazały się trzy części cyklu Gwiazda poranna oraz cztery części cyklu Cztery pory roku. Pisarz debiutował w 1998 roku powieścią, Ute av verden (W świat),za którą otrzymał Norwegian Critics Prize for Literature. Natomiast powieść "Wszystko ma swój czas" to jego druga powieść w dorobku, która ukazała się w 2004 roku w Norwegii oraz w 2009 roku w Polsce nakładem Wydawnictwa Skrypt.
Muszę przyznać, że była to moje pierwsze spotkanie z twórczością pana Knausgarda. Zaczynając 3 września lekturę książki "Wszystko ma swój czas" nie wiedziałem, czego się spodziewać. Zaczyna się całkiem ciekawie. Autor przedstawia w książce losy synów Adama i Ewy, czyli Kaina i Abla, ale nie w takiej formie jaką znamy z Biblii, lecz coś zupełnie innego.
Oczywiście na końcu tego fragmentu powieści Abel zostaje zabity, lecz motywy tego zabójstwa są zupełnie inne niż te biblijne. Później poznajemy losy ludzkości w przededniu Potopu, a także losy samego Noego (wybranego przez Boga). I również ten fragment powieści jest niesamowity. Autor pokazuje, co mogli czuć ludzie, gdy woda była coraz wyżej i wyżej, a ludzie ciągle trwali w nadziei, że uda się im w jakiś sposób uratować. Poczucie beznadziei pokazuje pewien obraz, który na długo zostaje w pamięci, a mianowicie gdy matka topi swoje nowe narodzone dziecko, by to się nie utopiło i nie cierpiało.
Skoro jest tak dobrze to dlaczego nie jest dobrze. Otóż to co występuje pomiędzy tymi historiami oraz po historii Noego było dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Ukazywały one losy pewnego człowieka, który śledził obecność aniołów na Ziemi. Te fragmenty kompletnie do mnie nie przemawiały, podobnie jak i ostatnia historia zawarta w tej powieści.
Książka ta należy do kategorii Literatura piękna, a kategoria ta nie należy do moich ulubionych. Muszę Wam powiedzieć, że książkę tę czytało mi się bardzo ciężko (poza tymi fragmentami, o których pisałem wcześniej). Na przeczytanie 502 stron potrzebowałem szesnastu dni oraz szesnastu posiedzeń. Wynik taki plasuje tytuł ten na 346 miejscu wśród 355 książek Przeczytanych na tronie. Mnie ona nie przypadła do gustu, Wy jednak jeśli chcecie sprawdźcie sami.

https://www.facebook.com/czytamnatronie/

Karl Ove Knausgard to pisarz znany ze serii pt. Moja walka, która w Polsce ukazała się w sześciu księgach. Ponadto w Polsce ukazały się trzy części cyklu Gwiazda poranna oraz cztery części cyklu Cztery pory roku. Pisarz debiutował w 1998 roku powieścią, Ute av verden (W świat),za którą otrzymał Norwegian Critics Prize for Literature. Natomiast powieść "Wszystko ma swój...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Wciąż wracam myślami do tej książki, która, choć piękna, bardzo mnie przygnębiła. Dla mnie to opowieść samotności współczesnego człowieka, pozbawionego autorytetów, ideałów, które, tak jak anioły, przeszły metamorfozę, czy raczej upadek.

Wciąż wracam myślami do tej książki, która, choć piękna, bardzo mnie przygnębiła. Dla mnie to opowieść samotności współczesnego człowieka, pozbawionego autorytetów, ideałów, które, tak jak anioły, przeszły metamorfozę, czy raczej upadek.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
469
165

Na półkach: ,

Dobra za względu na pierwszą połowę - historie o Kainie i Ablu i Noe. Knausgard tak potrafi opisać wszystko, że można się przenieść w sam środek zdarzeń. Kain i Abel byli inni niż ogólnie sie przyjmuje, nie mowiąc o Noe - bardzo mi sie podobały historie ich rodzin, charakterystyka poszczególnych postaci. Za to już opisy aniołów, ich "ewolucja" na ziemskim łez padole nie. Mimo wszystko to Kanusgard - mistrz widzenia szczegółów.

Dobra za względu na pierwszą połowę - historie o Kainie i Ablu i Noe. Knausgard tak potrafi opisać wszystko, że można się przenieść w sam środek zdarzeń. Kain i Abel byli inni niż ogólnie sie przyjmuje, nie mowiąc o Noe - bardzo mi sie podobały historie ich rodzin, charakterystyka poszczególnych postaci. Za to już opisy aniołów, ich "ewolucja" na ziemskim łez padole nie....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

252 użytkowników ma tytuł Wszystko ma swój czas na półkach głównych
  • 199
  • 49
  • 4
42 użytkowników ma tytuł Wszystko ma swój czas na półkach dodatkowych
  • 30
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Wszystko ma swój czas

Inne książki autora

Karl Ove Knausgård
Karl Ove Knausgård
Norweski pisarz, urodzony w 1968 roku w mieście Arendal. Wychował się w należącej do klasy średniej rodzinie, jest synem nauczyciela i pielęgniarki, studiował historię sztuki oraz literaturoznawstwo na Uniwersytecie w Bergen. Obecnie mieszka w Szwecji, z żoną i trójką dzieci. Książka Karla Ove Knausgårda "Moja walka. Księga 2" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura piękna. Jest jednym z czołowych pisarzy skandynawskich średniego pokolenia. Urodził się w 1968 roku w mieście Arendal w południowej Norwegii. Wychował się w należącej do klasy średniej rodzinie, jest synem nauczyciela i pielęgniarki, studiował historię sztuki oraz literaturoznawstwo na Uniwersytecie w Bergen. Obecnie mieszka w Szwecji, z żoną i trójką dzieci. Jako prozaik zadebiutował w roku powieścią Ute av verden (W świat, 1998). Jego druga powieść En tid for alt (Jest czas na wszystko, 2004) nominowana byłado prestiżowych nagród Rady Nordyckiej oraz Dublin Literary Award. Sławę międzynarodową i niebywały rozgłos medialny przyniósł mu tom pierwszy cyklu zatytułowanego Min kamp (Moja walka). Książka – która była początkiem sześciotomowego, ukończonego w roku 2011 cyklu – została entuzjastycznie przyjęta przez czytelników i krytyków. Szybko stała się też bestsellerem w Norwegii, w całej Skandynawii, i na świecie - przetłumaczona natychmiast na wiele języków, m.in. na niemiecki, włoski, angielski. I tutaj cykl doczekał się bardzo pozytywnego przyjęcia, obszerne omówienia zamieściły m.in. najbardziej prestiżowe gazety, czasopisma i dodatki literackie (“Frankfurter Allgemeine Zeitung”, “New Yorker” czy “New York Review of Books”)
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wolność Jonathan Franzen
Wolność
Jonathan Franzen
„Wolność” Jonathana Franzena odczekała trochę na swój czas, pokrywając się już kurzem zapomnienia. Obawiałam się, że po „Korektach” (doskonałych) jej autora, może mnie spotkać rozczarowanie, a ponieważ wciąż jeszcze nie dorosłam do porzucania lektur, staram się ostrożnie je wybierać. W tej sytuacji rozpoczynanie kolejnej ponad sześćsetstronicowej powieści obarczone było sporym ryzykiem. Z niezręcznej pozycji lektury zakupionej i opuszczonej „Wolność” została wybawiona przez międzynarodową sytuację polityczną, która wymusza na mnie konieczność stania się amerykanistką. Polityka jest w niej zresztą obecna i w sposób znaczący wpływa na życie i wybory bohaterów. Można uznać, że ta powieść jest literackim odpowiednikiem prawdziwie amerykańskiego cheeseburgera - duża porcja tego specyficznego stylu życia, uprawiania polityki, robienia interesów, wychowywania dzieci. I to nie jest wcale sarkazm z mojej strony, Jonathan Franzen ma już od dawna ustaloną i zasłużoną pozycję wśród amerykańskich pisarzy współczesnych, ma też niezwykłe kompetencje do budowania psychologicznych portretów swoich bohaterów, ale tej powieści zabrakło finezji i dyskrecji, co niestety skazuje ją na porównanie z tą, w moich oczach, przaśną i mało wyrafinowaną potrawą. Mimo tych zastrzeżeń, nie mogłam jej ocenić niżej, bo jest po prostu dobrze napisana, chociaż nie zawsze podobało mi się to, o czym czytałam. Podobnie jak w „Korektach”, również w „Wolności” Jonathan Franzen przeprowadza dokładną analizę, a nawet wiwisekcję tego fragmentu amerykańskiej rzeczywistości, który moglibyśmy nazwać rodzinnym i relacyjnym. To autor, który nie obawia się docierać w rejony, gdzie inni się nie zapuszczają, dotykać miejsc bolesnych i intymnych, co akurat tej powieści nie zawsze wychodzi na dobre. Akcja toczy się na dwóch planach, w czasie rzeczywistym w Ramsey Hill i Waszyngtonie, około 2004 roku i w przeszłości, którą opisuje Patty (jedna z bohaterek) w swojej autobiografii. Mamy jeszcze (słabiej zaznaczoną) trzecią perspektywę, rozpoczynającą i kończącą opowieść – sąsiedzką: historię rodziny i małżeństwa Patty i Waltera Berglundów widzianą oczami trochę zazdrosnej i złośliwej grupy sąsiadów. To właśnie małżeństwo i rodzicielstwo - są w centrum zainteresowania autora. Relacje z dziećmi, przyjaciółmi, rodzicami i rodzeństwem, czyli to wszystko, co na co dzień nas buduje, lub przeciwnie, co nas niszczy. Po kilkunastu latach małżeństwa, nie ma chyba wśród osób doświadczających tego stanu takich, które nie podpisałby się pod tytułem, jaki Patty nadała swojej autobiografii: „Popełniono błędy”. Błędem nie będzie z pewnością sięgnięcie po „Wolność” Franzena, chociaż mnie nie oczarowała, a raczej zmusiła do docenienia autora, a to mimo wysokiej oceny, spora różnica.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na82 miesiące temu
Prawdziwa historia Neda Kelly'ego Peter Carey
Prawdziwa historia Neda Kelly'ego
Peter Carey
Cyt.: „Jak biedota płaci daninę człowiekowi buszu tak człowiek buszu płaci daninę biedocie.” Peter Carey, „Prawdziwa historia Neda Kelly’ego” Peter Carey to jeden z niewielu autorów, którym udało się zdobyć dwukrotnie nagrodę Bookera, przyznawaną od 1969 roku za najlepszą powieść anglojęzyczną. Dołączył do takich twórców jak J.G. Farrell, J.M. Coetze, Hilary Mantel czy Margaret Atwood. Powieść „Prawdziwa historia Neda Kelly’ego” otrzymała Bookera w roku 2001 i była to już druga nagroda, którą przyznano australijskiemu autorowi. Pierwszą otrzymał w 1988 roku za powieść „Oskar i Lucynda”. To kolejna powieść, w której Peter Carey wraca do kolonialnej przeszłości Australii. Bohater powieści Ned Kelly to postać autentyczna. Syn irlandzkiego złodzieja skazanego na pobyt w australijskiej koloni karnej, koniokrad i złodziej, marzyciel i buntownik, w drugiej połowie XIX wieku stanął do nierównej walki z opresyjnym systemem. Robin Hood albo Rob Roy z australijskiego buszu, wróg publiczny nr 1 południowo-wschodniej Australii. Autor stworzył dość zaskakującą konwencję literacką. Odtworzył niemal całe, dość krótkie życie Neda Kelly’ego, umiejącego w prawdzie czytać i pisać, ale w stopniu zaledwie umiarkowanym, w formie jego rzekomych pamiętników i zapisków. Stawia to przed czytelnikiem spore wyzwanie, bo autor, by nadać wiarygodności zapiskom odrzuca całkowicie interpunkcję. Świadomy zabieg mający sprawić, by „prawdziwa historia” była prawdziwą historią. Australijska legenda. Znakomita historia o człowieku kochanym przez prostych ludzi a znienawidzonym przez wielkich właścicieli ziemskich, bankierów i policjantów. Bohater czy bandyta? Historia życia Neda Kelly’ego była także inspiracją dla twórców filmowych. W rolę Neda Kelly’ego wcielali się Mick Jagger, Heth Ledger czy Georg McKay w ostatniej, obsypanej nagrodami ekranizacji z 2019 roku.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na73 lata temu
Księga ryb Williama Goulda Richard Flanagan
Księga ryb Williama Goulda
Richard Flanagan
Pociągnąłem pędzelkiem po jej języku, żeby włoski zlepiły się w ostry koniuszek, po czym przesunąłem nim powoli po policzku Sal, pokrytym ochrą, którą różowiła sobie twarz. Zwilżyłem językiem jej brązową pierś i zacząłem kłaść na niej podkład z ochry, najpierw pędzelkiem, który marszczył jej skórę i zagłębiał się w ciało, a potem palcami, przesuwając nimi powoli w koło, pozostawiając w spokoju jedynie dolny łuk jej piersi. Po prawej stronie brodawki położyłem niebieskawy odcień, pozyskany z jakiegoś ultramarynowego pigmentu. Białe różki zrobiłem z ołowianego pudru Lempriere'a, a charakterystyczne żółte źrenice z odrobiny pozłoty, którą już dawno temu podprowadziłem z Wielkiego Domu Madżonga. Dwoma palcami leciuteńko potarłem poczerniałe węglem drzewnym rzęsy, a potem wykorzystując brzuch Sal jako paletę, wymieszałem barwnik ze śliną na ciemną pastę i jej smużkami obwiodłem zarys piersi. W końcu ponad niesymetrycznie usytuowaną brodawką, długą i zarumienioną jakby z zadziwienia, pociągnąłem delikatne kreski, układające się w zuchwałą płetwę piersiową. Rezultat nie był całkowicie zadowalający, choć wizerunek ryby wydawał mi się wierny. Sal dźwignęła się na łokciach, ja jednak widziałem tylko pasiastą, poruszającą się powoli rozdymkę. Odłożyłem pędzel. Kiedy się nachyliłem i czubkiem języka dotknąłem płetwy piersiowej, ryba zadrżała, jakby zaraz miała obudzić się do życia.
Kagemusha - awatar Kagemusha
oceniła na91 rok temu
Odkrycie nieba Harry Mulisch
Odkrycie nieba
Harry Mulisch
Powieść holenderskiego pisarza o niesamowitym pochodzeniu, częściowo odwzorowanym w książce w postaci jednego z bohaterów. I dzieło okazało się godne swojego autora. „Odkrycie nieba” zabiera czytelnika w niesamowitą podróż po historii Holandii XX wieku, Europy Zachodniej po 1945 roku, Holokauście, teologii chrześcijańskiej i żydowskiej, astronomii, muzyce, rewolucji kubańskiej, mitach około-biblijnych i ludzkiej psychice. Do tego jeszcze nie wymaga od czytającego żadnych szczególnych wiadomości ani wiedzy z wymienionych dziedzin. Wszystko jest przekazywane w kolejnych wydarzeniach, opisach i rozmowach. Autor mimo tego nie zastosował strumienia świadomości, nie popisywał się też własną erudycją. Intermezza rozgrywające się w innej, wyobrażonej rzeczywistości stanowią przeciwwagę do realistycznego obrazu świata bez Boga, w jakim żyją bohaterowie. Precyzyjna konstrukcja powoduje, że każdy element jest ważny – zdarzenia, data, zdanie, informacja o kolejnej postaci. Nic się nie dzieje bez przyczyny i wszystko rozwija się logicznie, aczkolwiek zaskakująco. Dwaj główni bohaterowie, będący swoimi przeciwieństwami, w gruncie rzeczy składają się w jedną całość. Zalety jednego są brakami drugiego i na odwrót. Przypadek, a może nie, zetknął ich ze sobą i powiązał na zawsze, co widać w miarę rozwoju fabuły. Los / Bóg dał, los - Bóg wziął. Obie wersje wydarzeń są równie fatalistyczne. Połączenie wielu, pozornie nie związanych ze sobą tematów i warstw pozwoliło autorowi wypowiedzieć się w pełni co do historii i kultury Europy Zachodniej z XX wieku. Od pierwszej wojny, poprzez drugą i Holokaust, rozliczenia zbrodniarzy, dekolonizację, czas kontrkultury i spontanicznych ruchów lewicowych, ich odchodzenie od ideałów, triumf wolnego rynku z konsekwencjami. W aspekcie osobistym losy tradycyjnej rodziny jak i jej antytezy, stosunku do choroby, w tym nieuleczalnej i śmierci. A to wszystko w podwójnym anturażu – astronomicznym i biblijno-historycznym. Na szczęście autor nie zapomniał o Europie Środkowo-Wschodniej. Nasz kraj reprezentują Bielsko-Biała, Katowice, Kraków i leżący w środku trójkąta obóz Auschwitz. Podobnie jak Kuba pokazane bez uproszczeń i ze znajomością historii oraz jej uwarunkowań. Wspaniała i inspirująca lektura.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na101 rok temu
Nim zapadnie noc Michael Cunningham
Nim zapadnie noc
Michael Cunningham
To jest książka, którą ratowałabym z płonącego domu. Raz zdarzyło mi się ją komuś pożyczyć i dopóki do mnie nie wróciła czułam niepokój, chciałam, by już wróciła na półkę. Cunningham po swojej nagrodzonej Pulitzerem powieści „Godziny”, w której ukazał życie trzech kobiet, w różnych epokach, na przestrzeni jednego dnia, zyskał miano specjalisty od powieści o krótkim horyzoncie czasowym. Tworzone przez niego historie mają jednak znacznie większy ciężar gatunkowy niż lot muszki jednodniówki. Książkę otwiera cytat z Rilkego – „Albowiem piękno jest tylko przerażenia początkiem”. I to nas bardzo ładnie usadza w pierwszym rzędzie kameralnego, rodzinnego dramatu ludzi wiodących ustabilizowane życie w przestronnym lofcie nowojorskiego Soho. Peter jest marszandem sztuki, jego małżeństwo z Rebeccą działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, dni płyną im w jednostajnym rytmie, bez gwałtownych szarpnięć i hamowań. Do czasu, gdy młodszy brat Rebekki wprowadza się do nich, by zerwać z narkotykową przeszłością. Głębia analizy życia wewnętrznego bohaterów zabiera nas w rejestry najwyższego piękna i totalnego rozpadu. Symboliczny jest tu wątek słynnej instalacji Damiena Hirsta przedstawiającej żarłacza białego w ogromnym akwarium wypełnionym formaliną, pod wiele mówiącym tytułem: „Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle istoty żyjącej.” To, co myśli Peter patrząc w akwarium w MET dostarczyłoby materiału do analizy zastępom specjalistów od terapii psychodynamicznej. Ten rodzinny dramat oszczędza nam okołorozwodowych didaskaliów, bo rozgrywa się w warstwie głębokiej autoanalizy głównego bohatera, w sferze możliwości i pytań, które stawia sobie większość z nas wchodząc w smugę cienia. Co by było, gdyby…? Nocny spacer Petera po Nowym Jorku, jest dla mnie najpiękniejszą, bo nie pozbawioną autentyczności i brzydoty, wielozmysłową wycieczką nie tyle w trzewia miasta, co w głąb samego siebie.
Magda Maskiewicz - awatar Magda Maskiewicz
ocenił na93 miesiące temu
Czarna księga Orhan Pamuk
Czarna księga
Orhan Pamuk
Pewnego dnia prawnik Galip wraca do domu ze spotkania rodzinnego. Odkrywa, że jego ukochana żona Ruya nagle odeszła. W tym samym czasie w tajemniczych okolicznościach znika również jego kuzyn Celal- wzięty felietonista, którego teksty o charakterze polityczno-filozoficzny wzbudzały skrajnie różne reakcje czytelników. Galip postanawia odszukać żonę i kuzyna, a przy okazji odkryć tajemnice ich zaginięcia. Wędrówka ta zmusi go do zmiany postrzegania otaczającej go rzeczywistości. W jej trakcie odkryje, że nic nie jest takie jakie się wydaje, zaś ludzie nie żyją w zgodzie sami ze sobą. "Czarną księgę" można określić jako powieść obyczajową z elementami traktatu filozoficznego i rozprawy historycznej. Jest to książka o poszukiwaniu własnej tożsamości w czasach, gdy udaje się kogoś kim tak naprawdę się nie jest, zaś świat jest przesiąknięty kłamstwem. Pamuk snuje tutaj refleksje o ludzkiej kondycji, a także o postrzeganiu samego siebie i innych. Jest to powieść wielowymiarowa i wielowątkowa skłaniająca do przemyśleń w wielu rzeczach. Oprócz fabuły, wielowątkowości i przesłania powieść ta wyróżnia się również stopniowo budowanym napięciem oraz tym, że obie części mają skrajnie różny charakter. Pierwsza część rozpoczyna się od opisu życia Celala, Galipa i Ruyi od momentu narodzin oraz ich relacji z rodziną. Następnie zaś skupia się na rozmowach Galipa z przechodniami dotyczącymi indywidualnej i zbiorowej świadomości. W drugiej części zaś Galip czyta książki i materiały należące do jego kuzyna, a następnie wyciągając z nich wnioski i opierając się na zawartych informacjach odkrywa sekrety Stambułu i odczytuje ich znaczenie. Jest to ogromny walor tej książki, podnoszący jej ogólną ocenę. Spodobało mi się również zabieg polegający na wprowadzeniu (do pewnego momentu) dwóch narratorów, którymi są: bezpośredni obserwator zdarzeń piszący w trzeciej osobie, oraz pierwszoosobowy narrator rozważający różne sytuacje życiowe oraz kondycje społeczeństwa odnoszący się różnych traktatów filozoficznych, poezji i historii, chętnie opowiadający o swoim życiu i dzielący się własnymi odczuciami. Ciekawym zabiegiem jest też fakt, iż na początku każdego rozdziału Pamuk przytacza cytaty wielu znanych autorów, co podsyca zainteresowanie lekturą. Reasumując. Książka ta jest napisana bogatym językiem i wciąga od pierwszej strony. Jest to powieść o tym, że nie warto jest się upodabniać do innych, lecz walczyć o bycie sobą i udowadniać swoją wartość. Uważam, że z tego powodu warto jest zainteresować się tą lekturą i po nią sięgnąć.
Maras - awatar Maras
ocenił na97 lat temu
Nie ma się czego bać Julian Barnes
Nie ma się czego bać
Julian Barnes
Teologiczny deserek z pistacjami na ciepło; w sam raz na taką pogodę. Niestety bez nadmiernie bogatego nadzienia, ale istnieje chyba taki etap czytelniczy w poznawaniu tematów tanatycznych i im pokrewnych, że ciężko spotkać myśl, która przejedzie po nas jak walec. Wie to Barnes; wie, jak trudno przyrządzić polędwicę Wellington, więc uskutecznia prostszy przepis deserowy. To też może smakować. Jest w tej powieści (powieści?) tyle ciepłych przekomarzań, empatii, ale i zabawno-poważnej rozkminy. Jest w niej Stendhal, którego zachwycała sztuka sakralna mimo ateizmu i wrogości wobec Kościoła, i zachwycała do tego stopnia, że chorował od nadmiaru bodźców pięknej Florencji. Jak wyjaśnić metafizyczne dreszcze u ateusza? (Tym mniej więcej zajmuje się ta książka). Jest w niej też praktycznie nieznany nad Wisłą Jules Renard (z wielką stratą dla naszej literatury),Gustave Flaubert, Émile Zola, a w zakresie stylu technicznego czuć ciepły płomień à la Romain Gary. I jest pytanie: czy naprawdę nie ma się czego bać? I doskonałe otwarcie historii: „Nie wierzę w Boga, ale odczuwam Jego brak”. Przy okazji uważam, że tłumacz trochę nie dowiózł z tytułem, bo ten w oryginale brzmi: „Nothing to Be Frightened Of”, i właśnie w angielskim tytule krystalizuje się podwójność: nicości należy się bać. Polski przekład w tym wypadku zachowuje frywolność stylu, ale nie dwuznaczność treści. Środek natomiast przetłumaczony jest dobrze; Jan Kabat, jak widzę, to bardzo wszechstronny tłumacz. A odnośnie omawianych mimochodem stanowisk filozoficznych, zakładów Pascala i tym podobnych, mam wrażenie, że odpowiedź na pewnym etapie życia sama się w nas ogłasza. Wszystkie dialektyczne zabawki mają tylko udowadniać to, w co już wierzymy, dlatego nie ma żadnego sensu dyskutować z drugą stroną, zwłaszcza że takie debaty-pojedynki grane są podług założeń: „przegrany i upokorzony będzie teraz moim błaznem”. (Barnes chyba czuje ten klimat, bo sam zaprojektował pewien kadr-wspomnienie, z którego aż zieje niechęcią do sądów absolutystycznych).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na103 miesiące temu

Cytaty z książki Wszystko ma swój czas

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wszystko ma swój czas